Miejsce:Seattle/Capitol Hill/Mieszkanie Coltona Czas:Koniec kwietnia 2018 roku
Po całodziennym świętowaniu z Bradem, Anna w końcu wróciła do domu. Miała tylko nadzieję, że Coltona nie ma, bądź już śpi. Wolałaby, aby nie widział jej wciętej już w poniedziałkowy wieczór. Zwłaszcza, że zawaliła też dzisiejszy dzień w pracy. Ale taka okazja do świętowania zdarza się tylko raz. A że świętować jej się zachciało z Bradem to już inna sprawa. Może byłoby też lepiej by Colt nie wiedział jak przebiegało ów świętowanie. Wtedy na pewno byłby spokojniejszy.
Anyway.... Wróciła do domu i starała się zachowywać jak najciszej, jednak w drodze przez salon, jej stopa musiała przywalić w coś, co jak mogła podejrzewać, było nogą od stołu. Zaklęła pod nosem łapiąc się za obolałe miejsce.
Colt też świętował i to od samego rana, ze swoim najlepszym kumplem Viggo. Było wszystko, był alkohol, były papierosy, był zbawienny biały proszek i... były też telefony i smsy do siostry, która nawet nie raczyła I odebrać czy na nie odpisać. Rano wyszła z domu szybciej, wiec nawet nie miał okazji spytać, jak się z tym wszystkim czuje. Nie uważał, żeby rozpaczała za ojcem jakoś straszliwie, ale no cóż, czuł że jako taka bratersko-siostrzana rozmowa by się przydała. O ile Młoda zechciałaby się z nim skontaktować.
Z tego też powodu musiał skończyć opisanie tego wspaniałego dnia nieco wcześniej i wrócić do domu, żeby poczekać na dziewczynę. I doczekał się. W środku nocy kurwa.
Siedział w salonie, na kanapie, z głową odchyloną do tyłu, trochę już podsypiając, jednak mimo wszystko zachowywając czujność, więc jakikolwiek ruch czy dźwięk po prostu nie mógł ujść jego uwadze. Nie musiała przywalać nogą w mebel, żeby go zbudzić.
- Chyba się na coś umawialiśmy - rzucił na powitanie, pociągając za metalowy sznurek na stojącej lampie znajdującej się obok kanapy, żeby w szybki sposób nieco rozjaśnić pomieszczenie.
Zasady, na które oboje się zgodzili były bardzo proste i logiczne. Ona wiedziała, jak momentami niebezpieczną pracę ma Colt i chłopak informował ją, gdy coś się komplikowało, a jego dzień poza domem miał się wydłużyć. Wiedząc, jaka sytuacja panuje na ulicach, prosił ją o to samo. Takie minimum. Jak widać nie do zrealizowania dla co poniektórych.
Gdy tylko zapaliło się światło, wiedziała, że ma przejebane. Jednak starała się to ukryć. Wiedziała, jaki potrafi być w takich sytuacjach Colton. A co do rozmowy, nie sądziła by była przydatna zwłaszcza, że zdążyła poznać ojczulka od tej najgorszej strony, i ogromnie się cieszyła, ze nie ma go już na tym świecie.
-Wybacz, z radości wyleciało mi z głowy...
Powiedziała po czym odłożyła telefon i klucze na stół po czym spojrzała na niego.
-Poza tym, nie byłam sama, nic mi nie groziło. A i nawet mam dobre usprawiedliwienie. Świętowałam. A znając Ciebie, Ty zapewne też...
Dodała na koniec podchodząc do barku i nalewając sobie wódki do szklanki. Bo przecież nie ma to jak się dobić przed wojną z bratem. Wiedziała, że Colton też zapewne świętował. A co do telefonów.. Cóż.... Była zajęta...Bradem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum