Imari Blanc - 2019-12-06, 11:10 Popatrzyła na niego, przez moment nic nie rozumiejąc, po czym rozesmiala sie przez łzy.
- jesteś głupi. Chodź tu - pociągnęła go do siebie, cmoknęla w policzek i wtulila w chłopaka ponownie.
- nic sie nie stało, po prostu... się cieszę - wyjaśniła, nadal przytulona. Jak miała to lepiej wytłumaczyć? Chyba się nie dało. A przynajmniej teraz jakoś nie miała do tego głowy.Vincent Edams - 2019-12-06, 11:21 Nadal nic nie rozumiał! Nie dość, że płakała, to niby się cieszyła, a to on w tym wszystkim niby był głupi !
- Nie rozumiem - zamarudził cicho, ale znów wsadził nos w zagłębienie jej szyi. Jakoś lubił to miejsce, choć w sumie to nie wiemy, co Imari na to. To było jednak miejsce, którego nie udostępnia się każdemu.
Vincent w głowie analizował, co w zasadzie się wydarzyło. Myślał, myślał...aż w końcu odpuścił. Bo on za zazwyczaj za dużo myślał. Więc przestał.
- Ja też się cieszę...tak mi się wydaje - wyznał, bo chyba było to uczucie o którym mówił.
A temu wszystkiemu przypatrywała się Pepper, która miała zaciekawione "??" na mordce.Imari Blanc - 2019-12-06, 12:22 - Nie musisz - nadal była rozbawiona jego reakcją. Cmoknęla go ponownie policzek, jakoś tak odruchowo. Chyba po prostu nie mogła się powstrzymać, widząc jego reakcję na prezent i to, że SAM Z SIEBIE ją przytulił. I to nie w ten niezręczny, spięty sposób, tylko tak po prostu.
Nie przeszkadzało jej, że tak się przytula, być może zwyczajnie nie zwracała na to specjalnej uwagi.
- To dobrze - cofnęła się w końcu. Oczy nadal miała mokre, ale wydawała się zadowolona. Spojrzała na zdziwioną Pepper i wyciągnęła do niej rękę, by ją pogłaskać. Obydwoje zresztą z Vincem siedzieli na podłodze, więc obecnie mogli drapać psa ile wlezie.
- A płaczę, bo.. - zamilkła na chwilę i pokręciła głową, nie mogąc znaleźc słów - Bo ciesze się, że prezent ci się podoba. I bo myślałam, że.. miną wieki, zanim znów bedziesz chciał kogoś dotknąc. Trochę.. się tego bałam. Tego co musiało się stać w DOMu. I ile czasu zajmie nam.. naprawienie tego. Vincent Edams - 2019-12-06, 13:19 Takiej ilości czułości, to on nie dostał od wielu lat i chyba czuł się tym przytłoczony. O dziwo, nie miał żądnych niemiłych flashbacków, ale jakoś tak...czuł, że uszy ma dziwnie czerwone.
-Czyli...można płakać ze szczęścia i to jest okej? - upewnił się
Gdy wspomniała o ataku na DOM, przez jego twarz przemknął cień, który jednak szybko gdzieś umknął. Dziś był jego pierwsze urodziny na wolności! Ani myślał zaprzątać tym sobie głowy. No i halo! - nie codziennie się ma dwudzieste pierwsze urodziny.
-To...coś o czym nie chcę gadać - powiedział powoli, bo myśl, że miałby jej zdradzić, co było w wizji, była....no co najmniej niezachęcająca - Nigdy.
Nie wyglądał jednak, jakby miał się nachmurzyć i tą myślą zepsuć sobie ten ładny dzień.
- Więc...jestem pełnoletni - zauważył, jakże słusznie. Nie żeby w obecnej sytuacji, to coś zmieniało. Nadal nie mógł iść do publicznego baru i dać sobie w palnik. Zresztą....nie lubił alkoholu i ze swoimi skłonnościami do agresora, nie powinien pić.Imari Blanc - 2019-12-06, 13:30 - Można - przytaknęła.
Pepper wpakowała jej się na kolana, więc Imari usiadła wygodniej i zaczęła głaskać psa. Zmarszczyła na chwilę nos..
- Wiem, wiem. Nie chcę cię tym teraz stresować - pokręciła głowa. Być może kiedyś do tej rozmowy dojdą, ale nie zakładała tego w najbliższej przyszłości.. Nawet nie tej najbliższej. Tak czy siak, kiedyś bedzie trzeba coś z tym zrobić. Chociaz nie teraz.
- Jesteś. Mógłbyś iść do pubu na piwo na przykład.. W sumie, na dole chyba sa alkohole.. - zastanowiła się. Mógłby napić się "legalnie" czegoś z proentami! Nie namawiała jednak.
- A oprócz tego to.. nic się nie zmienia. To tylko wiek - wzruszyła ramionami.Vincent Edams - 2019-12-06, 14:12 Oj Imari musiałaby się bardzo postarać, by to z niego wyciągnąć. To było najgorsze, najbardziej upokarzające i traumatyczne przeżycie w jego życiu, a pamiętajmy, że w repertuarze AlterGen były pozbawianie godności człowieka, próby wytrzymałościowe ponad ludzkie możliwości , sukcesywne zwiększanie progu bólu i inne ciekawe eksperymenty z mutazyną.
- Tak po prawdzie...to nie lubię pić. A raczej nie powinienem - wzruszył ramionami -Wektory i ja robimy się wtedy trochę...wojownicze - skrzywił się - Więc w sumie nie zmienia się nic.
Patrzył dłuższą chwilę na Imari. Na jej krótkie włosy, które wcale mu nie przeszkadzały, na bliznę, która była dowodem, że kobieta ufała ludziom za bardzo, na jej nieco wątłą sylwetkę, na palce, które gładziły sierść Pepper.
- Teraz ty zamknij oczy - powiedział do niej, z wyrazem twarzy, z którego nic nie dało się wyczytać.Imari Blanc - 2019-12-06, 14:15 Parsknęła lekko.
- No tak, to nie byłby najlepszy pomysł.. Wojowniczy bardziej niż zwykle mógłby się źle skończyć dla kogoś - wydawała się jednak rozbawiona, zerkając na niego, bo zajęta była psem. Tak, nadal chciała psa! Nie miała jednak takiej możliwości, więc nacieszała się wizytami u Edamsa. Mogła wtedy pobawić się z Pepper przy okazji spędzania czasu z Vincem.
- Hm..? - uniosła brwi, trochę zdziwiona. Popatrzyła na niego moment, ale zamknęła oczy, sama nie wiedząc czego się spodziewać.Vincent Edams - 2019-12-06, 14:28 Edams, szczęśliwie dla Imari, nie miał zamiaru jej ograniczać kontaktu z Pepper, ani nie był o nią zazdrosny. Fakt, była dla niego ogromnym wsparciem, zwłaszcza na początku, gdy myśl o byciu kogoś blisko, przyprawiała go o drgawki. Łatwiej było mu się oswoić z kontaktem, gdy było to zwierze, które nigdy mu nie zrobiło krzywdy. Teraz Pepps, nie była już szczeniaczkiem a sporej wielkości psem, z super fąfelkami, które uwielbiał tarmosić.
Gdy Imari zamknęła oczy...siedział w bezruchu, obserwując ją. Pięć razy zdążył zmienić zdanie, czy chce to zrobić, ale ostatecznie ciekawość wygrała. Wziął głęboki oddech, policzył do pięciu, by jeszcze raz nie zmienić zdania, po czym wychylił się i niespodziewanie delikatnie...musnął jej usta. Świat na moment się zatrzymał...po czym odsunął się znów.
- Ok już.
Nagroda dla Ameby Kontaktów Międzyludzkich trafia doooo!Imari Blanc - 2019-12-06, 14:48 Zupełnie nie miała pojęcia czego się ma spodziewać, ale ufała Vincentowi na tyle, by zrobić o co prosił. W końcu to nic takiego, a przecież sam Edams nic jej nigdy specjalnie nie zrobił. Ha, nawet za pierwszym razem nie rzucił nią o ścianę! To już był cud. Chociaz wtedy wyglądała w ogóle jak chodząca tragedia, co działało na jej korzyść w tej sytuacji.
Na pewno jednak nie przeszło jej w ogóle przez myśl, że Vinc będzie chciał.. ją pocalować?!
zdążyła unieść jedną dłoń, ale chłopak odsunął się zaraz. Otwarła oczy.. policzki miała czerwone, bo.. no, co ona niby ma zrobić? Spojrzała na niego i opuscila te uniesioną rękę na sierść Pepper.
Co
ona
ma
zrobić?Vincent Edams - 2019-12-06, 15:14 Well, that's awkward. Co prawda nie spodziewał się jakiegokolwiek odzewu z jej strony, czy działania, ale...coś tam mogła chyba powiedzieć? Bo póki co,wyglądała jak wychudzony, dojrzały pomidorek.
- Uau, ale jesteś czerwona - podsumował kolor jej twarzy - Serio, niemal czuję od Ciebie buchający gorąc
On sam, nie wyglądał na zbyt speszonego swoim zachowaniem, ani jej reakcją, czy raczej jej brakiem. Jakby nic się nie stało. Jakby to było jakieś interesujące doświadczenie. A może po prostu nie umiał tego okazać?
- Wiesz...możesz się odzywać. Przecież cię nie ugryzłem. - sięgnął za ucho Pepps i podrapał ją, ku uciesze zwierzaka.Imari Blanc - 2019-12-06, 15:22 Obserwowała go faktycznie czerwona i bez słowa, ale Vincent nie wydawał się speszony czy cokolwiek innego. Jakby nic się nie stało. Zwykle, jeśli już pokazywał jakies emocje, to jakie by nie nie były, były dość wyraźne. Więc co teraz? Powinna z nim o tym porozmawiać?
- ...Nie, nie ugryzłeś- potwierdziła, nadal nie wiedząc co odpowiedzieć. Wpatrywała się w psa, pewbie nadal czerwona.
Po kolejnej chwili ciszy w końcu odchrząknęła.
- chcesz przejrzeć te książkę..? - zaproponowałaVincent Edams - 2019-12-06, 16:16 No cóż...chyba wszystko było wyjaśnione. On ją pocałował, ona się zdziwiła i zamilkła, on wyjaśnił, ona przyjęła wyjaśnienie i wyglądało, że temat był zamknięty. Prawdę mówiąc myślał,że Blanc, swoim zwyczajem, będzie drążyła "a po co", "a dlaczego"....ale nic takiego się nie wydarzyło. Najwyraźniej więc przejdą z tym zdarzeniem do porządku dziennego.Nie wiedział, czy to dobrze, czy to źle.
- No nie - potwierdził, żeby była jasność, że nie doszło do użycia zębów.
Znów zapadła cisza, po której padła propozycja. Znów się nieznacznie uśmiechnął i nadal nieco krzywo, ale mięśnie twarzy musiały się na nowo tego nauczyć.
- Jasne. Jest świetna - powiedział z zapałem, sięgając po album i otwierając go na pierwszej stronie.Imari Blanc - 2019-12-08, 13:01 Naprawde nie wiedziała jak do tej sytuacji podejść. Tak, Vincent był trochę.. upośledzony w kwestii emocjonalnej i społecznej, ale.. Przez cały ten rok, który spędził w Rebelii bardzo dużo nadrobił. Czytał, uczył się, interesował "normalnym" życiem, na ile mogło one być normalne w ich sytuacji. MUSIAŁ więc wiedzieć co zrobil. Tak? Tak..? Wiedziała, że będzie musiała z nim porozmawiać, ale chwilowo.. nie miała pojęcia jak.
Obserwowała go przez chwilę, gdy siedział z książką w dłoni, a potem dosiadła się obok, usadawiając się wygodnie. Oparła się lekko o Vinca i spojrzała sama na książkę.
- Nie miałam czasu jej dokładnie przejrzeć.. Powinny być tu miejsca w obu Amerykach, które warto zobaczyć. Zabytki i wszelkie cuda natury, parki narodowe i tak dalej. Razem ze zdjęciami i informacjami i w ogóle - wyjaśniła.Vincent Edams - 2019-12-08, 18:18 Zupełnie nieświadomy tego, jak bardzo zajął tym czynem, myśli Imari, przeglądał z zapałem album. Delikatne wypieki na twarzy, zdradzały, jaka radość mu to sprawiało.
- W pierwszej kolejności, chciałbym zobaczyć to - wskazał na Kanion Kolorado.
Ciekawe kiedy będzie mu to dane. Nie dość że ścigało go AlterGen, to teraz jeszcze był na listach DOGS. Opuszczenie miasta było wręcz nierealne...
A co dopiero Stanów?
- Chciałbym tyle zobaczyć....- mruknął pod nosem - Chcę zobaczyć cały świat.
Jeżeli chciała porozmawiać o tym pocałunku, to musiała sama podjąć temat, bo on chyba nie miał zamiaruImari Blanc - 2019-12-08, 18:22 - Naprawdę? Dlaczego akurat Wielki Kanion? - zainteresowalą się, zajmujac swoje myśli czymś innym niż to, co się stało. Widziała, że Vincent nie ma z tego tytułu żadnych problemów i zastanowień, jakby po prostu.. zrobił co chciał i tyle. Nie wiedziała jak to odebrać. Nie sądziła, że był kiedykolwiek wcześniej w jakiejkolwiek romantycznej relacji.
Westchnęła.
- Chyba nie tylko ty o tym marzysz.. patrząc na sytuację mutantów. Cały czas mam nadzieję, że kiedyś się uda. Jak nie my, to może nasze dzieci.. czy coś. - kolejne westchnięcie, patrząc w książkę z pięknym zdjęciem wielkiego kanionu.