Michael Ryan - 2018-06-14, 19:17 Oj tak Mike przesadził. Usłyszał to w słowach brata i jego mimice twarzy. Czuł ten wzrok karcący ojca i nie wiedzieć czemu nagle poczuł się tym małym chłopcem, który widząc to, zawsze się kulił. Bo przecież mały Mike to był okropny urwis, więc siłą rzeczy często karę dostawał. Odwrócił jednak po chwili wzrok na bok, by nie patrzeć się w niego. Oj tak naprawdę mu się głupio zrobiło, powinien się ugryźć w język, bo znów jest za szczery, a zanim pomyśli to kurde już to mówi... No cóż pozostało mu tylko pokazać skruchę, która teraz o dziwko pokazał. Oj korciło go by prychnąć i się dąsać, ale to nie był ojciec, to był jego brat, nie mógł popsuć tego chwilowym kaprysem z dzieciństwa.
- No ja myślę. - odparł lekko się w końcu uśmiechając
Naprawdę chciałby brata wpleść w życie Bractwa, chciałby go przedstawić innym, ale jednak po tym co się nadziało... Nastawienie Richa też nie było zbyt optymistyczne, Mike widział, ze brat by nie zmienił tego życia. Nudne, bo nudne, ale dochodowe i cóż.. 25 lat życia w luksusach na pewno robi swoje. Raczej nie chciałby spać pod jakąś znoszoną kołderką, na piętrowym łóżku... Poza tym Bractwo wyglądało opłakanie, wręcz do kwadratu. Jeszcze ciągle musiał rekrutować nowych mutantów, szukać, opiekować się... Matka Teresa to przy nim było ostatnio mało... Miał wrażenie, ze czasem jego dobroć po prostu ludzie wykorzystywali. No ale taki był, nie odwrócił się od potrzebujących, w końcu to było bycie superbohaterem, prawda?
Oj Richowi język się rozwinął, ale każde jego słowo nie sprawiało radości na twarzy Mike. Raczej miał mieszane uczucia. Chciał mu wykrzyknąć, że to jak jałmużna, a on jej nie chciał. Cuchnęły te pieniądze ojcem, a on rodziców chciał wygumkować z własnego życia. Poczęli tylko go i jego braci i to mu wystarczyło... Ale nie mógł uwierzyć ciągle w metamorfozę brata, w to w kogo się zmienia...
- Niczego nie musisz mi wynagradzać Dicky. - odparł, czując, że brat skończył – Nie potrzebuje prezentów, pieniędzy, ani kąta do zamieszkania. - wstał od stołu, wyprostował się i spojrzał w twarz brata z powagą – Chce mieć po prostu brata, mojego starego brata, z którym chciałem ratować świat. - westchnął – A ty gdzie się podziejesz, zapomniałem ostatnio zapytać, ale przecież twoja organizacja tez zeszła jak moja w podziemie. - ugryzł się w język, cholera.. WYGADAŁ SI?.
Zagryzł zęby i chciał po prostu najzwyczajniej w świecie spierdolić, ale nie potrafił. Zdawał sobie sprawę, ze brat zaraz włączy swoją aurę wspaniałości i nie będzie mu dane uciec, bo po prostu złapie go przy przekroczeniu rogu stołu. Podejrzewał, ze był szybszy to było wręcz pewne, ale za mało ich dzieliło. Dlatego tylko był odwrócony, a pieści miał mocno zaciśnięte.Rick Ryan - 2018-06-16, 00:58 Richard widział reakcję swojego brata i był niemal pewien iż nie zrobiło mu się zbyt miło. Wiedział że to spojrzenie źle mu się kojarzyło niestety od zawsze był to jedyny sposób by przywołać go do porządku a powtarzanie tych samych żarów naprawdę go męczyło a był po naprawdę ciężkim dniu. Gdy zauważył u brata skruchę zmienił sposób w jaki na niego patrzył.
Uśmiechnął się na słowa brata.
- Łatwo się mnie nie pozbędziesz – Oświadczył mu poważnie. Miał zamiar być niczym wrzód na tyłku Mike’a w końcu stracili dziesięć długich lat i Richard bardzo chciał je nadrobić i spędzać z nim jak najwięcej czasu, zwłaszcza gdy żaden z nich nie był w stanie powiedzieć ile czasu razem jeszcze mieli.
Doskonale widział że z każdym wypowiedzianym przez niego słowem mina jego brata rzedła. Doskonale wiedział że nie podoba mu się to co mówił. I szczerze mówiąc miał wielką ochotę wykrzyczeć mu by w końcu powiedział mu o co chodzi, żeby w końcu był z nim szczery! Zacisnął pięści coraz bardziej czując dziwną, narastającą niechęć do swojego brata i naprawdę nie miał pojęcia skąd to się brało.
- Mike kurwa o co ci chodzi? Wiem w jakiej jesteś sytuacji jedyne co chcę to ci pomóc! Nie chcę znowu stracić brata! – Wybuchł. Doskonale wiedział że jeśli wszystkiego sobie nie wyjaśnią wcale nie naprawią swojej relacji, ba z braci staną się swoimi wrogami, czego naprawdę nie chciał. Westchnął - Mike nie jesteśmy już dziećmi. – Powiedział próbując się uspokoić w końcu któryś z nich musiał być tym rozsądniejszym, tym który zakopie topór między nimi zamiast wbijać go sobie wzajemnie w żebra. Następne jego słowa sprawiły że założył ręce na piersi i uniósł z zaciekawieniem brew. Coś w jego wypowiedzi sprawiło iż zagotował się jeszcze bardziej. Nie miał pojęcia iż Mike należy do jakiejkolwiek organizacji a to bardzo wiele zmieniłoby w jego rozumowaniu obecnej sytuacji.
- To że udzielałem się w F.P.T.P nie zmienia faktu iż pracuję jako organ egzekwowania prawa, w moim przypadku sprawa może wcale tak źle nie wyglądać zwłaszcza iż organizacja rozpadła się 4 dni po moim przyjeździe do Settle poza tym jestem dobrze zabezpieczony. – Odpowiedział niemal urzędownym tonem głosu, którym równie dobrze mógł przemawiać na sali rozpraw - Zaraz, zaraz, zaraz… Jesteś w jakiejś organizacji? Michael Ryan - 2018-06-16, 01:50 Mike nie chciał się go pozbywać, jednak nie wiedział też, że zaraz dojdzie między nimi do konfrontacji. Oj jak Mike chciałby mieć moc cofania w czasie, niż powiedzenia tych słów.. Na dodatek brat oburzał się o to, ze nie chciał wziąć od niego prezentów. Co miał mu wprost powiedzieć, że cuchnął ojcem, a on nie chce go znać i mieć z nim nic wspólnego?
- Daj spokój, nie jesteśmy dziećmi, ale to nie znaczy, że mam grac jak inni chcą. Moja sytuacja jak widzisz ma się póki co stabilnie. Dawałem sobie rade przez te dziesięć dam i przez kolejne. - warknął
Oj a myślał, że będzie się robiło coraz bardziej różowo, a zamiast tego oboje zaczęli na siebie warczeć. Mogli poczuć się niczym młode lwy, którym już niestety jaja urosły i grzywa i walka o dominacje i samice się stała... Ale tutaj samica były po prostu sekrety, których oboje chcieli chronić, zwłaszcza młodszy. Nie potrafił się przełamać by mu wyznać z jaką grupą trzyma. Dlaczego nie potrafił mu w 100% już zaufać, bo pachniał ojcem... To go musiało powstrzymywać przed powiedzeniem. To, ze oboje dorośli i zmienili się diametralnie nie przy sobie, tylko z tęsknoty za sobą i dostosowaniem się do nowej rzeczywistości. Czy by mogli na nowo dzielić jeden świat?
Młodszy Ryan tylko coraz bardziej zaciskał pięść słysząc jego tłumaczenie co do fptp... Czy on naprawdę nie zdawał sobie sprawy, ze mieli ta samą twarz... Dla dogsów czy gc to nie byłoby różnicy którego by złapali.. Mike wiedział, ze w przyszłości mogą za nim list gończy postawić, a rysopis będzie więcej niż bardziej z Dickim się kojarzył. Dlatego ściskał teraz zęby słuchając go i będąc po prostu wściekłym. Myślał ze jak jest w tym samym mieście co on to wszystko będzie prostsze. Jasne mogli być razem, cieszyć się sobą, ale teraz się zdwoiło tez niebezpieczeństwo, o którym widocznie Rich nie miał pojęcia.
- Przestań do mnie mówić tym tonem co ojciec. - odwrócił się z zacięta miną do niego. - Myślę, że dzisiaj i tak dość już usłyszałeś, nie chce cię wplątać w swoje sprawy byś był bezpieczny w tej swojej przystani. - ścisnął jeszcze mocniej dłonie – Powinienem iść. Dzięki za kolację. - odburknął i zaczął kierować się do wyjścia, czując jak w środku wszystko mu się z emocji wywraca, a uchodził przecież za osobę opanowana w stresowych sytuacjach.. Najwidoczniej miało to tylko odzwierciedlenie w stosunku do misji czy życia, ale nie w stosunku do brata, przy którym jego emocje po prostu wariowały i skręcały się.Rick Ryan - 2018-06-16, 02:30 Richard prychnął pod nosem. No tak, jak zawsze Mike wiedział najlepiej i żaden głos rozsądku do niego nie docierał. Patrzcie na niego Taki dorosły bo zwiał z domu i szlajał się po ulicach okradając innych ludzi. Richard coraz bardziej uważał iż Mike nie chce mieć nic wspólnego nie tylko z ich ojcem ale i z nim samym. W końcu przecież Rick był najgorszy bo został w domu i musiał jakoś żyć z ich rodzicami.
- To czemu w takim razie zachowujesz się teraz gorzej, niż jak miałeś 15 lat, co? – Spytał złośliwie. Cóż szczerze mówiąc wydawało mu się to być prawdą. Mike nie widział że Rich tylko i wyłącznie stara się mu pomóc na swój sposób gdyż naprawdę nie wiedział jak ma dotrzeć do swojego młodszego brata, który traktował go jak totalnego idiotę. W końcu Rich nie okradał ludzi więc skąd mógł wiedzieć cokolwiek o życiu? Osobiście uważał, iż wie na ten temat nie co więcej niż Mike. Starszy Ryan zdawał sobie sprawę z zagrożenia jakie wisiało nad nim i był doskonale przygotowany na każdą, możliwą okazję. Mężczyzna wiedział dużo więcej niż jego brat jak sprawa wygląda z rządem i doskonale wiedział na co musi się przygotować. No, ale przecież Rich nic na żaden temat nie wiedział, co nie Mike?
Mężczyzna prychnął pod nosem wściekły. No tak, w końcu w oczach Mike był tylko marną kopią swojego ojca i najwidoczniej nikim więcej. W końcu przecież pracował w tym samym zawodzie więc musiał być najgorszym człowiekiem na świecie w oczach swojego pieprzonego braciszka.
- Bo co? Bo jestem potworem że zadbałem o przyszłość?! Bo zmusiłeś mnie z nim współpracować?! – Warknął na niego. Widać było już iż Richard jest naprawdę porządnie zdenerwowany,a kolejne słowa jego brata sprawiły iż Rich niemal dostał ataku furii. Złapał Mike za ramię, nie pozwalając mu odejść. - Tak kurwa uciekaj jak zawsze! To na pewno rozwiąże wszystkie problemy! Bo przecież zamiast powiedzieć mi o co chodzi lepiej odwalać pieprzone szopki! Dorośnij Mike! – Krzyczał. Krzyczał na swojego brata cały czas trzymając go z całej siły za ramię i nie pozwalając mu odejść.Michael Ryan - 2018-06-16, 03:14 Tak naprawdę Mike sam nie wiedział co chciał, to wszystko zdawało się na niego spadać jak gradowa burza. Atak na bractwo, rekrutowanie ludzi, szukanie zaginionych, zaopatrzenia, opieka nad Penny i jeszcze brat. Mike był tylko dwudziestopięcioletnim młodym mężczyzną, miał prawo czuć się sfrustrowany tym, ze nie mógł ochronić wszystkich i zaopiekować się nimi. To go chyba najbardziej bodło, ze przeceniał swoje siły, a o pomoc rzadko prosił, bo najzwyczajniej to go często proszono. Przecież był w oczach niektórych niezniszczalny, dający ciągle uśmiech na twarzach tych co przygasiło życie czy tez zobaczyli za dużo. Wiedział co przeżywali chciał wszystkim pomóc, ale tak się nie dało. Gdzieś te nerwy musiały wyjść... Pech chciał, ze padło na jego własnego brata. Może dlatego, że po prostu w bractwie nie wypadało dać upust nerwom, a brat zrozumie, a może po prostu czara goryczy się przelała wraz z tym, jak poczuł się znów jak jakiś utrzymanek, co dostaje prezenty/kiszonkowe. Nikt jednak tak naprawdę nie wiedział co się w tym małym móżdżku młodszego działo.
- A ty to aniołek się zrobiłeś. - odwarknął mu na tą złośliwość dotyczącą wieku.
Nie, Mike wcale nie uważał, ze miał gorzej, wiedział jaki ojciec może być, ale po tym jak Rich mówił, ze łowili ryby, matka zaczęła gotować, nagle stał się ich światem, a jego wyklęli. Gdzieś w głębi duszy bolało go to, że nie miał szczęśliwej rodziny, nie miał swojego miejsca na ziemi i to może właśnie jaki Richard się zrobił poważny i mimo tego, ze opowiadał dalej o ojcu z pogardom, dawało ukucie częściowej zazdrości. Za życiem po prostu normalnym pieprzonym życiem. A nie chowaniu się po norach.
Chciał uciec zanim wybuchnie, nie chciał podnieść ręki, ani krzyczeć na brata. Nie było mu to do szczęścia potrzebne. Jednak słysząc „zmusiłeś”, poczuł większa falę złości, która rozniosła się po jego ciele. Chciał to zignorować naprawdę. Czuł jak wargi mu drżą ze złości dlatego je zagryzł. A zaraz potem został złapany za ramie, zatrzymał się w pół kroku, słuchał jak ten się na niego wydziera, odwrócił się i chwycił go za nadgarstek i wykręcił mu ją do tyłu.
- Taki ciekawy jesteś tak. - spojrzał mu w twarz ze zmarszczonym czołem – Widziałeś wczorajsze gazetki jak to jebane psy się rozczulały, że tyle stracili ludzi? Takich złych i niebezpiecznych mutantów zrównali z ziemią? Tak, to byli moi ludzie, trzydziestu czterech niewinnych zabitych ludzi, niewiele mniej schwytanych w tym nasza przywódczyni. - spojrzał mu w oczy prychnął i puścił jego nadgarstek – Ledwo udało się uciec niektórym, bo te szumowiny zaatakowały nas skoro świt, a mnie kurwa tam nie było, a wiesz dlaczego? - puknął go palcem w tors – Bo miałem nowego członka odebrać, bo się tym zajmuje, rekrutowaniem zabłąkanych mutantów i dawaniem im jakiejś pieprzonej nadziei na lepsze jutro. I mówisz, że to ja jestem dzieckiem? - westchnął, ale głos mu się zaczął łamać i cały trząsł z emocji – Staram się ciebie chronić nie bardziej jak ty. Co będzie jak trafie do pieprzonej kartoteki i to ciebie zamkną? - złapał się za czoło i po prostu usiadł na krześle – Po prostu się o ciebie martwię staruchu, a ty twierdzisz, ze jestem dzieciakiem co KURWA nic nie robi, bo nie chce powiedzieć,że jest jednym z członków grupy terrorystycznej według państwa. - spojrzał na swoje skarpetki czując się jak przegrany. - Nie wiem... Chciałem chyba byś mnie znienawidził. Poczułem jak się spotkaliśmy, ze wygrałem los na loterii, ale potem zauważyłem jak się różnimy od siebie i pewnie dlatego chciałem się od ciebie odsunąć, ale nie potrafiłem... - czuł jak do oczu napływały mu łzy – Po prostu kurwa nie potrafiłem zostawić Cię ze swoim nowym życiem, bo... - zawiesił głos – Bo chciałem być jego jebaną częścią, ale nasze światy się pieprzenie różnią...
Jego ciało dalej drżało całe z emocji, a na spodniach pojawiło się parę kropli z łez chłopaka. Powinien temu pieprzonemu dupkowi przywalić i by mu przeszło, a nie mazać się jak jakaś pieprzona panienka... Znowu...Rick Ryan - 2018-06-16, 22:35 Richard doskonale wiedział ze Mike wcale nie miał łatwo, nie mniej nie oznaczało to że Micheal mógł się na nim wyżywać, zwłaszcza że nigdy nie zachowywał się fair w stosunku do swojego brata. Rich zawsze się nim opiekował i zawsze wyciągał go z tarapatów, nie on wyrzucił go z domu to Mike podjął taką decyzję i to przez jego decyzję skończył jak skończył.
- Mike to nie moja wina że uciekłeś więc w końcu ze mnie zejdź ! – W tym właśnie momencie Mike potwierdził Rickowi że nic w jego zachowaniu się nie zmieniło, zamiast spojrzeć obiektywnie na siebie przerzucał całą winą na swojego brata, tak jakby był powodem dla którego jego życie potoczyło się tak, jak się potoczyło. To MIKE się go wyrzekł, to Mike go zostawił, to Mike zrezygnował z tego, co miał teraz Richard. Jego brat nie mógł winić Richa o swoje wybory, powinien w końcu wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i przestać obwiniać o to innych.
Gdy poczuł jak Mike wykręca mu rękę do tyłu, niemal w tym samym momencie nadepnął go na stopę, po czym uderzył go głową w twarz, nie za mocno ot tak żeby się wyrwać z tego, mało komfortowego dla niego położenia. Nie chciał używać znó przemocy na swoim bracie, nie chciał znów być zmuszonym by obić mu twarz.
Słuchał jego słów z założonymi rękami na piersi, dając mu powiedzieć wszystko co chciał. Nie przerwał mu nawet na chwilę dając mu dokończyć to, co chciał mu przekazać. Przez długą chwilę trawił jego słowa w swojej głowie, zastanawiając się jak to ugryźć. Widział jak targają nim emocje, jak wszystko w nim buzuje. Cóż, Mike nigdy nie był tak opanowany jak Richard.
- Widziałem te gazety. – Nie powiedział mu że jest mu przykro iż znajomi Mike’a zginęli. Każdego dnia giną kolejni mutanci jak i niewinni ludzie i szczerze mówiąc, już to go nie ruszało. - Nigdy nie powiedziałem że jesteś dzieciakiem co nic nie robi. Stwierdziłem jedynie że zachowujesz się jak dzieciak bo zamiast powiedzieć od razu o co ci chodzi postanowiłeś się na mnie wyżywać za swoje niepowodzenia, nie powiedziałeś mi nawet że coś do mnie masz, a oba te zachowania wydają mi się naprawdę dziecinne. – Głos mężczyzny był opanowany, naprawdę bardzo opanowany mimo iż w środku Rich aż się gotował po tym, jak potraktował go jego brat. Nie umiał przyjąć do wiadomości iż Mike, chciał sprawić żeby Dicky go nienawidził. Przecież to był jego jedyny brat do jasnej cholery! Westchnął.
- Gratuluję, prawie ci się to udało. Każda akcja przynosi reakcję. Nic nie poradzisz na to że nasze życia się różnią, że my tak bardzo się różnimy. Żyjemy w naprawdę ciężkich czasach. Jeśli chcesz iść przez nie sam, bądź z grupką jakichś innych mutantów, proszę bardzo. Nie mam zamiaru cię zatrzymywać. Jeżleli jednak chcesz iść przez to bagno ze swoim bratem będziesz musiał zaakceptować wiele rzeczy i zmienić swoje podejście. Decyzja należy do Ciebie – To powiedziawszy Rich podszedł do barku i nalał sobie szklankę Whisky. Mike zdradził mu naprawdę dużo informacji, za dużo i Rich musiał je przepić. Nie był w stanie dłużej tego zdzierżyć na trzeźwo. Nie widział iż jego brat płacze, w końcu cały ten czas Mike siedział do niego tyłem. Richard rozmyślał o wszystkich słowach swojego brata. Doskonale wiedział iż się zmienił, wiedział też iż powoli zaczyna przypominać swojego ojca nic jednak nie był w stanie na to poradzić. Jeśli chciał zarabiać musiał przejąć część zachowań ich ojca. Mike zapomniał tylko o jednym, małym szczególe - Rich robił to wszystko dla niego.Michael Ryan - 2018-06-17, 01:06 Oj oboje zrzucali winy na siebie jak piłeczki. Ten winił tego, ze go zostawił i skazał na życie z rodzicami, a ten go winił za to, że nie potrafił wczuć się w jego miejsce. Bez wątpienia ta dwójka była idealnie siebie warta. Ktoś powinien im obu przetrzepać tyłki, wystawić rączki na zgodę i zapomnieć o przeszłości. Powinni się cieszyć sobą, a nie rozdrapywać na nowo zagojone strupy. Jednak ci młodzi chłopcy nie chcieli o tym myśleć i z pięknego jedzonka posypała się cała fala niepotrzebnych słów, aż przez mordobicie. Tak Mike znów oberwał, mimo, ze nie zmierzał niczego złego zrobić. Bez wątpienia to Rich był furiatem jeśli chodziło o przypierdalanie komuś. To było zrozumiałe, musiał przez większość życia stawać w obronie Mike'a, który zawsze pakował się w mniejsze lub większe problemy od kiedy był szkrabem. Możliwe, ze same powiedzenie, jesteś starszym bratem co z tego, ze o parę minut, ale musisz wziąć odpowiedzialność za tego młodszego, jakoś przelało się na charakter Richa.
Michael dalej był roztrzęsiony, ale nie spodziewał się czegoś więcej po bracie. Czuł się po prostu dziwnie. Ten opanowany to głosu, te ruchy to niewzruszenie... Czy naprawdę zrobił się takim człowiekiem wypranym z emocji? Na dodatek jego słowa go nie mniej raniły jak wcześniejsze słowa Mike'a do Richa. Obaj chyba byli jakimiś sadomasochistycznymi jednostkami, tylko do tego by się oficjalnie nie przyznali. Stopa czy szczęka nie bolała go tak bardzo jak serce w tym momencie. Nie mógł zrozumieć, czemu brat się nad nim fizycznie znęcał, czy w ten sposób chciał swoją frustracje pokazać, Mike jakby chciał tez potrafił przypierdolić, ale nie chciał. Nie podniósłby na brata ręki, o ile by naprawdę bardzo mocno na to nie zasłużył, ale wiedział, ze i tak by było mu ciężko.
Siedział tyłem do niego i po prostu słuchając dalej tych słów, czuł jak na jego spodnie znów klapnęło parę mokrych plam. Cóż mógł go pizduchą nazwać, ale przynajmniej miał emocje. Kazał mu wybierać, musiał być wściekły o to zniechęcenie. Czemu do cholery nie mógł też jego punktu widzenia zrozumieć, czy naprawdę widział tylko swój idealny nosek... Mike przetarł oczy, chcąc pozbyć się dowodu zbrodni, drżenia swojego ciała jednak nie zdołał na tyle opanować, a przy jego mocy to było jeszcze mocniej kłopotliwe.
Nie mógł zrozumieć, ze Rich nie podzielał już tego samego marzenia co on. To jak trzymali się za raczki i mówili, ze będą najlepszymi superbohaterami.. Dlaczego zatem stał się taki oschły i nieczuły niczym ojciec dla matki. Przecież on nie był ich matką... Wstał z miejsca i zobaczył jak ten nalewał sobie szklaneczkę trunku. No tak dlaczego dalej widział w nim ojca, to samo załatwianie problemów, ta sama obojętność, zero reakcji, wypranie z uczuć... Zagryzł swoją wargę nie wiedząc co dopowiedzieć. Richard postawił go w niemałej sytuacji. Oczekiwał, ze tylko on ma się zmienić i akceptować wile rzeczy. Nie podobały mu się te jego słowa, ale nie chciał się kłócić, miał dość tej wymiany zdań. Przypomniał sobie jak jeszcze z godzinę czy dwie temu przytulali się do siebie, to cholernie bolało... Teraz jednak powiedział mu wszystko, co chciał usłyszeć, widać było, ze nie był szczęśliwy z obrotu sprawy i szczerości bezwzględnej brata.
- Powiedziałem wszystko zgodnie z prawda, chciałeś ją usłyszeć. - odparł spokojnie wpatrując się w jego sylwetkę – I nie każ mi wybierać między Tobą a Bractwem. - dodał podchodząc do niego i oparł swoją głowę na jego łopatkach – Nie kłóćmy się już. - odparł cicho, czując się po prostu wyczerpanym emocjonalnie.
Tak chciał by brat po prostu go teraz przytulił jak kiedyś jak ćwicząc moc rozwalił sobie całe kolana... Pogłaskał po głowie i powiedział, ze wszystko będzie dobrze...Rick Ryan - 2018-06-17, 01:59 Tak, w tym momencie Richardowi naprawdę brakowało ich ojca. Ten mężczyzna rzadko bywał w domu nie mniej gdy był, zawsze potrafił ustawić ich do porządku nie ważne czy spór był o to, kto zabił chomika czy o to że oboje chcą tego samego lizaka a jest tylko jeden. Jaki by nie był zawsze potrafił sprawić iż chłopcy wyciągali do siebie ręce, przynajmniej on tak to pamiętał. Rich doskonale wiedział że on sam w obecnej sytuacji nie może odgrywać roli ani niegrzecznego chłopca ani ich ojca jednocześnie i szczerze mówiąc, zaczynał wątpić iż uda im się dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Czyżby aż tak bardzo się od siebie różnili że nie było dla nich żadnej nadziei na dogadanie się ? Mężczyzna czuł się skołowany tym wszystkim, skołowany całą kaskadą uczuć i emocji poczynając od miłości do swojego brata kończąc na chęci wyrzucenia go za drzwi i wymazania ze swojej pamięci i swojego życia.
Richard wcale nie chciał skrzywdzić swojego brata, raczej chciał się uwolnić z jego uścisku by ta cała sytuacja nie skończyła się na zwykłym, prostackim mordobiciu. Doskonale wiedział iż jego brat nie jest tak opanowany jak on, że nie umie trzymać uczuć na wodzy tak jak on. Rich naprawdę nie chciał by znów zaczęli się krzywdzić, w tej bitwie jedynie słowa mogły być bronią nie faktyczna przemoc. Oboje nie wybaczyliby sobie skrzywdzenia tego drugiego.
Richard stał tak, wpatrując się się w okno. Nie chciał patrzeć teraz na brata, przynajmniej przez kilka chwil. Potrzebował chwilę by zebrać swoje myśli, powstrzymać się przez kolejnym podniesieniem głosu. Przymknął na chwilę oczy po czym napił się trunku. Czy alkohol pomagał rozwiązać problemy? Nie, ale pomagał mu opanować swoje emocje, złapać chwilę oddechu od tego wszystkiego przemyśleć swoje kolejne posunięcie.
Mężczyzna słyszał, jak jego brat wstaje z krzesła i podchodzi w jego stronę. Richard otworzył oczy dopiero kiedy pierwsze słowa wyszły z ust Michaela. Westchnął. On naprawdę nie rozumiał o co mu chodziło mimo iż Rich starał się wyrazić swoje zdanie najjaśniej jak tylko mógł.
- Mike nie każę Ci wybierać między mną a bractwem. Chcę jedynie żebyś się zdecydował czy chcesz mieć mnie znów w swoim życiu czy nie. Mówiłeś że chciałeś się odsunąć, chwilę później że chcesz być częścią mojego życia. Podejmij decyzję, miej jednak na względzie iż jeśli faktycznie chcesz odnowić relację ze mną będę miał kilka hm… warunków. – W tym momencie Richard poczuł głowę brata na swoich łopatkach i westchnął ciężko. - Nie chcę się z tobą kłócić dlatego też jeśli chcesz mieć mnie w swoim życiu musisz zaakceptować kilka rzeczy. Po pierwsze chciałbym, żebyś zrozumiał że jeśli oferuję ci wsparcie finansowe są to moje, ciężko zarobione pieniądze. Nie oferuję ci tego jako jałmużnę, chcę mieć pewność że gdziekolwiek jesteś nie będziesz zdychał z głodu ani marzł. Żebym nie musiał się martwić. – Tu zrobił przerwę by wziąć łyk trunku - Po drugie : doskonale wiem że bardzo się obecnie różnimy dlatego nie możesz mnie oszukiwać. Rozumiem że macie swoje tajemnice i bezpieczniej jest gdy o nich nie wiem ale jeśli masz coś do mnie powinieneś mi to powiedzieć jak najszybciej. – Zrobił kolejną, dłuższą przerwę po to by zebrać odpowiednie słowa w swojej głowie. Wiedział iż może to urazić jego brata, jednak było to gdzieś w zakamarkach jego umysłu i coraz bardziej chciało wyjść na zewnątrz. - Po trzecie musisz w końcu zrozumieć że nie jestem twoim wrogiem. Musisz przestać patrzeć na mnie jak na potwora bądź naszego ojca. Mike jestem jedyną osobą na tym świecie która nigdy cię nie zostawi, nie ważne co by się działo zawsze będziesz moim małym braciszkiem – Rich znów napił się trunku, nie mniej nie odwrócił się do brata. Bał się iż jeśli tylko spojrzy w jego twarz i obaczy łzy bądź smutek sam się rozklei. Rozpadnie na drobne kawałeczki które bardzo ciężko będzie mu pozbierać a którychś z nich musiał być tym, który się nie rozklei, który będzie mógł pocieszyć tego drugiego.Michael Ryan - 2018-06-23, 00:34 Mike wcale nie wymagał od brata by objął stanowisko ojca, wolałby zdecydowanie by było między nimi tak jak wcześniej. Fakt, ze ojciec potrafił załatwiać sytuacje sporne był niezaprzeczalny, jednak Mike nie zamierzał się tak podporządkowywać o parę minut starszemu bratu. Był na to po prostu już za stary. Z chwilą ucieczki uzyskał wolność i niezależność, którą sobie cenił. Może i był wychowywany przez swojego mentora, którego poznał, ale to nie była żelazna ręka ojca, lecz zrozumienie. Nie musiał nic ukrywać przed tym starszym człowiekiem, mógł odejść kiedy chciał... Ale Richard nie miał czegoś takiego, z tego co mówił, ojciec niby się zmienił, ale jednak... Mike w to za mocno nie wierzył. Miał swoje przeczucie, ze jakby się dowiedział o mutacji i jego, to również by go wydziedziczył i lub oddał na szeregu badań na mutazynie... Nie chciał sobie tego wyobrażać, więc póki żył z nieświadomością od 15 lat, to było dobrze.
Właśnie w oczach Mike'a to właśnie teraz Dicky był ten bardziej wojowniczy, może i chciał się bronić, może i myślał, ze ten chce mu wykręcić mocno rękę a potem przylać... Jednak najwidoczniej nie znał za dobrze swojego brata, bo to, że Mike kiedyś lubił stawać w obronie i się pieklić to swoje, ale nigdy w stosunku do brata... No dobra jak zabrał mu jego figurkę Kapitana Ameryki to mu się nalewało, ale takie rzeczy powinno się wyciąć. Jedno jednak zostało bez zmian, emocjonalność Mike'a, w stosunku do brata. Ile by nie chciał się powstrzymywać, tak w tym jednym przypadku zachowywał się jak płaczka pogrzebowa. Powinni mu za to płacić!
Jeśli wiecie jaką rozmówca ma głupią minę jak okazuje się, ze źle zrozumiał kogoś.. To właśnie młodszy Ryan miał taką minę. Cóż jego brat nie sprecyzował się w 100% mógł wywnioskować własne teorię. Dał bratu dokończyć mówienie wtulając się w jego łopatki i wdychając jego zapach. I wcale nie wycierał tam zasmarkanego nosa! Czuł jednak, ze robi mu się ciężko na sercu z każdym jego słowem. Nie mógł mu wszystkiego obiecać. Jednak jednego był pewny w tym wszystkim. Nie chciał go wyrzucać ze swojego życia.. Pomimo tego, że bezpieczniej by było jakby się nie znaleźli, teraz jednak nie chciałby go stracić.
- Nie chciałbym cie ponownie stracić. - zaczął po całym wywodzie brata i tym razem objął go od tyłu, opierając czołem pomiędzy jego łopatkami. - Nie mogę ci w stu procentach wszystkiego obiecać, ale postaram się ze wszystkich sił by nie oceniać cię przez pryzmat przeszłości, a zwłaszcza naszego ojca... - mocniej go ścisnął – Ale ty tez musisz mi coś obiecać jeśli chcesz mieć mnie w swoim życiu... Przyrzeknij mi, ze jak będziesz mieć kłopoty zgłosisz się do Bractwa, pomogą Ci... Ja Ci pomogę...- dodał akcentując ostatnie słowa.
Mike chciał jeszcze dużo rzeczy dodać.. Chociażby to, by nie nazywał go dzieckiem ani nie oceniał, jednak stwierdził, ze nie chce bratu tyle rzeczy na głowę zwalać. Nie miał zamiaru stawiać mu miliona warunków by się mogli spotykać, jaki to miało by wtedy sens? Mike chciał się radować każda chwila spędzoną z bratem, jednak nie chciał go ograniczać czy na siłę zabierać z poukładanego świata by się zatrzymał w kryjówce pełną mutantów, na którą dwie organizacje polują.
- Kocham Cię jesteś moim braciszkiem. - dodał lekko łamiącym się głosem
Speedster nie zamierzał puszczać brata, przytulił się do niego niczym mała małpka. Przynajmniej na ten moment mógł przez chwilę zapomnieć o tych wszystkich problemach, które miał na głowie. Nawet jeśli się godził po części na wymagania brata, to się cieszył, ze mógł na spokojnie do kogoś się przytulić, kto go już raczej nie będzie oceniał za to kim jest i co się z nim stało... Planował tego jawnie też nie pokazywać Richowi, tego jak bardzo ojca przypominał.. W końcu chciał się nim opiekować, a tego trochę Mike'owi brakowało, by ktoś poza jego przyjaciółmi nim się też zaopiekował.Rick Ryan - 2018-06-25, 01:07 Richard jednak czuł iż czasem musi przyjąć inny front, pokazać mu iż potraf być też po drugiej stronie barykady by w końcu wytłumaczyć wszystko co było nie tak pomiędzy nimi. Czasem nawet żałował że Mike nie spędził więcej czasu z ojcem. Może nie byłby wtedy taki gwałtowny, może umiałby ogarnąć swoje emocje i chociaż przez chwilę zastanowił się nad tym, co jego starszy brat mówił do niego zamiast roztrząsać wszystko pod wpływem emocji skupiając się tylko na swoich odczuciach.
Och, Rich doskonale wiedział że różnie mogłoby być gdyby jego ojciec dowiedział się o jego mocy, nie mniej doskonale wiemy iż jego moc jest trochę trudniejsza do zauważenia, no i nie był na tyle głupi by jej przy kimkolwiek używać po tym, co spotkało jego brata i jak musiał zniknąć z ich życia.
Cóż, szczerze mówiąc Richard zaczynał mieć już dość. Najzwyczajniej w świecie nudziło mu się wieczne tłumaczenie swojemu bratu iż nie jest jego wrogiem, że jest po jego stronie i może mu zaufać. Irytowało go trochę iż to do Mike nie docierało, jego słowa nie raz go raniły i naprawdę czuł się już zmęczony. Doskonale wiedział iż nie jest w stanie pociągnąć ich relacji sam, bez jakiegokolwiek wysiłku ze strony młodszego brata… Ta dziesięcioletnia przerwa z pewnością była o wiele za długa gdyż Richard coraz bardziej zauważał iż nie umieją się już za dobrze dogadać. Każdy z nich poszedł w swoją stronę, każdy się zmienił…
Richard westchnął ciężko i upił kolejny łyk whiskey po tym jak jego brat skończył rozmawiać. Mężczyzna doskonale wiedział iż nie był w stanie złożyć tej obietnicy, nie po wykształceniu któe zdobył i które zmuszało go do rozłożenia wszystkiego na czynniki pierwsze w poszukiwaniu kruczków.
- Nie mogę ci tego obiecać Mike. Nie wiem jak funkcjonuje to bractwo ani co to dokładnie jest, nie zrozum mnie źle tu nie chodzi o ciebie, jednak nie mogę ci przyrzec że w razie kłopotów powierzę swój lost nieznajomym. Nie mogę też zacząć wypytywać cię teraz o szczegóły gdy jest to zbyt niebezpieczne- Cóż, najwidoczniej oboje znaleźli się w sytuacji impasu. Któryś z nich musiał odpuścić, nie mniej Rick doskonale wiedział że to nie będzie on. W końcu jego argument dlaczego nie może złożyć takiej obietnicy wydawał mu się naprawdę rozsądny. Nikt o zdrowym umyślnie powierzyłby swojej przyszłości nieznajomym, nawet jeśli byli to znajomi jego brata… Albo i nie. W końcu Richard mógł tylko zakładać czym lub zbiorem jakich osób jest ów bratcwo o którym nie miał żadnego pojęcia. Nie wiedział też przez to jakie relacje łączą go z ów tajemniczym bractwem. A co jeśli to jakaś sekta? Richard zmarszczył brwi, cóż nie sądził ze Michael był na tyle głupi by wplątać się w jakąś sektę. A może jednak?
Następne słowa młodszego Ryana sprawiły że mężczyzna westchnął po czym mężczyzna wyślizgnął się z uścisku brata po to, by najzwyczajniej, w normalny sposób go przytulić. Rich wciąż w jednej ręce miał szklankę, drugą jednak pogłaskał swojego brata po głowie.
- Wiem. – Odpowiedział tylko. Cóż, zwykle słowo wiem jest najgorszą możliwa odpowiedzią na wyznanie miłości, zwłaszcza gdy słyszysz to od swojego brata nie mniej mężczyzna naprawdę nie wiedział co miał mu powiedzieć.Michael Ryan - 2018-06-26, 00:39 Oj gdyby Mike wiedział, ze się niby tak mocno nad sobą rozczula, to by się pogniewał. Był emocjonalny w stosunku do brata, ale nie uważał, ze miał w 100% żałować sam siebie jakby było mu ciężko. Rozumiał, ze każdy z nich miał własne piekło i własne dostosowanie się do panujących realiów. Może wyglądał w oczach Richa jakby chciał mu na siłę pokazać, jak mu źle i nie dobrze, ojej przytul mnie i w ogóle. Taka babeczka jeno tylko, ze z peniskiem... Nie Mike taki nie był, miał teraz ostatnie parę dni po prostu tragiczne. Nie chciał stwarzać bratu problemów mówić mu o Bractwie, ale to ten go dusił by to powiedział i potem w oczach Richarda wychodził na tą dziewczynkę z peniskiem plącząca po kątach. Obaj nie byli bez winy. Każdy z nich przeżywał swój ból, tylko najgorsze w tym było to... Każdy widział swój czubek nosa.
Jak się mówi kij miał dwa końce słowa Mike raniły Richarda i vice versa... Chłodność, zdystansowanie, chęć wiedzenia wszystkiego, mimo późniejszego zatapiania tego problemu w alkoholu. Richard chciał by Mike go rozumiał, ze nie jest wrogiem i odwrotnie było to samo. Musieli się po prostu dotrzeć, chociażby mieli wylać litry łez, wódki czy też się pobić... Nie było brata bez winy.
Mike mógł się domyślić takiej odpowiedzi. No tak dla niego to nowa rodzina, dla brata cóż... Zupełnie obcy ludzie. Może i banda cudaków, tego nie wiedział jak ich widział Richard...
- To przynajmniej obiecaj, ze ze mną się skontaktujesz. O tyle chyba mogę prosić. - odparł dość neutralnym głosem
To wszystko było zdecydowanie do bani.. Mike chciałby mu pokazać świat ludzi takich jak oni, ale czy Rich by się tam odnalazł... Czy by nie padł na zawał widząc różne dziwactwa... Oni wyglądali normalnie, ale u niektórych mutacja inaczej ewoluowała. Byli po części szkaradni... Na pewno jednak nie byli sektą. Na pewno gdyby usłyszał o tym na głos to by się roześmiał na głos.. W jego oczach byli rodziną uciekająca przed złymi ludźmi, którzy ich nie rozumieją. Odmieńcami... Ale cieszył się, ze przynajmniej przez tyle lat miał w kimś oparcie, a nie został sam na tym świecie, bo znając Mike'a pewnie jak miał te naście lat rząd szybko by go wyłapał, jakby nie spotkał na ulicy swojego mentora..
Przez moment młodszy z nich był zaskoczony, ze ten uciekł z jego uścisku po tym wyznaniu, a po chwili poczuł jak zrobiło mu się ciepło do czasu.. Do póki Richard się nie odezwał... To było jakby ktoś ci szpilę prosto w serce wbił... W pierwszej chwili chciał go odepchnąć i coś syknąć, w drugiej zrezygnował. Cóż... Pewnie chciał go bardziej dobić, jeśli tak to mu się to kosmicznie udało. Jednak nie Mike'owi nie zaszkliły się oczy, oparł podbródek dalej o jego ramię i tylko westchnął dość głośno. No tak co spodziewał się czegoś więcej? Po tym co sobie powiedzieli? Znów miał przed oczami twarz ojca, dla którego słowo „kocham” było czymś abstrakcyjnym... Starał sobie tego nie wyobrażać, ale nie potrafił inaczej.. Co prawda czuł jego dotyk, to tez poniekąd było okazywanie uczucia, wiedział o tym, ale chyba za wcześnie powiedział mu te słowa. A przecież to nie była żadna tajemnica, ze go kochał. Był w końcu jego bliźniakiem, jego starszym braciszkiem.
Wtulił się w niego, mocniej ściskając, parę w łapach na pewno miał większą od Richarda, zwilżył swoje wargi i spojrzał przed siebie. Otworzyło mu się pudełko nicości jakby po prostu o niczym nie myślał w tej danej chwili. Było mu przyjemnie, pomimo bolącego trochę serduszka.Rick Ryan - 2018-06-27, 17:54 Richard do niczego go nie zmuszał, uważa jednak że okłamując siebie nawzajem. Dopóki nie wypracują między sobą pewnej szcerości nie będą w stanie się dogadać, przynajmniej według Richarda który szczerze mówiąc był już zmęczony tą całą sytuacją. Nigdy by nie powiedziałby że będą mieli takie problemy aby się dogadać i szczerze mówiąc gdyby to przewidział z penwością poczekałby jeszcze z odnalezieniem Mike, przynajmniej do czasu gdy ustabilizuje mu się cała sytuacja z jego nowo otwartą kancelarią gdyż to było dla niego o wiele większym problemem niż to czy brat nie chce mu mówić o czymś czy nie.
- Nie, Mike. Rusz głową, jeśli wpadnę w tarapaty istnieje tylko 50 % szans że od razu się do ciebie zwrócę. I nie pierdol mi tu że jestem jak ojciec czy egoistą po prostu są sytuacje, których nie możemy przewidzieć. Jeżeli będę miał pewność, że jest to bezpieczne wtedy się odezwę. – Powiedział spokojnie i zwięźle po czym westchnął. Naprawdę miłoby mu się zrobiło jakby Mike zaczął myśleć z szerszej perspektywy, próbując zrozumieć jego tok myślenia. Cóż, tego Rich wiedzieć nie mógł dlategeo też nie miał zamiaru ufać temu bractwu. Mężczyzna naprawdę żałował że jego brat nie jest wstanie spojrzeć na świat jego spojrzenie i z jego chłodną kalkulacją.
Cóż, mężczyzna nie robił specjalnie niczego, co mogłoby zranić jego brata, w końcu nie był potworem za jakiego nie raz brał go jego brat, przynajmniej tak mu się wydawało. Stał tak, obejmując swojego brata z masą myśli kołatających się po jego czaszce. Było już dość późno, a biorąc pod uwagę fakt iż miał za sobą naprawdę ciężki dzień czuł się zmęczony Nie tylko tymi wszystkimi sprawami, myślami i emocjami.. Po dłuższej chwili odsunął się od swojego brata, po czym znów wziął łyk trunku. Richard wcale nie zapijał problemów, alkohol pomagał mu się zrelaksować a rozmowa którą odbyli zadziałała na niego bardzo emocjonująco to też wolał użyć wspomagacza, by czasem nie palnąć czegoś, czego by żałował.
- Jestem naprawdę zmęczony... – Powiedział do swojego brata mając nadzieję iż nie będzie narażał się szlajając po nocach zwłaszcza w tej dzielnicy miasta.Michael Ryan - 2018-06-27, 23:04 Mike miał ochotę wznieść wzrok do niebios. Czy jego brat do cholery brał wszystko dosłownie pod każdym kątem? Na dodatek, czemu nagle z ojcem wyskoczył. To zbiło go trochę z tropu. Zmarszczył lekko brwi.
- Poprosiłem cię tylko o coś, a ty mi zarzucasz, ze już porównuje cię z ojcem. Gdzie ci o tym teraz pierdoliłem? - nie był z tego obrotu sprawy zadowolony. - Zbyt dosłownie bierzesz moje słowa.
Naprawdę uważał, to za niesprawiedliwe, ze teraz mu nagadał o ojcu. Skoro chciał by nie mówił głośno o takich rzeczach zatem nie mówił, a sam Richard sugerował mu, ze pierdolił i gadał o ojcu lub o egoizmie. Gdzie on teraz do cholery mu o tym powiedział? Tak mógł poczuć się skołowany, a na pewno niezbyt szczęśliwy z obrotu sytuacji jaka nastała między nimi.
Poczuł się skopany przez brata, tak to było można uznać, ze właśnie Rich pokopał leżącego. Mike i tak już wystarczająco chciał się ugiąć, ale nie widział sensu by tylko on zmieniał swoje nastawienie. Chcieli się poznać, spoko. Warunki to jedno, a chęć akceptacji drugie. Pierwszy raz spotkał się z takim zachowaniem od jakiejkolwiek osoby, naprawdę nie wiedział co myśleć, zwłaszcza po późniejszym braku powiedzenia dwóch magicznych słów. Wszystko to sprawiało, ze Mike miał ochotę zwiać stad i przemyśleć wszystko na spokojnie. Musiał jeszcze zaopiekować się Penny, wyspać się... A teraz nie wiedział czy będą go dręczyć koszmary przez małą czy przez ten dzisiejszy wieczór spędzony z baratem...
Odkleił się od brata i spojrzał mu bez emocji w twarz. Widział jego zmęczenie, sam wyglądał teraz nie lepiej, mogli sobie przybić piątkę pod tą kwestią. Słysząc jego słowa wzruszył tylko ramionami.
-Rozumiem. - odparł neutralnie – Zatem będę się zabierać. - odparł i odwrócił się na piecie.
Nie śpieszył się, powoli ubrał swoje rzeczy na siebie i spojrzał jeszcze w kierunku brata. Tak naprawdę w tym momencie nic nie czuł. Czuł się wyprany z wszelakich emocji. Za dużo dziś wylał przez niego łez by nie czuć się skompromitowany jego ostatnim zachowaniem czy tez braku słów, które tak bardzo chciał usłyszeć. Spakował do kieszeni ten telefon, o który była wojna, mimo wszystko nie chciał mu robić przykrości zostawiając go.
- Zatem do zobaczenia. Jakbyś czegoś potrzebował czy to rozmowy czy czegoś innego to pisz. - odparł dość beznamiętnym tonem, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł przez drzwi. Dopiero na zewnątrz czując powiew chłodnego powietrza poczuł się odrobinę lepiej, to było naprawdę ciężkie co między nim a Richem się działo i sam nie wiedział, czy będą w stanie kiedykolwiek do siebie dotrzeć. Każde z nich na siłę chciało zmienić drugiego, a to nie było zdrowe w relacji.
z/tRick Ryan - 2018-07-05, 23:45 Westchnął ciężko słysząc słowa brata. Cóż, on ciągle czuł iż Mike patrzy na niego jak na ch ojca a przecież chłopak nie był jego kopią!
- Patrzysz na mnie jak na ojca Mike. - Odpowiedział bratu zmęczonym tonem. Miał dość tych wiecznych wojen ze swoim bratem, naprawdę chciałby cofnąć się w czasie, uciec razem z nim. Wtedy wszystko byłoby łatwiejsze. Niestety mógł zatrzymać czas, ale nie go cofnąć czego w obecnej chwili naprawdę żałował. Chciał aby ich relacje były tak jak dawniej, by znów byli tymi dwoma chłopakami którzy chcieli razem ratować świat.
Richard chciał go zaakceptować, postawił jednak warunki tylko po to, iż wydawało mu się ze Mike nie chciał zaakceptować, tego, kim obecnie był jego brat, co naprawdę go bolało.
Na słowa że Mike będzie się zbierać pokiwał tylko głową a gdy ten zaczął się zbierać mężczyzna dopił swój alkohol po czym zdjął krawat, rozpiął górne guziki w koszuli i potarł ręką swój kark. Cały organizm mówił mu iż najwyższa pora iść spać.
- Jasne, Ty też się odzywaj - Powiedział, a gdy ten chciał wyjść złapał go za ramię i przyciągnął do siebie przytulając go mocno.
- Obiecuję że dam ci znać jakby coś się działo, ale tylko wtedy gdy będę stuprocentowo pewny że nie ściągnie to na ciebie kłopotów. Dobranoc bracie - Powiedział po czym potargał jego przydługie włosy. Gdy Mike wyszedł zamknął za nim drzwi i udał się prosto do sypialni
[zt]Michael Ryan - 2018-07-12, 18:31 // 5 kwietnia 19.42 (to znów ja w tym samym temacie xD)
Dzisiejszy poranek w hotelu, a w sumie i noc była naprawdę dziwna dla naszego speedstera. Nie wiedział jak miał się odnieść do uczuć Imari i do tego, ze myślała, że jest gejem. W jego małym móżdżku nie mogło się skalkulować, ze przyjaźń mogłaby kiedykolwiek przemienić się w coś więcej. Starał się o tym nie myśleć, przez resztę dnia po rozstaniu z dziewczyna, ale te słowa i to wszystko trochę go gryzły.
Na szczęście po powrocie do Bractwa, mógł na spokojnie swoje dziwne myśli skierować na inny tor, taki jak np. przywiezienie jedzenia. Porobił za szofera, nie zmęczył się. Musieli być ostrożni, bo niestety ich wrogowie nie spali, a jedzenie dla pięćdziesięciu osób musiało się znaleźć, chociażby znikome. Mike o swoje żarcie nigdy się nie martwił, on sobie dawał radę ze znalezieniem, ale jakby ktoś nagle zabrał mu moc, byłoby pewnie z tym krucho. Po wykonaniu zadania, użył ponownie swojej zdolności biegu by przybyć do brata. Miał względnie wolne, a musiał zobaczyć, czy naprawdę zdrowy jest.
Pod drzwiami, jednak stanął i zwilżył swoje wargi. Zapukał pięć razy a po krótkim namyśle dodał i szósty, czekał na otwarcie drzwi i sprawdzeniu czy żyje, czy nic mu się nie stało, a może ktoś mu wymazał te ostatnie godziny spędzone tam, czy jest zły, ze nie powiedział nikomu o nim... To wszystko sprawiało, że był zniecierpliwiony. Każda sekunda dłużyła mu się niemiłosiernie pod tymi drzwiami, a zmysły na swój sposób szalały. Poprawił jeszcze rozwianą fryzurę, dotknął swojego jednodniowego zarostu, spojrzał czy na koszulce nie ma na pewno jakiegoś medalu. Wszystko wyglądało w porządku.