Znalezionych wyników: 242
|
| Autor |
Wiadomość |
Temat: Pokój gościnny |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 1207
|
Forum: J. Smith Wysłany: 2019-01-14, 23:25 Temat: Pokój gościnny |
Nigdy nie spodziewał się tego, że coś tak błahego jak grypa może zaszkodzić mutantom. Według jego nieco posranej ideologii byli tą lepszą rasą. Silniejszą. Tymczasem mutanci zapadali jeden po drugim na tą chorobę i nie chciał być pesymistą (chociaż nim był), jednak wydawało mu się że będzie tylko gorzej. Nie dało się przejść obojętnie obok informacji, że na chorobę zapadają tylko oni. Najmniej spodziewał się jednak tego, że nawet on poczuł nagłe pogorszenie się stanu zdrowia. Nawet nie pamiętał jak to było być chorym. Ból poobijanych kości, zadrapania, otwarte rany. To znał aż za dobrze, a jednak najgorsze z tego wszystkiego wydawało się być zwykłe przeziębienie. Pamiątki wojenne mógł przynajmniej nosić z dumą, tymczasem symptomy grypy były po prostu irytujące i poniekąd poniżające. Przynajmniej dla niego. Wszakże nie ma nic straszniejszego niż kichający mutant.
Sam nie wiedział czego oczekiwał od tego spotkania. Duma nie pozwalała mu odezwać się do niej wcześniej. Po prostu. Nie chciał być tym, który dzwoni pierwszy, który przyznaje rację drugiej stronie czy, broń boże, przeprasza i przyznaje się do błędu. Wręcz przeciwnie dalej był bardzo mocno przekonany, że to właśnie on miał wtedy rację, a nawet dalej ją miał, a Fay miała przecież nadal szansę zastosować się do jego (mądrych) zaleceń.
Co więc tutaj robił? Nie miał zamiaru przeprosić. Przyznać się do błędu czy nawet pójść na mały kompromis i stwierdzić, że oboje zachowali się głupio. Na to był zbyt arogancki. Odpowiedź była dość głupia i zbyt sentymentalna, by mógł się do tego przed sobą przyznać. Więc znalazł dobry i niezbity argument, by wytłumaczyć sobie przyjście do niej. Przykre, że wykorzystywał w taki sposób śmierci Penelope. Pomijając to jednak, musiał przecież jej powiedzieć prawda? Nie listownie. Nie podając informację przez kogoś innego. Musiał to zrobić osobiście. Był jej to winien. Nawet jeśli sądził, że Murphy nie za bardzo chce się z nim widzieć. Cichy głosik podpowiadał mu, że może lepiej sobie odpuścić. Jednak zanim Ronnie wziął pod uwagę jego słowa nacisnął przycisk domofonu.
Wydawało mu się, że to trwa wieki.
W końcu usłyszał głos w domofonie. Wydawało mu się, że jest na to przekonany, ale słysząc Fay, zdał sobie sprawę, że nie był ani trochę. Założył, że zanim porozmawia z nią będzie musiał przejść przez jakąś ochronę czy chociażby porozmawiać z właścicielem tego przybytku.
Przesunął palcami po głowie, kompletnie zapominając o tym, że nie zostało mu wiele włosów do przeczesania. Przyzwyczajenie. - Przeszkadzam ci w czymś? - zapytał nieco podejrzliwie w końcu. Oh, był małym człowieczkiem. Ale czy nie taka myśl jako pierwsza wykluła się w jego głowie? Była w gigantycznym domu innego faceta. Wnioski wyciągały się same. Chociaż… Czy miał w ogóle prawo się złościć? Sam je sobie zabrał. - Przyszedłem porozmawiać. Nie zajmę ci dużo czasu - mruknął, opierając się głową o domofon. Cieszył się, słysząc jej głos. Naprawdę cholernie się cieszył, chociaż niekoniecznie to okazywał. Był małostkowy. Za bardzo. Jeszcze się nie nauczył, że powinien doceniać to co ma, bo przecież tak łatwo było to stracić. Już przecież stracił tak wiele. |
Temat: Pokój gościnny |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 1207
|
Forum: J. Smith Wysłany: 2019-01-01, 23:37 Temat: Pokój gościnny |
6 grudnia
Seattle wydawała mu się jeszcze gorszą dziurą niż kiedyś. Wdychając chłodne, przesycone spalinami powietrze, przeszło mu przez myśl, że musiał być kompletnym idiotą, że niegdyś osiedlił się właśnie tutaj. Nienawidził tego miasta, nienawidził całego Waszyngtonu. Z czasem przywykł, jednak ostatnie miesiące przypomniały mu jak bardzo tego nie znosił albo napływ tych negatywnych uczuć mogły być odbiciem jego ostatniego humoru. Nie żeby wcześniej był najweselszym mutantem na tej parszywej planecie jednak ostatnie miesiące dały mu wyjątkowo w kość.
Nie wracał do Seattle z dobrymi nowinami. Właściwie to przez myśl przeszło mu, żeby nie przynosić żadnych nowin. To byłoby znacznie łatwiejsze, jednak zdawał sobie sprawę z tego, że po tym wszystkim jest to winien Fay. Wolał nie przesyłać informacji o Penny drogą elektroniczną, zdawał sobie też sprawę z tego, że nie do końca chciała go też oglądać ( co z kolei było całkiem niezłym argumentem przeciw ich spotkaniu). Mimo to wiedział, że po prostu muszą odbyć tą rozmowę. Wiedząc więc, że już niedługo znów na jakiś czas powróci do Seattle zaczął szukać Fay.
Dowiedział się, że zatrzymała się w posiadłości jednego z członków Rebelii. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że dziewczyna choruje. Po prostu się tam pojawił i szczerze powiedziawszy sam nie miał pojęcia co miał zamiar zrobić. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-12-18, 17:54 Temat: Trail's End Motel |
Poniekąd był już tym zmęczony. Chociaż miał zaledwie trzydzieści trzy lata czasami czuł się jakby miał dwa razy tyle. Miewał momenty, gdy po prostu miał ochotę rzucić to wszystko, spakować te kilka rzeczy, które miał, załatwić bezpieczne przejście przez granicę, zaszyć się gdzieś w Veracruz i żyć swoim życiem, zostawiając za sobą wszystkie problemy. Wiedział jednak, że nie jest w stanie tego zrobić. Po prostu. Nie potrafił stać z założonymi rękoma. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli by to zrobił, to i tak myślami byłby tutaj i prędzej czy później wróciłby, bo normalne życie nie było dla niego. Już nie.
- Nie da się uratować wszystkich. - odpowiedział jej, kiwając głową. Nie żeby odczuwał nawet taki obowiązek. Przynajmniej sam nie zdawał sobie sprawy z tego, jednak czuł się winny temu co stało się w obozie Bractwa. Dbał o te miejsce, zależało mu na ludziach, którzy tam byli. Jego odejście związane było bardziej z osobą Colleen niźliby z samym Bractwem Dlatego czuł się przygnieciony ciężarem tego co się tam stało. Bo był za nich odpowiedzialny, a tak bardzo ich zawiódł.
Wywrócił oczami i jeśli byłoby to tylko możliwe z biologicznego punktu widzenia, wykonałyby obrót o calutkie trzysta sześćdziesiąt stopni. Rozumiał ją. Nie za bardzo chciał temu przyklaskiwać czy podziwiać jej pragnienie zostania tutaj. W tym momencie wolałby gdyby była egoistką. Dla jej własnego dobra. - Powinnaś się chociaż nad tym zastanowić. - powiedział nieco goniącym tonem.
Zegar na ścianie przypomniał, że już dawno powinien być w Lagunie. Westchnął ciężko i zaczął szukać swoich ubrań. - Muszę już iść. Porozmawiamy jeszcze o tym, okej? - zapytał, chociaż… Czy powiedziałaby tak czy odmówiłaby mu to i tak nie miało znaczenia, bo nie miał zamiaru tego odpuszczać.
/zt |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-12-17, 23:37 Temat: Trail's End Motel |
Był niedobitkiem. Wielokrotnie ocierał się już o śmierć. Nie raz i nie dwa był jej zatrważająco blisko. Za każdym razem, gdy wydawało mu się, że nie zależało mu na własnym życiu, właśnie w takiej chwili dochodziło do niego jak bardzo się mylił. Chciał żyć. Nawet jeśli jego żywot miał być tak godny pożałowania i pozbawiony jakiejkolwiek godności. Czasami dawał sobie spokój ze zdrowym rozsądkiem. W końcu po co się przejmować jeśli koniec jest już tak bliski? Chwilami był zaledwie na wyciągnięcie ręki. Niemniej jednak były momenty, gdy nie potrafił iść za ciosem. Tak jak teraz. W końcu mógł wyjść z założenia, że co ma do stracenia i znów w tym momencie pojawiła się myśl, że być może zbyt wiele. Sęk w tym, że nie miał nad tej kontroli. Jak bardzo nie chciał się przywiązywać do kogokolwiek, nie miało tu już żadnego znaczenia. To już się stało, po prostu Ronnie nie chciał powiedzieć tego na głos.
Pokiwał niechętnie głową. - Jasne, i dobrze, mam dość patrzenia z boku na to co się dzieje, nie zmienia to jednak faktu, że już widziałem jak to działa, a zazwyczaj przy tym cierpią niewinni. Mimowolne straty. Dla lepszego dobra czy jak to tam leciało - mruknął niechętnie. Dość się już napatrzył na to co działo się w Afganistanie, by wiedzieć że tak właśnie wygląda wojna. - Nie miałem na myśli tylko Penny, Fay. - obrócił się w jej stronę, licząc że zrozumie o co mu chodzi. Nie chciał jej odsuwać, ale… Wolał żeby było daleko, ale była żywa. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-12-06, 21:25 Temat: Trail's End Motel |
Ronnie wolał wiedzieć. Mimo, że nie były to najlepsze wspomnienia. Jednak chciał być świadomy tego się stało w DOGS. Nie potrzebował więcej powodów, aby nienawidzić tej organizacji i tego co sobą prezentowała. Czuł potrzebę, by pamiętać, wiedzieć. Nie zniósłby słodkiej nieświadomości. Cały czas zachodziłby w głowę co się stało, co im zrobili, o co pytali i co on powiedział. Zresztą musiał wiedzieć jak doszło do ataku na Bractwo. Tego nie mógł sobie wybaczyć i chyba nie wytrzymałby niepewności i podejrzeń, że być może on zdradził wrogowi ich bezpieczną kryjówkę. Zdawał sobie sprawę z tego, że być może to na nic. Że tylko domaluje kilka blizn na umyślę, dochodząc do prawdy. Musiał jednak karmić czymś swój gniew. Czym byłby bez niego? Musiał nienawidzić, a po tym co się stało w DOGS nienawidził jeszcze bardziej, był jeszcze bardziej wściekły. Miał wrażenie, że cała ta sytuacja z Penny jest po części próbą podejścia do wszystkiego na zimno. W ostatnich tygodniach tak wiele brutalnych myśli odwiedzało jego umysł. Misja odnalezienia rodziny Penny wydawała się być jednak ważniejsza niż pragnienie odegrania się. Liczył, że być może z czasem przyjdzie zdrowy rozsądek, ale… Na co on liczył? Przecież rozsądek nie był jego najlepszym przyjacielem. Zwykle uciszał go na odczepne jakby był namolnym znajomkiem, który wiecznie stoi mu na drodzę.
Nic nie spieprzyła. To on był w jakiś sposób spaczony, bo zamiast czuć strach powinien czuć szczęście. Panicznie bał się jednak tego drugiego uczucia, bo ilekroć sobie na to pozwalał zawsze było mu to odbierane. Nie miał jednak nad tym już żadnej kontroli. Stało się. Czy był w stanie powiedzieć na głos te dwa magiczne słowa czy nie. Nie zmieniało to tego co czuł, a teraz zdawał sobie sprawę z tego, że było to odwzajemnione. Jak do tej pory starał się nawet sam przed sobą tego nie nazywać. Tak było mu odrobinkę łatwiej. Od tygodni jednak tkwili w tej nie do końca określonej relacji i wydawało się im to nie przeszkadzać. Teraz, gdy Fay powiedziała to na głos, nagle coś go zablokowało. Nie chciał jej odpychać, udawać że mu nie zależy, udawać że te uczucia z jego strony nie istnieją, jednocześnie nie był w stanie tego powiedzieć. Faktycznie. Potrzebował czasu. Być może miłość w jego wydaniu nie była słowami. To te małe rzeczy - dostawał szału, że odchodziła bez słowa, zachodził w głowę co się dzieje, gdy zapomniała się odezwać, jego skóra reagowała na każdy jej dotyk. Być może zapomniał jak dobrze jest usłyszeć te słowa od drugiej osoby. Teraz też okazał to na swój sposób. Nie uciekł z krzykiem (jeszcze tego by brakowało), nie parsknął ironicznie, nie zganił jej za przywiązywanie się. Pocałował ją, a wkrótce przycisnął do siebie bardziej, podnosząc do góry. Być może ona nie zapomniała o dzisiejszych zwadach, ale on się kompletnie wyłączył. Było tu i teraz. Wszystko inne wydawało się nie warte uwagi.
Gdy jednak uspokoił swój oddech, sięgając do kieszenii po papierosy, ciężar jej słów go przygniótł. Usiadł na brzegu łóżka, odpalając papierosa. - Oni chcą rewolucji. - zaczął cicho. Zdawało się, że te dwie sprawy nie łączyły się ze sobą, jednak właśnie ta myśl odbijała się echem w jego głowie od momentu, gdy opuścił jej ramiona - powinna uciekać jak najdalej stąd. Jak najdalej od tego co będzie się działo. - Obawiam się, że jeśli się to zacznie Seattle nie będzie bezpiecznym miejscem - dodał po chwili, wciągając potężny kłąd dymu głęboko do płuc i wypuszczając go powoli. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-12-03, 20:48 Temat: Trail's End Motel |
Może i w pewnych sprawach można było uznać go za doświadczonego. Jednak wciąż pozostawało tak wiele, o których nie miał pojęcia. Nie był zbyt wnikliwy jeśli chodzi o ludzką psychikę. Wręcz przeciwnie. Nie raz i nie dwa pochwalił się wyjątkowo słabymi umiejętnościami okazywania empatii. Być może dlatego nie przewidział skutków zachowania niektórych rzeczy w sekrecie. W końcu skąd miał wiedzieć? Nie żeby jakiś cichy głosik z tyłu głowy nie podpowiadał mu, że powinien sam rozpocząć rozmowę o Leonie.
Zignorował go.
- Wiem, ale nie pytałaś - odparł jej, wykorzystując to jako swój najsilniejszy argument. Nie zadawała pytań dotyczących DOGS, wiedząc że Ronnie odzyskał wspomnienia, więc sama do końca nie chciała wiedzieć. Tak to sobie tłumaczył. Nie chcąc myśleć w tym momencie, że być może było to spowodowane tym, że ufała mu. W końcu powiedziałby jej o czymś ważnym, prawda?
- Nie mam ci tego za złe, Fay - pokręcił głową i mówił naprawdę szczerze. Nie po to, żeby poczuła się lepiej. Zresztą zdążyła już go trochę poznać. Rzadko kiedy mówił cokolwiek tylko po to, żeby ktoś miał lepsze samopoczucie.
Uśmiechnął się do niej blado w odpowiedzi na jej słowa. Chyba oboje wiedzieli, że faktycznie istniało kilka rzeczy, które jednak były czegoś warte. Które sprawiały, że Ronnie momentami cieszył się, że jednak żyje. Niemniej jednak nie nazwali tego. Jedyna rzecz, której jeszcze nie nazwali.
- Musisz się do tego przyzwyczaić - zażartował głupio. Z pewnością kompletnie nie chciała słuchać jego szowinistycznego gadania człowieka, który myślał, że pozjadał wszystkie rozumy. Po prostu zawsze tak było. Uważał, że wiedział co jest najlepsze dla ludzi, na których mu zależało.
Zamarł na chwilę, słysząc z jej ust słowa, których jeszcze od niej nie słyszał. Czy to żałosne, że przez chwilę poczuł się jakby znów miał szesnaście lat i jego serce gwałtownie zatrzepotało w piersi, wybudzając się z marazmu? Jakąś częścią siebie miał wrażenie, że od bardzo dawna nie czuł się tak bardzo przerażony jak w tej chwili. Powód? Nieznany. Nie wierzył w przeznaczenie, ani inne bzdety. Niemniej jednak osoby, które kiedykolwiek decydowały się na powiedzenie mu tych słów były martwe. Nie mógł pomyśleć o tym w tej chwili. Nie byłby sobą jeśli w takim momencie nie pomyślałby o czymś tak bardzo ponurym.
Otworzył usta, żeby powiedzieć jej to samo, ale ostatecznie stchórzył. Sam nie wiedział dlaczego. Czego się bał? Tej filigranowej kobietki stojącej przed nim? Bał się tego, że mógłby poczuć się szczęśliwy. Wtedy miałby jeszcze więcej do stracenia. To nie Fay się bał, a tego że kiedyś ktoś mu ją odbierze, a bacząc na czasy w jakich przyszło im żyć to było bardzo możliwe. Więc wybrał milczenie w najmniej odpowiednim momencie. To było lepsze niż fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Dlatego objął ją tylko, przyciskając mocno ramieniem do swojej piersi. Wiedział, że będzie tego cholernie żałował. Po cichu jednak liczył, że zdawała sobie sprawę z tego, że ją kochał. Był tylko zbyt głupi, by powiedzieć to za pomocą słów. Zamiast tego pocałował ją, przyciągając do siebie jeszcze bliżej o ile było to w ogóle możliwe. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-12-02, 17:18 Temat: Trail's End Motel |
Było coś przerażającego w tego typu rozmowach. Pozwalanie komuś zajrzeć do twojego wnętrza. Bardzo dawno tego nie robił. Chyba wyszedł z wprawy. Nigdy nie wiedział co powiedzieć. Był dobry w rzucaniu nic nie wartymi słowami, ale gdy przychodziło o te ważne jego umysł wypełniała tylko i wyłącznie pustka. Nie chciał sobie pozwalać na przywiązanie do kogokolwiek. Tak było znacznie łatwiej, bezpieczniej. Zachowanie trzeźwego umysłu było znacznie prostsze, gdy kryteriami dokonywanych decyzji był czysty pragmatyzm, logika. Teraz te granice zaczynały się zacierać. Ot, młodziutka, urocza i niestety uparta jak osioł dziewczyna sprawiła, że nie zawsze myślał logicznie.
Chciał ją chronić. Zaoszczędzić zbędnych informacji, które były tylko i wyłącznie raniące. Bo co miała z tym zrobić? Niczego nie dało się zmienić. Leon podjął już swoje decyzje i nikt nie wiedział się z nim stało później. Wydawało mu się, że informacja była najbardziej wartościowa i nie tego by przed nią nie ukrył. Wybrał nie mówić jej o tym, zapominając że podjęcie tej decyzji nie powinno należeć do niego, ale już tak był. Decydował za innych, jeśli wydawało mu się, że robi dobrze. I pod jakimś kątem mu się tak wydawało.
Biodrami oparł się jedną z szafek, krzyżując ręce na piersiach. Jego wzrok utkwił w czubkach zniszczonych butów. - Uznałem, że jeśli naprawdę chciałabyś się dowiedzieć co się stało, sama dążyłabyś do prawdy. Więc uznałem, że skoro tego nie robisz oszczędzę ci tego - powiedział, starając się zignorować napięcie, które wypełniało przestrzenie między nimi. Czuł się jak na świeczniku, zdając sobie sprawy z tego, że nie ucieknie tej rozmowy, a końcem tego okażę się, że ją cholernie zawiódł. Nie ją pierwszą zresztą. Nie chciał popełniać starych błędów, ale jak widać tak już miało być.
Pokręcił głową. - Nie, Fay, ty gdy trzeba było podjąć tą decyzję odeszłaś - mruknął, unosząc w końcu wzrok. Nie miał jej tego za złe. To była ciężka decyzja i oboje wiedzieli, że należało chronić Bractwo. Nie mógł winić ją za to, że zdecydowała zostawić ich na pastwę oddziałów DOGS.
Nie za bardzo wiedział co powinien teraz zrobić. Przecież nie był w dobry w pocieszaniu, ale Fay wydawała mu się teraz tego potrzebować. Ale czy na pewno ze strony kogoś kto w jej oczach zdecydował się ją okłamać?
Wypił alkohol, który mu wcześniej podała.
- A cokolwiek warto w tych czasach? - zapytał, wzruszając ramionami i odbijając się od kuchennego blatu. Podszedł do niej, odsuwając szklankę jeszcze dalej od niej. - Uznałem, że tak będzie po prostu lepiej, rozumiesz? - szepnął, podsumowując to wszystko co siedziało w jego głowie. Oparł czoło o jej czoło, pochylając się nad nią. Przetarł dłonią jej policzek. - Nie wiem co mam ci powiedzieć, Fay. Taki już jestem, tak działam. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-12-02, 09:14 Temat: Trail's End Motel |
Chrząknął cicho, odsuwając od niej twarzy. Było w jej spojrzeniu coś co sprawiło, że momentalnie poczuł się wyjątkowo niekomfortowo w tej sytuacji. - Więc już wiesz. - powiedział, w końcu spoglądając w jej oczy. - Nie wiedziałem co się z nim dalej działo. Został tam, wstydził się tego co zrobił i odszedł sam? Nie wiem. - wytłumaczył jej, rozkładając szeroko ręce. To była jedyna linia jego obrony. To nie tak, że zataił przed nią wszystko. Gdyby wiedział czy Leon żyje albo znał dokładne miejsce jego pobytu nie robiłby z tego tajemnicy. Ronnie wiedział tylko, że to Hawthorne złamał się jako pierwszy, a potem zniknął. - Nie pytałaś, więc uznałem że są rzeczy, których nie chcesz wiedzieć. - powiedział, wstając z kanapy. Przeczesał palcami już stanowczo przydługie włosy, odwracając się do niej plecami. Czuł się głupio. Szczególnie w tych okolicznościach. Najpierw ta głupia sytuacja z walką, teraz to z Leonem. Wszystko było na opak. Chciał, żeby mu ufała, ale jednocześnie… Nie potrafił się zdobyć na pewien poziom szczerości w stosunku do niej. To nie była nawet kwestia tego, że mało kogo tak naprawdę darzył zaufaniem. Nie wiedział nawet jak to wytłumaczyć. Przez lata przyzwyczaił się do tego, że był sam. Czasami będąc częścią większej grupy, a czasami podróżując z jedną osobą. Niemniej jednak zawsze był w pewien sposób wykluczony, osamotniony i lubił swoją niezależność. Tak też nauczył się sam załatwiać swoje sprawy, idąc zasadą “im mniej wiesz, tym lepiej śpisz”. Oszczędzał innym informacji jego zdaniem zbędnych, sam niosąc ich ciężar. To nie był brak zaufaniem, to była potrzeba bunkrowania się we własnej głowie, zamykania się na innych.
- Pieniądze się przydadzą. Moje stare oszczędności wziął szlak, więc warto zrobić nowe. - wzruszył ramionami,. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-11-21, 22:40 Temat: Trail's End Motel |
Czasami ciężko było mu się zdobyć na szczerość. Kłamstwo było pierwszym odruchem. Zresztą nie poczuwał się nawet do tego. Wydawało mu się, że dając wymijającą odpowiedź nie jest przecież taki do końca nie fair w stosunku do niej. Nie chciał się przez nią przyznawać do tego co robił, bo po prostu wstydził się samego siebie. Sposobu w jaki wykorzystywał swoje moce by zarobić kilka dolarów. Nie był z siebie dumny. Co więcej czuł się cholernie poniżony. Nie chciał, żeby akurat Fay patrzyła na niego w sposób w jaki on patrzył teraz na siebie.
Pozwolił jej na zajęcie się jego ranami. W końcu znała się na tym niebo lepiej niż on i naprawdę nie zaszkodziło, by jego twarzą zajęły się wprawne ręce.
- Nie. Po prostu nie do końca chciałem się do tego przyznać. - skrzywił się lekko. - Powiedziałbym ci, gdyby coś się stało. - dodał po chwili. Chociaż… Czy mówił szczerze? Może znów zadecydowałby w jakiś głupi sposób ją chronić. - Może nie dużo gorzej, ale na tyle byśmy mogli wydać trochę pieniędzy na poszukiwania rodziny małej. - spojrzał na Murphy, znacząco. Oh, przecież właśnie o to chodziło. O tą słynną dumę Ronniego Hendersona. Gdy pokłócili się jakiś czas temu, powiedziała że przecież ktoś musi zadbać o pieniądze. Prawda była taka, że zgniotła mu wtedy jaja. Więc zarobił je po swojemu, a właśnie w tym był najlepszy. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-11-12, 01:06 Temat: Trail's End Motel |
Zdawał sobie sprawę z tego, że postąpił fair w stosunku do niej, ale wydawało mu się, że będzie lepiej jeśli po prostu ruszą dalej. Zadecydował za nią. Nie powinien, ale chyba po prostu już taki był. Podejmował decyzję za innych, nie biorąc ich zdania pod uwagę. Robił to co podpowiadała mu często jego wiecznie poobijana głowa (być może dlatego często decyzje te były niezbyt mądre). Wydawało mu się, że tak będzie lepiej. Starając się tłumaczyć sobie swoje zachowania, wmawiał sobie że być może skoro nie pyta sama nie do końca chce wiedzieć. Był świadomy tego, że martwi się o Leona. Był jej przyjacielem. Z drugiej strony sam nie miał pewności, że mężczyzna wyszedł cało z budynku DOGS. Nie wiedział tego. Leon poszedł z dowódcą DOGS na układ, ale nie miał zielonego pojęcia czy tamten wywiązał się z umowy. Tak naprawdę nie posiadał jasnych i klarownych informacji na temat dalszych losów Leona. Wiedział, że dzięki temu że się złamał przeżyli. Tyle. Nie mniej. Nie więcej. W taki sposób też usprawiedliwiał swoje milczenie. W końcu nie wiedział tego na czym tak naprawdę jej zależało - nie wiedział co z Leonem.
Spojrzał na nią nieco urażony, bo przecież nie kłamał. Nie w ten bezczelny sposób, próbując zmyślić jakąś całkiem zjadliwą historyjkę, którą mógł ją nakarmić. Mógłby to zrobić, a jednak wolał tylko lekko zamydlić jej oczy. Zmienić temat. Niemniej jednak jak bardzo by nie chciał się tego wyprzeć, to ostatecznie miała rację - kłamał. Mając oczywiście “dobre intencje”, ale nie zmieniało to faktu, że nie był z nią szczery. Powinien traktować ją jako partnera, ale ze względu na podłoże ich relacji… Cóż przestała nim być w momencie, gdy pozwoliła skraść sobie pierwszy pocałunek. Więc mimowolnie zaczął myśleć o niej w innym kontekście. Jakby non stop chciał ją przed czymś chronić, nawet jeśli to była tylko prawda. Stąd złość, gdy znikała bez słowa. Stąd ukrywanie przed nią niektórych rzeczy. Sam wymagał szczerości, ale chyba nie potrafił dać jej komuś w zamian. Boże. Przez te lata stał się tak bardzo pojebany, że momentami sam siebie nie ogarniał.
- Coś tam. - odpowiedział zdawkowo, bo akurat to nie było tajemnicą - uzdrowiciel był z niego żaden. Z czasem przestał się przejmować zdartym pyskiem, wychodząc z założenie że “do wesela się zagoi” i nie przykładał do tego zbyt wielkiej wagi. Jak widać Fay tak.
Schylił się lekko, by umożliwić jej przyjrzenie się jego twarzy. Westchnął cicho. Naprawdę nie chciał być zjebany. Czy uczucie wstydu miało decydować o tym czy Fay miała mu ufać? Znał odpowiedź. Westchnął więc ciężko. Wzruszył przy tym lekko ramionami, jakby chcąc udać przed nią jak mało go to wszystko obchodziło. - Są takie miejsca, gdzie płacą mutantom za walkę. - mruknął, rzucając ją krótkie spojrzenie.Chyba mogła sobie do powiedzieć resztę historii, prawda? |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-10-03, 23:38 Temat: Trail's End Motel |
Bynajmniej nigdy nie chciał być z nią nieszczery. Początkowo nie czuł się na siłach, by wyjawić jej prawdę o Leonie. To wszystko było wtedy jak jeszcze gorejąca rana, z której dopiero co przestała sączyć się krew. Wydawało mu się, że nie on powinien jej o tym powiedzieć. Nie wiedział nawet jak. Zadziałał czas. Nie rozmawiali o tym co się stało, a Fay nie pytala o Leona i wykorzystał to na swoją korzyść. Nie chciał kłamać, a jednak ukrycie prawdy nie było w porządku. Zdawał sobie z tego sprawę, ale przestali poruszać ten temat, a on naiwnie myślał, że już do niego nie wrócą lub też nie dotknie go personalnie. Dlaczego to zrobił? Na początku nie chciał jej dobijać tą informacją, bo przecież decyzja Leona była powodowana też tym co działo się też za murami DOGS, a była tam Fay. Obwiniali się o to co się stało i mieli rację. Nie chciał jej dokładać nowego argumentu, chociaż nie powinna brać odpowiedzialności za decyzję swojego przyjaciela. Wiedział, że nie jest zrobiona z kruchej porcelany i nie załamie się. Mimo wszystko trochę głupio chciał ją przed tym chronić. Mimo wszystko zasługiwała, żeby znać prawdę. O tym już nie pomyślał.
Obserwował ją i widział, że coś się zmieniło. I znów nie miał pojęcia co. Trzydzieści dwa lata na karku, kilka lat w wojsku, podróżowanie po świecie, imanie się każdej dostępnej mu pracy, masa zdobytego doświadczenia, a on wciąż nie potrafił pojąć tak prostych rzeczy jak kobieca psychika. Nie wiedział o co mogło chodzić. Sam był w zbyt nieciekawym humorze, by pytać. Uznał to za zwykłe dąsy. Dopiero, gdy odezwała się, skrzywił się lekko. - A kiedy kiedy skłamałem po raz pierwszy? - zapytał, szybko żałując że wraz z wyrazem zdziwienia pojawił się ból. Miał wrażenie, że wszystkie zasklepione rany otwierają się na nowo. Biedny. Nie wiedział co nadchodzi. Niemniej jednak zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma sensu brnąć w historyjkę o treningu. Nie chciał też przyznawać jej się do tego co robił, bo nieszczególnie był dumny ze sposobu zarobku jaki wygrał. Czasami cieszył się, że Fay nie wie o nim wszystkiego. Miał wrażenie jakby miał nową, niezapisaną kartę. Nie musiał być chodzącą katastrofą. Facetem z nieciekawą historią. Dlatego czuł dyskomfort na myśl o tym, że będzie musiał złożyć na niej swój niechlujny podpis. Momentami myślał o tym, że mógłby być lepszym człowiekiem. Miał szansę spróbować. Może nie do końca od nowa, ale mógłby. Gdyby tylko nie był sobą. |
Temat: Trail's End Motel |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 85
Wyświetleń: 4777
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-08-25, 01:47 Temat: Trail's End Motel |
Nie miał zamiaru ukrywać się w Lagunie tak długo, a jednak został tam na kolejne dwa tygodnie. Pod pieczą Alby moc Penny nie dawała im się tak bardzo we znaki, a mała póki co nie ściągała na siebie uwagi. Z pewnością było tam wygodniej i chociaż praktycznie na świeczniku czuł się jakby było tam trochę bezpieczniej. Bar znajdował się pod pieczą Marcosa, w razie czego miał wsparcie, a miasto wydawało się być nawet lepszym polem do ucieczki niż opustoszała część lasu. Zresztą… Nie został tam tylko ze względu na to, że wydawało mu się, że Penny jest tam bezpieczniejsza. Wszystko się zmieniało i być może on w pewien sposób też się zmieniał. Jego cele. Jeszcze nie podjął żadnych konkretnych decyzji, ale wiedział że ma dość wiecznego uciekania, uginania się. W końcu widział ujście dla swojej złości, a to powodowało dziwne uczucie spokoju. Jakby czekał na to co w końcu ma nadejść.
W międzyczasie starał się coś ze sobą robić. Pomysł Viggo, chociaż był szalony, był całkiem niezłym pomysłem na zarobek, z którego w końcu skorzystali. Dziwne, ale dopiero otrzymując te wszystkie razy czuł, że żyje. To była walka o przetrwanie. O kilka kolejnych sekund, o możliwość wykonania kolejnego ciosu, który w końcu miał okazać się tym, który powali przeciwnika. Nie czuł się dumny ze sposobu w jaki zarabiał pieniądze, bo już dawno nie upadł tak nisko. Nie czuł się dumny z tego co czuł, gdy był na ringu. Ale nie musiał też z nikim o tym rozmawiać. Mógł się odciąć. Zawsze lubił uciekać.
Pamiętał, że Fay miała odebrać małą i zająć się z nią przez jakiś czas. Gdzieś tam z tyłu głowy zdawał sobie sprawę z tego, że by tego nie pochwalała. Nie chciał się jej do tego przyznawać, chociaż ciężko było to ukryć. Przeszło mu nawet przez myśl, żeby to Alba zaprowadziła Penny do Fay, ale Murphy nie odezwała się od tamtego czasu. Może i nie powinien jej szukać, ale… Czy można mu się dziwić, że od razu pomyślał, że mogło stać się coś złego? Fay mimo jego ostrzeżeń i tak wyruszyła na poszukiwania swojej siostry i nie miał zamiaru się z nią o to kłócić, ale to wcale nie znaczyło, że zaczął ufać starszej Murphy co do jej motywacji względem Fay. Nie zabrał więc Penny ze sobą i sam postanowił sprawdzić co się dzieje.
- Ciebie też miło widzieć, Fay. - wykrzywił się w bolesnym uśmiechu, bo pęknięta warga przypominała o sobie ilekroć otwierał usta. Nie dało się ukryć pod czapką tej obitej gęby, więc zdawał sobie sprawę z tego, że to było pierwsze co rzucało się w oczy. - Trenowałem walkę na pięści ze znajomym. - odpowiedział jej wymijająco, bez zaproszenia przekraczając próg pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi. - Kiepsko wyglądasz. - stwierdził, ściągając kaptur i czapkę, rzucając ją na mały stolik. Szczerze powiedziawszy liczył na milsze przywitanie. |
Temat: Bar |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 43
Wyświetleń: 3445
|
Forum: capitol hill Wysłany: 2018-08-24, 23:54 Temat: Bar |
No cóż… Ronnie myślał podobnie, dlatego też częścią Bractwa już nie był. Może odszedł w nieodpowiednim momencie, może spieprzył sprawę, może i na jego rękach też była krew tych, którzy polegli, ale akurat pod tym względem nie żałował swojej decyzji. Podporządkowanie się Yvonne było trudne, wątpił żeby udało mu się zrobić to kiedykolwiek dla Colleen. Jedyne co go trzymało po zmianie władzę to fakt, że postrzegał tamto miejsce jako swojego rodzaju dom i przez to zapomniał, że nigdy takiego nie miał i mieć nie będzie. Ale teraz miał już jasność. Po co miał się oszukiwać? Być może gdyby obecnie był sam łatwiej byłoby mu naprawić swoją sytuację. Mógłby zaszyć się gdzieś daleko od Seattle. Odezwać się do starych znajomych, zarobić trochę kasy na boku i wypieprzyć gdzieś daleko do Meksyku, ale nie mógł tego zrobić. Dlatego właśnie tu był. Musiał poradzić sobie ze zranioną dumą, bo nie zdarzało mu się przychodzić do nikogo i prosić go o pomoc, nie mając niczego w zamian. Musiał przywyknąć. Nie mógł jednak żyć z pieniędzy Fay i nie dokładać się do poszukiwań rodziny Penny. Już raz pokłócili się i wyszła sprawa związana z funduszami, męska godność ucierpiała i miał zamiar naprawić to w jakikolwiek dostępny mu sposób.
Chrząknął głośno. - W DOGS. Dziesięć pieprzonych dni. - powiedział, popijając te słowa solidnym łykiem whiskey. - Sprawy trochę się skomplikowały. Ze mną. Z Bractwem. Gdybym mógł zrobić to w inny sposób, znalazłbym go, ale mam związane ręce, brachu. - powiedział szczerze, bo chyba nie było potrzeby owijania w bawełnę. Przecież Ronnie był godnym zaufania człowiekiem, przynajmniej z perspektywy tych, którzy zasługiwali na jego uczciwość. Nie było sensu ściemniać. Chciał zarobić. Potrzebował pomocy starego kumpla.
Przez chwilę palił papierosa, wypuszczając z ust okręgi dymu, które powoli rozpływały się w powietrzu lub rozbijały się, natrafiając na przeszkody. Gdy usłyszał słowa Viggo, pochylił się do przodu, niszcząc jedną z nich. - Powiedzmy.
Na twarzy Ronniego odmalowało się zaintrygowanie. Widział po Viggo, że w jego głowie pojawił się jakiś pokręcony pomysł, który zresztą zaraz mu przedstawił. Podrapał się po brodzie, analizując to co powiedział Hetfield. Czy umiał się bić? Owszem. Wytrenował nie jednego Łowcę w Bractwie, jednak to o czym mówił Viggo to był zupełnie inny poziom. On był żołnierzem. Gdzieś obok umiejętności walki wręcz była też umiejętność posługiwania się bronią i inne niezbędne sprawności. Nie był profesjonalistą, a już z pewnością nie mógł równać się z ludźmi, którzy robili to na co dzień dla szmalu. Tak jak mówił Viggo. Mogło mu się poszczęścić raz, może dwa, jednak ostatecznie by przegrał. Jednak… Czy nie brzmiało to odrobinę kusząco? W jakimś pojebanym świecie to mógł być naprawdę dobry pomysł, ale w grę wchodziło przestawianie kości, łamanie żeber i potencjalny uszczerbek na zdrowiu. Ronnie był na tak. - Myślę, że mógłbym wytrzymać na tyle, żeby porządnie trafić. - odpowiedział w końcu, przesuwając palcami po brodzie. Był rosłym mężczyzną, może nie tak jak ci, którzy tam walczyli, ale też nie wyglądał na chuderlaka. Mógł sprawiać chociaż pozory kogoś kto był w stanie spuścić łomot. - Jak to by dokładnie wyglądało? Jesteś w stanie skupić się na tym miejscu, w które uderzę? - zapytał, biorąc kolejnego łyka. - Jak zdadzą sobie sprawę z tego co robimy, wypatroszą nas. - zaśmiał się ponuro. |
Temat: Stoliki |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 108
Wyświetleń: 7222
|
Forum: Bar "Laguna Negra" Wysłany: 2018-08-24, 00:22 Temat: Stoliki |
Ronnie nie do końca był w temacie. Alba prawdopodobnie wspomniała mu coś o innych mutantach, którzy mieli dość bezczynnego patrzenia na to co się dzieje. Sam zresztą zdawał sobie z takich istnieniach, jednak z lekkim powątpiewaniem przyjął komentarz Rudego. Też kiedyś taki był. Myślał, że zatrzęsie całym światem, a ostatecznie trząsł portkami ze wstydu na myśl o tym co stało się w Dogs. Mrzonki o tym, że mogłoby być inaczej ulotniły się bardzo dawno temu. Nie zmieniało to jednak tego, że niekoniecznie chciał się z tym pogodzić. Jak większość tu obecnych miał tego dość, tyle że nie pozwalał sobie na nadzieję, że faktycznie mógłby coś zmienić.
Słysząc słowa Marcusa opadł ciężko na jedno z krzeseł przy stoliku. - Nie mógłbyś tego lepiej ująć. - powiedział, rzucając krótkie spojrzenie Marcusowi, bo to była jedyna wymówka jakiej mógł teraz użyć i wcale nie taka fałszywa. Przecież większość założyła, że nie przeżyli ataku.
Zaraz do sali wszedł Viggo, z którym przywitał się krótkim skinieniem głowy, a potem do pomieszczenia wpakował się Bartowski z charakterystycznym dla siebie brakiem jakiejkolwiek gracji. Prawdopodobnie, gdyby nie było tutaj tylu ludzi to po przyjacielsku wyłamałby mu tego krzywego palucha, ale byli w poważnym towarzystwie. - A ty spotykasz się z nim, bo...? - spojrzał na Albę, bo jak dla niego mała Delgado pasowała do Aarona jak pięść do nosa (bardzo brzydka pięść do bardzo ładnego nosa). Jednak jego komentarz pewnie zniknął gdzieś pomiędzy przywitaniami i słowami wypowiedzianymi przez innych.
Gdy Marcus przemówił skupił na nim całą uwagę. Podniósł szklankę, gdy zrobili to inni, ale zdawał się nie podzielać podobnego entuzjazmu. Spojrzał na Viggo. Nie, nie potrzebował jego potwierdzenia, ale chyba obaj dość pesymistycznie podchodzili do takich działań. Zresztą już raz przejechał się na Bractwie, tyle że… Marcus Delgado był zupełnie innym człowiekiem niż Yvonne. - Nie zrozum mnie źle, Marcusie. Ale jaka dokładnie jest to propozycja? - spojrzał na mężczyznę. - Przez cztery lata bawiłem się w dom z Yvonne Marie, a potem przez kilka tygodni z jej córką. I przez te cztery lata nie zrobiliśmy tyle na ile było nas stać. Więc o jakiej walce mówisz? Czego chcesz? - zapytał i nie było to wcale napastliwe pytanie. Ot, chciał wiedzieć czy obecna wizja jego i Marcusa chociaż pod jakimś względem jest podobna. Znał go dobrze. Zgadzał się z wieloma jego poglądami, ale nie był też ślepy. Nie chciał bawić się w podkładanie bomb pod mosty. Chciał skopać tyłki tym skurwielom z DOGS, GC, rozpieprzyć ich chore więzienia i laboratoria. Obaj wiedzieli przecież, że Ron był gotowy do walki, ale jednak chciał walczyć o coś. |
Temat: Murphy's law says: if anything can go wrong, it will |
ronnie henderson
Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 382
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-08-23, 23:54 Temat: Murphy's law says: if anything can go wrong, it will |
Czy to dziwne, że chciał po prostu świętego spokoju? Nie żeby sobie na niego zasłużył. Po prostu zostawił daleko za sobą ten cały meksyk, rzucił wszystko. Chciał mieć wszystko w dupie, bo co innego miał zrobić? Nie widział ciekawszych perspektyw na przyszłość niż zanurzyć się między udami striptizerki, upić w przydrożnym barze i stracić resztki godności. Odciąć się od wszystkiego. Jednak najważniejsze w tym wszystkim było to, żeby nikt mu w tym nie przeszkadzał.
Z daleka dało się wyczuć smród ludzi Gardnera. Gdyby był odrobinę mądrzejszy lub troszeczkę mniej naćpany być może udałoby mu się wyjść z tego wszystkiego bez szwanku, jednak jak zawsze niewyparzony jęzor wygrał walkę ze zdrowym rozsądkiem i tym samym ściągnął na nich swoją uwagę. Mężczyźni nie należeli do najmilszych ludzi jakich udało mu się poznać, a z jednym z nich miał personalne porachunki. Chociaż jeśli ktoś pytałby Ronniego o opinię… Naprawdę mało obchodził go honor, siostry Paco, którego zresztą skromnym zdaniem Ronniego od bardzo dawno już nie miała. W każdym razie w barze pełnym ludzi mógł czuć się w miarę bezpieczny, bo zdawało się że ludzie Gardnera wcale nie przyszli po niego.
Kiedyś musiał wyjść i miał nadzieję, że uda mu się nie przyciągnąć uwagi mężczyzn, bo naprawdę nie miał zamiaru bić się z kilkoma facetami o stanowczo zbyt gościnne uda czyjejś siostry. Jeśli jednak coś może się zrąbać, to właśnie to się zrąbie.
Być może źle zinterpretował całą sytuację. Trochę głupio, bo w grę wchodziła broń i kilku bezzębnych meksykańców. W każdym razie w pierwszej chwili, pomijając już wcześniejsze spotkanie z mężczyznami, naprawdę sądził, że to on jest celem ataku, więc nie można mu się dziwić, że z gracją pijanego mistrza zaczął rozpieprzać wszystko co było na jego drodzę. W końcu musiał się bronić, prawda? Przez moment poczuł się nawet urażony tym, że Gardner znając jego umiejętności wysłał po niego tych amatorów. Samouwielbienie jednak skończyło się, gdy jednak z latających kulek ugodziła go w ramię. Cholera, naprawdę musiał wejść w tą uliczkę? W całym tym popłochu nie zauważył młodego chłopaka, który był faktycznym celem tej zgrai. Niepotrzebnie się w to pakował.
Gdy już skończył swoje dzieło, chwiejnym krokiem wpakował się do jednego z pomieszczeń, natrafiając tam na bohatera dzisiejszego wieczoru. Jego bluza zdążyła już przesiąknąć krwią, ale prawdziwy ból poczuje dopiero jutro. - Wyglądasz jakbyś miał naprawdę zły dzień. - powiedział, mierząc do niego z broni. - Myślałem, że Gardner ma chociaż tyle honoru, by zostawić w spokoju swoich byłych współpracowników. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|