Vidar Azarov

urodzona/y w Moskwie 13.05.1983 roku, mieszka Seattle od czterech lat, przynależy do D.O.G.S, piastuje stanowisko zastępcy dowódcy oddziału infiltracji, wizerunku użycza Richard Armitage
historia
Vidar miał szczęście zostać oszczędzonym przez agonalne konwulsje Związku Radzieckiego. Urodzony jako syn majora Armii Czerwonej, mógłby się cieszyć z faktu, że jego ojciec był trochę za niski stopniem by uniknąć czystek i restrukturyzacji sił wojskowych w umierającym imperium. Był wtedy bowiem ledwie kilkuletnim dzieciakiem, który nie zauważał specjalnie zmian, które dookoła niego zachodziły. Zarówno przed jak i po zmianie ustroju, mógł się cieszyć względnie komfortowym dzieciństwem, z matką stale przebywającą w domu i zajmując się jedynakiem z całą uwagą jaką mogła mu racjonalnie poświęcać. W szkole pomagał mu odziedziczony po dekorowanym oficerze intelekt, umożliwiając mu łatwe imponowanie nauczycielom i stosunkowo niewielką ilość okazji, kiedy tatuś musiał mu grozić pasem. Major Azarov był dość surowym rodzicem jeśli chodziło o oczekiwania co do przyszłości syna, ale tak samo jak karał za przewinienia, tak potrafił równie hojnie nagradzać sukcesy. Młody Vidar jak na chłopaka przystało, idealizował ojca oficera, od najmłodszych lat wykazując chęci pójścia w jego ślady. Nawet jego matka nie miała nic specjalnie przeciwko temu, widząc że może była to ryzykowna opcja, ale w stanie gwałtownych przemian społecznych, Armia była jedną z niewielu stabilnych gałęzi państwa. Co prawda ta sytuacja się uspokajała z czasem, ale kiedy życie w Moskwie się ustabilizowało, cała rodzina była już tak przyzwyczajona do widzenia dla syna przyszłości w wojsku, że nikt tego już nie kwestionował.
Nastoletnie lata Vidar spędził dość przewidywalnie. Oceny mu trochę spadły, chował się za torami, pijąc pierwszą wódkę którą jeden z kolegów wyniósł z domu i ogólnie był typowym przykładem okresu buntu. Obrywało mu się za to wszystko oczywiście od ojca, ale nie przejmował się tym zbytnio. Nadal, nawet po którymś pociągnięciu z flaszki był skłonny opowiadać jakim to będzie zajebistym wojskowym, kiedy pójdzie się bić z Czeczeńcami, Afgańczykami czy Amerykanami, zależnie jaki konflikt był obecnie najbardziej w modzie. Pewność siebie pomagała mu w zawieraniu znajomości z rówieśnikami obu płci i niejedna osoba z tamtych czasów pewnie jeszcze go pamięta. Kiedy nie był w szkole ani nie bawił się ze znajomymi, prowadził dość aktywny tryb życia, imitując różne ćwiczenia, które miały go czekać na początku służby o której marzył. Z początku było to polecenie jego ojca, próbującego mu wybić z głowy szlajanie się ze schowaną w plecaku butelką zamiast książek, ale po czasie zaczął to lubić. Zwłaszcza, kiedy dziewczyny zaczynały na niego patrzeć z wyraźnym zainteresowaniem jego coraz bardziej wysportowaną sylwetką. Hormony to potężny motywator. Od szesnastych urodzin, tatuś pozwolił mu też (pod ścisłym nadzorem oczywiście) zacząć uczyć się obsługi i konserwacji starego dobrego kalashnikova, którego posiadali mniej lub bardziej po cichu. Młody miał ewidentną smykałkę do celności od samego początku, ku dumie tatusia.
Jego faktyczne życie nabrało jednak tempa, kiedy w osiemnaste urodziny, zamiast o prezent, poprosił ojca o papiery w sprawie zaciągnięcia się do wojska. Major oczywiście bardzo chętnie to życzenie spełnił, wiedząc, że syn przyniesie mu dumę. Vidar nie zawodził oczekiwań od pierwszego dnia ćwiczeń, które sam miał tendencję wykonywać w domu, będąc zawsze jednym z pierwszych lub pierwszym na mecie każdego toru przeszkód czy innych dyscyplin, które musieli wykonywać rekruci. To jednak miało małe znaczenie, względem jego wspaniałych wręcz wyników w strzelaniu, zwłaszcza na duże odległości. Nawet nie musiał rozmawiać z ojcem o rekomendacji do treningu snajperskiego, sierżant sam taki papierek mu chętnie wypisał.
Niestety, dwudziesty pierwszy wiek nie obfitował w większe konflikty zbrojne. Acz zapał, chęć do walki i świetne wyniki potrafiły kogoś wysłać na przykład do Czeczenii. Konflikt ten w końcu ciągnął się dobre dziesięć lat. Już w 2002, mając 19 lat, Vidar mógł się pochwalić pierwszym potwierdzonym trupem po drugiej stronie lunety karabinu. W swoim oddziale pełnił rolę strzelca wyborowego, obserwując pole walki i osłaniając towarzyszy. Z tej racji, często przebywał w daleka od oddziału, w jakimś wyznaczonym miejscu z którego miał dobry widok. Z reguły na jakimś dachu, acz pewien przełomowy moment miał miejsce w dzwonnicy pewnej małomiejskiej cerkwi. Ktoś bowiem przyuważył skąd padały strzały i cerkiew stała się celem dla czeczeńskiego moździerza. Powinien był wtedy zginąć, wiedział to z resztą świetnie, kiedy cała konstrukcja pod nim wybuchła, a on poczuł jak spada. Przez chwilę. Potem wszystko stanęło w miejscu a on się unosił w rozmytej przestrzeni, otoczony nienaturalnym zimnem. W pierwszej chwili myślał, że tak wygląda śmierć, ale kiedy zimno zaczęło się nasilać, włączył się instynkt samozachowawczy. Wciąż był świadomy i mógł się ruszać, acz czuł, że to zimno może to niedługo zmienić. Nie wiedząc co się działo, zaczął poruszać rękoma i nogami jakby chciał płynąć ku ziemi, mając nadzieję, że kiedy jej dotknie, wszystko wróci do normy. Niestety, tak nie było. Jego palce wniknęły w podłogę, kiedy próbował jej dotknąć, a jego panika narastała. Zaczął się miotać i dusić od zimna, aż jego myśli nie były skupione na niczym prócz tego, aby to się przestało, żeby obudził się z tego koszmaru. Chciał umrzeć walcząc, dumnie padając na mokre od przelanej przez niego krwi błoto, nie paść ofiarą nienaturalnego mrozu w jakimś koszmarze. I nagle.. wszystko się skończyło. Upadł na podłogę na wpół zawalonej cerkwi, bez jakiegokolwiek śladu tego co się stało, prócz przeszywającego zimna. Lekarze później uznali, że doznał szoku przez eksplozję, z której „cudem wyszedł bez szwanku”.
Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Vidar zaczął powoli jej oczekiwać a później nawet samemu ją wywołując, robiąc głupie rzeczy. Za każdym razem, kiedy był pewny, że zaraz zginie, tajemnicze przesunięcie go w ten rozmazany świat go ratowało. Z każdym razem poruszanie się w nim wychodziło mu coraz lepiej i coraz bardziej poznawał naturę tego zjawiska. Nie miał na nie nazwy, ale wiedział, że lepiej żeby nie zaczął rozpowiadać, że umie zamieniać się w zjawę. Nie obawiał się zakładu zamkniętego odkąd odkrył, że mógł w tym dziwnym stanie przenikać przez ściany, ale nie chciał zostać wyrzucony z armii jako szaleniec.
Po kilku wyjazdach do Kaukazu, jego ponadprzeciętną celność w raportach ktoś przyuważył, wysyłając mu rekomendację do treningu w równie elitarnej co kontrowersyjnej jednostce Specnaz. Nie lubi opowiadać o metodach jakim go poddano przez ten okres i niech tak lepiej pozostanie. Istotne są dwa fakty – Nie dał im złamać swojego ducha i kiedy miał je z głowy, płacono mu całkiem nieźle. Jako, ze spędzał znaczną większość czasu w jednostce, żołd odkładał się spokojnie na jego koncie. Jego najbardziej istotny epizod z tego czasu miał miejsce podczas konfliktu w Gruzji, gdzie jego jednostka po cichu wspierała pro-rosyjskich separatystów przeciw siłom lokalnego rządu. Jego zdolności miały wtedy świetną okazję do rozwoju, zarówno te normalne, jak i nadnaturalne. Opanowywał swoje moce, potrafiąc przywoływać je na zawołanie, acz poruszanie się w swoim rozmytym świecie wciąż przychodziło mu z trudem. Przeszywające zimno nie ustępowało ani trochę.
Dopiero w 2013 czekała na niego jakaś niespodzianka. Jego ojciec bowiem, teraz generał, powiedział coś niezbyt przychylnego o kimś dość istotnym. Vidar był na misji z daleka od Moskwy, kiedy dotarła do niego wiadomość, że jego rodzice „zginęli w wypadku”. Z racji doświadczenia w jednostkach specjalnych, dość szybko dostrzegł, że ta sprawa śmierdziała i zaczął się obawiać o siebie. Na całe szczęście, koledzy w jednostki trzymali się razem i mieli do kupy ogromne ilości kontaktów w wielu miejscach, przez które mieli okazje podróżować. Nie robił tego chętnie, ale wszystko wskazywało, że musiał uciekać z Rosji, jeśli nie chciał ekspresowo spotkać się z rodzicami. Udało się to zaaranżować i zaledwie dwa miesiące później, w styczniu 2014, z samolotu w Seattle wysiadł „Kolya Vadimowicz”. A przynajmniej tak mówił jego paszport.
Nie było mu niestety dane żyć na wygnaniu w spokoju. Wystarczyło parę miesięcy, żeby wszystko poszło się jebać, kiedy doszło do pamiętnego zamachu. Było to jednocześnie przekleństwo i błogosławieństwo, gdyż może i życie pod pieczą Wuja Sama stało się trudniejsze, ale dowiedział się, że nie jest sam ze swoimi dziwnymi zdolnościami. Mutant nie brzmiało zbyt dumnie, ale wolał to niż „dziwadło”. Kiedy powstał D.O.G.S. i zaczęły się polowania na jemu podobnych, stwierdził, że nie chciał się pozbywać swoich mocy. Były użyteczne a co ważniejsze.. musiał przyznać że podobały mu się. Zwłaszcza odkąd nauczył się poruszać za ich pomocą dość sprawnie.
Kiedy Departament się na stałe zakorzenił w Seattle, Vidar po prostu do niego poszedł. Bez pytania wszedł do recepcji i zagadał do pani za biurkiem. „Vidar Azarov. Ex-Specnaz, snajper, infiltrator, mutant. Chcę dla was pracować.”
Tak zaczęła się jego kariera. Vidar szybko okazał się wręcz idealnym nabytkiem dla Departamentu. Skuteczny, bez lojalności wobec swoich "braci" i wiedzący kiedy nie trzeba zadawać pytań. Z początku był (dosłownie) wolnym strzelcem, pracującym tylko jako zabójca. Potrafił się dostać tam gdzie niewielu mogło, w dodatku nie przejmując się alarmami czy strażnikami. Czy z kilometra przez lunetę karabinu, czy twarzą w twarz z nożem i wyciszonym pistoletem, potrafił się pozbyć kogo trzeba. Kiedy tylko jakiś istotny członek pro-mutanckiej organizacji został zlokalizowany, Vidar już po pół roku był pierwszym wyborem do bycia wysłanym w celu eliminacji takowego.
Szczególnie przyjemnie wspomina jedną paranoidalną panienkę, która myślała, że pieniądze tatusia pomogą jej się ukryć przed okiem Departamentu. Gdyby tylko dużej ich części nie przelewała ku mutanckim grupom. Ukrywała się przed światem w otoczonej uzbrojonymi strażnikami rezydencji, wraz z pokrywającymi jej ciało twardymi jak stal łuskami. Vidar jak gdyby nigdy nic przeniknął najpierw przez mur, niezauważony przez strażników, prosto do sypialni bogatej panienki. Nie spała sama, ale nie specjalnie go to obchodziło. Patrząc na mnogość ciekawych zabawek rodem z pewnej serii książek dla niespełnionych seksualnie matek, pewnie byli bardzo zmęczeni, kiedy uciekali w objęcia snu. Poza tym, te wszystkie przedmioty stanowiły świetną scenę dla ubrania całej sytuacji w szaty samobójstwa. Najpierw potraktował panienkę nożem po gardle, na którym jej łuski były słabsze, a kiedy zaczęła się miotać w agonalnych konwulsjach i obudziła swojego towarzysza, biedak zarobił po głowie od Rosjanina, wyłączając go z obiegu na ten moment. Nie, żeby planował pozwolić się mu obudzić. Rano, pokojówka znalazła ciekawą scenę. Kochaś przywiązany do łóżka, kompletnie zmasakrowany i leżąca na nim z poderżniętym gardłem paniusia wciąż trzymająca nóż w ręce. Wszystko spisane na niestabilność psychiczną nie umiejącej sobie poradzić z mutacją dziewczyny. Vidar dostał konkretną premię za tą akcję.
Z czasem jednak zaczął tęsknić za zorganizowaną pracą w drużynie. Nie mając zamiaru czekać aż ktoś mu to zaproponuje, zaczął sam naciskać w tym kierunku. Z jego zdolnościami był naturalnym kandydatem do oddziału infiltracyjnego. Trening jednej z bardziej elitarnych jednostek wojskowych procentował zarówno jeśli chodziło o fazę planowania wszelkich operacji jak i samo ich wykonywanie. Często jego rady poprawiały wynik misji, o celności czy braku skrupułów nie wspominając. Pchnięcie do promocji ku zastępcy dowódcy nadeszło względnie niedawno, podczas pamiętnego ataku na bractwo. Zidentyfikował on wtedy bowiem jedną drogę ucieczki z obozu mutantów, którą pierwszy zwiad przegapił i zadeklarował, że będzie ją osłaniał. Pięć dodatkowych trupów na jego koncie wystarczyło, zanim bractwo zorientowało się, że jednak nie mają gdzie uciekać. Nie było wątpliwości, że jego kontrybucja do tego znaczącego sukcesu była olbrzymia i został odpowiednio nagrodzony podniesieniem stanowiska i pensji.
charakter
Z Vidara jest kawał dziwnej bestii. Kiedy jest pora na wykonywanie rozkazów, prezentuje oblicze zimnego profesjonalisty, akceptującego tylko i wyłącznie perfekcję. Nie jest to jednak żadne zabawne poczucie obowiązku czy inne wyższe wartości. Po prostu zależy mu na własnej skórze, a kiedy chodzi o działania militarne, od każdej drobnej pomyłki może zależeć życie. Przynajmniej nie można go nazwać hipokrytą w tym kontekście, gdyż dla siebie bywa tak samo surowy jak dla innych. Kiedy dopatrzy się jakiegoś problemu w swoim podejściu do tego czy innego zadania, ma tendencję do upewnienia się na każdy możliwy sposób aby żadne poślizgnięcie się drugi raz nie powtórzyło.
Kiedy natomiast przychodzi pora odłożyć karabin, następuje w naszym snajperze diametralna zmiana. Jeśli jest w stanie sobie pozwolić na czas wolny, nie ma problemu ze staniem się duszą towarzystwa. Wyjdzie na miasto z kolegami z oddziału, prywatnymi znajomymi albo nawet sam pójdzie do jakiegoś baru i skombinuje nowych przyjaciół, ciągle pociągając z kufla piwo. Geny prócz nadprzyrodzonych zdolności dały mu też naturalną rosyjską odporność na alkohol oraz upodobanie do spożywania go w nie małych ilościach. Taki z niego spryciarz, że łączy w ten sposób przyjemne z pożytecznym. Raz czy dwa zdarzyło się mu już wylądować w mniej kolorowej dzielnicy podczas nocy na mieście i zdarzyło mu się wypatrzeć niejednego mutanta chowającego się przed ręką jego pracodawców.
U innych osób, ceni sobie te same cechy, z których sam jest dumny. Jeśli napatoczy się ktoś pewny swojej dziedziny, nie będzie miał problemu odejść na bok. Jako rasowy żołnierz, rozumie konieczność podziału obowiązków i fakt, że każdy powinien mieć swoje miejsce i sobie na nim radzić. Tak długo jak ktoś jest użyteczny, tak długo nie interesują go inne, powierzchowne cechy jak rasa czy inne pierdoły. W grupie nie jest „szefem” a „liderem”, tak długo, jak ktoś nie zaczyna spowalniać całej maszyny, którą steruje. Półśrodki nigdy nie są jego zdaniem efektywne i nie ma zwyczaju zataczać kół wokół problemów, preferując je konfrontować bezpośrednio.
Jeśli chodzi o mutantów natomiast, ma o większości swojego rodzaju słabe mniemanie. Większość swoich pobratymców uważa za duże dzieci, które boją się że źli dorośli w garniturach chcą im zabrać zabawki. Sam uznaje siebie za najlepszy przykład, że wcale nie trzeba uciekać od Departamentu i można z nim współpracować. Wystarczy tylko mieć jaja i zaryzykować.
opis mocy
Przesunięcie Astralne
Vidar jest zdolny do częściowego przenoszenia się do stanu bytu, który nazywa „Inną fazą rzeczywistości”. Po użyciu tej zdolności, znika niemal momentalnie z miejsca w którym stał dla każdego zewnętrznego obserwatora, jak gdyby był złożony z dymu, który został nagle rozwiany. Nie ma nazwy na to sam z siebie, ale ktoś bardziej wtajemniczony w sztuki mistyczne mógłby go uświadomić, że przenosi się wtedy na plan astralny. Wszystko dookoła staje się wybitnie rozmyte, nie pozwalając mu dostrzegać szczegółów jak litery na klawiaturze czy nawet twarzy otaczających go ludzi. Potrafi tylko generalnie rozpoznawać, że ta duża ciemniejsza plama to raczej szafa, a ten jaśniejszy kwadrat to prawdopodobnie okno. W tym stanie, jest zdolny do przemieszczania się niezależnie od grawitacji czy solidnych obiektów na swojej drodze. Nie jest jednak w stanie widzieć przez ściany, więc nie zawsze jest to tak przydatna zdolność jak mogłoby się wydawać. W dodatku, wszelki dźwięk który powinien do niego docierać jest zredukowany do głębokiego, niemożliwego do zrozumienia szeptu. Wszelkie technologiczne próby lokalizacji go wtedy zawodzą, nawet specjalne, ekranowane nadajniki GPS. Jego forma podczas użycia tej zdolności staje się jednolita. Gdyby miał na przykład pistolet w kaburze przy pasku, nie będzie w stanie go wyjąć a gdyby miał go w ręce, nie byłby w stanie pociągnąć za spust czy wyjąć magazynka. Zmaterializowanie się w ciele stałym sprawi, że dany kawałek ciała zostanie oderwany i uwięziony w danym ciele stałym. Co prawda testował to na razie tylko z włosami, ale raczej lepiej nie próbować z niczym innym.
0% - 25%
Przeniesienie na plan astralny następuje automatycznie w sytuacjach stresu, kiedy posiadający moc czuje ogromną chęć ucieczki lub potrzebę bezpieczeństwa. Jest też trudne do kontroli i użytkownik ma tendencje do zapadania się w podłogę czy inne okoliczne stałe obiekty z którymi ma kontakt. Wymaga ścisłej koncentracji tylko na poruszaniu się, żeby nie wyjść z przesunięcia w ścianie. Opuszczenie przesunięcia wymaga podobnie silnego impulsu emocjonalnego co wejście weń.
26% - 50%
Przesuniecie da się kontrolować. Wchodzić i wychodzić z niego na zawołanie całością ciała i wszystkim co ma się na sobie. Poruszanie się podczas używania umiejętności wciąż wymaga ścisłej koncentracji, nie pozwalając na dużo więcej.
51%-75%
Używający może dowolnie wkraczać na plan astralny i poruszać się pod jego osłoną ze sporą sprawnością. Użytkownik jest w stanie skupiać się na czynnościach oprócz samego poruszania się.
76%-99%
Można selektywnie opuszczać przesunięcie tylko daną częścią ciała nie tracąc ich. Ręką, głową, nogą.
100%
Można kogoś wciągnąć w plan astralny. Opuszczenie go samemu „uwolni” też wciągniętą osobę. Sposób w jaki Vidar przenosi się nie pozwala mu na interakcję z wciągniętą osobą i vice versa. Próby kontaktu skończą się przeniknięciem form przez siebie, ale mogą rozmawiać.
Wady: Przesunięcie nie powoduje specjalnego zmęczenia, za to plan astralny źle reaguje na przeniesienie całego materialnego ciała używającego i szybko wysysa ciepło z Vidara i/lub wciągniętej ofiary. Wskoczył weń raz z termometrem, który na zewnątrz pokazywał trzydzieści stopni. Po zaledwie dziesięciu minutach w przesunięciu, pokazywał minus dziesięć. Sytuacja ta nie poprawia się zależnie od opanowania umiejętności. Można ją wydłużać przez cieplejsze ubrania czy inne sposoby zabezpieczania się od zimna.
W codziennym ubraniu, Vidar może spędzić w przesunięciu trzy posty zanim zacznie mu grozić hipotermia, cztery zanim będzie musiał je przerwać, żeby nie zamarznąć. W zimowym ubraniu, cztery bezpieczne, pięć wymaga przerwania. Odczucie zimna pozostaje z każdą przesuniętą osobą przez cztery posty, nie ważne czy są na pustyni czy w realnej zaspie śnieżnej, nie pozwalając na ponowne użycie, pod groźbą śmierci. W przypadku przeciążenia się w każdy inny sposób w związku z Planem Astralnym, sześć postów na dojście do siebie powinno solidnemu ruskiemu chłopu wystarczyć.
Z dnia na dzień, moc ta nie przysparza rosjaninowi wielu nieprzyjemności. Nagłe skoki emocjonalne jednak, zwłaszcza strach czy poczucie niebezpieczeństwa wciąż mogą same wywołać przeskok w plan astralny bez kontroli Vidara. Był nawet przypadek, kiedy zniknął na chwilę pod wpływem nagłego ataku śmiechu z racji tej czy innej komicznej sytuacji na pewnej imprezie.
ciekawostki
- Jego ulubiona wódka to Sobieski
- Ma irracjonalną słabość do kotów, ale styl życia nie pozwala mu na posiadanie sierściucha
- Lubi i potrafi całkiem dobrze rzeźbić w drewnie
- Płynnie mówi po Rosyjsku, Angielsku i Arabsku
- O ile nie wita poranka zza lunety karabinu, ma tendencję do zaczynania dnia od serii pompek
- Posiada dwie blizny na torsie – Jedną definitywnie od pchnięcia nożem pod prawą stroną klatki piersiowej, drugą po ranie postrzałowej w prawym ramieniu.
- Od pół roku bezskutecznie próbuje ściągnąć z Europy dobrą swojską kiełbasę a nie jakiś hamerykański sausage
- Świetnie zna się na naprawie i konserwacji broni
- Jego główny sposób na naprawienie każdego mechanicznego urządzenia to walniecie w niego. Działa zaskakująco często.
*Na interakcję ze strukturami D.O.G.S. chciałem sobie zostawić retrospekcje, stąd pominięcie okresu służby w historii.