Poprzedni temat «» Następny temat
Brzeg jeziora
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-16, 23:44   
  

   2 Lata Giftedów!


| 18 luty, noc

Nie przyszedł. Czekaliśmy. Ja, Ronnie i William. Czekaliśmy, ale Dale'a nie było nigdzie. Byliśmy tam 10 minut przed umówionym czasem i czekaliśmy 10 minut po tym czasie, ale go nie było, a ja czułam sie jak skończona idiotka. Taka największa idiotka na całym świecie. Dałam się oszukać. Pozwoliłam sobie wierzyć w to, że wszystko będzie okej. Pozwoliłam sobie uwierzyć, że Dale czuje do mnie coś podobnego do tego, co ja czułam do niego, że faktycznie nie złamie obietnicy, że wróci do mnie, że zamieszkamy razem w Bractwie i wszystko będzie cudownie... Wierzyłam w to, zebrałam ekipę, zabrałam swoich ludzi, by go odebrać i... zrobiłam z siebie idiotkę, skończoną kretynkę. Byłam na siebie bardzo zła. Nie wiedziałam, jak mam się zachować, co teraz zrobić, co mówić... Wcześniej byłam taka pewna, że wszystko się ułoży. Miałam w sobie tyle pozytywnej energii... Levi dochodził do siebie i to w szybkim tempie, ja byłam jakaś taka pewniejsza siebie i bardziej chętna do działania, a na dniach miałam zacząć wspólne życie z mężczyzną, którego kochałam, ale... to się nie stało.
Dale nie przyszedł, pomimo swoich zapewnień. Byłam pewna, że się przestraszył, że po prostu stwierdził, że nie, to nie ma sensu. Był uparty, dlaczego miałby zmieniać swoje życie dla mnie? Najwidoczniej nie byłam dla niego tak ważna, jak on był dla mnie i choć to brzmiało gorzko, to musiałam to przełknąć, poradzić sobie z tym, innego wyjścia najzwyczajniej w świecie nie było.
Nie mogłam rozpaczać. Nie miałam na to ani czasu, ani siły, bo już wystarczająco łez w swoim życiu wylałam i nie mogłam pozwolić sobie na kolejne. Dlatego postanowiłam zignorować fakt, że moje serce zostało złamane, bo rozmyślanie nad tym nie miało żadnego sensu. Nie miałam zamiaru go szukać i prosić, żeby jednak ze mną spróbował, bo nie, to nie, nie będę się narzucać.
Ale mogę iść się uspokoić biegając, bo jakoś musiałam skupić myśli na czymś innym. Dlatego właśnie, wieczorem, gdy już słońce dawno zaszło, ja ubrałam się w sportowe ubrania i zaczęłam biec przed siebie. Musiałam dbać o kondycję, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy uciekanie mi się przyda... Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam biec wzdłuż jeziora, ale to miejsce po prostu tak mnie wyciszało... Było mi tu dobrze, nad jeziorem, nawet jeśli psychicznie byłam wyniszczona.
No i tak biegłam przed siebie, biegłam, aż... dostrzegłam kogoś na plaży. Mężczyznę. Dużo krwi i...
- O kurwa. - wyrwało mi się, gdy w zranionym mężczyźnie dostrzegłam człowieka, którego tak mocno kochałam. Sprintem rzuciłam się w jego stronę i co mnie zaskoczyło, wcale nie płakałam. Westchnęłam ciężko, przerażona i upadłam na kolana obok niego, starając się oszacować, co mu się stało. Wyglądał okropnie. Westchnęłam po raz kolejny i położyłam na nim dłonie, drżąc. Nie lubiłam mieszać w polu magnetycznym, ale wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię, to on nie przeżyje. Miałam nadzieję, że poczuje, że wszystko zaczyna go boleć co raz mniej, a rany już nie krwawią tak mocno, a wkrótce przestaną krwawić w ogóle. Musiałam ustabilizować jego stan, a potem... a potem zaciągnąć go do Bractwa, tak samo, jak ostatnio zaciągnęłam Leviego.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-17, 00:05   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Tak bardzo pragnął znaleźć się koło niej. Doskonale pamiętał swoją ostatnią myśl - zanim padł nieprzytomy pomyśla o niej, o ich pierwszym spotkaniu, o tym drugim w namiocie - gdy dostał to czego pragnął... Pamiętał ich pierwszy pocałunek, gdy tylko iwch wargi się zetknęły wiedział doskonale, że nawet jeśli przeżyje sto lat, jeśli zwiedzi wszystkie kraje świata... Nic nie da się porównać z tą jedną chwilą, gdy pocałował dziewczynę swoich marzeń - był pewien, że to co ich łączy... To będzie trwało już zawsze. Nigdy się nie skończy.
Zabawne jest to, że pomyślał również o tym, iż Col może wziąć go za ostatniego huja, za osobę, która nie dotrzymuje obietnic. W końcu dał jej słowo, że się pojawi, a jednak tak się nie stało i mimo, że nie z jego winy... Czuł się winny. Tak bardzo chciał dotrzymać słowa, pokazać jej, że się zmienił i mimo tego, że tak się nie stało... Dalej podtrzymywał swoje zdanie - dla niej mógł być kimś innym.
Wracając do chwili obecnej...
Stracił już nadzieję. Pogodził się z myślą, że nigdy więcej jej nie zobaczy, pomyślał, że takie właśnie dostał karty - że jego przeznaczeniem było nigdy więcej jej nie spotkać, aż nagle, gdy już tracił przytomność - usłyszał jej głos. Jej cudowny głos. To brzmiało jak zbawienie, jakby nagle pojawił się anioł, który miał go uratować... Może faktycznie była aniołem?
Wyciągnął w jej stronę dłoń - gdyby tylko się przyjrzała z łatwością dojrzałaby, że każdy jego palec jest wygięty w nienaturalnym kierunku, każdy jest połamany.
Jego twarz była pocięta, poobijana, właściwie to wyglądała jak jedna wielka plama krwi. W jego oczach standardowo można było dostać pustkę...
Oddychał ciężko, tak cholernie ciężko, ale mimo tego wszystkiego podniósł głowę i wbił w nią spojrzenie.
- B...Byłem tam.. Tam... Na rynku... - wycharczał, po czym splunął krwią, a jej resztki zostały na jego brodzie.
Zacisnął lewą dłoń w pięść nie odrywając od niej wzroku. Fakt - był ledwo żywy, ale... Był silny. Jak zwykle udawał, że nic się nie stało i gdyby tylko Colleen wiedziała jak bardzo go bolało to, że widział ją w takim stanie..
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-17, 00:26   
  

   2 Lata Giftedów!


No i teraz oficjalnie było mi głupio. Przeżywałam swoje wewnętrzne dramaty, wierząc w to, że mnie okłamał, że złamał obietnicę, stchórzył i uciekł, a on w tym czasie był torturowany. No nie ma co, popisałam się, cholernie. Nie chciałam tego teraz rozdrapywać i myśleć o tym, a szczerze mówiąc to wydawało mi się, że chyba nawet nigdy nie przyznam się, że zwątpiłam, i że byłam pewna, że po prostu uciekł, a on... a on przeżywał ewidentne piekło. Swoją drogą, to chyba powinnam zacząć z apteczką chodzić po Black Lake, bo napotykałam się ostatnio na co raz więcej ciężko rannych mutantów, a oprócz tego, że umiałam zatamować krwawienie, to o medycynie wiedziałam tyle, co o futbolu amerykańskim, czyli zupełnie nic.
Było mi ciężko patrzeć na niego w takim stanie, ale nie mogłam się rozczulić. Już ostatnio ciągnęłam ledwo żywego mutanta do Bractwa, mocno zapłakana i wiedziałam, że panika i płacz w niczym mi nie pomogą. No, a Dale był znacznie większy i cięższy niż Levi, więc mogłam mieć dużo większy problem. Wiedziałam jednak, że dam radę. Dam radę i będzie w porządku, na pewno.
- Ciii, wiem, wiem, że tam byłeś. - wyszeptałam, no bo teraz to już wiedziałam, że był, a nie będę mu dokładać zmartwień i bólu, przyznając się, że wcześniej wcale o tym nie wiedziałam.
Było ciemno i mialam całkiem spory problem by wzrokiem ogarnąć jego rany. Widziałam, że ma połamane palce. Jak Levi. Czyli to była robota tej samej suki. No dorwę ją i zabiję gołymi rękoma. Co mi zrobi? Nie będzie w stanie zatrzymać metalowej kuli. Mnie się tak łatwo pokonać nie dało.
- Dasz radę wstać? Muszę cię zabrać do Bractwa. Nie krawawisz już... - szepnęłam, tam zerkając na którąś z jego ran, by się upewnić, że faktycznie nie krwawi - ale musimy cię opatrzeć. Bractwo jest około 5 kilometrów stąd, pomogę ci iść, więc musisz dać radę. - zarządziłam i naprawdę moje opanowanie zaskakiwało mnie samą, no cóż, chyba z rozhisteryzowanej nastolatki się w Przywódczynię zmieniałam! Płakać będę, jak Dale będzie ze mną leżał z łóżku, już bezpieczny i będzie wszystko okej.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-17, 00:41   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No, jeśli faktycznie w niego nie wierzyła to faktycznie powinno być jej głupio. Ostatnią rzeczą o której pomyślał Fowler było to, że ją okłamał. Obiecał jej, że pojawi się na tym cholernym rynku i... Nie było go. Co prawda nie z jego winy, ale jeśli ona mu nie wierzyła... Och, nawet nie masz pojęcia jak bardzo by go to zabolało.
A, no i chodzenie z apteczką w okolicach bractwa to chyba nie był taki zły pomysł - zwłaszcza, gdy w pobliżu krążyła taka psychopatka...
Przymknął na moment oczy czując, że usypia, ale po raz kolejny podjął walkę z samym sobą i otworzył oczy. Nie mógł iść w stronę światła, nie mógł się temu podddać mimo, że perspektywa uśnięcia była tak przyjemna, dawała ulgę, zapomnienie, ale... Colleen dawała mu więcej i nic nie mogło się równać z tym, co ona potrafiła z nim zrobić.
- Byłem tam, Col... Byłem.. - wyszeptał, po czym na moment zmrużył oczy i spróbował głęboko wciągnąć powietrze do płuc - niestety skończyło się to nie najlepiej, ponieważ znowu zaczął mocno kaszleć, a to skończyło się kilkoma plamami krwi na jej ubraniu. No cóż... Może nie będzie na niego zła?
Oparł głowę na jej kolanach i zakasłał po raz kolejny. Jeśli dziewczyna szybko czegoś z nim nie zrobi.. To może skończyć się tragicznie.
- Nie... Nie dam rady, C..Col... - wyszeptał słabo próbując podnieść na nią wzro, niestety nie udało mu się to, ponieważ nie było to wbrew pozorom proste zadanie. Głowa tak strasznie mu ciążyła, nie potrafił jej podnieść, mimo, że jakiś czas nie byłoby to dla niego problemem.
- Ona... Przecięła mi ścięgno.. Nie dam... Nie dam rady.. - ostatnie słowa wyrzucił z siebie tak cicho, że nie był do końca pewien, czy Col da radę zrozumieć co do niej mówi. Wiediał natomiast bardzo dobrze, że nie da rady przejść sam 5 kilometrów..
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-17, 00:50   
  

   2 Lata Giftedów!


Sytuacja była kiepska. Miałam wrażenie, że Dale ucierpiał znacznie bardziej, niż ostatnio ucierpiał Levi. Przynajmniej wyglądał znacznie gorzej, ale chociaż mówił. Levi był wtedy zupełnie nieprzytomny i bardzo bałam się, że w ogóle się nie obudzi. Dale był chociaż w stanie ze mną rozmawiać, choć kaszlał krwią i w ogóle wyglądało to tragicznie. No cholera, krew, żelazo... Tak jak już wspominałam wcześniej, o medycynie bladego pojęcia nie miałam, ale nie powinien krwawić. Jeżeli miał jakikolwiek krwotok wewnętrzny, to dzięki temu, że panowałam nad żelazem i polem magnetycznym ten krwotok powinien, ba - musiał ustać. To, żeby nie krwawił było chyba najważniejsze, prawda? Boże... ja naprawdę powinnam się kiedyś douczyć trochę jeżeli chodziło o pierwszą pomoc, bo byłam w tym beznadziejna.
Bardziej beznadziejne było jednak to, że Dale... No cóż, nie mógł iść, a ja nie mogłam biec po pomoc. Nie mogłam go zostawić, bo jak go zostawię, to moja moc może przestać działać i rany mogą się pootwierać i on się tu po prostu na śmierć wykrwawi, a na to nie mogłam pozwolić. Bolało, gdy tak położył swoją głowę na moich kolanach... Z ufnością... Kochałam go, naprawdę go kochałam i nie miałam zamiaru pozwolić na to, by umarł na moich oczach, a od czego były cholerne telefony komórkowe, tak? Dlatego właśnie bez słowa wyjęłam telefon z kieszeni, napisałam krótkiego smsa, licząc, że to coś da, bo moje tamowanie jego krwawienia może nie wystarczyć... Stracił już wystarczająco dużo krwi, co mogło go uszkodzić w środku mocno i w ogóle.
- Dobrze. Zaraz ktoś do nas przyjdzie, będzie okej, obiecuję. - powiedziałam i nachyliłam się, całując go w czoło. Wierzyłam, że będzie w porządku. Cały czas trzymalam na nim dłonie, jakoś oddziałując na te cholerne pole magnetyczne. Tylko, żeby go nie bolało, żeby nie krwawił, żeby wytrzymał...
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-17, 01:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No tak, zdecydowanie nie było najlepiej, gdybym znalazł się na miejscu Colleen prawedopodobnie byłbym przerażony. Mężczyzna jej życia właśnie leży na jej kolanach błagając los o życie. Nawet jej moc działała z opóźnieniem, ta kobieta, ten... Ten pierdolony demon w dziewczęcej skórze tak strasznie go skrzywdził, ona... Sprawiła, że na nowo zrozumiał czym jest ból. Dale myślał, że wiedział już wszystko o cierpieniu, że przeżył wszystko, co tylko człowiek może przeżyć, ale mylił się - tym razem trafił na kogoś, kto był mu równy. Potrafiła wydobyć z niego to, co najgorsze i szczerze mówiąc najstraszniejsze w tym wszystkim nie są jego rany. Najbardziej przerażające jest to, że po raz kolejny poczuł chęć mordu. Pragnął zrobić jej krzywdę, patrzyć jak krwawi, jak uchodzi z niej życie, a z doświadczenia wiedział, że w jego przypadku to nie jest bezpieczne. Ostatnim razem, gdy Fowler czuł chęć mordu stał się maszyną do zabijania, nic nie mogło go powstrzymać. Czy tym razem będzie podobnie?
Bądź, co bądź.. Jej moc chyba zadziałała - przynajmniej częściowo, ponieważ nagle ból, który odczuwał przez cały czas stał się jakby... Łatwiejszy do zniesienia.
- Przepraszam... - szepnął tylko i zamknął oczy nie przejmując się już tym, co go otaczało. Wszystko nagle stało się znacznie łatwiejsze, a jemu tak przyjemnie się zasypiało...
Nie chciał jej zostawiać. Tak bardzo nie chciał tego robić.. Spróbował otworzyć oczy, ale to nie było najprostsze zadanie - wymagało od niego wysiłku, a w tej chwili nawet najmniejszy wysiłek był dla niego niewiarygodnie ciężki.
- Kocham.. Kocham Cię. - wyszeptał słabo i gdyby nie byli akurat w takiej sytuacji pewnie nigdy by jej tego nie powiedział, ale nie od dziś wiadomo, że umierający mówią najwięcej... I przeważnie mówią prawdę.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-17, 01:27   
  

   2 Lata Giftedów!


Musiałam utrzymać go przy życiu. Musiałam walczyć o niego i nie pozwolić mu zasnąć. Levi musiał przyjść do nas niedługo. Miałam nadzieję, że odczytał moją wiadomość, że się pojawi, bo jeśli nie, to ja nie wiem co zrobię. Byłam w kropce, bo naprawdę nie wiedziałam jak powinnam się zachować, co robić, żeby nie stracić kogoś, kogo tak mocno kochałam... Robiłam to, co umiałam, co mogłam i liczyłam na to, że to póki co wystarczy, by Dale nie odszedł ode mnie. Odzyskałam go właśnie i nie mogłam pozwolić sobie na to, by go stracić... Musiał zostać ze mną, na zawsze, bo nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez tego biednego, skrzywdzonego mężczyzny. On był priorytetem. Najważniejszą osobą w całym moim życiu. Nic nie było od niego ważniejsze i nie mogłam pozwolić na to, by odszedł...
Wiedziałam jednak, że zemszczę się na tej suce, które zraniła moich bliskich. Brawo, najdroższa, awansowałaś na moją czarną listę i zajęłaś zaszczytne miejsce obok Nancy Flanagan.
- Dale, nie przepraszaj mnie do cholery, nie masz za co. - mówiłam, na tyle głośno, by nie mógł zasnąć. Widziałam, że jest zmęczony, że opada z sił, że ma w sobie co raz mniej energii... Jasna cholera, nie mógł zasnąć, bo jeżeli zaśnie... może się już nie obudzić. Byłam poddenerwowana i przestraszona, ale... ale jeszcze nie płakałam. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku dopiero wtedy, gdy powiedział, że mnie kocha.
Kocham cię.
To brzmiało tak cudownie z jego ust, ale nie mogłam się tym cieszyć. Nie mogłam, bo walczyłam o jego życie.
- Też cię kocham, Dale. - odpowiedziałam mu, a głos mi zadrżał - Kocham cię, a ty kochasz mnie, więc nie zasypiaj, do jasnej cholery, nie zasypiaj. - mówiłam, głośno, nerwowo, panika powoli mnie dopadała. Wiedziałam, że długo nie pozostanę spokojna, z każdą chwilą martwiłam się co raz bardziej. Westchnęłam ciężko, zmartwiona. Cały czas używałam mocy, ale może... ale może ból go otrzeźwi?
Dlatego odpuściłam. Dalej panowałam nad tym, żeby nie krwawił, ale znów zaczęło go boleć. Może to pomoże? Nie wiedziałam, nie wiedziałam co robić.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-17, 01:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Walka o drugą osobę... Chyba najcięższe zadanie z jakim przyszło się komukolwiek zmierzyć - zwłaszcza w takiej sytuacji. Col naprawdę miała w tej chwili ciężkie zadanie, ponieważ mężczyzna praktycznie nie kontaktował, był tak strasznie skrzywdzony... Zabawne, że jedna osoba potrafiła mu to zrobić. Radził sobie - całe życie sobie radził, mierzył się z wieloma osobami, większość z nich zabił, a teraz? Kobieta, która była od niego o wiele mniejsza, w dodatku była tylko człowiekiem... To ona sprawiła, że był w tej chwili w takim stanie, doprowadziła go do skrajności i o mało go nie zabiła...
W tej chwili Dale myślał tylko o niej, niestety, gdy tak sobie wyobrażał ich wspólne życie zaczął odpływać - były to zbyt przyjemne wizje - właściwie odwzorowywały jego pragnienia, dlatego musiał przestać o tym myśleć. Wiedział o tym, że jeśli uśnie może już nigdy się nie obudzić, znał to tak dobrze, przecież już nie raz był w podobnych sytuacjach, a jednak... A jednak perspektywa zamknięcia oczu wydawała mu się tak kurewsko przyjemna...
- Zostań... Zostań przy mnie.. - rzucił łamiącym się głosem i niestety - zabrzmiało to jak pożegnanie. Jak ostatnia wola umierającego człowieka, jak jakiś pierdolony testament - jedynym jego pragnieniem w tej chwili była ona, jej obecność, dotyk...
- Tyle przeżyłem i... I skończę w taki sposób? - dodał po chwili ledwo słyszalnie, a z jego ust wydobyła się kolejna stróżka krwi. Obrażenia wewnętrzne dawały o sobie znać, a oni mogli się tylko modlić o to, by nie były zbyt poważne.
Twarz go piekła. To była rana, którą odczuwał najmocniej - ślady paznokci tak głęboko wbitych w jego lewy policzek.. Pamiątka po jego kacie, po osobie, która zrobiła mu to wszystko... Jeśli nawet przeżyje - ten ślad pozostanie przy nim na zawsze.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-17, 02:06   
  

   2 Lata Giftedów!


Levi... Pospiesz się, proszę, Levi...
Bałam się. Byłam przerażona, bo liczył się czas, a nie wiedziałam, czy Levi zdąży się tu pojawić. Z każdą upływającą sekundą wiedziałam, jak z Dale'a upływa życie, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Walczyłam o niego, tak. Starałam się go utrzymać przy życiu, ale ewidentnie jego rany były zbyt rozległe, bo wciąż kaszlał krwią. Nie mogłam na to pozwolić... Zamknęłam oczy, skupiając się na każdej drobince żelaza we krwi. Na tym, by ta krew już dłużej z niego nie wypływała, by rany zaczęły się goić. Skupiałam się na najbardziej na świecie, nic innego się dla mnie nie liczyło. On nie mógł umrzeć, bo mieliśmy przed sobą zbyt wiele życia, które mielismy spędzić wspólnie. Nie mógł się ode mnie uwolnić tak łatwo, o nie.
- Dale, przestań pieprzyć. - warknęłam, już zdenerwowana. Kochałam go, kurwa, kochałam, a on chciał umierać? No, na pewno nie, to się nie stanie. Nie, póki ja tu jestem, nie ma mowy.
Oddychałam ciężko, powoli zaczynając się męczyć, ale trudno. Nie zamierzałam przestać. Gdzieś w umyśle widziałam, jak jego rany powoli się goją. Najbardziej skupiałam się oczywiście na tych wewnętrznych krwotokach, z którymi Levi mógł sobie nie poradzić, jak już tutaj przyjdzie. One były najbardziej niebezpieczne i nie moglam ich pominąć.
- Słuchaj... kocham cię i musisz spędzić ze mną całe moje życie, więc nigdzie się nie wybierasz. - powiedziałam, już spokojniej i pocałowałam go. Po prostu. Nie przejmowałam się krwią, po prostu go pocałowałam. On musiał żyć i innego wyjścia absolutnie nie widziałam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Levi Griffin



Demonom będę grał kołysankę.

wierności i przebaczenia ucz się od psa

70%

samotny





name:

Levi Griffin

alias:
Paw

age:
22

Wysłany: 2018-02-17, 09:56   
   Multikonta: Cheolmin


Levi wrócił do świata żywych! Kiedy tylko ujrzał smsa od Colleen, nie zastanawiał się zbyt wiele- skoczył czym prędzej do ich szpitaliku w Bractwie, zabrał apteczkę, specjalnie przygotowaną na akcje w terenie, chwycił kluczyki do pierwszego lepszego samochodu i wyjechał z ich bazy.
Kierowanie samochodem miał trochę utrudnione, bo wybity bark nadal był otulony temblakiem, ale chłopak sobie jakoś dawał radę. W końcu musiał pomóc rannemu mutantowi. Nic go nie mogło przed tym powstrzymać.
Podczas drogi na miejsce, cały czas myślał, czy to była ta sama kobieta, która... Jego tak urządziła. Przypominając sobie jej twarz, jej głos, walnął zdrową ręką w kierownicę, zaciskając szczęki z całych sił. Gdyby tylko ją zobaczył, rzuciłby się jej do gardła.
Nieznajoma go zmieniła. Zmieniła w nim pewne poglądy na niektóre sprawy- zwłaszcza na GC. Do tej pory sądził, że uda się konflikt załagodzić bez walki. Teraz? Teraz ktoś musiał zginąć. I Zdecydowanie musiała to być ta nieziemsko piękna suka, która na jego brzuchu wycięła litery, ostrzegające bractwo przed następnym występkiem. Czy to właśnie był ten następny?
Pisk opon, dobiegający do ich uszu gdzieś z ulicy, przecinającej las, świadczył o tym, że Griffin przybył na miejsce. Wyleciał z samochodu i zaczął biec w stronę brzegu jeziora, na którym widział dwie sylwetki. Rozpoznał Colleen, mężczyzny chyba jeszcze nie miał okazji kiedykolwiek widzieć. A przynajmniej nie zachował się w jego głowie jako ktoś konkretny.
-Już, już. Działamy.- Rzekł niby do ich dwójki, ale też bardziej do siebie, żeby zmotywować się do szybszej akcji. Szybki wzrok, ocena sytuacji z góry- wnioski.
Położył apteczkę na ziemi obok siebie, kucnął przy rannym i w razie czego wydawał Colleen polecenia, kiedy temblak ograniczał jego ramię podczas opatrywania. Niby miał dwie ręce wolne, ale jedna z nich musiała płasko spoczywać przy ciele, co nie dawało mu wielkiego pola do popisu. Początkowo zajął się wszelkiego rodzaju złamaniami, jeżeli takowe się znalazły. Usztywnił wszystkie kończyny, które tego potrzebowały, uprzednio sprawdzając, czy rzeczywiście są złamane. Wiedział, że będzie musiał działać "na zaś". Brzeg jeziora nie był zbyt przychylnym miejscem do konkretnej oceny, czy kość rzeczywiście jest złamana, czy nie.
Widząc krople krwi, wydobywające się z jego ust mógł stwierdzić, że ma bardzo ciężkie obrażenia wewnętrzne, których tutaj... Nie będzie się dało opatrzyć. W bractwie będzie potrzebował pomocy drugiego, a może i nawet trzeciego sanitariusza.
Na sam koniec zostawił wszystkie te rany, na które mogła nadawać się jego ślina. Zazwyczaj ludzie mówili "pies się z tego wyliże", a w przypadku Leviego było też tak, że potrafił wylizywać innych!
-Przykro mi, że będziecie musieli mnie później widzieć nago, ale chyba nie mamy innego wyjścia.- Rzekł to z wielką powagą na twarzy, choć zapewne ów zdanie zabrzmiało dość zabawnie.
Na miejscu Leviego pojawił się biały pies. Ubrania chłopaka opadły na ziemię, łącznie z temblakiem. Zwierzę uniosło swoją zranioną łapę, starając się na niej nie stawać. Przysunęło swój pysk do Dale'a i zaczęło wylizywać wszystkie dostępne rany, które uprzednio przeanalizowało bystrym wzrokiem.
[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-17, 22:29   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Mężczyzna cały czas walczył sam ze sobą - tak trudno było zachować przytomność, gdy zamknięcie oczu obiecywało mu słodkie zapomnienie, w końcu przestałby czuć ten cholerny ból, na chwilę by o nim zapomniał, na chwilę, albo na zawsze - jaka to różnica? W końcu i tak nie był dla nikogo ważny, nikt na niego nie czekał...
Stop. Przecież wszystko się zmieniło, prawda? Tym razem jednak był ktoś kto go potrzebował, dla kogo się liczył więc... Więc nie mógł się poddać.
Ta osoba siedziała blisko niego, opierał głowę na jej kolanach, czuł jej dotyk, jej obecność i to dodawało mu siły - nie miał pojęcia jak długo jeszcze da radę walczyć, ale nie zamierzał się poddawać. Po prostu nie mógł tego zrobić.
- Całe życie..? - spytał cicho i uśmiechnął się blado, po czym zakaszlał po raz kolejny, tym razem na szczęście nie ochlapał jej krwią - szkoda ubrań, nie?
Dziewczyna złożyła pocałunek na jego ustach i mimo, że bardzo chciał go odwzajemnić.. Nie potrafił. Jej piękne usta i tak dodały mu siły, jakby dostał zastrzyk, który na kilka chwil dał mu więcej sił do dalszej walki.
Poruszył się niespokojnie i syknął cicho, gdy poczuł ból - tym razem jego źródłem była rana na jego plecach.
- Ta suka.. Ona.. - powiedział cicho i spróbował się uśmiechnąć, ale prędzej przypominało to jakiś grymas. Przypomniał sobie co mu zrobiła, mimo tego, że na pierwszym planie był ból... I tak cały czas myślał o zemście. Dawno nikt go tak nie skrzywdził, nie zadał tyle bólu, a Fowler nie zamierzał jej tego odpuścić - o ile oczywiście wyjdzie z tego cało.
- Człowiek.. strachu? Bojaźliwy człowiek? - rzucił sam do siebie i spróbował się zaśmiać, ale skończyło się to tylko kolejnym napadem kaszlu, z jego ust po raz kolejny wydobyła się strużka krwi.
Chodziło mu o tatuaż. Vera postanowiła wyciąć kawałek jego skóry, by zachować po nim pamiątkę. Z tatuażu, napisu "No Fear Man" wycięła pierwszą część "No". Czyli z człowieka bez strachu zrobiła z niego kogoś, kto się boi. Zaznaczyła swoją ingerencję w jego życie, tak samo, jak zostawiła mu blizny na twarzy. Nigdy miał już o niej nie zapomnieć.
Na moment przymknął oczy, a gdy je otworzył przy nim znajdował się już jakiś chłopak, na oko dość młody. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie dał rady. Cały czas odczuwał ten cholerny ból..
Postanowił poddać się temu, co mu robili, ponieważ doskonale wiedział, że chcą dla niego dobrze.
Chłopak nastawił mu wszystkie połamane palce, oraz usztywnił je, a on nie miał zamiaru protestować, mimo, że odczuwał jeszcze większy ból, gdy Levi składał go do całości. Wiedział, ze tak musi być.
Po chwili jego Pan doktor zamienił się w psa, a wtedy Fowler zdał sobie sprawę z kim ma do czynienia. To ten chłopak, którego porwali, wyrzucili przy starym hangarze - przecież Colleen mówiła, że zmienia się w psa.
- Ty... - wyrzucił tylko z siebie i zajrzał mu w oczy.
- Ona... Też Cię dorwała. Bawiła się Tobą tak... Tak jak mną.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-17, 23:18   
  

   2 Lata Giftedów!


Wdech, wydech. Colleen, oddychaj, bo jak zemdlejesz ze zmartwienia, to będzie jeszcze gorzej. Oddychaj.
Starałam się uspokoić samą siebie. Nie mogłam sobie pozwolić na panikowanie, ale ciężko było mi nie panikować, gdy Dale był w tak okropnym stanie... Chyba bym się zabiła, gdybym go straciła. Nie umiałabym się podnieść po śmierci kolejnej bliskiej osoby w tak krótkim odstępnie czasu, a gdyby Dale kiedykolwiek umarł... no cóż, chyba nigdy nie byłabym w stanie się po tym podnieść. Ja... kochałam go zbyt mocno, zależało mi na nim zbyt bardzo.
- Tak, całe życie. Całe życie razem. - powiedziałam i uśmiechnęłam się, łagodnie głaszcząc go po policzku, który nie był poraniony. Serce mi pękało, nie mogłam na niego patrzeć w takim stanie, ale musiałam chociaż udawać, że daję sobie z tym radę, żeby się biedny nie martwił tym, że ja martwię się nim. No. Nie zdążyłam skomentować reszty jego słów. O czym on mówił tak w ogóle? Nie chciałam go teraz wypytywać, bo to nie był ani odpowiedni czas, ani odpowiednie miejsce, a poza tym... a poza tym wtedy usłyszałam samochód, a już po chwili biegł do nas Levi.
- Levi. Dziękuję. - powiedziałam, witając się z nim. Mógł zauważyć, że w oczach miałam łzy. Tak bardzo cierpiałam, że jakaś pierdolona dziwka dorwała najpierw najmilszego i najlepszego człowieka na świecie, jakim był Levi, a potem... a potem mężczyznę mojego życia. Mialam zamiar sukę rozerwać na strzępy, ale nie skupiałam się na tym teraz, postanowiłam po prostu pomagać Leviemu we wszystkim, jak tylko mogę, jak tylko potrafię. Robiłam dokładnie to, co mi kazał. Wszystko, by uratować Dale'a, który już po dłuższej chwili wyglądał trochę lepiej z tymi wszystkimi opatrunkami. Levi zaś przemienił się w psa, by zaleczyć rany, nad którymi ja pracowałam wcześniej, ale mi zdecydowanie zajmowało to dużo więcej czasu.
No i wtedy wlaśnie Dale się zorientował, do kogo napisałam, z kim aktualnie miał do czynienia, kto go ratował. Uśmiechnęłam się smutno patrząc na mojego ukochanego, a Leviego w formie psa z czułością poklepałam po plecach.
- A więc ja dorwę ją. - powiedziałam, jakby zupełnie beztrosko, ale to była obietnica. Miałam zamiar ją dorwać i rozerwać. Co ta kurwa mi zrobi? Biedny Levi... on był delikatny, nie mógł się bronić, a Dale'a pewnie zaskoczyła. Mnie nie skrzywdzi, a chłopcom przyniosę jej głowę w prezencie.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Levi Griffin



Demonom będę grał kołysankę.

wierności i przebaczenia ucz się od psa

70%

samotny





name:

Levi Griffin

alias:
Paw

age:
22

Wysłany: 2018-02-18, 21:21   
   Multikonta: Cheolmin


Uśmiechnął się delikatnie do Colleen, kiedy usłyszał od niej podziękowania. Kiwnął nawet łepetyną, ale nic jej na to nie odpowiedział. Po pierwsze: musiał skupić się na działaniu, po drugie: radość z jego życia ostatnio uleciała. Levi nie był tym samym człowiekiem, co kiedyś. Przestał obdarowywać wszystkich pozytywną energią, zaczął snuć się po Bractwie niczym śmierć i unikał rozmów nawet z najbliższymi, bo każde zapytanie o tamtą kobietę... Powodowało, że chciało mu się płakać. Był w ciężkim stanie psychicznym. Nie potrafił poradzić sobie z demonami przeszłości. Koszmary ciągle do niego wracały i wydawały się nie kończyć, bo wręcz przeciwnie- z każdym kolejnym dniem przybierały na sile.
Przestał lizać jego rany, bo na dźwięk słów nieznajomego, przypomniało mu się wszystko z tamtej pamiętnej nocy. Zastrzygł prawym uchem. Polana, wrzaski, ból głowy, a potem te okrutne tortury. I jej śpiew, który wraca nocami w koszmarach...
Oblizał pysk, nie odrywając ciemnych, smutnych ocząt od jego i spuścił nieco łeb, biorąc głęboki oddech. Zacisnął szczęki z całych sił, nie mogąc powstrzymać napływającej nienawiści, która spowodowała, że śnieżnobiała sierść na karku zjeżyła się, a paszcza psa gwałtownie otworzyła się, by capnąć powietrze z głuchym warkotem.
Nie znał tego uczucia. Było mu obce. Czym była nienawiść do drugiego człowieka? Do tej pory się nią brzydził. Czy w takim razie będzie musiał zacząć się brzydzić sobą, skoro chciał by tamta kobieta... Cierpiała gorzej od wszystkich poszkodowanych? By umierała powoli, błagając go o litość?
[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-18, 21:42   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Mimo, że Levi zajął się jego ranami ból nie odchodził - zarówno fizyczny, jak i psychiczny. W głębi duszy wiedział, że chłopak - aktualnie w formie psa - rozumiał go jak nikt inny. Słyszał tylko plotki, słyszał, że go dorwała, że wyrzucili go przy hangarze... Tylko on mógł go zrozumieć, ponieważ spotkał się z tą kobietą twarzą w twarz - zupełnie jak on. Przeżył podobny koszmar, prawdopodobnie zupełnie jak Fowler - został pozbawiony przez nią wszelkiej nadzieji, odarty z godności i z człowieczeństwa, potraktowany jak zabawka, jak śmieć... Tak - tylko on mógł go zrozumieć.
- Całe życie to.. To bardzo długo... Chociaż nie wiem czy w moim przypadku. - powiedział słabo do Col - zabawne, że mimo tak trudnej sytuacji dalej próbował żartować, chociaż raczej z kiepskim skutkiem. No cóż, czarny humor zawsze w cenie, nie?
Gdy tylko Fowler wspomniał o niej... Levi zareagował w taki sposób... Tylko utwierdził go w przekonaniu, że nikt inny - tylko ta dwójka doświadczyła tego horroru i nikt nigdy nie będzie w stanie ich zrozumieć - oby nie było już nikogo, kto znajdzie się w podobnej sytuacji.
Podniósł dłoń i zacisnął delikatnie palce na jego łapie ponownie próbując zajrzeć mu prosto w oczy.
- Nie możesz tego zrobić Col. Nie możesz... Nie możesz na nią polować.. - mówił cały czas patrząc prosto w oczy psa, który aktualnie był jego wybawcą, cholernym aniołem stróżem...
- Ona... Ona Cię zniszczy.. - cały czas patrzył mu prosto w oczy, nawet przez sekundę nie spojrzał na Colleen.
- The animals, The animals... Trapped... Trapped... Trapped...'till the cage is full... The cage is full... - wychrypiał, po czym po raz kolejny dopadł go kaszel, wypluł kolejne krople krwi zachlapując nią zarówno Col, jak i Leviego. Po tym zamknął oczy i próbował uspokoić oddech. Ta piosenka ona... To była dokładnie ta sama, którą śpiewała Vera, gdy go torturowała.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-18, 22:07   
  

   2 Lata Giftedów!


Zaczęłam myśleć. Myśleć o tym, jak ją wyśledzić. Potrzebowałam Axona do pomocy. Może... może wezmę też Ronniego? On chciał zemsty. Chciał pomścić Leviego. Czuł się ewidentnie winny za to, że nie pojawił się wtedy na polanie. Z pewnością mi się przyda. Potrafił walczyć, był doświadczony i wiedziałam, że jako mój pomocnik nadaje się do tego jak nikt inny. Najpierw jednak Axon musiał podać mi lokalizację tej kurwy, którą zniszczę w ułamku sekundy. Ja traciłam przewagę jedynie wtedy, gdy ktoś wiedział, jaką miałam moc, a skąd ona miałaby to wiedzieć, gdy zaatakuję ją z zaskoczenia? Poza tym, była tylko człowiekiem, z tego, co mi było wiadomo, więc co niby mogła mi zrobić? Byłam pewna siebie, mocno zmotywowana, jak tak patrzyłam na dwóch bardzo ważnych mężczyzn w moich życiu, tak przez nią skrzywdzonych.
Bałam się tego, w co zmieniał się Levi. Gołym okiem widziałam, że nie jest już tą samą osobą co wcześniej. Nie miał w sobie tej cudownej energii i choć oczywiście nadal kochałam go całym sercem, to tak strasznie cierpiałam, gdy widziałam go w tym stanie. Z sekundy na sekundę czułam co raz większą potrzebę zemsty. Musiałam to zrobić. Nie mogłam pozwolić na to, by ta kurwa dalej sobie chodziła po świecie. Co ona zrobiła z nimi? Levi... mój ukochany, mały Levi, miał w sobie tyle agresji, która tak bardzo mi do niego nie pasowała...
- Levi... hej, Levi, spokojnie. - szepnęłam cicho, starając się go uspokoić. Znów go pogłaskałam, a gdyby miał potrzebę i gdyby chciał, to pewnie nawet go przytuliłam, uważając, by go nie przytulić za mocno, bo z pewnością jego obrażenia nadal go bolały. No i wtedy odezwał się Dale, a ja spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie. Patrzył na Leviego, z którym dzielił te same przeżycia.
Nie skomentowalam słów mężczyzny o życiu, czy też nie życiu, bo wiedzialam, że przeżyje, a za takie pesymistyczne myślenie to nawrzeszczę na niego później.
- Nie dotknie mnie, Dale. Ja zniszczę ją. Za was. - powiedziałam, składając im obietnicę, podkreślając ją jeszcze bardziej. Naprawdę miałam zamiar to zrobić, choćby nie wiem co. Umialam walczyć, byłam w tym dobra. Co mi niby zrobi?
- Dale, oddychaj. Zaraz zabierzemy cię do Bractwa, będzie w porządku. - powiedziałam, przerażona tym, jak śpiewał, jak cierpiał... Nie mogłam na to patrzeć. Drugi raz już to przeżywałam. Najpierw Levi, potem Dale... następna będzie ona.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5