Poprzedni temat «» Następny temat
Valerie Blanc
Autor Wiadomość
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-03-27, 21:12   Valerie Blanc
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Valerie Blanc
urodzona w Seattle 24 grudnia 1997 roku, mieszka w Ottawie od 10 lat, przynależy do bez frakcyjnych, wizerunku użycza Kathryn Newton
historia
Rozdział 1. Początek.

Urodziła się w Seattle. W szpitalu w centrum miasta, po wielu godzinach nierównej walki matki i córki lekarze w końcu zdecydowali się na cesarskie cięcie. Z jaką ulgą młoda jeszcze pani biolog wyrwała wręcz lekarzom swoje maleństwo. Całe jeszcze czerwone, głośnym krzykiem obwieszczające wszem i wobec światu, że oto ona, Claire Hopper przyszła na świat.
Przez pierwsze lata życia Claire nie wiele się zmieniła. Była głośnym dzieckiem, bardzo głośnym dzieckiem. Nie miała najmniejszych oporów przed tym, żeby obudzić całą rodzinę swoim wrzaskiem o 4 w nocy... noc w noc. A kiedy już nauczyła się mówić... Państwo Hopper z pewnością przeklinali ten dzień w którym ich córka zaczęła sklecać zdania, bo niestety oznaczało to też początek pierwszych rodzinnych kłótni z jej starszym o 6 lat bratem. Przez to, że pani Hopper większość czasu spędzała w pracy, to właśnie głośne "TAAAATO!" rozbrzmiewało o każdej porze dnia i nocy, przypominając panu Hopperowi, że z tą dwójką nigdy nie odnajdzie świętego spokoju.

Rozdział 2. Czar prysł.

W pewnym momencie coś się zmieniło. Will z małego chłopca, stał się nastolatkiem. Claire z bobasa biegającego po domu w samej bieliźnie stała się mała panienką, czeszącą włosy w długie warkocze i zamykającą się na wiele godzin z koleżankami w pokoju, zza drzwi którego dobiegały podekscytowane chichoty i rozbawione okrzyki. Rodzina jak każda inna. Nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek odbiegało od normy. Przynajmniej z punktu widzenia Claire.
Dziewczynka nie specjalnie interesowała się życiem swoje brata. Owszem, rejestrowała jego istnienie i wytykała mu, że jest straaaaaaasznym nerdem przy każdej okazji jaką miała, a ponieważ nadal sobie dokuczali działo się to prawie codziennie. Jednak nie widziała w nim nic niezwykłego.
Pewnego dnia jednak wszystko się zmieniło.
Często chodziła spać, zanim William jeszcze zdążył wrócić do domu, dlatego dopiero rano zorientowała się, że coś jest nie tak. Rodzice obudzili ją jak zwykle, ubrali, nalali mleka do płatków, wszystko robiąc w jakimś podenerwowaniu, wyraźnie czymś wstrząśnięci. Claire jeszcze mała i naiwna, o nic nie pytała, nie wchodząc im w drogę grzecznie jadła swoje śniadanie, kiedy nagle tato oznajmił jej, że nie idzie dziś do szkoły. W nocy przyszli panowie policjanci i powiedzieli, że Will został porwany. usłyszała.
Oczywiście państwo Hopper nie byli głupi. W świecie zaczynało robić się co raz głośniej o mutantach, a oni już od jakiegoś czasu zdawali sobie sprawę, że ich syn nie jest po prostu ponadprzeciętnie mądry. Ich przeczucia potwierdziła wizyta policji, twierdzącej, że William kogoś zabił, a nocne przeszukiwanie pokoju i komputera ich syna jedynie potwierdziły, to, czego od dawna się domyślali. Nie zamierzali czekać na rozwój wydarzeń, mieli nadal dwójkę dzieci, które również mogły być mutantami i o ich bezpieczeństwo musieli zadbać w pierwszej kolejności.
Nowe akty urodzenia zapakowali głęboko do walizki Claire, wręczając jej do ręki paszport, a na szyi zawieszając specjalną plakietkę dla dzieci podróżujących samotnie. Na miejscu miała odebrać ich bardzo miła starsza pani i odwieść do nowej szkoły, w której bezpieczni będą przed złymi ludźmi, którzy zabrali Willa. Mieli używać tylko nowych imion, nawet jeśli zwracali się tylko do siebie, nie wspominać nic o swoich rodzicach, a co najważniejsze o Willu.
Ocierając z czerwonych buzi łzy mali Blanc'owie weszli na pokład samolotu, nie wiedząc, kiedy następny raz, czy w ogóle, zobaczą jeszcze swoją rodzinę.

Rozdział 3. Valerie Blanc.

Owszem, odebrała ich starsza pani, która starała się być miła, jednak nie trafili do tej samej szkoły. Kolejna rozłąka pokruszyła na jeszcze drobniejsze kawałeczki i tak już złamane serce Claire. Nie mieli komórek, nie znali nawet swoich adresów, jedyne co mieli to obietnice ich opiekunki, że wszystko to jak najszybciej zorganizuje. Claire czuła się jak wsadzona do okrutniejszej i smutniejszej wersji "Serii niefortunnych zdarzeń". Straciła całą rodzinę, przyjaciół, straciła nawet siebie. To zdecydowanie za dużo jak na 11 letnią dziewczynkę.
Pierwszy rok w nowej szkole z internatem był dla niej wyjątkowo ciężki. Cały czas starała się być Valerie, córką państwa Blanc, którzy zginęli w wypadku samochodowym a ona wraz z rodzeństwem została wysłana do szkół z internatem przez przyjaciół rodziny, którzy finansowali ich edukację. Valerie i Claire różniły się. Claire zawsze była klasową gwiazdą, duszą towarzystwa, która wszystko o wszystkich widziała, była pewna siebie i może nawet nieco zarozumiała. Valerie była cicha, nieco wycofana i zawstydzona, większość czasu spędzała sama, zazwyczaj skryta w jakimś ustronnym miejscu cicho płakała za swoją utraconą rodziną. Dzieci specjalnie się nią nieinteresowany, jedynie co jakiś czas posyłając w jej stronę współczujące spojrzenia.
Lata mijały, a Claire i Valerie powoli stawały się jedną osobą. Święta i ferie spędzane w gmachu szkoły nie były już tak tragicznie łamiące serce, rozmowy telefoniczne z rodziną nie sprawiały, że nie była już w stanie cały dzień funkcjonować. Powoli wróciła na swój tor zachowywania się jak jej rówieśnicy. Akceptacja sytuacji pojawiła się wraz z jej zrozumieniem. Valerie nie była może takim geniuszem jak jej brat, nie była też kompletną idiotką i z czasem doszła do właściwych wniosków. Will był mutantem. Za pewne został porwany na badania, najpewniej zginął... a skoro on był mutantem to oznaczało, że ona również mogła nim być i rodzice nie chcieli, żeby ją też spotkał taki los. Nic jednak w niej nie wydawało się być ponad przeciętne - nie przechodziła przez ściany, nie potrafiła stać się niewidzialna, ani nie słyszała cudzych myśli. Biorąc jednak pod uwagę to co stało się z jej starszym bratem... wcale mu tego nie zazdrościła.

Rozdział 4. Człowiek Widmo.

4 lipca 2014 roku jak się okazało był nieszczęśliwym dniem również dla Hopperów. W wyniku wybuchu pan Hopper został trafiony jakimś odłamkiem, a jego kręgosłup został bezpowrotnie uszkodzony. Valerie dowiedziała się o tym dopiero po paru miesiącach, kiedy ojciec został wypisany ze szpitala. Odbyły krótką rozmowę telefoniczną z matką, dzwoniła z jednorazowego telefonu i w paru słowach wyjaśniła jej sytuacje. Z wiadomości Val wiedziała już, że atak przypisywany był grupie mutantów, a jako iż istniała szansa, że ich rodzina mogła przez którąś z agencji zostać z nimi powiązana Hopperowie zamierzali dołączyć do dzieci w Kanadzie. Pani Hopper nie wchodziła w szczegóły, nie podała żadnej daty lub tego gdzie będą wraz z mężem mieszkać. Przez następne parę miesięcy więc Valerie żyła w niepewności, była nieco rozproszona i nie przykładała specjalnej wagi do nastoletnich dramatów dziejących się w szkole, co jak do tej pory był jedną z jej głównych rozrywek. Nagle jej głównym zmartwieniem stało się to, czy po 7 latach Claire w końcu ponownie spotka swoich rodziców?
Usłyszała od nich ponownie dopiero na początku kolejnego roku. Byli już w Kanadzie, wynajęli dom na przedmieściach Ottawy, ojciec chodził na rehabilitację, matka znalazła pracę w laboratorium, zamierzali ją odwiedzić jak najszybciej się da. Przez następne parę tygodni Valerie chodziła cała podekscytowana, jakaś bardziej radosna niż zwykle, na pytania odpowiadała, że jej prawni opiekunowie zorganizowali małą wycieczkę dla niej i jej rodzeństwa nad Niagarę.

Rozdział 5. Nowa ja.

Skończyła już szkołę i wynajmowała mieszkanie w centrum. Miesiąc wcześniej skończyła 19 lat, tym samym w świetle kanadyjskiego prawa stała się osobą pełnoletnią. Po latach spędzonych głównie w murach szkoły, bardzo potrzebowała przerwy od edukacji. Poszła więc do pracy i dzięki pożyczce od rodziców była stanąć na własnych nogach. Zdawało jej się, że wszystko zaczyna iść powoli w lepszym kierunku. Rodzina ponownie była razem, nic im nie zagrażało... po raz pierwszy od dawna Val czuła się prawdziwie szczęśliwa i wolna. Mogła iść gdzie chciała, kiedy chciała, z kim chciała, jeść to na co miała ochotę, ubierać się tak jak jej się podobało. Miała swoje pieniądze, którymi sama zarządzała, no i przede wszystkim mogła weekendami rozwalać się z ojcem na kanapie i oglądać durne sitcomy. Pozwoliła sobie na ponowne bycie naiwną.
Nic jednak nie trwa wiecznie.
Była już spóźniona. Za długo zajęło jej szykowanie się na imprezę - cholerny nowy eyeliner i dwie ciągle nierówne kreski! Znajomi już od 10 minut czekali na nią po drugiej stronie ulicy, non stop ją pospieszając. Głupio byłoby wejść po solenizancie na imprezę niespodziankę. Szybko wcisnęła nogi w szpilki, narzuciła płaszcz i zatrzasnęła drzwi do mieszkania. Dotarła do chodnika, cały czas sprawdzając coś jeszcze w komórce, kiedy nagle usłyszała klakson, pisk opon, światła reflektorów i... upadła parę metrów dalej, słysząc charakterystyczny dźwięk łamanej kości. Oszołomiona bólem nie wiedziała co się dzieje. Nagle pojawiło się nad nią mnóstwo osób, ktoś krzyknął "widziałeś jak leci? strasznie daleko wylądowała!", na ramieniu poczuła czyjeś ciepłe dłonie pomagające jej wstać, po czym straciła przytomność. Obudziła się już w karetce. Stęknęła, próbując się podnieść, jednak ponownie zakręciło jej się w głowie i opadła na nosze. Ratownik dostrzegł co robi i swoim wyuczonym, spokojnym głosem powoli i wyraźnie oznajmił jej co się stało. Wychodziła z mieszkania, weszła na ulice, auto nie zdążyło wyhamować i ją uderzyło, odleciała na parę metrów i miała naprawdę dużo szczęście, że przy tak dalekim locie złamała jedynie rękę. Nie miała nic obitego, czego można by się spodziewać przy silnym uderzeniu w maskę samochodu, jedynie parę siniaków po stronie na którą upadła, założyli więc, że odwróciła się w locie i upadła na tę samą stronę w którą uderzył ją samochód.
Słysząc to Val zaczęła płakać. Czuła się jakby kogoś zawiodła, przecież tak zginęli jej rodzice! W wypadku samochodowym! Łkała całą drogę i jeszcze przez godzinę w poczekalni kiedy czekała na rentgen. Jak mogła być taka głupia i nierozsądna? Dlaczego nie cofnęła się o krok tylko stała tam jak głupia łania wpatrująca się w światło reflektorów i czekająca na śmierć? Dziwne mieć traumę przez śmierć osób, które nigdy nie istniały. Val tyle razy opowiadała tę historię, tak już sobie ułożyła ją sobie w głowie, że czuła się jakby była ona prawdziwa. Przecież jej rodzice żyli, siedzieli teraz we własnym domu, mama zapewne czytała nowe publikacje naukowe, tato oglądał wiadomości.
Uspokoiła ją dopiero jedna ze starszych pielęgniarek, która zaprowadziła ją na zrobienie zdjęcia rentgenowskiego i pomogła do niego przygotować. Dostała herbatę i koc, nie musiała też już później długo czekać na założenie gipsu. Po wyjściu z gabinetu, trochę wróciła już do siebie. Otarła czarne smugi mascary z policzka i zamówiła taksówkę, starała się specjalnie o niczym nie myśleć, a kiedy padła na łóżko od razu zasnęła.
Przez następne parę dni czuła się jakoś nieswojo. Bolała ją głowa, głównie spała i dużo jadła. Pewnego dnia przysnęła na kanapie przed telewizorem, a przynajmniej tak jej się wydawało, kiedy obudziła się na łóżku w pokoju. Czyżby zaczęła lunatykować? Sytuacja powtórzyła się jeszcze parę razy, np. zaraz po przebudzeniu myślała o tym co ma w lodówce, kiedy nagle zdawała sobie sprawę, że siedzi na podłodze w kuchni. Marznąc na balkonie, nie wiedząc nawet kiedy znajdowała się ponownie w salonie. Neurolog twierdził, że z jej głową wszystko w porządku, co wcale jej nie uspokoiło. Gdzieś podświadomie może nawet i zaczęła podejrzewać, co mogło się dziać, jednak nie dopuszczała tej myśli do siebie.
Gips miała już od paru tygodni zdjęty, kiedy postanowiła w końcu samej to sprawdzić. Stanęła w salonie pod ścianą i skupiła się drugim końcu mieszkania. Zamknęła oczy i... złapała łapczywie powietrze otwierając je. Była w swojej sypialni, dysząc jak lokomotywa, czuła się jakby całą tę odległość przebiegła sprintem. Opadła na łóżko i ponownie spróbowała. Tym razem oczy otworzyła siedząc w wannie, w której od razu się wyłożyła, czując jak mięśnie jej lekko drżą od nadmiernego wysiłku. Wzięła głęboki oddech i... sturlała się z kanapy, czując jak w głowie lekko jej się kręci. Chwyciła komórkę i wysłała krótką wiadomość do matki, po czym od razu zasnęła.

Rozdział 6. Wątpliwości.

W grudniu skończyła 20 lat. Od roku wiedziała już o swojej zdolności. Rzadko z niej korzystała, bała się. Jednak świadomość tego, że sama jest mutantką, sprawiła, że zaczęła się zastanawiać... a co jeśli cały ten czas żył? Tkwił gdzieś tam w Stanach w jakimś ośrodku, albo ukrywał się gdzieś razem z bezdomnymi. Co było jego mocą? Co się stało z ich domem? Hopperowie twierdzili, że po prostu zostawili go jak stał i wyjechali. Wszystkie jej zabawki, pamiątki rodzinne, wszystko tam zostało. Wiedziała, że to niebezpieczne, ale... chciała to wszystko po raz ostatni zobaczyć. Dotknąć framugi na której tato co roku zapisywał wzrost trójki swoich małych urwisów, przejść się po boisku na którym bawiła się w berka z innymi dziećmi...
Rozstała się z rodziną w dosyć napiętej atmosferze. Nie chcieli, żeby tam wracała, trudno. Była już dorosła. Potrzebowała tego. Tak bardzo chciała znów poczuć się jak Claire.

charakter
Wiele lat zajęło jej uporządkowanie sobie w głowie tego kim jest, ale nadal uważa, że jeszcze daleka droga przed nią. Z zewnątrz Valerie wydaje się być najbardziej normalna osobą. Ubiera się modnie, ma sporo znajomych, chodzi na imprezy, pracuje w kawiarni. Zwykła ładna blondyneczka, jakich wiele. Przy bliższym poznaniu jednak odsłania się zupełnie inna osoba. Wrażliwa dziewczyna, która podstawiona pod ściana potrafi trzymać swoje emocje na wodzy, inteligentna na tyle, żeby wiedzieć, że lepiej udawać głupszą. Ciężko wyprowadzić ją z równowagi i w grupie to ona zazwyczaj najdłużej zachowuje zimną krew. Nie wiele mówi o swojej rodzinie, czy życiu prywatnym, często ten temat szybko zmieniając. Mimo to jest bardzo sentymentalna i co raz częściej przyłapuje się na tym, że rozmyśla o losach swoich najbliższych. Większość jej relacji to płytkie znajomości, gdzieś w głębi boi się nawiązać bliższą znajomość. Zdecydowanie nie należy do najodważniejszych i brawurowych osób, idzie razem z mainstreamowym nurtem, wręcz nie chcąc się wyróżniać. Łatwo doprowadzić ją do łez, chociaż na prawdziwy płacz pozwala sobie dopiero na osobności. Bywa złośliwa i sarkastyczna i potrafi być prawdziwą suką w stosunku do osób, które jej podpadły.
opis mocy
Teleportacja.
Valerie odkryła swoją moc dopiero przed rokiem, kiedy podświadomie zaczęła przemieszczać się po swoim mieszkaniu. Chociaż minął już rok Blanc nadal nad nią nie panuje, ćwicząc tę umiejętność głównie w domu i na małe odległości. Parę tygodni zajęło jej odkrycie, że głównym skutkiem ubocznym każdego "skoku" jest niesamowite fizyczne zmęczenie. Krótkie dystanse nie były takie złe, zazwyczaj wykończona czuła się dopiero po paru z rządu. Pewnego dnia jednak spróbowała przenieść się na dach swojego budynku, zaraz po pojawieniu się jednak nogi się pod nią załamały, straciła przytomność, a zakwasy męczyły ją jeszcze przez tydzień. Zaczęła więc regularnie ćwiczyć, cały czas sprawdzając czy coś to zmienia. Jak się okazało im lepszą kondycje miała, tym mniej męczył ją każdy skok.
Blanc nadal boi się korzystać ze swojej mocy, robi to głównie w mieszkaniu, chociaż czasem i po za nim zdarza jej się podświadomie gdzieś przenieść, co zazwyczaj kończy się małym atakiem paniki. Prawdopodobnie gdyby więcej skupiała się na opanowaniu mocy, niż samym treningu fizycznym efekty uboczne byłby mniejsze. Moc ma duży potencjał i przy jego treningu byłaby w stanie dokonywać skoków na dużo większe odległości niż obecnie, przy takich samych efektach ubocznych.
Po jednym skoku na 1-2 metry, zazwyczaj musi odpocząć 5-10 minut, zanim uda jej się ponownie gdzieś przemieścić, jest już w takiej formie, że mięśnie jej po tym nie bolą, jedynie ma nieco przyspieszony oddech. Sytuacja po skoku na średnio 10 metrów wygląda już inaczej, zazwyczaj wtedy robi sobie przerwę od treningu na parę godzin, jeśli w ogóle nie kończy go już na cały dzień, szczególnie jeśli wcześniej wykonała parę "małych" skoków.
ciekawostki
• kiedy się denerwuje wygina palce na wszystkie strony • uwielbia zaszyć się gdzieś z książką i kawą i poudawać, że wszystko jest normalne • tylko jej rodzina wie o jej mutacji, wszystko to utrzymują w tajemnicy • zawsze przedstawia się jako Valerie Blanc, jedynie jej ojciec nazywa ją Claire, sama o sobie tak nie myśli, Claire traktuje jako inną osobę • uwielbia pączki z różą i sernik z rodzynkami • nie cierpi smaku ananasa •


[Profil]
  [0-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-30, 14:37   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 20%
Kartę czytało się naprawdę przyjemnie. Trochę porównałam ją do aktualnego Twojego avu... Taki obraz delikatności. Hehehe. Nie wiem, co to za rozkminy. :o
Co do poprawek, zgrabnie poprawiłaś, o co prosiłam. Aby zapomniałaś wspomnieć o przyszłym rozwoju mocy, ale tu raczej oczywiste, że będzie to związane z coraz większymi odległościami.
Uznajmy, że musisz odpoczywać od 3 do 5 postów w zależności od skoku i sytuacji. A teraz śmigaj na fabułę! Twój brat się niecierpliwi... :roll: A ja z czystym sercem polecam Valerie jako kompana do pisania! :hug:
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6