Soldier keep on marching on, head down till the work is done.
Geniusz
stały poziom opanowania mocy
Mózg i lider Bractwa
name:
William Hopper
alias:
Axon, Daniel Blake,
age:
27 lat
height / weight:
184/80
Wysłany: 2018-11-20, 21:36 retrospekcja [insert data here] Multikonta: Shivali, Donny
Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Minęły dwa dni od tamtej wizji i Hopper powoli wracał do normalności... A przynajmniej starał się wyglądać, jakby wracał do normalności. Nie mógł sobie pozwolić na odłożenie tego wszystkiego na później, miał obowiązki. Z resztą praca sprawiała, że mniej o tym myślał. Starał się nie wracać do tego co tam się stało, co zrobił, do tej cholernej krwi na swoich palcach. Ale nie mógł.
Tutaj nie chodziło tylko o to, że za każdym razem kiedy próbował zasnąć, to do niego wracało. On po prostu nie mógł tego zamknąć. Jeszcze nie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego moc musiała znowu działać. Inaczej nie byłby w stanie pamiętać tego aż tak dokładnie, przywoływać aż tylu szczegółów. Kiedy Mercy wyłączyła jego moc, początkowo mu tego brakowało. Nie zapamiętywał wszystkiego tak łatwo jak do tej pory, cholernie go wkurzało że musiał poświęcać czas na naukę jakichś błahostek... ale teraz tak bardzo żałował, że niektóre rzeczy były w stanie tak mocno zostać mu w głowie.
Czy tego chciał, czy nie, nie mógł czekać. Każdy dzień dosłownie przybliżał go do śmierci. Jeszcze raz musiał poprosić siostrę, żeby doprowadziła się do tak tragicznego stanu, dla niego. Zapukał dwa razy do drzwi jej pokoju. Czekał.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-21, 18:29
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Dała im spokój, przynajmniej w zakresie pytania o to, co się stało - bo to już wiedziała. Równocześnie był gdzieś blisko, jeśli była taka potrzeba. Żeby pokazać, że w razie czego.. bla bla bla. Każdy wiedział o co chodziło. Musiała mieć nadzieję, że to wystarczy, bo obydwoje pewnie zaczeli by w nią czymś rzucać, jeśli by robila coś więcej.
Podniosla się z łóżka, na którym półleżała czytając książkę i podeszła do drzwi, otwierając je po chwili.
Will? Nie spodziewała się, le w sumie była zadowolona. Nie pytała go wcześniej co z mocą, zakładając że sam do niej przyjdize jeśli coś będzie nie tak. I w sumie miała rację.
- Hej, wchodź - zrobiła mu miejsce, wpuszczając brata do swojego pokoiku. Uniosla brew, obserwując go.
- Co jest? - zapytała wprost, bo po co kombinwać i utrudniać sobie drogę komunikacji.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Kiedy tylko zobaczył swoją siostrę, skinął jej głową. Nigdy nie należał do szczególnie gadatliwych ludzi, a jeśli miał o czym myśleć, nie zawracał sobie głowy jakimiś zbędnymi słowami. Nie było sensu tracić na nie czasu.
Wszedł do pokoju siostry. Miał nadzieję że nie przeszkadzał i chyba akurat tym razem trafił. Zwrócił uwagę na książkę odłożoną na łóżku, tak samo jak na te drobne wymięcia pościeli. Czytała. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie zerknąć na tytuł. Kiedy byli dzieciakami pochłaniał książki w jakimś zastraszającym tempie, regularnie podkradając kolejne pozycje z biblioteczki taty. Oczywiście, miał swoje książki... ale lepiej było sięgać po klasyki absolutnie niedostosowane do jego wieku. Ciekawe czy Mercy wiedziała, że ich tata wydał kolejną książkę?
Jej pytanie z powrotem ściągnęło jego uwagę do teraźniejszości. Musiał przecież poruszyć ten temat, prawda? Nie chciał do tego wracać, w jakiejkolwiek formie, ale musiał to zamknąć. Z resztą, to było ważne. Musiał o to zadbać, musiał żyć. Miał zbyt wiele powodów, żeby pozwalać tej zasranej mutacji ciągle działać i doprowadzać go do coraz gorszego stanu. Miał tylko nadzieję, że Mercy nie będzie go pytać czemu myślał, że jego moc działała ani co mogło sprawić, że blokada zniknęła.
- Moja moc znowu działa - powiedział po prostu. Ot, nic specjalnego.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-21, 20:33
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Kryminał, klasyk, Agata Christie. Lubiła kryminały, tutaj miała trochę czasu na czytanie gdy nikt od niej nic nie chciał.
Nie miała pojęcia, że ojciec wydał książkę. Nie sprawdzała tego, co robił ani nie interesowała się nim i ich matką w żadnym stopniu.
- Od.. kilku dni? - zapytała, nie wiedząc jak inaczej ująć to w słowa.
- Mogłeś powiedzieć od razu - westchnęła i wskazała podbródkiem na lóżko - Siadaj - dodała, siadając też, przodem do niego, z jedną nogą zgiętą na łóżku. Wyciagnęła rękę do brata.
Przez chwilę pomyślała, że może go zapytać czy ma.. ochotę, choć to kompletnie nietrafione słowo, pokazać jej chociaż urywek tego, co się stało, ale od razu uswiadomiła sobie, że to idiotyczny pomysł, przeciągać go przez to.
Trauma odblokowywała moc. To wiedziała. I chyba tyle, co powiedziała Wallace musiało wystarczyć.
Gdy tylko William ją dotknął Imari uniosła na niego wzrok i mógł znów zobaczyć jak jej oczy ciemnieją, zmieniając się w galaktyki, które pochłaniają go w ułamku sekundy.
Po raz kolejny znaleźli się w środku jego umysłu. Blondynka rozejrzała się, chcąc ocenić sytuację.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
- Dwóch - uściślił po prostu. Teoretycznie, nie mógł wiedzieć, nie z mocą dającą tak niewiele objawów działania... ale przecież wiedział co to wywołało. Wiedział że pamiętał to zbyt dokładnie. musiał używać mocy. Szczegóły powinny się choć trochę zacierać. - Nie chciałem mówić przy niej. Wiesz, ten nagrobek, czwarty lipca - powiedział, jakby te trzy słowa faktycznie cokolwiek wyjaśniały... ale w zasadzie wyjaśniały. Wallace miała lekką... obsesję na tym punkcie od kiedy wrócili. Właściwie, on też miał lekką obsesję na jej punkcie i na punkcie jej uzależnienia. Wspomnienia wracały i to nie tylko te najświeższe. Przecież te jeszcze z marca, kiedy widział ją na skraju samobójstwa też były nienaturalnie ostre.
Usiadł na łóżku, złapał za wyciągniętą dłoń siostry. Już dokładnie wiedział jak to wszystko wygląda, już trzeci raz to robili. Ciemniejące oczy i nagle znajdowali się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak. Czy coś się tutaj zmieniło? Hopper był na stanowczo silniejszych lekach przeciwbólowych, jeśli Mercy była w stanie jakoś to rozpoznać. Nie chciał po nie sięgać, ale kiedy myślał, że nie zostało mu zbyt wiele życia, a potrzebował być w pełnej formie, nie miał innego wyjścia. A kiedy przestawił się na metadon, nie był już w stanie z niego zrezygnować, wrócić do ciągłego bólu. Miał świadomość, że prędzej czy później to się skończy dla niego uzależnieniem fizycznym, może nawet psychicznym... ale zacznie się tym przejmować, kiedy będzie miał inne opcje. Na razie musiał po prostu przetrwać.
- Jesteś pewna, że dasz radę? - spytał siostrę, wyraźnie przyglądającą się tej całej przestrzeni. Pamiętał jak ostatnio skończyło się dla niej pomaganie mu.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-24, 14:36
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Westchnęła ciężko, przesunęła wzrokiem po mieszkaniu.
- Może i dobrze - stwierdziła po chwili. Gdyby powiedział, Tilda mogłaby zacząć panikować bardziej, mogłaby chcieć użyć mocy, a to nie skończylo by się pewnie dobrze. Po pierwsze, bo Imari wiedziała, że coś jest nie tak, a po drugie, bo była wykończona.
Rozejrzała się, skrzywiła.. Wrócila wzrokiem na Williama.
- Tak naprawdę, to mam wybór? No właśnie. Więc.. - wzruszyła ramionami - Jestem w trochę lepszym stanie niż poprzednio, ale jeśli masz leki na migrenę to zapewne się przydadzą - dodała, póki mogła się nad tym wszystkim zastanawiać, bo jak uderzy migrena to pewnie zwinie się w kłębek i będzie chciała, żeby wszyscy dali jej spokój.
Nawet jeśli miała wybór, to czy Imari odmówiła by pomocy? Jej brat umierał bez tego, szybko, przerażająco szybko. Dopiero co go odzyskała. Zresztą, to nawet nie chodziło o więzy krwi, bo zapewne nie odmówiła by nikomu, kto by takiej pomocy potrzebował, po prostu.
- No dobrze.. - rozejrzała się, jakby było po czym, wyciagnęła dłonie i zaczęła "zbierać" moc, która smugami kształtowała się pomiędzy jej dłońmi w kulę. Ostrożnie i powoli, tu nie było co się śpieszyc. No i musiała dobrą ilośc zostawić...
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Wzruszył ramionami. Przecież nie musiała tego robić. Fakt, w dalszej perspektywie zależało od tego jego życie... ale przecież sama też ryzykowała. Czy mógł tego od niej wymagać? Byli rodziną, ale co z tego? To było jej życie.
Ale i tak zaryzykuje, prawda? Taka przecież była Mercy. To było cholernie niesprawiedliwe, że ludzie ryzykowali tak wiele dla innych, którzy postawią siebie na pierwszym miejscu. On taki był. Zostawił Claire, chociaż obiecał jej, że po nią wróci. Od samego początku stawiał swoje przetrwanie nad życiem kogokolwiek innego. Co sprawiało, że niektórzy ludzie byli po prostu dobrzy?
Wiedział, że Mercy mu pomoże, nie ważne co przy tym straci i właśnie to wykorzystywał. Nie powinien był dopuścić do tej sytuacji, gdzie po raz kolejny nie był w stanie przeżyć nie obciążając Marceline. Ale co miał zrobić? Nie miał wpływu na to, czy jego gówniana moc postanowi się odblokować.
- Mam coś - odpowiedział jej tylko. A w zasadzie, miał całkiem sporo cosiów. Wziął ze sobą kodeinę, metadon i fentanyl, nie miał pojęcia jak źle z nią będzie, a może lepiej nie dawać wszystkim silnie uzależniających leków bez wyraźnego powodu, huh? I tak dziwnie się czuł z tą buteleczką ciążącą w kieszeni po tym co się stało. Była jak jakiś cholerny dowód tego co zrobił, nieustannie przypominającą mu o... stop.
W milczeniu patrzył, jak Mercy zaczyna działać. Nie chciał jej przeszkadzać.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-28, 20:42
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
On mógł twierdzić, że jest egoistą wykorzystując ją w ten sposób, ona zapewne by zaprzeczyła. Nie uważała, że jest wykorzystywana, nie myślała o tym tak. Pomagała, odruchowo wręcz, od kiedy mogła - jeśli chodzi o jej moc. Zawsze była dość uczynna, czy może dobra, obojętne jak to nazwać, bo to chyba nie miało znaczenia. Tak czy siak, starała się pomagać innym i to ją napędzało. Wydawało się, że jeśli ktoś kiedyś zabierze jej tę jedną rzecz, to Imari posypie się jak rozbita kryształowa waza.
- Dobrze - uśmiechnęła się do niego lekko.
Obeszła tworząca się jej między dłońmi kulę, obserwując moc naokoło, która niechętnie zbierała się przy niej.
- Zamknąć tyle, co poprzednio? Więcej, mniej? - zerknęła na Williama. To istotne, a on znał siebie samego najlepiej. I miała nadzieję, że nie zrobi sobie krzywdy sam.. to znaczy że nie powie, by zamknęła za mało mocy. Oby. No cóż, musi się zdać na niego.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Tak, Mercy pomagała, bez najmniejszego zastanowienia… i dlatego tak łatwo było ją wykorzystać. I właśnie to ją kiedyś zabije, tak samo jak jego prędzej czy później zabije jego moc, a Wallace - opioidy. Czy to nie była przerażająca ironia? Nie byli w stanie się wyrwać, nie ważne co robili, po prostu tacy byli. Mercy nie mogła po prostu odmawiać, jego moc raz za razem dawała o sobie znać, a Wallace… Wallace. Nawet kiedy tego nie chciała, opioidy ją zabiły. On ją nimi zabił. Nie mógł o tym myśleć, nie teraz.
Myślenie o tym, że właśnie ratuje swoje życie kosztem zdrowia swojej siostry, było niewiele lepsze. Och, cóż za niespodzianka, William Hopper był bezwzględny i nie zawaha się przed niczym. Kto by pomyślał.
Mógłby powiedzieć, żeby zamknęła mniej. Nie wykończyłoby to jej aż tak, jego moc działałaby, co prawda bardzo powoli, ale jednak… Co z tego, skoro i tak to nie było ostateczne rozwiązanie, i tak potrzebował tej pieprzonej operacji? Nie zrobił tego. Nie, byłby wtedy zbyt dobry człowiekiem, nie kimś kogo czasami tak bardzo nienawidził.
- Tak samo jak poprzednio - odpowiedział jej po prostu, tym swoim zmęczonym głosem. Ciekawe co spowoduje tym razem? Za co będzie odpowiedzialny? Jego młodsza siostra znowu nie będzie się w stanie się ruszyć z łóżka przez tydzień? Ile kilogramów schudnie?
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-12-21, 09:33
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Powiedz Imari, że ją wykorzystujesz - zapewne cię wyśmieje. Takie dyskusje z nią były bezcelowe. Obecnie skupiła się na swojej pracy, kompletnie nie myśląc o tym, że następne kilka dni pewnie prześpi. Była w lepszym stanie niż ostatnio gdy to robiła, więc pewnie nie będzie tak źle. Niemniej jednak przyda jej się pomoc Mariana, który już wiedział co robić w takich sytuacjach i potrafił ją postawić na nogi swoją mocą. Oczywiście Imari zawsze uważała, by i on się nie przemęczył. Sądziła, że nie o to chodzi, żeby wszyscy naokoło wykończyli się swoją mocą.. Tylko ona, najwyraźniej.
Gdyby powiedział jej kiedykolwiek, że uważa się za osobę bezwzględną pewnie by prychnęła. Miało się to zweryfikować kilka miesięcy później, ale i tak, po zastanowieniu nad tym wszystkim.. Gdyby był tak bezwzględny już dawno zostawił by cale Bractwo na lodzie, bo zajmowanie się taką grupą terrorystyczną nie było czymś, co robila by taka osoba, przynajmniej w odczuciu Imari. Nei, jeśli by czegoś wymiernego z tego nie miala. A co mial Will? Stres. Pracę. Brak czasu.. Pewnie gdyby się postarał jakos udalo by mu się wymknąć z kraju, ale nadal tu siedział.. Jasne, był poszukiwany, ale wierzyła w jego umiejetności..
Zajęła się obecnie zamykaniem jego mocy i szło jej to całkiem sprawnie, jakby za każdym razem było jej łatwiej. Właściwie, było to dla Hoppera całkiem prawdopodobne - im więcej razem pracowali tym lepiej im szło, sprawniej, szybciej, mniej boleśnie dla Imari.
Prawie, prawie, cała moc była zamknięta - to znaczy ta część, która zamknięta być miała. Imari rozejrzała się, kontrolując sytuację.
- Prawie - uśmiechnęła się do Hoppera, chociaż był to dość zmęczony grymas.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Rzecz w tym, że Mercy nie wiedziała kim on był naprawdę. Nie pozwolił jej się dowiedzieć. Myślała, że po prostu był w trudnych sytuacjach, coś przeszedł… ale nie był kimś takim jak Mike czy nawet Liam. Nie był dobrym człowiekiem, który miał pecha urodzić się w trudnych czasach… Po prostu nie był dobry. Zabijał jeszcze zanim to wszystko się zaczęło. Był bezwzględny, wyrachowany, czasami nawet okrutny… Na takich jak on powinno się uważać. Mercy miała po prostu to szczęście, że była po jego stronie - i nie ważne co się stanie, zawsze będzie. A on nie chciał, żeby wiedziała kim był naprawdę. Czy to było takie złe, że nie chciał być potworem w jej oczach? I to wszystko… To nie była jakaś odległa przeszłość, on z tym nie skończył w momencie, kiedy zaczął mieć wybór. Wystarczyło tylko wrócić myślami o dwa dni. Jaki człowiek zabija kogoś… kogo kocha? Przecież to zrobił. Może Claire po prostu zostawił na śmierć, ale Wallace… Wbił tamtą strzykawkę pod jej skórę. Nacisnął tłok. Zabił ją. Nie mógł być za to bardziej odpowiedzialny.
Nie mógł do tego wracać. Nie. Cokolwiek wtedy się wydarzyło, musiał funkcjonować normalnie. Świat się nagle nie zatrzyma, bo William Hopper potrzebuje chwili przerwy. To nigdy tak nie działało.
Widział, że jego siostra jest zmęczona - a najpewniej robiła wszystko, żeby nie pokazywać mu jak zmęczona była.
- Mercy… Jeśli cokolwiek… Po prostu mniej też wystarczy - ubrał w końcu w słowa, to co miał na myśli.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-12-27, 09:19
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Pokręciła głową.
- To nic nie da, musi być tak, jak ostatnio i będzie dobrze.. Przynajmniej powinno, jeśli nic się nie stanie.. - bo to nigdy nie wiadomo.
I tak, nei miała pojęcia co siedzi w glowie jej brata. Czy to źle? Ciężko powiedzieć. Na pewno byłoby to dla niej sporym zaskoczeniem, ale jak by to przyjęła koniec końców nie dało się tego przewidzieć. Potrafiła dużo zrozumieć, na swoje nieszczęście czasem.
Skupiała się jednak obecnie na kuli, rozejrzała naokoło, obeszła ją i pozastanawiała się chwilę.
Spojrzała na Hoppera i uśmiechnęła się, skinęła lekko do niego głową i wrócili do jej pokoju.
- Jak się czujesz? - zapytała odruchowo, bo niektórzy czuli różnicę, inni nie..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Pokiwał tylko głową słysząc jej słowa, nawet nie szczególnie mając w sobie tę siłę żeby zrobić cokolwiek poza podążaniem z prądem kolejnych wydarzeń. Och, jak żałośnie musiał w tamtym momencie wyglądać, niezdolny żeby choć trochę zmienić swój los. Nie powinien pozwalać na to Mercy, był jej starszym bratem, odpowiadał za nią… Przecież byłby w stanie wymyślić coś innego. Na pewno by mógł. Zamiast tego, po prostu bezwiednie patrzył, jak Mercy okrąża jego moc, sprawdza czy wszystko w porządku. Troszczyła się o niego… i to było naprawdę dziwne. Nie był typem człowieka, który miał ludzi, którzy się o niego troszczyli.
- W porządku. Ty? Potrzebujesz tych tabletek? - spytał, kiedy już wrócili do rzeczywistości. Nie chciał jej tego dawać jeśli ich nie potrzebowała, były naprawdę mocne, łatwo uzależniające, a poza tym wszystkim… przecież sam ich potrzebował. Był w stanie załatwiać regularne dostawy, ale po co je przyśpieszać?
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2019-01-08, 23:08
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Może właśnie dlatego, że nie był takim typem człowieka trafiła mu się właśnie taka siostra jak Imari? Która zawsze, każdemu stara się pomóc, chce dla wszystkich jak najlepiej, a za rodzinę zapewne oddała by życie.. Choć miejmy nadzieję tego nie przyjdzie im nigdy sprawdzać.
Może ktoś, kto uważa się za drania bez serca, ze skrzywioną moralnością potrzebuje koło siebie kogoś takiego jak Imari? Tylko w jakim celu? Jako balans dla siebie? Jako wzór? Jako drogowskaz? Jako.. przestrogę? Ciężko powiedzieć, bo zapewne każdy zinterpretuje to inaczej. Pytanie jak widział to Will?
- Mmm.. jeszcze nie - podparła łokcie na kolanach, chowając głowę w dłoniach - Ale pewnie zaraz będę potrzebować, jak tylko poczuję aurę.. - niby nie zawsze to się zdarzało, ale jednak tak silna moc, tak mocno rozwinięta.. Najbardziej wykańczało ją chyba blokowanie jego mocy, co w sumei zabawne, bo nie oddziaływała ona na nikogo, poza samym Willem.
Czy to nie dziwne? Moc Imari oddziaływała na wszystkich, tylko nie na nią samą, a moc starszego Hoppera zupełnie odwrotnie. W zasadzie ciekawe spostrzeżenie, nigdy wcześniej tak na to nie patrzyła.
Wyprostowała się i spojrzala na Hoppera w końcu, z lekkim, ale zmęczonym uśmiechem. Oczy miała zaczerwienione, trochę podkrązone, ale wydawała się zadowolona.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Było w porządku… ale nie miało tak długo zostać. Więc wyciągnął leki, więc przyniósł jej szklankę z wodą, więc posiedział z nią tyle, ile potrzebowała, zanim zdawała się być w całkiem niezłym stanie, a on nie bał się zostawiać jej samej, pewnie nawet chwilę dłużej. Może to było głupie, ale chciał z nią posiedzieć, nawet jeśli on miał siedzieć cicho, a ją miała męczyć migrena. Bardzo logiczne, świetny sposób spędzania wolnego czasu. Ale chyba po prostu dobrze było być żywym, mimo tego wszystkiego co się wydarzyło… To przecież nawet nie była prawda. To nie powinno się tak odbijać w jego czaszce… a jednak.
Miał już wychodzić, kiedy przystanął, dwa kroki od drzwi. Nie, niczego nie zapomniał, miał wszystko ze sobą. Stał tak ze cztery sekundy, zanim odwrócił się do siostry. Kolejna jedna czy dwie, zanim z jego ust wydobył się dźwięk.
- Będziesz ciocią - powiedział z delikatnym uśmiechem. Tak cholernie nie pasował do tego co od dwóch dni zaprzątało jego głowę, ale niech to szlag. Miał mieć dziecko. Jakimś cudem on i Wallace żyli. To był niezły powód do świętowania.
I jeśli Mercy go nie powstrzymała - po prostu się odwrócił i pokonał te ostatnie kroki do wyjścia. Bez żadnych dodatkowych wyjaśnień, one nie były w jego zwyczaju.
/zt?
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum