| Autor |
Wiadomość |
Temat: Wielki Event Czasoprzestrzenny! |
Malvina Amaya
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1963
|
Forum: fabularne Wysłany: 2018-09-08, 15:27 Temat: Wielki Event Czasoprzestrzenny! |
Imię i nazwisko postaci: Malvina Amaya
Wydarzenie: Utopia
Forma rozgrywki: Pisana
Ekwipunek: telefon, portfel (oczywiście z asortymentem), tabletki przeciwbólowe, bluza, plastry, chusteczki, okulary przeciwsłoneczne i reszta babskich rzeczy z babskiej torebki
Stan postaci: dobry, może mieć początkowo zły nastrój niezależnie od niej, ale ogólny stan Malvki jest oki
Częstotliwość odpisania: codziennie albo na drugi dzień, raczej nie powinno zdarzyć się dłużej
Chcę wziąć udział w II części eventu: nie |
Temat: Księgarnia |
Malvina Amaya
Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1345
|
Forum: capitol hill Wysłany: 2018-08-31, 23:00 Temat: Księgarnia |
Chociaż posiadanie czegoś do roboty jest dobre, to stres już na nikogo dobrze nie wpływa. Zwłaszcza gdy odczuwają go dwie osoby - nieraz Malvina potrafiła wyczuć emocje swojego byłego męża, kiedy wracał z pracy, a niedaleka droga była do kłótni, kiedy on był zirytowany, a po chwili ona również. Nigdy nie zapomni złych odczuć, gdy się z nim sprzeczała - smutek, ale i rozczarowanie. Niby różnice zdań czy inne konflikty są normalne w związkach, jednak może Malvina liczyła na niewiadomo co, skoro wcześniej tyle lat się przyjaźnili. Znali się jak łyse konie, a teraz, patrząc na niego po prawie dwóch latach od rozwodu, ma wrażenie, jakby faktycznie stała przed randomowych pracownikiem księgarni. W głębi choć czuła, że to ktoś, kogo dobrze zna, to jednak wydawał się być obcy.
To bolało.
Udawanie, że się nie znają bolałoby jeszcze bardziej, więc może dlatego do niego zagadała. Szukała jakiejkolwiek deski ratunku, żeby sytuacja przestała być tak niezręczna, a żeby ona też nie wróciła z depresją i dziwnymi wyrzutami sumienia do domu. Wyrzutami, że nawet nie zagadała. I byłaby zła na niego - że też sam nie wyszedł z inicjatywą rozmowy.
Ale odpowiedział jej. A ona jedynie wywróciła oczami, uśmiechając się lekko. Nie musiała nawet używać swoich zdolności, żeby wiedzieć, że kłamie.
- Taak, jasne. A ja po godzinach dorabiam jako modelka. Hej, uważaj, komu ściemniasz. - Wystawiła ostrzegawczo palec w jego kierunku, niby poważnie, ale uśmiech błądził jej na ustach. Poczuła się dziwnie. Jak gdyby nigdy nic.
Odchrząknęła i odłożyła książkę na swoje miejsce, przesuwając się w bok, żeby coś może jeszcze poszukać. Trochę udawała, że czegoś szuka, w końcu wiedziała, co chce kupić, ale nie chciała nagle odchodzić.
Często gdy ktoś kłamie, to na nas nie patrzy. Często w bok, za nas - umiejąc wykorzystywać swoją moc, Malvina poznała jej tajniki i faktycznie może stwierdzić, że różne, pozornie małe gesty, towarzyszą kłamstwu. Tak jak teraz, gdy Elijah wciskał jej tę obłudną prawdę, to na kilometr potrafiłaby wyczuć, że śmierdzi to kłamstwem. Tylko skąd mogła wiedzieć, że jest mutantem? I nie wiedziała, jakie kłamstwo może kryć się pod czymś, co wyglądało na prawdę.
Przez chwilę bardziej skupiła się na tym, że przysunął się do niej i mogła bez problemu wyczuć, że pachnie nadal tak samo pięknie - jakby zupełnie nic się nie zmieniło. Zbierały się w niej uczucia bezradności przez ten ich za bliski, jednorazowy kontakt. Czy to za dużo jak na jeden dzień?
- T-to super - zająknęła się przez chwilę, spoglądając mu na chwilę w oczy, a żeby zaraz znowu przesunąć się w bok, jakby chcąc wprowadzić między nich jeszcze więcej przestrzeni. - Ty zabierasz dla przyjemności swoją pracę, a ja z przymusu. Nie wiem, co mnie pokusiło, żeby iść na tę architekturę - zadała na głos głupie pytanie, ale po chwili jasno odpowiedziała sobie w myślach.
Ty mnie pokusiłeś.
Bo może nie byli na jednym kierunku, nawet nie na jeden uczelni, ale wybrała jakiś kierunek. W Seattle. Mogła tu wrócić, mogła być bliżej niego. Gdyby nie on, to może nawet i zostałaby w Olympii.
- I już długo tutaj pracujesz? Też nie chce cię zagadywać, bo wiem, że jesteś w pracy i no wiesz… żebyś nie podpadł szefowi czy coś. - Bo jak na komendzie go zagadywała, to komendant żartobliwie groził im palcem. A nie wiadomo, jak by było tutaj. |
Temat: Malvina |
Malvina Amaya
Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 289
|
Forum: Telefony Wysłany: 2018-08-26, 00:48 Temat: Malvina |
 (1) nowa wiadomość od Malviny TREŚĆ
| Kod: | | <center><div class="sms1"><img class="sms2" src="https://i.imgur.com/RcYQ737.png" />(1) nowa wiadomość od Malviny<div class="sms3">TREŚĆ</div></div></center> |
|
Temat: Malvinka |
Malvina Amaya
Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 424
|
Forum: Relacje Wysłany: 2018-08-26, 00:42 Temat: Malvinka |
 Malvina Amaya
Mieszanka Włocha i Brytyjki, urodzona w Seattle, jednak w młodym wieku wyprowadziła się razem z matką i rodzeństwem do Olympii. Do rodzinnego miasta powróciła dopiero w wieku 18 lat, idąc na studia, a bardziej będąc w pogoni za ukochanym. Dość kapryśny bywa jej los - w młodym wieku rozwiedli się jej rodzice, a gdzieś po dwudziestu latach i ona zakończyła swoje małżeństwo, z jeszcze do niedawna najlepszym przyjacielem. Morał? Nie warto hajtać się z friendsami - tracisz i psiapsiółę, i męża.
Ogólnie rzecz biorąc, Malvina jest sympatyczna, uczuciowa, bywa podejrzliwa i na początku zdarza się, że sprawdza na wylot nowopoznanych, co do ich kłamstw. Jest z niej marzycielka, serialowiczka, wrażliwa artystka. Obecnie, będąc zakochana w kolorowych skarpetkach, tłumi uczucia do byłego. Jest mieszanką praktycznie wszystkiego i zaprasza do relacji! pozytywne IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji negatywne IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji neutralne IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
|
Temat: Księgarnia |
Malvina Amaya
Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1345
|
Forum: capitol hill Wysłany: 2018-08-23, 23:52 Temat: Księgarnia |
Co dla człowieka może być lepsze niż wolny dzień od pracy? Od kiedy Malvina zaczęła samodzielnie zarabiać na swoje życie, zdecydowanie najbardziej docenia momenty, w których może wstać później niż zwykle, chodzić w piżamie przez pół dnia i rozkoszować się rozchodzącym aromatem lenistwa. Mieszkała sama. Nawet nie miała złotych rybek, które mogłaby od rana nakarmić, dzieci nie posiada, męża (obecnie) nie ma, nie musi zwlekać się skoro świt, aby wyjść z psem na poranne potrzeby - była wolna i niezależna, można powiedzieć, że zarządzała swoim czasem sama, gdyby nie grafik w pracy.
Jednak w tak piękne dni, które nie zdarzają się często, trzeba rozdysponować swój czas proporcjonalnie do tego, co ma się do zrobienia na najbliższy tydzień, a na co nie ma się czasu - czyli nie ma to jak zawalić sobie całego dnia sprawami, na które normalnie miałaby jeszcze kilka dni. Pojechała do urzędu, obrabowała pół apteki i spożywczak, a następnie wpakowała wszystkie siaty do samochodu i z satysfakcją wykonania najgorszych czynności, poszła po książki, które już wypatrzyła, wygooglowała jakiś czas temu. Zrobiła odpowiedni research najciekawszych recenzji i wybrała dwie, które wolała mieć w swojej kolekcji niż wypożyczyć z biblioteki.
Nie jeździła często do tej księgarni. Była to jedna z tych mniej przez nią odwiedzanych, choć nie miało to dla niej różnicy, gdzie kupuje swoje papierowe skarby. Nie lubiła zapuszczać się w mniej odwiedzane rejony miasta, chociaż czuła spokój wchodząc do sklepu, gdzie zapach nowych książek koił jej zmysły - w końcu nie nastawiała się na żadne stresujące wydarzenie, nie podejrzewając, że jej były mąż, który jeszcze (wedle nie) niedawno był policjantem, nagle zaczął stróżować w regałowych dzielnicach. Nigdy w życiu nie przeszłaby jej ta możliwość nawet przez myśl, bo wiedziała, jak Elijah uwielbiał swoją pracę, chociaż… teraz wolałaby tego nie pamiętać. Wolałaby zapomnieć o każdej rzeczy, którą o nim wiedziała, a która mogła teraz ulec zmianie. Nigdy to już nie będzie jej do niczego przydatne.
Zignorowała jakiekolwiek kaszlenie czy krztuszenie się. Była jedną z może kilku osób na sklepie, więc na pewno ktoś inny bardziej się tym przejął, niż ona. Zaczęła czytać opis z tyłu książki, aby upewnić się swojego wyboru, kiedy usłyszała ten znajomy głos, niebywale poważny. Mało kiedy miała okazję słyszeć taką odmianę tego, co przez ponad pół życia zdarzało jej się słuchać często. Uniosła wzrok znad książki, aby dopiero po chwili wolno obrócić głowę w jego kierunku i spojrzeć na niego wzrokiem dosyć nieodgadnionym, trochę niepewnym, bo nie wiedziała tak naprawdę, jak ma zareagować.
Bardziej w osobliwy sposób, czy potraktować go jak zwyczajnego pracownika, który zwyczajnie do niej podszedł, bo wygląda na niepewną swoich wyborów?
Poprawka - ona zawsze jest pewna tego, co postanawia. A przynajmniej sobie tak wmawia. A choćby bardzo chciała, to nie umiałaby obejść obok niego ot tak. Z pierwszej miłości tak szybko się nie wyrasta.
Uśmiechnęła się lekko - zwyczajnie i całkiem przyjaźnie.
- Nie, dziękuję - odpowiedziała równie dość poważnie, gdyby był normalnym pracownikiem. Zupełnie randomowych i zwyczajnym, jakim spotyka się zawsze w sklepach. Powróciła wzrokiem do książki, ale po sekundzie znowu na niego spojrzała, nie mogąc powstrzymać się, aby odezwać się jeszcze choć jednym dodatkowym słowem. - Zamieniłeś swój pistolet na utrzymywanie porządku wśród książkach? - Może było w tym trochę zgryźliwości, w końcu głównie przez jego pracę rozpadło się ich małżeństwo, ale nie zamierzała, żeby zabrzmiało to niemiło. Przynajmniej nie tym razem. A chociaż obiecała sobie, że już na zawsze urwie z nim kontakt, to nawet nie wie, co ją teraz opętało, że chciała jakkolwiek popchnąć rozmowę do przodu. |
Temat: Malvina Amaya |
Malvina Amaya
Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 532
|
Forum: Karty Postaci Wysłany: 2018-08-07, 11:45 Temat: Malvina Amaya |
Malvina Amaya  urodzona w Seattle 30 września 1992 roku, mieszka tam od 8 lat, przynależy do factionless, piastuje stanowisko architekta wnętrz, wizerunku użycza Lily Collins historia ”Mama dała Ci na imię Malvina, bo naprawdę lubiła malwy.”
Jedno jest pewne, na pewno nie dlatego mam tak na imię. Podejrzewam, że chciała wymyślić cokolwiek innego i uprzeć się na coś mniej standardowego, ale ładniejszego niż Henrietta, bo takie właśnie miano planował na mnie narzucić ojciec. Ogromnie dziękuje za to mojej matce aż do dzisiaj. Chociaż nigdy nie miałam szczególnych zastrzeżeń do tego, jak się nazywam - w drugą stronę, też nigdy zanadto nie uwielbiałam swojego imienia, ale jest zdecydowanie lepsze od jakiejkolwiek wizji mojego ojca. Jest po prostu ładne.
Dzieciństwo miałam dosyć błogie, chociaż podobno byłam mocno trzymana pod kloszem. Nie puszczano mnie samopas do wielkiego miasta, a na plac zabaw, który był trzysta metrów od naszego domu, musiałam ciągnąć się z jakimś dorosłym - czy to rodzicami, ciocią, nianią, to było obojętne. W głowie utrwaliły mi się jedynie jakieś dziwne komendy typu “nie biegaj za szybko” czy “nie huśtaj się za wysoko” - co oczywiście puszczałam mimo uszu i na przekór dorosłym robiłam to, czego oni szczególnie nie chcieli. Najwidoczniej tendencje do tego miałam już od maleńkości i nie ukrywając, ciągnęło się to za mną przez wiele lat - można powiedzieć, że nawet do dzisiaj potrafię im dopiekać, a zwłaszcza ojcu, bardziej w ramach zemsty za to, jaką lawinę przykrości wypuścił na nas, gdy miałam siedem lat.
Wszystko łączy się z wyjazdami mojego taty. Często ich kierunkiem było San Francisco, a oficjalnym powodem były sprawy służbowe. Prawdą było to, że jakiekolwiek kwestie związane z pracą załatwiał dopiero wtedy, kiedy nie wyjeżdżał do kalifornijskiego miasta, a dopiero po dwóch latach okazało się, że prowadzi tam nawet jakby drugie życie - włączając w to, że oprócz mnie i dwójki młodszych ode mnie bliźniaków, miał jeszcze jedno dziecko, maleńkiego niemowlaka. Niepojęte to dla mnie było, że coś takiego miało prawo się zdarzyć. Były to moje pierwsze lata szkoły, przed wrześniem jak zwykle byłam kompletnie podekscytowana przygotowaniami (chociaż dzieciaki z podwórka mówiły, że niedługo zacznę to nienawidzić), a w tym czasie u nas w domu rozgrywały się sceny dantejskie - przynajmniej ja je w ten sposób odbierałam, bo według sześcioletniej mnie, kłótnia między rodzicami, kiedy jedno trzaskało drzwiami, drugie ze złości rzuciło talerzem o podłogę, było naprawdę… niespotykanym zdarzeniem. Nie wiedziałam, ile może trwać ta sprawa, która fachowo nazywała się rozwodem, ale jedno jest dla mnie pewne, że chociaż ten okres minął mi stosunkowo szybko, to był najgorszym czasem dla mnie. Byłam i jestem dosyć emocjonalną osobą, więc łzy podczas półrocznego procesu towarzyszyły mi wiele razy. Chodziłam przygnębiona, nieraz byłam brana do szkolnej pani pedagog, której w ciszy płakałam bądź sporadycznie wyżalałam się. Była moim powiernikiem sekretów jeszcze przez dwa lata, została kobietą, której wręcz ufałam bezgranicznie, bo nie tylko ja byłam szczera, ale ona również. Mój nastrój pogarszał się wraz z tym, gdy zaczęło dziać się coś bliżej niewytłumaczalnego dla mnie, a dokładnie kiedy zaczęłam w pewien sposób odczuwać to, czego pragną inni. Umiałam stwierdzić bez problemu, kiedy ktoś kłamie, a nieraz wszystkie intencje i emocje, które towarzyszyły ludziom, wzbierały się we mnie i wręcz rozsadzały mi głowę od nadmiaru wrażen. Miałam osiem lat, kiedy stwierdziłam, że muszę mieć najwyraźniej jakieś paranormalne moce, skoro nikt mi nie wierzył, a ja czułam to co czułam. Tydzień czasu zajęło mi odizolowanie się od znajomych. Zaczęłam trzymać się na uboczu, bo przebywanie w dużych grupach i wyczuwanie wszystkim emocji, kłamstw, potrzeb, przytłaczało mnie i przyprawiało o zawroty głowy. Ludzie z mojego otoczenia przywykli do dziwnych zachowań równie dziwnej Malviny. Jednak w wakacje, przed zaczęciem trzeciej klasy, czyli kiedy miałam niecałe osiem lat, przeprowadziliśmy się do Olympii. Te plany siedziały długi czas w głowie mojej mamy, bo od rozwodu potrafiłam wyczuć to, że marzy o opuszczeniu tego miasta, wyprowadzeniu się w inne, nawet nie dużo odległe miejsce.
Bez owijania w bawełnę, mogę nazwać ten czas najgorszym etapem w swoim życiu, nawet gorszym niż okres rozwodowy!
Rozpoczęło się wiele zmian - zaczynając od innej okolicy, po inne towarzystwo, przez nową szkołę, nowe nawyki i zwyczaje. Nadal ciężko było funkcjonować mi bez taty, nawet zwykłe wakacje, zwłaszcza wyjazdy, przyprawiały mnie o panikę. Już wystarczająco, że od nadmiaru cudzych emocji potrafiłam wpadać w ataki paniki - nie były one częste, ale to głównie dzięki temu, ale odpychałam od siebie tak ludzi i nie pozwalałam im się zanadto do mnie zbliżyć, aby za wiele od nich nie chłonąć. Jeden dzieciak był wyjątkowo upierdliwy, jednak po czasie stał się moim najlepszym przyjacielem. Był ode mnie trzy lata starszy i jak kiedyś powiedziałam mu o tym, co odczuwam do innych ludzi, nazwał mnie bachorem z wybujałą wyobraźnią. Przez to sama zaczynałam mniej wierzyć w to, co od kilku lat stawało się dla mnie rutyną. Może to sobie wmawiałam? Im bardziej spuszczałam z tonu i mniej się kontrolowałam, tym było mi trudniej. To nie było moje widzi mi się, jednak nie mówiłam nic już na ten temat Elijahowi, bo nie chciałam, aby osoba, która najbardziej lubi mnie w tym miasteczku, nagle zaczęła uważać za dziwaka. Lata mijały i coraz bardziej udawało mi się kontrolować swoje moce, z biegiem czasu nauczyłam się sporadycznie blokować emocje innych od siebie, jednak wymagało to dosyć dużą ilość skupienia. Umawianie się z chłopakami było dosyć szczególnie problematyczne, gdyż wyczuwałam u nich emocje i pragnienia, które były tak niejasne i pokręcone, że sama zaczynałam mieć mętlik w głowie. Burza hormonalna była etapem, w którym potrafiłam za bardzo przejmować się cudzymi problemami, chłonęłam je z emocji, które targały innymi, samej wybuchając nieraz bezradnym płaczem przez to, że nie umiałam tego ogarnąć. Czułam się rozstrojona i zrozpaczona, że zgubiłam równowagę, której udało mi się zasmakować jedynie rok. Wiedziałam, że gdyby nie te cholerne zdolności, byłabym zupełnie inną osobą. Niektórzy mogą pomyśleć, że wyczuwanie kłamstw musi być niesamowite, jednak na dłuższą metę staje się to uciążliwe, kiedy nawet czuje się, kiedy nauczycielka nie jest pewna swoich słów albo czegoś nie pamięta i kłamie na jakiś temat. Jak patrzeć na tę osobę z autorytetem?
Prawie zawaliłam ósmą klasę, ale pozbierałam się. Dziewiąta klasa była momentem, w którym chciałam zasmakować szczenięcej miłości, jednak zamiast wybrać kogoś z mojego rocznika, inaczej zaczęłam spoglądać na własnego przyjaciela, który akurat w tym roku wyjeżdżał do Seattle na studia. Nawet nie wiecie, jak było mi przykro. Widywaliśmy się co jakiś czas, gdy przyjeżdżał do domu w niektóre weekendy i święta, a gdy już wracał, to cieszyłam się na jego widok bardziej niż na własnego chłopaka (bo w końcu jakiś nieszczęśliwiec się znalazł). Nie wiedziałam jeszcze, co chcę robić w życiu, ale byłam przekonana o tym, że to coś wiąże się z wyjazdem na studia do Seattle. Stało się to moim priorytetem, chociaż bardziej chodziło mi o możliwość częstszego kontaktu z Elijahem. Nasza relacja w pewien sposób zaczęła się zmieniać podczas jego krótkich wizyt, jedną z większych zasług miała rozmowa, w której przypomniałam mu mój problem, który kiedyś nazwał wybujałą wyobraźnią. Nie był przekonany, ale gdy tylko powiedziałam, że może powiedzieć, co sądzić, bo kłamstwo wyczuję i wiem, że jest zdenerwowany i zdezorientowany tym, to tylko bardziej się przeraził. I nie uwierzył. Ale z czasem zaczął oswajać się z tą myślą, że musi kontrolować kłamstwa, którymi myśłał, że karmił mnie od lat.
Nie mam pojęcia, jak to zrobiłam, że w ciągu dwóch lat udało mi się tak zadziwiająco dobrze skończyć szkołę. Pomimo problemów, wahań, wewnętrznych burz i sztormów, które przeze mnie przechodziły, udało mi się dobrze zdać ostatnie egzaminy i wyjechać na studia do Seattle. Przez rok mieszkałam sama i byłam możliwie najszczęśliwsza w swoim życiu, bo osiągnęłam wolność, której najprawdopodobniej zawsze mi brakowało. Był to także moment, w którym relacja z Elijahem przetoczyła się w kwitnące randkowanie. Nawet nie umiem powiedzieć, w którym dokładnie momencie nasz kontakt nabrał takiego tempa, ale po roku mieszkaliśmy już razem. Po ponad dziesięciu latach sprawowania mocą można powiedzieć, że miałam ją w garści. Może też przez skończony okres dojrzewania wszystko się tak uspokoiło, a moje życie wreszcie zaczęło iść w jednym kierunku. Dwa lata minęły nam jak z płatka, w międzyczasie Fitzgerald mi się oświadczył, a 15 maja 2014 roku, stanęłam na ślubnym kobiercu. Długo nie musiałam czekać, żeby sielanka w moim życiu się skończyła. Najwidoczniej zasmakowanie długotrwałego szczęścia nie jest mi dane, ale nie narzekam, w końcu naprawdę ostatnie lata były wręcz dla mnie wymarzone.
4 lipca, tego samego roku, stała się tragedia, które objęła naszą rodzinę. Nikt nie mógł się spodziewać, że z pozoru radosny dzień przerodzi się w totalną klęskę. Ponad trzydzieści osób zginęło, a w nich również moja mama, która specjalnie z Olympii przyjechała do Seattle, aby wziąć udział w obchodach Dnia Niepodległości. Zawsze brała udział w takim różnych przedsięwzięciach, dlatego nie dziwiło mnie, że wybrała się do nas, aby też spędzić razem czas.
Czwarty lipca był najbardziej okropnym dniem mojego życia. Bardziej okropny niż rozwód rodziców, wyprowadzka czy inne traumatyczne wydarzenia, które przyszło mi przeżywać za dzieciaka. Straciłam osobę, którą odzyskałam niedawno - kiedy mama sama rozprawiła się wewnętrznie z rozwodem i wyszła do ludzi, nam poprawił się kontakt po prawie dziesięciu latach. Zdążyłam się tym napawać jedynie przez kilka wiosen, a już musiałam ją pochować. To był moment, w którym czułam odrazę do siebie, jako do mutantki. Ale im bardziej miała zamiar się tego wypierać, tym było gorzej - miałam wzloty i upadki, szybko zauważyłam, że to bezsensowne tracić kontrolę, jak uruchomionego genu się nie wyzbędę.
Miałam żal do świata, że odebrał mi osobę, którą kochałam. I niedługi czas później, straciłam kolejną.
Po dwóch latach małżeństwa, rozwiedliśmy się z Elijahem. Jego pracoholizm zaczął mnie doprowadzać do szału, bo jednak potrzebowałam od niego uwagi. Kiedyś dawał mi jej bardzo dużo, ale nagle zostało to ograniczona do minimum. Chociaż próbowaliśmy dojść do jakiegoś kompromisu, niby mieliśmy próbować jakby od nowa, ale gdy Eli wpadł w swoją pracę jeszcze głębiej, a raz, jak gdyby nigdy nic, wspomniał o założeniu rodziny, to nie wytrzymałam. Był tak ślepy i nie widział, że między nam było fatalnie, a marzył o dzieciaku. Nie chciałam takiej rodziny, w której to go wiecznie by nie było. A co, gdyby jak mój ojciec, znalazł sobie po chwili jakąś inną? Nie chciałam powtarzać historii swojej matki, dlatego rozwiedliśmy się, chociaż kochałam go jak głupia. Niby czułam jego emocje - nie powiem, że nie, ale tutaj nie chodzi jedynie o uczucie, które trzymał tylko w sobie. Chciałam być kochana, a nawet rzadko kiedy mnie po prostu przytulał. Może brzmi to banalnie, ale wiem, że może byłoby gorzej. Przez długi czas cierpiałam przez swoje uczucia - a kiedy ja mam słaby emocjonalnie okres, to uczucia innych potęgują się we mnie.
Od tego czasu minęły dwa lata.
Zdążyłam już skończyć studia i zacząć pracę w swoim zawodzie - architekt wnętrz. Co prawda nie robię na razie szałowych rzeczy, bo do dostania własnego projektu na pewno muszę jeszcze poczekać, ale cieszę się tym, że dalej kształcę się w tym zawodzie - bo jasne jest, że lepiej rozwijać siebie niż dywan, chociaż pewnie rozwijanie dywanów u mnie jest nieuniknione, w końcu mam w planach dekorować wnętrza! Czas leczy rany. Powiedzmy. Mam gorsze dni, na początku dziwne życie było nawet nie bez męża, ale bez najlepszego przyjaciela. Dzisiaj jest już dobrze, ale nie chciałabym spotkać go na ulicy. Żyjemy w jednym mieście, więc mentalnie jestem przygotowana na taką opcję, ale… zdecydowanie lepiej będzie tego unikać. Obecnie nie jestem osobą, która przyłącza się do rewolucyjnych nastrojów mutantów. To tylko przypomina mi o stracie matki i bólu, który przeżywałam przez ostatnie lata. Na co dzień śledzę to, co dzieję się w świecie - bo fala goryczy dotarła aż za ocean. Udaję zwykłą mieszkankę Seattle i dążę do tego, co najbardziej pragnę - do spokoju. Ale jak można marzyć o sielance w otaczającym niepokoju?
charakter Trudno jednoznacznie powiedzieć, jaka jest Malvina. I gwiazdy, i etymologia imienia, sprzeczają się nadal nad jej osobowością - jedno drugiemu przeczy, jednak obydwa źródła potwierdzają, że jest ona towarzyska oraz osobą o energicznym usposobieniu. Twierdzą również, że jest inteligentna, co jak najbardziej się zgadza. Ma świetną pamięć, chociaż nigdy tego nie wykorzystywała w odpowiedni sposób - mimo, że znajomych nie miała na pęczki, to nie skupiała się na nauce. Dopiero w późniejszych latach, gdy znalazła cel, zaczęła wykorzystywać swoje naukowe zdolności. Jest sympatyczna, bywa dowcipna, ale przy tym wszystkim kocha słowne przycinki. Sarkazm towarzyszy jej na co dzień, a jej ton głosu już za bardzo nim przesiąkł. Jako zodiakalna waga, stoi na straży sprawiedliwości, szuka motywów “zbrodni”, ale także stara się dociekać do głębszych prawd, przez które nieraz ludzie kłamią, a co ona czuje. Nie lubi rozwiązywać tych przyczyn, zazwyczaj zagłębia się w nie dla samej ciekawości. Jest typem romantyczki, od swojej drugiej połówki potrzebuje wsparcia, czułości i troski, a jak nie dostaje tego nawet przez chwilę… kończy się tak, jak z jej pierwszym (i zapewne ostatnim) mężem. Chociaż często wzdycha do innych, to w poważniejszych wyborach sercowych spraw nie jest pochopna, a nawet można powiedzieć, że bywa wybredna. Ważni są dla niej bliscy, ale oczekuje wzajemnego starania się w relacji. Od zawsze marzyła jej się wolność, chociaż wcześniej jej nie zaznała - dopiero po wyprowadzce dowiedziała się, że kocha być niezależna, dlatego też źle czuje się, gdy ktoś próbuje sobie ją podporządkować. Nie daje się zdominować, chociaż bliskim często ulega. Bywa egoistyczna, wredna, miewa zmienne nastroje, co w dużej mierze uwarunkowane jest jej pokręconą mocą. W gorsze dni łatwo ją zdenerwować, ponieważ wtedy za dużo czuje i ma o wiele za dużo w sobie uczuć - przez co czasami puszczają jej emocje, przez łzy pokazuje swoją słabość, którą widzą jedynie wyróżnione osoby. Malvina na co dzień szuka spokoju, dąży do harmonii, marzy o uporządkowanym życiu, chociaż chce mieć w nim coś, co nie wprowadzi go w rutynę. Podąża za głosem swojego serca, czasami nawet nie myśląc, dokąd ten głos ją prowadzi. opis mocy Wykrywacz kłamstw
Jest to nic innego jak odczuwanie ludzkich kłamstw czy samych intencji, które ktoś ma w zamiarach do innej osoby. Intencje nie są notorycznym zjawiskiem, jakie spotyka w swojej mocy - tak, jakby widziała dobrą bądź złą aurę zamiarów, jednak nie ma pojęcia, co dana osoba konkretnie ma w planach zrobić. Zazwyczaj pojawia się to u niej w emocjonalnych chwilach. Nieraz moc była jej bardzo na rękę, jednak powodowało to wiele przykrości i zawodów, których wolałaby uniknąć.
Na uruchomienie mocy Malviny najprawdopodobniej złożyły się wydarzenia w jej rodzinie, kiedy jej rodzice rozwiedli się, gdy dziewczyna miała sześć lat. Wtedy zrzucała wszystko na wybujałą wyobraźnie, jednak z biegiem czasu nauczyła się, że nie można sobie z tym igrać.
0%-100%
Można powiedzieć, że to, co się dzieje z nią i z jej mocą, jest zależne od Malviny, jej stanu psychicznego i emocji, które w niej siedzą, bo to one pozwalają jej w większej lub mniejszej mierze kontrolować zdolność. Gdy jest skupiona, a jej głowy nie zaprzątają negatywne uczucia, w większości nie ma problemu z odczuciami po wykryciu kłamstwa, a emocje tworzące się przy nich umie blokować - nie musi ich czuć, ale może, jeśli chce poznać jak czuje się z tym kłamca. Czasami jest to dla niej bardzo przydatne w określeniu, czy nieprawda przyszła tej osobie z łatwością i była celowa, czy niechciana.
Gorzej jest, gdy jej stan psychiczny jest zły, kiedy coś ją dręczy, czy nawet ma zły dzień - zwykłe zmiany hormonalne, które mają wpływ na jej humor sprawiają, że od tak budzi się w okropnym nastroju i często przyprawiają ją o gorsze dni. Wtedy nie tylko brutalnie odczuwa wszystkie oszustwa, ale także wszystkie negatywne emocje wokół docierają do niej podwójnie, przez co nieraz przeżywa je tak, jakby wywodziły się bezpośrednio od niej. Jest wtedy kompletnie rozstrojona i bardzo trudno jej się skupić na opanowaniu mocy, w tych momentach zazwyczaj potrzebuje wsparcia kogoś bliskiego.
Mocy może używać przed 3 posty, ale musi później odpoczywać przez 3 następne.
Skutki uboczne
Największym skutkiem ubocznym jest empatia - odczuwa cudze emocje, które pojawiają się przy kłamstwach, ale także poza nimi. Najczęściej występuje to kiedy jej stan psychiczny nie jest dobry i nie potrafi tego kontrolować. Przy dobrym samopoczuciu, umie zarówno trzymać kontrolę nad odczuwaniem oszustw, jak i cudzych emocji, które chcą się w niej kłębić - wtedy też nie ma większych problemów ze swoją mocą. Ogromne przykrości pojawiają się, gdy jest w emocjonalnej rozsypce, złym nastroju, czy nawet gdy wstanie lewą nogą. Wszystko zależy, jak bardzo jest z nią źle. Im gorzej, tym bardziej wzrasta odczuwanie pragnień i uczuć innych.
Notorycznie kłamstwo sprawia, że zaczyna kichać. W najlepszym przypadku, dokuczają jej bóle głowy i zawroty. Cudze emocje zaczynają jej trochę niszczyć humor, sprowadzając ją do gorszego stanu - brzmi jak przepaść bez dna, ale taka prawda, że inni mogą bez większego problemu doprowadzić ją do bardzo złego stanu. Nigdy nie dopuściła siebie do najgorszego przypadku, kiedy mogłaby wyjść na osobę chorą psychicznie, z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi. Gdzieś w połowie jej załamania, Malvinę mogą dręczyć ataki paniki. Może być drażliwa, zirytowana, rozkojarzona i nieostrożna. Często działa wtedy pod wpływem emocji. Może być wtedy zmęczona, a emocje mogą spędzać jej sen z oczu, chociaż właśnie on najlepiej pomaga nawet w złym stadium.
ciekawostki - kiedyś miała na nazwisko Fitzgerald - po mężu - jednak od czasu rozwodu, ma ochotę udusić gołymi rękoma wszystkich, którzy powiedzą do niej per pani Fitzgerald;
- poniekąd wyszła za mąż na złość swojemu ojcu, który nie popierał związku z jej przyjacielem. Kocha Kochała Elijaha, ale decyzja o ślubie była dosyć szybka;
- marzy o podróżowaniu w zakątki poza Stany, chciałaby bardzo zwiedzić Azję i Europę;
- matka jest brytyjką, a ojciec włochem, z czego mieszkają w USA, więc w jej domu czasami występowała totalna mieszanka przyzwyczajeń z różnych miejsc ze świata;
- niedługo wierzyła w świętego Mikołaja. Nie przyznawała się jednak mamie, że wie iż ona kłamie, tylko płakała czasem w nocy ze smutku, bo ta tradycja zawsze była jej ulubioną;
- uwielbia oglądać seriale i koreańskie dramy (jakby dram miała mało w swoim życiu!);
- po rozwodzie nie chodziła zbytnio na randki. Może była na jakiejś jednej albo dwóch, bo próbowała korzystać z tych aplikacji randkowych, ale chyba ma uraz po nieudanym związku;
- ma niedowagę i wkurza ją, jak ktoś o tym wspomina. Nie głodzi się specjalnie, chociaż kiedyś miała kompleks odnośnie swojej wagi;
- jest uczulona na jaśmin i pyłki;
- rysuje, maluje, próbowała kiedyś rzeźbić - jednym słowem, bardzo lubi wszystkie artystyczne zajawki i po prostu jest dobra w manualnych czynnościach;
- umie pisać kaligraficznie;
- kiedyś miała psa, ale został u mamy, gdy wyprowadziła się do Seattle, a trzy lata temu zmarł. Kochany Leo na zawsze zostanie w jej sercu, a jego śmierć mocno przeżyła;
- uwielbia kolorowe skarpetki, dżinsowe sukienki i preferuje kobiecy, a czasami nawet dziewczęcy styl ubierania się;
|
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|