Zoe Murphy

urodzona w Memphis, Tennessee, w 18 grudnia 1936 roku, mieszka Olimpia, Waszyngton od 20 lat, przynależy do bezfrakcyjni, wizerunku użycza Aja Naomi King&Angela Bassett
historia
Powoli się zatracam. Zapominam gdzie jestem, co tu robię, który mamy rok, ile właściwie mam lat. Niewiele czasu już mi pozostało, aż w końcu zapomnę też kim jestem. Oto więc moja historia, spisana, staromodnie, w tym dzienniku z twardą skórzaną oprawką, moim ukochanym piórem wiecznym. Spisana, aby mogła opowiadać sama o sobie, kiedy ja już nie będę mogła.
Urodziłam się w w 1936 roku, na 3 lata przed rozpoczęciem II Wojny Światowej. 2 lata później USA oficjalnie do niej dołączyły. Miałam tylko 5 lat, ale pamiętam to jakby było wczoraj, kiedy przyszedł list zawiadamiający o jego śmierci. Matka płakała długie tygodnie, jednak nie dała się porwać melancholii. Miała za dużo na głowie, żeby móc ją stracić.
Memphis było świetnym miejscem na przeżycie swoich nastoletnich lat. Ah, z rozmażeniem wspominam lata 50. i wymykanie się z domu na, oczywiście czarne, potańcówki. Narodziny bluesa, wspomnień dźwięków gitary B.B. Kinga nawet choroba mi nie odpierze, pewne wspomnienia są zbyt piękne, aby dały się tak łatwo wymazać. W tym czasie początki swojej kariery miała również młodziutka Aretha Franklin. W tych czasach coś się zaczynało. Pierwszy raz czuliśmy, że coś możemy. My, czarni. Wszędzie co raz głośniej było o Martinie. Lutherze Kingu oczywiście. Wspaniały człowiek, piekielnie mądry. Jak dziś pamiętam rok 1963, I Have a Dream, z zapartym tchem słuchałam tych słów, ukradkiem ocierający łzy, znad zlewu pełnego brudnych garów mojego białego państwa. Miałam wtedy już 27 lat, była po swojej osobistej tragedii, przez co słowa te miały dla mnie jeszcze większą wagę. W 1968 roku zamordowano go w Memphis, stałam zbyt z tyłu tłumu, żeby móc to zobaczyć. Dużo mnie kosztowało w tym miesiącu pranie - nie miałam w końcu tylu czarnych ubrań na tak długą, narodową żałobę.
Miałam 21 lat, kiedy poznaliśmy się z Tonym. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Żadnego spowolnionego tempa, czy innych "efektów specjalnych" rodem z Hollywoodu. To była piękna przyjaźń, która po pół roku przerodziła się w piękną miłość. Miłość pełną wzajemnego szacunku, pełną ciepła, czułości, partnerstwa. Tony pracował w barze, smażył hamburgery rozpieszczonym dzieciakom z bogatych dzielnic, w czasie kiedy ja maglowałam zasłony w ich domach i na blask wycierałam podłogę. Harowaliśmy od rana do nocy, wracaliśmy zmęczeni, zirytowani, z zesztywniałym plecami i odpadającymi stopami. Wystarczyło jednak, że zobaczyłam ten piękny ciepły uśmiech na twarzy Tony'ego, kiedy wchodził do naszego małego mieszkanka, a zapominałam o wszystkim. Kolacje jedliśmy zawsze razem, dzieląc się ze sobą opowieściami o tym jak minął nam dzień. Raz w roku jechaliśmy na tydzień na wakacje. Do Nowego Orleanu.
W 1961 wakacji nie mieliśmy. Wyjeżdżaliśmy z miasta naszym pożyczonym od jedynych białych znajomych Fiatem 500. Na zakręcie zatrzymał nas patrol. Oblał mnie zimny pot, a Tony jedynie położył dłoń na moim kolanie i powiedział, że wszystko będzie w porządku. Nic nie było w porządku. Zastrzelili go na moich oczach. Oskarżony o kradzież, wywleczony z samochodu, ponoć stawiał opór. Nie stawił, Tony miał czystą, pokojową duszę, po prostu skórę miał czarną.
Na pogrzebie ponoć wyglądałam parę lat starzej. Już na komisariacie, kiedy spisywano moje "zeznanie" w sprawie "kradzionego" auta, zauważyła, że jeden pukiel włosów zrobił mi się siwy. Postarzałam się też w oczach. Byłam jednak zbyt roztrzęsiona i zdewastowana, żeby poświęcić temu zdarzeniu więcej niż jedną myśl. Wypuścili mnie dopiero, kiedy wstawili się za mną owi biali przyjaciele. Pogrzeb zorganizowaliśmy szybko, był bardzo skromny. W tamtym czasie dużo spałam. Wydawało mi się wtedy, że po prostu nie mam siły mojej matki i dałam się ponieść żałobie. Długo tak jednak nie mogłam, musiałam w końcu mieć z czego żyć, nie miałam sumienia żerować na dobroci moich równie biednych sąsiadów i znajomych.
Po śmierci Martina złożyłam wypowiedzenie. Miałam odłożone trochę pieniędzy, zarabiałam w końcu tylko na siebie, z Tonym nie mieliśmy żadnych dzieci,a już wtedy wiedziałam, że nikogo po Tonym nie będzie. Zrobiłam kurs pisania na maszynie i wyjechałam z Memphis. Za dużo złego tu się działo. Zamieszkałam w brudnej, zapleśniałej kawalerce w Nowym Jorku. Wydawało mi się, że to miasto było bardziej wyzwolone, w końcu nie było na tym piekielnym Południu! Zatrudnił mnie w roli swojej sekretarki jeden z nielicznych czarnoskórych prawników, Nathan Brown, miał skromną kancelarie, jednak dosyć szybko udało mu się wybić na szczyt. Był piekielnie inteligentny, umiał przymknąć oko na to i owo i wystawiał mniejsze rachunki, a to się ceni na Wall Street. A przynajmniej zaczynało się cenić, wśród młodszego, mniej rasistowskiego personelu.
W tym czasie już wiedziałam, że coś jest nie tak. Mocy początkowo używałam raczej podświadomie, migreny i omdlenia zwalając albo na żałobę lub przemęczenie. Żaden z tych powodów nie wydawał się w tamtym czasie być daleki od prawdy. Podejrzewać zaczęłam coś, moc mnie odmładzała, a nie postarzała. Postarzenie można było zwalić na zmęczenie, a odmłodzenie?
Z czasem zaczęłam trenować tę umiejętność. Zastanawiałam się czy są inni tacy jak ja? Z czym to jest związane? Skończyłam tylko szkołę podstawową, na dodatek w latach 40., moje pojęcie na temat DNA i biologii było bardzo ograniczone. Zapisałam się na kursy wieczorowe, tak skończyłam ogólniaka. Nie było łatwo, ale nie zamierzałam żyć w mroku niewiedzy. Zaczęłam się zastanawiać - czy są inni tacy jak ja? Czy byliśmy Super Bohaterami? Zastanawiałam się czasem nad tym wpatrując się w nowiutkie numery Super Mana czy Kapitana Ameryki swoimi ostrymi kolorami zachęcając do ich kupienia lub przeczytania. Kupiłam więc. Przeczytałam. Nie byłam jednak kosmitką - zbyt wiele ze mnie było z mojej kochanych rodziców. A eksperymenty? Raczej bym to zapamiętała. Zaczęłam więc szukać innych takich jak ja.
O dziwo, nie trwało to długo. Był to początek lat 80. Żyłam w Nowym Jorku już sporo lat, a jako, że nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem znajomości przez ten czas nawiązałam dużo przyjaźni. Najbardziej pamiętam jednak państwa Marie, nie jednak ze względu na ich wyjątkowe sympatyczne usposobienie, tylko ze względu na ich młodą córkę. Yvonne. Nie od razu zwróciłam na to uwagę. Wielokrotnie byłam gościem w ich domu, jednak dopiero kiedy zostałam z małą na jeden wieczór, kiedy jej rodzice poszli do teatru dostrzegłam jak bardzo jest wyjątkowa. Bardzo radosna i przyjacielska dziewczyna spoważniała, kiedy zapytałam ją jej sztuczkę. Dyskretnie zdradziłam jej swoją. Tamtego wieczora narodziła się między nami głęboka przyjaźń oparta na wielkiej tajemnicy. Trwała ona jednak zaledwie kilka lat.
Jakimś cudem udało mi się ukończy kurs na protokolanta. To były już te czasy, kiedy w biurze wypadało mieć kogoś ciemnego. Nie narzekałam, pisałam szybko na maszynie, a praca była bardzo dobrze płatna. Dała mi możliwość wyniesienia się. Miałam już dość Nowego Jorku, pomieszkiwania kątem w klaustrofobicznych kawalerkach. Wróciłam do domu. Do matki. Byłam już po 40. Nie wyglądałam na 40, a przynajmniej pilnowałam tego pilnie korzystając ze swojej mocy. Matka była chora, nie mogła już pracować. Pracowałam więc ja, potem wracałam do domu i gotowałam, w wolnym czasie... dalej szukałam innych takich jak ja, super bohaterów. Prowadziliśmy w tym czasie podwójne życie, nasza zgraja pozornie kompletnie obcych sobie ludzi, których łączył bardzo ekscytujący sekret. W tamtych czasach rząd się nami nie interesował. Byłam ja, wiecznie młoda Mama Z, moja ukochana przyjaciółka wytwarzająca ciepło w dłoniach Alice, super szybki Bob, gibki Jerry i czytająca nam wszystkim w myślach Janis. Byłam najstarsza, ale to nie dlatego dostałam taki przydomek. Nigdy nie miałam własnych dzieci, domyślałam się, że być może to sprawka mojej mocy, nie zmieniało to faktu, że miałam ogromne pokłady niespożytkowanej matczynej miłości. Oraz wiele lat wprawy w opiece nad dziećmi. Spotykaliśmy się w domu Janis. Była starą panną, miała co prawda zaledwie 30 lat, jednak w tamtych czasach... już dawno pożegnała się z szansą na miłość. Jej rodzice umarli młodo, a ona była biała i bogata, dom stał praktycznie pusty kiedy nas tam nie było. Bardzo mi pomagali, moi kochani, a ja im. Przez ten dom w trakcie tych wielu lat przeszło wielu podobnych do nas. Jakoś nikt nigdy nie zwracał na to uwagi, ot, dziwaczka Janis i jej durne pomysły. Dom był położony pod miastem, więc nie było też mowy o przeszkadzaniu sąsiadom.
1986 był trudny. Na początku roku zmarła moja matka, na koniec Janis. Rak. Byliśmy jej jedyną rodziną, więc swoją fortunę zostawiła pozostałej czwórce. Alice i Jarry byli już od dawna po ślubie, z Bobem więc odsprzedaliśmy im po rozsądnej cenie swoje ćwiartki domu Janis. Sprzedałam też dom mojej matki. Wyjechałam do Europy. W końcu miałam pieniądze i czas zrobić coś dla siebie.
Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nie było tak trudno znaleźć super bohaterów w Europie. A konkretnie w Londynie, w którym początkowo przebywałam. Miałam wrażenie, że sami mnie znaleźli. Może ktoś gdzieś widział jak używam mocy? No cóż, za pewne nigdy się tego nie dowiem, w końcu wszyscy już nie żyją. Byłam już wtedy stara. A przynajmniej taka się czułam, ha! Zaczęłam brać pierwsze leki, dostrzegać zaniki pamięć jednak życie... życie było wtedy piękne! Ponoć ktoś gdzieś robił jakieś badania, w którymś kraju po cichu, bez wiedzy rządu. Jeden z nas. Mówili na niego Super Mózg, był Holendrem, młody chłopak. Umarł młodo, zanim dokonał wielkiego odkrycia, jego zdolność go zabiła. Znałam go, piłam z nim whiskey, słuchałam Prince'a, rozmawiałam o życiu, raz nawet dałam sobie pobrać krew, ha! Jego badania gdzieś przepadły, gdzieś kiedyś pojawiła się plotka, że ktoś je od kogoś kupił. Jakiś Amerykanin.
W latach 90 wróciłam do domu. Do Mateczki Ameryki. Kupiłam dom w Olimpii, w Waszyngtonie. Skąd taka lokalizacja? Sama chciałabym wiedzieć. Ręka pana Boga zapewne. Jeszcze przez parę lat był spokój. Paru starych znajomych się odezwało, paru nowych poznało. Byłam znana w tej małej magicznej społeczności. Byłam też znana i lubiana w tej normalnej, oficjalnej społeczności. Nikt nic nigdy nie podejrzewał. W pewnym momencie wprowadziła się do mnie "siostrzenica". Potrzebowałam jakiejś wymówki, kiedy wychodziłam w swojej młodej formie. A że nigdy nie miałam siostry... tego już nikt nie musiał wiedzieć.
Na krótko przed tym jak wszystko poszło się jebać ponownie spotkałam starą przyjaciółkę Yvonne. Pewnego dnia pojawiła się przed moim domem, za rączkę trzymając małą dziewczynkę. Rozpłakałam się na jej widok. To były łzy radości. Długo wtedy rozmawiałyśmy. Yvonne mnie ostrzegała, żebym była ostrożniejsza. Miałam wrażenie, że wie coś więcej, ale nie chce powiedzieć. Jednak jej rady wzięłam sobie głęboko do serca. Rozstałyśmy się w łzach. To był zresztą ostatni raz kiedy ją widziałam, jednak kto wie, może nie ostatni kiedy ona widziała mnie?
Posłuchałam jej rady. Dom miał ogromną piwnice, wyremontowałam ją, tak samo jak parę pokoi na piętrze, a na płocie powiesiłam tabliczkę pensjonat. Co jakiś czas przyjmowałam jakiegoś "normalnego" przejezdnego, jednak większość to byli nadal moi "super" znajomi, teraz pod przykrywką gości.
Yvonne oczywiście się nie pomyliła. Nastał czas ukrywania się. Nie byliśmy już super, byliśmy mutantami. Wrogami rządu. W ciągu tych paru lat słyszałam wiele historii o rozbitych rodzinach, naszych przyjaciołach porywanych z ulicy, eksperymenty, jakaś nowa armia. To wszystko nagle zwaliło się nam na głowę. Łapali głównie młodych ludzi. Głównie ich podejrzewali. Jakby to było coś nowego, jakbyśmy wcześniej nie istnieli. Może to i lepiej, jak do tej pory nikt jeszcze nie zaglądał do mnie.
Jutro mamy Nowy Rok. Dzisiaj mam jeden z lepszych dni, pamiętam wszystko idealnie. Nie każdy jednak tak wygląda. Pensjonat prowadzę dalej, pomagają mi dwie urocze dziewczyny, jedna od urodzenia mieszka w Olimpii, druga zajmuje mały pokój w piwnicy. Dom jest podzielony na część oficjalną i tą mniej. Na wszelki wypadek. A ja... nadal robię wszystko, żeby nasz sekret pozostał sekretem.
charakter
• opiekuńcza • przyjacielska • ciepła • ostrożna • przezorna • gościnna • potrafi słuchać • zawsze znajdzie czas dla każdego • ciekawska • staromodna • pedantka • emocjonalna • zadziorna • często bywa ironiczna • z każdym się dogada • sumienna • skąpa •
opis mocy
Manipulacja wiekiem - Zdolność do zmiany swojego wyglądu, odpowiadającego danemu wiekowi fizycznemu, psychicznie starzeje się normalnie.
Efekty uboczne: Pierwsze stadia Alzheimera, od czasu aktywacji mocy problemy z nerkami, stosunkowo często miała kamienie nerkowe, większa podatność na infekcje, bezpłodność, różne problemy ginekologiczne, wieku 40 lat wycinane miała guzki w jajowodach, jest w grupie wysokiego ryzyka zachorowania na raka, bardzo wrażliwy układ pokarmowy z biegiem lat wymuszający na niej co raz zdrowsze, a następnie paćkowate odżywianie się.
Poziom I - modyfikacja drobnych cech wyglądu, dodająca/odejmująca 2-3 lata, przykładowo nieco większe piersi, bardziej smukłe, dojrzałe rysy twarzy, pewniejsza sylwetka lub bardziej pucułowata, promienna twarz, mniej krągłości w kobiecych partiach. Zmiany maksymalnie utrzymujące się 8 godzin, czasem 1 dzień jeżeli Zoe jest w dobrej kondycji fizycznej. Przed kolejną zmiana musi odpoczywać 1-2 dni.
Wady: im bardziej szczegółowe i posunięte do "przodu" lub "do tyłu" zmiany tym większe migreny utrzymujące się nawet dobę, po 2-3 dniach dopiero możliwy powrót do swojego zgodnego z psychicznym wiekiem wyglądu.
Przekroczenie zasięgu zmiany (2-3 lata), zbyt długie przebywanie w nowej formie (więcej niż 8 godzin), prowadzą do fizycznego wycieńczenia, zawrotów głowy, omdleń, w krytycznych wypadkach "urwania filmu". Następny raz może się zmienić dopiero po 5 dniach odpoczynku.
Poziom II - modyfikacja wyglądu obejmująca 1-10 lat do przodu/do tyłu. W zmienionej formie może wytrzymać 2-3 dni, jeżeli długo odpoczywała to rekord to 4 dni. Po każdej zmianie musi odpoczywać 2-3 dni.
Wady: w zakresie 8-10 lat: migreny, równie długie i ciężkie jak przy poprzednim poziomie, zmiany wizerunku utrzymujące się tydzień, "utkwienie" w nowej formie.
Przekroczenie zasięgu zmiany (10 lat), zbyt długie przebywanie w nowej formie (więcej niż 4-5 dni), fizyczne wycieńczenie, omdlenia, ogromny głód, senność.Musi odpoczywać 1,5 tygodnia przed następną zmianą, przez kolejne parę tygodni zasięg zmian utrzymuje się na poziomie 3-4 lat
Poziom III - swobodna modyfikacja wieku obejmująca 1-10 lat w przód lub w tył, przy górnej granicy związana z drobnymi bólami głowy, lekką dezorientacją, maksymalna zmiana wieku do 30 lat w przód/tył, związana z migrenami w pierwszych dniach po zmianie, wymiotami, omdleniami. W formie może utrzymać się 5 dni, jeżeli długo odpoczywała i jest w dobrej kondycji to maksymalnie tydzień.
Wady: przy maksymalnych zmianach bóle głowy, "utkwienie" na maksymalnie tydzień w nowej formie i pierwsze sporadyczne problemy z pamięcią krótkotrwałą, dotyczące zazwyczaj paru godzin, czasem dnia, po przemianie.
Przekroczenie zasięgu zmiany (30 lat), zbyt długie przebywanie w nowej formie (więcej niż tydzień), fizyczne wycieńczenie, omdlenia, ogromny głód, senność, bóle głowy potrzebuje paru dni na regeneracje. Po powrocie do formy zgodnej z psychicznym wiekiem przez pierwszy tydzień nie może się przemieniać, ewentualnie drobne zmiany z poziomu I, przez kolejne parę tygodni zasięg zmian utrzymuje się na poziomie 1-10 lat.
Poziom IV Swobodne zmiany wizerunku w zakresie 1-30 lat w przód/tył przy górnej granicy związana z drobnymi bólami głowy, lekką dezorientacją, maksymalna zmiana wieku do 60 lat w przód/tył, W nowej formie może utrzymać się 1,5 tygodnia, jeżeli długo odpoczywała i jest w dobrej kondycji to maksymalnie 2,5 tygodnia.
Wady: Problemy z pamięcią krótkotrwałą dotyczące pierwszych godzin po przemianie, pierwsze bardzo sporadyczne problemy z pamięcią długotrwałą. Przy maksymalnych przemianach (powyżej 30 lat), ciężkie migreny w pierwszym dniu przemiany, "utkwienie" w nowej formie na maksymalnie tydzień, sporadycznie nudności i omdlenia.
Przekroczenie zasięgu zmiany (60 lat), zbyt długie przebywanie w nowej formie (więcej niż 2,5 tygodnia), Po powrocie do formy zgodnej z aktualnym psychicznym wiekiem, przez pierwszy tydzień nie może się przemieniać, ewentualnie drobne zmiany z poziomu I, przez kolejne parę tygodni zasięg zmian utrzymuje się na poziomie 1-20 lat.
Poziom V Swobodne zmiany wizerunku w zakresie 1-60 lat w przód/tył przy górnej granicy związana z drobnymi bólami głowy, lekką dezorientacją, możliwość dowolnej zmiany wieku, przykładowo 70 latka w formie niemowlęcia. W formie może utrzymać się 3 tygodnie, jeżeli była wypoczęta nawet to nawet i miesiąc.
Wady: Im częstsze zmiany tym gorsza pamięć, pierwsze oznaki demencji - zaniki pamięci, "po co tu szłam?", "gdzie ja właściwie jestem?", czasem zdarza jej się zapomnieć który to rok i ile właściwie ma lat. Im większy skok tym dłużej musi odpoczywać przed kolejnym, co czasem prowadzi do "utkwienia" w nowej formie nawet i na 2 tygodnie, następnie kolejne 2 tygodnie musi odpoczywać, w ostatnich dniach z możliwością zmian z poziomu II.
Przebywanie w zmienionej formie dłużej niż miesiąc lub bardzo częste zmiany bez odpoczynku prowadzą do poważnego osłabienia organizmu i co raz gorszych problemów z pamięcią, możliwe migreny, omdlenia, sporadyczne zaburzenia osobowości.
ciekawostki
• przez lata bywała w różnych niezobowiązujących związkach jednak nigdy na długo
• W Europie głównie przebywała w Londynie i Paryżu, mimo iż francuskiego nic a nic nie zna
• Przez lata uważała, że jest na czasie z postępem technologii jednak internet ją przerósł
• Ma 2 koty
• Na początku w prowadzeniu pensjonatu pomagali jej przyjaciele, teraz zatrudnioną mą jedną dziewczynę do gotowania jedną do sprzątania, obie to mutantki
• Nadal bardzo angażuje się w walkę o prawa czarnoskórych
• Kocha muzykę swoich lat