Vincent Edams - 2020-02-22, 23:19 Poczuł się....dziwnie, gdy jej usta musnęły jego palce. Niby miłe, ale jednak się mimo wszystko spiął. U niego chyba to potrwa o wiele, wieeeeele dłużej, nim się oswoi.
- Musimy się uwinąć szybko, nim się rozjaśni i zanim pojawi się kolejna zmiana - mówił spokojnie - Rozdzielimy ich w zależności od ich woli. Ci którzy nie będą chcieli walczyć, pójdą do Bractwa. Zakładam, że będzie to większość, już wystarczająco wycierpieli. - westchnął cicho - Nie było mnie tam od roku... Ale najmłodszy mutant miał na około dziewięć-dziesięć lat. Ja byłem najstarszy.
Ułożył się nieco wygodniej na łóżku. Niby powinien się choć trochę przespać, ale czuł, że i tak nie zmruży oka.
- Pamiętasz... naszą ostatnią rozmowę? Jak powiedziałaś, że kiedyś wrócimy do tematu? - patrzył na nią - Może mi to spróbujesz wytłumaczyć ?
Chciał dopowiedzieć "na wszelki wypadek" , ale w porę ugryzł się w język. Raczej nie byłaby tym zachwyconaImari Blanc - 2020-02-22, 23:23 - Ale ty chcesz walczyć. Dlaczego myślisz, że reszta nie będzie chciała? - jeśli idzie ich tam uratowac, bohater Vincent Edams, to pewnie pójdą za nim jak za swoim wybawcą. Bo w sumie tym byl. Mogło się okazać, że to on określi ich przyszłą drogę.. nawet jak Imari wolałąby widzieć więcej ludzi kierujących się drogą Bractwa.
Podeszła do okna, oparła rece na parapecie a czoło na szybie, jej oddech zaparowywał szkło.
- Pamiętam. Ale to nie jest dobry pomysł. Ledwo potrafię sklecić zdanie - odmówiła. - Powinieneś się przespać. Posiedzę z tobą, najwyżej obudzę cię jak będzie czas.Vincent Edams - 2020-02-22, 23:43 Vincent uśmiechnął się dość ponuro, ledwie unosząc kącik ust.
- Wielu z nich nie będzie chciało walczyć. Nie po tym, co tam przeżyli. - westchnął. Nigdy szczegółowo jej nie opowiadał o tym, co miał za sobą, Imari znała ogólniki.
Kiedy odmówiła, znów westchnął. Normalnie by odpuścił temat, co zapewne sobie w nim ceniła... ale nie dziś.
- Imari... Może jednak spróbujesz? Ja... zrobię wszystko by wrócić i byś mogła mi to powiedzieć w swoim czasie...ale nie mogę przewidzieć wszystkiego. A to chyba jest ważne...- popatrzył na nią nieco niepewnieImari Blanc - 2020-02-23, 19:48 Mogła tylko pokiwać głową, ciężko jej było przewidzieć jak zachowają się dzieciaki po powrocie i co będą a czego nie będą chciały robić. To na razie było jedną wielką niewiadomą. Choć, jak już wspomniała, jeśli miała by coś zakładać, to raczej to, że Vincent będzie dla nich małym (hehe) bohaterem i będą chciały pójść za nim. A to, uważała, niekoniecznie dobre rozwiązanie.
Odkleiła się od szyby.
- Nie. To nie jest dobry moment i muszę wszystko jeszcze przemyśleć. A ty lepiej wróć, nie kombinuj.. - zmarszczyła nos w niezadowoleniu.Vincent Edams - 2020-02-23, 20:56 Vincent westchnął, po raz ostatni. Imari była naprawdę uparta. Nie chciała mu udzielić informacji której potrzebował. Umościł się wygodnie na łóżku, nieco podkurczając kolana. Wyglądał teraz nawet niewinnie.
- Zrobię co w mojej mocy - powiedział cicho. Nie wiedział jak rozległe obrażenia będzie mieć te kilkanaście godzin później.
Patrzył na nią, jak wędruje po pokoju. Bardzo chciał, by dziś była przy nim. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego.
- Położysz się obok ? - zapytał cichoImari Blanc - 2020-02-23, 21:45 Obejrzała się na Edamsa i zatrzymała, zastanawiajac się nad tym dłuższą chwilę, co było po niej widać. W końcu wzruszyła ramionami. Jeśli ma mu to pomóc.. Zresztą, sama lubiła mieć go blisko. Tylko teraz była calkiem zestresowana i to tak, że miała ochotę krążyć w kółko po pokoju.
Podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju, zrzuciła buty z nóg i wsunęła się na materac, kładąc się na plecach i wbijając wzrok w sufit.
- Strasznie się martwię - mruknęła.Vincent Edams - 2020-02-23, 21:53 Wyprostował nogi, by miała gdzie się umościć. Imari położyła się obok, jakby nieco sztywno. Trochę jakby się kładła do trumny. Uroczo!
Vincent patrzył na nią, jak ta wpatruje się uparcie w sufit.
- Jeżeli cię to pocieszy...to ja trochę też - powiedział bardzo cicho, jakby wolał, by tego nie usłyszała. - Chciałbym już, by było po wszystkim. - również przewrócił się na plecy, skoro ona też tak leżała i nie miała zamiaru na niego patrzećImari Blanc - 2020-02-23, 22:00 - Ktoś zaopiekuje się Pepper przez ten czas, kiedy cię nie będzie? - zapytała. Nie leżała sztywno, choć mogł tak to odebrać. Byla po prostu zestresowana i dlatego tak to wychodziło. Może bała się, że się popłacze.Vincent Edams - 2020-02-23, 22:29 Zdziwił się. Był pewien, że było to ustalone. Typowe dla mężczyzn - wystarczy, że powiedzą coś raz i starczy. Przy ataku na DOM powierzył jej Pepper, więc uznał to za oczywiste.
- Myślałem, że ty - przyznał bez ogródek - Ale jak byś nie chciała, to pewnie Nick lub Van.
Westchnął cicho i przymknął powieki. Wiedział, że nie uśnie.
- Trochę się boje, wiesz? - wymamrotał cicho - Boje się, jak zareaguje, gdy tam wrócę. Czy nie spanikuję, czy będę w stanie poprowadzić grupę - mruknął
Tak. To było wręcz intymne wyznanie jak na niegoImari Blanc - 2020-02-23, 22:57 - Ja? - spojrzała na niego - Nie mówiłeś mi wcześniej, ale ok, nie ma sprawy - zgodziła się bez marudzenia, w końcu lubiła suczkę i zawsze i tak marzył jej się pies, więc chętnie zajmowała się małą.
Gdy się odezwał po raz drugi obróciła się w jego stronę przesuwając wzrokiem po twarzy chłopaka.
- Dasz radę, co do tego nie mam wątpliwości. Musisz po prostu.. odciąć to od siebie. Jak z mocą. - próbowałą wyjaśnić o co jej chodzi.Vincent Edams - 2020-02-24, 10:03 Nie otwierał oczu, leżąc z przymkniętymi powiekami. W takim stanie, wydawał się wręcz potulnym chomiczkiem.
-Byłaś jej opiekunką, gdy odbijaliśmy DOM. Zostałaś nią chyba dożywotnio - stwierdził, oddychając spokojnie
Nie widział, że ta na niego patrzy. I nadal niewiele rozumiał. Jemu chyba z tym dłużej schodziło
- To nie takie proste. To tak, jakbym teraz wziął wielgachną igłę i powiedział, że masz się odciąć od swojego strachu, jak od mocy - mruknął
Nie był świadkiem tej sceny, bo był nieprzytomny, ale Nick mu opowiedział wszystko ze szczegółami.
W końcu uniósł powieki, przewrócił się na bok, by spojrzeć na przyjaciółkę. Jedynym źródłem światła, była teraz lampka nocna, która skąpała pokój w miękkim, przydymionym świetle.
- Mercy...Imari Blanc - 2020-02-24, 10:06 - Wiem.. ale z tobą jest trochę inaczej. O wiele lepiej idą ci takie rzeczy - serio tak uważała nie mówiła tego tylko po to, by go uspokoić czy zapewnić, że mu się uda. - Udało ci się już tak daleko zajść.. ze wszystkim - zmienił się od czasu jak tu trafił i była naprawdę dumna z tego, ile udało mu się osiągnąć.
Uniosła na niego wzrok, gdy się obrócił i uśmiechnęła się ciepło, pokrzepiająco.
- Hm? Vincent Edams - 2020-02-24, 10:36 Och, to było miłe. Naprawdę. Poczuł się nieco pokrzepiony, choć i tak wiedział, że nie pokona strachu do końca. Wiedział jednak też, że przed tym nie ucieknie. Będzie musiał się z tym zmierzyć.
Widząc jej uśmiech, poczuł się jeszcze lepiej. Jakby łyknął gęstej, gorącej czekolady.
- Nic. Chciałem po prostu wymówić Twoje imię. - odpowiedział cicho. Jakby ta przygaszona aura, wymagała ściszenia głosu. W końcu było też dość późno. - Nigdy mi nie powiedziałaś, które wolisz, Mam do Ciebie mówić Mercy, czy Imari? Imari Blanc - 2020-02-24, 10:47 Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wyciągnęła do Vincenta dłoń, wnętrzem do góry, kładąc ją na łóżku. Zamknęła oczy i zastanowiła się nad jego pytaniem, w końcu zmarszczyła nos.
- Nie wiem. Nie używam imienia Mercy.. a od czasu jak nie ma Williama nikt do mnie tak nie mówi - z jednej strony to BYŁO jej imię, ale z drugiej uzywanie go było bolesne. Choć gdy mowil tak do niej Will bardzo to lubila.Vincent Edams - 2020-02-24, 10:58 Niby nie robiło jej to różnicy, ale jednak wyczuł, że ta porzuciła swoje prawdziwe imię, tak jak on odrzucił miano "Trzydzieści Sześć"
- A więc będzie Imari - powiedział cicho
Gdy wyciągnęła do niego dłoń, nie przyjął jej. Po prostu, bez pytania czy proszenia, zgarnął ją do siebie. Chyba faktycznie czuł niepokój przed misja, skoro tak bardzo pragnął jej bliskości. I miał gdzieś, że Phil by się tu pieklił. Nie było go. Czego oczy nie widzą.