Averill Bronson

urodzony w Paryżu 7 marca 1992 roku, mieszka w Seattle od 5 lat, przynależy do niezrzeszony, piastuje stanowisko minonka w mafii, wizerunku użycza G-Eazy (Gerald Gillum)
historia
Rochelle Chevalier – francuska modelka z bogatej rodziny, którą świat kochał za urodę. Rzekomo piękna, choć z witryn patrzyła na mnie bez wyrazu, pusta, gładka, fałszywa. Kremy… O, albo bielizna. Każde dziecko marzy o tym, by oglądać roznegliżowaną matkę, szczególnie kiedy je porzuciła, nie chciała go. Niekiedy zastanawiałem się, co ona w sobie takiego miała boskiego, że śmiała podjąć taką decyzję, że zdecydowała się w ogóle ją podjąć. Mama… Nie pamiętałem jej z własnych wspomnień. Brat nakreślił mi jej obraz. Porzuciła nas, nim skończyłem dwa lata.
Jean Pierre Lacroix – biznesman u progu piekła, tatuś czy też tyran. Niektórzy uważali, że odbiło mu, kiedy jego firma zbankrutowała, ale myślę, że już wcześniej miał nie po kolei w głowie. Rochelle zostawiła go, kiedy stracił dochodową pracę… Ja w mordę kopnąłbym go już za sam alkoholizm, ale, cóż, byłem tylko małym, bezrozumnym gówniakiem. Mój brat również… A ona tylko kobietą…? Czy ktoś mógł nas ocalić?
Ta kobieta – ojciec przychodził z nią do domu. Byli często pijani i rozchichotani. Mówiła żeśmy słodcy. Wydawała się miła. Któregoś razu, kiedy również weszli do domu w podobnym stanie, ojciec oświadczył nam, że to od teraz nasza mama. Uśmiechała się. Może gdybym mógł teraz spojrzeć jej w oczy, to widziałbym tańczące w nich diabliki?
Stres w pracy tworzył z ojca coraz większego diabła, pozbawiając go resztek cierpliwości i wyrozumiałości. Może nawet miłości? Brakowało w nim już człowieczeństwa, jeśli wykluczymy skłonność do pijaństwa i hardego seksu. A nasza macocha wcale nie była lepsza, dorównując mu taktu i choć nie odważyła się podnieść na nas ręki, to nie zapominała nam przypominać, że wraz z bratem jesteśmy w tej posiadłości zbędnymi gryzoniami. Nie rozumiałem, co robiłem nie tak, kiedy zabraniała mi jeść ciasteczka.
Terroryzowany, wspierany jedynie przez starszego brata Gabriela, którego widywałem posiniaczonego albo z zaczerwienionymi oczami, niezwykle ukochałem sobie mrok. Gabriel często znajdował mnie bawiącego się bezdźwięcznie pod łóżkiem albo skulonego w szafie, kiedy na schodach dawało się słyszeć kroki ojca. Tak bardzo się bałem.
Z czasem ojciec również poznał moje kryjówki. Wyciągał mnie siłą z szafy, za rękę unosił do góry i śmiał się, że się go boję. Śmierdział wodą kolońską, alkoholem i dymem z cygar. Niby się ze mną drażniąc, uderzał raz po raz i mówił, że powinienem być twardy. Jak on. Płakałem, co spotykało się z jeszcze podlejszymi reakcjami z jego strony. Taki nasz mały koszmar.
Wszystko się zmieniło w dniu, kiedy ojciec złamał mi rękę. Miałem trzynaście lat. Chyba jeszcze nigdy tak głośno nie krzyczałem, ale nie miałem nad tym kontroli. Gabriel się wkurzył. Zaatakował go czymś ciężkim. Uciekłem, a właściwie zniknąłem w półmroku. Czarna woalka otuliła mnie, zakryła te paskudne obrazy, więc słyszałem jedynie dźwięki. Bałem się, tak bardzo się bałem. Odważyłem się otworzyć oczy dopiero wtedy, kiedy usłyszałem wołającego mnie po imieniu brata. Szukał mnie zatroskany. I cały we krwi.
Po wszystkim przygarnęła nas ciotka, bezdzietna siostra matki. Wywiozła daleko od domu, do Ameryki. Zamieszkaliśmy w Los Angeles i czekaliśmy na pierwsze wybuchy, na baty, alkohol, patologię, ale nic takiego się nie działo. Przynajmniej nie ze strony ciotki. Nie dostrzegaliśmy za to demonów, które zamieszkały w nas samych. Paliłem na tyłach szkoły, bezczelnie śmiałem się z nauczycieli, próbujących przemówić mi do rozsądku, trzymałem się z bandą młodocianych gangsterów. Jeździliśmy po mieście i mieliśmy się za panów świata, spędzając każdy wieczór na imprezach i dragach. Robiłem to trochę na przekór bratu, który zbyt często pytał, czy wszystko u mnie w porządku, trochę dla wyładowania się, trochę dla nutki mroku, której mi brakowało. Przy okazji odkrywałem swoją moc. Powoli docierało do mnie, dlaczego Gabriel nie widział mnie w tym pokoju, dlaczego szukał mnie po całym domu. Miałem moc. Mrok był moją mocą, więc jak mógłbym nie iść obraną przez siebie drogą?
Czas sobie leciał. Należałem wpierw do gangu młodocianych, później handlowałem koką i krok po kroczku robiłem coraz gorsze rzeczy. Gabriel gdzieś zniknął, więc było mi na rękę, kiedy nie mruczał mi nad uchem, nie prawił morałów. Na rękę, póki nie wpadłem w tarapaty. Nie śmiałem dzwonić do ciotki. I tak by mi nie pomogła, nie miała takiej mocy. Zresztą, byłem zbyt dumny, bym prosić kogokolwiek o pomoc, nawet gdybym miał kontakt do swojego starszego braciszka.
Tkwiłem więc sobie w cholernie wielkich tarapatach. Aby nie zginąć, musiałem iść siedzieć za jakiegoś typa, by spłacić swój dług. Nigdy nie zapomnę wyrazu ciotki, kiedy przyszła odwiedzić mnie w więzieniu. Na jej twarzy malował się zawód. Uciekłem, używając swoich mocy. Nie odwiedziłem jej. Było mi wstyd, a poza tym musiałem uciekać dalej. Wysłałem jej laurkę na urodziny, by wiedziała, że żyję. I wysłałem też na każde kolejne. Może jej w ten sposób dziękowałem? A może rekompensowałem wszystkie te nerwy, które na mnie straciła?
Cóż, błąkałem się. Zostałem sam. Pan i władca? Heh, taki sobie cwaniaczek, co myśli, że może wszystko. Kradłem – tyle robiłem, by żyć sobie jak król, wolny ptak. Kolejne imprezy, dziewczyny, litry alkoholu i tym razem kompletnie obce twarze. Brakowało mi mojej braci, moich kumpli na dobre i – jak widać – nie na złe. Trwałem tak, póki nie okradłem nieodpowiedniej osoby.
Miało to miejsce w Seattle. Niby niewinna kradzież wozu jakiemuś rozpuszczonemu bogaczowi przerodziła się w utarczki z mafią. Kolejne tarapaty. W dodatku zaczęła się nagonka na mutantów… Mnóstwo tarapatów! Dziwny gość rzucił mi propozycję ratunku, choć przecież go okradłem, choć przecież nie miał prawa mnie wtedy widzieć, okrytego mrokiem niczym peleryną niewidką, a jednak mówił, a ja słyszałem i uświadomiłem sobie, że, kurde, to miało sens i mogło mi uratować skórę. Albo bardziej pogrążyć.
Chuj. Dołączyłem do tej jebanej mafii. Miałem chociaż plecy. I okazję oglądać wylatujący w powietrze D.O.M.
charakter
braterski × cwany × dumny × milczący × niejadek × poważny × praktyczny × przygnębiony × skupiony × wyciszony × zrzędliwy
opis mocy
Umbrokineza – umiejętność manipulowania pierwotną ciemnością, mrokiem, cieniami.
Moc dotyczy manipulowania cieniem – zmienianie jego kształtu, niwelowania go oraz tworzenia nowego. Dalsza nauka umożliwia opanowanie przyciemnianie cienia do ciemniejszych tonów aż do osiągnięcia poziomu mroku czy też nieprzejrzystej ciemności. Dla tych dwóch ostatnich cień nabiera nowej płaszczyzny, jakby pośrednio przejrzystego lub kompletnie nieprzejrzystego gazu bezwonnego, nietrującego w żaden sposób, jedynie ograniczającego widzenie oraz niosącego skutki uboczne z tym związane. Przywołanie ciemności jest obszarowe.
Moc ograniczona jest poprzez poziom światła oraz jego pochodzenie. Niemożliwym jest przywołanie kompletnego mroku w nasłonecznionym miejscu. Łatwiej jest go przywołać w pomieszczeniach zamkniętych o ograniczonej liczbie okien o niewielkich rozmiarach. Sztuczne światło nie jest tak silne jak promienie słoneczne, więc łatwiej jest przełamać moc słabszych żarówek, szczególnie tych o ciepłych barwach. W pochmurne dni, pozbawione słońca korzystanie z mocy jest znacznie swobodniejsze. Podobnie sytuacja wygląda z zacienionymi miejscami w słoneczne dni.
Mrok czy też ciemność są tworem niematerialnym, stąd nie powodują same z siebie żadnych obrażeń fizycznych.
Osoby przebywające przez dłuższą chwilę w kompletnym mroku są przeważnie nadwrażliwe na światło, zdezorientowane oraz przerażone.
Odległość korzystania z mocy jest uwarunkowana poprzez pogodę, a także doświadczenie Averilla. Waha się od 1 m działa do 10 m. Powierzchnia działania to maksymalnie 7 m^2. Czas: od 2 do 5 postów w zależności od zaawansowania mocy. Odpoczynek wynosi przeważnie 2 posty.
SŁABOŚCI / SKUTKI UBOCZNE
Averill samego siebie oślepia wytworzonym mrokiem, o ile w nim przebywa.
Moc nadwrażliwa jest na moce innych mutantów związane ze światłem.
Z racji tego, iż Averill utożsamia się ze swoją mocą, jest przekonany, że sam jest mrokiem, że jest zły, stąd izoluje się od społeczeństwa, przebywa dosyć często w ciemnych pomieszczeniach, zbyt wiele nie mówi i ogólnie jest zamknięty w sobie.
Niedobór witaminy D, a co za tym idzie objawy z tym związane, m.in.: zmęczenie, osłabienie organizmu, spadek odporności, problemy z apetytem, bóle kości, pleców i mięśni, wypadanie włosów, depresja.
Aura Averilla jest mrokiem. Jedynie wprawione medium/mutant o podobnej mocy może dostrzec wśród tej ciemności, o ile jakimś cudem postanowi głębiej zbadać tę nieprzejrzystą czerń, dostrzeże nieznacznie zarysowane, inne barwy. Wbrew pozorom, A nie jest zły, ma kodeks honorowy, jest oddany i gotowy do poświęceń, a także w głębi siebie wciąż na okrągło przeżywa dramaty z dzieciństwa, co odreagowuje w ten czy inny sposób.
SKUTKI NADUŻYCIA
Zatracenie się w ciemności. Przebywanie w mroku tak długo, że pojęcie czasu i przestrzeni zanika i pozostaje nieprzejrzysta ciemność.
Osłabienie organizmu prowadzące do omdlenia, w skrajnych przypadkach prowadzące do śpiączek. Upadek związany z omdleniem może grozić również złamaniami, szczególnie że niedobór witaminy D osłabia kości.
ciekawostki
× z pochodzenia jestem Francuzem, ale jakoś się tym nie szczycę; bliżej mi do Kalifornijczyka
× potrafię mówić po angielsku i po francusku;
× zmieniłem nazwisko po ucieczce z więzienia; naprawdę nazywam się Lacroix
× przeważnie chodzę ubrany na czarno, gdyż utożsamiam się z tym kolorem;
× słucham rapu;
× należę do mafii Sombras Mutadas od 5 lat;
× jestem niejadkiem;
× ukochałem sobie samotność, wyjątek stanowi przebywanie w towarzystwie określonej paczki przyjaciół oraz na tłocznych imprezy;
× pracuję przeważnie nocą, nie przepadam za dniem.