Samantha Bartowski - 2018-03-29, 19:08 - Kurczę, a już liczyłam na dodatkową rozrywkę. - Stwierdziłam ze śmiechem w głosie na jej komentarz o striptizie. I nie wiedzieć czemu... Chyba sama się wzdrygnęłam na tą myśl. Nie takie rzeczy mi powinny chodzić po głowie. Nie teraz. To zdecydowanie nie był dobry moment! Nie mówiąc nawet o tym, że jako kobieta w ogóle nie powinnam mieć takich myśli! Tfu tfu!
Kolejne słowa dziewczyny jednak skutecznie odwróciły moją uwagę od tych zbereźnych obrazów malujących się w mojej podświadomości. Jakiekolwiek zdekoncentrowanie zastąpiło w tym momencie rozdrażnienie. Żeby powstrzymać się od dziwnych komentarzy, wpakowałam sobie do ust papierosa, którego wypaliłam przy pomocy kilku ostatnich buchów. Teraz mogłam tylko mieć nadzieję, że moja rozmówczyni nie dostrzeże ani zdecydowanie za mocno zaciśniętych palców na szyjce butelki, ani dłoni ściśniętej w pięść.
- Dupek... - Wymruczałam tylko, po czym wzięłam kolejny łyk piwa. Nie znosiłam takich gości. I coraz bardziej żałowałam, że nie zareagowałam tuż po tym zdarzeniu - przecież widziałam go zgiętego w pół! A ja naiwnie chciałam wierzyć, że żołądek odmówił mu posłuszeństwa po alkoholu...
Uśmiech jednak mimowolnie powrócił na moją twarz, gdy tylko dotarła do mnie informacja o... Karze. Dobrze. Bardzo dobrze.
- Hah! Silna i niezależna kobieta, jak widzę? - Rzuciłam dość luźno, chyba samej podłapując jej śmiech. Co jak co - po Ricky nie było widać, że potrafiłaby komuś wpieprzyć. Była taka drobna, wydawała się taka delikatna. Aż trudno było mi uwierzyć, że dała rada sama temu gostkowi. W końcu... Sam też nie zaliczał się do byle chuderlaczków.
- Ja? - Zapytałam, wyrwana z własnych rozmyślań - Popijawa jak popijawa, muzyka do dupy, ale jak to mówią - wchodzisz między wrony, kracz jak one, nie? - Stwierdziłam pół żartem, zwracając swój wzrok ku brunetce, jednocześnie podpierając się łokciami o własne kolana. - A towarzystwo niezmienne od mojej pierwszej imprezy. - Dodałam po chwili, unosząc swoją butelkę i dając jej znak, że tylko to mi dziś towarzyszy bez ustanku. Jakoś... Albo byłam zbyt głupia, by odczytać jej intencje, albo sama dalej próbowałam się wyprzeć tego, że sama miałam podobne... I chyba właśnie dlatego starałam się zostać na neutralnym gruncie. Przynajmniej... Na razie...Ricky Roseberry - 2018-03-29, 22:35 Uśmiechnęłam się słysząc jej reakcję co do striptizu. Czyżbym też się jej podobała? Takie szanse były marne, ale trzeba trzymać się światełka w tunelu co nie? Znaczy w niektórych sytuacjach na pewno. Zerknęłam na nią z niedowierzaniem. Dobra wiem że się zaprzyjaźniamy, ale raczej nie powinno ją obchodzić to co robi jakiś pajac. A ona... zareagowała dość agresywnie. Wiedziałam jak zaciska pięść i automatycznie spuściłam jedną nogę na ziemię i przysunęłam się do niej dotykając jej dłoni. Przeszedł mnie przyjemny dreszczyk, ale nie chciałam na niego zbytnio reagować. Znaczy dobra wiedziałam co zaraz zrobię, ale chciałam wprowadzić dobrą atmosferę.
- Tak zdecydowanie ten sam towarzysz imprez. A może byś to trochę urozmaiciła? - zaśmiałam się, ale poczułam się pewniej. Może było to głupie, może i alkohol mi pomagał w tym co mówiłam, bo osobiście nie lubię rozmawiać o uczuciach, a teraz... No właśnie odwalało mi i to na potęgę zwłaszcza przy tej kobiecie.
- A co do striptizu to robię go tylko dla wybranych może kiedyś się na to załapiesz. - dodałam ciszej i puściłam jej oczko z szerokim uśmiechem. W tym momencie ukradłam jej z ręki piwo i wypiłam jeden łyk. Oddałam butelkę i pokazałam swoje ząbki. - teraz jesteśmy kwita. - oznajmiłam i zaśmiałam się niby to przypadkiem kładąc swoją dłoń na jej nodze. I jej stamtąd nie zabierając. Gdy będzie jej to przeszkadzało to bym ją zabrała, ale teraz rozkoszowałam się tym że mogłam jej dotknąć. Działała na mnie jak narkotyk. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Poczułam jej perfumy co spowodowało, że zaczynałam czuć się jak we śnie.
- Sami. Muszę Ci coś powiedzieć. Wiem, że możesz mnie znienawidzić i będzie to całkiem zrozumiałe, ale.... - przerwałam na chwile przełykając gule która tworzyła mi sięw gardle. Wyłapałam jej spojrzenie i niepewnie dokończyłam na jednym wydechu. - nie gustuję w facetach i czuję że zaczynam zakochiwać się w Tobie.Samantha Bartowski - 2018-03-30, 01:19 Pajac - pajacem. Ale jednak szacunek do kobiet się należy, ot co! A moja złość... Cóż, chyba nawet nie było skierowana tylko i wyłącznie przeciw temu gagatkowi. Byłam raczej zła na samą siebie, za brak jakiejkolwiek reakcji, gdy była potrzebna. Pewna teraz byłam tylko jednego - jeśli zauważę, że ten gość choćby krzywo patrzy na mą obecną towarzyszkę - pozna się bliżej z moją pięścią.
- Urozmaiciła? No, czasem fajeczka się dołączy, ale jak pewnie zauważyłaś, właśnie wyszła. - Odpowiedziałam jej żartem, wciąż nie wyłapując, w którym kierunku dziewczyna zmierza. Nie wyłapując, albo nie chcąc wyłapać. Miałam wrażenie, że mój własny mózg urządza sobie ze mną gierki - a przecież dzisiaj wcale tak dużo nie wypiłam!
Na jej kolejny komentarz, uniosłam jedną ze swych brwi, przyglądając się brunetce. Zanim trybiki w mojej głowie zatrybiły, zauważyłam też to skromne oczko puszczone w moim kierunku. Bo... To mi się nie wydawało, prawda? Ona serio to zrobiła?
Chciałam się zatopić w alkoholu, wziąć kolejny łyk, byle tylko nie pozwolić sobie na cokolwiek głupiego. A jednak nie było mi to dane, bo tym razem to ja utraciłam butelkę.
- Hej... - Mruknęłam tylko i chyba nawet nie zauważyłam momentu, w którym butelka powróciła w me dłonie - bo poczułam dotyk na własnym udzie... Przeszedł mnie dreszcz i nie wiem, na ile byłam w stanie to ukryć. Ta dziewczyna robiła coś niepokojącego z moją głową. I chyba... Chyba mnie to przerażało.
Nasze spojrzenia przez chwilę się spotkały, a ja nie potrafiłam wyczytać z jej oczu nic. Kompletnie nic. Nie wiedziałam, czy mówi i robi to wszystko przez alkohol, czy próbuje ze mną w coś grać, czy może się z kimś założyła. Nie wiedziałam, czy jej czyny były szczerze i wychodziły z serca. Nie wiedziałam nic. Dlatego też wolałam szybko oderwać od niej wzrok i i skupić się na wzięciu kilka większych łyków piwa.
Zamurowało mnie. Na chwilę na pewno to się stało. A jednak... Po tych przeciągających się chwilach zwątpienia i milczenia...
Pocałowałam ją.
Nie wiem, co mnie tknęło. Nie wiem, jak to się stało. Po prostu w pewnej chwili zadziałał jakiś głupi impuls i w ciągu zaledwie kilku chwil moje wargi wlepiły się w jej usta.Rocky Roseberry - 2018-03-30, 20:56 Nie to trzeba nazywać się Rocky Roseberry, żeby samym piwem się zakrztusić, które zaledwie miało 8% alkoholu. To nawet wina mają więcej, a je przecież pija. Czyż nie? Jedynie na swoją obronę ma to, że te piwo miało dziwny smak. Czy smakowało jej? A czy może smakować coś co rzekomo składa się z czekolada, cynamon, gałka muszkatołowa, pieprz chili i napar kawowy zostały zbudowane, aby naśladować smaki meksykańskiej gorącej czekolady. Tak dokładnie Rocky przeczytała etykietę... Zawsze czyta, bo z niej wiele można się dowiedzieć. Cóż niektórzy twierdzą, że to dziwne... Jednak lepiej wiedzieć co jesz czy pijesz. Bo jak to kiedyś słyszała jesteś tym co jesz..
Tak tylko Rocky potrafiła zakrztuście się piwem. Jednak to tylko pierwszy łyk. Prawda? Później było lepiej... Zdecydowanie, bo już nie kaszlała. Jakby miała sobie puca wypluć. Dokończyła piwo, które dostała od znajomej. Na szczęście odbyło się już bez żadnych ataków. Więc mogła spokojnie obserwować ludzi dookoła. Było to lepsze niż słuchanie głupot o jakich jeszcze przed chwilą gadali jej znajomi. Po prostu lepiej było tak siedzieć z piwem w ręku i patrzeć jak inni tańczą. Przynajmniej już tak się nie nudziła i miała też co z racami zrobić. Bo przynajmniej trzymały te butelkę. Kiedy udało się jej w końcu prawie opróżnić butelkę. Spojrzała na zegarek stwierdziła, że robi się już za bardzo późno. Powinna niedługo się zbierać. Ostrożnie zdjęła etykietę z butelki i zaczęła się rozglądać za siostrą. Pamiętała, że wychodziła z tą dziewczyną o czarnych włosach. Jednak nie była pewna czy może już nie wróciła na sale. Zamiast Ricky dostrzegła jej przyjaciela, który porwał ją na parkiet. Postanowiła podejść do chłopaka i spytać się czy widział jej siostrę. Niestety to nie okazało się zbyt mądre. Po pierwsze jego stan raczej nie sugerował, że wróć do domu o własnych nogach, a po za tym był bardzo ordynarny. Rocky nigdy nie spodziewała się, że ktoś w jednym zdaniu może użyć tyle niecenzurowych słów obrażając jej siostrę. Zdecydowanie między tą dwójką coś zaszło niepokojącego. Niestety panna Roseberry postanowiła to odłożyć na później, a na razie skupić się na znalezieniu siostry. Poinformowaniu jej, że wraca do domu by z kolei to ona nie musiała jej później szukać i się martwić.
Ostatnio jak widziała Ricky to jak wychodziła na zewnątrz... Więc postanowiła pójść tym tropem. Niestety trochę to wymagało wysiłku przepchać się do tych drzwi. Na serio trzeba było się przeciskać... Innym wypadku człowiek nie dał rady by wyjść. Na było dużo ludzi i to wszędzie czy to korytarze, kuchnia czy inne pomieszczania w domu. Panna Roseberry nie zdziwiło by jakby cześć z imprezowiczów postanowiła skorzystać z pokoju. Oddać się w inny rodzaj wysiłku niż taniec.
Kiedy udało się jej wyjść na zewnątrz to tego co tam zobaczyła nie spodziewała się. Pierwszej chwili kompletnie ją zamurowało. Stanęła jak wryta. Jednak szybko odyskała fason.
- Ricky - powiedziała dość cicho, ale zdaje się też można było usłyszeć nutę irytacji i krytyki. Bo jakbyście wy zareagowali widząc swoją siostrę całującą się z inną dziewczyną. - Przepraszam nie chciałam przepraszam cokolwiek tutaj robiłyście - tak dokładnie nie potrafiła nawet powiedzieć, że nie chciała przerywać ich jakże uroczej sceny pocałunku. Jeszcze brakuje zachodu słońca i ptaków śpiewających i mieli by prawdziwą komedie romantyczną. - Wychodzę... To znaczy wracam do domu -dokończyła swoją wypowiedź od razu skierowała się do wyjścia. Tym razem postanowiła wyjść przez ogród. Nie uśmiechało się jej znowu przeciskać przez tłum.Ricky Roseberry - 2018-03-30, 22:08 Nie wiedziałam co myśleć, gdy Sami milczała. Po prostu coś w duchu zaczęło mi ciążyć. Zabrałam dłoń i odsunęłam się od niej odrobinkę. Po paru minutach westchnęłam i chciałam wstać i odejść, ale właśnie wtedy poczułam jej usta na swoich. Były takie miękkie i słodkie. Pogłębiłam pocałunek rozpływając się w uczuciach jakie temu towarzyszyły. Byłam świadoma, że to może być błąd dla Sami i to będzie jedyna okazja żebym mogła jej posmakować. Nie chciałam tego stracić. Przyłożyłam swoją dłoń do jej policzka, a drugą objęłam ją lekko w talii. Nie chciałam się zapędzać, ale po chwili, która dla mnie wydawała się za krótka usłyszałam swoje imię i oderwałam się od krótkowłosej. Schowałam twarz próbując uspokoić oddech a po chwili spojrzałam na siostrę. Byłam na nią zła, że mi przerwała, ale wiedziałam że nie mogłam tego pokazać.
- Już? Tak w ogóle to jest Samantha, Sami to jest Rocky moja siostra. - przedstawiłam dziewczyny sobie i wzięłam głębszy wdech widząc spojrzenie Rocky.
- Mogę na chwilę Cię zostawić? Chyba muszę porozmawiać z siostrą. Przyniosę nam piwa. - powiedziałam patrząc na Sami. Miałam nadzieję że mi przez ten czas nie ucieknie. Wstałam z ławeczki i ruszyłam za Rocky gdy ta już miała w planach wychodzić.
- Hej poczekaj. O co Ci chodziło z tym tonem? - zapytałam może troszkę za oschle. Wzięłam głęboki wdech. - Już Ci kiedyś mówiłam, że nie przepadam za mężczyznami. - dodałam patrząc jej w oczy.
- Z resztą pogadamy jutro, ja wrócę taksówką koło trzeciej, bo jutro muszę zrobić notatki na programowanie. - powiedziałam machając jej ręką i weszłam do mieszkania po dwie butelki piwa. Jedna ostatnia była dla mnie a druga dla Samanthy. Chciałam z nią porozmawiać o tym co się przed momentem stało. Chciałam by wiedziała, że to nie było przez alkohol. Wiedziałam że mam marne szanse, ale miałam nadzieję, że wyniknie z tego coś poważniejszego. Uśmiechnięta przepchnęłam się do tylnych drzwi, a gdy chciałam już wyjść ktoś złapał mnie za ramię odwracając mnie do siebie przodem. Tak jak się domyślałam to był ten złamas. Widać było że ledwo trzyma się na nogach, a obok niego było dwóch jego znajomych. Uśmiechnęłam się do siebie.o
- Czego? - zapytałam i spojrzałam na niego z góry. Wiedziałam że jest starszy ode nie o dwa lata, ale miałam to w tym momencie gdzieś. Nie miał prawa mnie zaczepiać. Nie po tym jak stracił mój cały szacunek.
- Be dzie sz... Moja.. ma.. ekh ła. - zaśmiałam się ledwo go rozumiejąc. Nawet nie zauważyłam jak jego dłoń wylądowała na mojej talii. Zacisnęłam zęby.
- Zabieraj tą łapę. Tym razem Cię nie kopnę, teraz możesz dostać z butelki. Nie będzie mi szkoda piwa na takie gówno jakim Ty jesteś. - powiedziałam już wściekła. Miałam tego gostka po prostu serdecznie dosyć. Nie mógł mi cieć dać już spokoju? - Nie gustuję w mężczyznach gdybyś nie wiedział, zwłaszcza w takich pieprzonych gnojkach jakim jesteś Ty. - dodałam i chciałam uciec na dwór, ale złapał mnie za ramię gdy byłam na schodach na podwórku. Sami mogła dostrzec odgrywaną scenę, ale nie zwracałam uwagi na to co teraz ona robi. Odwróciłam się automatycznie przodem do tego dzieciaka.
- Spierdalaj. - powiedziałam i odepchnęłam go tak, że się przewrócił. - nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, bo inaczej anonimowy list trafi na policję z dowodami na to co hodujesz w swoim pokoju. Nie jestem idiotką którą możesz wyruchać. Jestem dziewczyną która potrafi Cię zniszczyć. - powiedziałam ostro zbliżając się do niego, a jeden z jego znajomych złapał go pod pachę i zabrał z powrotem do mieszkania. Prychnęłam i spojrzałam na Sami z uśmiechem. Miałam nadzieję że nie będzie drążyła tematu. Nie byłam na tyle odważna by stawić czoła wszystkim problemom, ale akurat taki gostek, który rwie do wszystkich nie był problemem. Odetchnęłam i podeszłam do niej.Samantha Bartowski - 2018-04-03, 23:13 Przedłużałam tą chwilę. O każdą kolejną sekundę. Zatraciłam się w jej ustach, dałam ponieść emocjom. Zapomniałam o wszystkim, gdy tak z nią trwałam złączona, te kilka, błogich sekund. Jej dotyk pobudzał mnie jeszcze bardziej i sama chciałam odpowiedzieć tym samym - więc moja wolna dłoń powędrowała na chwilę na jej włosy. Dosłownie, na chwilę - bo wtedy usłyszałyśmy głos jej siostry za sobą.
To była ta chwila, gdy cała magia zniknęła. Znowu byłyśmy na tej obskurnej domówce, z wnętrza znowu dobiegała byle jaka, radiowa muzyka. Po całym patio roznosił się zapach tanich trunków i ruskich papierosów. Ba.. Sama miałam w dłoni butelkę z nie najlepszym piwem.
Zabrałam swoją dłoń z dziewczyny, po drodze jednak lekko muskając ten jej jeden, niesforny kosmyk. Na tyle jednak szybko, by nie wydało się to... Nazbyt podejrzane.
Nie powiem - miałam ochotę prychnąć, słysząc ich rozmowę. Nie ma co, przepływ informacji pierwsza klasa. Ale... Sama chyba źle się czułam z faktem, że zostałyśmy przyłapane na tak głupiej czynności, jaką było całowanie.
Niby to nic wielkiego. Przecież nic nie musiało jeszcze znaczyć, czyż nie?
Ale przecież... Nigdy do tej pory nie myślałam o sobie w tej kategorii. Nigdy nie chciałam się przyznać, że podobają mi się kobiety...
- Hej... Rocky. - Mruknęłam wyraźnie speszona, podnosząc jedną ze swych dłoni w geście przywitania. Nie wiedziałam, czy Roseberry mi na to odpowie. Heh. Gdybym była w jej skórze, to pewnie bym to całkowicie zignorowała. W końcu co mnie miałby obchodzić byle babsztyl z imprezy, z którym obściskuje się mój bliźniak?
Oh, wait. Przecież takie scenariusze już się zdarzały...
Przetarłam otwartą dłonią własne włosy, zgarniając grzywkę do tyłu. Uff.. Czy mi się wydawało, czy ten wieczór był wyjątkowo... Ciepły?
- Leć i nie patrz na mnie, młoda. - Rzuciłam do niej z bladym uśmiechem, chyba nawet się ciesząc z takiego obrotu spraw. Chyba... Chyba sama musiałam przyswoić, do czego między nami doszło. Bo tak przecież nie miało być.
Istniała duża szansa, że dziewczyna w ogóle już nie wróci. Że od początku miałam rację. Że wcale nic nas nie łączy. A to... To chyba był najlepszy sposób, by to sprawdzić.
Usiadłam więc wygodniej, podpierając swoje łokcie o kolana i ciągnąć kolejne łyki ze swojej butelki, tak długo, aż nie opróżniłam jej całkowicie. Odstawiłam więc szkło na ziemię i wzięłam głębszy oddech, topiąc się we własnych myślach. A przecież... Przecież tak bardzo nie lubiłam tego robić. Chyba bałam się tego, co też kryło się w moim umyśle.
I rzeczywiście - sceny ze schodów nie dało się nie zauważyć. Chwilę zajęło mi przeanalizowanie, co też tam się wyprawia. Ale gdy tylko się zorientowałam, że to znowu ten gnojek... Wstałam. Po prostu wstałam z tej przeklętej ławeczki, kierując się w stronę całego zajścia. Co jak co, za czasów szlajania się z Dale'm - nie z takimi się biło.
Zanim jednak zdążyłam do nich dobić - młodsza z sióstr już sobie poradziła, odpychając purchlaka z dala od siebie. Nie powiem, zaimponowało mi to. I to na tyle, że na moich ustach pojawił się ten drobny, charakterystyczny uśmieszek, nad którym kiedyś ta mała będzie się rozpływać.
Zanim ci kolesie zniknęli za framugą, zdążyłam jednak jeszcze rzucić w stronę mej towarzyszki, tak, by i oni zdołali usłyszeć:
- Jesteś pewna, że gnojek nie powinien dostać lepszej nauczki? - Zapytałam, zaciskając jedną ze swych pięści, nie odrywając wzroku od tego gnojka. Wystarczyłoby teraz tylko jedno słowo, a ta impreza skończyłaby się dla niego w szpitalu...Rocky Roseberry - 2018-04-05, 18:55 Jeśli chciały się oddawać namiętnym czynnością niech wynajmą pokój. Przecie były na ogródku wśród nich było pełno ludzi. Każdy mógł im przeszkodzi i to wcale nie winna Rocky, że zniszczyła im te cudowną chwilę. Serio... Niech Ricky się wścieka tupie nogami jak pięcioletnie dziecko, ale nie sprawi, że by jej siostra czuła się gorzej niż w tej chwili. Po prostu czuła się zażenowane tą całą sytuacją. Jednak gdy siostra na szybko je przestawiła skinęła głową dziewczynie. Szok szokiem, ale w końcu była wychowana. Jak to mówił nauczyciel historii kultura przede wszystkim. Szkoda, że mu jej brakowała, ale to historia na inną okazję. Naprawdę nie chciała przeszkadzać siostrze w tej scenie z komedii romantycznej, ba nawet sama nie chciała jej oglądać. Więc szybko się obróciła i zamierzała odjeść jak najdalej. A najlepiej do domu.
- Serio masz pretensje do mnie o ton? Ricky ograni się jakbyś ty czuła się na moim miejscu - prychnęła z irytacji, bo przecież myślała, że siostra chociaż trochę postawi się na jej miejscu. Postara się zrozumieć, że dla niej również to nie była komfortowa sytuacja. - Jeśli tak bardzo ci przeszkadzało to wynajmij pokój by oddawać się tym czynnością. W tedy nikt wam nie przeszkodzi. Wszyscy będą zadowoleni - dodała po chwili. Ona w ogóle nie chciała tutaj przychodzi to był jej pomysł. To Ricky nalegała by przyszła posiedziała trochę, a nawet nie raczył pięciu minut spędzić z nią. Zachowując się jakby w ogóle jej tutaj nie było. Może lepiej będzie jak już pójdzie i pozwoli jej dalej ignorować innych ludzi.
- Nie tłumacz się - powiedziała tylko poszła do samochodu, bo nie zamierzała jeszcze bardziej niszczyć sobie tego wieczoru. Pojedzie do domu, poczyta jakąś książkę i pozbiera myśli. Tak to dobry plan lepszy niż dalej siedzenie tutaj i bycie piątym kołem u wozu. A Ricky? Niech robi co chce.
Jak tylko wsiadła do samochodu próbowała się trochę wyciszyć wzięła kilka oddechów by następnie uderzyć dłonią o kierownice. Bo jeszcze jej by tego brakowało, żeby spowodowała jakiś wypadek pod pływem piwa. Które za pewne jeszcze alkomat by wykrył. W końcu kiedy się opanowałam ruszyłam z tej przeklętej imprezy prosto do domu.
//ztRicky Roseberry - 2018-04-05, 22:15 Wiedziałam że robię źle, zbliżając się do Sami, źle odtrącając odrobinę siostrę i źle grożąc temu gościowi, ale miałam w tym momencie tego dosyć. Ja też byłam zażenowana tym że musiała to widzieć, ale to nie znaczy że chciałam robić coś innego niż całowanie.... No dobra może i chciałam, ale nie byłam na tyle głupia by to proponować, lub po prostu z tego skorzystać. Uśmiechnęłam się do siebie gdy usłyszałam przy sobie głos Sami. Nie uciekła. Poczekała. Zerknęłam na nią i mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
- Nieee. Gówna nie warto dotykać co nie? - zapytałam retorycznie i złapałam ją za dłoń ciągnąc z powrotem na naszą ławeczkę. Gdy usiadłyśmy nadal ni puściłam dłoni dziewczyny. Odstawiłam butelki z piwem obok na ławeczkę i spojrzałam na krótkowłosą.
- Sami. Dziękuję, że nie uciekłaś. - powiedziałam poważnie, ale nadal się uśmiechałam. Byłam szczęśliwa, że mam ją przy sobie. Dobra może i przesadzałam, ale czułam się przy niej całkowicie inaczej. Każdy "dorosły" stwierdziłby że to minie, że jest to tylko nastoletnie zauroczenie, ale ja miałam nadzieję, że wcale to nie jest błahostka. Ja wiedziałam co czuję, a moje serce przy niej szalało. Zawsze panowałam nad sobą i swoimi uczuciami, a ta kobieta... No właśnie. ONA, jedyna kobieta, która zawróciła mi na tyle w głowie, żebym się ujawniła. Zaryzykowałam i tego nie żałowałam przynajmniej na razie. Uśmiechnęłam się do niej i sięgnęłam po butelki. Podałam jej jedno, a swoje uniosłam lekko do góry, by przybić toast.
- Za nowego towarzysza do picia? - zaśmiałam się i puściłam jej oczko. Wypiłam dość spory łyk i odstawiłam trunek na ziemię. Zdecydowanie miałam już dosyć alkoholu na dzisiaj. Zaczynało kręcić mi się w głowie, a to nie oznaczało niczego dobrego.
- Zapłaciłabym miliony za to żeby dowiedzieć się co teraz myślisz. - powiedziałam po chwili ciszy zerkając na nią, na co moje ciało bardzo szybko zareagowało przyśpieszonym biciem serca i przyjemnymi ciarkami. Podobała mi się od samego początku, a dopiero teraz po alkoholu byłam gotowa jej to wyznać. To było głupie, ale jednak przydatne. Teraz musiałam mieć ogromny zaciesz mając ją tak blisko siebie i tylko dla mnie. Poprawiłam się na ławeczce tak by moje kolano dotykało jej nogi. Miałam ochotę przytulić się do niej lub wrócić do przerwanej nam czynności, ale nie chciałam się narzucać. Co jakiś czas odruchowo zerkałam na jej usta i przygryzałam swoją wargę tylko żeby powstrzymać się od ponownego pocałunku.Samantha Bartowski - 2018-04-06, 23:44 Może i miała rację. Może nie było warto. Ale moja natura nie chciała dać za wygraną.
Byłam agresywna. Wiedziałam o tym. I starałam się z tym walczyć. Nie zawsze mi to wychodziło, bo do tej pory nie musiałam się specjalnie hamować. Właśnie przez to straciłam brata. Tak łatwo było mi na niego wybuchnąć... Tak łatwo było go odtrącić...
Żałowałam tego wszystkiego. Cholernie. Ale czasu nie mogłam cofnąć. A i byłam zbyt dumna, by przyznać się do błędu. Nie dojrzałam jeszcze do tego, by przeprosić. Nie dojrzałam do tego, by dać mu wygrać...
Czy dojrzałam na tyle, by móc nowe osoby zaprosić do swojego życia?
Poczułam uścisk dłoni dziewczyny i sama nie wiedziałam, co się stało. Nagle wszystkie złe scenariusze jakby się rozpłynęły i przestały mieć znaczenie. Dałam się więc bez problemu zaprowadzić z powrotem na tę ławkę.
- Oh, zamknij się Ricks... - Rzuciłam do niej, delikatnie, raczej... Lekko się przekomarzając, w czym mógł ją utwierdzić mój uśmiech i pokręcenie głową - Jakbym miała jakiś powód do ucieczki. Co najwyżej schowałabym łeb w piach, ale tak trochę mamy jego deficyt... - dodałam po chwili, oczywiście komentując sytuację sprzed kilku minut z tym nakryciem przez jej bliźniaczkę.
Tak w sumie... Sama chyba nie wiedziałam co myśleć, ani co robić. No bo... Czy ten pocałunek coś znaczył? Coś miał znaczyć? Do czegoś prowadzić?
Przejęłam jedną z butelek i stuknęłam się nią w tym geście toastu, po czym wzięłam zdecydowanie większy łyk. Pewne byłam, że zdołam dziś popić nieco dłużej, ale po pierwsze - nie narzuciłam sobie tempa jak Roseberry, po drugie - nie mieszałam jak pojebana, po trzecie - no jednak mimo wszystko byłam nieco starsza i większa. Ale nie to było teraz problemem, nie?
Ostawiłam tą krawędź butelki od własnych ust i oparłam się wygodniej na tej ławce i przez chwilę walczyłam z samą sobą, co do swojego następnego ruchu. Przerzuciłam jedną ze swych rąk - tą wolną, która znajdowała się bliżej brunetki) za oparcie, by po chwili, raczej niepewnym ruchem spróbować objąć mą towarzyszkę - jeśli nie będzie jej to pasować, zawsze będę mogła udać, że chciałam się tylko wygodniej oprzeć, no nie?
- Co myślę? - zapytałam, raczej bardziej retorycznie, bo po sekundzie już zaczęłam swoją odpowiedź - Nie wiem. Mam pustkę w głowie. Może poza tym, że Twoja siska jest raczej średnio zadowolona i chyba powinnaś z nią pogadać. - Skwitowałam krótko. Nie chciałam, by to zabrzmiało oschle. Po prostu... Sama wiedziałam, czym się może skończyć przegięcie. Sama w końcu to przeżyłam, no nie? I chyba... Nie chciałam stanąć im na drodze. Nie chciałam być przeszkodzą w czyimkolwiek życiu...Ricky Roseberry - 2018-04-07, 20:18 Siostra, siostra, siostra. Dobrze rozumiem o co chodziło Sami, ale wiedziałam również, że nic się nie stanie gdy pogadam z Rocky jutro. Teraz i tak nic bym mądrego nie powiedziała i mogłabym czegoś żałować. Nie byłam pijana, ale pod wpływem mój język się rozwiązuje i mówię wręcz za dużo. Uśmiechnęłam się do niej gdy ta inaczej usiadła przysunęłam się do niej. Nie chciałam by ten wieczór kończył się tylko na tym jednym pocałunku, ale miałam świadomość, że Sami mogła mieć inne nadzieje. Spojrzałam jej w oczy i się uśmiechnęłam.
- Dam sobie z nią radę. Od dawna wie, że wolę dziewczyny mogła się tego w końcu spodziewać. Jestem ta gorsza z nas dwóch. - powiedziałam pewna siebie. Nie wstydziłam się tego, że nie byłam ideałem, po prostu byłam sobą i miałam do tego największe prawa, bo nie stawiano przede mną zbyt wysokich wymagań, może dlatego dobrze rozumiałam Rocky, gdy ta miała dosyć obowiązków. A może po prostu to dlatego że jednak była moją ukochaną siostrzyczką, którą z jednej strony bym zabija, ale z drugiej nikt inny nie mógł tknąć. Położyłam swoją dłoń na udzie Sami i zerknęłam na nią. Zachichotałam i rozejrzałam się.
- To na czym skończyłyśmy? - zapytałam podnosząc jedną brew i musnęłam swoją dłonią jej policzek. Poczułam przyjemne ciepło od którego chyba się uzależniłam. Zbliżyłam się do niej i złożyłam na jej ustach delikatny acz głęboki pocałunek. Czułam jej miękkie słodkie usta, co omamiło mnie jeszcze bardziej, a moje serce zaczęło bić ze sto razy szybciej i mocniej.
Po chwili jednak odsunęłam się i spojrzałam w jej piękne oczy.
- Mam nadzieję, że nie będziesz żałowała tego na co mi pozwalasz. - zaśmiałam się cicho i przytuliłam się do niej. Chciałam by wiedziała, że nie traktuję tego jako zabawy na jedną noc, ale o tym będziemy mogły podyskutować dopiero gdy alkohol opuści mój organizm.
- Myślę że też będę się za niedługo zbierała. - oznajmiłam smutno. Chciałam by ten wieczór trwał i nigdy się nie kończył.Samantha Bartowski - 2018-04-08, 12:19 W dość jednoznacznym geście mówiącym "no chyba sobie kpisz", obróciłam lekko swoją głowę na bok i spojrzałam na dziewczynę, w odpowiedzi na te brednie, które właśnie padły z jej ust. Sam fakt, że tak o sobie myślała średnio mnie satysfakcjonował.
- Przestać paplać głupoty, Roseberry. Nikt tu nie jest gorszy. A na pewno... Na pewno nie... - Przerwałam na chwilę, by móc nieco mocniej ją objąć swym ramieniem - ...Ty. - Dodałam w końcu, próbując ją przejrzeć mym wzrokiem, gdy na moich ustach zagościł delikatny, acz zadziorny uśmieszek.
Gdy poczułam jej dotyk... Przeszedł mnie dreszcz. Ten taki... Przyjemny. Których nigdy nie masz dość. Które chcesz czuć już zawsze. Nawet nie musiałam nic mówić, po prostu włączyłam się w jej grę, obejmując ją - już znacznie wygodniej - i łącząc się z nią w tym już drugim pocałunku.
Dalej nie wiedziałam, czemu na to pozwoliłam. Nie wiedziałam, czy dobrze robię. Nie wiedziałam, co z tego wyjdzie. Ale jak to mówią: nie ryzykujesz, nie zyskujesz, no nie? A dziś chciałam podjąć to ryzyko, nawet, jeśli będzie się to miało zakończyć klapą.
- Ja jestem względnie trzeźwa. Pytanie, czy Ty rano nie obudzisz się z moralniakiem. - Zarzuciłam niby żartem, a jednak... Trochę się tego obawiałam. Ale przecież nie warto o tym mówić w takiej chwili! Lepiej z niej korzystać i wyciągnąć z niej jak najwięcej, no nie?
- Z chęcią Cię odprowadzę... Później. - Odpowiedziałam jej po chwili, oczywiście nie kłamiąc. Taka kruszyna, po alkoholu, w środku nocy to pyszny kąsek, co przecież Ricky mogła już zaobserwować nawet i podczas samej imprezy. Ale kto wie, co tamtym ciołkom by mogło strzelić do łba w miejscu, gdzie nikogo nie będzie?
Teraz jednak noc była jeszcze względnie młoda, a my ją spędziłyśmy na rozmowach i przytulaniu się na patio, kilku tańcach w środku domu i dalszym alkoholizowaniu się (no, przynajmniej ja). Po prostu dobrze się bawiłyśmy! Aż do chwili, gdy brunetka nie zechciała już wrócić do siebie. Więc tak, jak obiecałam, odprowadziłam ją - pod same drzwi wynajmowanego przez nią i jej siostrę mieszkania, po czym sama ruszyłam w kierunku własnych czterech ścian...