Selene Alicja Parr

urodzona w Olimpii 15 lutego 1975 roku, mieszka w Seattle odkąd skończyła 10 lat, przynależy do Bezfrakcyjnych, wizerunku użycza Scarlett Johannson
historia
“[Dzieci] wytrzymują, a nawet rozwijają się w sytuacjach, w których dorośli łamią się jak drzewa podczas burzy.” - A. J. Finn
-- Mamo, czy je to nie boli? - zwykła pytać swoją matkę, kiedy ta przycinała sekatorem żywopłot. Siedziała wtedy na swoim różowym, rozklekotanym rowerku i przewieszała się przez kierownicę, głaszcząc od niechcenia przednią oponę, niczym szyję swego rumaka.
-- Nie, kochanie. Nic a nic. Widzisz, gałęzie które przycinam są chore. Spójrz na te zbrązowiałe plamki na liściach. To oznaka, że krzew choruje. Wycinam więc te gałęzie, żeby choroba nie rozprzestrzeniła się dalej. Rozumiesz? - matka spoglądała na nią, z przyjaznym, choć lekko zniecierpliwionym uśmiechem.
-- Tak, mamo. - odpowiadała, i zwykle, kiedy już chciała otworzyć usta żeby jeszcze o coś zapytać, matka mówiła jej by pobawiła się na rowerze, albo przyniosła jej z domu szklankę zimnej herbaty. Selene kiwała głową, i biegła do domu żeby przysłużyć się matce, a ta wzdychała ciężko i wracała do przerwanej pracy.
Mieszkali skromnie, ale nie w biedzie. Mieli dom, a nie mieszkanie i ogród, który był dumą pani Redford. Nie pracowała ona zarobkowo, a zamiast tego wychowywała dwie córki - Janet i młodszą o 5 lat Selene. W niedziele jeździli całą rodziną do pobliskiego kościoła, zaś wieczorem oglądali wspólnie film lub mecz.
Selene niewiele teraz pamięta z tamtych czasów. Dla niej niezmiennie we wspomnieniach jest to idylla, tak odmienna od tego z czym później przyszło jej się zmierzyć. Pewnego dnia w domu Redfordów wybuchł bowiem pożar. I pożar, było to mało powiedziane. Dom wyglądał bardziej jak po wybuchu. Całym szczęściem obie dziewczynki przebywały wtedy poza domem, nocując u koleżanek. Z dnia na dzień stały się jednak sierotami bez grosza przy duszy.
Po tygodniu pobytu w domu dziecka, policja odnalazła brata pana Redforda, który z laską zgodził się zająć dziewczynkami. Bert, czyli Robert, był cieślą z zawodu. Pracował przy budowach wieżowców w Seattle i tam też zamieszkały z nim Selene i Janet. Nie wiodło im się zbyt dobrze i choć Selene wtedy jeszcze o tym nie wiedziała, można było ich nazwać zwyczajnie biednymi. Zdarzało im się kłaść do łóżka bez kolacji, choć niezbyt często, ale Bert był człowiekiem dobrym z natury i wolał nawet samemu nie zjeść, byle one miały jak najlepiej. Tak Selene upłynęło pierwsze 10 lat życia.
“Podejrzliwość w stosunku do wszystkich jest męcząca, trzeba komuś ufać, bo trzeba przy kimś odpocząć.” - Ryszard Kapuściński “Cesarz”
Kiedy Selene miała 12 lat, jej siostra poznała swojego przyszłego męża. Thomas Bartowski nie był jej pierwszym chłopakiem, ale zdecydowanie był jej pierwszym facetem. Janet pęczniała z dumy, bo Tom był naprawdę dobrą partią. Wywodził się z dobrze sytuowanej rodziny, studiował finanse i rachunkowość, miał dobre perspektywy na przyszłość. Był 5 lat starszy od Janet, a 10 lat starszy od Selene. Kiedy pojawił się w ich życiu, wszystko zaczęło być lepiej. Bart dostał przeniesienie do lżejszej a zarazem lepiej płatnej pracy, na ich stole częściej zaczęły się pojawiać bardziej wyszukane dania i lepsze jakościowo produkty. Dziewczynka szczególnie ucieszyła się z pięknego nowego tornistra i zestawu małej krawcowej, który dostała na Gwiazdkę.
Tak minęły kolejne dwa lata, zaś kiedy Thomas skończył studia, on i Janet się pobrali. Ślub odbył się w Olimpii, skąd pochodził mężczyzna i był (w odczuciu Selene) naprawdę bajkowy. Po nim zaś Janet i Thomas zamieszkali wspólnie w domu, który kupili na kredyt.
Nagle w domu w którym zawsze pełno było dziewczęcej paplaniny, śmiechu i przepychanek, zrobiło się upiornie wręcz cicho. Po powrocie ze szkoły Selene aż do późnego wieczora była tam sama, co więcej w odróżnieniu od siostry nie opanowała sztuki gotowania, więc w większości ona i Bart zamawiali coś na wynos. Ślub odbył się w sierpniu, nadszedł wrzesień a potem wyjątkowo deszczowy październik i listopad a w końcu mroźny grudzień. Selena popadła w pewien rodzaj letargu, za jedynego towarzysza mając swój zestaw małej krawcowej. Szybko więc nauczyła się szyć, cerować skarpety a nawet projektować ubranka dla swojej jedynej lalki Barbie. Ale to nie było wystarczające, by podtrzymać ją na duchu. Wytrwała tak jednak aż do świąt Bożego Narodzenia, które spędzili z Bartem u Bartowskich. Wtedy to, widząc jej stan, Janet zaproponowała że Selene mogłaby zamieszkać z nimi. Wujek Robert, choć nie był specjalnie szczęśliwy, zgodził się wrócić samemu do Seattle i obiecał pozałatwiać sprawy związane z przeniesieniem dziewczyny.
Na początku, z siostrą i jej mężem, w przestronnym domku na przedmieściach niewielkiego miasta, mieszkało jej się wspaniale. Oboje interesowali się tym czego jej potrzeba, jednocześnie nie naruszając jej prywatności. Nie spędzali dużo czasu wspólnie, każdy sam jadł posiłki, ale często spotykali się w niedzielę przed telewizorem, tak jak w czasach dzieciństwa dziewczyny.
Tak się jednak złożyło, że w połowie lutego Bart zachorował i Janet pojechała do niego, aby zawieźć mu nieco leków i przetworów od rodziców Thomasa. Nadchodził wieczór, Selene czytała jakieś podrzędne romansidło dla zabicia czasu, gdy w drzwiach jej pokoju stanął Tom.
-- Janet dzwoniła, mówi że zostanie u waszego wujka do jutra żeby się upewnić czy gorączka zelżeje. -- oznajmił, opierając się o framugę.
-- Jasne, dzięki za informację. - odparła Sel i wróciła do czytania książki. Już po dwóch zdaniach podniosła jednak znów wzrok, bo Tom nadal stał w drzwiach i w milczeniu się jej przyglądał. Ona też wytrzymała jego spojrzenie, choć na jej policzkach wykwitł rumieniec. Dwudziestopięciolatek nie mógłby trafić na okładkę Playboya, ale był naprawdę przystojny w ten zwyczajny, niegwiazdorski sposób. Selene starała się tak o nim nie myśleć, ale była w takim wieku kiedy myśl o męskim ciele świtała jej w głowie dużo częściej niż powinna.
-- Coś… Jeszcze? - zapytała, najuprzejmiej jak potrafiła.
Thomas podszedł do jej łóżka i usiadł obok niej, spoglądając na książkę.
-- Coś ciekawego czytasz? - zapytał swobodnie.
-- To? Och, nie to… Nic takiego. - Odłożyła szybko książkę na bok i spojrzała mu w oczy. Wtedy właśnie po raz pierwszy ją pocałował. Ich pocałunek był niepewny, delikatny ale szybko przerodził się w coś dzikiego i namiętnego. Po kilku chwilach odsunęła się jednak od niego, speszona i przerażona tym co oboje zrobili.
-- Jak Janet się dowie… - zaczęła, jąkając się.
-- Ależ złotko, Janet o niczym nie musi się dowiedzieć. Wybacz, jeśli cię przestraszyłem, ale nie mogę przestać o tobie myśleć… I teraz wiem, że ty o mnie też. - oznajmił, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Przez następne miesiące ich romans posuwał się coraz dalej, począwszy od zalotnych spojrzeń w marcu, przez ukradkowo wymieniane uśmiechy w kwietniu, pierwszą randkę sam na sam w maju a kończąc na pierwszym zbliżeniu w czerwcu. Potem na dwa miesiące wakacji Selene wyjechała do wujka Berta, a gdy wróciła ich uczucie jakby tylko zyskało na sile. Cały wrzesień był jednak tak wypełniony różnymi sprawami, że okazję na samotne spotkanie mieli dopiero w połowie października. Tom zabrał ją do motelu, podczas gdy według Janet ona nocowała u przyjaciółki a on wyrabiał nadgodziny w pracy. Mężczyzna zapewnił ją wtedy, że kocha ją nad życie, że zaczeka aż Selene będzie pełnoletnia i rozwiedzie się z żoną, że chce być z nią i budować z nią przyszłość. Ona zaś zaufała mu i oddała mu się cała, pozwalając na zbliżenie bez zabezpieczenia, wierząc że mężczyzna będzie potrafił się powstrzymać. Nie potrafił (lub nie chciał). Jednak po zapewnieniach, że nic się napewno nie stało, Selene uspokoiła się.
Zdenerwowanie wróciło, kiedy miesiąc później spóźnił jej się okres, najpierw kilka dni a potem tydzień. W końcu musiała powiedzieć Thomasowi o tym co się dzieje, a on przyszedł do jej pokoju po pracy i rzucił jej na łóżko test ciążowy.
-- Instrukcja jest w środku. - Warknął, i wyszedł, zostawiając ją samą. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Thomas wysłał ją na weekend do Seattle, żeby osobiście powiedzieć o wszystkim żonie a kiedy wróciła, żadne z nich nie odzywało się do niej, jeśli to nie było konieczne. Dom Bartowskich zmienił się w milczące piekło na trzy długie miesiące. Dopiero po świętach, kiedy ciążowy brzuch zaczęło już być po niej widać, Janet nieco zmiękła. W końcu w lutym, w urodziny Selene zapewniła ją, że pomogą jej zaopiekować się dziećmi i z pewnością jej nie wyrzucą z domu. Janet oznajmiła nawet, że jej wybacza.
Dopiero kiedy na świecie pojawiła się dwójką jej ukochanych dzieci, Janet i Tom ujawnili swoje prawdziwe intencje.
-- Jak się czujesz? - zapytała Janet, wchodząc na salę poporodową.
-- Dobrze, dziękuję ci kochana. A jak dzieci?
-- Byłam u nich, nasze dzieciaczki są zdrowe i szczęśliwe.
-- Wasze..?
-- Och, jeszcze się nie domyśliłaś? Thomas nigdy cię nie kochał. Wiedział, że ja nie mogę mieć dzieci, więc postanowił mi je zapewnić w inny sposób. Przyznam, na początku niezbyt mi się ten pomysł podobał, ale ty jesteś jeszcze młoda. Oddasz mi bliźniaki a za rok o nich zapomnisz. Będziesz mogła założyć własną rodzinę, a ja… Ja nigdy już nie będę miała innych dzieci.
-- To MOJE dzieci… To JA je urodziłam.
-- Twoje i mojego męża. Jak myślisz, kto z wasze dwójki zapewni im lepsze wychowanie i start w przyszłość? Właśnie! Ale spokojnie, tego typu sprawy w sądzie chwilę trwają więc będziesz miała okazję się nimi nacieszyć. A teraz odpoczywaj.
Sprawa w sądzie trwała rok, a w jej czasie “okazało się” że Selene jest ćpunką, że miała zatargi z prawem i nie poradzi sobie z opieką nad dziećmi. Po ogłoszeniu wyroku, z sądu musiało ją wyciągać dwóch ochroniarzy i wtedy właśnie ujawniła się jej mutacja, choć o tym Selene dowiedziała się znacznie później, bo nikt nie skojarzył śmierci na raka obu ochroniarzy rok później z tym konkretnym momentem.
Selene wyjechała do Seattle to wujka Barta, który nie pracował już ponieważ w wyniku wypadku w pracy stracił dwa palce. W rok po tym jak zamieszkali razem, wykryto u niego raka prostaty, w zaawansowanym stadium. Opiekując się wujem i ucząc się w dwa lata Selene ukończyła kurs projektancki, po czym dostała pracę w pracowni “My Haberdasher” przy szyciu garniturów na miarę. Zaczęła jako konsultantka na sali, potem zajęła się również dokonywaniem drobnych zmian przy odbiorze garnituru. Rok później, w Gwiazdkę jej wujek zmarł. Janet pojawiła się na pogrzebie, choć przyjechała bez męża i dzieci i opuściła ceremonię jeszcze przed jej końcem. Selene Po raz kolejny została sama.
Wtedy właśnie, podczas przymiarki garnituru, poznała Gerarda. Był zamożnym biznesmenem, był uprzejmy i kulturalny, choć starszy od niej o dwadzieścia lat. Ona, dwudziestoletnia, elokwentna i ładna natychmiast zwróciła jego uwagę. Można było powiedzieć, że było to braterstwo serc i dusz, choć w łóżku też nie miała na co narzekać. Mimo to, jej moc, nad którą nie miała wtedy kontroli, zniszczyła ich szczęście. Kiedy miała 25 lat, Gerard zaczął chorować. Byli dopiero 3 lata po ślubie, nie mieli dzieci bo Gerry nigdy ich nie chciał. Kiedy więc wykryto u niego raka trzustki, z przerzutami na wątrobę i płuca, dla niej świat po raz kolejny legł w gruzach. Odtąd Selene zaczęła nosić rękawiczki, których w żadnych okolicznościach nie zdejmowała aby nie ranić ludzi dopóki nie nauczy się kontrolować swojej mocy. Na tym właśnie skupiła się przez następnych 5 lat. A kiedy była już pewna, że ma nad swoimi umiejętnościami pełną kontrolę, postanowiła użyć ich by się zemścić.
Jak gdyby nigdy nic, wynajęła dom zaledwie przecznice od domu jej siostry i z butami wparowała w ich życie. Kiedy po raz pierwszy ujrzała Aarona i Samanthę, o mało nie wyjawiła im wszystkiego i tylko ostatkiem silnej woli się przed tym powstrzymała. Zamiast tego postanowiła grać super ciocię, zjednać sobie dzieci i jednocześnie powoli, swoim dotykiem zaszczepić w Janet morderczą chorobę. W Olimpii mieszkała przez rok, po czym wyjechała spowrotem do Seattle tuż przed tym jak rak szyjki macicy Janet został wykryty. Była na pogrzebie siostry i pojawiała się w życiu swoich dzieci częściej, nadal jednak grając tylko ciotkę.
Thomas Bartowski nigdy nie otrząsnął się po śmierci żony i kiedy dzieci go potrzebowały, on zaglądał coraz częściej do kieliszka. Selene Natomiast coraz bardziej zaczynała żałować tego co zrobiła. Nie mogła już jednak cofnąć czasu, więc starała się pomóc bliźniakom najlepiej jak potrafiła. Sam chętnie przyjęła wyciągniętą do niej dłoń, Aaron już nie tak bardzo. Po śmierci ojca, Samantha zamieszkała z nią i Selene tak zachłysnęła się tą nową relacją, że prawie zapomniała o synu. Kiedy w 2014 doszło do zamachu, Selene siedziała w pracy i szyła garnitur. Słyszała syreny policyjne, ale dopiero kierownik, blady jak ściana, powiedział jej co się tak naprawdę stało i kazał iść do domu. Kobieta nie bała się o siebie. Była dość pewna, że nikt na całym świecie nie wiedział o jej mutacji, w każdym razie nikt żywy. Gorzej z Aaronem. Nie miała z nim kontaktu, ale użyła swoich kontaktów z mafią, żeby ktoś w Olimpii miał na niego oko. Czy faktycznie tak było? Nie miała sposobu by się przekonać.
Następne dwa lata były dla niej coraz bardziej i bardziej stresujące. Wyrywkowe kontrole na mutację przy badaniach krwi sprawiły, że Sel zrezygnowała zupełnie z usług publicznej służby zdrowia. Kiedy Samantha wyjechała z powrotem do Olimpii, Selene zrezygnowała z pracy zawodowej przenosząc się na freelancing i pracę głównie z domu. Na całe szczęście jej moc nie była bardzo niszczycielska a jej działanie było trudne do wykrycia, co więcej kobieta praktycznie jej nie używała. Jakimś cudem uniknęła więc wykrycia. Sytuacja jednak robiła się na tyle nieciekawa, że Selene postanowiła wyjechać z kraju. Jaki jednak mogłaby znaleźć na to dobry pretekst?
Kiedy pewnego dnia przechadzała się po Seattle, minęła niewielki lokal z dużym białym napisem na niebieskim tle “Dołącz do nas! Pomóż Afryce!”. Czy było to przeznaczenie? Do dziś tego nie wie, jednak tknięta impulsem weszła do środka. Tam poznała trzecią miłość swojego życia - Erikę, którą wszyscy nazywali Strzałą. To ona namówiła ją na pierwszy wyjazd na misję, to z nią zarywała noce, pijąc wino, planując wyjazd i sortując podarowane przez ludzi książki. Dla Selene było to zupełnie nowe, bo nie dość że po raz pierwszy zakochała się w kobiecie, to nigdy wcześniej nie wyobrażała sobie związku nie opartego na wzajemnych obietnicach w stylu “będziemy razem na zawsze”. Nie, obie z Eriką nie szukały partnera do końca życia, a towarzysza na teraz i znajomej twarzy, która będzie im towarzyszyła na obczyźnie. Najpierw wyjechała na 9 miesięcy do Konga, potem wróciła na miesiąc do USA i zostawiła na czarnym lądzie Erikę. Po miesiącu jednak nie wytrzymała i znów wyjechała, tym razem do Namibii.
W Namibii w końcu odnalazła spokój. Jej dusza, dręczona poczuciem winy i wspomnieniami przeszłych krzywd, znalazła ukojenie w afrykańskim wschodzie słońca. Jej psychikę zaś uleczyli ludzie, prości i nieskomplikowani, dla których nie miało znaczenia to czy była człowiekiem czy mutantem, tylko to że mogła dać ich dzieciom nadzieję na lepszą przyszłość i edukację. To tam, po raz pierwszy użyła swojej mocy na nowym poziomie - udało jej się uleczyć chłopca, który bez jej pomocy z pewnością zmarłby na raka. Udało jej się cofnąć chorobę, choć przez całe życie była pewna, że potrafi ją tylko tworzyć. Wydarzenie to na tyle odmieniło ją jako osobę, że postanowiła wrócić do USA i rozliczyć się ze swoją przeszłością. Teraz dopiero co rozpakowuje pudła w swoim mieszkaniu w Seattle, i odsypia jet lag.
charakter
(ISFJ-A) - fenek - Erudycja - Ravenpuff
pewna siebie | nieufna | spokojna | uparta | troskliwa | pracowita | ambitna | skryta | samotniczka | oryginalna | kreatywna | uczynna | perfekcjonistka | cierpliwa
• Lubi: koty, lody pistacjowe, spać do późna, pomagać innym, szycie szczególnie w motywach etnicznych, energetyki (jest od nich uzależniona), seriale
• Nie lubi: kłusownictwa, rasizmu, uciekania od odpowiedzialności, kawy, audiobooków
opis mocy
rakotwórczość - Selene potrafi tworzyć u innych organizmów żywych komórki rakowe poprzez dotyk. Komórki przez nią zaszczepione rozwijają się jak normalna choroba, ale może ona poprzez ponowny dotyk przyśpieszyć ich rozrost.
Poziomy kontroli mocy:
1. 0% - 25%
Moc działa przy każdym dotyku ciała mutanta do ciała innego żywego stworzenia. Nie potrafi on przyśpieszyć wzrostu komórek, ani określić gdzie konkretnie się one rozwiną.
Wady: Moc działa ekstremalnie wolno, a na jej efekty trzeba czekać do kilku lat. Raka w ten sposób powstałego można także wyleczyć konwencjonalnymi sposobami. Moc działa niezależnie od woli użytkującego.
Efekty nadużycia: Ból głowy, osłabienie organizmu i układu odpornościowego
2. 25% - 50%
Użytkownik może już kontrolować, gdzie konkretnie zaszczepia komórki w ciele, ale nadal nie może przyśpieszać ich wzrostu.Nie potrafi też kontrolować czy chce użyć mocy czy nie.
Wady: Po każdorazowej takiej akcji, użytkownik musi odpoczywać przez co najmniej tydzień zanim znów jej użyje.
Efekty nadużycia: Wszystkie z wcześniejszego poziomu, a do tego wypadanie włosów i randomowe "nawalanie" różnych narządów. Jest 20% szans, że w trakcie wszczepiania raka komórki powstaną także u użytkownika.
3. 50% - 75%
Użytkownik zyskuje kontrolę nad mocą do tego stopnia, że może już jej nie używać przy każdym dotyku. Może także kontrolować gdzie zaszczepi komórki, a także przyśpieszać ich wzrost nawet pięciokrotnie. W praktyce oznacza to, że cel który zmarłby po dwóch latach ma zaledwie kilka miesięcy życia.
Wady: Każde użycie na czymś większym od psa powoduje ekstremalne wyczerpanie, które wymaga około dwóch tygodni odpoczynku w przeciwnym razie moc może “zrykoszetować” i komórki rakowe zaczynają zajmować ciało jej użytkownika.
Efekty nadużycia: Wszystkie z wcześniejszego poziomu, a do tego efekty jak po kilku chemiach - kompletne wyłysienie, podatność na choroby. Jest 40% szans, że w trakcie wszczepiania raka komórki powstaną także u użytkownika.
4. 75% - 100%
Ostatni, najwyższy poziom kontroli mocy pozwala na cofanie zmian rakowych. Usunięcie guza wielkości monety wymaga energii, która natychmiast po użyciu mocy pozbawia użytkownika przytomności na dwa dni.
Wady: Po takim użyciu, moc musi się “regenerować” przez 2 miesiące (wielkość monety) aż do pół roku (zaawansowane stadium raka). Nie ma możliwości by użyć tej umiejętności w celu wyleczenia samego siebie.
Efekty nadużycia: Wszystkie z wcześniejszego poziomu, a do tego ekstremalne wyczerpanie organizmu, na tym etapie nawet zwykłe przeziębienie może być niebezpieczne dla życia. Jest 50% szans, że w trakcie leczenia raka komórki rakowe przeniosą się do organizmu użytkownika.
ciekawostki
- jest uczulona na laktozę
- ma powiązania z mafią
- kontrolę mocy ćwiczyła głównie na gryzoniach
- nadal odwiedza grób wuja, podczas gdy na grobie siostry nie była ani razu
- ma na ciele kilka tatuaży, między innymi triskelion na nadgarstku, gwiazdkę za uchem, łapacz snów na karku i lwa na ramieniu