To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - If you're going to San Francisco

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:44

Właściwie mógł rozdrabniać się na małe szczególiki. Ludzie cieszący się z rzeczy małych byli przecież bardziej szczęśliwi, prawda? Nie powiem, że dla Sahira nie było rozróżnienia na te szczęścia małe i duże, bo były, tylko równie mocno potrafił celebrować nawet tak prozaiczne rzeczy jak rozmowa - ta przyjemna, która odbyła się w tym barze, w tej chwili, z tą właśnie osobą.
- Za rozmowę. - Za bycie, za towarzystwo. Dla niej była to rozmowa pijanej kobiety, chwilami niewyraźna, ścięta, a on nie widział żadnych urwanych wątków i nie widział nadmiernych przestojów. To tempo bardzo mu odpowiadało. Pozwalało mu na chłonięcie bodźców i układanie sobie po swojemu tego swojego pseudo autystycznego świata.
Sięgnęła do torebki. Czegoś szukała? Czy może przyszedł w moment, w którym szatynka mówiła “do widzenia” i więcej mieli się nie zobaczyć? Niby mała strata. Przecież nadal nie znali nawet swoich imion. Ale on wcale nie chciał jej wypuszczać, nie chciał, żeby sobie szła, przecież mogli jeszcze… jeszcze chwilkę..! Nawet jeśli była pijana i to aż zanadto.
- Idziesz już? - Czekała na barmana, wyciągnęła portfel, chyba przyszedł czas na opłacenie rachunku. - Odprowadzę cię. - Niby nie był to rozkaz, zawsze mogła powiedzieć “niee, nie trzeba..!” - a on i tak by się za nią powlókł, tylko zamiast obok, szedłby parę kroków za nią.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:45

Hm; Victoria uśmiechnęła się lekko, no dobrze, spróbowała się uśmiechnąć, co musiało wyjść dość blado w jej obecnym stanie i samopoczuciu. To było miłe, że podziękował jej za rozmowę, chociaż gdzieś tam jakiś cichy głosik w jej głowie szeptał, że była kiepską partnerką do rozmowy. Ale nie powiedziała na to już nic. Chyba nie było takiej potrzeby?
- Chyba tak będzie lepiej - mruknnęła niewyraźnie. Nie, nie chciała iść, ale miała świadomość, że jak czegoś teraz nie zrobi, to potem może być już trochę za późno. Chciał ją odprowadzić? Była teraz tak ścięta, że nie widziała w tym niczego nadzwyczajnego. Nie zaalarmowało ją nawet to, że wcześniej mówił, że przyszedł tu, bo mu jego znajomi kazali. Nieźli znajomi, nawet z nimi nie siedział. Ciekawe czy w ogóle zauważą, że zniknął? - Okej - powiedziała tylko, po czym barman się zlitował i podszedł, dając jej rachunek do łapy. Tori na szczęście wpadła na to, że lepiej będzie zapłacić gotówką, całkiem świadoma, że może jej się pierdzielnąć pin do karty i jeszcze sobie napyta biedy, żeby ją później odblokować… Chwilę więc trwało, nim dała barmanowi odpowiednią kwotę (co jak co, ale z liczbami to sobie radziła nieźle nawet pod wpływem). Gdy już dostała resztę i schowała portfel do torebki, kolejną chwilę trwało nim się ruszyła z tego stołka i ubrała płaszcz, na którym siedziała. Całe szczęście mrozy były tutaj naprawdę rzadkością…
- W ogóle - odezwała się gdzieś w trakcie. - to jak ty się nazywasz?
Od tego chyba trzeba było zacząć, geniusze…

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:45

Dobrze by się zgrali wtedy! Zresztą - no dobrze się zgrywali. On uważał, że nie był dobrym partnerem do rozmów, ona myślała całkiem inaczej. Ona myślała, że była dzisiaj kiepską partnerką do spokojnego walca - a co on sądził? No wręcz przeciwnie! Przeciwieństwa i podobieństwa zadziwiająco się w ich przypadku przeplatały, na dość śmiesznym gruncie, nie bójmy się tego obnażyć, bo całe to spotkanie wyglądało jak z komedii romantycznej. I to nie tej z filmu klasy B. Ładna dziewczyna spotyka przystojnego chłopaka, rozmawiają w barze, a potem on odprowadza ją do domu i… ha..! W jednej komedii kończyło się to tak, że musieli brać ślub, bo dziecko było w drodze.
Tak, tak będzie lepiej, tak musiało być lepiej. Naoglądał się wystarczającej ilości pianych ludzi, żeby wiedzieć, że w momencie, kiedy kładą się na czymś i wyglądają, jakby już umarli to czas na nich najwyższy. Kiedy za pierwszym razem Tori się tak podparła sądził, że już po niej, że więcej nie odpowie, ale ona ślęczała nad drinkiem, modląc się na nim - chyba o to, żeby zniknął - i ciągle odpowiadała, ciągnąc tą dziwną rozmowę. Może i dziwną, na pewno przyjemną. Dlatego chociaż chciał - nie namawiał. Tak jak ona nie mówiła, że najlepszego towarzystwa nie stanowiła. Podobno większość ludzkich problemów brała się z niedomówień. Bo nie mówiono sobie o problemach, o tym, co nas denerwuje, dopiero wychodziło to na kłótniach, a jednak było wiele takich rzeczy, których się z jakichś powodu nie mówiło - zwłaszcza nowo poznanym ludziom. To nawet nie była blokada, po prostu nasz mózg klasyfikował to do worka “lepiej nie”.
Sahir zapłacił od razu barmanowi za swoją szklankę wody, którą wypił, kiedy ona dzielnie walczyła z torebką, potem z portfelem, potem z samą kasą i rachunkiem. Rzeczywiście - dzielnie! I dobrze jej szło, przynajmniej liczenie, chociaż nie przypatrywał się za uważnie i nie zerkał jej na ręce - więc jeśli barman postanowił zrobić ją w bambuko to tego nie zarejestrował. Miał potem jeszcze sporo czasu. Musiała wszystko pochować, złapać swoją równowagę - typowy rytuał człowieka pijanego, któremu Sahir przyglądał się bez dżentelmeńskich gestów, a nawet nie przyglądał wcale. Tylko co jakiś czas zerknał na nią, czy jest gotowa i czy sam ma się zbierać i wstawać. Rzucał ostatnie spojrzenia na knajpkę, chociaż spodziewał się tu zaraz wrócić. Nie zamierzał teraz do nich podbijać, do członków DOGS, bo jeszcze wpadną na pomysł, żeby go posadzić obok siebie. Nie był samobójcą. Najlepszą taktyką od wieków było udawanie martwego - obracasz się na brzuch i udajesz, że cię nie ma, nawet jak obok przechodzi stado wygłodniałych lwów.
- Sahir. A ty? - Tak się poznawało ludzi, fakt. Podbijałeś i pytałeś jak się… a nie, jednak nie. Przecież chyba żadna znajomość nie zaczynała się od “siema, jak masz na imię?”. Czy tylko mi taka opcja wydaje się creepy?
Drzwi baru zamknęły się za ich plecami i wygłuszały muzykę, co Sahir przyjął z ulgą. Tak samo to pseudo-świeże powietrze. Chłód uderzył w jego twarz i sprawił, że od razu się rozluźnił, chociaż wcale nie był spięty tam, w tej knajpce. W lekki niepokój co prawda wprawiała go myśl o odłączeniu się od drużyny w tym momencie, pilnowanie ich traktował niemal jak misję, ale bardziej chciał teraz przypilnować Tori. No i… jeszcze chwilę pobyć w jej towarzystwie, nawet jeśli bijąca od niej woń procentów odstręczała.
- Nie zapomnij mnie, co? - Ta myśl sprawiała, że odczuwał smutek. Taki dziwnie powyginany, rzecz jasna, ale nadal smutek. Nie chciał, żeby o nim zapomniała. Nie chciał odprowadzić jej do domu, żeby mieli się już więcej nie spotkać. A niestety ludzie pijani zapominali - i to o wielu rzeczach, o wiele bardziej istotnych niż przypadkowo napotkany chłopaczek. Nie widział siebie samego jako kogoś godnego zapamiętania.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:45

Albo wręcz jak w thrillerze lub dramacie - poznają się, dobrze im się rozmawia, wychodzą razem, by ją do domu zaprowadzić… tylko, że do tego domu nigdy nie trafia, zdzielona w głowę kamieniem i Bóg jeden wie gdzie późnej pozostawiona. Reszta historii, niedopowiedziana, narzuca się sama, prawda? Victoria była jednak zbyt spita, by myśleć teraz o niebezpieczeństwie, tak z tej jak i z tej drugiej strony. I nie, dziecka też nie planowała, nie szukała więc też pierwszego lepszego głupiego, który jej się spodoba, żeby ten tego.
Niełatwo było jej się z tym wszystkim ogarnąć. Na całe szczęście miała w sobie na tyle rozsądku, by pamiętać o pilnowaniu swojej torebki. Zapięcie płaszcza trochę jej zajęło, zwłaszcza dlatego, że dwie próby skończyły się dość kiepsko, kiedy źle połączyła guziki z otworami. Udało się za trzecim razem. Jeszcze pasek - ale tu poszło lepiej. Trochę kręciło jej się w głowie, ale na szczęście nie było jej nie dobrze, więc raczej nie było w tej chwili szansy, że ubarwi podłogę, czy coś.
- Bardzo niespotykane imię - zauważyła błyskotliwie, ale zaraz się ogarnęła i sama też odpowiedziała na pytanie: - Ja jestem Victoria.
Po wyjściu z knajpki, dziewczyna przeszła kilka kroków by nie blokować wejścia i przystanęła, na chwilę przymykając oczy. Chłód rzeczywiście uderzał, ale było to bardzo przyjemne, bardzo odświeżające po duchocie, jaka panowała w pubie. No i zdaje się, że powoli wyrzucało to część procentów, które szumiały sobie w głowie, zostawiając tylko te krążące razem z krwią.
Tak, ludzie pijani zapominali, ta jak ona zdążyła zapomnieć o czym gadali w barze, ale to było nieważne. Prawdopodobnie i tak sobie jutro przypomni. W tej chwili zaś czuła się tak rześko, że aż nieprawdopodobne wydawało się, że w którymś momencie mógłby jej się urwać film. Teraz… teraz było dobrze. Otworzyła w końcu oczy i spojrzała w tym mroku rozświetlanym światłami ulicznych latarni na Sahira.
- Co? Dlaczego miałabym zapomnieć? - niby nie odpowiada się pytaniem na pytanie, ale jakoś Tori nic sensowniejszego nie przyszło teraz do głowy.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:45

Niespotykane imię, jak ładnie to ujęła! Nie dziwne, nie śmieszne, nie głupie. Niespotykane. Aż coś się poruszyło we wnętrzu Sahira, co sprawiło, że chyba… chyba mógł być nieco dumny, tak nieśmiało, przez to jedno brzmienie zdania na ustach Tori, ze swojego imienia. Chociaż teraz. Nie to, żeby go nie lubił. Słowa potrafiły opisywać człowieka, jego matka z manią znaczeń minimalnie go tym zaraziła, ale mimo wszystko ciężko było powiedzieć mu o tym, że swoje imię lubił. Dla niej było niespotykane, on zbyt wiele nasłuchał się o jego dziwności i zbyt wiele słyszał śmiechów z tego powodu - które to kiedyś śmiechy doprowadzały go do szału. Nie śmiała się. W sumie nawet się nie uśmiechała, prócz tego jednego, krótkiego i krzywego uśmiechu, który zrobiła… kiedy właściwie? No tak, jak rozmawiali o alkoholu, choć nie tylko o tym mówili i nie przez cały czas. Jej towarzystwo naprawdę go pochłaniało. Nie wiedział, kiedy minęły im minuty i czy te minuty przerodziły się w godziny, ale chyba tak. Godziny wspólnego siedzenia i wolnego snucia wątku. Przestało go pociągać San Francisco i pragnienie zobaczenia mostu. Przestał tak mocno pilnować tego, że powinien wrócić jednak do baru, no bo… bo powinien. Bo tak powiedział tata - a dziecko powinno być grzeczne i słuchać przykazań rodziców, tak? I tak jak małe dziecko chciało lizaka, tak on chciał mieć jej towarzystwo.
- Bardzo ładne imię. - Brzmiało tak… dumnie. I chociaż nie połączył wątków, że to przecież ta victoria, z której mianem na ustach ruszali do bojów cesarzowie i królowie, państwa małe i duże, to jakoś naprawdę do niej pasowało. Pięknie wyglądałaby niesiona przez pole bitwy na białej klaczy, z rozwianym włosem, niczym Joanna d'Arc. Za wszystkim jej było do twarzy, nawet z tęczowym drinkiem - tylko nie z jego nadmierną ilością, które niestety cisnęły się na jej dłonie.
- Pijani ludzie zapominają. Nie chcę, żebyś ty też zapomniała. - Ale pijany człowiek też zawsze się zarzekał, że wszystko będzie pamiętać, nie ma innej opcji! Doprawdy, wystarczyło parę kieliszków i ludziom już się wydawało, że są dzikimi wilkami, dumnymi lwami! W rzeczywistości zamieniali się w stado jazgocących kundli, które bardzo łatwo było od siebie odgonić.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 20:02

Dobrze, że w ogóle wzięła to za imię, a nie za jakąś ksywkę, nie? Imię było na tyle niespotykane, że naprawdę nie byłoby trudno się pomylić. Ale najwyraźniej jej zmęczony alkoholem umysł przestał się zastanawiać nad pewnymi kwestiami i teraz czarne było czarne, a lewo nie myliło się z prawo. To i imię było imieniem. Victoria nie zastanawiała się teraz nad upływającym czasem, nawet mało ją obchodziło która była teraz godzina - jedno było pewne, nie było na pewno wcześnie, bo i ona wcześnie tego wieczoru nie rozpoczęła. Na całe szczęście nie mieszkała daleko, stąd też pewnie wybór padł na tę knajpkę, bo wieczorami nie miała już siły tłuc się na drugi koniec miasta tylko po to, żeby się uchlać, a później wracać tydzień do domu, zapewne przez Meksyk.
- Dzięki - odpowiedziała i wypuściła powietrze z płuc, uwidaczniając przy tym kłęby pary przy różnicy temperatur. Na razie nadal się nie ruszyła, stała tylko i gapiła się w niebo, na którym nic nie było widać przez światła miasta. - Na razie jest dobrze, wyjście stamtąd to był zdecydowanie dobry pomysł. A jak się tak boisz, to zrób coś, żebym nie zapomniała - chyba faktycznie było jej lepiej, skoro złożyła taką długą wypowiedź. Uśmiechnęła się nawet lekko, tym razem już nie krzywo, gdy w końcu spojrzała na Sahira, a nie na wątpliwej urody okolicę.

Sahir Allison - 2018-03-01, 20:22

Racja, okolica wcale nie była zachęcająco. I to nie dlatego, że San Francisco było brzydkie albo zaniedbane, skądże znowu! W tej okolicy kręciły się właśnie jakieś złamasy, które powszechnie nazywało się ludźmi i te złamasy cuchnęły fajkami i alkoholem na kilometr. Wylewali się z knajpek, to znowu do nich wlewali, niedopałki leżały na ziemi, przydeptane podeszwami butów, puste paczki po fajkach leżały na parapetach okien, w których nie paliły się światła a równie puste butelki po cydrze czy jakichś piwach odbijały mętnie światła neonów. Muzyka goniła muzykę i od nut na pewno tutaj uciec się nie dało. Ich zatłumione dźwięki wzmagały na intensywności, kiedy otwierano drzwi. Nie dudniły mocno po uszach, w końcu nie można zagłuszać świętej ciszy nocnej, ale i tak nie dało się ich usłyszeć. Tak było tu co weekend. Jedna z wielu uliczek, w której mieszkało się tylko przez skaranie boskie albo jakąś słabą myśl z młodości, że jeśli będziesz mieszkać bliżej clubów to łatwiej trafisz do domu najebanym. Błędy na każdym kroku. Ale nawet w tych ciemnościach, które ukradkiem wpełzały na chodniki, przepędzane ulicznymi latarniami, tkwił swój urok. Ludzie przychodzili się tutaj dobrze bawić i raczej niewielu zwracało na to uwagę, ale w tym naprawdę tkwił czar, który dało się zobaczyć tylko przy odrobinie chęci. I czasu, rzecz jasna, a tego ostatniego zawsze wszystkim brakowało. Na szczęście - oni ten czas mieli, tylko jakoś żaden z nich nie miał chęci, żeby poszukać uroków tego miejsca. Głównie dlatego, że trzeba było być, mimo wszystko, durnym, natchnionym artystom, żeby tego uroku tutaj szukać.
Zatrzymał się razem z nią. Skupił na niej swoje spojrzenie, chowając dłonie do kieszeni kurtki, którą na siebie zarzucił, kiedy wychodzili z knajpy. Racja, nie było tu minu pięćdziesięciu, jak pierwszego marca 2018 roku w pewnym mieście zwanym Kraków miało być w przyszłości, ale nadal - było chłodno. Zwłaszcza, kiedy mając ten czas człowiek nieszczególnie się śpieszył i mięśnie nie produkowały wystarczająco ciepła. Powędrował za jej spojrzeniem - do góry, do nieba, gdzie jedynymi widocznymi gwiazdami były te satelitarne. Słowo daję, ich mruganie to pewnie był sposób podrywania tych nerdów, którzy nimi obsługiwali i próba ściągnięcia do siebie loszek dwanaście na dziesięć. Szkoda. Że nie było prawdziwych gwiazd i że podryw nie działał, rzecz jasna. Taki patent mógłby sporo ułatwić w kwestii podrywów - rzecz jasna miliarderom, bo raczej nie każdego było stać na własną satelitę. Dopiero kiedy się odezwała opuścił głowę, orientując się, że ona też aktualnie na niego patrzy. I wteedy iskry się posypały, gorąca namię… a nie, jednak nie.
- Nie boję się. - Czy się bał? Nie. To nie było to, to nie mogło być to - chociaż nie odpowiedział od razu. Jej głos wydawał mu się teraz wyjątkowo cichy i łagodny, ona sama zresztą wydawała się teraz łagodniejsza, kiedy wydarto ją z okowów kamiennego więzienia i… i co? I wypuszczono jak łanię na łąkę pośród pachnących sosen. Albo króliczka? Króliczek tutaj bardziej pasował. Wszystko to przez to, że Sahir jeszcze nie wiedział. - Co mam zrobić? - Chyba ona najlepiej wiedziała, co należy uczynić, żeby o kimś nie zapomniała, no nie?

Victoria Johnson - 2018-03-01, 20:44

No, ulica może nie była zachęcająca, ale też Tori nie mieszkała aż tak blisko. Trzeba było stąd przejść kilka przecznic, do nieco spokojniejszego rejonu. I całe szczęście, bo tutaj, choć aktualnie był środek tygodnia, i tak było głośno. Weź się człowieku wyśpij do pracy. Ale było to dobre miejsce, a przynajmniej ta knajpka nie była podrzędną speluną. Można było kulturalnie posiedzieć i nikomu nie zawadzać, chociaż wiadomo, że prędzej czy później trafi się głośniejsza grupa.
Dziewczyna w końcu się ruszyła, niezbyt szybko, bo w głowie mimo lepszego samopoczucia nadal wirowało. Niestety, choć chłodne powietrze pomogło na plączący się język i trudności z oddychaniem, to przecież nie znaczyło, że nagle skutki nadużycia alkoholu znikną jak od dotknięcia czarodziejskiej różdżki. Vika nie czuła chłodu, prawdę mówiąc było jej nawet trochę za ciepło... Powoli dreptała wzdłuż chodnika, gratulując sobie w duchu, że wybrała buty na płaskiej podeszwie.
Tori zamyśliła się. Co miał zrobić? Nie miała bladego pojęcia. Wątpiła, że zapomni kogoś o takiej ładnej buźce i kto dotrzymał jej towarzystwa w tak parszywym dniu (chociaż tematów rozmowy aktualnie nie pamiętała), no ale chłopakowi ewidentnie na tym zależało.
- Nie wiem. Napisz mi coś.
Pierwszy lepszy pomysł, ale wpadnięcie na niego i tak zajęło czas. Nie wiem, chłopaku, wysil się, skoro nie chcesz być zapomniany.

Sahir Allison - 2018-03-01, 21:31

Całkiem nieźle wychodziło mu synchronizowanie się z tym, co Tori aktualnie robiła. Ruszyła z baru - on też ruszył. Zatrzymała się? Stał grzecznie jak na baczność. Ruszyła znowu - ruszył razem z nią. Nawet nie wiedział dokąd idą i teraz sobie to uświadomił - że wędrują w nieznane. Dla niej zapewne znane, zakładając, że jeszcze kontaktowała z rzeczywistością, ale z tym trafianiem do domu to był jakiś ukryty perk alkoholowy. Wyprawa musiałaby wymagać długich podróży autobusem albo pociągiem, żeby mieć możliwość przespania przystanku i obudzenia się, no właśnie - gdzieś w Meksyku. Jak na razie byli wystarczająco daleko od linii kolejowych. Nawet nie wiedział czy mieszka tutaj. Tak ambitnie stwierdził, że ją odprowadzi, a może miała jechać taksówką? Albo jej bogaty boyfriend zaraz po nią podjedzie. Albo stwierdzi, że ona to idzie na samolot, bo dzisiaj wylatuje - zadziwiająco dużo było możliwości, ale żadna z nich nie była straszna czarnowłosemu - bo o żadnej nie pomyślał.
Napisać coś? Nie powtórzył jednak po niej, przekształcając jej zdanie w pytanie. Skoro chciała, żeby coś napisał, to proszę bardzo, da się to załatwić. Tylko jeszcze trzeba wpaść na pomysł gdzie i jak. Kreatywność akurat nie była szczególnie słabą stroną Allisona. Rozglądnął się wokół, poszukując odpowiedniego surowca, a płótno? Płótno było wszędzie! Nawet w powietrzu można było malować, pokazy lotnicze to doskonale pokazywały. Na jednym płótnie rzeczy wychodziły mniej dokładne, na innym bardziej.
Odszedł szybkim krokiem kawałek na bok i przystanął przy murze, pod którym leżało kilka drobnych z tejże ściany odpadków. Pochylił się, sprawdzając, czy którykolwiek nadawał się do pisania i rzeczywiście nadawały się - wszystko zgodnie z planem! Kreda to to nie była, ale z braku laku dobre i to. Wrócił szybko do Tori i ukucnął na ziemi kawałek przed nią, zaczynając jeździć zdobycznym kawałkiem po asfalcie. Nie jeździły tędy żadne samochody, a nawet jeśli to o tej godzinie nie był to już problem. To nie było dzieło świata, bo i Sahir artystom nie był, ani żadnym wykształconym lekarzem, żeby jego pismo pochodziło z górnej półki, zwłaszcza mazane po asfalcie. Ale dziargał. Wytrwale dziargał i byłoby kłamstwem powiedzenie, że źle się przy tym bawił. W końcu się podniósł i odsunął na krok, spoglądając na swoje wątpliwej klasy arcydzieło, którego napisa głosił ”you are beautiful”. Uniósł wzrok na Tori, wyczekując jej reakcji.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 22:20

Był zupełnie jak jej cień, gdzie ona tam i on. Czy to nie trochę creepy? Anioł Stróż? Na szczęście Sahira, Vika nie myślała aktualnie o tym źle. Praktycznie w ogóle o tym nie myślała, jeśli mam być szczera. Dreptała powoli przed siebie, w sobie tylko znanym kierunku, ale była pewna tego, dokąd zmierza. Gdyby miała jechać taksówką, to telefon już dawno był w rękach, trzeba sobie taką zamówić, prawda? Nie patrzyła też na zegarek, wątpliwym więc było, że bogaty boyfriend czeka za rogiem, aż panienka wyjdzie. Zresztą co, pozwoliłby takiej pójść samotnie do pubu? Z tym samolotem to też podobnie - zresztą jaka to przyjemność lecieć upitym, jak nic kolorowy zawrót głowy gotowy.
Ona szła przed siebie i kilka chwil minęło, nim zauważyła, że mężczyzna odskoczył gdzieś w bok. Co, odrzucił przebranie i pokazał po co tu był, co? To jest żeby rzucić się na nią i zdzielić w łeb? Ale najwyraźniej pannie Johnson zaczął szwankować instynkt samozachowawczy, bo gdy się już zatrzymała i odszukała go wzrokiem, zaczęła iść z powrotem. To znaczy dreptać. Już miała pytać inteligentne "co jest, o co chodzi!", ale on... Zaczął maziać po asfalcie! Dziewczyna mrużyła oczy, lekko przekrzywiła głowę, starając się odczytać koślawe literki, a wierzcie mi, w tym stanie to trzeba było sobie literować. To i przeliterowała. I się zaśmiała, ale tak szczerze, niewymuszenie. Nie spodziewała się, że weźmie tak bardzo dosłownie jej propozycję. Zresztą pisanie po ulicy nie należało chyba do zbyt trwałych środków przekazu. Ale dało swój efekt. Pytanie tylko czy wystarczy, by pijany umysł nie wykreślił całego spotkania z pamięci?
- Hmm, dziękuję - brakowało tylko pary rumieńców. A nie, przepraszam, one już były - od alkoholu i od chłodu. Ale było jej autentycznie miło, nawet umysł przesłonięty mgiełką nietrzeźwości wziął to za bardzo miły gest. - Każdej napotkanej nieznajomej takie rzeczy mówisz? - nie był to atak, nie była niemiła, po prostu nie wiedziała jak powinna poprawnie zareagować. Nie była przygotowana na tak szczery tekst. Powinna pewni temu teraz zdjęcie zrobić, żeby mieć na pamiątkę... Ale telefon, wyłączony, leżał sobie na dnie jej torebki, całkowicie zapomniany przez cały świat. - Teraz na pewno nie zapomnę - tylko co z tego, skoro to, że nie zapomni niczego nie zmieni? Tori, nadal uśmiechnięta, odwróciła się powoli, żeby podjąć dalszą wędrówkę do domu.

Sahir Allison - 2018-03-02, 00:19

Aurora miała swoje wrzeciono, dzięki któremu została Śpiącą Królewną. Królewna Śnieżka miała swoje zatrute jabłko, dzięki któremu poznała swojego księcia. I była jeszcze Bella. Widzicie, Bella spośród tych wszystkich księżniczek była zwykłą dziewczyną. Wielbicielką książek, niepasującą do całego tła swojej wioski marzycielką, ale i ona miała swojego księcia. Tyle że ten nie był wcale jak z bajki ani romantycznych książek, których tak wiele przeczytała. Pozostawał nam więc thiller. Ten, w którym cień znika z naszego pola widzenia i już w następnej chwili pojawia się za naszymi plecami z nożem w ręku. Nie chce nas zabić, jeszcze nie. Musi najpierw nas wystarczająco skrzywdzić, żeby była z tego jakakolwiek satysfakcja. Dlatego Tori nie mogła sięgnąć po telefon i nie mogła pojechać taksówką. Bogatego chłopaka mieć nie mogła, bo przecież historia mówiła coś innego. Nie miała omdleć i nie miał jej obudzić pocałunek prawdziwej miłości, na cuda się nie liczy i ona nie była wystarczająco naiwna, żeby jednego takiego spodziewać się w swoim życiu. Nawet nie wiem, czy się modliła i chociaż prosiła o łaskę Boga. Jednak Bestia, która została przypisana Belli, nie była przecież aż tak zła. Była nieokrzesana, to prawda, ale nigdy nie zrobiła jej najmniejszej krzywdy. Dlaczego Sahir miałby krzywdę zrobić jej? Dla uciechy widzów, rzecz jasna! Tych wszystkich niezauważalnych gołym okiem, ale czających się gdzieś tutaaaj, o taaam..! W cieniu ław, bo tylko aktorzy byli dla widzów widoczni - widzowie dla aktorów już nie. Za bardzo oślepiał blask reflektorów.
Nie bardzo wiedział, jak przyjąć tą reakcję - zaskoczyła go. To było według niej śmieszne? Nawet jeśli to nie stało się nic złego, ten śmiech brzmiał naprawdę cudownie w jego bębenkach. Dlatego stał nadal i nic nie mówił czekając na to, aż ona coś powie. Obserwując, jak rozkwita i ożywa, chłonąc powietrze nocy, które zdecydowanie lepiej na nią wpływało niż to zadymione. On też czuł się tutaj o wiele swobodniej niż w tamtych czterech ścianach zamkniętych z każdej strony - jak to już knajpki miały do siebie.
- Nie. - Rzucił kamyczek na bok i otrzepał dłonie, oglądając się, czy czasem się nie ufajdał, ale wszystko było pod kontrolą. Zaraz zresztą zrobił ten jeden krok w jej kierunku i wyciągnął w jej stronę dłoń w żądającym geście - jeden z tych, którym niby się nie odmawia, zwłaszcza, że wlepiał w nią dość intensywne spojrzenie. - Daj telefon. - Właśnie, zdjęcie. Przecież miała nie zapomnieć, prawda? To, co było tak nietrwałe i ulotne - zamierzał sprawić, żeby zostało uwiecznione. Co prawda mogła skasować to w następnej chwili, ale zamierzał się zatroszczyć w tym momencie, żeby zostawić jej ten napis - od siebie. - Trzeba zrobić zdjęcie, bo zniknie. - Wytłumaczył jej, jakby nie wiedziała takiej oczywistej rzeczy. Ech, ci dorośli to naprawdę nie myślą, no nie myślą! A przecież to było takie ważne! Przynajmniej dla niego było bardzo ważne i traktował to bardzo poważnie.
- To dobrze. - Opuścił rękę, uśmiechając się ze szczęściem… ale ten uśmiech był tylko wewnętrzny. Nie pojawił się na jego twarzy. Cóż, Tori znów się go udało uszczęśliwić - i to znowu chyba całkowitym przypadkiem! Chociaż może z zamierzeniem?

Victoria Johnson - 2018-03-02, 00:35

Naah, nic tutaj nie było zamierzone. Wszystko było dziełem przypadku, i to takiego, który lubi sobie wybrać do zabawy kompletnie nieodpowiednich do tego ludzi. Chociaż... Może jednak nie było tak do końca. Może ci ważni już mieli swoje role i scenariusze porozdawane i teraz trzeba było się zabawić tymi maluczkimi? To słodkie jak dwoje mutantów potrafiło się razem zgadać i bawić, nie mając najmniejszego pojęcia o genie x u tego drugiego; biorąc tą drugą stronę za całkowicie na wskroś normalną!
"Nie", och no dobrze, powiedzmy, że Tori uwierzyła, choć było o to naprawdę ciężko. Jednak w tej chwili byłaby chyba w stanie uwierzyć nawet w świętego Mikołaja. Proszę bardzo, jaki stanowczy. TERAZ wyszło szydło z worka! "Daj telefon!", telefon albo życie. Daj mu telefon do ręki, to nie zrobi nic złego z twoją piękną buźką, tak? każdy normalny tak by to odebrał, ale Tori nie mogła przestać się uśmiechać. Ściągnęła więc torebkę z ramienia i zaczęła w niej grzebać szukając niechciane urządzenie, a gdy już je wyłowiła, to trzeba je było jeszcze załączyć. Po chwili, pełna ufności (co za głuptaska) podała nieznajomemu mężczyźnie swój telefon. Jak chce robić zdjęcie to niech robi, jej się za bardzo ręce trzęsły, by był to dobry pomysł. Jeszcze coś zepsuje, zrobi zdjęcie buta i rozmazany kawałek ulicy... I nici z pamiątki.
- Wiesz, nie sądziłam, że to powiem, ale całkiem się ciesze, że poszłam pić do baru, a nie w domu - och, szczere i kompromitujące wyznania czas zacząć. Wstyd przyjdzie dopiero rano.

Sahir Allison - 2018-03-02, 00:54

Dzieło przypadku, moi drodzy, dzieło przypadku! Wszystko nim było i zamierzało być jeszcze przez długo, długo, przyświecając nad głowami naszych bohaterów, zaczynając od tego, że Sahir przyjechał do San Francisco akurat w rocznicę śmierci siostry Tori, przechodząc przez wybranie akurat tego samego klubu, a na… nie kończąc na niczym, bo ta historia nie miała się tak szybko kończyć. Tylko że właśnie tak działał ten świat. Sekwencja małych i dużych zdarzeń, które sprawiły, że spotykałeś właśnie TĄ KONKRETNĄ osobę na swojej drodze, a nie inną. Czas weryfikował, czy było to spotkanie pozytywne, czy negatywne, ale przecież - na bólu się człowiek uczył, tak? Najważniejsze to niczego nie żałować i potrafić wybaczyć - sobie, innym i całemu światu, że został stworzony jako ostatnia spierdolina.
Czekał grzecznie, aż wyciągnie ten telefon z wystawioną łapą. Właśnie - telefon albo życie! Jak teraz nie oddasz telefonu, to wyskoczysz z całej kaski! I jeszcze skończysz z dodatkowym makijażem pod prawym okiem, albo i na całym oku. A ta się jeszcze głupio cieszyła, patrzcie wy ją! Instynktu samozachowawczego nie ma czy jaka cholera? Ano nie miała. Zaczął bardzo mocno szwankować już parę godzin temu, teraz był autentycznie wyłączony, bo świat obrastał tęczą, bo przecież była jak ta łania na tej łące, nic złego się w tym przyjemnym i ciepłym świecie nie mogło stać! Tak ciepłym, że jak rozepniesz kurtkę, bo ci za gorąco, to rano obudzisz się z gorączką, która wybuchnie termometrem. Serio, jeszcze raz - że niby kto wpadł na pomysł, że picie alkoholu jest dobre? Ech. Odebrał od niej urządzenie i to nie miała być ta noc, po której Tori będzie zmuszona do przewartościowania swoich osądów. Po której stałaby się bardziej nieufna, bo zostałaby nieprzyjemnie skrzywdzona, chociaż gdyby teraz z tym telefonem uciekł to nie aż taka wielka strata. Gdyby miał złe zamiary to na telefonie by nie skończył. W tym stanie kobieta przecież nie miałaby nawet zbyt wiele sił by krzyczeć, a jeszcze tutaj, gdzie cała ulica wibrowała muzyką? Kto by niby zareagował, ko by ją usłyszał? To zdecydowanie nie była taka noc. Odebrał od niej urządzenie i stanął nad napisem, celując i przez moment próbując zrozumieć urządzenie, które trzyma - co telefon to telefon, niby wszystkie takie same, a jak przychodzi co do czego to wszystkie inne! Szybko na szczęście przyszło to i szybko błysnęła lampa i można było usłyszeć charakterystyczne kliknięcie potwierdzające zrobienie zdjęcia. Sahir tylko sprawdził jeszcze, czy aby na pewno się udało i zwrócił urządzenie Tori.
- Proszę. - Zdjęcie buta, albo rozmazanego kawałka ulicy byłoby też całkiem dobrą pamiątką. Chyba każdy takie zbierał po próbach bawienia się w fotografa na imprezie i zawsze trafiały się takie złote zdjęcia, w których wszyscy zastanawiali się, co artysta miał na myśli. Były najlepsze, słowo daję! Na szczęście (albo właśnie nieszczęście) Sahirowi ręce się nie trzęsły, więc zdjęcie wyszło. Nienajlepszych lotów, ale łapało to, co miało złapać. Napis sławiący urodę Victorii.
- Ja też się cieszę. - Och, gdyby piła w domu, to by się nie poznali! I naprawdę jakoś wyjątkowo nawet nie wadziło mu to, że piła - i to duże ilości. Nie pochwalał tego, nie ufał za bardzo temu stanowi upojenia, ale to i tak nie odtrącało go od niej na tyle, żeby nie cieszyć się z tego spotkania. Dopiero jak zdjęcie zostało zrobione mogli ruszyć w dalszą podróż w nieznane. Znano-nieznane.

Victoria Johnson - 2018-03-02, 01:03

Victoria szybko schowała telefon do torebki, gdy już dostała go z powrotem. Nie ufała swoim dłoniom, zdawało jej się, że traci w nich czucie i jeśli przytrzyma ten telefon chwilę dłużej, to zwyczajnie wyleci jej z rąk i plaśnie na chodnik. A tam... wytrzyma albo nie, ale była naprawdę spora szansa, ze coś się w nim uszkodzi, a wtedy - być może - żegnaj zdjęcie! Na szczęście udało się uniknąć tej katastrofy i poszli, zwalniani przez ślamazarny krok Vic.
Wiedziała gdzie idzie, a jakże, dotarłaby tam choćby i na oślep. Problem polegał jednak na tym, że o ile przez pewien czas, gdy wyszli z pubu, było nad wyraz dobrze, to jej czas się właśnie kończył i Kopciuszek musiał wracać do domu, bo sukienka i trzewiczki zaczynały znikać. Tak samo jak znikały jej siły i czystość umysłu, a powieki opadały powoli, krok stawał się cięższy, nierówny... No i te urywane słowa, które zamieniły się w pomruki, o ile w ogóle po drodze o czymkolwiek rozmawiali. Brakowało tylko tego, by Vika zrobiła sobie z ramienia Sahira podpórkę i kazała się prowadzić, mamrocząc przy tym po drodze informacje jak dostać się do celu.

Sahir Allison - 2018-03-02, 01:25

- Właściwie to gdzie mieszkasz? - Zapytał w końcu, po paru minutach wędrówki w ciszy. Ta cisza mu nie przeszkadzała. Oglądał zmieniające się uliczki, domy, w których w większości pogasły już światła, chociaż San Francisco wydawało mu się miejscem, które nigdy nie śpi. Takim miastem, w którym było zbyt wiele do przeżycia, żeby jego mieszkańcy chodzili po bożemu spać. Inaczej: takim miejscem mu się wydawało, kiedy tutaj wjeżdżali, ale każde wielkie miasto, każda metropolia właśnie taka mu się wydawała, więc jego domysły nie stanowiły tutaj żadnego koronnego argumentu. Miasto spało. Bujało się w swoim półśnie i Tori, jako jego obywatelka, powoli zasypiała razem z nim. Coś mu odpowiedziała, ale nawet tego nie zrozumiał. - Proszę? - Skierował na nią swoje spojrzenie, przestając oglądać widoczki. Teraz naprawdę… pływała. Przestała się uśmiechać, teraz wyglądała jak trup na chorągwi, którą trzeba pociągnąć, żeby złapała chociaż trochę wiatru, bo smętnie zwisała w dół i nie było jak zobaczyć jej piękna. Już raczej nie było co liczyć na odpowiedź, co?
- Viki? Wszystko dobrze? - Coś tam zamruczała, że jasne, że okej… i tak się zachwiała, że Sahir przysunął się do niej i przytrzymał ją, łapiąc w pasie. Zapach alkoholu był naprawdę nieprzyjemny. Wyglądało na to, że podpórka dobrowolnie stała się podpórką i Tori nie musiała czynić honorów. - Gdzie mieszkasz? - Powtórzył pytanie. Mógł ją zostawić? Z chwili na chwilę chyba gorzej jej się szło i coraz bardziej jej głowa opadała, takie miał wrażenie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group