Imari Blanc - 2020-02-24, 11:18 Jej od zawsze łatwiej było zasnąć z kimś, ale obecnie przez stres przysypiala jedynie, budząc się co chwila, słuchając oddechu Vincenta. Ulożyła się wygodniej dopiero po jakimś czasie, wcześniej jakby trochę wycofana, ale.. tutaj Phil nie miał o co być zły, prawda? Schowała się więc w ramionach Edamsa i już więcej nic nie mówili.Vincent Edams - 2020-02-24, 11:41 Nie był pewien czy usnął. Wydawało mu się, że jest jak najbardziej przytomny, ale dlaczego więc czas biegł tak szybko ? Jakby zbliżanie się do nieuchronnego, przyspieszyło ruch wskazówek zegara. Ledwo patrzył na uśpioną twarz Imari, a jakby minęło parę chwil, wibracja w telefonie dała mu znać, że już czas.
Używając wektorów, wyślizgnął się tak, by jej nie obudzić. Przebierał się w absolutnej ciszy. Ściągnął wygodne dresy i podkoszulek, wsunął na siebie ciemne spodnie i koszulkę, na to zarzucił ciemną bluzę. To ostatnie tylko na drogę, bo będzie już na miejscu zakładał kamizelkę kuloodporną, która ostatecznie miała go nie ochronić. Może to przeczuwał, stąd to napięcie?
Wziął telefon, założył kaburę i włożył do niej broń. Nie patrzył na Imari. Nie byłby w stanie wyjść, nie robiąc czegoś głupiego. W końcu naczytał się książek, naoglądal filmów i tam to wyglądało wszystko inaczej.
Dlatego miał zamiar opuścić pokój w ciszy, tak jak wszystko się tu odbywało.Imari Blanc - 2020-02-24, 12:04 Przebudziła się chwilę po tym, gdy wstał i obrócila lekko tak, by go widzieć. Stres zaczął jej tak ściskać zolądek, że było jej az niedobrze. W ciemnym pokoju i tak ledwo co było widać, wiec z podlgądania to niewiele wyszło. Gdy Vinc był już ubrany i zamierzał wychodzić, bo był juz przy drzwiach usiadła cicho na łóżku i opuscila stopy na ziemię.
- Powodzenia - mruknęła cicho, trochę zachrypnietym głosem.Vincent Edams - 2020-02-24, 12:17 Miał już rękę na klamce, gdy usłyszał cichy, nieco zachrypnięty głos Imari. Jednak już nie spała. Nie przejmował się, że mogła coś widzieć, było dość ciemno. Zresztą, nie patrzyła na niego w takich kategoriach.
- Nie chciałem cię obudzić - odpowiedział cicho. - Nawet w tym półmroku było widać, że jest nieco blady. - Śpij. Zobaczymy się jutro.
We wszystkich filmach i serialach, w takich chwilach wyglądało to nieco inaczej. Cóż... trochę to rozczarowujące. Ogólnie takie było życie poza fikcją filmową czy literacką. Tam wszystko było bardziej....wyraziste. A gdy nie odczuwa się emocji, jak on, wszystko wydaje się takie samo... nijakie.
Jeżeli Imari go nie zatrzymała, a pewnie nie, wyszedł bez słowa. Pepper zapiszczała cicho i wskoczyła nas miejsce, w którym niedawno leżał jej Pan.
/ztVincent Edams - 2020-03-15, 19:09 11 maja
Dzień po odbiciu AlterGenetics, już po operacji i pewnej wymianie zdań, Vincent postanowił, że chce dochodzić do siebie w swoim pokoju. Czy był to dobry pomysł? Pewnie nie do końca, bo tam był jednak pod stałą opieką lekarzy, ale chłopak bardzo stanowczo wyraził swoje zdanie. Chciał odpoczywać sam - bez wlepiającego w niego creeperskiego spojrzenia Jokera, śmieszkującego Brada i patrolującego Nicka.
Większość dnia przespał męczony gorączką i koszmarami. Oczywiście miał tu opiekę lekarską w razie potrzeby, ale też nie byli cudotworcami - swoje musiał odcierpieć za odniesione rany i nadużycie mocy.
Rzucił głową na bok przez sen. Zroszone potem czoło było blade, ale policzki miał rozpalone. Oddychając niespokojnie, zacisnął powieki. Choć wszystko już się skończyło i nie było już fizycznie jego miejsca kaźni, wciąż było ono w jego głowie.
- Nie... zostaw mnie... - wymamrotał cicho, zaciskając dłoń na kocu l, którym był przykrytyImari Blanc - 2020-03-15, 22:11 Zapukała, ale na tyle cicho, że Vincent przez sen tego nie słyszał. Uchyliła więc - dość bezczelnie jak na nią - drzwi i zerknęła do środka. Spał. A przynajmniej tak jej się wydawało. Wsunęła się do pomieszczenia i zamknęła za sobą cichutko drzwi, a potem przedreptala do jego łóżka.
Był blady i spocony, westchnęła więc do siebie i pochyliła się, kładąc mu dłoń na czole na moment. Gorączka?
Martwiła się, to oczywiste. Był jej bliski. Miał innych ludzi, jasne, ale z drugiej strony.. Inni mieli swoje zmartwienia, różne. Więc ona była u Edamsa, jak można się spodziewać.
Zmarszczyła brwi, słysząc mamrotanie przez sen. Może powinna go obudzić..?Vincent Edams - 2020-03-16, 13:47 Mamrotał, majaczył, jeden pies. Fakt, faktem, nie czuł się specjalnie dobrze. Śnił, a sen był niespecjalnie sympatyczny.
Znając Imari, nie wyszła ona z pokoju, ale też pewnie nie przebudziła go siłą. W sumie, znając Vincenta, cholera wie, jakby się to skończyło. Kiedy chorował w listopadzie, w majakach przydusił Nicka, delikatnie mówiąc. W zasadzie moment a by mu zmiażdżył krtań.
Obudził się gwałtownie, oddychając płytko. Rozejrzał się nieprzytomnie, w końcu odnajdując spojrzeniem Imari.
- Musisz wstać - wymamrotał nagle - Nie możesz tu zostać, musimy uciekać
Totalny odlot. Gorączka czy przedawkowanie wektorów? Pewno kumulacjaImari Blanc - 2020-03-16, 14:35 Poderwała się od razu, gdy się przebudził, przysunęła się do niego.
- Shh.. śpij. Jesteś w Lagunie, wszystko jest dobrze - oparła dloń na jego klatce piersiowej, by przypadkiem nie siadał. Miała nadzieję, że takie uspokojenie wystarczy i Vinc faktycznie odpuści sobie panikowanie i tak dalej, bo to tylko go będzie męczyć, a miał obecnie wypoczywać.Vincent Edams - 2020-03-16, 18:12 Nie tak szybko, Imari. To byłoby zbyt proste a przecież nikt nie lubi jak jest zbyt prosto! No i wtedy nie byłoby zabawy.
Jak łatwo się domyślić, jej słowa go nie uspokoiły. Mimo jej starań, usiadł i to dość gwałtownie. Mało brakowało, by poszły szwy. Mimo majaków, skrzywił się z bólu. Mięśnie go rwały niemiłosiernie.
- Nie, nie rozumiesz, musimy stąd iść - mówił dalej, niezbyt przytomnie, ani logicznie. Jakby tak naprawdę znajdował się zupełnie gdzie indziej.
-Obiecałaś, Deli, rusz się, błagam...- oj? To nie było jej imię. Zdecydowanie nie brzmiało jak Imari albo MercyImari Blanc - 2020-03-16, 18:28 Nie wiedziała co się działo w AG, co się działo w DOMu chociażby.. Jej tam nie było. Mogła tylko podejrzewać. Obserwowała Vincenta z rosnącym przestrachem.
- Vinc.. Vincent. Obudź się - odezwala się glośniej, by jej głos przebił się przez jego myśli. Złąpała go za ramiona gdy usiadł, by się nie przewrócił ani nie próbował wstać dalej.
- Jesteś w lagunie. W Rebelii. Wszystko jest w porządku.Vincent Edams - 2020-03-16, 18:58 Tak, zdecydowanie jemu się wydawało, że był gdzie indziej. Znów był w Alter Genetics, mimo że dobę wcześniej sam przyłożył rękę do jego zniszczenia i widział kogoś. I nie była to ani Imari, ani jego słynne przekleństwo zwane Dolores.
Patrzył na nią nieprzytomnie, kręcąc przecząco głową i mamrocząc niezbyt zrozumiale pod nosem. Wpatrywał się w nią, aż uniósł rękę do jej policzka i przyłóżył do niego dłoń.
- Proszę cię...
Policzek był ciepły i delikatny. Było w tym cieple coś, co go zaczęło uspokajać i pozwalało wrócić na ziemię. Zamrugał nerwowo i spojrzał na nią, już bardziej przytomnie.
- Mercy...
Niby wiedział, że woli by mówić "Imari", ale zwyczajnie teraz nie mam do tego głowy.
- Co...gdzie...? - rozejrzał się. Był w Lagunie, w swoim pokoju .. ale ten sen był tak rzeczywisty! Niemal wciąż czuł charakterystyczny zapach chemii, którą odkażano cele.
Cofnął dłoń i zwiesił głowę, zaciskając powieki. Ból z potylicy promieniował mu na całą czaszkę.Imari Blanc - 2020-03-16, 19:46 Widząc, że powoli dochodzi do siebie lekko uśmiechnęła się, cały czas powtarzajac mu, że jest w Rebeli, a barze Laguna, nic mu nie jest, jest cały i zdrowy.
Zauwazyła, ze dotyk, co ciekawe, mu pomaga. Nie spodziewała się tego.
Wyciagnęła do niego ręce, gdy cofnął dłoń z jej policzka i przyciągnęła go delikatnie do siebie, dajac mu, jesli chcial, wtulic nos w swoją szyję. Pewnie znajomy zapach też pomoże mu wrócić do normalności.
- Jesteś w Rebelii. W barze. W swoim pokoju. Rozejrzyj się i oddychaj spokojnie.. - uspokajała go.Vincent Edams - 2020-03-16, 20:00 Gdy przyciągnęła go do siebie, nie opierał się, choć ciało miał wciąż całe napięte. Przymknął powieki i wziął głęboki oddech. Czuł zapach jej ciała i perfum...za mocnych, przynajmniej na ten moment. Zapewne to była bardzo delikatna woń, ale w obecnym stanie, to była dla niego kropla przelewająca czarę.
Zbladł jeszcze bardziej i odsunął się gwałtownie.
- Muszę...- wymamrotał, a potem nie czekając na jej reakcje i protesty, wstał nagle i zataczając się jak pijany, dopadł łazienki. Konkretnie muszli klozetowej. Sądząc po odgłosach, rzygał jak kot.Imari Blanc - 2020-03-16, 20:07 Podniosła sie zaraz za nim, ale na szczęscie nic się nie stało. Nic, oprócz najwyraźniej mdłości.Ale to ok, to w końcu nic takiego.
Uśmiechnęłą się i po prostu nalała mu wody, a potem postawiła szklankę gdzieś blisko.
- Będę w pokoju - zapewniła Edamsa i wrócila do pokoju, zeby uchylić trochę okno i wywietrzyć pomieszczenie.Vincent Edams - 2020-03-16, 20:23 Niee do końca usłyszał, co do niego mówiła, bo od rzygania aż mu piszczało w uszach. Tak... nawet jakby miał u niej kiedykolwiek, jakiekolwiek minimalne szansę, tak teraz i tak by je szlag trafił.
Podniósł spoconą twarz, oddychając chrapliwie. Boże, niech go ktoś dobije. Wymacał drżącą dłonią umywalkę, na której się podciągnął i odkręcił wodę. Obmył blade lico, wypłukał usta. Drżał z zimna, choć temperatura jego ciała oscylowała w granicach niemal 40 stopni. Pomyślał, że dobrze byłoby wziąć prysznic, z drugiej bał się, że zasłabnie i rozbije sobie łeb na kafelkach.
Wrócił, z nietegą miną.
- Sorry...,- wymamrotał i wlazł koślawo do wyrka, wciąż drżąc z zimna