Poprzedni temat «» Następny temat
Robin Munoz
Autor Wiadomość
Hector Helson
[Usunięty]

Wysłany: 2018-05-23, 19:47   Robin Munoz

Robin Munoz
urodzona w Olympia 11 czerwca 2002 roku, mieszka tam zawsze, przynależy do Factionless, piastuje stanowisko uczennicy, wizerunku użycza [China Anne McClain]
historia
Nigdy nie miała szansy poznać swoich rodziców, za berbecia została podrzucona pod sierociniec, gdzie oczywiście została przyjęta. Jako maleństwo miała większe szanse na adopcję, ale jakoś się nie złożyło, by taka miała miejsce. Właściwie to pierwsza odbyła się, jak Robin miała już sześć lat. Oczywiście wiele z tego nie rozumiała, mimo to starała się by nowi „mama” i „tata” ją polubili, w końcu miała szanse na zostanie z jakąś rodziną. Para starała się o własne dziecko, ale gdy starania okazały się nieskuteczne, adoptowali. Niestety, gdy przestali się starać, bo mieli swój mały „promyczek” - jak to mówili o Robin - to wszystko potoczyło się naturalnie. Niecałe pół roku, po adopcji, okazało się, że nowa „mamusia” jest w ciąży i będą mieli swoje dziecko. Niby dwójka dzieci, to nic złego, jednak para uważała to za zbytni luksus, na których ich zdecydowanie nie stać. Robin wróciła do domu dziecka i już nieco mniej entuzjastycznie podchodziła do możliwej adopcji.
W sierocińcu bywało różnie. Z niektórymi dało się przyjaźnić, ale byli również tacy, których zdecydowanie lepiej się unikało. Robin obserwowała relacje między różnymi dziećmi, a także „politykę”, która panowała w tym małym społeczeństwie. Ośmioletnia Robin całkiem nieźle wiedziała, jak to wszystko działa, w dodatku zaczęła wokół siebie gromadzić najbardziej wpływowe w sierocińcu dzieciaki. Czyli główne te starsze, które nie bały się pyskować paniom, a także mogły w razie czego obronić przed zaczepkami w szkole. W szczególności chłopcy, bo dziewczynki jak zauważyła to często wredne babska, które nie potrafią nic poza plotkowaniem i denerwowaniem.
Miała jedenaście lat, prawie dwanaście, gdy została znów zaadoptowana. Tym razem znalazła się pod opieką starszego małżeństwa, które na swoim koncie miało wiele odchowanych sierot. Z tą adopcją były pewne problemy, opiekunki nie chciały się zgodzić, bo małżeństwo bardziej nadawało się na dobrych dziadków, a nie na rodziców młodej i rezolutnej dziewczynki, która lada moment stanie się nastolatką i przyjdą problemy z buntem i innymi tego typu rzeczami. Mimo to małżeństwu udało się adoptować Robin. I w sumie przez pół roku wszystko było dobrze, chociaż dziewczynka traktowała to małżeństwo bardziej jak dobrych dziadków, a nie rodziców.
To właśnie będąc pod opieką tych ludzi, odkryła, że jest mutantką. Krótko po jej dwunastych urodzinach razem z „rodzicami” wybrała się nad jezioro. Tam bawiła się z innymi dzieciakami. Zawsze dobrze pływała, więc nikt się o nią nie martwił, chociaż może powinni. Gdy była w wodzie złapał ja skurcz. Nikt tego nie zauważył, bo dzieciaki, z którymi się bawiła, podtapiały się nawzajem, a jej „rodzice” trzymali się z dala od wody. Nikt nie zamierzał jej pomóc, gdy ona się naprawdę topiła. Gdy walczyła o każdy oddech, o swoje życie. Z tej walki wiele nie wyszło, w końcu zniknęła pod wodą... i umarła. Znaczy... tak sądziła, gdy woda zalewała jej płuca, gdy chłód wdzierał się do jej ciała. Gdy gasła świadomość, a umysł otulał się coraz gęstszą ciemnością. To był koniec. Już nigdy nie miała poczuć promieni słońca na twarzy, uśmiechnąć się do przyjaciół z sierocińca, pocałować chłopaka, czy chociażby cieszyć się spokojną starością. Teraz umierała, właściwie to już prawie była martwa. Aż nagle... przy którymś rozpaczliwym otwarciu ust, być może ostatnim... jej płuca napełniły się życiodajnym tlenem. Łapczywie nabierała powietrza, zaczęła oddychać. Ciemność spowijająca jej umysł wycofywała się, ustępowała miejsca zwyczajowej błyskotliwości, spostrzegawczości. I gdy wszystko już chodziło na pełnych obrotach, minęła panika, a także przerażenie Robin odkryła, że wciąż jest pod wodą. Przez moment się zawahała, przez jej umysł przemknęła myśl, że może jednak jest martwa. Odrzuciła tę myśl, tak szybko, jak tylko mogła i zaczęła płynąć do brzegu. Wyszła, a właściwie wypełzła na plażę i przyszło kolejne zaskoczenie. Znów zaczęła się dusić, a dzieciaki, z którymi przyszła, krzyczały, co wcale nie poprawiało jej stanu, ani obecnej sytuacji. Dusząc się, spojrzała na swoje dłonie, dostrzegła między palcami błonę pławną, niby u kaczki. Tym razem dużo szybciej udało jej się odetchnąć. Znów mogła oddychać powietrzem atmosferycznym. Długo się nad tym zastanawiać nie mogła, bo „rodzice” zgarnęli ją z ziemi i wrócili do sierocińca z obiekcjami, że został im wciśnięty mutant, którego nie chcieli. Szybko się okazało, że ona również z tymi „rodzicami” zostać nie chciała, bo niewiele brakowało, by się utopiła, będąc pod ich opieką. Ten argument wystarczył, by znów wróciła do sierocińca.
Tam łatwego życia nie miała, bo jak tylko inne dzieciaki dowiedziały się, że jest mutantem, zaraz chciały, żeby im pokazała. A ona oczywiście nie była w stanie tego zrobić. Nie wiedziała, jak sprawić, by jej zdolności znów zadziałały. Nad tym rozmyślała w gronie zaprzyjaźnionych dzieciaków.
charakter
tu wpisz charakter swojej postaci forma dowolna
opis mocy
tu opisz moc swojej postaci.
ciekawostki
tu wpisz ciekawostki dotyczące swojej postaci - forma dowolna


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 7