Znalezionych wyników: 19
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Bar
Giotto Nero

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1651

PostForum: Bar "U Bandyty Keitha"   Wysłany: 2017-12-16, 17:08   Temat: Bar
Nic nie dzieje się przypadkiem, tak mówił mistrz Sifu z Kung-Fu Pandy i raz jeszcze mogli się wszyscy przekonać, że miał racje. Skoro już cała rodzina Nero spotkała się w jednym miejscu, to nie mogło tu zabraknąć jeszcze jednej bardzo ważnej osoby, Jamesa Forda, zwolennika Ferrari, jeżdżącego Oplem na sprzedaż. Jego matka była fanką Lamborghini, ojciec zaś gustował w Astonach Martinach. Pamiętam dzień, w którym Ford przyjechał swoim Nissanem do Seattle, w którym znajduje się jedna z fabryk Boeningów. Natychmiastowo przerzucili go do Citroena, wspominając o tym, że po niektórych ulicach miasta można poruszać się wyłącznie Seatami. Ogólnie popierdolona sprawa, biorąc pod uwagę, że James ma na nazwisko Ford, a całe jego życie przeplata się z każdą inną marką samochodu, poza Fordem właśnie.
Skinięciem głowy przywitał szefa ochrony, który poprzednią noc spędził w areszcie. Giotto wiedział o tym, bowiem osobiście został poinformowany jako właściciel baru o tych wszystkich ekscesach. Gdy przyjechał na miejsce i usłyszał najpierw wersję świadków, a potem Jamesa, dla niepoznaki przyznał rację funkcjonariuszom. Prawda była jednak taka, że dla Jamesa należał się order za to, jak działa na rzecz heteroseksualnych, białych mężczyzn chrześcijan. Ze świecą takich szukać.
Patrzył na braci jak na debili, którzy jak zwykle mieli bardzo ważne rzeczy do przekazania, o których oczywiście nie mówili, bo istotne było przecież Isi Szakal, rozmowa o Eurobiznesie, kartach i wyścigach na 1/4 mili. Kiedy jednak pojawił się temat kart, Nero uśmiechnął się lekko, obserwując wszystkich przeciwników. Nate wyszedł cieniem magii, Enzo Chaos Max Dragonem, Drake kupił kartę Saloników (chuj wie po co), James chwalił się kartą premium na pornhub, a Dante zamulał pałę, czym dał znak, że ma kenta. Pewien siebie Nero rzucił trzynastkę z piotrusia na środek stołu i rzekł:
- Makao i po makale.
Tym samym pozamiatał, wygrywając wszystko co mógł, a wygrał całe nic. Zajebioza.
  Temat: Siłownia
Giotto Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 928

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-16, 16:35   Temat: Siłownia
Nero z kolei należał do ludzi sentymentalnych, dlatego wracanie do przeszłości było wręcz jedną z cech rozpoznawczych mutanta. Choć był wdzięczny za to, co otrzymał i że ojciec przygotował go do życia, to jednak nic nie zdoła mu zrekompensować braku matki, być może to właśnie dlatego Giotto jest taki oschły i niemiły dla wszystkich - nie miał bowiem kto go nauczyć wyrozumiałości, jakiejś formy delikatności czy szeroko pojętej empatii. Kreował się na twardziela, bowiem od samego początku swojego życia musiał radzić sobie w dosyć trudnych sytuacjach. Już nie wspominając o tym, że ojciec postawił wychowanie Giotto ponad swoją karierę, co poskutkowało życiem w niedostatku. To wszystko miało znaczenie i stworzyło poniekąd taką osobistość jak Nero.
Bycie mutantem wiązało się z wieloma wyrzeczeniami - tak jak Viviene mogła się ukrywać ze swoją zdolnością, wpływając tylko nieznacznie na wyniki badań, tak on musiał mieć się zawsze na baczności, by nie spalić swojej przykrywki biznesmena. Mimo tego, że nie miał destruktywnej ani widowiskowej mocy, posiadał bardzo szeroki zakres wpływu na wszystko i prawdę mówiąc, mógłby zrobić z niej niemały show. Od małego był jednak uczony kontroli przez ojca, mutanta, który wpoił mu bardzo ważną rzecz odnośnie tych zdolności: nie można wyłącznie polegać na nich i nie można ich zdradzać w całości, zawsze trzeba mieć ten element, którym można kogoś zaskoczyć.
Jej odpowiedź skwitował tylko małym uśmiechem, który symbolizował wiele rzeczy, ale głównie chyba zadowolenie. Choć byli tak oszczędni w słowach, czuł się wyjątkowo, bo czuł się kochany. Znają się już na wylot i chyba dlatego Giotto reaguje właśnie na takie krótkie wymiany zdań w taki sposób, wiedział bowiem, że w ich przypadku wystarczy jedno spojrzenie, by uczynić coś niezwykłym. Słowa były tylko dodatkiem do tego wszystkiego, a oni sami czerpali niesamowitą radość z samej obecności i spędzaniem razem czasu. To było właśnie to, co wypracowali przez te kilka lat związku - doceniali każdą wspólną chwilę i nie marnowali jej na idiotyzmy w postaci kłótni czy sporów (a jeśli tak, to i tak szybko je kończyli, wracając do poprzedniego stanu rzeczy).
Tęsknota biła od niego na kilometr, o czym Viviene mogła się przekonać dość szybko. Zawsze starał się, by pieszczoty, którymi obdarowywał ukochaną, były jak najbardziej pobudzające. Wyznawał zasadę, że jeśli już coś robić, to zawsze na sto procent i dlatego angażował się tak w każdy pocałunek czy gładzenie dłońmi jej skóry. Po takim czasie wiedział również, co Kanadyjka lubi, dlatego nigdy nie opuszczał ani jednego fragmentu ich zbliżeń.
Wymuszone oparcie się o szybę kabiny było mu potrzebne w jednym celu - chciał się do niej zbliżyć jeszcze bardziej bez ryzyka jakiegoś poślizgu, bowiem na to przestał już zwracać uwagę. Myślał teraz tylko i wyłącznie o niej i o tym, by pieścić ją możliwie jak najintensywniej, dlatego całe swoje siły oraz chęci przekierował na to, co teraz się dzieje między nimi. Choć był po ponad godzinnym treningu, nie czuł żadnego zmęczenia, najpewniej zbudowany napięciem i pożądaniem, domagając się wręcz przejścia do kolejnej części.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Siłownia
Giotto Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 928

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-14, 23:58   Temat: Siłownia
Nero mógł mówić o szczęściu w nieszczęściu, które go spotkało w życiu. Matka go opuściła, gdy tylko nakryła go na praktykowaniu własnej mutacji, ale ojciec zdołał przekazać mu wszystkie prawdy i wartości, które u rodowitych Włochów zdawały się bywać nasilone. To dzięki temu, pomimo faktu, że wychował się w niekompletnej rodzinie, wiedział czym tak naprawdę jest to słowo i jak familię tworzyć. Po latach mocno to docenił, bowiem to właśnie za sprawą ojca, nauczył się rozmawiać z kuzynami oraz z Viviene, która była dla niego najważniejsza na świecie. Kanadyjka również nie zaznała takiego tradycyjnego, normalnego rodzinnego ciepła, co w pewien sposób łączyło ją z Giotto i tym samym, pomimo małych braków w wychowaniu, potrafili wypracowywać kompromisy, które z kolei pozwalały na to, by byli szczęśliwą, kochającą się parą. Było to dojrzałe i dość niezwykłe, biorąc pod uwagę ich zawiłości rodzinne z przeszłości - z pewnością jednak spora zasługa w tym tego, że Giotto choć matki nie miał, dostał od ojca odpowiednią dawkę ciepła, a Viviene chciała świadomie czy nie, tworzyć z nim chociaż namiastkę prawdziwego domu. Wyszło im bardzo dobrze.
Choć bardzo pragnął bardziej normalnego i co najistotniejsze: bliższego życia z żoną, to jednak nie mógł narzekać na to co ma teraz. Tak na dobrą sprawę nie brakowało mu niczego, miał jej miłość, szacunek, cały czas go pożądała, ufała mu bezgranicznie, a w dodatku była taka jak on - była mutantką. Odpowiadał jej tym samym oraz czymś, czego inni nie mogą przy nim doświadczyć. Łagodniał w jej obecności, a w sytuacjach sam na sam starał się być zawsze ciepły i czuły, co kłóciło się z jego aparycją i opinią wyrobioną wśród innych ludzi. Wyjątkowość, tak mógł opisać ich relację, która rozwijała się z dnia na dzień, a on po każdym kolejnym otwarciu oczu i wybudzeniu się, kochał Viviene jeszcze mocniej.
Jak każdy mężczyzna chciał mieć ją oczywiście na własność, ale był świadom tego, że jego ukochana ma pewne powołanie. Nie wierzył w przypadki i utwierdzał się w tym raz po raz, zwłaszcza obserwując perspektywę posiadanych przez nich mocy. Ona leczyła, dosłownie. On wszystkim kierował, dosłownie i w przenośni. Dziwi więc kogoś fakt, że ona jest lekarzem, a on szefem? Nic nie dzieje się przypadkiem - mistrz Sifu z Kung Fu Pandy.
Był bardzo zadowolony z tego, co miało dzisiaj miejsce. Wystarczyło tylko kilka minut rozmowy z nią, by rozjaśniła mu swoim uśmiechem wszystko, a we wnętrzu ciała wywołała w nim przyjemne, choć momentami dziwne i mało komfortowe ciepło. Rozbudzała go jak tylko mogła - pociągała go fizycznie, mentalnie również jej niczego nie brakowało, była bardzo inteligentna, zaradna, silna, stanowcza, a zarazem delikatna. Nie mógł jej odmówić też pracowitości czy ciepłej osobowości, która jednoczyła wszystkich wokół, a jego ujęła szczególnie. Żadna kobieta nie byłaby w stanie wykrzesać z niego tyle pozytywów, co właśnie małżonka, dlatego też ciągle utwierdzał się w tym, jak wielkim jest szczęściarzem i jak bardzo brunetka jest wyjątkowa. Być może był to jakiś znak, że skoro wychował się bez matki, która jest najważniejszą kobietą w życiu każdego człowieka, to może musiał po prostu zaczekać, by otrzymać kogoś jeszcze wspanialszego? Who knows.
Choć zawsze starał się być spokojny i stonowany, gdy tylko dostrzegał jej błysk w oku, natychmiast mięknął. Wystarczył jeden uśmiech, szept albo zwykłe spojrzenie, by zdawał się całkowicie na jej osąd czy wolę, pomimo uważania się za człowieka wszechwiedzącego i starającego się kontrolować wszystko. Za każdym razem, gdy tylko ponownie łączyli usta w pocałunku, przypominał sobie, skąd ma tyle sił do życia i dlaczego chce je spędzić właśnie z Viviene. Być może miał wypaczone zdanie, ale twierdził, że ona robiła wszystko najlepiej, był w nią zapatrzony do tego stopnia, że był skłonny właśnie do takich rzeczy: pieszczot, czułych słów, ciepła i przyznawania się do wszystkiego, pomimo bycia dumnym człowiekiem.
- Sam już nie wiem, czy bardziej zależy tobie, by je mieć, niż mi, by je oddać - odparł spokojnie, prezentując znowu swój mały uśmiech w kąciku ust.
Oddał się pocałunkowi w całości, zapominając dosłownie o wszystkim. Pragnął jej ust i jej całej, a z każdym kolejnym dotykiem, narastało w nim tylko podniecenie oraz pewnego rodzaju ekscytacja. Podświadomość kojarzyła to jako jedno: ona tu jest i jest moja. Stąd też pojawił się również u niego pewien zawód, gdy ta odsunęła się od niego. W tamtej chwili stracił głowę i gdyby nie fakt, że w tym czasie zatonął wręcz w jej tęczówkach, a delikatna dłoń gładziła jego policzek, rzuciłby się na nią bez opamiętania. Szybko jednak tętno znowu narosło, gdy tym razem ona zainicjowała pocałunek, nieco energiczniejszy i bardziej łapczywy niż poprzedni. Rozbudziła go tym samym jeszcze bardziej i teraz nie zamierzał się nawet hamować w niczym, czując, że nie tylko on się w tym momencie rozpala.
Dłoń dotychczas masująca jej udo, powędrowała powoli na tył jej ciała i zaczęła gładzić delikatnie dół jej pośladka. Giotto naparł nieco na żonę, wymuszając oparcie się plecami o jedną z szyb kabiny, która na szczęście dla Kanadyjki była już nieco cieplejsza poprzez wcześniejsze polewanie jej wodą. Pewnym, ale również delikatnym ruchem złapał ją za udo, by następnie unieść jej zgiętą w kolanie nogę do góry. Zaprzestał na moment tańca ich języków, by musnąć jej szyję, policzek oraz ucho swoimi ustami, by chwilę później ponownie zainicjować czuły pocałunek. Nie widział jej dwa dni, a pragnął, jakby nie widział jej co najmniej trzy razy tyle. Z drugiej strony... on zawsze jej pragnął, nieważne czy nie widzieli się dzień, czy pół godziny. Zakochał się, bez pamięci.
  Temat: Siłownia
Giotto Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 928

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-13, 22:33   Temat: Siłownia
Z perspektywy czasu mogło się wydawać to łatwe i wpisane w ich wspólne życie, aczkolwiek przez pewien czas Giotto był zdecydowanie przeciw temu, by tak rzadko się widywali. Owszem, wiedział na co się pisze, ale nie możemy zapominać o tym, że on był Włochem, a ci z kolei bardzo szanują takie wartości jak rodzina, a skoro zdecydował się założyć ją właśnie z Viviene, to liczył też na to, że będą mieli siebie wtedy, kiedy będą chcieli, a nie tylko wtedy, kiedy będą mogli. Koniec końców jednak jego miłość była większa od wszelkich uporów, przyzwyczajeń i życiowych kanonów, dlatego zaakceptował to dużo szybciej, niż byłby w stanie zaakceptować jakikolwiek inny fakt, kłócący się z jego przekonaniami. Duża w tym zasługa jego żony, która nie tyle co wymusiła na nim szybsze dostosowanie się, co po prostu poświęciła się nie tylko jemu, ale również swojej pracy - podziwiał ją za to, że jest taka niezłomna, pracowita i przy okazji taka dobra. On nie należał do najprzyjemniejszych ludzi, prowadził też dosyć agresywny biznes, w końcu klub nocny, nielegalne wyścigi czy liga MMA z pewnością nie należą do łagodnych dziedzin życia, dlatego wręcz potrzebna była mu taka osoba u boku jak Viviene, która go tonowała, ale też nie dała sobie wejść na głowę, a przy okazji była tak naprawdę jedyną furtką do tego, by miał ochotę zmieniać cokolwiek. Jest konserwatywny aż do bólu, aczkolwiek ona jest właśnie tą, która jako jedyna ma na niego tak duży wpływ.
Z czasem, gdy już wszystko zaakceptował co się dzieje wokół niego, nauczył się to również godzić z obowiązkami i organizacją swojego czasu, co w przypadku takich biznesów i tak pracowitej żony, było dość ciężkim zadaniem, wszakże oboje mnóstwo pracowali, a jednak potrafili znaleźć dla siebie jeszcze trochę czasu, nie popadając w żadną chorą rutynę mijania się w drzwiach domu. Lubił mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i prawdę mówiąc z jego włoskiej spontaniczności nie zostało już prawie nic, musiał się przecież dostosować do panujących warunków, a najbardziej na świecie zależało mu na tym, by spędzać z nią jak najwięcej czasu i tylko tak był w stanie to zrobić.
Nawet teraz, gdy postanowił ogarnąć się w łazience, miał jakiś plan. Zostawił drzwi otwarte i Kanadyjka mogła wejść do niego w każdej chwili, jeśli jednak nie pojawiłaby się w ciągu kilkunastu minut, szybko doprowadziłby się do porządku i wyszedł, chcąc natychmiast wznowić kontakt z Viviene. Prawdę mówiąc jednak liczył po cichu na to i spodziewał się wręcz, że żona dołączy do niego i będzie chciała nawet te kilka minut spędzić razem z nim, w końcu nie widzieli się dwa dni, smsów wymieniać nie mogli, bo ona była zabiegana, a co za tym idzie o rozmowach telefonicznych nawet nie było mowy. Stąd też brak zaskoczenia, ale jednocześnie pojawienie się przyjemnego ciepła w środku klatki piersiowej, gdy tylko zarejestrował ją w kabinie.
Instynktownie objął Aedelwine w okolicach dołu pleców i przysunął ją do siebie. Drugą ręką przeczesał jej powoli przesiąkające wodą włosy, którymi tak nawiasem mówiąc uwielbiał się bawić. W tej chwili co prawda nie było ku temu możliwości, bowiem część z nich się zlepiło i nie chciał sprawiać jej kłopotu poplątaniem ich, dlatego ograniczył się tylko do delikatnego mierzwienia ich.
Nie da się opisać uczucia, jakie towarzyszyło mu, gdy znowu zaczęła do niego mówić i przy okazji przybliżyła się bardzo do niego. Czekał na to bardzo długo i za każdym razem, gdy to się działo, dziękował wszystkiemu wokół, że jednocześnie musiał czekać i już nie musi tego robić. Byli ze sobą już kilka lat, od czterech lat z obrączkami na palcu, a on chyba dopiero teraz zaczynał rozumieć istotę całej ich relacji - tak jakby opóźniony, a jednocześnie przedłużony zapłon, który tlił się i tlił i jak w końcu wybuchł, to trwa to do teraz.
- Jedno Ci nie starczy? - odparł żartobliwie, nawiązując tym do samego siebie.
Obrócił się nieznacznie, by strumień wody nie lał się bezpośrednio na jej twarz i gdy tylko skończył gładzić ją po włosach, ponownie uniósł swoją dłoń, po czym natychmiast pokierował ją na podbródek małżonki i chwycił go w dwa palce. Wymusił lekki zwrot jej twarzy w górę i kiedy osiągnęła ona odpowiedni poziom, pochylił się nieznacznie, by złączyć ich usta w pocałunku. Odpuścił powoli trzymanie jej podbródka i powędrował ręką na dół, głaszcząc delikatnie jej prawe udo. Druga ręka w tym czasie nieznacznie przycisnęła kobietę jeszcze bardziej do niego, wymuszając tym samym jeszcze bliższy kontakt.
Nero przymknął oczy i oddał się całkowicie temu uniesieniu, chcąc przeżywać je możliwie jak najdłużej. Nawet taki ktoś jak on nie poradzi sobie z ukryciem tęsknoty, jaka towarzyszyła mu przez ostatnie czterdzieści osiem godzin. Słowa były nie potrzebne, oni i tak rozumieli się doskonale bez nich.
  Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Giotto Nero

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 658

PostForum: Relacje   Wysłany: 2017-12-13, 18:19   Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Dobry fighter zawsze się przyda, dlatego odpowiada mi to. Skontaktuj się jeszcze z Nate Nero, bo on prowadzi filię Fight Clubu w barze rodziny Nero, dlatego z nim w razie czego już konkrety twoja postać mogła ustalać, także on zajmował się wypłatą należności, etc :D
  Temat: Bar
Giotto Nero

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1651

PostForum: Bar "U Bandyty Keitha"   Wysłany: 2017-12-13, 18:17   Temat: Bar
Sytuacja była wręcz kuriozalna - bracia Nero mieli ukręcić kolejny dobry biznes, poprzez przekabacenie na swoją stronę dwóch wybitnych osobistości, o których ciężko w dzisiejszych czasach. Światem rządzili debile i Żydzi (na jedno w sumie wychodzi), a jeśli chciało się mieć jakieś wpływy, to potrzebne były kontakty, bowiem w tym kraju zawsze trzeba się dogadać, zawsze trzeba coś załatwić, wariackie czasy. Giotto był świadom tego, że nici z biznesów, skoro współudziałowcy urządzali sobie libację, jeden z jego najbardziej zaufanych ludzi wyszedł na ekshibicjonistę, a Adson przywiózł tylko pizzę dla nich. Trzeba było temu zaradzić, nie wolno bowiem marnować czasu kogoś takiego jak Czcigodny z Mazurskiej w dresie Chelsea, dlatego też Nero wyprosił jego oraz Jose Arcadio Moralesa, informując ich, że zaraz stanie się coś złego i Jose musi pociągnąć Tadka za palec, ale może to zrobić dopiero jak wyjadą z miasta. Jak to się skończyło? Wybuchem, który było słychać aż w Seattle, gdy już Czcigodny opuścił miasto.
Giotto złapał się za głowę i patrzył na tych decydentów, którzy popsuli dzisiaj jego plany. To tak jakby ktoś mu ząb wyjebał, bolało w chuj. Niemniej jednak odprowadził wzrokiem Dante, a później spojrzał kolejno na każdego z nich, zaczynając do Nate, kończąc na Enzo, który jako jedyny wcześniej powitał się z nim jak prawdziwy compadre. Jak widać Major naprawdę za nim tęsknił i miał za złe, że żona Gio nie daje mu grać w karty z nimi. Kto jak kto, ale nawet Majonez nie mógł mieć czterech Chaos Max Dragonów w swoim decku, stąd też Giotto był mu potrzebny jak papier w kiblu.
Na szczęście Adson uratował sytuację - tą historię mógłby słuchać na okrągło, dzieje Iron Kicka nigdy się nie nudziły. Niemniej jednak zawiódł się, gdy Enzo nie skumał odpowiedzi z Chujseno no Jutsu, albo obrócił to po prostu w chujowy żart. Pokiwał przecząco głową i nawet się do tego nie odniósł, bo w sumie, co my wiemy o czymkolwiek? Gdybym nazywał się Bob, Jack, albo Sałatka Owocowa, to czy nie byłbym bohaterem?
- Skompromitowaliście się tym wystąpieniem kompletnie - zwrócił się w stronę swojej famiglii, po czym chwycił jeden z kawałków pizzy i zaczął go wpierdalać, jak przystało na makaroniarza.
Następnie spojrzał na Drake, który zaproponował sparing. W ich sytuacji walka z kimś takim jak Giotto, to była jak gra w szachy z gołębiem. Gołąb przewróci wszystkie pionki, nasra na środek planszy i myśli, że wygrał. A skacowany gołąb to jeszcze gorsza opcja, dlatego Shad Rakieta jako jedyny trzeźwy, wypoczęty i ogarnięty z nich wszystkich wygrałby, a to żadna rywalizacja.
- Ty Drake nawet pionków w eurobiznesie nie utrzymasz, a chcesz się lać? - rzucił w stronę kuzyna.
Giotto usiadł na krześle i upił łyk drinka, nie mając zamiaru dodawać nic więcej od siebie. Był z nimi dwie minuty i już go wkurwili. Chociaż tak naprawdę, to chuj z nim. Wkurwili Czcigodnego z Mazurskiej, kwestia czasu, nim nastąpi Final Countdown i rozleje się oranżada po spaghetti.
  Temat: Siłownia
Giotto Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 928

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-12, 21:48   Temat: Siłownia
Giotto był zdecydowanie jednym z twardszych facetów na świecie, dlatego potrafił wytrzymać te czterdzieści osiem godzin bez swojej żony i nie umarł: z głodu, tęsknoty czy nudów. Należy mu się za to na pewno jakiś medal, ale sam fakt tego, że wywalczył sobie wolne akurat wtedy, gdy Viviene musiała pracować dosyć ciężko, był dość frustrujący. I tak dosyć rzadko spędzali ze sobą więcej czasu, ograniczając ostatnio kontakty do kolacji, albo gdy mężczyzna czasem przynosił jej do pracy w porze obiadowej coś z miasta, przeważnie będąc po prostu w pobliżu o danej godzinie. Już nie pamiętał kiedy ostatnio byli ze sobą w jednym domu dłużej niż te kilka godzin i choć tego raczej nie przyzna, to bardzo brakowało mu tego - nie żeby nie przyzwyczaił się do jej trybu życia, w końcu doskonale wiedział na co się pisze, ale pewien niesmak pozostawał nawet pomimo tego, że to akceptował, wiedział o tym i de facto na to się pisał. Stąd też na jego twarzy wymalował się mały uśmiech, który pojawił się wraz z usłyszeniem charakterystycznego stukania butami na dole. Trzask drzwi był słaby, ale i tak dało rade się go usłyszeć. Było cicho, sam Nero preferował trening bez udziwnień typu muzyka czy telewizja w tle, bowiem to go tylko rozpraszało, a skupienie podczas ćwiczeń było rzeczą święta. I tylko tak naprawdę jedna rzecz była w stanie przenieść jego uwagę, nie tworząc przy tym jakiegoś konfliktu - jej powrót był właśnie tą rzeczą.
Mimo tego, że dalej wymachiwał pięściami, okładał worek nogami i ciężko trenował, nasłuchiwał uważnie, czy jego ukochana idzie na górę, czy też załatwia rzeczy na niższych poziomach domu. W duchu cieszył się bardzo mocno, że od razu zawędrowała w miejsce, w którym on przebywał, jednakże jak to on - nie dał po sobie tego poznać, skupił się zatem na swoich ćwiczeniach i po prostu oczekiwał jej w drzwiach, póki nie usłyszy jej głosu, nie uwierzy, że Viviene jest w domu.
Kilka razy uderzył jeszcze worek i wtem usłyszał to, na co czekał od momentu jej wejścia do domu. Kanadyjka wysiliła się na mały żarcik, który on odebrał dość neutralnie, ani go to nie rozbawiło, ani też nie zraziło, sama ocena jednak była dość niemiarodajna, bowiem skupił się tylko wyłącznie na tym, by zarejestrować ją swoim wzrokiem. Jak po czterdziestoośmiogodzinnym maratonie pracy, wyglądała obłędnie. Chociaż z drugiej strony, czy ona kiedykolwiek źle wyglądała?
Chwycił szybko ręcznik wiszący na sztandze i wytarł nim twarz, po której lały się wręcz krople potu. Oddychał głośno i krótko, gdyż od dobrych kilkudziesięciu minut nie robił nic innego, tylko walił w worek, a to z kolei spowodowało u niego utratę sił. Chwilę spokoju wykorzystał na to, by odetchnął głęboko i odwzajemnić krótki pocałunek małżonki, który tak naprawdę już zrobił jego dzień. Wolne lepiej zacząć się nie mogło.
Przetarł ręcznikiem czoło, a później szyję i tors, po czym zawiesił tkaninę na swoich ramionach, obserwując uważnie Kanadyjkę.
- Wziąłem wolne dzisiaj, niech Nate trochę popracuje - odparł siląc się na mały, acz całkiem uroczy uśmiech. - Gdybyś czytała smsy, to byś wiedziała - dodał udając dość spontanicznie obrażonego, co jednak miało marny efekt biorąc pod uwagę dwie rzeczy: fakt, że żona zna go na wylot oraz że nigdy nie wytykał jej tego, jak dużo pracuje, w końcu był z niej dumny i sam przekonał się przecież, jak ważne ma ona zadanie i ilu takich Giotto musiała jeszcze uratować w swoim życiu.
- Pójdę się odświeżyć i zaraz porozmawiamy - rzekł spokojnie, po czym najzwyczajniej w świecie nachylił się i złączył ich usta w czułym pocałunku, nieco dłuższym niż ten pierwszy. Nie musiał bawić się w jakieś miłe słówka, witać ją w domu, przyznać że tęsknił czy też pokazywać jak się cieszy na jej widok. To co zrobił, powinno załatwić wszystko jednocześnie.
Przeszedł obok małżonki i udał się do łazienki, chcąc wziąć szybki prysznic. Drzwi nie zamykał na klucz, wszakże Viviene zaraz może stwierdzić, że chciałaby i tę część dnia spędzić z nim, on nie miał nic przeciwko, ale też nie nastawiał się na to jakoś mocno. Wizja fajna, ale robił to bardziej z przyzwyczajenia, niż raczył ją tekstem podprogowym. Najważniejsze, że ona po prostu jest i najwidoczniej spędzi dzisiaj z nim cały dzień, a to dodawało mu energii i powodowało, że od razu wszystko lepiej wyglądało.
  Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Giotto Nero

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 658

PostForum: Relacje   Wysłany: 2017-12-12, 17:07   Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Może chce dorobić jako zawodnik MMA? Bracia Nero mają swój fightclub, dosyć dobra kasa, musi tylko przyjść, zrobić swoje i tyle ;d
  Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Giotto Nero

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 658

PostForum: Relacje   Wysłany: 2017-12-12, 16:45   Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Na czym Arthur się zna? Bo potrzebni są pracownicy do firmy braci Nero :D
  Temat: Siłownia
Giotto Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 928

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-12, 15:48   Temat: Siłownia
Dzisiejszy dzień z pewnością należał do tych bardziej przyjemniejszych dla Giotto - wolne, pierwszy raz od kilkunastu tygodni. Biznes zostawił braciom, informując wczoraj, że dziś ma zamiar się polenić i jak powiedział, tak zrobił: wstał około godziny dziesiątej, co było niepodobne do niego, bowiem każdego dnia podnosił się z łóżka o godzinie szóstej rano, chcąc potrenować przez godzinę i później pojechać do firmy na ósmą rano. Tej jedyny raz postanowił sobie odpuścić, chcąc dać odpocząć wytrenowanemu ciału, które z pewnością zregenerowało dużo więcej sił, niż przez ostatnie paredziesiąt dni. Koniec końców jednak Nero nie mógł odpuścić sobie odbycia ćwiczeń tego dnia, aczkolwiek postawił na nieco lżejsze oraz ograniczające się tylko do kilku podstaw oraz tłuczenia worka, stąd też po śniadaniu, odpoczynku i przygotowaniu wszystkich rzeczy, pojawił się około godziny dwunastej na swojej domowej siłowni na poddaszu.
Ubrany w czarną koszulkę, długie dresy oraz z owiniętymi bandażami stopami i dłońmi, wszedł do pomieszczenia, po czym od razu odstawił butelkę wody na bok i spojrzał najpierw na bieżnię, a potem na worek. Po krótkiej rozgrzewce, stanął na bieżni i włączył tryb truchtania, by dogrzać odpowiednio mięśnie nóg. Biegał dobre kilkadziesiąt minut z krótkimi przerwami na łyk wody i po zakończonej pierwszej części przygotowań, zszedł z maszyny i dogrzał następnie ręce, rozciągnął się i wykonał kilka dodatkowych ćwiczeń, które pomogły mu odpowiednio przygotować mięśnie do następnego etapu treningu.
Brunet stanął naprzeciw worka treningowego i po oddaniu kilku pierwszych ciosów na zmianę lewą i prawą ręką, zaczął dokładać do serii uderzenia kolanami, piszczelami czy też stopami. Zaczął od spokojnego tempa, z czasem jednak się ono zwiększało i gdy osiągnął odpowiedni stan skupienia, przeszedł do właściwej części, czyli do potężnego okładania wypchanego piachem przedmiotu, chcąc wypocić wszystko to, co zebrało się w nim przez te kilkanaście ostatnich godzin.
  Temat: Siłownia
Giotto Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 928

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-12, 15:25   Temat: Siłownia
  Temat: Bar
Giotto Nero

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1651

PostForum: Bar "U Bandyty Keitha"   Wysłany: 2017-12-11, 23:27   Temat: Bar
Giotto chyba jako jedyny potrafił zaplanować sobie dobrze dzień i czuć się następnego ranka wypoczętym. Zrobił swoje, wrócił do domu, spędził uroczy wieczór z żonką, jeszcze lepszą noc i następnego dnia był pełen wigoru oraz chęci do rozpierdalania łbów. Jak to mawiał jego mistrz: "słyszę nagle "jeb", odwracam się, patrzę, a typ leży w lotkach, trafiony za dyche, muzyczka gra". Nie przeciągając więc podniósł się z łóżka o wczesnej godzinie, jednakże nie dane było mu spędzić więcej czasu z małżonką, która wybyła z ich pałacu dosyć wcześnie, w końcu zawód lekarza zobowiązuje do roboczych maratonów. Zjadł więc coś na szybko i wyruszył przed siebie w stronę zachodzącego słońca ala Mateusz Kijowski.
Postanowił zajechać do firmy, w której nie spodziewał się nikogo spotkać, wszakże jego bracia prowadzili inne tryby życia niż on, mniej poukładane. Dlatego więc sprowadził bardzo ważnego zagranicznego gościa do baru, z którym miał rozmawiać o interesach. Jose Arcadio Morales - kubański pisarz eseista, to była właśnie ta wielka postać. Podjechał swoim Nissanem pod firmę i natychmiast wysiadł, a na zewnątrz czekał na niego Czcigodny z Mazurskiej oraz Jose Arcadio Morales. Weszli do środka i kiedy Nero zobaczył ten burdel, a raczej melinę, od razu tylko westchnął i pomachał przecząco głową, wiedząc, że raczej nie ubije dziś interesu. Goście się rozsiadli wygodnie, a on ruszył szybko po jakąś szczotkę, żeby tu uprzątnąć, w końcu wstyd. Otwiera, a tam morda Nightdrivera Six z jakąś loszką. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że tym razem nie puknął jej na tylnym siedzeniu swojej alfy romeo z przyciemnianymi szybami na lawecie, a w składziku. Zszokowany zamknął drzwi i obrócił się na pięcie, po czym zwrócił się w stronę gości:
- To są moi bracia, popierdoleńcy - przedstawił wszystkich i przeszedł kilka kroków po barze.
- Deal obgadamy kiedy indziej, przepraszam panów bardzo - Czcigodny był gotów wystawić palec, ale Giotto nie był gotowy za niego pociągnąć, skończyło się więc na umówieniu biznesu kiedy indziej.
Nero zamknął drzwi i westchnął lekko, po czym spojrzał na swoich braci.
-Zrobić wam Chujseno no Jutsu, czy jak? - warknął wręcz w ich stronę, po czym wziął do ręki szklankę, nalał sobie whiskey i wypił duszkiem. Musiał to zrobić, nie było innego wyjścia.
  Temat: G.
Giotto Nero

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 304

PostForum: Informatory   Wysłany: 2017-12-11, 03:08   Temat: G.
(1) nowa wiadomość od Gio
TREŚĆ
  Temat: Giotto Nero
Giotto Nero

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 403

PostForum: Informatory   Wysłany: 2017-12-11, 03:06   Temat: Giotto Nero
Giotto Nero
alias Lord Outworld lat 34
Choroby i alergie:
Brak
Obrażenia:
Brak
Frakcja i pozycja:
Właściciel baru u Bandyty Keitha
Zawód:
Biznesmen
Rodzina:
Ojciec - Salvatore Nero
Matka - Amelia Nero
Żona - Vivien Aedelwine-Nero
Kuzyn - Dante Nero
Kuzyn - Nate Nero
Kuzyn - Enzo Nero
Kuzyn - Drake Nero
Opis mocy i poziom mocy: Kontrola Kierunku
Operowanie kierunkiem daje mało widowiskowe, ale bardzo zróżnicowane możliwości. Giotto jest w stanie nadawać, zmieniać, usuwać oraz manipulować dowolnym kierunkiem obiektów materialnych i niematerialnych, dzięki czemu jest w stanie na przykład zmienić tor lotu lecącego w niego przedmiotu. Nie ma tu ograniczeń odnośnie zasięgu czy wielkości obiektu, bowiem operuje on tylko jego kierunkiem. Jak każda z mutacji, ma ona jednak swoje pewne limity. Nero nie jest w stanie:
- Operować więcej niż dwudziestoma obiektami na raz (przykładowo, jeśli leci w jego stronę dwadzieścia kamieni, jest w stanie zmienić zmienić kierunek każdego z nich, jeśli jednak jednocześnie leci w jego stronę dwudziesty pierwszy - nie jest w stanie na niego zadziałać, o ile w danej chwili kontroluje dwadzieścia innych kierunków);
- Zmianiać kierunku w przypadku takich rzeczy jak czas (dlatego nie może go cofnąć ani przyspieszyć), rozwój (nie może zatem nikogo postarzeć albo odmłodzić, co tyczy się również roślin), ani na umysły (dlatego nie może kontrolować myśli kogokolwiek);
- Leczyć ran (nie może cofnąć ani przyspieszyć gojenia się ran swoich czy kogokolwiek innego);
- Rozmontowywać obiektów (jeśli został przedmiot stworzony, to nie może go sprowadzić do stanu sprzed złożenia, np. w przypadku broni - nie może rozmontować broni, a wyłącznie sterować kierunkiem, w który się mierzy);
- Korzystać w nieskończoność ze zdolności (nawet jeśli nie korzysta ze swego limitu, to i tak musi zrobić sobie jeden post przerwy co każde trzy posty użycia mutacji).

Jak w przypadku każdej mocy, nadużywanie jej skutkuje standardowymi bolączkami takimi jak migreny, lecąca krew z oczu czy nosa, zmęczenia, omdlenia czy też kasłanie krwią. Rozważne korzystanie jednak z niej i ciągły trening, który trwa nieprzerwanie od wielu lat, pozwala mu na stałe zwiększanie swoich limitów.

Możność użytkowania tej zdolności objawia się w prostej liczbie: dwadzieścia. Jest w stanie ciągiem kontrolować dwadzieścia różnych kierunków, w dowolnym odstępie czasu - jednocześnie, po kilka, pojedynczo. Kiedy zużyje swój limit na przykład w trzech postach (w pierwszym przechwyci 10 kierunków i w dwóch kolejnych po 5), musi odczekać jeden post, by móc zresetować swój limit. Jeśli nie odczeka i będzie próbował dalej użytkować mutacji, pojawiają się pierwsze oznaki zmęczenia; w zależności od tego ile próbuje przechwycić kierunków po osiągniętym limicie, dochodzą do tego duszności, krew i tak dalej.
W skrócie - po każdych dwudziestu zmianach kierunku, musi odczekać jeden post. Dodatkowo warto nadmienić, że jeśli jednak w trzy posty zużyje przykładowo piętnaście kierunków i odpocznie w następnym, to limit ten znowu się zeruje. Innymi słowy: każdy post odpoczynku zeruje jego limit.

Dodatkowe umiejętności:
multimistrz sztuk walki (karate tradycyjne, jeet kune do, krav maga, taekwondo, wushu, sambo i boks), lingwista: zna włoski, rosyjski i angielski, świetnie prowadzi samochody i motocykle, dobrze strzela z broni palnej, niesamowita inteligencja oraz opanowanie własnego ciała do perfekcji
Mocne i słabe strony:
Zbytnia pewność siebie, arogancja, nieufność, despotyczność, żaden z niego naukowiec, typowy mieszkaniec miasta - wieś to nie jego świat, agresywność, brutalność, ale ma też swoją łagodniejszą stronę. Stara się być spokojny, gdy sytuacja tego wymaga.
Przyjmowane leki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Cele życiowe:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Marzenia:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Giotto Nero

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 658

PostForum: Relacje   Wysłany: 2017-12-11, 02:55   Temat: Non c'e spazio per i dilettanti
Giotto Nero

Biznesmen, właściciel baru u Bandyty Keitha, filantrop, kubańśki pisarz eseista, mistrz Tekkena, sztuk walki, Włoch z krwi i kości
pozytywne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
negatywne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
neutralne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji

 
Strona 1 z 2
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10