Vincent Edams - 2019-01-02, 13:04 Jego słowa o tym, że nie poradzi sobie sam, skwitował milczeniem. Nie miał zamiaru się przyznawać, że w istocie pomoc by mu się przydała. Elementarne braki w wiedzy sprawiały, że duża część materiału, wydawała mu się zwyczajnie niezrozumiała. Z drugiej strony, to by oznaczało, że musiałby się uczyć z...dziesięciolatką. A to był spory cios w męską dumę.
-Powiedziałem, że sobie poradzę - odpowiedział sucho
Trudno. Będzie ciężej i dłużej, ale przynajmniej nie będzie porównywany z tym smarkiem.
- Nie gapię się na na mapę. - tłumaczył niecierpliwie, jakby mówił o czymś oczywistym. - Uczę się jej. Nazwy i położenia Stanów. Każdy powinien to umieć.
Miał silną potrzebę nauki, która go ominęła przez te wszystkie lata. Czasami przyłapywał się na tym, że członkowie Rebelii rozmawiali o czymś, a on nie do końca rozumiał o czym, co było wystarczająco upokarzające.
- Chcę nadrobić zaległości. - odebrał od niego podręcznik i westchnął cicho - A tak już szczerze...po co tu przyszedłeś?
Przecież wiedział, że Nicho nie wpadł na pogaduszki przy kawie, bo Edams się do tego nie nadawał. Czekał na prawdziwy powód jego nocnej wizyty.Nicholas Grenville - 2019-01-02, 21:47 Jeżeli nie chciał się uczyć z dziewięciolatką, to może powiedzieć. Nicholas podzieli naukę chłopaka i dziewczyny osobno. O ile nie będzie miał żadnych misji i zleceń nocnych czy to dziennych.
- Nie bądź samolubnym egoistą. Do niczego Cię to nie doprowadzi.
Zwrócił mu uwagę w odpowiedzi. To że miał schrzanione dzieciństwo, nie miał odpowiedniej edukacji i niewola w organizacji mocno ograniczała jego możliwości, nie powinien swojego dąsania się przelewać na wszystkich. Jakby chciał udowodnić, że sam wszystko potrafi najlepiej.
Przy kolejnych słowach młodego, odezwała się w nim ciekawa mądrość, że Nicholas aż na moment uniósł brew ku górze. Po czym spojrzał przed siebie i zaczął nagle wymieniać:
- Wirginia, Waszyngton, Oregon, Kansas, Texas, Arizona, Kalifornia, Pensylvania, Oklahoma, Iowa, Karolina północna i południowa, Nowy York, Floryda, Indiana, Nebraska... Dalej nie pamiętam. Wspomagam się mapą jak potrzebuję sobie coś przypomnieć.
Wzruszył ramionami i spojrzał na młodego.
- Jak widzisz, nie każdy to umie.
Uśmiechnął się lekko, dzięki czemu sam się sprawdził. W szkole wymagali, ale niestety i Nicholas swojej edukacji nie ukończył i dokształcał się jako wyrzutek społeczeństwa dorastając w innym otoczeniu, które ukształtowało go kierunku łamania prawa.
- Nie bronię.
Krótko stwierdził, nie mając nic przeciwko temu, że młody chce się uczyć. Ale miał dość ciągnięcia na razie tematu o nauce, ciekawym widocznie będąc prawdziwego powody przyjścia Grenvilla.
- Chciałem się zapytać, co byś zrobił, gdybyś spotkał osobę, która przeszła podobne piekło co Ty. Może nie w tak olbrzymim znaczeniu, ale dzieliła to samo doświadczenie z przeszłości, o którym wolałoby się zapomnieć. Vincent Edams - 2019-01-02, 22:18 Spojrzał na niego niezbyt przyjemnie. Gdzie tu był niby egoizm? Egoistą by był, gdyby właśnie żądał prywatnych lekcji, nie zważając na ewentualne plany Nicholasa. A Vincent wręcz odwrotnie, nie chciał. Grenville najwyraźniej używał słów, których nie rozumiał.
Słuchał dalej, jak Nicholas wymienia po kolei stany....a raczej tylko kilka. Gdyby chłopak umiał się jeszcze uśmiechać pewnie by to zrobił triumfalnie. On z pewnością zapamiętał juz mco najmniej trzydzieści.
W końcu jednak zaczął mówić o tym, z czym przyszedł.. I Vincent nie bardzo rozumiał, o co mu chodziło.
- Nie wiem. - odpowiedział spokojnie. - Pewnie nic. Dla mnie by to nic nie zmieniło ani nie cofnęło czasu. - wzruszył ramionami
Obce było mu pojęcie "współodczuwania" Bo co by to niby miało dać? Miałby się poczuć lepiej, bo ktoś inny też przeżył coś okropnego?Nicholas Grenville - 2019-01-03, 18:16 Może nie, że nie rozumiał, ale przez chorobę mógł też nie dobrać odpowiednich słów. Stąd później zdarzą się nie zrozumienia w przekazywaniu informacji.
Mówiąc w końcu o powodzie przyjścia, zadał jedynie pytanie na które otrzymał odpowiedź możliwe że nawet przewidującą. Jak na Vincenta. Po co rozdrapywać dawne rany, o których się już zapomniało?
- Rozumiem.
To mu chyba wystarczało w odpowiedzi, by poznać zdanie chłopaka, jakie miałby podejście do kogoś, gdyby spotkał albo poznał z podobnymi przeżyciami. Niby wcześniej myślał, że może mu o sobie opowie, to jednak chyba zmienił zdanie. Bo to przecież prawda. Czego by od niego oczekiwał? Współczucia? Pocieszenia? Niczego z tych nie chciał Plus, przy takiej chorobie ciężko mu się też myślało racjonalnie.
- To Ci nie przeszkadzam. Ale lepiej byś spróbował zasnąć. Pouczysz się z rana.
Stwierdził i zaproponował. Wstając, gdzie lekko mu się zakręciło w głowie. Zamknął na moment oczy i dotknął dłonią głowy. Przeklął w myślach. Ostatnio często mu się zawroty zdarzały. Jak i jego organizm słabł. Pomimo tego, że jako jeden z niewielu tu chorych, mógł spożywać spokojnie posiłku i płyny. Nie w takiej ilości co zazwyczaj, ale zawsze coś, by nie paść dosłownie. Musiał się trzymać by opiekować Vanessą i Vincentem.Vincent Edams - 2019-01-03, 21:48 Szczęśliwie Nicholas nie zamierzał go przepytywać , czy przybliżać swojej historii, bo to by mogło zadziałać na Edamsa bardzo źle. A przecież nie chcielibyśmy by ta dziwaczna relacja, skończyła się przedwcześnie.
O dziwo, sugestii o pójściu spać wysłuchał i gdy odkładał książkę na podłogę, zauważył, że Nicholas nie czuję się za dobrze.
- Ty też odpocznij - powiedział już spokojniej - Jak Ciebie załatwi, to już będzie kiepsko
W końcu to on otoczył chłopaka opieką, zbijał gorączkę, wmuszał jakiekolwiek płyny, by miał choć odrobinę sił do walkiNicholas Grenville - 2019-01-03, 22:50 I tak stan zdrowia jemu nie pozwalał już na dłuższe siedzenie i rozmowy. Nie można zapomnieć, że też chorował na to samo co jego córka i Vincent. Z tą różnicą, że jego organizm widocznie był na tyle silny, że nie dopuszczał większych objawów. Przynajmniej na razie. Jest z czego się cieszyć, ale z drugiej strony i dla niego było męczące.
Vincent miał rację. Powinien odpocząć. Już raz miał te nieprzyjemne objawy przemęczenia, które pokazywały się w postaci krwawienia z nosa. A teraz z osłabienia.
- Jeśli będzie mi to dane.
Spojrzał na młodego, opuszczając rękę z głowy.
- Postaraj się zasnąć. Jutro do Ciebie zajrzę. Dobranoc.
By go jeszcze pewnie otulił jak młodszego brata czy nawet poczochrał po głowie, ale Vincent tego nie lubił. Nie lubił jakiegokolwiek dotyku.
Nicholas posłał mu lekki ale słaby uśmiech, po czym opuścił jego pokój, zamykając drzwi za sobą. Podpierająć się ściany, dotarł do siebie, gdzie od razu po zdjęciu z siebie szlafroku, sprawdził stan zdrowia córki i czy spała, a następnie sam wlazł pod kołdrę. Zasnął dość szybko. Organizm potrzebował regeneracji.
[z/t]Vincent Edams - 2019-01-04, 09:54 10.12.2018
Choroba przeciągała się już drugi tydzień i nic nie wskazywało na to, by miało się to zmienić. Po dniu wytchnienia, w którym ucięli sobie z Nicholasem nocną pogawędkę, objawy wróciły z całą mocą - gorączka, kaszel, dławienie się żółcią, halucynacje, majaki i kompletny brak kontroli nad mutacją. jeżeli ktoś nie wynajdzie lekarstwa, albo go skądś nie ukradnie, to marny los Rebeliantów. Wpierw prawie sami się wytłukli w wewnętrznym konflikcie, a teraz zżerała ich choroba.
Chłopak przebudził się gwałtownie, cały zlany zimnym potem. Oddychając płytko rozejrzał się po swoim ciemnym pokoju. Nie był już w AlterGen, prawda? A może właśnie był ? Halucynacje zaczynały się mieszać z rzeczywistością i nie był już pewien gdzie jest, co się dzieje i przyrzekłby, że słyszy gdzieś w oddali głos tej dziwki, która ma zabrała 7 lat życia.
Zacisnął powieki, wciskając się plecami w zimną ścianę. Objął kolana dłońmi, chowając głowę w ramiona.
Niech mu ktoś pomoże...niech to wszystko się już skończy...Jamie Duncan - 2019-01-04, 15:09 Tego dnia Jamie spotkał się z Imari wcześniej, by móc ją zawieść pod drzwi samej Rebelii. Ku jego zaskoczeniu była sama, ale szczerze obecność tego byłego goryla mu raczej nie przeszkadzała, rozumiał bezpieczeństwo ponad wszystko. Nie miał bladego pojęcia jak dziewczyna zareaguje na wejście do paszczy słynnej Rebelii, ale po otwarciu drzwi, na pewno mogła usłyszeć już panujący gdzieś kaszel. Duncan od razu zaczął czuć lekkie zaczerwienienia na swojej skórze, do których zaczynał się powoli przyzwyczajać jak tylko ma kontakt z chorymi ludźmi. Wmawiał sobie, że ma jakąś alergię, ale na pewno nie zamierzał jej komentować.
-Witaj zatem w Rebelii, Imari. - odparł i zawtórował mu ponownie jakiś ostry kaszel z góry -Jak słychać, wcale nie kłamałem mówiąc, że wszyscy sobie powoli zdychają. - westchnął z rezygnacją -Pozwól, że zaprowadzę cię do mojego kolegi, który jest jednym z bardziej inwazyjnych i najmniej okiełznany mutantów. -zaczął iść po schodach, patrząc co jakiś czas na dziewczynę, czy aby na pewno nie zamierza dać mu dyla.
Po dojściu pod drzwi, o dziwo panowała ta cisza, według niego.. Przed burzą. Zagryzł lekko wargi i zapukał trzy razy i złapał za klamkę. Ich oczom ukazała się postać młodego chłopaka, który się kulił na swoim łóżku. Jamie lekko podszedł do niego.
-Hej Vinc jak się dziś czujesz? - spytał nawet dość spokojnie jak na niego -Przyprowadziłem ci koleżankę, która może chociaż trochę ci pomoże. Imari Blanc - 2019-01-15, 22:01 Rebelia.. osławiona.. a może i nie. Tak czy siak, to dziwne. Nie powinna się tu znaleźć zapewne. Will ją zabije. Phill też. Polowa Bractwa też. Nawet nie jest w stanie pomóc im na pewno. Cholera. Trudno, musi zrobić cokolwiek, tak?
Szła za Jamiem, zastanawiając się czy wchodzi do brzucha bestii czy raczej nie. Tego się.. chyba.. nie dowie. Oby. Miała dość na jakiś czas.. a mimo wszystko podejmowała kolejne i kolejne ryzyko.. Cóż, albo jest głupia
- Źle.. A jeszcze gorzej, że nic nie można z tym zrobić - westchnęła cicho, nie chcąc by ktos poza Duncanem ją słyszał. Po co miała dobijać chorych i ich rodziny i tak dalej. Jamie za to przyszedł do niej po pomoc, to co innego.
Weszła do pokoju Vincenta, nie kojarząc w ogóle imienia chłopaka z imieniem dziecięcego przyjaciela.
- Hej - podeszła bliżej chłopaka, stając jednak za Jamiem. - Niewiele będe mogła zrobić zapewne.. Ale jeśli pozwolisz sobie choć trochę pomóc - zaczęła powoli.
- Jak działa jego moc? - spytała Jamiego, wiedząc, że chorym zwykle ogromną trudność sprawia mówienie. Nie chciała przemęczać chorego mutanta.Vincent Edams - 2019-01-16, 08:47 Praktycznie każdy mebel, nosił ślady niszczycielskiej mutacji. Jeżeli coś nie było połamane, to z pewnością pęknięte lub leżało w bardzo nienaturalnym miejscu. W powietrzu dało się wyczuć jakieś dziwne wibracje, jakby ruchy powietrza blisko nich. Towarzyszyła temu niepokojąca aura, wywołująca nieprzyjemne ciarki.
Chłopak słysząc przywitanie, wcisnął się plecami mocniej w ścianę. Mimo, że znał ten głos i wiedział, że przecież to Jamie, to nie mógł zapanować nad falą paniki, która nim ogarnęła. Tym bardziej wzrosła, gdy usłyszał, że nie jest sam i przyprowadził jakąś kobietę.
- Zabieraj ją stąd ! - krzyknął do niego.
Duncan był silny, Edams wiedział, że nie jest łatwym przeciwnikiem...ale o tej kobiecie nic nie wiedział.
Pozornie.
- Nie panuję nad tym, nie mogę jej kontrolować...- wydyszał
O ile Jamie miał jakiekolwiek pojęcie o mutacji Vincenta i jej sile, tak Imari nie i mogła szybko stać się jej krzywda.
Wyprostował się i spojrzał na swoją dłoń. Kropla krwi skapnęła na jej wnętrze. Krwotoki z nosa zdarzały się coraz częściej, alarmując o wyczerpaniu organizmu i to był jeden z takich momentów. Chłopak zacisnął palce i stulił dłoń w pięść.
- Nie zbliżaj się. - wymamrotał - I ona też
I wtedy mogła dojrzeć jego twarz- przyjaciela sprzed lat, który ściągnął piłkę z drzewa, skakał po gałęziach, jakby nie podlegał prawu grawitacji i robił wszystko by przekonać jej rodzinę do kupna psa. Ten sam, który narzekał, że nie rośnie i ten któremu przyrzekała, że zostaną przyjaciółmi, dopóki nie umrą.
Choć Edams, zgodnie ze swym dziecięcym życzeniem, był już wyższy (ale nadal nie przerósł Imari), jego twarz nie zmieniła się aż tak bardzo. Była teraz może bardziej męska ale z powodu wyniszczającej choroby blada i wychudła. Największą zmiana zaszła jednak w jego spojrzeniu, które niewiele już miało wspólnego z czymś ludzkim.
Imari znów wyczuła wibracje, niedaleko blizny na policzku. Czy w ogóle go jeszcze pamiętała ? A może , jak to się dzieje w przypadku wielu relacji z młodości, zwyczajnie zapomniała, że był ktoś taki w jej życiu?Imari Blanc - 2019-01-21, 23:55 Rozejrzała się po pokoju, gdy Jamie opowiedział jej o mutacji Vincenta. Niczego jej to nie przypomniało, bo nie wiedziała wtedy, że chłopak jest mutantem. Tyle lat temu.. nie wpadła by na ot nawet, że to on. Nawet jeśli imię było przecież znajome.
- Hej - uśmiechnęła się, cholernie zmęczona do Eddamsa, podchodząc kilka kroków. Rozejrzała się naokoło jeszcze raz a potem kucnęła.
- Spójrz na mnie. Jestem w stanie pomóc ci.. Chociaż na chwię - popatrzyła na Eddamsa, dalej nie majac poejcia kim ten jest. Obecnie o tym nie myslala, nie sadzila ze moze tu znaleźć przyjaciela z dzieciństwa.
- Ale musisz na mnie spojrzeć i utrzymać kontakt wzrokowy przez kilka sekund.. Proszę - wiedziała, ze może oberwać mocą, nawet przypadkiem.. Trudno. Serce waliło jej w piersi jak głupie, to nie było bezpieczne..Vincent Edams - 2019-01-22, 09:43 Gdy Imari zaczęła się zbliżać, wcisnął się w ścianę plecami jeszcze mocniej, o ile było to fizycznie możliwe. Śledził każdy jej krok, jeżąc się bardziej z każdym jej zbliżeniem. Przypominał trochę bite latami, wystraszone zwierzę. Z taką drobną różnicą, że to urocze, wystraszone chomiczątko, mogło ją zabić, gdyby tylko miało siły.
- Przestań… - wymamrotał, zakrywając ściślej ramiona, jakby się bał, że ta zaraz wyciągnie strzykawkę i wbije mu ją bez ostrzeżenia. – Nie zbliżaj się !
Chcąc, nie chcąc, wpatrywał się w nią intensywnie i to wystarczyło, by Imari mogła aktywować moc. Ujrzał czerń nocnego nieba i nagle….wszystko ustało.
Gdziekolwiek teraz był, było tu bardzo jasno i dziwnie. Nie podobało mu się to. Miłą odmianą było za to, że umysł miał dziwnie spokojny, a objawy choroby jakby ustąpiły. Rozejrzał się i podejrzliwym wzrokiem obserwował otoczenie. Dookoła niego krążyły jakieś dziwne czarne smugi. Gdy próbował ich dotknąć, przenikały go, jakby były jedynie iluzją.
Co do…Imari Blanc - 2019-01-25, 22:34 - Jak się czujesz? - spojrzała od razu na Eddamsa, gdy tylko znaleźli się w jego głowie. Rozejrzała się zaraz po tym ,przyglądając się mocy chłopaka. Zmarszczyła na moment brwi ale nie odezwala się. Moc buzowala, niekontrolowana, wcale nie bedąc spokojna, nawet tutaj. Wyglądało to niebezpiecznie, choć takie nie było. Nie tutaj.
- Nie mogę ci pomóc - odpowiedziała wprost - Jestem wykończona. U nas jest troche lepiej, ale jestem jedyną osobą, która może coś zrobić.. Mój brat.. - wzruszyła ramionami - Nieważne. Mogę neiznacznie zblokować ci moc. Pomoże.. Na godzine? Dwie? Maksymalnie. I to przy dobrych wiatrach - zaproponowała, patrząc na Vincenta, nadal nie łącząc go z tym chłopcem z.. dawien dawna. A może powinna? Z drgueij strony minelo tyle czasu, stało sie tyle rzeczy, że ciezko jej się dziwić. Tym bardziej, że on też jej nie poznał. Nie mogła wiedzieć, że to przez to co mu zrobili.Vincent Edams - 2019-01-26, 10:24 Obserwował uważnie, nieznajomą mu kobietę i żadna, szczególna emocja nie wpłynęła na jego wyraz twarzy. Słuchał uważnie każdego słowa, wypowiedzianego przez Imari. Oni....są niemożliwi. Nicholas, Vanessa, ta tutaj. Tu nie trzeba żadnej siły militarnej, by zniszczyć mutantów - oni sami z siebie się wykończą, lub pozabijają.
- Nie rozumiem - powiedział spokojnie, wstając. Te czarne smugi, otaczające go, były całkiem fascynujące.
Zapewne niewiele dało się zrozumieć z jego słów, więc uznał, że trzeba rozwinąć swoją dość zwięzłą myśl.
- Durna jesteś. Wiesz, że jesteś wykończona, że taki wysiłek może ci wręcz zrobić krzywdę, a jednak przyszłaś, pomóc kogoś, kogo nigdy nie widziałaś na oczy - mówił spokojnie, obserwując ją.
Nie zbliżał się, nie zmniejszał dystansu.
- Chcesz podjąć nadludzki wysiłek, by pomóc obcej osobie, na góra godzinę, dwie. Jakaś Matka Teresa jesteś?
Przez moment miał deja-vu. Jakby kiedyś już to powiedział. Dziwne. Zwykle nie używał tego stwierdzenia. Czy to coś z przeszłosci?Imari Blanc - 2019-01-28, 22:10 - Mhm - ptzytaknęła, nie widząc sensu zaprzeczania. Stała tu, w jego głowie i chyba nie dało się powiedzieć, że tego wcale nie robi. No nie dało. Jak przyłapać dziecko jedzące czekoladę, które chowa ją za plecy i mówi, że nic nie jadlo.
- Ciesz się tym, jak się tu czujesz. Długo tego nie utrzymam. Zamknę moc jak mogę.. ale to da minimalną różnicę - skwitowała tylko, bo co miała mu powiedzieć? Skupiła się, zaczęła zbierać jego moc, ściagać czarne smugi do siebie i zamykać je w bardzo, bardzo nieszczelnej kuli. Naprawdę da mu to maks godzinę..