zakończone - There's an endless road to rediscover
Imari Blanc - 2018-06-26, 13:06 - Wiesz, że czasem jak się ciebie słucha, to odnosi się inne wrażenie? - migrena migreną, ale dogryzanie bratu chyba nigdy jej się nie znudzi, nawet po tylu latach i nawet jeśli są dorośli. Brakowało jej tego, chociaż nie myślała o tym przeciez na codzień ani nic takiego, w końcu tyle lat to nie byle co. Żyla, wiec przeszła nad tym do porządku dziennego - jako tako, żeby móc robić coś więcej niż użalanie się nad sobą i tak dalej, bo to nie miało sensu.
- Jakie? - Marceline zapytała od razu. Jasne, mogły być pokłócone, ale.. Cóż, tak, była altruistką i potrafiła by pomóc zapewne nawet najgorszemu wrogowi, jeśli tego by wymagała sytuacja. Kiedyś zapewne odwróci się to przeciwko niej i będzie żałować, na razie jednak..
To tez nie tak, że była glupia, po prostu chciała pomagać tam, gdzie mogła i komu mogła, a każdy mógł kiedyś potrzebować jej pomocy. Jej moc tylko do tego się nadawała. I tak, czasem to bolało i denerwowało.William Hopper - 2018-06-27, 17:31 - Wiem, zwykle mój geniusz jest wręcz nieodróżnialny od boskiej wszechwiedzy - rzucił tonem cierpiącej, nigdy niezrozumianej jednostki wybitniejszej od środowiska, celowo przeinaczając słowa siostry. Przeinaczając? Przecież ona z pewnością właśnie to miała na myśli. W końcu, żeby wątpić w geniusz własnego, starszego brata? Kto to widział?
Cóż, Will uwielbiał takie przepychanki słowne w każdej ilości. Ba, stanowczo wolał je od zwykłych rozmów. Może po prostu bycie złośliwym i doszukiwanie się dziury w całym sprawiało mu przyjemność. Może to był po prostu jakiś jego pokrętny sposób okazywania sympatii. Kto tam wie, co w zasadzie siedziało w tej hopperowej głowie i w jak pokrętny i niepojęty sposób dla normalnych, zdrowych emocjonalnie ludzi to się z niej wydostawało.
- Potrafi się teleportować. Wiem, że bardzo ją to męczy i chociaż Claire w życiu się do tego nie przyzna, nie panuje nad tym - dodał.
Teoretycznie, to nie brzmiało szczególnie niebezpiecznie, ale wystarczyło się chwilę zastanowić, żeby zobaczyć jak najmłodsza z Hopperów kończy pod kołami ciężarówki czy przedzielona ścianą na pół. A oprócz tego, mogła po prostu wycieńczyć swój organizm nadmiernym wysiłkiem. Świetnie. Przynajmniej w przeciwieństwie do innych ze swojej rodziny w skutkach ubocznych jej mocy nie było umieranie per se, to po prostu było... powikłanie po nich. Po prostu świetnie.Imari Blanc - 2018-06-27, 18:24 - Tak, jestem pewna, że tak właśnie myślisz - złośliwości były łatwe, bo dawały w prosty sposob maskować swoje uczucia i problemy, znała to doskonale, a William przez te lata najwyraźniej został mistrzem złośliwości, co wiele o nim mówiło.. I to całkiem smutne, przynbajmniej tak uważała Imari.
- Teleportację? To brzmi jak dość problematyczna umiejetność, jeśli nie ma nad nią kontroli - zmarszczyła nos zastanawiając sie nad tym, wyobrażajac sobie wlaśnie takie pojawienie sie wprost przed tirem albo zniknięcie przed patrolem DOGS albo cokolwiek innego co mogloby generować ogrom problemów, które wcale nie były im potrzebne. Ani nikomu innemu tak naprawdę.
Westchnęła cieżko i siegnęla po ostatniego Reese's, spojrzała w paczkę i podała go Willowi.
- Czyli jednak trzeba nam będzie się spotkać. Gdzie ona jest? - zapytała, nei mając pojęcia czy siostra dołączyłą do bractwa czy nie i gdzie się obecnie znajduje.
- Czy ona w ogóle chce pomocy czy będe musiała się z nią użerać gorzej niż z tobą, a potem przeprowadzać sesje siłą z marnym efektem? - dodała zaraz, bo to całkiem ważna informacja, której nie miała, a która robiła ogromną różnicę w jej pracy, jako powiedzmy, że hipnotyzera czy jakkolwiek to nazwać.William Hopper - 2018-06-27, 20:44 - Jak dobrze, że zawsze mam trzeźwy i obiektywny ogląd na sytuacje - stwierdził, szybko odbijając piłeczkę. Przecież nie odda siostrze tej satysfakcji z wygranej potyczki słownej, prawda? Może i cała masa rzeczy się zmieniła, ale ciągle był równie uparty co dawniej. Nie lubił odpuszczać, zwłaszcza w takich błahych sprawach, gdzie nie miał nic do stracenia.
- Mówiłem jej to, ale ona nieszczególnie chce mnie słuchać, a nie miała jeszcze nigdy wystarczająco poważnego wypadku, żeby samej nabrać rozumu - rzucił. To był chyba problem całej ich rodziny, byli stanowczo zbyt uparci i zbyt trudni do wytrzymania. A podobno byli z normalnego domu i mieli zdrowe dzieciństwo - a przynajmniej Hopper zawsze to widział w ten sposób. Może ich rodzice byli równie trudni co ich dzieci, a Will po prostu przez te wszystkie ciężkie lata wyidealizował swój dom. W zasadzie, to nie byłoby takie dziwne... ale nie, to nie miało miejsca. Hopper nie miał na to sensownego wyjaśnienia, po prostu tak czuł. Chyba nie zniósłby myśli że jego tożsamość, wszystko czego tak kurczowo trzymał się przez ostatnie jedenaście lat, tak naprawdę była fałszywa.
- Dzięki - powiedział, biorąc ostatnią czekoladkę. - Jest w Seattle, ale za niedługo wraca do Kanady. - ...a przynajmniej miał nadzieję, że niedługo wraca do Kanady. W końcu tam miała dom, tam miała swoje życie i - przede wszystkim - tam było bezpieczniej. Nie mógł powiedzieć, że nie skorzystał na jej powrocie do domu, ale naprawdę, nie powinna była tego robić.
- Hej, przecież wcale... - zaczął się bronić, ale odpuścił sobie w połowie zdania. Niech Mercy myśli sobie co tylko chce. - To jest Claire. Uważa, że nie potrzebuje tego, myśli że jeżeli nie będzie używać mocy, to ta magicznie przestanie istnieć. Od jakiegoś czasu próbuję ją uświadomić że to tak nie działa i że świat nie dostosuje się do jej marzeń, ale chyba marnie mi idzie - stwierdził.Imari Blanc - 2018-06-30, 19:30 Parsknęła. Tak tak, trzeźwy, obiektywny i genialny, jak zawsze. Nie zamierzała się dalej przepychać, machnęła jedynie ręką. Niech ma! Głupszym się ustępuje, mama uczyła.
- Czyli to będzie zabawa na siłe? Wiesz, ze to nie jest przyjemne? Na siłę niewiele zrobię. Mogę zblokować moc, nie mogę jej pomóc. A i to nie powiedziane.. Mam dostęp do tego, co ktoś mi pokaże. Z zablkowaniem mocy mogę próbować na siłę, ale to ma rożne skutki - wyjaśniła od razu.
- Jeśli Claire nie bedzie tego chciała, to nie mam jak jej pomóc. Juz pomijając, że byłoby to całkowicie nieetyczne - tak, upartość chyba krążyła im w żyłach od zawsze, to było widać, cecha rodzinna. Co poradzisz? Nic, trzeba się przyzwyczaić, że każdy z trójki rodzeństwa był tak samo okropnie uparty i nie odpuszczał.
Idealizowanie było częstym przypadkiem, ciężko nie idealizować czegoś, co sie straciło. Ludzka rzecz. I czasem lepiej, zeby to tak pozostało, bo zderzenie z rzeczywistością może być bolesne.
- Mogę zablokować jej moc, jeśli się na to zgodzi. Wtedy odblokować może ją tylko.. Jakaś bardzo silna emocja, inna trauma, coś takiego - westchnęła - Ale póki się nie zgodzi, to nie bardzo cokolwiek będę w stanie zrobić - dodała jeszcze i wzruszyła ramionami.
- Pogadasz z nią? - spojrzała na Hoppera.William Hopper - 2018-07-04, 11:22 A czy ktokolwiek w ogóle śmiał wątpić, że William Hopper zawsze miał trzeźwe, obiektywne i genialne spojrzenie? Przecież to było oczywiste i nikomu nie trzeba było nic ustępować. Należało się jedynie pogodzić z prawdą, jak to zrobiła Mercy.
- Szczerze mówiąc, myślałem, że jakoś ją do tego wspólnie przekonamy - przyznał, drapiąc się po głowie. Sprawa była poważna, ale nieszczególnie podobała mu się wizja w której zmuszali Claire do nauki panowania nad swoją mocą, a na koniec Marceline na siłę wdzierała jej się do głowy. Może gdyby ich najmłodsza siostra była w jakiejś kryzysowej, niebezpiecznej sytuacji, gdzie jej moc byłaby o krok od zabicia jej... ale i tak nie byłby szczególnie zachwycony. Miała prawo podejmować własne decyzje, nie ważne jak idiotyczne by one były. Miała swoją prywatność. Wpuszczenie siostry do głowy naprawdę sporo kosztowało Hoppera, a Claire, jakimś cudem, chyba była równie skryta co on i równie mocno by jej się to nie uśmiechało. Gdyby to wszystko miało dziać się jeszcze na siłę, bez jej zgody... Nie. To był fatalny pomysł.
Hopper nie miał pojęcia jak miałoby wyglądać to blokowanie, ale założył, że po prostu jak zablokowanie możliwości użycia mocy. Coś, co mogłoby działać na osobach, które mają aktywne moce, tak jak większość mutantów. Zablokowanie pstryczka, guzika, jakkolwiek to sobie właściwie wyobrażali. dobre rozwiązanie dla kogoś takiego jak Claire, ale nieskuteczne na niego. Psychiczna blokada przed zrobieniem czegoś, a nie biologiczny brak możliwości.
- Skoro chce się tego pozbyć, myślę, że się zgodzi - zauważył. - Spróbuję z nią pogadać, ale niczego nie obiecuję. Nieszczególnie chce ze mną rozmawiać.
To było właściwie dość naturalne i łatwe do przewidzenia, zwłaszcza po jedenastu latach milczenia, ale w porównaniu do tego jak szybko między nim i Mercy było jak dawniej, to wydawało się cholernie dziwne.Imari Blanc - 2018-07-24, 19:57 Westchnęła ciężko, marszczac wyraźnie nos, nie ukrywała swojego niezadowolenia z tej sytuacji, ale nie zamierzała też odmawiać pomocy, nie bylo takiej opcji. Chyba wtedy można by się zastanawiać kto ją podmienił i co stało się z prawdziwą Imari. Pokiwała głową z westchnięciem.
- Dobrze, nie mamy chyba innej możliwości.. dopóki nie stało się coś... niebezpiecznego - ona panowała nad swoją mocą, Hopper najwyraźniej też. Ale ich najmłodsza siostra nie.. i potrzebowała ich pomocy, nawet jeśli nie byli ze sobą w najlepszych stosunkach.
- Dobrze. Zobaczymy.. Możemy porozmawiać z nią razem - przeczesała palcami wlosy, czuła się dziwnie zmeczona.. ale to pewnie wynik migreny i emocji. Potarła piekące powieki. Uniosla wzrok na Willa i uśmiechnęła się i brat, nawet czasem ze swoim upośledzonym odczuwaniem emocji, mógl być pewien, że tak ciepło to ona się chyba dawno do nikogo nie uśmiechała, bo nawet na taki empatyczny kamień jak on promieniował z niej.. spokój? Zadowolenie? Ciężko to określić, bo taka ilość emocji, i to pozytywnych w 90% jaka sie w niej mieszała była aż ciężka do opisania, ale wylewała się z Imari i było to widać.William Hopper - 2018-07-28, 18:21 - Okay - odpowiedział na te jej wszystkie plany. Dobrze, przynajmniej miał pojęcie co mogą zrobić z ich młodszą, irytującą młodszą siostrą, która myślała, że jeśli wystarczająco długo będzie ignorować problem, to on zniknie. Nie miał zamiaru pozwolić jej zrobić sobie krzywdę z własnej głupoty. Może gdyby byli w Kanadzie, gdzie policja czy lekarze pomogliby jej, zamiast zmienić ją w królika doświadczalnego. Nie miała pojęcia z czym się mierzyła i - najwyraźniej - nie chciała mieć pojęcia. Och, bo tak łatwiej było żyć w swoim bajkowym świecie. Jeśli Claire chciała w nim zostać, trzeba było nie wyjeżdżać z domu. Skoro już była w tym zepsutym, nie najpiękniejszym miejscu, nie mogła udawać, że pachnie cukierkami i watą cukrową. Chciała zaczerpnąć nieco prawdziwego świata? Proszę, oto on.
Mercy zdawała się powoli dochodzić do siebie, z tym szerokim uśmiechem i chyba całkiem niezłym humorem... ale on nie mógł siedzieć tutaj w nieskończoność. Miał swoją pracę. Miał swoje obowiązki, a spędził tu naprawdę sporo czasu. Niestety, to szare, nie najpiękniejsze życie musiało się prędzej czy później do niego odezwać i zrobiło to za sprawą zwykłego SMSa. Nie było w nim nawet nic szczególnie istotnego, po prostu nieco informacji dotyczących tego, nad czym aktualnie pracowali informatycy... ale wystarczyło, żeby przypomnieć o rzeczywistości.
- Będę musiał się powoli zbierać - powiedział siostrze.Imari Blanc - 2018-07-28, 20:24 Spojrzała na telefon, który odezwał się w kieszeni Hoppera. Cieszyła się z tego spotkania, nawet jesli musiał już iśc. Nei miała mu tego za złe ani trochę... Raczej cieszyła się, ze pojawił się w ogóle i nie potrafiła przestać się uśmiechać, nawet jeśli czuła się nadal jak kupa. To nic. Powtórzyła by to nadal.
- Jasne. Ale nie znikaj na kolejnych kilkanaście lat, co? - uśmiechnęła się szeroko od niego i pewnie wstała, jeśli już wyglądał jakby się natychmiast zbierać miał.
Nie wiedziala jeszcze tych wszystkich złych rzeczy, nie wiedziała o tym co zwali jej się na głowę w sumie zaraz..
Teraz odkryła swojego brata, całego i zdtowego, ktory ją znalazł i przyszedł na miejsce i mogla go mieć dla siebie przez chwilę! Chcialo jej się plakać i łzy nie wiedzieć jak i kiedy spłyneły po jej policzkach. Uśmiechała sie jednak szeroko.William Hopper - 2018-07-28, 21:13 Uśmiechnął się półgębkiem słysząc przytyk siostry. Może powinien to zrobić tylko po to, żeby uświadomić jej, że ciągle potrafi? Chyba już za bardzo z tego wszystkiego wyrósł. Przestał być tak irytująco uparty, a stał się za to zdeterminowany.
- Postaram się - odpowiedział jej z jakąś nutką rozbawienia w głowie.
Aż ciężko było mu uwierzyć, że kiedy tutaj przychodził był w tak grobowym nastroju. Niestety, nie mógł wiecznie odsuwać problemów na dalszy plan. Znalazł obydwie siostry, były całe i zdrowe... ale jemu samemu nie robiło się lepiej i miał za niedługo umrzeć. Przynajmniej wiedział, że obydwie były całe i zdrowe, że jego rodzina cały czas się dobrze miała. Wystarczyło to wszystko tylko domknąć i nic więcej nie będzie go tutaj trzymać.
Dał się wyściskać siostrze, nawet dał jej chusteczkę na te dziwne i niespodziewane łzy. Nawet nie miał pojęcia jak się czuł z tym, że to on był ich powodem. W końcu, przyszedł moment w którym naprawdę musiał wychodzić, więc pożegnał się, zanim znowu przestąpił próg Króliczej Nory.