Poprzedni temat «» Następny temat
nothing new - ta sama stara bieda
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-10-04, 12:25   nothing new - ta sama stara bieda
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Miejsce: Gdzieś w bractwie
Czas akcji: gdzieś połowa sierpnia??
Okoliczności wydarzenia: Spotkanie dwóch "przyjaciółek" ->to nie może skończyć się dobrze



Kolejne dni leciały mi jak z bicza strzelił. Nie wychodziłam z pokoju albo szłam po prostu sięprzejść. Czasem spotykałam znajome twarze, ale to nie było to samo, nie bez moich przyjaciół. Wszystko siękończy. Wszystko co dobre zawsze ma swój przykry koniec. Może właśnie dlatego żyjemy i mamy takie coś jak wspomnienia. Żeby trzymać się tego co najlepsze i najbardziej rozjaśnia nasze życia, gdy one same są szare i bez barw. Może właśnie dla tych chwil wszystko utrzymuje nas przy życiu.
Tak tak właśnie mi sięwydawało. Zatapiałam się w sobie i rozmawiałam tylko z Rocky. Treningi dawały mi siłę by wstać z łóżka. Treningi no właśnie. Jeśli nikt nie miał czasu by trenować ze mną robiłam to sama, chodziłam po lesie i gniotłam gałęzie i kamienie. Często rzucałam kamieniami w szyszki i próbowałam je zatrzymywać tarczą, właśnie tak spędzałam większość dni, samotnie i w ciszy.
Dzisiaj planowałam to samo. Iść do lasu i pobiegać. Właśnie taki miałam plan, a jak wszyscy wiedzą plany nigdy się nie udają.
Tym razem było tak samo w momencie gdy szłam do wyjścia spotkałam ją. Kobietę, której nie chciałam spotkać.
Matilde Wallace . To ta która zdradziła. Ta z którą nie chciałam mieć kontaktu i ta z którą się kłóciłam. Kobieta naszego zakichanego przywódcy i jedyna kobieta która sprawia że na jej widok otwiera mi się scyzoryk w kieszeni.
Dobra może przesadzam bo w sumie nie mam powodu żeby jej aż tak bardzo nienawidzić, ale nie potrafiłam znieść jej towarzystwa. Od momentu jak nie dawała osobie znaku życia zirytowała mnie. Spojrzałam na nią spode łba i zmierzyłam ją wzrokiem. Uśmiechnęłam się, a raczej zrobiłam grymas który w ogóle nie był podobny do uśmiechu.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-04, 18:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace coraz bardziej przyzwyczajała się do swojej nowej roli. Co prawda, sama myśl o rodzicielstwie wciąż napawała ją strachem i przerażeniem, to mimo wszystko tych kilka miesięcy pozwoliły jej się oswoić z tematem ciąży, dzieci i wszystkimi tego typu sprawami. Oswoić i zrozumieć, że w tym momencie musiała zacząć coś robić. Nie mogła być tak po prostu bezradna i polegać na Hopperze, czy innych. Nie, nie mogła i nawet już nie chciała. Musiała się wreszcie nauczyć walczyć. Musiała wreszcie nauczyć się jak się obronić. Nie była już sama. Tu nie chodziło już o tylko jej życie. W tej jednej kwestii nie mogła być tak samolubna i egoistyczna.
Właściwie to już z połową czerwca zaczęła coraz częściej odwiedzać strzelnicę. Ale nie było w tym nic dziwnego, prawda? Już wcześniej wykazywała niezdrową fascynację pistoletami i marnowaniem nabojów. Dziwnie zaczęło się robić dopiero, kiedy sama dobrowolnie zaczęła się pojawiać na siłowni. Początkowo po prostu niby przypadkiem zapuszczała się w te rejony, by poobserwować jak radzą sobie inni. Potem, decydowała się na takie odważne kroki jak ubieranie się w nieco wygodniejsze, sprzyjające ćwiczeniom ciuchy. Apogeum nastąpił jednak dopiero tego pamiętnego dnia lipca, kiedy Matilde Wallace ogłosiła wszem i wobec, że chce sobie poćwiczyć i zgromadzeni frajerzy mają jej nie przeszkadzać.
Tego dnia Wallace postawiła na strzelnicę. Właściwie to była w całkiem niezłym humorze kiedy zmierzała do miejsca przeznaczenia, ale wtedy musiała natrafić spojrzeniem na tą cholerną Roseberry. Widząc ten sztuczny uśmiech na twarzy byłej koleżanki, Wallace mimowolnie wywróciła oczami. Jeszcze tylko tego jej było potrzeba. Ale nie zamierzała się wycofywać. Zdecydowanie. I żadna zagradzająca drzwi wejściowe Roseberry nie była w stanie jej zatrzymać.
– Mogłabyś się przesunąć? Z łaski swojej. – wyrzuciła z siebie chłodnym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. Matilde chciała po prostu wyjść i mieć z głowy tą babę. To wszystko.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 6