To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Pierwsze piętro - Pokój #3

Imari Blanc - 2020-03-16, 20:28

- Za co przepraszasz? - obróciła się od okna. Obserwowała jak drepcze z łazienki, ale mu nie pomogła. Pewnie by sobie nie dał.
- Nie chcesz się umyć? Mogę ci trochę pomóc, chociaż się przemyjesz. I znajdę ci nową poszewkę na kołdrę - zaproponowała obserwując go. - Nie możesz leżeć w takiej przepoconej.

Vincent Edams - 2020-03-16, 20:54

Vincent skrzywił się i zakopał bardziej pod kocem.
- Za efekty dźwiękowe - mruknął.
Oczy miał szkliste, policzki rozpalone, łeb go napierdalał. Taki troszku mizerny był.
-Nie. - mruknął w odpowiedzi. - Zrobię to sam
W końcu ustalili, że nie będą się widzieć nago. Nie żeby przed chwilą przeparadował obok niej w samych spodenkach. To co innego.
- Która godzina? - mruknął znowu. Było ciemno za oknem

Imari Blanc - 2020-03-16, 21:27

- Sam przewrócisz się pod prysznicem czy jaki masz plan? Ledwo stoisz Vinc. Mógłbyś chociaz nie marudzić ten jeden raz i dać sobie pomóc - skrzywiła się. Był uparty, ale ona tez, jak tylko chciała. A na jeog zdrowiu akurat jej bardzo mocno zależało.
- Na korytarzu jest taki plastikowy taboret, weźmiemy go pod prysznic i bedziesz mógł siedziec. Nie musisz przecież być nago, tak? - miała nadzieje, ze ta informacja go uspokoi.
I chyba nie bardzo zamierzała z nim dyskutować.

Vincent Edams - 2020-03-16, 22:09

Vincent się obdąsał, a przynajmniej wewnętrznie, bo na twarzy jak zwykle niewiele było widać.
- Sam się umyje - burknął - I nie marudzę.
Miałaby go umyć? HELL NO. Jeszcze nie pourywało mu nóg i rąk. Poza tym, przez to czuł się jeszcze bardziej gówniarsko i aseksualnie. Normalnie by się tym nie przejmował aż tak bardzo, ale złe samopoczucie robiło swoje.
- Na traktuj mnie jak szczeniaka, proszę cię. Zaczynam się czuć jak w relacji dziecko- opiekunka - i by pokazać tą zabójczą dojrzalosc, łypnął na nią spod koca, którym nakrył się po sam nos, bo tak mu było zimno

Imari Blanc - 2020-03-18, 17:14

- Nie. Nie umyjesz się sam - unbiosła brew, podchodząc do łóżka, na którym przysiadła.
- Nie jestem twoją matką i nie zamierzam być. Po prostu pomoge ci usiąść pod prysznicem i umyjesz się sam, nie muszę ci szorować pleców. Po prostu nie masz tego robić sam i nie masz stać na mokrych kafelkach. Chyba, że jednak nie zamierzasz się myć i będziesz sobie tak radośnie zarastał brudem, ale wtedy możesz być pewien, że to moja pierwsza i ostatnia wizyta w tym pokoju podczas twojej rekonwalescencji - chyba ją zirytował swoim zachowaniem. - Jeśli to jest to, czego oczekujesz to wracam do Bractwa.

Vincent Edams - 2020-03-18, 19:10

Pogubił się.
- Pogubiłem się - wyraził swoje spostrzeżenie na głos. - To umyje się sam, czy nie?
Najpierw stanowczo mówi, że się sam nie umyje. Potem, że jednak tak, bo go zostawi. Jego umysł, nie ogarnął tej szybkiej zmiany zdania. Albo to ona się pomyliła?
- Mniejsza...- mruknął i podniósł się na łokciach. - Zamierzam. - usiadł ostrożnie. ZIMNO! - Po prostu..
Popatrzył na nią spode łba, choć przez jeden, bardzo dziwny moment, Imari wydawało się, że był,,, zawstydzony? Zażenowany?
-...nie chcę, byś mnie widziała... takiego. - bąknął, wbijając spojrzenie w swoją stopę. - ... słabego, chorego...n-nagiego - BOŻE CZEMU ON SIĘ ZAJĄKNĄŁ?! CO Z NIM NIE TAK?!

Imari Blanc - 2020-03-18, 20:42

Warknęła pod nosem coś niezrozumiałego.
- Nie muszę cię myć, jeśli sobie tego nie życzysz. Ale pomogę ci iść pod prysznic i usadzę cię tam na stołku, żebyś nic sobie nie zrobił. Pasuje? - Tak, wolała by go sama umyć, ale nie bedzie mu tego robić jeśli nie chciał.
- Gdybyś był w lepszym stanie, puknęła bym cię w czoło - mruknęła - Nie jesteś słaby. Ani chory. Musisz dojść do siebie, mało tam nie umarłeś. To nie ma nic wspólnego ze słabością. - wydawała się wręcz zła, ze tak do tego podchodził.

Vincent Edams - 2020-03-18, 21:25

- Dobra. - odwarknął, już zmęczony tymi przepychankami.
Oj tak, dziś tu nie było slodkopierdząco. On obolały i z wysoką gorączką, Imari zdecydowanie zniecierpliwiona, oboje zirytowani. To się robiło wręcz niebezpieczne.
Zwłaszcza, że Blanc nie wiedziała, dlaczego tak bardzo nie chciał, by ta go umyła. Wiedziała, że ma fobie z dotykiem, ale nie znała jej źródła. Vinc nigdy nie chciał o tym rozmawiać.
- Potrzebuje pomocy, by dotrzeć od prysznic i nie wybić zębów, jak to nazwiesz inaczej niż słabością? - westchnął zrezygnowany - Ale bez przesady z tym umieraniem. Umierałem kilka razy, teraz mi było do tego daleko - wzruszył ramionami
Takie tam wesołe wspomnienia z Alter Genetics.

Imari Blanc - 2020-03-18, 21:33

- Rekonwalescencja. Tak to nazwę. Siadaj i siedź, pójdę po ten stołek - wyszła na chwilę na korytarz i wrociła po jakiejś minucie mniej więcej. Poszla do lazienki i ustawiła taborecik pod prysznicem.
- Uszykuję ci czyste ciuchy, zmienię poszewki w tym czasie. Jakby coś to mnie wołaj - stanęła przed nim i wyciągnęła rękę do Edamsa. To nie był dla nich najlepszy dzień, trzeba to przyznać.

Vincent Edams - 2020-03-19, 04:21

Nie podobało mu się to. Nie chciał tracić w jej oczach. Byli przyjaciółmi, ale chciał by zawsze widziała w nim kogoś, w kim ma oparcie, przy kim nie musi się bać. A teraz ten ktoś ledwo człapał.
Ani myślał jej wołać, choćby miał się stamtąd wyczołgać. To już byłby dla niego szczyt upokorzenia. Bez słowa przyjął jej dłoń, widziała, że go to gryzło, ale dzielnie milczał. Gdy już znalazł się w łazience, bardzo powoli i koślawo się rozebrał. Chciał pomóc sobie wektorami, by sięgnąć po słuchawkę prysznica, ale obezwładniający ból głowy przypomniał mi, że temu Panu już podziękujemy na kilka dni. Klnąc cicho pod nosem, wsciekły na swoją bezsilność, musiał poradzić sobie sam. W końcu udało się! Woda popłynęła, jakby miała pomóc zmyć jego grzechy. Problem w tym, że wcale nie czuł się z nimi źle. Wręcz przeciwnie - pod tym względem, czuł się wręcz cudownie. Torturowanie i pozbawienie życia Dolores Crow, było tak.... stymulującym doświadczeniem, że dawno nie czuł się tak wspaniale. Zniszczenie Alter Genetics już w ogóle go wprawiało w delikatną euforię.
Siedział pod tym prysznicem nieruchomo, długo. Choć woda była ciepła, przez gorączkę wydawała mu się wręcz zimna. Wciąż i wciąż wracał do wczorajszych wydarzeń, aż poczuł się... bardzo zmęczony i senny. Gdyby mógł, z chęcią by się tu położył i przyciął komara

Imari Blanc - 2020-03-19, 13:15

Pomogła mu wstać, przejsć do łazienki i usiąść na taborecie. Ściągnęła mu słuchawkę prysznica i wręczyła mu ją. Nie odzywała się, bo miala wrażenie, że cokolwiek powie, Edams i tak wyciagnie z tego coś innego, co mu się wyda odpowiednie i będzie wspierać jego teorie.
Zostawiła go, chociaż widać było, że się zawahała i wcale nie chciała tego robić. Wiedziała jednak, że jakieś kompromisy musi podjąć, niestety.
Udała się po nowe poszewki na kołdrę i poduszki, wywietrzyła pokój, ogarnęła conieco i uszykowała mu czyste ubrania. Pewnie nie zajeło jej to specjalnie dużo czasu.
- Vinc..? - stanęła przy drzwiach łazienki - Już wszystko ogarnęlam. Chcesz ręcznik?

Vincent Edams - 2020-03-19, 16:40

Było między nimi jakieś dziwne, niewytłumaczalne napięcie, co zdarzyło się chyba po raz pierwszy. No, może wtedy, gdy ją pocałował, ale on wtedy nie czuł się niezręcznie, tylko Imari.
Siedział pod tym prysznicem otępiały, aż usłyszał głos przyjaciółki. Wzdrygnął się wyrwany z transu.
- Eee, moment - krzyknął i sięgnął po żel pod prysznic. .
Jak facet chce, jest w stanie się umyć w kilka chwil. W końcu dla mężczyzny nie ma problemu by umyć włosy, twarz, ciało i jajka tym samym produktem. Tylko biedne kobiety używają różnych. Szampon ( i to różny do rodzajów włosów!) , odżywka, żel, scrub, peeling do twarzy, żel do higieny intymnej, wariactwo! A są przecież jeszcze kremy.
Wstał ostrożnie i podszedł do drzwi, by zapewne przez szparę zebrać ręcznik i owinąć nim biodra.

Imari Blanc - 2020-03-19, 18:01

Oparla się o ścianę przy drzwiach i czekała aż weźmie ręcznik. Dała mu chwilę by się ogarnał.
- Mam nadzieję, że się zakryłeś, bo wchodzę - zapowiedziała, po czym otwarła drzwi i weszła z drugim ręcznikiem. Przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce.
- Dam ci spodenki, a jak wrócimy do pokoju to zerknę na resztę ran, ok? - zapytała, ale najprawdopodobniej nie zamierzała czekać na jakiekolwiek potwierdzenie, bo po prostu podala mu swieze spodenki od piżamy i wycofała się znów.

Vincent Edams - 2020-03-19, 18:27

Na szczęście ręcznik szczelnie opatulał jego biodra. Niemniej jednak, gdy został otaksowany z góry na dół, poczuł się bardzo nieswojo. Pewna kobieta, której wczoraj osobiście powykręcał kończyny i spalił babsko żywcem, miała tak w zwyczaju. I strasznie, strasznie tego przez to nie lubił. Jakby Imari jeszcze przygryzła wargę, to już by w ogóle wyszedł z siebie, stanął obok i ewakuował się oknem. Wyszedł do niej, już w spodenkach, z lekko wilgotnymi włosami.
Sylwetka, jak to sylwetka, nie zmieniła się. Szerokie barki, wyćwiczone ciało, blizny wszędzie jak okiem sięgnąć. Doszły dwie rany po kuli, jedna na klatce piersiowej, druga na ramieniu. Obie zgrabnie zszyte, okolice szwów nieco zaognione, bo wciąż świeże.

Imari Blanc - 2020-03-19, 18:34

W jej spojrzeniu nie było żadnych emocji, których mógł spodziewać się po Dolores. Imari była po prostu zmartwiona, marszczyła zresztą lekko brwi. Spodziewała się pewnie, że zaraz uszkodzi sobie szwy i narobi większego bajzlu niż to warte, bo jest po prostu uparty.
Wyciągnęła do niego rękę, by pomóc mu przejść do łóżka. Stracił sporo krwi, wypruł się z mocy..
- Vinc? Mogę użyć na tobie mocy? - zapytała, gdy już go posadziła. Najchętniej po prostu by go wytuliła, ale jeszcze jej się znów porzyga. Najwyraźniej nie mógl znieść jej zapachu. A może dotyku?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group