Poprzedni temat «» Następny temat
Just let me die
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-01-23, 14:18   Just let me die
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


12.04.2014

Vincent upadł na kolana dysząc ciężko. Był wyczerpany. Każdy najmniejszy ruch bolał niemiłosiernie, jakby ktoś wbijał mu nieustannie w mięśnie grube igły. Ciężka skrzynia, którą unosił wektorami, zwaliła się z łoskotem na posadzkę.
Dolores uniosła zirytowana brew. Co on wyprawiał? Kolejny, dziecinny bunt ?
- Trzydzieści sześć, co ty robisz? Wstawaj. - rzuciła oschle, patrząc na chłopaka.
Ten nawet próbował wstać, ale po chwili jęknął i upadł znowu.
- Co jest do cholery.... - warknęła Crow do siebie - Morales, aktywuj obrożę i postaw go do pionu. Nie mamy czasu na jego chimery.
Mężczyzna popatrzył zdawkowo na ekran monitora, obserwując przez moment funkcje życiowe chłopaka.
= To nie będzie koniecznie, Dolores. - westchnął - Na moje oko, on nie udaje. Zmieniła się aktywność mózgu, wektory są wyłączone. - widząc minę Crow, westchnął znowu. Że też musiał tłumaczyć takie proste wnioski - Przeforsowaliśmy go, na dziś koniec.
Kobieta zaklęła siarczyście pod nosem.
- Nie ma mowy. Każdy dzień jest na wagę złota, myślisz, że pracujemy tu w ramach wolontariatu? - warknęła znowu - Sprowadźcie Siedemdziesiąt Siedem. Za pół godziny, ma być gotowy do dalszych eksperymentów.
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-01-26, 21:47   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Leżałam na swojej pryczy wgapiając się w sufit. To miejsce... To miejsce przestało być dla mnie dobre tak wiele miesięcy temu. Miałam wrażenie, że jedyne co znam tu na wylot to układ kafelek nad moją głową - w końcu tak często byłam zmuszona do ich oglądania, gdy próbowano na nowo doprowadzić mnie do zdrowia po kolejnych doświadczeniach w sali badawczej. Najgorsze... Że ja chyba już wcale nie chciałam wracać do zdrowia. Za każdym razem gdy lepiej się czułam, wpadali tu na nowo ciągnąć mnie do kolejnych przypadków. Na nowo musiałam cierpieć, na nowo musiałam przeżywać te katusze...
Na mojej skórze zostały ostatnie zadrapania. Widziałam już kształtujące się pod nimi blizny i żyłam w ciągłym napięciu. Wiedziałam, że lada moment mogą tu wpaść i znowu mnie zabrać. Byłam tego wręcz pewna. Za każdym razem jak słyszałam stukot butów za drzwiami mojej celi, serce podchodziło mi do gardła.
Ale gdy te drzwi jednak się otworzyły... Moje oczy mimowolnie zaszły łzami a całe ciało się spięło.
Mimo wszystko jednak, wzięłam głębszy wdech i posłusznie ruszyłam za nimi ku sali badawczej, rozdrapując jedno ze starych skaleczeń z tych nerwów. Myślałam, że może nie będzie tak źle, może to jakiś lekki przypadek, może szybko wrócę do siebie, by na nowo wgapiać się w kafelki...
Tak bardzo się myliłam.
Widząc tego chłopaka za szybą od razu się zatrzymałam nie mogąc zmusić się do dalszych kroków.
- Nie... - Wymusiłam z siebie, kręcąc nerwowo głową. - Nie chcę... - Dodałam po chwili, odwracając wzrok od tego chłopaka, gdy pierwsze łzy pociekły po moich policzkach. Nie wiem co mu robili, że doprowadzali go do takiego stanu, Ale ja... Ja nie chciałam skończyć tak samo.
Tu jednak nie było miejsca na odmowę. Szybko poczułam kabury na własnych plecach i silne szarpnięcia za ramiona. Na nic był mój płacz i szloch, na nic moje opieranie. Choć nogi miałam jak z waty, praktycznie za szmaty wprowadzili mnie do sali badawczej, gdzie bez ogródek rzucili mną jak lalką prostu przed tego bruneta. Wylądowałam na swoich kolanach, i mogłabym przysiąc, że w rzucanym cieniu postaci stojącej za mną widziałam już przygotowaną pałkę do wymierzenia sprawiedliwości, jeśli tylko nie wezmę się do pracy...
Ale co mogłam poradzić, gdy ja... Ja po prostu nie chciałam znowu cierpieć?
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-01-28, 14:04   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent leżał obolały i zmęczony, marząc jedynie o tym by zasnąć i się nie obudzić. Dałby wszystko, by już nie wstawać każdego dnia, bo wiedział, że będzie on tak samo wypełniony bólem i poniżeniem, jak poprzedni. Wiedział, że nikt go nie uratuje.
Gdy pojawiła się szlochająca Siedemdziesiąt Siedem, zaklął w duchu. Podejrzewać można, że ta dwójka, w głębi serca się nienawidziła. Joe, bo wiedziała, że jak ją przyprowadzą do Vincenta, będzie cierpieć. Obiekt 036 za to wiedział, że pozwalają sobie z nim na więcej, bo mają opcję załagodzenia jego obrażeń. Gdyby nie ona...
- Siedemdziesiąt Siedem. Wiesz co masz robić - usłyszała hardy głos Dolores.
Chłopak leżał na ziemi, pustym wzrokiem patrząc w jakiś nieokreślony punkt. Gdy dziewczyna zbliżyła się do niego, przeniósł spojrzenie na nią. Gdyby mógł jej niewerbalnie przekazać, by mu nie pomagała...by nigdy już się nie obudził...
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-01-28, 19:45   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Zacisnęłam swoje wargi w cienką kreskę, mocno zamykając swoje oczy, byle powstrzymać kolejne lecące łzy. Nienawidziłam tych chwil, nienawidziłam tych momentów. Gdybym miała jakikolwiek wybór... Nigdy bym się na to nie godziła. Ale jaką tu miałam alternatywę?
Nie wiedziałam dokładnie co mu dolega. Widać jednak było zmęczenie i ból towarzyszący jego ciału. Przez zaszklone źrenice próbowałam dostrzec jakiekolwiek głębsze rany na jego skórze, czy ślady po krwi na tym przeklętym białym odzieniu, które niewiele różniło się od piżamy.
Może to jednak będzie lepsza opcja, niż zakatowanie przez tych goryli? W końcu ostatnim razem przez tak długi czas nawet nie mogłam otworzyć oka, gdy się tak zbuntowałam...
Wzięłam głębszy wdech przez szloch, prostując moje ręce nad chłopakiem. Drżały. Trzęsły się niczym u osoby na ostrej delirce, a niosący się po sali głos Dolores tylko pogłębił ten stan...
Niepewnie przyłożyłam dłonie do jego pleców i ramienia. Pewnie nawet przez tą cienką bawełnę mógł poczuć, jak moje paliczki skostniały a moja skóra wręcz trąci chłodem.
Tylko że jak powinien poczuć ulgę... Nic się nie działo.
Co jest, co jest, cojestcojestcojest....
Nie wiem co się działo, ale ogarniała mnie coraz większa panika. Musiało zadziałać, kurwa, człowieku, pokaż że działa, powiedz że działa, błagam, niech to działa....
Jeśli podniósł na mnie swój wzrok, mógł widzieć jak nerw przy mojej szyi nerwowo się porusza, gdy w skupieniu próbowałam dać z siebie co mogłam.
Stres? Strach? Cokolwiek mnie blokowało... Oby nie było naszą wspólną zgubą...
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-01-30, 09:46   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Już wtedy czyjś dotyk go wręcz obrzydzał. Zacisnął powieki. Wiedział, że musi to znieść, chce tego czy nie. Vincent leżał i czekał, ale ulga nie przyszła. Podniósł znów spojrzenie na dziewczynę i widział, że jest przerażona. Stan wyczerpania, ledwie mu pozwolił na procesy myślowe. Moc jej się zablokowała? Jak u niego blokadą był ból, to może u niej strach ?
Ale z nich pocieszne duo.
Dolores sarknęła, patrząc na żałosne poczynania Joe.
- Morales. Zachęć Siedemdziesiąt Siedem do współpracy, jeśli łaska. - powiedziała znudzona
Mężczyzna kiwnął głową i nie kryjąc specjalnie delikatnej satysfakcji, uruchomił obroże Joe. Ból był wręcz oślepiający.
Vincent chciałby jej współczuć, naprawdę. Tyle, że już nie potrafił. Patrzył pustym spojrzeniem na cierpienia dziewczyny i wiedział, że nic nie może na to poradzić. Nie w tym stanie.
-Prze...stańcie... -wymamrotał, ale równie dobrze mógł mówić do ściany
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-02-01, 13:23   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Bałam się bólu. Jak mogłam się nie bać? Miałam wrażenie, że od miesięcy nie czułam się po prostu... Normalnie. Od miesięcy nie było dnia, by coś mnie nie bolało. Teraz wracałam do względnej normalności, a na nowo przyprowadzali mnie w sam środek piekła, gdzie nawet.... Nawet nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Czy właśnie ta niepewność nie budziła we mnie największego lęku? Co jeśli miał uszkodzone organy wewnętrzne, co jeśli sama będę miała od tego zginąć?
Oni jednak znali sposoby. To była chwila, gdy po głosie blondynki czułam przeszywający ból w całym ciele. Moje dłonie przestały dotykać ciała chłopaka, gdy mięśnie mimowolnie się kurczyły a całe ciało się spinało. Chcąc nie chcąc - z mojego gardła wydostał się głuchy krzyk, skutecznie zagłuszający mamrotanie bruneta, a po skroniach zaczęły spływać kropelki potu. To była tylko chwila - a jednak skutecznie przypominała, że tu nie ma czasu na zabawy czy wątpliwości.
Potrzebowałam kolejnych sekund, by po ustąpieniu tego szoku nie paść prosto na chłopca. By utrzymać się w pozycji półsiedzącej, by móc na nowo złapać oddech przez łzy, które wycisnęły się spod moich powiek. Wiedziałam, że na razie to tylko ostrzeżenie, to tylko przedsmak tego, co mogą mi zaoferować, a mimo tego... I tak cierpiałam. Widać to było po moich drżących rękach i niepewnej postawie.
Ale przecież... Nie miałam wyboru.
Wciąż z ciężkim oddechem na nowo położyłam dłonie na plecach chłopaka. Teraz jednak... Mógł czuć, jak niemal opieram ciężar mojego ciała na jego obolałych barkach. To... To wcale nie było łatwe.
Przełknęłam ślinę przez zaciśnięte gardło. Moje ciało się chwiało a w mojej głowie rodził się nowy strach - czy jeśli dalej będę przyblokowana, nie będzie tylko gorzej? A jeśli naprawdę... Może jeśli ma pęknięte płuco, albo śledzionę, może i to uda mi się od niego przejąć? Może moje cierpienie nie będzie się ciągnąć w nieskończoność, tylko sen od razu zabierze mnie na drugą stronę?
To nie było takie głupie.
Resztką sił smutno się uśmiechnęłam, nim moje skostniałe dłonie zaczęło ogarniać ciepło roznoszące się po jego ciele - stopniowo, coraz dalej, komórka za komórką. Wspomnienie wcześniejszego porażenia odchodziło gdzieś w dal, gdy moje mięśnie ogarniał coraz większy ból i zmęczenie - w tym samym czasie, w którym on mógł odczuwać coraz większą ulgę. Garbiłam się coraz mocniej i z całą pewnością - nacisk moich dłoni też był coraz mocniej odczuwalny.
Czy mogłam mieć tego pecha, że mimo moich nadziei, tak naprawdę... nic poważnego mu nie było?
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-02-04, 18:45   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Obrażenia Obiektu Trzydzieści Sześć, był poważniejsze niż można było się spodziewać. Podczas nieludzkiego wysiłku pękła rzepka w kolanie. Do tego dwa żebra były złamane a mięśnie ramion i przedramion pozrywane. Chłopak leżał z zaciśniętą szczęką, nie wydając z siebie najmniejszego jęku. Mogło przez to się wydawać, że nie cierpiał aż tak bardzo. Joe miała się boleśnie przekonać, że wcale tak nie było.
Gdy on powoli czuł ulgę, Joe przejmowała jego obrażenia...i ból. A im dłużej to trwało, tym gorzej było. Vincent chciałby jej powiedzieć, by przestała...ale nie mógł. A może nie chciał ? Dzięki niej, choć chwilowo czuł się lepiej.
Dolores wyszła z pomieszczenia. Zawsze mogła tą małą przerwę wykorzystać na małą filliżankę espresso.
- Morales, pilnuj ich - powiedziała znudzonym tonem, nim zniknęła
Vincent otworzył szerzej oczy. Gdyby tylko mógł uruchomić wektory...może udałoby mu się tym razem uciec?...
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-02-04, 20:49   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Nie przestawałam.
Nie przestawałam, choć bardzo tego chciałam.
Z każdą mijającą siłą czułam coraz silniejszy ból we własnym ciele. Do czego zmuszali tego chłopaka, że doprowadzili go do takiego stanu? Mimowolnie pisnęłam, czując jak coś dzieje się w okolicy mojej klatki piersiowej. Miałam wrażenie, że oddychanie staje się wyjątkowo trudne, ale... Nie mogłam przestać. Tak bardzo chciałam oderwać od niego swoje dłonie, ale... Nie mogłam. Nie wiem, czy kierował mną strach, czy jednak chęć zakończenia tego wszystkiego, ale... Już teraz wiedziałam, że coś jest nie tak.
Przecież nigdy do tej pory nie czułam się... Tak źle.
Oddychałam coraz ciężej. Na ból w mięśniach chyba już nie zwracałam przy tym wszystkim uwagi - w końcu do tego byłam już poniekąd przyzwyczajona. Ale jak tylko ostry ból dopadł też moje kolano... Myślałam, że zejdę z tego świata.
Jęknęłam, a po moim policzku spłynęła kolejna łza. Nie byłam w stanie pozostać w swojej dotychczasowej pozycji - kolano skutecznie uniemożliwiało mi dalsze klęczenie, przez co mimowolnie osunęłam się na swój bok. Moje ręce jednak ciągle dotykały tego bruneta, jakby miały z niego wyciągnąć każde, nawet najmniejsze zadrapanie.
Może to naprawdę była prosta droga na drugą stronę?
Bo czy ja... Czy ja właśnie przekraczałam własne granice?
Jedno było pewne... Gdy laboranci się o tym dowiedzą, z całą pewnością nie będą zadowoleni - ani ze mnie, ani z mojego kolegi z celi po drugiej stronie obiektu...
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-02-08, 13:33   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent leżał w bezruchu, usypiając powoli czujność Moralesa, który zgodnie z jego przewidywaniami, zaczął oglądać swoje paznokcie. Miał obrzydliwy zwyczaj wydłubywania spod nich brudu, a to kartą magnetyczną,a to ostrą końcówką zatyczki długopisu. Dolores piła kawkę, dyskutując zawzięcie z nadwornym psychiatrą. Zwykle mieli odmienne zdanie, boten drugi starał się dbać o zdrowe psychiczne Obiektów, a Crow mu to skutecznie utrudniała. Nie zwolnił się jeszcze tylko dlatego, że zarabiał dużo, a musiał uzbierać dla córki na studia.
Gdy Joe upadła obok niego, zasłaniając go nieco przed Moralesem, który i tak był zainteresowany czymś innym, nagle, zupełnie niespodziewanie, zerwał się z podłogi i wyprowadził cios w twarz laboranta. Ten zachwiał się otumaniony i już po chwili był w mocnym zacisku rąk Obiektu 036. Dolores aż się opluła kawą.
- PUŚĆ GO ! - wrzasnęła przez interkom, by po chwili wpaść do sali z dwoma ochroniarzami. - PUSZCZAJ TRZYDZIEŚCI SZEŚĆ, SŁYSZYSZ?!
Chłopak użył Moralesa jako tarczy, kryjąc się za jego ciałem. Myślał gorączkowo.
Tak. Będzie się nim zasłaniał, przecież nie zabiją swojego. Potem do garażu...ukradną samochód...a potem porzuci wóz i Moralesa w jakiejś głuszy, bo nie zamierzał darować mu życia.
-JESZCZE JEDEN KROK, A SKRĘCĘ MU KARK! - ryknął ostrzegawczo - CHCESZ SIĘ PRZEKONAĆ?!
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-02-08, 20:20   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Nigdy dotąd nie czułam tak olbrzymiego bólu w takich częściach mojego ciała. Nigdy też tak długo nie działałam jako gąbka na całe to cierpienie. Może to naprawdę miał być mój koniec? Może to mógł być mój koniec, gdyby tylko... Chłopak nagle się nie zerwał, całkowicie przerywając to nasze połączenie?
Poczułam poniekąd ulgę, gdy moje dłonie na nowo zaczął ogarniać chłód. Plunęłam krwią, przed siebie, nie znajdując sił na wstanie, czy choćby odwrócenie swojej głowy. Przez to wszystko... Nawet nie byłam w stanie zareagować na ten jego brawurowy ruch. Bałam się tylko, że zaraz nas wszystkich zabiją przez niego... Bałam się, że zrobi jeden fałszywy ruch i oboje mnie zadepczą. Albo... Co gorsza - nie będą się liczyć z tym, ile mogą na nim zarobić - po prostu nas wszystkich rozstrzelają.
Pisnęłam, zaciskając z olbrzymią siłą swoje powieki. Nie chciałam tu być, nie teraz, nie, gdy sprowadzał na nas tak paskudny los. Ale co mogłam zrobić? Resztki woli przetrwania zmusiły mnie do uniesienia mojej głowy, do sprawdzenia, czy chłopak z krzyczącym laborantem wciąż nade mną stoją. Musiałam... Musiałam się odsunąć. Resztką sił, dysząc paskudnie starałam się od nich odciągnąć, przepełznąć gdzieś pod ścianę. Tutaj... Tutaj każdy dbał o siebie. Nie mieliśmy innego wyjścia.
Czemu więc miałam nadzieję, że on serio skręci mu kark? Że zabije ich wszystkich, dając i nam szansę na wolność? Czemu... Czemu wciąż się łudziłam, że była na to szansa?

Tylko kątem oka widziałam przerażenie malujące się na twarzy Moralesa. Nie miałam w sobie wystarczająco sił, by odwrócić się w kierunku szyby, za którą kryła się reszta świty przed naszymi mocami. Ale nawet tutaj słyszałam, ja ochroniarze przygotowują swoje bronie, a sama pani dyrektor placówki niemal wychodzi z siebie przez wściekłość. To była chwila, gdy ich kroki poniosły się po sali, w akompaniamencie głosu 36. Czy to był pierwszy raz, jak go słyszałam?
Bronie zostały wycelowane. Mogłam przysiąc, że słyszałam też dyszenie samej Dolores. Widziałam lasery, wycelowane zarówno w tego badacza, jak i w samego bruneta. Ale... Nie miałam sił do niego krzyknąć.
Tylko czemu tak się spięłam, słysząc kolejne kroki stawiane w sali? Czy to strażnicy zbliżyli się bardziej, czy jednak... Więcej gapiów chciało ryzykować własnym życiem?
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-02-10, 18:37   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Dolores aż się zapowietrzyła. Ten mały,bezczelny gnojek ! Ile razy będzie musiała go ukarać, by w końcu coś do niego dotarło ?! Crow zaklęła cicho pod nosem. Nie chciała się poddawać szantażowi, ale z drugiej strony, szkoda byłoby Moralesa. Rzadko trafiał się tak lojalny i jednocześnie pozbawiony kręgosłupa moralnego pracownik.Nie musiała się obawiać, że latynos nagle zapłacze, że to jednak jest zbyt nieludzkie, co tu robią i on się wypisuje.
-NIE RUSZAĆ SIĘ - warknęła Dolores do ochrony, która stanęła posłusznie, celując jednak wciąż w Edamsa i ich laboranta. - No już, Trzydzieści Sześć. - westchnęła - Niech trochę ci opadną emocje i do tego ptasiego móżdżka dotrze beznadzieja tej sytuacji. - patrzyła na niego chłodno - Jedyne wyjście prowadzi przez te drzwi. Jeżeli nikt nie strzeli do Ciebie tu, to wycofując się, odsłonisz plecy do strażników będących na korytarzu. - kontynuowała bezlitośnie - Jeżeli tkniesz Moralesa choćby paluszkiem, nie ma słów, które opiszą, jak bardzo boleśnie za to zapłacisz. - wycedziła - Warto ?
Patrzyła jak twarz chłopaka, nadal nie zmienia wyrazu, Jak zawsze.Wiedziała jednak, że Edams z pewnością właśnie kalkuluje szanse.
- Ale...powiedzmy, że mam dziś dobry humor - westchnęła w końcu. Nie mogła ryzykować życia Moralesa, który już wyglądał jakby miał zaraz popuścić w spodnie. - Jeżeli odpuścisz i wycofasz się pod ścianę, nie będziesz ukarany.
Mięsień na twarzy drgnął mu nieznacznie. Chciał stąd uciec, najbardziej na świecie...ale szanse malały z każdą sekundą wahania. Z drugiej strony...mógł się z tego wycofać i nie dostać za to batów. Przemyśleć. Znaleźć lepszą okazję.
-Nie będę? - zażądał potwierdzenia władczo
- Nie będziesz - potwierdziła kobieta cierpko. - Masz moje słowo.
Sekundy mijały w ciszy i wydawały się ciągnąć niemiłosiernie. W końcu jednak chłopak zwolnił uścisk i cofnął się. Morales jęcząc ze strachu, wypadł z pomieszczenia i poleciał do łazienki, by tam puścić pawia. Wiedział, że Obiekt 36 mógł mu jednym ruchem skręcić kark, więc naprawdę najadł się strachu.
Crow odetchnęła z ulgą, po czym podeszła do chłopaka...i strzeliła mu z liścia w twarz. Mocno.
- Nie zrobisz tego więcej. NIGDY - wycedziła i wbrew swojej obietnicy, uruchomiła jego obrożę.
W akompaniamencie krzyków chłopaka, kobieta westchnęła cicho i przeniosła wzrok na Joe.
To w sumie dobrze. Niech wie, co czeka tych, którzy się sprzeciwiają.
- Nie martw się, kochana. Tego z niego nie będziesz wyciągać, to jego kara. - powiedziała podniesionym głosem, by przekrycie te wrzaski,
Edams wił się po podłodze, wydzierając się jakby go ze skóry obdzierali. Nie dość, że go bolało, to jeszcze został upokorzony. Przecież obiecała, że nie spotka go kara !!!
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-02-10, 23:09   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Odruchowo chciałam zasłonić swoje uszy, ale ból w mięśniach i próba utrzymania się przy świadomości skutecznie mi to uniemożliwiały. Miałam miejsce w pierwszym rzędzie w tym tragicznym dramacie, rozgrywającym się tuż przed moimi oczami i wcale nie byłam z tego faktu zadowolona. Tyle dobrze, że chociaż ból w klatce piersiowej skutecznie mnie powstrzymywał przed kolejnym morzem łez i szlochem nie do opanowania.
Czułam, jak się spinam, dociskając plecy do ściany, jakby to mnie miało chronić przed złością Obiektu 36, czy kulami ochroniarzy. Oddychałam ciężko, żałując każdego wdechu i czując, jak w moich ustach zbiera się metaliczny smak na ślinie. Ale... Chyba nawet ja się wzdrygnęłam, słysząc obietnicę blondynki. Przerzuciłam swój wzrok z tego nieszczęśnika Moralesa, na Dolores, nie wierząc własnym uszom. Taka łaskawość po takim przejawie buntu?
Czar prysł jednak szybciej, niż zawartość żołądka laboranta...
Czemu... Czemu to ja poczułam się zdradzona? Czy to był właśnie ten moment, kiedy zrozumiałam, że... Że świat nie jest fair? Że nie można tu nikomu ufać?
- Stop! - Krzyknęłam charczącym głosem, trzymając się w okolicy mostka. - Przestań... - Powtórzyłam, już mniej pewnie, opuszczając swój wzrok na ziemię. Może... Może i to nie mnie karali, może nie dzisiaj, ale... Ale wiedziałam, że i tak to na mnie się w końcu odbijanie. Jak nie teraz, to za tydzień, albo za miesiąc - gdy znów będą z niego wyciskać 200%.
Tylko... Dlaczego i mi się zrobiło niedobrze?
Znowu plunęłam, przed siebie, krwią. Czułam się słabo, ale... Moja głowa nie chciała dać mi odpocząć. Nie, gdy w tak bliskim otoczeniu groziło nam niebezpieczeństwo, a krzyki tego chłopaka nie pozwalały uśpić mojej czujności...
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-02-13, 20:01   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Dolores zupełnie niewzruszona słuchała wrzasków chłopaka. W końcu była do nich przyzwyczajona. Bardziej zmartwił ją los drugiego Obiektu, który wyraźnie miał problemy z oddychaniem
- DAJCIE MI TU ZESPÓŁ MEDYCZNY! - ryknęła i przyklęknęła przy Joe - Siedemdziesiąt Siedem, oddychaj powoli i spokojnie. - mówiła do niej. Kiepsko by było, gdyby przez głupi błąd stracili tak cenny Obiekt.
Szlag by to. Nie dość, że Trzydzieści Sześć daje się we znaki i tak muszą na dziś skończyć, to jeszcze Siedemdziesiąt Siedem zaraz im tu wykituje. Cudownie po prostu.
Medycy wpadli do pomieszczenia i zaczęli przenosić Caroline na nosze. Mierzyli ciśnienie, sprawdzali funkcje życiowe...a wszystko to w akompaniamencie krzyków chłopaka
- Dolores, DOŚĆ ! - rzucił ostrzegawczo Miles, wskazując na ekran. Tętno Edamsa zaczęło szaleć, pojawiła się tachykardia, usta zsiniały a oddech stał się chrapliwy i nierówny.
- CZY DZIŚ TU WSZYSCY POWARIOWALI?! - wrzasnęła, jakby to nie ona uruchomiła obrożę, tylko ktoś inny.
Vincent opadł na podłogę, drżąc jak w gorączce. Przez zaciśnięte zęby, wydarł się dziwnie zniekształcony odgłos, który brzmiał...jak powstrzymywany szloch. Jeden z lekarzy podszedł do niego ostrożnie, chcąc sprawdzić jego funkcje życiowe.
-Zabije was... - wycedził, wciąż dygocząc - ...przyrzekam, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobie...- przełknął ślinę, krew zaczęła cieknąć mu z nosa wartkim strumyczkiem.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-02-15, 21:23   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Nie rozumiałam poczynań tej kobiety. Nie rozumiałam jej dziwnej fascynacji w zadawaniu bólu bezbronnym dzieciakom takim jak my. W ogóle... Jak mogła tak emocjonalnie zareagować na mój stan, gdy z takim zachwytem skupiała spojrzenie na płaczu tego bruneta?
Zacisnęłam swoje wargi w cienką kreskę. Nie do końca rozumiałam, co się ze mną dzieje, ale pewna byłam jednego - przegięłam. Ostro nadużyłam swoich zdolności. Najlepszym dowodem na to miał być sam ból, który czułam w całym organizmie. Przecież... Przecież nigdy do tej pory to nie bolało tak głęboko w środku...
Patrzyłam z nienawiścią na blondynkę. To ona była odpowiedzialna za całe to piekło. Ona pociągała za sznurki, ona naciskała spust, ona warzyła piwo, które my musieliśmy pić. To przez nią tacy byliśmy.
A jednak... Tak się przejęła moim zdrowiem?
Syknęłam, gdy tylko silne dłonie medyków złapały mnie pod ramionami i za nogi, próbując przenieść na nosze. To... Wcale nie pomagało przy uszkodzonych żebrach i czymkolwiek, co działo się z moim kolanem. Gdy jednak krzyk chłopaka w końcu ustąpił i zdołałam usłyszeć, co takiego z nim się działo, gdy sanitariusze sprawdzali mój stan - który o dziwo, wcale tak mocno nie odbiegał od normy - zwróciłam się na nowo do tej diablicy w ludzkiej skórze.
- Nic... Nic ze mną nie jest. - Wydusiłam z siebie, ciężko łapiąc oddech. - To żebra. Miał uszkodzone żebra. - Dodałam po chwili, chcąc usprawiedliwić moje problemy z oddychaniem. Nie mogłam się jednak powstrzymać przed uniesieniem jednego kącika ust. - Jeszcze nie wykorzystałam swojego limitu, proszę Pani. - Wydusiłam z siebie, dobrze wiedząc, że prawie osiągnęłam swój kres. Wiedziałam też, z czym to się dla mnie wiąże. Ale... Czy to mogło oznaczać lżejsze najbliższe dni dla niego i dłuższy spokój dla mnie? Czas rekonwalescencji był dla najlepszym, co mogło mnie tu spotkać. Czy mogłam więc przepuścić tak wielką szansę na upust w najbliższych kilku tygodniach?
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-02-22, 11:32   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Edams miał ogromne szczęście, że Dolores nie słyszała jego złorzeczenia, bo by mogła stracić nad sobą panowanie i przy kolejnej serii pieszczot obrożą, mógłby już tego nie przeżyć. Póki co, Dolores straciła pracę cierpliwość, ale do Joe.
- Powiedziałam, NIE - warknęła, już mocno poirytowana - Masz mnie za idiotkę? Wiem co kombinujesz, smarkulo[. Masz być na chodzie. - Crow była całkiem inteligentna, inaczej by nie prowadziła takiego instytutu.
Vincent leżał na plecach, pozwalając lekarzom się nim zająć. Nałożyli mu na usta i nos maskę i podali tlen, by mu się lżej oddychało. Chłopak przymknął powieki, pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. Ostatnia jaką wylał. Ani Joe, ani nikt inny, nie ujrzeli ich już nigdy więcej. Jakby ostatnia cząstka człowieczeństwa umarła w nim, dokładnie w tym momencie. Kiedy uniósł powieki, jego spojrzenie było beznamiętne, wręcz martwe.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7