Poprzedni temat «» Następny temat
Diabelski młyn
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 12:58   Diabelski młyn





Diabelski młyn to największa atrakcja tego miejsca. Są do niego zawsze długie kolejki, ale warto wytrwać, gdyż widok, który oferuje jest tego wart.
[Profil]
 
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-07, 00:20   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


//27 kwiecień.

Dni mijały, noce się ciągnęły. Coraz więcej wspomnień nawiedzało moją głowę, z tym nieprzyjemnym stukotem gdzieś pod czaszką. Potrzebowałam czasu, potrzebowałam wsparcia, ale też... Potrzebowałam samotności. Czy właśnie dlatego zaczęłam nalegać na to, by Scott w końcu powrócił do swojej pracy? Potrzebowałam chwili dla siebie, by móc wszystko przemyśleć, by móc samej ułożyć te nieskładne obrazy przed własnymi oczyma. Ale... Potrzebowałam też wyjść z domu. Musiałam się wyrwać z tej nowej rzeczywistości - co wcale nie było takie łatwe, gdy fizyczność tak mnie ograniczała.
Przyzwyczajałam się jednak do kuli u mojego boku, która znacznie odciążała wciąż niezagojoną kostkę. Powoli godziłam się też z moim nowym obliczem - tym, które od dawna nie było już Julie, ale przestawało też przypominać Caroline. Moja niechęć do blond fal przeminęła tak szybko, jak zrozumiałam skąd w ogóle się wzięła - chyba dlatego zdecydowałam się na zabieg ściągania koloru z włosów, świecąc teraz jasnorudymi kosmykami na delikatnych, na nowo formujących się lokach. Wyciągnięte swetry też szybko zamieniłam na lepiej dopasowane koszule, a zdecydowanie za długie spódnice - na ołówkowy krój. Przestawałam bać się własnej cielesności, choć przecież wciąż była dla mnie tak obca. I nawet mimo tego, że wciąż oglądałam się przez własne ramię - chciałam stać się bardziej niezależna.
Czy dlatego postawiłam tę sytuację jasno? Chciałam spędzić czas poza własnymi czterema ścianami, chciałam spędzić go z nim. Ale chciałam też dojść tu sama, udowodnić samej sobie, że jestem w stanie, ale i jemu - że nie tylko na mnie świat się kończy.
Przystanęłam więc przed podestem na diabelski młyn, oczekując na bruneta. Co złego mogło się tu stać, poza jego spóźnieniem?
Nie wiedziałam. I chyba wolałam się o tym nie przekonywać...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-07, 00:41   
   Multikonta: Dale/James


Samotność czasem była potrzebna.
Scott tego nie pokazywał, ale... Też jej potrzebował. Nie chciał jej zostawiać samej, ale siedząc w pracy docenił to, że może pobyć sam ze swoimi myślami, wrócić do tych samych nudnych zajęć, poprzecierać kilka szklanek, zrobić kilka drinków. Tak, z pewnością to było mu potrzebne.
Nie zmieniało to jednak faktu, że ciężko było uciec od niej myślami, od tego wszystkiego co się wydarzyło.
W ciągu minionych dni padło tak wiele słów, dowiedzieli się o sobie tak wiele, a był to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwa batalia z przeszłością miała dopiero nadejść i myślę, że oboje to czuli - to jak cisza przed burzą.
Zerknął na zegarek i zaklął cicho pod nosem. Powinien wyjść z pracy dobre piętnaście minut temu.
Zebrał się szybko i machnął na pożegnanie swojemu zmiennikowi, po czym szybkim krokiem dotarł do swojego samochodu.
Już po chwili pędził przez ulice miasta. Droga minęła mu dosyć szybko, po niecałych dziesięciu minutach był na miejscu.
Uśmiechnął się pod nosem, gdy opuszczał pojazd. Mimo tych wszystkich przykrości nie potrafił się nie cieszyć na myśl, że znów ją zobaczy. Zwłaszcza dziś - to ich spotkanie przypominało randkę dwójki normalnych ludzi. Diabelski młyn i te sprawy... Może być całkiem miło. Na chwilę będą mogli oderwać się od brutalnej rzeczywistości.
Uniósł brwi, gdy zobaczył już z daleka jej strój, oraz nową fryzurę... Wow. Nie spodziewał się tego po niej i nie miał pojęcia dlaczego zdecydowała się na taką zmianę - nie siedział przecież w jej głowie, ale... Podobało mu się to. Tak wyglądała o wiele lepiej, jednak nauczony poprzednimi doświadczeniami postanowił nie prawić jej komplementów.
Podszedł od tyłu i bez słowa chwycił ją delikatnie za dłoń.
- Dzień dobry Pani. Gotowa na przejażdżkę życia? - rzucił nieco rozbawiony i przeniósł na nią wzrok, by puścić jej oczko. Kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej - po prostu nie mógł się powstrzymać, cieszył go jej widok.
Raany. Zupełnie jak w jakimś zmierzchu czy innym badziewiu...
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-07, 01:03   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Wzdrygnęłam się czując dotyk zza pleców. Mimo usilnych starań - nie byłam w stanie pozbyć się pewnych nawyków, choć teraz... Teraz one nie były takie jak dawniej. Mimowolnie odwróciłam się na pięcie, w kierunku "zagrożenia", zaciskając jedną ze swoich dłoni w pięść. Całe te nerwy jednak szybko puściły, gdy usłyszałam nie tylko przyjazny ton, ale i ujrzałam tak znajome mi oblicze.
- Rany boskie, Scott... - Mruknęłam wyraźnie niezadowolona, biorąc głębszy wdech. - Serce by mi z piersi uciekło. Nie strasz mnie tak! - Rzuciłam po chwili, delikatnie popychając go w ramię, a na swoje usta przywołując mimo wszystko ciepły uśmiech. Wciąż nie czułam się komfortowo, ale... Chciałam się zmienić. Dla niego.
- Chyba nigdy wcześniej nie byłam... - Odparłam w końcu na jego pytanie, tak dobrze zdając sobie sprawę z własnych lęków. Jednym z nich był strach przed wysokością - ale czy to nie było najlepsze remedium na poradzenie sobie z tym ograniczeniem? Stawienie czoła tym nieuzasadnionym lękom u boku kogoś, kto dodawał tak wiele sił? - Prowadź. - Wyrzuciłam z siebie w końcu, wyjątkowo pewnie jak na własną niepewność, przepuszczając go pierwszego na podest. Bo to wcale nie tak, że przecież się bałam jak mały szczeniak, i potrzebowałam kogoś, kto za rączkę mnie zaprowadzi do samej budki, no skądże. Wcale tak nie było, na-ah. To po prostu... Szansa dla niego, tak. Żeby mógł poczuć, że jest w dowodzeniu, że to od niego zależy. Dokładnie tak było, a moje serce wcale nie waliło jak dzwon kościelny w niedzielę.
Przełknęłam ślinę, poprawiając kulę przy własnym ramieniu, nim ruszyłam wraz z nim w kolejkę - nie wiem, czy to ta pora, czy ten dzień? Ale kolejka była dziś wyjątkowo długa. Wszyscy zdawali się czekać w zniecierpliwieniu na swoją kolej - gdy młyn w końcu stanie w miejscu, wypuszczając poprzednich pasażerów, gdy ja w myślach liczyłam sekundy do pełnego obrotu. Miałam tylko nadzieję, że widoki tam na górze odpłacą mi wszystkie te nerwy, całkowicie ignorując sytuację wokół mnie. Ale czy na pewno dobrze robiłam? Może wcześniej powinnam była zwrócić uwagę na mężczyzn przed nami, którzy zdecydowanie zbyt entuzjastycznie zareagowali na nasze pojawienie się w kolejce?
Nie znałam ich motywów. Jeszcze dla mnie nie istnieli. Jeszcze ich słowa do mnie nie dochodziły, gdy walczyłam ze swoimi wewnętrznymi demonami. Może i słusznie?
Ale kto wie, czy i Scott ich potrafił tak ignorować, jak moje mroźne spojrzenie?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-07, 01:20   
   Multikonta: Dale/James


Zaśmiał się cicho, gdy dziewczyna go popchnęła i zmierzył spojrzeniem to ogromne koło, które przed nimi stało.
Zabawne, kto w ogóle wpadł na pomysł zrobienia czegoś takiego? Niby prosta rzecz, a przynosiła ogromne dochody, tylu ludzi przewijało się dziennie przez tą atrakcje... Normalnie nie jarały go takie rzeczy, ale z nią wszystko było inaczej.
- No to będzie nasz pierwszy raz. Ja też nie. - rzucił wzruszając ramionami. Co mogło się wydarzyć? Przecież to tylko głupia romantyczna przejażdżka, nie?
Poprowadził ją do kolejki i westchnął pod nosem widząc jej rozmiar.
Będą musieli trochę postać.
Był całkowicie zajęty nią, dlatego na początku nie zauważył mężczyzn, którzy znaleźli się przed nimi... Oraz tych, którzy byli kilka miejsc za nimi.
Gdyby zauważył ich od razu nie byłoby problemu, problem w tym, że opuścił na parę chwil gardę.
Pech chciał, że znaleźli się z tymi typami w jednej kabinie.
Dopiero, gdy diabelski młyn ruszył Scott się im przyjrzał. Jeden z nich... Twarz wydała mu się cholernie znajoma, a instynkt podpowiedział mu, by delikatnie przesunąć Caroline za swoje plecy.
Mógł się oczywiście mylić, mógł mieć zwidy, albo paranoje, może to zwykli ludzie, którzy wcale nie udawali braku zainteresowania naszą parką, może wcale nie zerkali na nich ukradkiem co parę chwil.
Cholera, jak bardzo żałował teraz, że nie ma przy sobie broni.
Na razie jednak nie reagował, nic nawet nie powiedział Caroline - nie chciał jej straszyć bez potrzeby, ponieważ wciąż chciał wierzyć w to, że to wszystko jest tylko jego urojeniem.
- I... I jak się podoba? - spytał siląc się na łagodny, spokojny ton.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-07, 01:40   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie chciałam, by moje własne problemy mnie przerosły. By to, z czym walczyłam tam w środku wydostawało się na wierch. By ciężar, który nosiłam na własnych barkach miał spłynąć na kogokolwiek innego.
Ale jednocześnie miałam w sobie tak wiele samozaparcia, by z tym walczyć. By móc zrzucić w końcu to brzemię - ciężką pracą i własnymi wyrzeczeniami. Własnymi decyzjami, które miały mi pomóc w tej ciężkiej walce.
Czy dlatego stałam się głucha na te wszystkie bodźce, które wprost mówiły, że szykuje się coś złego? Dałam się zaprowadzić, niczym zbłąkana owieczka do tej klaustrofobicznej budki. Czułam, jak moje nogi drżą pod moim niewielkim ciężarem, gdy stopy stawiałam na tym niepewnym gruncie, opierając targaną przez siebie kulę przy samym wejściu, o jedno z siedzeń. Wtuliłam się w bruneta, zdecydowanie za mocno zaciskając swoje dłonie na jego ramieniu. Ale... To była moja chwila. Chwila, gdy miałam pokonać swoje lęki, stanąć ponad nimi. Przyrzekłabym, że mój oddech na chwilę przyspieszył - przynajmniej do czasu, aż usłyszałam jego kojący głos, który wybudził mnie z tego dziwnego transu, w którym się znalazłam. Dopiero teraz znalazłam w sobie siłę, by się rozejrzeć poza własne stopy. By spojrzeć przez wszechobecne okna na panoramę miasta zdobioną tyloma pięknymi światłami. By zauważyć gwiazdy rozchodzące się po niebie i wtórujący im księżyc. Było...
- Magicznie. - Odparłam niemal z zapartym tchem, kończąc jedną ze swoich myśli. Moje tęczówki z całą pewnością zabłyszczały w tym świetle, gdy spojrzeniem starałam się objąć jak największy teren. Dopiero teraz rozumiałam, dlaczego to miejsce było tak bardzo oblegane. Mój lęk szybko został zastąpiony przez zachwyt, a uścisk moich rąk z całą pewnością zelżał. Aż do chwili, gdy przerzucając wzrok z jednej strony miasta na drugą, zauważyłam to spojrzenie naszych współpasażerów, tak dziwnie skupione na... Nas?
Nie, musiało mi się tylko wydawać. Pewnie... Pewnie patrzyli przez okno za nami, gdzie rysował się brzeg rzeki a jej nurt porywał każdy wzrok. Musiało tak być. To było jedyne wyjaśnienie. A jednak... Nie potrafiłam wyzbyć się tego niepokoju, które niosły jedne z wpatrujących się w nas ślepi.
Wtuliłam się mocniej w bruneta, przyciskając swoją twarz do jego ramienia, by po chwili - niby całkowicie naturalnie - ucałować go delikatnie w policzek, a własne spojrzenie skupić na jego twarzy. Wtedy zrozumiałam - to nie tylko moje przeczucie...
- Czy... Czy mi się wydaje, czy oni się na nas gapią? - Zapytałam cichym szeptem, nie odrywając swojego policzka od jego ramienia. Czego jednak nie mogłam przewidzieć, to nagłe zatrzymanie się karuzeli - gdy byliśmy na samym szczycie. Czy był to planowy przystanek, czy jednak... Coś tu mocno nie grało?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-13, 02:55   
   Multikonta: Dale/James


Wszystkie te pieprzone problemy kiedyś muszą się skończyć, hmm? A teraz właśnie byli na najlepszej drodze do tego, by je pogrzebać, zostawić gdzieś za sobą. Starali się wspólnie wyjść na prostą i jeśli tak dalej pójdzie, cholera - być może nawet im się uda!
Scott dawno nie robił takich rzeczy - ba, właściwie chyba nigdy tego nie robił. Nie zabrał dziewczyny na diabelski młyn, nie jadał z nimi kolacji, nic z tych rzeczy. W nocy był bandziorem najgorszego sortu, a w dzień... A w dzień przeważnie spał.
Odkąd w jego życiu pojawiła się Caroline wszystko się zmieniło, a teraz, gdy okazało się, że tak naprawdę jest zupełnie kimś innym niż myślał... Cholera jasna. Jego cała rzeczywistość stawała się jednym wielkim diabelskim młynem. Z naciskiem na słowo diabelski. A jednak - pomimo tego wszystkiego - dalej pozostawała dla niego bezpieczną przystanią, przy niej odnajdywał spokój, była jego ostatnią deską ratunku - i trzymał się jej tak mocno jak tylko potrafił.
Złapał ją więc mocno za dłoń i zbliżył się do niej.
Nie miał pojęcia czego chcą od nich Ci ludzie - powoli przestawał mieć wątpliwości, nie chciało mu się wierzyć, że pojawili się tutaj przypadkiem.
Znał takich jak oni - znał ich cholernie dobrze. Nie patrzyło im dobrze z oczu, byli cholernie podejrzani. Zdecydowanie to nie był przypadek.
Dziewczyna znów znalazła się w jego objęciach, a on przycisnął jej ciało do swojego i gdy zadała mu pytanie westchnął cicho pod nosem.
- Za chwilę może się zrobić paskudnie. Naprawdę paskudnie. Przy mnie nic Ci nie będzie. Obiecuję. - szepnął jej tylko na ucho i odetchnął głębiej.

Nie miał przy sobie żadnej broni, nic co mogłoby sprawić, że ta sytuacja wydała by się choć trochę beznadziejna.
Nie wiedział co to za ludzie, nie miał pojęcia do czego są zdolni. Jednak... jego reputacja go wyprzedzała - często opowieści duchu były mocno przesadzone, dlatego możliwe, ża zachowają dystans.
Oby.
- Nie mam pojęcia kim jesteście, ale jeśli wy wiecie kim jestem ja... Powinniście również wiedzieć jak to się skończy. - powiedział i w tym samym momencie wypuścił Caroline ze swoich objęć. Ręką przesunął ją dość gwałtownie za swoje plecy i cofnął się tak, by zakryć ją całą przed nimi.
Tamci dość szybko przeszli do sedna, jeden z nich znalazł się przy brunecie i wyciągnął broń. Lufę przyłożył do jego boku.
- Myślałem, że to bzdura. To, że się wycofałeś. Wielki Duch przeszedł na emeryturę? - powiedział odziany na czarno wysoki blondyn, który stał na przeciwko niego. Po jego słowach cała banda zaczęła się śmiać, a Scott wbił wzrok w tego, który mówił i uśmiechnął się lekko.
- Każdy kiedyś musi. - odparł krótko i wzruszył ramionami. Zachowywał się tak jakby zupełnie nie obchodziło go to, że w każdej chwili może dostać kulkę.
- Przykro mi, ale musisz wrócić do fachu. Jest robota do wykonania, duża robota, a Ty ją weźmiesz. Szef nie chce nikogo innego.
- Nie. Skończyłem z tym. - odpowiedział twardo nie urywając kontaktu wzrokowego. Zastanawiał się w tej chwili tylko jak to rozwiązać - miał naprawdę małe pole do popisu, potrzebował czasu - dlatego to wszystko przedłużał. Czasu, by wymyślić coś sensownego.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-13, 22:48   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie tylko dla Scotta to była nowość. Przez tyle lat unikałam bliskich relacji z mężczyznami, a jedyne wyjścia jakie pamiętałam, to te z kuzynami lub wujkiem. Ale czy można porównywać wizytę w wesołym miasteczku z rodziną do tych niezwykłych wyjść ze swoją drugą połówką?
Przez tyle lat unikałam tych zwykłych, normalnych dla osób w moim wieku relacji. I dopiero teraz rozumiałam, dlaczego to robiłam. Dopiero teraz mój umysł stawał się jasny w tej kwestii. Moje zaufanie do "tej brzydszej płci" zostało tak brutalnie złamane przez osobę, która powinna mi być najbliższa, a ta okropność odbijała się nawet w mojej uśpionej podświadomości. Najgorsze, że w końcu będę musiała wyznać mu prawdę, że kiedyś będę musiała zrzucić ten ciężar ze swojego serca. Ale teraz... Teraz te rany wydawały się zbyt świeże, by o nich mówić.
Chyba właśnie dlatego tak cieszyło mnie skupienie się na tej zwykłej codzienności, do której nie mieliśmy prawa przez tak wiele czasu. Jaka tylko szkoda, że ta nasza codzienność wcale nie miała być tak zwykła, jak sobie to wymarzyłam w snach...
Zaniepokoiła mnie reakcja bruneta. Jego nagły gest, jego słowa... Coś tu mocno nie grało, co z całą pewnością odbijało się w moim spojrzeniu. Panika? Czy to znowu ona zaczynała mnie ogarniać? Ręka, która była tak usilnie trzymana przez mężczyznę zaczęła drżeć, a ja czułam, jak robi mi się gorąco z nerwów.
Wyszłam z siebie dopiero, gdy zwrócił się bezpośrednio do tych obcych. Przecież... Przecież to jawne prowokowanie! Może gdyby się nie odezwał, może gdyby schował głowę w piasek, to wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej! Nie mówiąc już o samej jego próbie obrony mojej osoby - co w moim obecnym stanie dość mocno się na mnie odbiło, gdy bokiem uderzyłam o ściankę budki, nie mogąc utrzymać równowagi na chorej nodze. Mimowolnie syknęłam, przymykając na chwilę powieki, by już po chwili... Po prostu zamrzeć. Widziałam ten pistolet przyłożony do jego boku, widziałam jego zdecydowanie zbyt lekkie nastawienie. Caroline już dawno wpadłaby w panikę, płacz i rozpacz, ale teraz... Teraz budziła się we mnie dawna Jules, która nie zawsze potrafiła utrzymać język za zębami. Chociaż może ona budziła się już znacznie wcześniej, tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy?
- Nie! - Krzyknęłam niemal natychmiast, czując jak łzy próbują napłynąć do moich oczu. - Nie możecie go do niczego zmusić. - Dodałam po chwili, samej nie wiedząc po co się odzywam. Było ich więcej, byliśmy zamknięci kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Tu... Tu nie było miejsca na ucieczkę.
Czułam, jak moje ciśnienie rośnie, gdy te bandziory śmiały się na moją reakcję, wciąż nie spuszczając wzroku z bruneta. Nie traktowali mnie tu poważnie, prawdopodobnie nikt nie zwracał na mnie większej uwagi i stałam się jedynie obiektem drwin. Tu... Tu chodziło tylko o D'Amico. I oczywiście musiałam to spieprzyć...
- Skoro własne życie nie jest dla Ciebie wystarczająco ważne, to co powiesz na jej? - Zapytał ten, który stał twarzą w twarz z brunetem, głową wskazując jednemu ze swoich pomagierów na mnie. Ale... Ku mojemu zdziwieniu, gdy i w moim kierunku ktoś próbował wycelować lufę - nie przerażało mnie to tak bardzo jak ohydne głaskanie po moich włosach, które wciąż wspominałam we własnych koszmarach... - Jeden fałszywy ruch, i nie wiesz z której strony padnie strzał. Entliczek pętliczek, czerwony stoliczek... - Rozpoczął swoją wyliczankę i wszyscy wiedzieliśmy, jak ona może się skończyć. Przełknęłam głośniej ślinę, samej nie wiedząc, co robić. Ale... Miałam swoje asy w rękawie, prawda? Może jednak moje wykształcenie na coś się tu przyda? W końcu... Znałam każdy słaby punkt w ciele człowieka, tylko... Jak wystarczająco się do nich zbliżyć?
Nie wiedziałam jeszcze, co robić. Ale wiedziałam jedno. Musiałam mu pokazać, ze nie musi się o mnie bać. Że niezależnie od tego, co tu się stanie - będziemy drużyną. Dlatego też dłonią dotknęłam jego pleców, spokojnie, starając się powstrzymać każde drżenie ze strachu w moim organizmie, gdy pojedyncza łza mimowolnie spływała po moim policzku....
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-15, 00:26   
   Multikonta: Dale/James


Tak naprawdę Scott nie wiedział co działo się w jej domu. Pewnie - nie był idiotą, ale ile może zrozumieć mały chłopiec? Miał świadomość, że jest źle, że jej ojciec robi jej krzywdę, ale gdyby tylko wiedział jak ogromną...
Nie ma chyba nic gorszego niż to co przeżyła będąc dzieckiem. Krzywdziła ją najbliższa osoba, przeżyła ogromną traumę i odbijało się to na niej do tej pory.
Cud, że w ogóle pozwoliła mu się do siebie zbliżyć.
Jeśli chodzi o tą całą codzienność... Cóż, tak właśnie wyglądało jego życie, oraz... Niestety życie z nim. Nie ważne jak daleko uciekał, nie ważne jak bardzo starał się nie wracać do tego kim był kiedyś - demony przeszłości zawsze go odnajdywały. To nie była pierwsza taka sytuacja. Dawno temu podpisał pakt z diabłem i teraz każdy dzień stał pod znakiem zapytania - ludzie tacy jak oni tak po prostu nie odpuszczali, z tego środowiska nie można było się tak po prostu wydostać. Scott spodziewał się takich sytuacji - prędzej czy później zawsze go odnajdywali, tylko, że... Na moment stracił czujność zatracając się w Caroline, przy niej cały otaczający ich świat przestawał mieć znaczenie i jak widać na załączonym obrazku - to cholernie niebezpieczne.
Jeden z mężczyzn zbliżył się do Julie (Caroline) i wycelował broń w jej kierunku. Zacisnął dłonie w pięści, jego mięśnie się napięły, z pewnością to poczuła, gdy jej dłoń znalazła się na jego plecach.
- Popełniliście największy błąd w swoim życiu. - warknął tylko, po czym szybkim ruchem wytrącił broń z dłoni człowieka, który celował w niego, a następnie... Zniknął. Zupełnie tak, jakby go tu wcale nie było.
Bardziej spostrzegawcze osoby zauważyłyby, że po podłożu przesuwa się cień, który właściwie nie miał prawa istnieć - słońce nie padało tu w taki sposób, by mógł się pojawić.
Napastnicy byli na tyle zszokowani, że nie wiedzieli jak zareagować i na to właśnie liczył Scott - chociaż teraz już nim nie był. Teraz był tym kim przez wiele lat próbował się nie stać - obudzili w nim to co najgorsze, gdy spróbowali odebrać mu to co w jego życiu najlepsze.
Taka kolej rzeczy.
Cień znalazł się za mężczyzną, który celował w Caroline. D'Amico wrócił do swojej normalnej formy i oplótł lewą ręką jego gardło. Mocno zacisnął, a prawą dłonią zabrał mu broń. Na szczęście była wyposażona w tłumik - nie przewidzieli, że to może zostać wykorzystane przeciwko nim.
Padły dwa strzały - strzelił kolejno - w nogę jednego z czterech napastników znajdującego się dalej od nich, oraz w ramię drugiego z nich. Oboje padli na ziemię. Scott wycelował lufę w blondyna z którym wcześniej rozmawiał.
- Role się odwróciły, co? - rzucił z przerażającym uśmiechem i mocniej zacisnął rękę na gardle swojej ofiary. Ten wydobył z siebie cichy jęk, wyglądał jakby gałki oczne miały zaraz mu wypłynąć.
- Teraz posłuchaj mnie uważnie. Przekażesz swojemu 'szefowi', że jeśli jeszcze raz pośle kogoś za mną to odeślę was w kawałkach, a on będzie następny.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-16, 23:59   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Dlaczego na to pozwalałam? Dlaczego w swoim sercu potrafiłam znaleźć miejsce dla tego agresywnego bruneta? Może to sentyment, a może każde miłe wspomnienie, które napełniało mnie ciepłem? Może to świadomość, że niezależnie od tego, co złego spotkało mnie w domu rodzinnym - przy nim mogłam znaleźć chwilę zapomnienia. Może to jego oczy - które dzisiaj, mimo że dużo smutniejsze i bardziej zmęczone - wciąż miały w sobie ten dziwny, hipnotyzujący blask. Może to po prostu jego obecność, która dawała nutkę optymizmu i w moim paskudnym życiu...
Chociaż czy rzeczywiście mogłam mówić, że to moje życie jest takie złe? On przez te ostatnie lata wycierpiał dużo więcej, stając się najgorszą wersją siebie, gdy na mnie... Tylko odbijały się moje złe wybory. Ale czy właśnie na tym nie polega karma?
Mimo wszystko jednak... Zagubiłam się w tej gęstej atmosferze. Czułam spięcie pod jego ubraniem, czułam te nerwy, które rosły z każdą sekundą, ale w żadnych, nawet najgorszych snach nie mogłam się spodziewać takiego obrotu spraw. To... To, co on zrobił... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to nie mój umysł płatał mi figle.
- Nie... - Wyszeptałam jedynie, gdy moja dłoń nawisnęła w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą dotykałam jego pleców. To... To stało się tak szybko i było tak dziwnie znajome. Zupełnie jak przed laty, gdy on... On...
- Nie... - Powtórzyłam, próbując wydostać się z własnego wspomnienia, gdzie młody chłopak zaginął sprzed moich oczu, by po chwili okładać własnymi piąstkami mojego ojca. Ta złość, ta negatywna energia, ta wściekłość i dzikość... Chciałam się cofnąć, ale za sobą czułam wyłącznie blachę metalowej budki. Co najgorsze - nie potrafiłam skojarzyć, skąd pochodzą te stłumione strzały - mimo, że przecież wszystko odgrywało się przed moimi oczyma. W tej chwili w tym mężczyźnie, który był trzymany przez Scotta widziałam wyłącznie... Własnego rodziciela. I jak bardzo go nienawidziłam, jak bardzo się go nie bałam, nie mogłam pozwolić by znowu... By znowu się zatracił.
- Scott! - Krzyknęłam w końcu, ignorując całkowicie wijącego się z bólu jednego z mężczyzn pod naszymi nogami. Próbowałam dobić do bruneta, mimo, że to wcale nie było takie proste na niesprawnej nodze. Próbowałam choć chwycić go za łokieć, choć nawiązać jakikolwiek kontakt wzrokowy. Próbowałam zrobić cokolwiek, by znowu nie wpadł w tę spiralę nienawiści, gdy moje oczy mówiły tylko jedno:
Proszę. Nie zatrać siebie...
Szybko jednak moje zaszklone spojrzenie powędrowało ku ostatniemu stojącemu agresorowi, któremu chyba pewność siebie znacząco opadła. Moje wargi drżały, a pojedyncze łzy spływały po moich policzkach, gdy jednak odważyłam się i do niego odezwać.
- Stworzyliście bestię. Tylko że ta bestia może odgryźć rękę która ją karmi. Chcecie tak ryzykować? Bo ja po jego uśmiechu widzę, że się nie powstrzyma. - Mój głos się łamał, bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, jak mało się mylę. Widziałam satysfakcję w jego oczach. Nie wiedziałam, czy chodzi o tę adrenalinę? A może traktował to jak kolejne wyzwania na swojej tablicy osiągnięć? Nie wiedziałam, ale... Przerażała mnie wizja, że odcięcie się od tej przeszłości może być... Tak trudne.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-17, 23:30   
   Multikonta: Dale/James


Agresywny to chyba nie jest odpowiednie określenie. A może jest? Problem w tym, że Scott sam się już w tym wszystkim gubił. Nie zawsze potrafił odróżnić dobro od zła, nie zawsze udawało mu się utrzymać na wodzy tego potwora, który w nim tkwił.
A zaczęło się właśnie wtedy, tego feralnego dnia - w jej domu. Wtedy pierwszy raz użył siły, pierwszy raz tak mocno kogoś nienawidził, tak bardzo chciał go skrzywdzić i... I tak mu już zostało. Co do tych gości... Chcieli mu zabrać to co najcenniejsze - chcieli go wciągnąć z powrotem w tą pieprzoną grę, a to przecież oznaczało utratę Caroline.
Więc pojawił się Duch - skrywany tak głęboko w jego duszy, zakuty w łańcuchy w tej chwili wydostał się na wolność i... I tylko obecność ukochanej kobiety sprawiała, że Scott jeszcze całkowicie nie zniknął.
Ignorował jej krzyki, nie odrywał spojrzenia od tego śmiecia, który jeszcze stał na nogach - jeszcze, o ile tego dobrze nie rozegra.
W jego oczach można było dostrzec strach, chyba wreszcie zrozumiał z kim ma do czynienia. I zdał sobie sprawę z tego jak to wszystko może się skończyć, ale zaraz - czy nie powiedział im tego na samym początku?
Dobrze wiedzieli na co się porywają, a teraz już nie mieli odwrotu.
Tylko dlaczego tak ciężko było mu rozerwać ich na strzępy na jej oczach?
Wcześniej nie znał tego uczucia, nie miał hamulców, gdy przychodziło co do czego potrafił pociągnąć za spust...
Cholera, w tej chwili sprawa wyglądała inaczej. Pewnie, oddał dwa strzały, ale nie były to rany śmiertelne. Wyliżą się z tego, wiedział to na pewno. Powinien ich zabić, ale... Ale Julie nie powinna na to patrzeć.
Z rozmyślań wyrwał go jej głos. Łamiący się, przepełniony smutkiem głos.
Przeniósł na nią na moment wzrok i to wystarczyło, by spuścił gardę.
Zwolnił trochę ucisk, a mężczyzna, który przed chwilą był przez niego unieruchomiony postanowił to wykorzystać i wyrwał się, po czym odwrócił się w jego kierunku i spróbował mu wyrwać broń, jednak... Jednak Scott był szybszy.
Cofnął się o krok i kopnął go prosto w kolano. Jego noga wygięła się w nienaturalny sposób, wszyscy obecni mogli usłyszeć ten charakterystyczny trzask. Kość przebiła skórę, mężczyzna zaczął wydzierać się w niebogłosy.
- Milcz. - rzucił krótko i kopnął go prosto w twarz tak, że tamten stracił przytomność i chyba... No cóż, teraz miał prawdopodobnie dwa złamania. Albo zawsze nos tak dziwnie kładł mu się na policzku.
- Zostaliśmy sami. - rzucił Scott w kierunku ostatniego napastnika - tego najodważniejszego, najmądrzejszego.
Wolno ruszył w jego kierunku zrzucając rękę Caroline ze swojego łokcia.
- Nie, proszę... Ja... Powiem im, że Cię nie znalazłem... - próbował się obronić blondyn. D'Amico złapał go za kurtkę i popchnął w kierunku barierki. Następnie chwycił go za gardło i wychylił go zza niej tak, że wystarczył jeden jego ruch, by tamten przywitał się z betonem kilkanaście metrów pod nimi.
- Nie. Powiesz im, że mnie znalazłeś. Powiesz co się tutaj wydarzyło. Powiesz im też, żeby od dzisiaj zaczęli oglądać się przez ramię. Tak? - blondyn tylko pokiwał głową w odpowiedzi, a Scott wciągnął go z powrotem na 'pokład' i wymierzył ostatni cios łokciem prosto w jego parszywy pysk - mężczyzna osunął się na podłogę i złapał za twarz.
I tak zostali we dwójkę z trzema wijącymi się i jęczącymi z bólu facetami, oraz jednym ze złamaną nogą i nosem.
So romantic...
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-18, 23:38   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Czemu moje nerwy tak szalały? Czemu nie potrafiłam się uspokoić? Czemu - mimo, że przecież na co dzień widziałam gorsze katorgi na obiektach badawczych - to, co działo się tutaj tak mocno mnie dotykało?
Bałam się. O jego umysł, o jego duszę. A z drugiej strony... Nie chciałam, by był w tym sam. Chciałam go powstrzymać, ale bałam się jego reakcji. Co jeśli się nie opamięta, i również na mnie odbije swoje alter ego?
Bałam się tego co widziałam, czy raczej - co umknęło mojemu wzrokowi. On... On był mutantem. Był jednym z nich. To przez takich jak on dziś... Dziś nie byłam do końca sobą. To przez takich jak on dziś poruszałam się o kuli, a na moim ciele i duszy pozostały rany, które nigdy do końca się nie zagoją. Czy... Czy ja chciałam w tym tkwić? Czy potrafiłam być ponad to? Czy może... Może po raz kolejny moja wątpliwa moralność widziała w tym szansę na odkupienie długu wobec Departamentu?
Niezależnie od wszystkich wątpliwości, które mną targały - nie mogłam pozwolić, by teraz wszystkich tu wymordował. Bo przecież... Nawet jeśli teraz byliśmy nad ziemią - już za kilka minut budka opadnie, a krew spłynie na ulicę. A ja... Ja otrzymałam już zdecydowanie za wiele uwagi, nie potrzebowałam jeszcze takich atrakcji.
Nie wiem, czy to serio działania moich słów, czy jednak mężczyzna sam się opamiętał, ale wyglądało... Jakby mogło się w końcu uspokoić. Och, w jak wielkim błędzie byłam...
- Scott! - Krzyknęłam jedynie, widząc jak ten agresor próbuje wykorzystać sytuację, ale rzeczywiście... Brunet zareagował jeszcze zanim z mojego gardła wyrwał się jakikolwiek dźwięk. Czułam, jak serce łomocze mi w piersi a kropelki poty spływają po mojej skroni. A potem... Potem ten dźwięk. Znałam go aż za dobrze, samej chybocząc się na swojej chorej nodze. Miałam wrażenie, jakby i ona drugi raz się łamała. Ja... Nie mogłam na to wszystko patrzeć. Nie mogłam patrzeć, jak on... Jak on staje się potworem - dokładnie takim, za jakich miałam wszystkich mutantów. Do tego... Odsunął się ode mnie. Już nie miałam z nim kontaktu, zupełnie... Jakbyśmy do siebie nie pasowali.
Czy zabrakło mi łez? Czemu czułam pustkę, tam w środku? Czemu... Czemu mój rycerz musiał okazać się bestią? Czemu krzyki jego ofiar tak bardzo wdzierały się w mój umysł?
- Dokonałeś swojego. - Rzuciłam w końcu, gdy było... Po wszystkim. - Tylko co masz zamiar zrobić, gdy młyn na nowo ruszy? Oni, ta krew... To nikomu nie umknie, Scott. Właśnie zaserwowałeś nam wycieczkę do strzeżonego ośrodka. - Dodałam po chwili, zupełnie bez emocji. Ja... Nie wierzyłam w to, co się stało. I chyba pierwszy raz, mimo tak wielkiej trwogi w sercu... Byłam tak spokojna.
Czym się stałeś, D'Amico?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-19, 00:29   
   Multikonta: Dale/James


Tak dobrze było mu z tym wszystkim, ta adrenalina, przyjemność płynąca z pokazywania innym, że jest się silniejszym. Widzieć strach w ich oczach, być Panem sytuacji to wszystko... Tak łatwo było zatracić się w tym wszystkim. Stąpał po cholernie cienkim lodzie, był tak blisko przekroczenia granicy - nawet teraz, w tym momencie musiał się powstrzymywać przed zamordowaniem ich wszystkich. I tylko z powodu Caroline tego nie zrobił.
Mimo tego, że ją ignorował... Nie potrafił przy niej tego zrobić. Po prostu nie mógł.
Być może to znaczy, że jest jeszcze nadzieja dla niego? N
Jeśli chodzi o jego mutację... Tak. Miał moc - ona była z nim od zawsze, nie raz i nie dwa uratowała mu życie. Przyzwyczaił się do tego, że taki właśnie jest, przyzwyczaił się do ukrywania swoich umiejętności, ale... Ale właściwie nie wiedział co to oznacza dla niej.
A teraz wreszcie jej to pokazał - kończyły mu się tajemnice, z każdym następnym dniem odkrywała coraz więcej, a on coraz więcej jej pokazywał.
Jeśli po tym co już zobaczyła go nie zostawi, cóż... Prawdopodobnie przetrwają wszystko.

Stało się. Dopiął swego i udowodnił im jak słabi są przy nim, pozostawała tylko jedna kwestia - właściwie najważniejsza - jak słusznie zauważyła Caroline.
Oddychał ciężko nie odrywając wzroku od ostatniego z powalonych mężczyzn.
Jego dłonie do tej pory zaciśnięte w pięści powoli się rozluźniły, podobnie jak mięśnie.
- Nie z takich sytuacji się wydostawałem. Potrafię znikać. Nie na darmo nazywają mnie Duchem. - skwitował tylko krótko wciąż na nią nie patrząc.
Dlaczego pozwolił na to wszystko?
Z drugiej strony... Czy miał inne wyjście? Jak mieli uciec bez krzywdzenia ich? Co powinien zrobić? Jasne, może było w tym wszystkim zbyt wiele brutalności, ale gdyby nie pokazał im, że jest cholernym potworem, oni... Przyszli by następni. Huh... I tak pewnie przyjdą, ale teraz prawdopodobnie zastanowią się dwa razy czy warto.
Złapał jednego z mężczyzn za fraki i przesunął pod barierkę po lewej stronie od wejścia do budki - tak, by ciężej było ich zauważyć.
- Albo przestaniecie jęczeć, albo was wszystkich zabije. - warknął jeszcze do nich, gdy szedł po drugiego, by jego również przeciągnąć w odpowiednie miejsce.
Przez ten cały czas nie patrzył na Caroline, nie potrafił tego zrobić - nie chciał.
Wreszcie budka stanęła w miejscu, a on nie zastanawiając się długo złapał ją za dłoń i szybkim krokiem wyprowadził z budki - prawdopodobnie ją to trochę zaboli, nie mogła jeszcze poruszać się tak sprawnie jakby tego chciał, ale... Wolność była ważniejsza i miał nadzieję, że mu to wybaczy.
Wciągnął ich od razu w tłum, puścił jej dłoń i dalej prąc przed siebie zdjął kurtkę ze swoich ramion, po czym uczynił to samo z jej wierzchnim nakryciem.
Wyrzucił ubrania do pierwszego lepszego śmietnika.
Nieopodal znajdowało się małe stoisko z jedzeniem, jakieś kanapki i tego typu sprawy - a także ogródek w którym można było w spokoju zjeść.
Przechodząc obok tego 'lokalu' uwadze Scotta nie umknął wolnostojący wieszak na ubrania z którego nawet nie zatrzymując się zdjął dwa okrycia - męską kurtkę, oraz damski płaszcz, który zarzucił jej na ramiona.
Skręcili w najbliższą uliczkę, a potem w następną, aż wreszcie mogli zwolnić kroku.
Przystanął na moment między dwoma blokami i wreszcie odważył się podnieść na nią wzrok.
- Przykro mi... Przykro mi, że musiałaś to wszystko oglądać. Nie... Nie powinienem, ale... Posłuchaj, nie było wyjścia. Nie znasz tych ludzi. Nie wiesz do czego są zdolni.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-19, 01:04   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Tajemnice...
Tak bardzo ciążyły na sercu i umyśle. Tak bardzo nie pozwalały na powrót do normalności - gdy wszystkie Twoje sekrety tak naprawdę... Nie były Twoje. Bo czy ja dalej byłam tą małą, nieporadną nastolatką? Nie, zaraz... Chyba stałam się bardziej nieporadnym dorosłym. Jules, mimo wszystkiego złego, co ją w życiu spotkało - miała w sobie siłę. A ja? Gdy już myślałam, że ją odnalazłam - prysła. Zupełnie jak słaba bańka mydlana, a wszystko przez to, że... Że on był mutantem.
Czemu straciłam zaufanie przez tę jedną cechę? To... To nie powinno go definiować w moich oczach. Nie po wszystkim, przez co przeszliśmy. A jednak... Bolało. Bolało, bo doskonale zdawałam sobie sprawę, że stoimy po dwóch stronach barykady. Że los nigdy nie powinien połączyć naszych dróg, nie w ten sposób.
Cierpiałam widząc tę agresję, ten pokaz siły. Tak bardzo chciałam nie patrzeć - ale ich bolesne jęki wdzierały się we mnie, coraz głębiej, odbijając swoje piętno.
On. Był. Potworem.
On mógł robić innym to, co mi zrobił Edams ze swoim mentorem.
On był mordercą.
On był ścigany.
Czemu więc nie potrafiłam go znienawidzić?
- Ciebie. Zapomniałeś o jednym drobnym szczególe. - Odparłam dość szybko na jego słowa, ale... Nie denerwowałam się. Nie wiem czemu, nie ogarniał mnie strach na wizję spotkania z policją czy szwadronami. Czułam... Dziwny spokój? Jakby to mogło rozwiązać moje problemy, w jakiś dziwny, pokrętny sposób.
A jednak - jego groźby kierowane do tych oprychów kuły mnie w serce. Czy i mnie nie uraczono takimi drogimi życzeniami?
- Natychmiast przestań. - Niemal wysyczałam przez zęby, czując, jak łzy zbierają mi się pod powiekami. Te miesiące... Nauczyły mnie kilku rzeczy. Przede wszystkim tego, że groźbą nie odbierzesz bólu, który zadałeś...
Nie zdążyłam jednak w żaden sposób zareagować, gdy mężczyzna... Wyrwał mnie z budki. Syknęłam, stając na chorej nodze i tak, jak jeszcze kilka chwil temu myślałam, że nie mogę już płakać - tak Scott szybko utwierdził mnie w przekonaniu, że jeszcze ze mnie wyciśnie resztkę emocji, bólu i strachu. Ciągnął mnie w tym tłumie, doskonale wiedząc, jak bardzo teraz cierpię. Ciągnął mnie - żeby uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny. A ja... Ja w tym wszystkim nie potrafiłam mu się postawić!
- Co Ty robisz?! - Zapytałam, gdy tylko pozbawił mnie płaszcza, a już po chwili - nazywajmy rzeczy po imieniu - okradł jedno ze stoisk.
- Czy Ty kompletnie oszalałeś?! - Zapewne bym krzyknęła, gdybyśmy nie byli w środku tłumu, ale teraz, odważyłam się jedynie na podwyższony szept. On... Nie powinien taki być. Nie powinien być...
Kryminalistą.
Jezu, Caroline, czemu jesteś tak nieogarnięta?
- Ty chyba sobie żartujesz! - W końcu znalazłam siłę, by móc przez łzy podnieść na niego głos. Ja... Sama nie wiem co czułam. Żal, złość, ale przede wszystkim - utratę wiary. - Zawsze jest inne wyjście! - Dodałam po chwili, zrzucając ten kradziony płaszcz ze swoich ramion, by po chwili przetrzeć zakatarzony już od płaczu nos we własny rękaw. - Dobrze, że już wiem do czego Ty jesteś zdolny. - Odparłam w końcu, patrząc mu głęboko w oczy z drżącymi wargami. Najgorsze że... Każda z tych łez była spowodowana fizycznym bólem, a sama... Byłam pusta. Jakby ktoś odebrał mi właśnie całą wiarę na lepsze jutro. - Ty nie chciałeś znaleźć innego wyjścia. Ty... Ty mnie odrzuciłeś! - Wyrzuciłam mu bez większego zająknięcia, wspominając chwilę, gdy odrzucił mój dotyk. Gdy zatracił swoją duszę dla starych nawyków, nie dając nawet szansy na narodzenie się nowych. Pokręciłam głową z niedowierzaniem, że... Że mogłam na to pozwolić, by po chwili - minąć go, jednocześnie pociągając własnym ramieniem o jego rękę. Chciałam się dostać pod ścianę, na ten niewielki kawałek chodnika, by choć trochę dać odpocząć wymęczonej już nodze. By zelżyć to, do czego on doprowadził...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-19, 01:22   
   Multikonta: Dale/James


Tajemnice jak widać na załączonym obrazku potrafiły wszystko pięknie zniszczyć. Tylko, że on właśnie w taki sposób żył. Tak był nauczony, nie potrafił inaczej - wszystko zostawiał dla siebie, nie dzielił się takimi rzeczami z nikim, ponieważ wcześniej... Wcześniej nie miał z kim.
Teraz wszystko wychodziło na jaw i chociaż czuł ból powoli zaczynał również odczuwać... Ulgę. Stawał się coraz lżejszy - mimo tego, że to wszystko było tak trudne.
Koszmar w tej cholernej budce skończył się tak szybko jak się zaczął i właściwie jednego możemy być pewni - Caroline z pewnością do końca życia zapamięta swoją pierwszą wizytę na diabelskim młynie.
Nie chciał jej sprawiać bólu, gdy tak ciągnął ją przez tych wszystkich ludzi. Wiedział, że jej noga nie jest jeszcze do końca sprawna, ale... Cholera jasna, co miał innego zrobić? Nie bał się odpowiedzialności za swoje czyny - nigdy się jej nie bał. Ale bał się o nią. Nie była winna, nie mogli jej złapać razem z nim, nie mogli jej powiązać z nim, cholera... Dlaczego nie myśleli w taki sam sposób?
- Ja... Nie... - próbował się w jakiś sposób wtrącić, przerwać jej choć na chwilę, gdy wykrzykiwała to wszystko, ale nie dał rady.
Była na niego wściekła - pierwszy raz chyba widział u niej taką złość. Dziewczyna minęła go, a raczej przepchnęła.
Zacisnął mocno zęby i spuścił głowę.
- Odrzuciłem? - odwrócił się w jej stronę i wbił w nią wzrok. Jego twarz nie wyrażała w tej chwili żadnych emocji, chociaż pewnie powinno być inaczej - przed chwilą skatował cztery osoby, a teraz był na dobrej drodze do utraty jedynej osoby, która coś dla niego znaczy.
Jednak... Pustka.
Jak zwykle w takich chwilach - nie czuł nic, po każdej robocie miał wrażenie, że zapomniał co to w ogóly znaczy coś czuć.
- Nie mogłem im pokazać jak bardzo Cię kocham. Po prostu nie mogłem. Gdyby zobaczyli, że coś dla mnie znaczysz nie zawahaliby się ani sekundy. Jesteś moim jedynym słabym punktem. - powiedział twardo nie odrywając od niej wzroku. Zbliżył się do niej - powoli, nie chciał, by pomyślała, że mógłby i jej coś zrobić, a po tym pokazie, cóż... To... Miała prawo się go bać.
- I skoro zawsze jest wyjście wskaż mi jakieś. Jak mieliśmy uciec przed dwoma uzbrojonymi ludźmi gotowymi nas zabić z ciasnej budki zawieszonej kilkanaście metrów nad ziemią? Jak mogłem nie krzywdzić ludzi, którzy bez wahania zrobiliby to nam? Co miałem, kurwa, zrobić?! - na końcu podniósł głos, być może nie powinien, ale... Ale po prostu czuł się bezsilny. Nienawidził siebie za to co sobą reprezentował, tak cholernie nie chciał widzieć cierpienia na jej twarzy, nie chciał widzieć jej łez, ale...
-... Ja po prostu nie potrafię inaczej, rozumiesz?! Tym właśnie jestem, pieprzonym potworem i lepiej się do tego przyzwyczaj, albo... - urwał nie będąc w stanie dokończyć, ale... Ale Julie z pewnością wiedziała co miał na myśli.
Inna sprawa, że jego serce wręcz wrzeszczało, by go nie zostawiała.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6