Poprzedni temat «» Następny temat
No better version of me I could pretend to be tonight
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-12-06, 20:52   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Okej, niech mu będzie. Chciał poznać prawdę? Chciał niezbitych dowodów? Cóż, nie zamierzała go dłużej trzymać w niepewności. Zamierzała mu wytknąć wszystko jak na spowiedzi. Niech tylko później nie jęczy, czy czuje się zażenowany, czy cokolwiek. Chociaż… chociaż chyba chciałaby to zobaczyć. O tak. Wallace posłała Hopperowi niesamowicie złośliwy uśmieszek, a potem tak po prostu wydęła usta w podkówkę. To była tylko i wyłącznie jego wina. Powinien mieć to na uwadze, kiedy z nim skończy.
– Och, no wiesz, zacznijmy od tego, że nie ma dnia, kiedy nie słyszę od ciebie jakichś wyrafinowanych komplementów. Na przykład kocham to jak jesteś pełna gracji, czy przypominasz mi o świętach Bożego Narodzenia. – uśmiech na twarzy Matilde poszerzał się z każdą kolejną sekundą. – Och i nie zapominajmy o tym cudownym wyzwaniu, że masz ochotę śpiewać serenady na moją cześć. Cholera, Will, nie krępuj się, po prostu to zrób – i subtelnie zwilżyła koniuszkiem języka swoją dolną wargę, przesuwając palcami po jego barku i jednocześnie zahaczając o jego koszulkę. Coraz bardziej ją to wszystko bawiło. – Potem, potem stwierdziłeś, że moje zdjęcie, by cię rozpraszało w pracy i cholera jasna, tym tekstem całkowicie mnie kupiłeś. A to jak wpakowałeś się do mojego motelu o blasku księżyca? – i by podkreślić jak niesamowite to było, zamknęła na moment powieki, żeby sobie to wszystko przypomnieć. Tak, tak zdecydowanie było. – Potem przez cały tydzień zabierałeś mnie na kolację przy świecach – a dokładniej najtańszą możliwą pizzę przy beznadziejnej motelowej jarzeniówce, ale to przecież szczegół. Wallace wsunęła rękę pod jego koszulkę, by przesunąć paznokciami po jego skórze. – I uch, te wszystkie czułe słówka… – na przykład pierdol się, Wallace. – Potrzebujesz jeszcze jakichś dowodów? Mam ich całą masę. – jakby wątpił, proszę bardzo. Mogła wymieniać dalej. Matilde musnęła ustami miejsce, w którym łączyła się jego głowa z szyją.
– Cholera, ty geniuszu, jak zwykle ci się udało. Właściwie chyba już do niczego mnie nie potrzebujesz, nie? – może powinna sobie tak po prostu pójść i poszukać nowego umierającego gościa do zbawienia? Wallace posłała mu zadziorny uśmieszek, podnosząc się do siadu. Zupełnie jakby rzeczywiście miała zamiar sobie pójść. Nie była już potrzebna, nie? Wydłużył sobie życie. I huh, chyba rzeczywiście był niesamowity. Sarkastycznie, czy też nie. Po prostu był. I kiedy Hopper pocałował ją w usta, Wallace odwzajemniła ten pocałunek, napierając na niego, by tym samym zmusić go do położenia się na plecach. Wiedzieli. Tylko to się liczyło. Cholera, jakim cudem to wciąż trwało? Minęło już kilka miesięcy, powinna się do tego wszystkiego przyzwyczaić, ale… nie potrafiła. Wciąż reagowała tak samo na każde intensywniejsze spojrzenie, na każdy dotyk. Wciąż czuła to niesamowite ciepło w klatce piersiowej. Wciąż chciała go więcej. Wciąż było jej mało. Mieli przed sobą tyle czasu... A z jakiegoś powodu wiedziała, że to jej nie wystarczy. Właściwie, chyba chciała go na zawsze.
– Cieszę się, że się zgadzamy – skwitowała tylko, wygodnie umiejscawiając się pośladkami w okolicach jego bioder, jednocześnie muskając wargami jego usta. Właściwie nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła podwijać jego koszulkę, ale cóż. Tradycję trzeba pielęgnować, nie?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-12-13, 18:29   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, to było zwyczajne naciąganie faktów! Zaczynając od tego, że te jej całe komplementy, to był wyrafinowany sarkazm albo tak naprawdę nigdy nie miały miejsca. O nie był miły, on nie mówił innym ludziom jakichś cukierkowych tekstów i wyznań. To było zbyt banalne dla tak wybitnej osobowości jak William Hopper.
- Po pierwsze, to było jesteś bardziej agresywna niż święta bożego narodzenia. Ciągle nie rozumiem jak zdesperowana musisz być, żeby brać to za komplement. Aż ciężko się na to patrzy - stwierdził, zupełnie szczerze zmartwiony. Ciężkie dzieciństwo dawało o sobie znać, huh? Szukała akceptacji gdzie tylko mogła. - Po drugie, czy ty kiedykolwiek słyszałaś o takim narzędziu wykształconym przez wysoko rozwinięte cywilizacje, jakim jest sarkazm?
Ale pomimo tego jak niewyobrażalnie było mu jej szkoda, dobrze mu się patrzyło na ten jej uśmiech. Powinien się przyznawać, że faktycznie umiał grać na gitarze? Nie, zostawi to na inną okazję. Jeszcze to jakoś wykorzysta przeciwko niej. Na razie wolał śledzić wzrokiem co ona właściwie zamierzała zrobić - bo musiała coś zamierzać, przejeżdżając końcówką języka po swojej wardze w taki sposób i zahaczając palcami o jego koszulkę. Nie był w stanie powstrzymać rozbawionego prychnięcia, kiedy to Wallace stwierdziła, jak to romantycznie wbiegł do jej pokoju w motelu. Tamta noc nie miała w sobie właściwie niczego, co można by uznać za bajkowe, więc sam pomysł wydawał się jeszcze bardziej absurdalny. Nie mówiąc już, że siedzenie w jednym, zatęchłym pokoju i zamawianie taniego żarcia na wynos uznawała za w jakikolwiek sposób romantyczne.
- Musisz być naprawdę zdesperowana - stwierdził rozbawiony, nie mogąc ukryć uśmiechu. I naprawdę, podobało mu się to w którą stronę to wszystko zaczynało zmierzać, a raczej, w którą stronę Wallace zaczynała z tym wszystkim zmierzać. Ten dzień zapowiadał się naprawdę nieźle.
- Niestety, istnieje powód dla którego ciągle muszę leżeć w tym łóżku. - Bardzo z tego powodu cierpiał, jak widać. - Chociaż moja mutacja już jest wyłączona, to moje ciśnienie śródczaszkowe ciągle nie jest w szczególnie dobrej formie. Cóż, dopóki nie wymyślę sposobu jak to naprawić, zdaje się że muszę udawać jak niesamowicie jestem tobą oczarowany.
Tragedia człowieka. Ale czego się nie robi, żeby przetrwać? I nie, stanowczo by nie poszła, za dobrze ją znał. Mimo tego jak obydwoje świetnie udawali, jak bardzo cierpią leżąc w tym łóżku, żadne tak naprawdę nie miało zamiaru się z niego ruszać. A cóż… Hopperowi naprawdę podobało się to, w jaki sposób odwzajemniła jego pocałunek. Cholera. chciał więcej. Jakim cudem oni kiedykolwiek byli w stanie funcjonować bez siebie nawzajem? Bez tego wszystkiego, co mieli tylko, kiedy byli razem. Jakie to było banalne… Może Wallace miała odrobinę racji. Może już całkiem rzuciło mu się na mózg i zaczynał zmieniać się w romantyka.
I mimo tego wszystkiego, nie miał zamiaru pozwolić na jedną rzecz. Wallace, z jakiegoś absurdalnego powodu, wmówiła sobie, że to ona zawsze będzie mu ściągać pierwsza koszulkę. Nie, stanowczo nie będzie i niech już teraz się z tym pogodzi. Dlatego, kiedy tylko zaczęła podwijać jego koszulkę podniósł się i zaczął ściągać tą jej. Świetnie, znalazła sobie idealne miejsce do siedzenia, wpadła na parę rewelacyjnych pomysłów… poza tym jednym. Zaczął muskać ustami jej szyję, rękami zjeżdżając nieco niżej, dotykając jej piersi. Nieco subtelniej, niż zwykle - miał świadomość, że przez ciążę muszą być wrażliwsze.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-12-14, 22:03   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, proszę! To była wojna, tu wszystkie chwyty były dozwolone! Poza tym! Przecież z Hopperem trzeba było się obchodzić jak z jakimś dziełem sztuki. Wystarczyła odpowiednia interpretacja i fakty się zaczynały zgadzać. Bo bynajmniej nie chodziło o to, że był tak niesamowity i cudowny jak dzieło sztuki. Broń Boże. Tfu. Nigdy.
A może… a może trochę był? To była dziwna myśl i Wallace aż chyba spłonęła lekkim rumieńcem na samą myśl. W tym momencie była niesamowicie wdzięczna losowi, że mutacja Willa nie polegała na czytaniu w myślach. Wtedy… wtedy, by się chyba zapadła pod ziemię. No, ale jak inaczej miałaby go odbierać? Wystarczyło spojrzeć na jego przystojną twarz, na te pieprzyki i blizny, na te iskierki w oczach… Cholera. Miał na nią stanowczo zbyt duży wpływ niż powinien.
– Yhym, yhym – mruknęła powątpiewająco – Święta bożego narodzenia, drogi Williamie, kojarzą się z ciepłem, pięknem i magią, więc kiedy mówisz mi, że jestem bardziej to po prostu oznacza, że jestem zajebiście piękna i nie możesz beze mnie żyć – tak było, nie zmyślała. To po prostu Hopper był głupi i się nie znał. Wallace niby obojętnie wzruszyła ramionami, ledwo powstrzymując się przed wywróceniem oczami. Och proszę, po co było się tak wszystkiego wypierać? Oboje znali prawdę, mógł tak po prostu się przyznać i zakończyć tą farsę. Ale tak niesamowicie jej się podobał wyraz jego twarzy. Pasował mu uśmiech. Pasowały mu te wszystkie pozytywne emocje. Wyglądał… wyglądał na szczęśliwego, a to dodawało mu uroku dupkowatości. Matilde prychnęła pod nosem.
– Och, biedactwo – wykrzywiła usta w podkówkę. Tak bardzo go żałowała! Dlaczego los był aż tak niesprawiedliwy? Dlaczego karał tak dobrych ludzi? – Naprawdę nie rozumiem dlaczego takie rzeczy przytrafiają się tak niesamowitym i wspaniałym ludziom – ale musiała mu przyznać, że był niezwykle dobry w tym swoim udawaniu. Cholera, przecież prawie mu uwierzyła w to jak bardzo chciał być z nią rodziną. Chyba rzeczywiście dała się owinąć wokół palca. Tragedia. Czy to znaczyło, że potrzebowała jakiegoś odwyku od Hoppera? Nie, zdecydowanie nie. Potrzebowała jeszcze więcej. To zawsze było za mało. Nieważne jak paskudnie malowała się sytuacja na świecie, Matilde tkwiła w przekonaniu, że tak długo jak byli razem, właściwie nic złego nie mogło się wydarzyć.
Ale tak… w jednym miał rację. Musieli coś zrobić z tym jego ciśnieniem. Nie chciała jednak poruszać tego tematu. Nie teraz. Nie, kiedy było tak miło. Wallace po prostu poddawała się tej atmosferze, będąc naprawdę na prostej drodze do pozbawienia Willa tej niesamowicie zbędnej koszulki. Dlaczego oni w ogóle sypiali w ubraniu? Zdecydowanie powinni to zmienić. Przecież można było zaoszczędzić tyle czasu… Ale wtedy Will nagle zrobił to, sprawiając, że brwi Matilde się zmarszczyły. Co on…? Wtedy jednak zrozumiała. Z ust Wallace wydobyło się ciche parsknięcie śmiechem. Nie potrafiła nawet ukryć rozbawienia. To było takie… urocze. Ale mimo wszystko miała o wiele ciekawsze rzeczy, nad którymi mogła się teraz zastanawiać. Na przykład to jak przyjemnie było czuć jego usta na swojej skórze. Albo to jak parzyła ją skóra wszędzie tam gdzie ją dotykał. Albo to łaskotanie w podniebieniu. Z ust Matilde wydobyło się ciche westchnięcie. Rany, czy to w ogóle było legalne? Wallace wsunęła dłoń w jego włosy, tym samym nieco bardziej przyciskając jego głowę do swojej szyi. Chciała czuć bardziej. Wallace delikatnie przygryzła płatek jego ucha, decydując się w końcu pozbyć tej jego przeklętej koszulki. O wiele, wiele przyjemniej było czuć bijące od niego ciepło…

/zt x2
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 5