Poprzedni temat «» Następny temat
Charlie Marie
Autor Wiadomość
Charlie Chester
[Usunięty]

Wysłany: 2019-05-11, 21:00   Charlie Marie

Charlie Marie
Urodzona w Olympii dnia 13 września 1998 roku, mieszka tam od zawsze, przynależy do Factionless, wizerunku użycza Brittenelle Fredericks.
historia
I wish I could escape
This life of mine I hate
I wish that I could shape
A life with better fate


Obudziła się, z trudem łapiąc ten pierwszy, świadomy oddech. Gwałtownie wyrwana ze snu przez własny umysł, próbowała jeszcze, choćby na krótką chwilę, wrócić do tego spokojnego świata, spowitego w całkowitej ciemności. Jednakże nie było jej to dane. Nigdy nie udawało jej się ponownie zasnąć po tym pierwszym przebudzeniu. Może dlatego zawsze brano ją za porannego ptaszka? A może to przez ten dziwny defekt jej umysłu, nie posiadania żadnych, przyjemnych snów i przez to ta codzienna chęć ucieczki od tej nieprzeniknionej ciemności?
Zadrżała, pozwalając sobie na cichy szloch, który wyrwał jej się spomiędzy popękanych warg. Suchy dźwięk bez łez, które wypłakała już miesiące temu. Na pewno miesiące? Mogłaby przysiąc, że minęły lata... Skąd ma w sumie wiedzieć dokładnie? Nie ma nawet pojęcia, czy jest teraz noc, czy dzień. W pomieszczeniu, w którym jest prawie non stop przetrzymywana, nie ma żadnego okna, albo chociażby najmniejszej dziurki w ścianie, przez którą mogłoby padać jakiekolwiek światło słoneczne. W sumie już dawno odkryła fakt, że znajduje się pod ziemią. Piwnica? Możliwe. Nie ma jednak stuprocentowej pewności. Przez większość czasu jej umysł spowity jest ciężką mgłą, spowodowaną przez jakieś otumaniacze. Leki? Narkotyki? Chciałaby wiedzieć.
Leżała na wznak, nasłuchując jakichkolwiek dźwięków z góry. Czasami dało się usłyszeć dźwięki telewizora, niekiedy nawet stłumione głosy, innym razem całymi dniami trwała w całkowitej ciszy. Charlie zawsze była zbyt słaba, by zawołać o pomoc. Z jej ust mógł wydobywać się jedynie żałosny szept... Jej ciało było zbyt osłabione na coś więcej. Przeważnie ze względu na te specyfiki, które On jej podaje, ale też przez własną głupotę. Do tej pory często próbowała coś Mu zrobić, jak tylko wchodził do pomieszczenia. Jednakże pod wpływem otumaniaczy, jej moc była jeszcze bardziej poza kontrolą, niż normalnie i zazwyczaj kończyło się na tym, że pogarszała jedynie swój stan. Acz miało to też swoje plusy - dzięki temu jego "badania" były krótsze lub w ogóle ich nie robił.
Wbiła popękane paznokcie w zimną, betonową posadzkę, na której leżała. Po kilkugodzinnym śnie dalej była słaba i nawet podniesienie się do siadu brzmiało, jak niemożliwy do zdobycia szczyt górski. Może jutro, może jutro...

W najgorszych momentach życia wracała pamięcią do tamtych dni, w których cała ich rodzina była razem. Ona, Colleen, Louanne i rodzice. W czasach kiedy jeszcze nie było tego mutanckiego szaleństwa wszędzie wokół, gdy jako dzieciaki siostry mogły jeździć na obozy, bawić się poza domem i po prostu przeżywać radośnie swoje dzieciństwo. Charlie tęskniła za tym światem w swoich mglistych wspomnieniach... Nie mogła o nim śnić, ale mogła uciekać do niego w swoim umyśle. I to właśnie zazwyczaj robiła, uwięziona w piwnicy u jakiegoś pieprzonego popaprańca. Jakim cudem wszystko się tak popaprało?

Czuła zimno bijące od podłogi, chodząc po niej na boso. W takich momentach przypominało jej się, jak matka przestrzegała ją od chodzenia na boso po zimnych powierzchniach, że może się tak przeziębić. Oddałaby wiele, by choć jeden, ostatni raz, usłyszeć jej kojący głos, otulić się matczynymi słowami "wszystko będzie dobrze", jak ciepłym, puchatym kocem, który chroni dziecko przed każdym złem. Po każdym takim uświadomieniu sobie, że to już nigdy nie nastąpi, pogrążała się w tęsknocie jeszcze bardziej.
Człapała powoli dookoła, ręką podtrzymując się a to jakiegoś mebla (znajdowało się tam marnej jakości łóżko, jedno krzesło i mały stół), a to ściany. Czasami dawał jej mniejsze dawki tego świństwa i wtedy miała większą jasność umysłu. Planowała wtedy ucieczkę, albo raczej szukała sposobu na nią. Ale nic nie przychodziło jej do głowy...

W dniu, gdy jej normalne życie się rozpadło, nie było jej w domu. Kiedy tam, za czterema ścianami, matka znikała z ich życia razem z Colleen, Charlie przebywała w szkole, na jakiś zajęciach dodatkowych. Uwielbiała grać w piłkę nożną, dlatego z początkiem roku szkolnego zapisała się do tamtejszej, żeńskiej drużyny. Było świetnie i myślała, że już zawsze tak będzie. Cóż, to szczęście minęło po powrocie do domu.
Ojciec wyjaśnił jej sytuację po swojemu. Że matka to potwór i Colleen również. Mówił o nich takie rzeczy, że Charlie patrzyła z przerażeniem nie ze względu na nich, ale na ojca. Bała się tego, jak o nich myśli. Przecież to mama! Potwór nie opatrywałby jej stłuczonych kolan, nie robił jej kakao, gdy była chora... A Colleen? Przecież to była jej siostra! Znała ją na wylot, a ona akceptowała młodą Charlie nawet po tym, jak jej wyznała, że buja się w swojej znajomej z drużyny... Potwory nie są ludzkie.
Przez następne parę dni próbowała wrócić do jako takiej normalności. Ale dało się jednak zauważyć, że zamknęła się w sobie. Cóż, zawsze była mało rozmownym dzieciakiem, trochę nieśmiałym, ale posiadającym własne zdanie i otwartym. Teraz... Zdała się przygasnąć.


Huk na górze sprowadził ją na ziemię. Zdezorientowana, rozejrzała się dookoła, po dobrze sobie znanych, szarych ścianach piwnicy. Przetarła oczy i twarz, pozwalając sobie na ciężkie westchnięcie. Ostatnimi czasy jej umysł był bardziej świadomy swojego otoczenia, niż przez ostatnie miesiące. Czy to możliwe, że jej organizm przyzwyczaił się na otumaniacze na tyle, że ich wpływ był coraz słabszy? Jeśli tak właśnie było... Może jednak nie jest tak całkowicie bez szans.
Być może pewnego dnia... Mlasnęła językiem, czując na nim smak kiełkującej nadziei. To by było piękne... Jednak szybko wróciła do rzeczywistości. Nie ma co przedwcześnie się cieszyć. Trzeba zacząć działać.

Minęły już ponad cztery miesiące, odkąd jej matka i Colleen zniknęły. Charlie czuła, że reszta ich rodziny zdaje się od siebie oddalać, choć chyba wszyscy robili co mogli, by wrócić do codzienności i żyć dalej. To było trudne... Stracić nagle jedną z sióstr i matkę, a potem udawać, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Charlie zaczęła popadać w depresję, a co za tym idzie - szukała pocieszenia w niezbyt dobrym towarzystwie. Jak większość nastolatek, buntowała się i przez to przepaść między nią a siostrą i ojcem, powiększała się coraz bardziej.
Pewnego dnia jej życie ponownie zostało mocno wytrącone z równowagi. Albo raczej całkowicie wywrócone, przeżute i pozbawione sensu.
Od pewnego czasu opiekowała się małym kociakiem, którego znalazła w starej, nieużywanej już fabryce i tam też go chowała. Nie mogła go zabrać do domu, ojciec zdecydowanie by jej na to nie pozwolił. Przychodziła do niego codziennie, w końcu nie było to aż tak daleko od domu.
Tamten dzień miał wyglądać dokładnie tak samo, jak każdy inny, gdy odwiedzała swojego ukochanego pupila. Jednakże jej plany zostały brutalnie pokrzyżowane przez dwóch nastolatków... Kiedy weszła do budynku, usłyszała śmiechy. Od razu miała złe przeczucia, ale weszła głębiej, by w końcu dotrzeć do źródła "zabawy". Zobaczyła wtedy dwóch chłopaków, kucających nad posłaniem kota. Gdy dostrzegła błysk ostrza, od razu wiedziała, że wcale się z maleństwem nie bawili. Dopadła do nich, jednego z nastolatków przewróciła, po czym zamarła. W posłaniu leżało małe kociątko. Jego główka była wykrzywiona pod dziwnym kątem, a jedna z drobnych, chudych łapek leżała obok, odcięta. Na całym, niewielkim ciałku miał wiele ran, otwarty brzuszek, z którego wylewały się wnętrzności, a jego piękne, rude futerko barwiła głęboka czerwień. Wtedy drugi z nastolatków szarpnął nią i przyparł do ściany. Charlie jednak wpatrywała się dalej w martwego kotka i dopiero po chwili poczuła, że do jej szyi, tuż przy ramieniu, chłopak przyciska ostrze. Nawet zrobił jej niewielką ranę, coś tam do niej mówiąc. Ale Charlie słyszała tylko szum, była głucha na jego szczekanie. I wtedy wszystko ucichło i zamarło, jakby ktoś wcisnął pauzę podczas odtwarzania filmu. Cienki, czerwony sopel tkwił w oku chłopaka, przebijając jego czaszkę na wylot. Wychodził prosto z rany Charlie. Martwe ciało nastolatka padło na podłogę, zrywając sopel. Młoda Marie była w szoku, kumpel umarlaka również. O czym jednak mądrym pomyślał w tej swojej prymitywnej głowie, to chyba nawet amerykańscy naukowcy nie wiedzą, bo rzucił się na Charlie z pięściami. Jego los był podobny, choć tym razem krwisty sopel sam zrobił sobie wyjście przez skórę na przedramieniu i wbił się chłopakowi prosto w serce.
Charlie stała oszołomiona, nie potrafiąc przyswoić sobie tego, co się właśnie wydarzyło. To jawa, czy zły sen? Jeśli to drugie, to czy może się już obudzić? Teraz? W tym momencie?


Często zdarzało się tak, że nie było Go przez kilka dni. Wtedy też zostawiał jej coś do jedzenia i picia, bo jednak nie chciał, by jego obiekt doświadczalny zginął i wyjeżdżał. Nie wiedziała, gdzie, ale te dni były błogosławieństwem i przekleństwem. Ostatnimi czasy bardziej błogosławieństwem, bowiem mogła zbierać siły, by w końcu mu się stąd wyrwać. Czas, w którym robił z nią co chciał, miał wkrótce minąć. I w tamtym momencie była to jedyna rzecz, która jeszcze trzymała ją przy życiu.

Nie mogła wrócić do domu. Po tym, jak zabiła dwóch nastolatków przy użyciu... mocy, musiała zniknąć. Przerażało ją to, co by było, gdyby stało się to w obecności Lou, czy ojca. Które pierwsze chciałoby ją wtedy zabić? Co by się z nią wtedy stało?
W panice zaczęła uciekać. Nie wiedziała jednak, jaki kierunek powinna obrać, dlatego po prostu parła do przodu. Najpierw wydostała się z miasta, by przez kilka dobrych dni błądzić po okolicy i po lasach. To właśnie tam zdarzył się prawdziwy cud. To tam spotkała Colleen.
Dołączyła wtedy do Bractwa, którym przewodziła jej matka. Cieszyła się, choć z drugiej strony przerażała ją własna moc. Na szczęście mogła liczyć na siostrę i mamę, dzięki którym z każdym dniem jej kontrola nad mocą polepszała się.


W końcu nadszedł ten czas. Nie było Go od dobrych paru dni, co oznaczało, że wkrótce powinien wrócić. Charlie, mimo lekkiej mgle na umyśle, czuła się prawie w pełni sił. Czekała. Miała tylko jedną szansę, której nie mogła spaprać.
Parę godzin później usłyszała go na górze. Wrócił. Odetchnęła głęboko i stanęła blisko ściany, tuż przy drzwiach, by po ich otwarciu, znaleźć się za nimi. Kto by pomyślał, że jeszcze nie tak dawno nie byłaby w stanie ustać tam nawet pięciu minut bez zmęczenia. Musiało minąć naprawdę sporo czasu, skoro mężczyzna stał się taki nieostrożny i nierozważny. A może to była jakaś jego chora gra? Chciał poczuć dreszczyk emocji przy buntującym się szczurze laboratoryjnym? Co by to nie było, nie miała zamiaru nie skorzystać z danej szansy.
Gdy wszedł, zapewne był zaskoczony, że Charlie nie było nigdzie w zasięgu wzroku. Wszedł głębiej, a dziewczyna rzuciła mu się na plecy, owijając ręce mocno wokół jego szyi. Po dosyć długiej szarpaninie i uderzeniu nią o ścianę (prawie by wtedy przegrała), w końcu użyła swojej mocy, formując swoją krew z dłoni na niedługie ostrze, którym przecięła mu tchawicę. Wykrwawiał się na tej samej betonowej podłodze, na której Charlie przez te wszystkie miesiące nierzadko wiła się z bólu, innymi razy prawie nań konając. Patrzyła na niego beznamiętnie, nie czując kompletnie nic. Należało się sukinsynowi.
W końcu była wolna.

Nie było dobrze. Moc Charlie okazała się nie być jedną z tych, którą można całkowicie kontrolować w każdym momencie życia. Jej krew zdawała się mieć własną wolę i formowała się w szpikulce kiedy tylko chciała - często w całkowicie losowym momencie, nierzadko przy zwykłym kichnięciu, czy nawet, gdy ktoś ją wystraszył. Tym gorsze było to, że krew mogła nagle wystrzelić z każdego naczynia w jej ciele, przebijając co tylko chciała po drodze. Przez te wszystkie lata, przed, jak i po śmierci Yvonne, doszło do paru, jak nie parunastu, bardzo poważnych sytuacji, w których Charlie prawie straciła życie przez własną moc. Choć przyzwyczaiła się do takiego życia w ciągłej niepewności, to po dziś dzień nie potrafi uwolnić się od tego szepczącego do jej ucha strachu, że w każdej chwili może zginąć. Od tak, jak gdyby nigdy nic.

Gdy pierwszy raz od bardzo dawna wyszła na zewnątrz, widok przesłoniły jej ciężkie łzy. Odetchnęła głęboko świeżym, czystym powietrzem. Jego dom znajdował się daleko poza miastem, więc minie sporo czasu, zanim ktoś go znajdzie, a wtedy Charlie będzie już bezpieczna.
Było zimno, a Charlie miała na sobie jedynie jakieś stare, podarte łachmany i przechodzone buty. I choć jej los dalej był niepewny, szlochała jak małe dziecko, czując ulgę i radość z tego, że wraca do życia.
charakter
Charlie od zawsze była dosyć wrażliwą osóbką. Choć zawsze nieśmiała i cicha, to jednak z czasem nabrała nieco większej pewności siebie, a chęć pomocy słabszym stała się jej siłą. Nie jest jednak tak naiwna, jakby się mogło wydawać, ma również własne zdanie na dany temat i w większości sytuacji zachowa się dorośle.
Jednakże bywają takie chwile, że czuje się słaba. Często dzieje się tak tuż po "ataku", tudzież niekontrolowanym, albo bardziej samoistnym, użyciu jej mocy.
Czasami potrafi być dziecinna, ale na szczęście nie objawia się to zbyt często. Ci, którzy ją trochę znają, zapewne uważają ją za nieustraszoną - ile razy ryzykowała dla kogoś życie, to już chyba ona sama nie potrafi zliczyć. Jednak nie jest to do końca prawdą. Strach jest jej bliskim przyjacielem, towarzyszącym jej dzień po dniu, a Charlie najzwyczajniej w świecie przyzwyczaiła się do jego obecności. Każdego dnia może niespodziewanie zginąć przez własne zdolności, zbliżanie się do tej granicy życia i śmierci na własne życzenie nie jest więc wielkim problemem.

opis mocy
Zew krwi - Charlie jest w stanie manipulować oraz kształtować swoją krew i zmieniać stan jej skupienia z ciekłego w stały i na odwrót. Potrafi stworzyć z niej proste bronie, typu ostrze lub szpikulec, które są na tyle twarde, by z łatwością przeciąć ciało (oczywiście zależne jest to od jej kondycji w danym momencie). Nigdy nie opanowała pełnej kontroli nad swoją mocą i zapewne nigdy jej nie osiągnie.
Gdy uformowana krew znajduje się poza jej organizmem, można przerwać jej połączenie z nim (największa szansa do tego jest przy zmianie stanu lub używając czegoś o wiele trwalszego od metalu), co po kilku takich razach może doprowadzić do osłabienia Charlie, a w krytycznym przypadku do jej wykrwawienia się. Zbyt długie jej używanie, może doprowadzić do tymczasowego (maksymalnie kilkudniowego) zgęstnienia krwi, co jest dosyć poważnym stanem (możliwość zatkania żył, etc). Krew potrafi także samoistnie wytworzyć szpikulec z każdego ukrwionego naczynia w ciele i przebić się na powierzchnię organizmu. Jest to w większości losowe, choć często także spowodowane przez silne emocje.
Długość używania mocy skraca się z każdą utratą krwi, a długość potrzebnego wtedy odpoczynku wydłuża się.
ciekawostki
- Ktoś kiedyś nazwał ją Bloody Mary i tak jakoś zostało, choć sama nigdy się tak nie przedstawia.
- Miłośniczka zwierząt. Zawsze boli ją cierpienie tychże istot i zrobi niemałą krzywdę każdemu, kto ośmieli się je zranić.
- Ma całkiem niezłą kondycję. Wpierw treningi różnych sportów w szkole, potem ćwiczyła pod względem walki w Bractwie, by lepiej radzić sobie ze swoją mocą.
- Zdecydowanie bardziej zwinna i szybka, niżeli silna.
- Była przetrzymywana od marca tamtego roku w piwnicy pewnego psychopatycznego profesorka, po tym jak znalazł ją półprzytomną po ataku DOGS na Bractwo (oddaliła się od obozu z zamiarem natychmiastowego odbicia Colleen, ale znalazły ją Psy, którym udało jej się wymknąć).


 
 
Charlie Chester
[Usunięty]

Wysłany: 2019-05-16, 14:33   

Chyba gotowe.
Pls don't be cruel.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 7