Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2019-02-21, 14:42 Fight club Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
------------
30.12.2018
Zbliżał się koniec roku. Bez wątpienia był on dla Edamsa przełomowy. W maju udało mu się uciec z więzienia jakim było AlterGen. Prawie od razu trafił pod skrzydła Rebelii, gdzie był otoczony takimi jak on - mutantami, pragnącymi wolności, nie przebierającymi w środkach. Pod ich okiem, powoli uczył się funkcjonowania w grupie, w listopadzie zaś zapadł na ciężką chorobę, z której cudem udało mu się wylizać. Musiał przyznać, że w tym roku miał sporo szczęścia.
Kiedy więc tylko grypa odpuściła i podreperował nadwątlone zdrowie, wrócił do ćwiczeń i zwykle dało się go spotkać w salce treningowej (jeżeli nie bunkrował się w swoim pokoju.)
Chłopak wyrzucił z siebie ostatnią serię uderzeń i worek znieruchomiał. Tłukł go bezlitośnie od 15 minut, więc czas najwyższy było na chwilę przerwy. Vicent sięgnął po bidon z wodą i wypił łapczywie kilka łyków.
Koniec roku – wow! Podsumowanie? Chujowe. W ostatnich miesiącach mojego życia, najlepszym osiągnięciem było niezachorowanie na tę niezbyt zabawną grypę, na którą chorowały sobie mutanty, chyba złapałem za to depresję i ogólnie jakoś tak nie czułem w sobie tego ognia, co zawsze. Czy to oznaczało, że się wypaliłem? Gwiazdka imieniem Phil się wypaliła i pozostało po niej jedynie ciemne, puste miejsce? Może, a może to był taki okres przejściowy, po którym miałem wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Kurwa, mafia, nie? Rozpierdolę w przyszłym roku system bardziej niż w poprzednich latach, a co!
Zacząłem od rebelii.
- Hej, młody, piękny i dzielny człowieku! – rzuciłem na powitanie do Vincenta. Był pierwszą napotkaną przeze mnie osobą. To co, że zdążyłem aby zajrzeć na salę treningową… Hey, Vincent! Uprzykrzę ci się dziś trochę! A co!
- Worek mi powiedział, że ma cię już dość i że mam go zastąpić, bo jesteś zbyt cwany i idziesz na łatwiznę. Albo coś w tym stylu… – stwierdziłem jakby w zamyśleniu, co też takiego dokładnie mi powiedział ten worek. Tak naprawdę to nic, ale, no, byłem Agentem Lucasa i jak na mnie przystało, lubiłem sobie trochę odstawiać teatrzyki. I umiałem w bycie ninja! Uważaj, Vincentku mój, bo skopię ci tę upudrowaną pupcię. W ogóle, Vincent był takim puci-puci kawai chłopcem. Ta poważna mina na jego wargach sprawiała, że miałem ochotę brechnąć z rozczulenia, ale się powstrzymałem.
- To co tam umiesz, Młody? Bym nie przesadził – dodałem, robiąc jakieś komiczne OUO-UO w stylu Kung-Fu Pandy.
Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2019-02-28, 18:00
Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Vincent odwrócił się, słysząc czyjś głos. Przemawiał do niego jakiś mężczyzna, który wydawał się co najmniej niespełna rozumu. O czym on do niego w ogóle gadał?
Nie, serio. Był szkolony do walki. Nie rozumiał do końca tej żonglerki słów, karuzeli metafor. Uniósł brew mu górze i upił łyk wody z bidonu.
- Kim ty jesteś? - zapytał Phila. Nigdy go tu nie widział, ale też nikt obcy nie mógł się tu przedostać.
Obserwował jego dziwne wygibasy, nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Chciał walczyć ? Może był sfiksowany?
- Serio, o co ci chodzi? - zapytał zarzucając sobie ręcznik na posiekane bliznami ramiona
Zrobiłem zawiedzioną minę. Jak na kogoś, kto był szkolony Bóg jeden wie ile czasu, przez jakieś mhroczne organizacje, to bardzo słabo łapał polszczyznę, a raczej amerykańszczyznę. No, trudno. Trafił do rebelii, a tu raczej zrobią mu totalne pranie mózgu, wypije kilka głębszych i nim się obejrzymy, będzie z niego swój chłopak, a nie Obiekt 69 czy jakoś tak.
- Phil. Jestem szefem twojego szefa. – rzuciłem na przywitanie, załączając sobie to całe szczęście i wyciągając rękę w jego kierunku. Nie miałem pojęcia, czego się spodziewać od młodego, poza tym może przyczyni się do jakiejś wieloletniej przyjaźni?
A z tym szefem twojego szefa… To nie było do końca tak, jak mówiłem, ale bardzo blisko. Właściwie, ten stan rzeczy zmieniała jedynie obecność papy Delgado w Seattle. Z drugiej że strony, czy papa Delgado nie był przypadkiem szefem szefa szefa rebelii? To chyba tak leciała ta cała hierarchia. To skomplikowane – powinienem taki status ustawić sobie na fejsie z papą Delgado, ale niestety nie mieliśmy kont na tym portalu, o ile nie liczyć kilku fanpejdżów, które prowadziłem.
- Myślę, że potrzebujesz częstszych kontaktów z ludźmi, skoro teraz już nie jesteś… Jak to się nazywało? To laboratorium? Wiesz, chłopcy – i dziewczęta również – muszą móc ci zaufać, nie? – zasugerowałem, by Edamsowi tam trybiki zadziałały i zauważył, że samo dołączenie do rebelii nie oznaczało, że będzie czystokrwistym rebelem. Na to trzeba było sobie zasłużyć.
- To jak? Idziemy na piwo czy może krótki trening? – zapytałem. Podczas treningu też można było pogadać i się pośmiać, i podrażnić.
Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2019-03-03, 18:30
Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Zmrużył niebezpiecznie oczy. Jak na szefa wszystkich szefów, czy innego Krzysztofa Jeżynę ze Szczecina, jakoś nic o nim nie słyszał. Jak łatwo się spodziewać po naszym dziku, nie odpowiedział on na gest wyciągniętej ręki. Nie ściskał niczyich dłoni, koniec kropka. Łapy przy sobie.
Znów kolejny potok słów, po którym się poczuł, jakby znów odpowiadał na skomplikowane monologi Vanessy.
- Alter Genetics - mruknął, pytany o nazwę laboratorium
Jakoś mu nie ufał. Primo- nie widział go nigdy nie na oczy. Secundo - nigdy o nim nie słyszał. Szefem Rebelii był Papa Delgado i tyle Edams przyswoił. Nie słyszał o żądnym nadszefie, zwłaszcza, że ten wydawał się irytującym cwaniakogadułą.
Na samą myśl o piciu alkoholu, poczuł nieprzyjemny dreszcz. Mały wypadeczek z podmianą eggnogów w Boże Narodzenie, sprawił, że aż go skręcało. Nie dość, że zachowywał się dziwnie, to potem rzygał jak kot. Nieprzyjemne wspomnienie pierwszej alkoholizacji.
- Nie znam cię - powiedział już spokojniej. - Ale trening może być. - wzruszył ramionami
Nie był aż taki dziki jak na początku, więc nie odrzucał Phila na dzień dobry. Poza tym dobry trening, nie jest zły. Rzucił ręcznik na bok. Na oko Neumann nie wyglądał na mocnego przeciwnika, ale musiał pamiętać, że miał do czynienia z mutantem. Do tego nie wiedział, z jakimi umiejętnościami.
Chwilę mierzył mężczyznę spojrzeniem , po czym wystartował w jego kierunku. Przed nim, były jednak jego aktywne wektory, które już celowały w szczękę Phila.
Ręka w rękę? Nieee? To trudno. Kiedyś nauczymy Młodego sztamy, ale może nie dziś. Nie miałem pojęcia nawet, jak miałbym mu wytłumaczyć, co też taki gest oznacza. Ja człowiek, ty człowiek, my witać? Zbyt prymitywnie i prześmiewczo.
- Alter Genetics… – powtórzyłem, jakby się zastanawiając, ale próbowałem jedynie wbić sobie do głowy tę nazwę. A nuż się przyda? Poza tym to było jakby moim obowiązkiem, by wszystko wiedzieć dookoła.
I Młody jakoś dziwnie mi się przyglądał. Jakby mi nie ufał? A może nie wierzył, że moja zajebista osoba stała tu przed nim i otwierała mordkę do mówienia? Może to drugie. Sam byłbym zaskoczony, gdyby taki Agent Lucasa pojawił się znikąd i mówił, i mówił, i dalej mówił. I wyglądał tak cudownie.
- Właśnie się przedstawiłem – odparłem na to „nie znam cię”. Zlustrowałem go uważnym wzrokiem, ale wyglądał na kogoś raczej spełna rozumu niż niespełna. – Phil – powtórzyłem aby i skupiłem się, kiedy ten się zgodził na trening i ruszył w moim kierunku z impetem, bez ostrzeżenia. Dziwne jednak, bo jakoś tak mnie podkusiło, by nieco szybciej mu zejść z drogi. Dezorientacja przeciwnika? Uśmiechnąłem się i zrobiłam kilka dodatkowych piruetów, próbując czegoś nawet z repertuaru baletnicy, ale raczej nie miałem wdzięczności małej baletnicy.
- To na czym to polegała twoja moc…? Bo nie pamiętam – zapytałem zaciekawiony. I raczej nie, że nie pamiętałem, tylko po prostu nie wiedziałem. Chyba nikt mi o tym nie wspominał, a tu ewidentnie coś musiało zajść. Może rozpylał jakiś dymek jak ten typek z ostatniej części Zmierzchu?
Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2019-04-09, 13:20
Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Vincent dawno nie był tak zaskoczony. Był wprawiony w walce, szkolony latami, do tego posiadał moc, której nie widzieli i nie wyczuwali inni...ale czy aby na pewno ?
Phil z dziecinną łatwością uniknął wektorów. Przecież to było niemożliwe! Nie chwalił się swoimi umiejętnościami na prawo i lewo, a nawet z tą wiedzą, nikt nagle nie zaczynał ich widzieć.
Zaatakował znowu, ale zakładamy, że efekt znów był taki sam.
- Jak...do cholery...to robisz ? - wydyszał między jedną a drugą próbą przyłożenia mu w ten zadarty nos. Zachowywał się jak jebany pasikonik.
- Przestań skakać jak małpa, tylko to potrafisz? - próbował go sprowokować, do czegoś głupiego. Wystarczy, że przestanie go unikać, a na pewno go dopadnie...
Wyszczerzyłem się, kiedy ujrzałem jego reakcję. Najwyraźniej musiało coś zajść i najwyraźniej przytarłem mu tym nosa, bo chyba coś nie poszło po jego myśli. Czyżby serio rozpylał jakieś gazy, przed którymi umknąłem? Jebał bąkami jak szalony? Hahaha. Co to by była za moc. Nazywałbym go chyba Bączkiem. Huehue.
- Co, do cholery, ty robisz?! – zapytałem rozbawiony, bo moje ciało rwało się do ruchu. Samo. Albo nie samo. Bo szczęście. I Vincent ewidentnie coś robił. I się przy tym pocił. – Sprawiasz, kochanie, że mam ochotę potańczyć do electro swingu – rzuciłem i nawet zacząłem trochę swingować, ale już nie chciałem tak bardzo bajerować nowego, więc stanąłem grzecznie i posłusznie w miejscu. Zapewne do momentu, kiedy znowu nie spróbował swoich tajemnych magiczków.
- Powiem, jak ty powiesz – stwierdziłem. I zaśmiałem się. – Boże, to musi być genialne. Zostańmy najlepszymi ziomkami. Ja chcę. Będę stawiał ci fast-foody, a ty będziesz mówił, jaki ze mnie spoko ziom – rzuciłem podniecony, podjarany i wszystko.
Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2019-05-04, 18:21
Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Irytacja tym osobnikiem, powoli osiągała apogeum. Przecież to było kurwa niemożliwe ! Nie dość, że potrafił unikać wektorów, to mu się gęba nie zamykała. Taki mały, chodzący, koszmarek. A jakby jeszcze został nazwany Bączkiem, to chyba już by dostał spazmów.
Stanęli znów naprzeciwko siebie, Edams lustrował przeciwnika, a jego spojrzenie nie należało do zbyt przyjaznych. Co tu mówić....VIncent nie lubił przegrywać walk.
- Starsi mają pierwszeństwo - wymamrotał niezadowolony - Ty pierwszy.
Chciał wiedzieć, z czym ma do czynienia. Być może wtedy udałoby się obejść system obronny Phila. A skoro był taki gadatliwy, to niewykluczone przecież, że powie i to.
Wciąż utrzymując na sobie woalkę szczęścia, odetchnąłem głęboko. Szczęście szczęściem, ale w końcu miałem paść ze zmęczenia. Aczkolwiek, patrząc na mojego towarzysza, stwierdzałem, że ten miał zrobić to szybciej ode mnie. Szczęście w nieszczęściu czy po prostu szczęście?
Głupi uśmieszek nie schodził z mojej twarzy, kiedy zastanawiałem się, jak mu to przekazać. Cóż, patrząc na każdy możliwy scenariusz stwierdzałem, że ten za żadne skarby mi nie uwierzy, bo, halo!, jak niby szczęście mogło być supermocą? Hmm… Może powinienem zacząć od opowieści, w jaki niechybnie sposób zyskałem tę umiejętność?
Ostatecznie nie było złotego środka. Jedyni po prostu wierzyli, drudzy nie wierzyli, a trzeci… trzeci wierzyli częściowo bądź niepewnie, oglądając się za każdym razem z ciekawością na mnie, kiedy postanowiłem coś zrobić.
- Po prostu… szczęście! – stwierdziłem, rozkładając dłonie i kłaniając się nisko na swych kocich nogach. Jeszcze trochę, a zacznę prowadzić grupowe kursy swingu. – Serio szczęście – dodałem rozbawiony.
- I bądź delikatny, bo właśnie ściągam je z siebie. Pragnę się dowiedzieć na własnej skórze, czym się parasz, a jestem tylko człowieczkiem. Takim, co krwawi z ran i którego można zgnieść – ostrzegłem i dałem znać gestem, że już może robić to, co tam robił z tymi swoimi magiczkami. Oczekiwałem, cóż, chyba jakiegoś bólu? Macanka? Sam nie wiem. Może łaskotek? Nie przepadałem za łaskotaniem, ale sam łaskotać lubiłem.
Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2019-11-19, 11:37
Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Ja ci kurwa dam szczęście...TO NIE JEST MOC ! Irytacja Edamsa osiągała właśnie apogeum. Jeszcze jakby wiedział, że ten typek, w niedalekiej przyszłości, będzie tykał jego Traktorek aka Marceline...to chyba by go wystrzelił wektorem przez dach.
JEGO TRAKTOREK !
Szczęśliwie o tym nie wiedział. Jeszcze.
Kiedy Phil zadeklarował, że właśnie dezaktywuje moc...oj, jak bardzo go to kusiło, by mu przyłożyć, jak bardzo! Z drugiej strony Marceline zabraniała mu rzucać ludźmi. I Nick w sumie też. A zdanie tych dwóch, miało dla niego jakieś tam znaczenie.
Z drugiej strony, pokusa była bardzo silna. Może więc wyśrodkować? Tak by wilk był syty i owca cała? Powiedzmy ?
Jednak miał jeszcze w sobie coś z dzieciaka, bo Phil nagle poczuł, jak wielkie łapsko go łapie za kostkę i HYC! Philu leżał na deskach. O ile nie kłamał i moc dezaktywował. Niech się cieszy, że Edams nim nie rzucił, naprawdę mial na to ochotę !
Haha! Wygrał!
- Serio ? Szczęście może być mocą? - westchnął.
Co za niesprawiedliwość. Przecież z taką mutacją, koleś był nie do zajebania !
A gdybym wiedział, że Imarka umawiała się na randki z takim młokosem lata temu… To w sumie również byłbym zazdrosny. Ogólnie byłem zazdrosny za te wszystkie chwile, które poświęcała innym, nie zaś mi. Oj, gdybym tak mógłbym być w potrzebie, takiej potrzebie, której byłaby gotowa sprostać… Hmm… Może gdybym tak załączył nutkę szczęścia, to stałoby mi się coś, co poniosłoby mnie w jej kierunku? W stronę jej ramion? Tych delikatnych dłoni i upartego oślego wzroku?
Ach, mógłbym tak się rozmarzać dnie całe, a przecież dziś zawierałem kolejną przyjaźń, najpewniej mającą być tą na dobre i na złe, hihi. Przygotowałem się do tego, co tam miało nastąpić…, jednocześnie nie mając pojęcia, w jaki sposób mógłbym się przygotować, bo też nie wiedziałem na co. Po prostu stałem, lekko pochylony, jak gdybym miał zaraz przyjąć do siebie piłkę od rugby.
A może ja byłem piłką, bo tak się właśnie czułem, kiedy leeeciaaałeeem… gdzieś tam. Musiałem przy tym robić jakiś zabawny dźwięk. Pewnie brzmiało jak łoooooooo albo ojeeeeeeeeeeeeej, albo podobnie. Wiadomo było, o co chodzi. W końcu jednak nastąpiło ała, kiedy padłem na materac czy też podłogę. Pewnie na tą drugą.
- A twoją mocą jest… przynoszenie pecha? – zapytałem rozbawiony, choć nie było mi do śmiechu. Nieźle mną gwizdnął ten młodzik, a ja przecież miałem swoje – dokładnie trzydzieści dwa – lata. Przeturlałem się z pleców na klatę i powoli, ale to naprawdę powoli, i to teatralnie stękając, bo przecież byłem chorowitym, obolałym mężczyzną, podniosłem się z ziemi.
- Nie byłem za ciężki? – dodałem. Przeciągnąłem się i pokręciłem rękoma, sprawdzając, czy sobie czegoś nie połamałem. Kto tam wiedział ten parszywy los bez szczęścia…
Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem
Ramiona wektorowe
74%
brak
name:
Vincent Edams
alias:
Obiekt 36
age:
21
height / weight:
173/70
Wysłany: 2020-02-20, 09:34
Multikonta: Alex Parker
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
Och z pewnością żądne z nich, nie nazwałoby tego randką. Byli dwójką dzieci, w tym Imari była od niego sporo starsza. Sporo, bo w tym wieku, dwa lata różnicy to już sporo, a co dopiero cztery. I w sumie teraz też już nie powinien być zazdrosny, bo Blanc go traktowała jako uroczego, choć całkiem morderczego chomiczka.
Czuł dziwną, ponurą satysfakcję, gdy zobaczył Phila na ziemi, ale szybko mu przeszło, gdy zobaczył, że to dla niego zabawa.
- To nie jest zabawa - wyraził swoje myśli na głos, wyraźnie poirytowany - Wszystko jest dla Ciebie żartem - sarknął.
Vinc był śmiertelnie poważny. I nie znał się na żartach. Pewnie minie z parę lat, nim zacznie łapać żarty.
Za pomocą wektorów, pomógł staruchowi wstać. Phil mógł wyczuć, jak wielkie, silne łapsko go stawia na ziemię. Jakby capnęła go hybryda niedźwiedzia. Nna tym w zasadzie skończyła się ich konwersacja, bo Vinc łypnął na niego niezbyt przyjaźnie, chwycił ręcznik i poszedł do siebie.
Pewnie gdyby wiedział, że to ktoś jak Krzysztof Jeżyna ze Szczecina, to byłby nieco milszy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum