Poprzedni temat «» Następny temat
Sypialnia
Autor Wiadomość
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-06-03, 22:15   Sypialnia
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-14, 21:18   
   Multikonta: Fay, Marg


//początek

Nosiło go od rana, chociaż nie od samego momentu podniesienia się z łóżka. Zaczęło się w sumie normalnie od obudzenia i ubrania w ciemne jeansy i t-shirt i zejścia do kuchni na jakieś śniadanie. Jego siostry nie było, więc strzelał, że musiała wcześniej wyjść. Albo jeszcze nie wróciła, chociaż wolał wierzyć w tą pierwszą ewentualność.
Potwierdziła się, gdy na stole w kuchni znalazł list, niby zaadresowany do jego, jednak z już rozerwaną kopertą. Powiadomienie o śmierci. I już wiedział, czemu siostra wyszła tak wcześnie. Była zbyt młoda, żeby pamiętać tego potwora, możliwe, że nie żywiła do niego tak negatywnych uczuć jak Colt. Być może nawet czuła smutek z powodu odejścia ich ojca.
Payne, cóż... czuł ulgę. Zawsze gdzieś z tyłu głowy bał się, że Benedict Stevens jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, że jeszcze będzie chciał wrócić i namieszać w ich życiu, jak przed laty, gdy jego matka żyła. I mimo, że przez ostatnie lata dzieliły ich setki mil, ten nieracjonalny niepokój pozostawał.
Aż do tej chwili. Teraz nareszcie był wolny i... miał ogromną ochotę podzielić się ze światem tą radosną nowiną. Chciał świętować, świętować i najebać się ostro już od samego rana. Tylko z siostrą nie wypadało, a jego najbliższy przyjaciel był... ile? Kilka przecznic dalej? Jakie szczęście, że dla Colta było to zaledwie kilka kroków.
- Hetfield! Na Boga, w którego nie wierzę, jak ty możesz spać w takiej chwili? - zawołał jakąś minutę później, gdy w swoim mieszkaniu znalazł już trójcę świętą w postaci fajek, koki i whiskey, po czym dzierżąc to wszystko w dłoniach razem z listem, wytworzył szybki portal wprost do sypialni Viggo. Wcześniej zastanawiał się nad salonem, ale nah, zależało mu na szybkości, a o tej porze mężczyzna raczej powinien być jeszcze w łóżku. Ekhm, nie żeby Colt znał jego sypialniane zwyczaje, po prostu zgadywał.
- Masz, czytaj - powiedział do niego, upuszczając kartkę na jego głowę, a resztę rzeczy, z którymi przyszedł, odstawił na stolik czy szafkę... cokolwiek co było pod ręką - Tylko na głos - wycelował palec w jego stronę - Muszę mieć pewność, że ty też to widzisz, że nie są to jakieś moje... moje... poprochowe fantazje, że ten list to rzeczywiście to, o czym myślę, a nie zemsta mojego umysłu po wczorajszej kresce... kreskach - pokręcił głową, opierając się o ten sam mebel, na którym wcześniej zostawił to, czym zaraz miał zamiar świętować, o ile list był prawdziwy. Bo teraz, gdy pierwszy szok minął zaczął wątpić, bo przecież nie był typem, który miał w życiu szczęście. Jego nie spotykały dobre rzeczy.
[Profil]
  [AB+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-15, 00:41   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


/Koniec kwietnia

Viggo wrócił do domu z baru w niezbyt dobrym humorze, jak na złość miał dzisiaj samych, naprawdę upierdliwych klientów i tylko dlatego że jego szef wyjątkowo był też w barze zaoszczędzili oni paru poważnych obrażeń od pięści mężczyzny. Gdy tylko przeszedł próg mieszkania skierował się do swojej sypialni mając zamiar odespać to wszystko, ciesząc się pustym mieszkaniem. Szybko zdjął z siebie ciuchy zostając w samych gaciach i zakopał się pod kołdrę, mrucząc do siebie pod nosem najróżniejsze, nie pochlebne epitety w kierunku swojego szefa.
Niestety nie było mu dane odespać, Norweg przysypiał już gdy nagle usłyszał czyjś głos w jego sypialni i szczerze mówiąc naprawdę mu się to nie podobało, zanim słowa wypowiedziane przez jego przyjaciela do niego dotarły, zaalarmowany czyjąś obecnością w pomieszczeniu odruchowo użył mocy, sprawiając że przybyły mężczyzna poczuł ból, jakby ktoś próbował rozerwać jego trzewia tępym nożem. Hetfield spał czujnie od czasu jakże uroczej przygody w Rosji,zawsze też miał się w gotowości by móc użyć swoich zdolności, w końcu nie jeden znalazłby się chętny na jego głowę. Dopiero teraz dotarło do niego co przed chwilą powiedział przybysz, mężczyzna połączył fakty a ból rozlewający się po ciele Payne'a zniknął w jednej chwili. Viggo przetarł ręką oczy,po czym niechętnie podniósł się do siadu. Cóż, jego przyjaciel powinien wiedzieć że nie robi mu się niespodzianek.
- Ja pierdolę Payne! Mam nadzieję że masz dobry powód bo jak nie o skopię ci dupę- mruknął tylko po czym przeciągnął się ziewając. Mężczyzna złapał kartkę którą rzucił mu Colt, mamrocząc najgorsze możliwe przekleństwa skierowane w jego kierunku. - Serio? Co sam czytać nie umiesz? - dodał jeszcze po czym włączył lampkę przy jego łóżku. Och tak, Hetfield nagle wyrwany ze snu był zawsze markotny i marudził o wiele bardziej niż staruszki które spotyka się w kolejce do lekarza. Szybko przeleciał wzrokiem po liście i uniósł z zaskoczeniem brew. Dopiero po chwili przeczytał list na głos - Z przykrością informujemy że Benedict Stevens zmarł.... Pogrzeb odbędzie się... Z wyrazami współczucia... - Viggo przyjrzał się kumplowi i uśmiechnął się szeroko, ignorując fakt że mężczyzna może podziwiać teraz jego blizny w pełnej okazałości - No,no Colt nie wiem ile wciągnąłeś ale to nie omamy, twój staruszek naprawdę kopnął w kalendarz, moje gratulacje- kto jak kto ale Hetfield wiedział doskonale jakie relacje miał Colt ze swoim ojcem, w końcu nie raz chlali razem do rana i nie raz zwierzali się sobie w pijackich przypływach przyjacielskiej miłości. - Ba może nawet jakiś spadek dostaniesz, a teraz otwórz tą butelkę zanim wróci mi ochota skopania ci dupy- dodał z łobuzerskim uśmiechem, no kto jak kto ale Payne rozumiał chociaż ze jak go budzić to z prezentem powitalnym. Mężczyzna wstał z łóżka i wciągnął na tyłek pierwsze lepsze spodnie jakie znalazł, nie siląc sie nawet na znalezienie jakiejś koszulki. - Jak się z tym czujesz?
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-15, 18:50   
   Multikonta: Fay, Marg


No tak, chyba powinien przewidzieć, że wybudzenie ze snu człowieka z blizną nie może się kończyć dobrze. A biorąc pod uwagę fakt, że dobrze wiedział, jakiego typu moc posiada Viggo, było niemal oczywiste, że biorąc go z zaskoczenia trochę się Coltowi oberwie. Trochę bardzo, bo pod wpływem mocy Hetfielda aż zgiął się w pół, sycząc z bólu, jednak wciąż trzymając kurczowo whisky, ratując je przed spotkaniem z podłogą. Ale cóż, tu miał miejsce pośpiech, były emocje, była radość... zwyczajnie nie myślał o tym, co na dzień dobry może zaserwować mu Viggo, wybudzony właśnie ze snu.
- Nie mów o kopaniu tyłka będąc półnagi w łóżku w sypialni. Jeszcze mógłbym to źle odebrać - wyszczerzył zęby, prosząc się najpewniej o kolejny pokaz mocy Viggo, ale czy to w jakikolwiek sposób do powstrzymywało? Niezbyt.
Słysząc kolejne słowa zacmokał pod nosem.
- Nie, nie zawsze mogę wierzyć temu, co widzę. Czasem muszę to potwierdzić tym, co słyszę, by mieć stu procentową pewność. A tutaj muszę to mieć. Czytaj - dodał, poganiając go trochę. Co zrobić, był jaki był, prochy były u niego na porządku dziennym, niczym lekarstwo na rozdrażnienie spowodowane tymi ciągłymi szumami i piskami słyszanymi w uszach. Bez nich stałby się najpewniej chodzącą depresją, bo o zrezygnowaniu z używania swoich umiejętności nie było mowy. Nic więc nie mógł poradzić na to, że czasem nie mógł na sobie do końca polegać. Nie mówiąc już o innych, ale to inna sprawa.
Przynajmniej moc Viggo dała mu nieco do myślenia, że nie jest to jedynie piękny sen, w końcu można powiedzieć, że został przez niego "uszczypnięty". Tylko w nieco bardziej brutalny sposób.
- Zabawne, że napisali "z przykrością". I te wyrazy współczucia... powinno się je składać ludziom jeszcze za jego życia - rzucił, uśmiechając się najpierw kwaśno, jednak z czasem coraz weselej, gdy pewne fakty zaczynały do niego docierać i humor coraz bardziej zaczął mu się poprawiać.
- Właśnie nic nie wciągnąłem. Ale teraz mam zajebistą ochotę - uniósł kąciki ust, wsuwając dłonie do kieszeni spodni, jednak oprócz woreczka z oczywistą zawartością nie znalazł tam tego, co jeszcze potrzebował - Masz pożyczyć dolara? - ściągnął brwi, bo nie pomyślał o tak istotnej rzeczy. No cóż, nie pierwszy raz, zdarza się - Jaki spadek - prychnął z rozbawieniem, jakby Viggo właśnie zarzucił jakimś niezłym żartem. Bo i tak było, w końcu wiedział, że jego ojciec średnio pracował, a jeszcze gorzej zarabiał. A to, co dostawał to raczej nie odkładał dla potomnych.
- Dobrze. Jest lepiej jak już się ubrałeś. Zaczekam w salonie - dodał i wziął butelkę, a fajki leżące obok rzucił Viggo, żeby przestał marudzić za to pojawienie się w jego sypialni, z której i tak właśnie wychodził.

//zt (kierunek salon)
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 7