Znalezionych wyników: 76
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Art of The Table
Jane Hills

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 364

PostForum: fremont   Wysłany: 2020-07-30, 03:40   Temat: Art of The Table
-Nie pozwoliliby na broń.- powiedziała Jane. No tak. Miała przecież DOGSów na głowie. Nie daliby potencjalnej mutantce broni do ręki. Nawet takiej jak młoda Hills. Zatem ostatecznie musiała mocniej polegać na ochroniarzach. Co do tajemnicy, to na szczęście zgadzali się, że nie zamierzają dzielić się tą wiedzą z kimkolwiek. Choć co do jednego nie miał racji.
-Nie zabraliby jej.- podkreślił Pan Hills -Nawet by nie spróbowali.- gdyby spróbowali, Hills ART momentalnie zrywa umowę. Żadnych nowych dostaw, a nawet tych złożonych już zamówień mógłby nie zrealizować. DOGS grają na nim, ale on na nich również. Już samo to co zaszło było wystarczającym argumentem, by zmienić treść umowy na taką mniej dla nich opłacalną. Jakkolwiek tamta sekta nie dowiedziałaby się o naturze umowy Hillsów z Departamentem, najpewniej było to spowodowane wyciekiem z ich strony.
-Nie ma dla mnie większego znaczenia opinia publiczna na temat mojej osoby. Jestem biznesmenem, nie celebrytą. Wskazywałem na lukę w Pańskim rozumowaniu. Wyciąga Pan wnioski znając tylko część sytuacji. Jestem zły, bo współpracuję z DOGS. Tak samo zły byłbym gdybym nie próbował odzyskać Jane. Bo tak się składa, że umowę podpisałem po to, by mogła wrócić do domu.- westchnął. Bradleyowi całkowicie umknęło faktyczne znaczenie słów Pana Hills -Dla Pana wszystko jest takie proste? Rzucić każdą inną sprawę po to, by mieć ciastko i zjeść ciastko? Co z firmą, żeby nie rozwodzić się nad sprawami osobistymi? Zostawiam ją w rękach zarządu: w ciągu niecałego roku zaczyna w zasadzie należeć do Departamentu. Widziałem jak dzieje się to kilku innym firmom na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Rząd ma sposoby by przekonywać ludzi. Zamykam firmę, oczywiście zakładając, że byłbym w stanie to zrobić: w jednej chwili tysiące ludzi traci pracę, w tym pewnie i mutanci. Równocześnie kilka innych firm traci dużego dostawcę lub klienta. Nie byłby to krach giełdowy pokroju Czarnego Czwartku, ale kraj i bez tego trzęsie się w posadach.- jego ton pozostawał opanowany i gładki choć twardy i chłodny jak marmur. Natomiast co do dalszej tyrady Bradleya o dobrych i złych mutantach…
-Ani razu temu nie zaprzeczyłem.- wspomniał, zresztą zgodnie z prawdą. Powiedział nawet wprost: “nie twierdzę, że wszyscy mutanci zasługują na dyskryminację” i nie miał tu na myśli jedynie Jane. I to on nie był wart czasu Pana Greya? Człowieka, który może i jest dobry, ale myśli wężej niż mu się wydaje, a przy tym nie słucha swojego rozmówcy? W końcu jednak przyszło jedzenie i Jane zaznaczyła, że nie chce konfliktów. Uśmiechnął się dumny z tego, że postanowiła się wtrącić w tą dyskusję i ją przerwać. To akurat było potrzebne.
Przyszłość… oboje się nie zgadzali z tym zdaniem Bradleya. Dobrze wiedzieli ile to zmieni w ich sytuacji. Dokładnie nic. I tak byli traktowani jakby Jane była mutantem. Takim z bogatym i wpływowym rodzicem, ale wciąż. Regularne odwiedziny lekarzy departamentu, chipy, mutazyna, te sprawy. Akurat tego układu nie zamierzali zmieniać.
  Temat: Art of The Table
Jane Hills

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 364

PostForum: fremont   Wysłany: 2020-07-29, 20:49   Temat: Art of The Table
-Próbowałam, ale to raczej nie jest dla mnie.- stwierdziła Jane gdy Bradley wspomniał zajęcia samoobrony - Raczej nie jestem wojownikiem. Niewiele z nich wynosiłam.-no cóż. Mogła poznać jakąś teorię stojącą za tą całą samoobroną, mogła nawet na ćwiczeniach zdołać zastosować część z tych uderzeń, bloków czy innych technik, ale leżało to daleko poza jej zakresem zdolności, a tym bardziej zainteresowań. Ostatecznie nigdy nie zapadało jej to w pamięć. To by wyjaśniało dlaczego nie sprawiała takiego wrażenia. Nie umiała walczyć i po tych kilku próbach była przekonana, że nie będzie w stanie się nauczyć.
Informacja, że Jane jest mutantem wstrząsnęła obojgiem. Richard uniósł brwi w niedowierzaniu. Zerknął na córkę, ale ta pokręciła głową. Wyglądała na skołowaną i przestraszoną. Czy ten człowiek mógł kłamać? Bo dziewczynie wierzył, że o czymś tak ważnym by mu powiedziała. Jego dłoń zsunęła się z ramienia Jane, ale tylko po to, żeby objąć ją.
-Jest Pan pewien?- zwrócił się do Brada. Wyglądał chłodniej niż jeszcze przed chwilą, ale nie oskarżał o nic. Rozmowa zeszła z łagodnego small talku na bolesne wyboje. Westchnął otrzymawszy pewnie odpowiedź twierdzącą -To by tłumaczyło powtarzalność wyników.- ostatecznie w samym trybie ich życia niewiele to zmieniało. Oczywiście DOGS się nie dowiedzą o tym newsie. Na pewno nie od rodziny Hills.
-Ta…- mruknęła Jane przechylając się w stronę ojca. Tak, potrzebowała tego objęcia.
- Jak się Pan pewnie domyśla, wolelibyśmy zachować to w tajemnicy.- zaznaczył, choć Brad z pewnością o tym wiedział. I gdy wydawało się, że rozmowa nie potoczy się w groźniejsze rejony, pojawiło się oskarżenie. W pewnym sensie Grey miał rację. Rodzina Hills postępowała w pewnym stopniu egoistycznie i to jeszcze zanim DOGSi zapukali do ich drzwi. Jednak czy to nie naturalne w pierwszym momencie martwić się o siebie i swoich bliskich?
-Rozumiem, że Pan by z własnej woli pozwolił żeby zamknęli Pańską córkę w miejscu, w którym nawet nie mógłby się Pan z nią kontaktować nie mówiąc już o chronieniu jej?- postawił jak on sam to widzi -Słyszałem już oskarżenia, że rodzice chętnie i z własnej woli oddają swoje dzieci- nawet gdy w rzeczywistości postawiono ich w sytuacji bez innego wyjścia. Pewnie też bym otrzymał łatkę okrutnego rodzica gdybym pozwolił zabrać Jane. Nie zrobiłem tego, a i tak jestem stawiany w złym świetle. Zresztą, skoro już rzucamy oskarżenia, to mutant spalił jeden ze sklepów mojej żony. To mutant zabił mojego kuzyna. To mutanci dopuścili się ataku w 2014 roku. Nie twierdzę, że wszyscy mutanci zasługują na dyskryminację, ale tacy na pewno.- mógł być wdzięczny Bradleyowi za ocalenie córki, ale takie oskarżenia jak to przez niego rzucone były bardzo nie na miejscu. Sprowadzając to do odpowiedniej formy Grey oskarżył Hillsów, że woleli chronić własną córkę niż obcych ludzi. No kurde niespodzianka.
Kelner przynoszący ich zamówienia chyba tylko cudem nie odbił się od atmosfery pomiędzy biznesmenem, a jego gościem. Postawił odpowiednie talerze przed odpowiednimi osobami, życzył smacznego i odszedł od stolika. Hills w kontakcie z obsługą porzucił na chwilę twarde spojrzenie w imię zwykłej uprzejmości dla człowieka, który przyniósł im jedzenie.
-P-proszę, nie walczcie. To nie jest tu potrzebne…- włączyła się Jane gdy kelner odszedł od stołu.
  Temat: Art of The Table
Jane Hills

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 364

PostForum: fremont   Wysłany: 2020-07-28, 11:46   Temat: Art of The Table
Podczas rozmowy do ich stolika podszedł kelner żeby zebrać zamówienia, siłą rzeczy przerywając im na chwilę rozmowę. Pan Hills i Jane nie mieli problemu ze wskazaniem czego chcą. Nie czekali na Brada długo, ale jednak mieli te dodatkowe minuty żeby się namyślić. No i opisy dań nie brzmiały dla nich jak jakiś żargon fizyków kwantowych. Na szczęście kelner spytany co poleca miał gotowe propozycje zawężając wybór do dwóch pozycji obiadowych co już powinno ułatwić. Dodatkowo Pan Hills poprosił kelnera o zaproponowanie wina do posiłków jego i Bradleya zerkając na gościa by skontrolować czy taki napój mu odpowiada. Jane nie była pełnoletnia więc wybrała sok owocowy.
-Samą mutację mógłbym zatuszować, ale poszukiwanej twarzy nie byłbym w stanie obronić.- Departament był w stanie na wiele przymknąć oko. Już teoretycznie przymykali oko na pozytywne wyniki testów Jane pozwalając jej zostać w domu. Jednak mieli pewne granice i to na pewno była jedna z nich.
-Wszystkie wpływowe osoby w kraju są obserwowane. Zwłaszcza te, które mają z nimi jakąś umowę.- odpowiedź dość wymijająca, ale Pan Hills nie chciał tak po prostu zdradzić natury jego współpracy z rządem. Ten temat był jednym z cięższych w ich domu i nie dzielenie się nim z ledwo poznaną osobą było raczej oczywiste. Richard był niezłym kłamcą. Nie drgnęła mu nawet powieka. Jane przeciwnie. Zareagowała na pytanie zerkając w kierunku ojca jakby zastanawiając się co takiego odpowie. Jeśli mimo to Brad nie skomentował głośno, rozmowa mogła toczyć się dalej w spokojnej atmosferze.
-Staram się skupić na obecnych zajęciach. Rok szkolny się kończy i oczywiście nauczyciele stają na głowie żeby mieć za co wystawić oceny końcowe.- w jej sytuacji chyba trudno zrobić coś więcej. Jak wspomniała wcześniej, chodzi do terapeuty i wątpliwe by Hillsowie płacili jakiemuś konowałowi więc powinna się raczej pozbierać. Co do ochroniarzy:
-Dlatego już dla nas nie pracują.- zaznaczył Pan Hills.
-Szybko udało się znaleźć nowych. Chodzą teraz za mną WSZĘDZIE.- dodała Jane wyrażając pewne niezadowolenie. Nastoletnie problemy-Ale chyba wolę tak niż...- przynajmniej nie była durnym bahorem. Zawsze to coś. Jej rodzice cenili zdolność widzenia szerszego obrazu więc przekazywali tą umiejętność córce. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalały im ich ramy czasowe.
Swoim następnym pytaniem Bradley trafił idealnie w jeden z najbardziej bolesnych punktów rodzinnego tabu. Jane momentalnie uciekła wzrokiem. Nawet Panu Hills drgnęły brwi choć głos pozostał opanowany.
-Jane nie jest mutantem.- zaznaczył kładąc dłoń na ramieniu córki żeby ją uspokoić. Nie był najbardziej emocjonalnym i otwartym ojcem w dziejach, ale też Jane była do tego przyzwyczajona więc doceniała takie gesty -Jest na jakiejś ich liście, ale nigdy nie byli w stanie wskazać momentu gdy używała tej swojej mocy, już nie mówiąc o stwierdzeniu jaka miałaby ona być. Wymachują tylko wynikiem testu, który sami przeprowadzili grożąc, że ją zabiorą.- wyjaśnił w końcu całą sytuację. Z początku nie chciał, starając się zachować tą rodzinną sprawę w rodzinie, ale na to pytanie trudno było zareagować lepiej. Powiedzenie prawdy najmniej zepsułoby klimat przy stole.
-Jedyne co mogłem zrobić to zadbać żeby im się to nie opłacało.- to... wiele tłumaczy. Niestety sugeruje też, że DOGS dostaje coś od Hillsów.
  Temat: Art of The Table
Jane Hills

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 364

PostForum: fremont   Wysłany: 2020-07-23, 22:11   Temat: Art of The Table
Póki co Pan Hills wyglądał na zadowolonego z gościa. Pewny uścisk dłoni i żadnego peszenia się na środowisko pewnie zupełnie odmienne od jego standardowego. Nawet jeśli Bradley czuł się nieswojo przez jego obecność to nie dawał tego po sobie poznać i spokojnie prowadził konwersację. Żart z tego, że byłoby go stać tylko na wodę nie był potrzebny. Pan Hills nie lubił tak otwartego podkreślania różnicy w poziomie życia. Zbył to przejściem do dalszego toku rozmowy.
-I zdaje się niezdolny do przyznania się do swoich błędów.- zgodził się z wypowiedzią o rządzie. Przez jeden z tych błędów jego córka była w niebezpieczeństwie, mimo że Departament miał zapewnić jej ochronę. Zdążył już sobie z reprezentantem DOGS porozmawiać o interesach. Ten jeden plus całej tej historii, że teraz płacą mu więcej. Wciąż nie było warto, ale skoro już się stało to mógł chociaż coś pozytywnego z tego wyciągnąć.
Informację o unikaniu zwracania na siebie uwagi zapamiętał. Oczywiście domyślał się co Bradley ma przez to na myśli.
-Cóż, w takim razie zatrudnienie Pana jako ochroniarza dla Jane nie wchodzi w grę. Podobnie jak zbyt częste spotkania.- zaznaczył po czym dodał jeszcze sprostowanie -Rodzina Hillsów jest obserwowana przez PSY. Zwłaszcza Jane.- trochę żałował. Z tego co na razie zdążył dowiedzieć się o Bradleyu był osobą dobrą i kompetentną. Byłby w stanie śpiewnąć taką stawkę, że przebiłby jego dotychczasowe miejsce pracy ze spokojem. Jednak, tak jak nie byłoby problemu z mutacją, tak z poszukiwaną twarzą już na pewno. Nie mógłby pełnić swoich obowiązków.
-Mimo wszystko gdyby Pan czegoś potrzebował, proszę zadzwonić.- podsunął Panu Grey wizytówkę. Jego telefon jest bezpieczniejszy niż Jane. Dziewczyna nie odzywała się za bardzo dając ojcu trochę pola żeby poznał Brada. Jednak zapytana oczywiście odpowiedziała.
- Dobrze. Żadna poważną krzywda mi się tam nie stała. Najbardziej ucierpiała duma.- uśmiechnęła się choć chyba nie tak całkiem szczerze. Może i fizycznie nic jej się nie stało, ale niechęć do czarnych vanów jej pewnie zostanie-Departament wyznaczył mi psychologa, ale i tak chodzę do osobnego terapeuty.- dodała. Ciekawe, że DOGS aż tak się nią interesowało po tym wypadku. Czyżby jakieś ślady sumienia? Bo Brad raczej nie wiedział o szczególnej sytuacji między Hillsami, a rządem.
  Temat: Art of The Table
Jane Hills

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 364

PostForum: fremont   Wysłany: 2020-07-21, 21:00   Temat: Art of The Table
Tia, jak ktoś liźnie bogactwa potrafi poczuć się wyższy od innych. Jednak takie zachowanie względem klienta, nawet wyglądającego jakby pomylił adresy było wysoce nieprofesjonalne. Gdyby kierownik to zauważył to babeczka w najlepszym razie dostałaby upomnienie, a gdyby któryś z klientów pokusił się o skargę na nią to mogłaby nawet stracić pracę. Kelner to pierwsza twarz restauracji i jeśli on nie potrafi zachować się właściwie, to rzutuje to na wizerunek całego lokalu.
Jane poznała Bradleya i dała znać swojemu ojcu. Zresztą ten sam się pewnie domyślił skoro kelnerka prowadziła go wprost do ich stolika. Gdy podszedł do stolika Pan Hills wstał żeby się przywitać. Mutant pewnie zauważył też, że dwójka mężczyzn siedzących przy stoliku obok również zwróciła na niego uwagę, ale to mogło też wynikać z samego faktu, że szedł w ich kierunku. Nie zostali głośno przedstawieni jako ochroniarze. Mieli być tylko dwójką klientów, którzy akurat usiedli obok.
-Tak. Richard Hills.- odpowiedział na pytanie i od razu się przedstawił wyciągając rękę do pewnego uścisku -Domyślam się, ale chciałem też osobiście podziękować. Usiądźmy.- powiedział wskazując dłonią ich stół, przy którym sam zaraz usiadł.
-Cześć. Cieszę się, że nic Ci nie jest.- Jane uśmiechnęła się szeroko do Brada. Czułaby się winna gdyby go wtedy złapali i gdy do niej zadzwonił poczuła ogromną ulgę. Nie wiedziała wprawdzie, że mężczyzna jest poszukiwany, ale wciąż Departament zablokował całkiem spory kawał dzielnicy byleby nie dać nikomu uciec.
-Proszę wybrać na co ma Pan ochotę. Na mój rachunek.- powiedział Pan Hills aby mieć pewność, że gość się nie speszy cenami -Przyznam, miło poznać osobiście jeden z dowodów na to, że nie każdy obdarzony jest taki jak stara się Was przedstawić rząd. Mam nadzieję, że takie otwarte spotkania nie są dla Pana zbyt problematyczne.- zaczął rozmowę.
  Temat: Art of The Table
Jane Hills

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 364

PostForum: fremont   Wysłany: 2020-07-21, 19:30   Temat: Art of The Table
15 czerwca, około godziny 16

Art of The Table, jedna z najdroższych restauracji w mieście. Jane uważała, że ojciec przesadził z wyborem miejsca, ale niewiele mogła poradzić. Pan Hills miewał tendencję do pozostającej w rozsądnych ramach, ale jednak pewnej przesady gdy chodziło o okazywanie wdzięczności osobom, które uznał za dobre. A tamten mężczyzna… Bradley, nie mógł być zły skoro ocalił jego córkę nie wiedząc kim jest i najwidoczniej nie oczekując niczego w zamian.

Biały, wypucowany na błysk samochód zatrzymał się przed restauracją. Kierowca zaraz wysiadł by otworzyć drzwi pasażerce. Jane wysiadła i poprawiła sukienkę, która nieznacznie się podwinęła.
- Spędzimy tu przynajmniej półtorej godziny. Dam Ci znać gdy będziemy oczekiwać na rachunek.- powiedział do szofera Pan Hills, który wysiadł z przeciwnej strony samochodu. Nie mógł przewidzieć ile dokładnie potrwa spotkanie więc i dokładnej ramy czasowej nie mógł podać. Wiedział jednak, że szofer zrozumie. Był jedną z najdłużej pracujących dla rodziny Hills osób i dobrze wiedział czego jego pracodawca oczekiwał.
-Oczywiście.- odczekał aż odsuną się od samochodu, po czym wsiadł i odjechał zostawiając ojca z córką oraz dwoma ochroniarzami, którzy ukrywania swojej obecności uczyli się chyba od samego Draxa ze Strażników Galaktyki, bo łatwo było przegapić moment gdy i oni wysiedli z pojazdu. Cała czwórka weszła do środka.
Rezerwacja była zrobiona na dwa stoliki. Jeden był dla Hillsów i ich gościa, a przy sąsiednim mieli zasiąść ochroniarze. Dostali pozwolenie na zamówienie sobie jedzenia na koszt pracodawcy. Taki mały bonus za bycie miłym dla Jane, mimo że formalnie nie było to ich obowiązkiem. Kelner zaprowadził grupę w odpowiednie miejsce- do stolików przy oknie gdzie czekały już menu. Pan Hills celowo wybrał takie miejsce, że stolik ochroniarzy oddzielał ich od innych stołów w lokalu co zwiększało prywatność rozmowy. Poinformował też kelnera, że przyjdzie jeszcze jedna osoba do ich stolika. Bradowi wystarczy więc powołać się na nazwisko tych, którzy go zaprosili.
  Temat: Nie dzwoń
Jane Hills

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 1054

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-07-18, 02:46   Temat: Nie dzwoń
(1) nowa wiadomość od Jane Hills (12.06 godz. 17:48)

Udało mi się jednak dogadać spotkanie :) Pasuje Ci Art of The Table koło 16? W sumie tata już zrobił rezerwację, ale w razie czego pewnie udałoby się przesunąć.
  Temat: Nowy sposób kontroli (zakończone)
Jane Hills

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 1735

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2020-07-02, 08:34   Temat: Nowy sposób kontroli (zakończone)
Le fin
  Temat: Podziemia
Jane Hills

Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2890

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2020-06-08, 18:42   Temat: Podziemia
Szarpała się jakby od tego zależało jej życie. Zresztą daleko od prawdy to to pewnie nie było. Sukienka z paskudnego materiału drapała, a związane na plecach ręce drętwiały, ale nie poddawała się. Tym bardziej, że zdawało się to przynosić efekty. Dwóch dryblasów jakkolwiek by się nie starało nie potrafiło całkowicie usidlić dziewczyny, a Uzdrowiciel z jakiegoś powodu nie zamierzał jej tak po prostu zabić. Oby jego nastawienie nie zmieniło się przez zamieszanie wśród widowni, które nie umknęło uwadze młodej Hills, ale nie zatrzymywała się żeby obejrzeć co się dzieje.

Jeśli akcja Brada się powiodła na tyle, by Jane nikt nie trzymał na ołtarzu, sturlała się z blatu chowając za kamiennym meblem i udając, że jej nie ma.
  Temat: Podziemia
Jane Hills

Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2890

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2020-05-29, 10:59   Temat: Podziemia
Jane była w stanie jedynie słuchać ceremonii, nie mogąc jej w żaden sposób przerwać. Odsuwała się od każdego dotknięcia typa w masce co stopniowo popychało ją w stronę brzegu ołtarza. Tak daleko, że może nawet spadłaby po drugiej stronie. Jednak trudno uznać, że dwóch wielkich typów łapiących ją i przyciskających do blatu pomogło. Pod ICH dotykiem zaczęła się szarpać jak opętaniec czyniąc w zasadzie niemożliwym drobne nakłucie szyi bez rozpłatania jej gardła lub w najlepszym razie zranienia również gdzieś indziej. Mogli ją trzymać, ale nie byli w stanie całkowicie zablokować każdego ruchu. Tymczasem w głowie brunetki pozostała prócz strachu jedna myśl: musi ich opóźnić, przedłużyć ceremonię, kupić więcej czasu dla DOGS żeby przyjechali. Próbowała się skupić na tej myśli.
To z kolei zostało przerwane przez szum przy drzwiach, zza których ją tu wprowadzono. Jakaś kobieta przebijała się w jej stronę łamiąc kości, wykręcając stawy, raniąc i zabijając. Jednak czy to wystarczy?
  Temat: Spotkanie młodych
Jane Hills

Odpowiedzi: 36
Wyświetleń: 1213

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2020-05-20, 23:17   Temat: Spotkanie młodych
Jane uśmiechnęła się gdy Leonardo wyjaśnił co miał na myśli mówiąc “nerd”. To było miłe usłyszeć od czasu do czasu komplement na jej wiedzę. Tak samo jak chęć żeby pomogła mu wypatrzeć na niebie obiekt, o którym wspomniała.
-Mogę Ci polecić aplikację astronomiczną, której używam. Pomaga z rozpoznawaniem obiektów na niebie i informuje z wyprzedzeniem gdy w Twojej okolicy można obserwować jakieś ciekawe zjawisko.- no naprawdę nie mogła z nim być, ale taki program powinien wystarczyć by nie przegapił sunącej po niebie stacji kosmicznej.
-Masz rację… napisz jak już będziesz miał urządzenie włączone i działające. Mój numer masz.- powiedziała i wstała by odprowadzić go do drzwi wyjściowych. Oczywiście mogła o to poprosić Ruth, ale nie tak była wychowana -I nie ma sprawy. Nie powinno być problemów, ale w razie czego możesz się zgłosić.- dodała idąc z chłopakiem korytarzem. Ruth wyczaiła, że wychodzą. Chyba przez całą obecność Leonardo nie oddaliła się znacząco od pokoju panienki Hills. Nie interweniowała gdy schodzili na dół, a na dole Jane się pożegnała.
-Do usłyszenia. I dzięki za piosenkę.- uśmiechnęła się ciepło.
  Temat: Podziemia
Jane Hills

Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2890

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2020-05-19, 21:03   Temat: Podziemia
Jane poczuła nieodpartą potrzebę wycofania się gdy mężczyzna ruszył w jej kierunku. Ciało faktycznie odchyliło się do tyłu, ale nogi tkwiły w miejscu jak przybite gwoździami do podłoża. Pod ramieniem oprawcy znowu się skuliła. W ogólnym gwarze zaginął dźwięk jaki z siebie wtedy wydała, przypominający ten wydany przez kopniętego gryzonia. Wątpliwe by nawet pierwszy rząd go usłyszał. Starała się nie słuchać jego słów. Nie patrzeć na wrogie twarze, na ogień, na ołtarz. Wiedziała co ją tu czeka i że bez pomocy nie wydostanie się stąd, a nie miała pojęcia kiedy nadejdzie. Przez przerażony umysł przebiegła myśl o przedłużaniu, ale jak? Jeśli odmówi współpracy po prostu ją zmuszą. Niezależnie od tego jak waleczna by nie była, nie zyska nawet minuty. Czy dla tak krótkiego czasu warto znosić dodatkowy ból?
Gdy kazał jej się położyć spojrzała na niego sarnimi oczami, po czym z pytającym spojrzeniem wskazała głową na ołtarz. Jeśli potwierdził wykręciła się z jego objęcia i podeszła do stołu z pewnym ociąganiem. Czy można ją było winić, że jej się nie spieszyło? Tamci najwidoczniej też nie mieli żadnych zajęć skoro siedzieli tutaj. Związane ręce utrudniały dostanie się na blat położony nieco powyżej pasa dziewczyny więc i to zajęło jej dłuższą chwilę jeśli nikt jej nie podsadził. Położyła się jak było najwygodniej, na boku. Zamknęła oczy. I tak ledwo już widziała przez łzy. “Nie jesteśmy bestiami....” Ta. Tacy z nich prawi obywatele jak z Jane zabijaka.
  Temat: Podziemia
Jane Hills

Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2890

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2020-05-14, 16:56   Temat: Podziemia
W końcu Jane stała w sukni. Skoro jej pozwolono, to zachowała bieliznę. Żałowała, że nie udało się zostawić koszulki, bo materiał gryzł niemiłosiernie. Gdy kazano jej zdjąć buty i skarpetki zaprotestowała obawiając się szkła czy w ogóle nierówności. A do tego jest tutaj tak brudno! I tak. Próbowała negocjować zostawienie chociaż skarpetek. W jaki niby sposób miały przeszkadzać zwykłe białe bawełniane stopki?
Ostatecznie stanęła w tym ich przebraniu i ponownie ją związano. I ten szept... Jane skuliła się jakby oddech mężczyzny ją parzył, po czym obejrzała się na niego.
- Załóżmy, że faktycznie jestem mutantem. Grzechem jest to, że się urodziłam? Czy że już raz w życiu prawie zginęłam?- włożyła w tą wypowiedź całą swoją odwagę, niemal mu przerywając i usiłując wyglądać w jakiś sposób groźnie. Efekt był skutecznie niwelowany przez lekko nosowy ton (pozostałość płaczu) oraz postawę dziewczyny. Skulona trzęsła się jak galareta i nawet obrzydzenie na twarzy mieszało się ze strachem. Pyskówki mogły nie być najlepszym pomysłem. Czy to właśnie dlatego ją zakneblował? Starała się wypluć materiał, ale był tak mocno zaciśnięty, że zaczynał ranić kąciki ust.
W końcu poprowadzili ją tym samym korytarzem na scenę. Po drodze słyszała krzyki jakiejś kobiety. Czy naprawdę ci potężni faceci łapali tylko mutantki? Nie miała czasu się nad tym zastanowić, bo po chwili stanęła na scenie. Widziała ogień. Widziała ołtarz. Widziała rozemocjowany tłum. Widziała mężczyznę w masce wyciągającego ku niej rękę. Oddech znowu zaczął drgać, a łzy zaczęły gromadzić się w oczach. Powoli, ledwo widocznie pokręciła głową próbując zrobić krok do tyłu, ale zaraz została popchnięta w plecy. Na miękkich nogach podeszła do mistrza ceremonii. Szła po lekkim łuku jakby starając się mimo wszystko pozostać jak najdalej od ognia. Sprawiała wrażenie jakby miała zaraz upaść. Albo zwymiotować. Albo oba. Zatrzymała się tuż poza zasięgiem ręki człowieka w masce wciąż kręcąc powoli głową.
  Temat: Podziemia
Jane Hills

Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2890

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2020-05-06, 22:29   Temat: Podziemia
Jane raczej nie była plotkarą, ale teraz ploteczki pozwalały jej odwrócić uwagę od sytuacji. Owszem, rozmawiały głównie o tym co się działo w tej chwili, ale obmyślanie teorii co i skąd jakoś tak odciągały myśli od twardej podłogi i niewygodnej pozycji. Słuchała więc i czasem dorzucała coś od siebie aż wszystkie zamilkły słysząc kroki. Do pomieszczenia weszło trzech mężczyzn. Dwóch z nich wyglądało dla Jane tak samo jak ci, którzy ją porwali. Normalnie jak strażnicy w bazie głównego złego w kreskówce czy grze- wszyscy w jednakowych mundurkach i z takimi samymi twarzami. Trzeci z nich wyróżniał się strojem i postawą. Był wyraźnie wyżej w hierarchii niż karki w skórach. Młoda Hills trzęsła się, ale nie odrywała od niego wzroku. Może właśnie dlatego została przez niego wybrana, a może to przypadek. Widząc wycelowany w siebie palec, brunetka o mało nie wyzionęła ducha na miejscu. Wcisnęła się w ścianę rzucając spojrzeniami po dwóch pozostałych w pomieszczeniu mężczyznach.
Gdy miała wolne ręce nie od razu wstała tylko zaczęła rozcierać nadgarstki. Dopiero szarpnięcie w górę sprawiło, że stanęła na nogi. Syknęła, ale była gotowa pójść. O ile pozwolił jej mimo początkowej niesubordynacji. Rozglądała się po tej drodze, którą przechodzili. Czy są jakieś inne przejścia? Odnogi? Jak długo i którędy ją prowadzą. Jednak nic nie kombinowała. I tak nie była dość sprawna by po prostu wyrwać do przodu i uciec. Zaprowadzili ją do jakiegoś oddzielnego pomieszczenia gdzie dostała polecenie, które jeszcze bardziej ją zatkało. Pokręciła głową cofając się, jak sądziła, pod ścianę. Dopiero na kontakt fizyczny podskoczyła z cichym piskiem.
-D-dobra, już.- miało to brzmieć jak warknięcie, ale wcześniejszy płacz oraz obecny ściskający gardło lęk uczyniły z tego coś paskudnie żałosnego -Już…- powtórzyła cicho ściągając bluzkę. Jeśli dał jej samej dokończyć, po chwili stała w tej ich szmacie co chwila ciągnąc za drapiący materiał. Kto to kurna wybierał? Jeśli mimo to dryblas uparł się żeby jej pomóc, zaczęła się szarpać. Kuliła się i wyrywała, może nawet sprzedała mu fangę w twarz albo brzuch. Znaczy, fandżkę czy jakkolwiek brzmiałoby zdrobnienie. Tak czy inaczej o ile nie trafiła w nos czy inne wrażliwe miejsce to musiało to być dla niego bardziej zabawne niż bolesne.
  Temat: Podziemia
Jane Hills

Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2890

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2020-05-01, 00:53   Temat: Podziemia
Jane zmarszczyła brwi. Dwunastolatkę też tu ściągnęli? Do tego taką, która z trudem poruszała się bez wózka? Z drugiej strony czy naprawdę powinno ją to tak dziwić? Nie wyglądali jakby przejmowali się jakimś człowieczeństwem, a nawet jeżeli to odmawiali go mutantom niezależnie od tego kim byli. Nie odezwała się, ale słuchała uważnie.
Nie podobało jej się, że głosy na zewnątrz ucichły. To mogło oznaczać, że na cokolwiek się szykowali, niedługo miało się wydarzyć. Rzuciła zdenerwowanym wzrokiem po reszcie. Eh. Próbowała wykręcić dłoń ze sznura, ale jedyne co uzyskała to dodatkowe otarcia nadgarstków i pewność, że węzeł jest zdecydowanie za mocny by mogła się z niego wydostać. Może mając coś ostrego, ale niby co? Najostrzejszą rzeczą jaką miała przy sobie był cyrkiel. Ten, nawet jakby miał tu jakkolwiek pomóc tkwił w piórniku w plecaku. Nie zabrali jej go, ale co z tego skoro żeby go otworzyć musiałaby się wygiąć pod tak nienaturalnymi kątami, że na samą myśl stawy bolą? Już nie mówiąc o wydobyciu narzędzia ze środka. Brunetka mogła jedynie czekać na rozwój wydarzeń i to było chyba najgorsze. Miała nadzieję, że cokolwiek działo się równolegle na uliczce, z której ją porwano, ktoś zadzwonił z tym na policję czy do jej domu. No właśnie, tamten chłopak miał numer jej gosposi na telefonie. Może Ruth już wiedziała?
 
Strona 1 z 6
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10