To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - If you're going to San Francisco

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:37

Instynkt nie miał absolutnie nic wspólnego ze zniknięciem Sophie. Stało się to niedługo po tych feralnych obchodach dnia niepodległości i młodsza z sióstr Johnson była pewnie jedną z pierwszych osób, które zostały zamknięte w laboratorium. I jedną z pierwszych, które przymusowo musiały zostać poddane testowi na obecność genu X - testu którego nie przeszła dobrze. Swoją drogą to było ciekawe, że u jednych test działał, a u innych, nawet mutantów, nie, dzięki czemu mieli spokój. Fakt, że sam test nie określał jeszcze, czy miało się do czynienia z mutantem, bo jeszcze później to sprawdzano dokładnie, ale sam wstęp był zawodny. Jaka szkoda, że nie zawiódł także u Sophie. Tak czy siak Victoria nie miała wpływu na to, czy wykryliby gen u siostry, nie miała też wpływu na to, gdzie ją zabrali. Nie była przecież jedyna, bo niestety wiele rodzin zostało pozbawionych ich członków w taki sposób, a później nigdy więcej ich nie widziano. Rodzina Johnson miała szczęście chociaż w tym, że mogli dziewczynę w ogóle jeszcze zobaczyć przed śmiercią. Którą zresztą zadała sobie sama, prawdopodobnie nie mogąc znieść takiego życia - cokolwiek jej zrobili w laboratorium. Bo nigdy nie powiedziała. Właściwie odkąd wróciła to… mówiła niewiele. Victoria zwyczajnie czuła bezsilność i ból straty, a także wzmagającą nienawiść do tych, którzy jej to zrobili. Nie znała nazwisk, ale mogła za to nienawidzić organizacji jako ogółu.
Nie doczekała się odpowiedzi na pytanie, ale szczerze… Gdzieś tam w trakcie tej rozmowy zapomniała. Niektórzy byli upierdliwi pod wpływem alkoholu, trajkotali jak najęci, a spróbuj nie odpowiedzieć to się uczepi taki, ale prędzej czy później ich myśli biegły w drugą stronę i zapominali. Vic nie była z tych upierdliwych, ale też jej ta myśl uciekła.
- A ja - zaczęła i zamilkła na chwilę, tracąc wątek. To był dobry moment żeby znowu upić łyczek, czy tam łyk w tym wypadku. Zaraz jednak przypomniało jej się co chciała powiedzieć. - A ja zazwyczaj tyle nie piję - o to się dobrali, nie? Dobrze, że dziewczyna w ogóle cokolwiek jeszcze kontaktowała; że miała świadomość tego, ile pije i że jeszcze nie było tak źle. Ale przyszło jej też do głowy, że chyba pora już skończyć, albo skończy się urwaniem filmu i cholera wie, gdzie trafi. Kto wie, czy ten koleś obok nie zagadywał jej żeby uśpić czujność, a tak naprawdę był zwykłym zwyrolem, który znalazł sobie ofiarę? Nie, nie pomyślała tak… Ale mogłaby!
- Wiem - mogłaby się o to kłócić, zwłaszcza teraz, że tego bólu w ogóle nie powinno być, że nikt sobie na to nie zasłużył, a już na pewno nie jej młodsza siostra, ale jakaś część zdrowego rozsądku jeszcze dobijała się do barier jej umysłu, korzystając z obecności ostatnich trzeźwych myśli. Bo akceptowała to, naprawdę, po prostu dzisiaj… było gorzej. - Wiem… - powtórzyła i nie wypiła reszty alkoholu ze szklanki. Barman będzie miał pewnie zagwozdkę co to tak długo jej idzie z tym drinkiem.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:37

Mimo tego, że robili rzeczy dla siebie całkowicie niezwyczajne, to ta chwila wcale nadzwyczajną nie była. Jak każde inne spotkanie w barze, jak każda inna rozmowa. Nie było w niej nic szczególnego, prócz tego, że względem siebie samych byli szczególni. To było wystarczające, żeby popadali w zainteresowanie. Powierzchowne, nie ciążyło na drugim człowieku, bo z jakiegoś powodu otwierało więcej pytań do samych siebie, niż do siebie wzajem. Więc tak, przedziwnie normalne spotkanie przedziwnie normalnych w swej nienormalności ludzi. Mutantów.
- Dobrze jest wychodzić poza własną strefę komfortu. - Musiało to bardzo głupio brzmieć przy stwierdzeniu, że kobieta zazwyczaj tyle nie piła. Ewentualnie można to było jeszcze potraktować jako żarcik, ale tym nie było na pewno. Niestety. Sahir nie posiadał żadnego poczucia humoru. No tak, dobrze wychodzić poza rzeczy znane i probować czegoś nowego, ale wszystko to powinno być kontrolowane, łączyć się z naszymi chęciami… i tu łączyły. On chciał mówić - ona chciała pić, zachowując jeszcze resztki świadomości, że zbliża się do niebezpiecznego momentu, w którym zacznie przelewać te drinki bez kontroli. Straci panowanie nad alkoholem, potem nad samą sobą. Bardzo niebezpieczny stan, w którym przecież Sahir mógłby ją wykorzystać. I to tak niecnie! Mógł naprawdę być jakimś zwyrolem, który poluje na śliczne panienki w knajpkach takich jak to. Przyszedł tutaj ze swoimi nikczemnymi współpracownikami, żeby łatwiej było przetransportować ciało, a ciężarówka już czekała na tyłach. Nawet niepotrzeba pigułki gwałtu, skoro ofiara sama się upijała, jeszcze sama za to płaciła! Czarnowłosy był o miliony mil od zwyrolskich myśli, dalej o myślach o ty, że może uda mu się zaliczyć, daleko o myślach o flirtowaniu i całkiem blisko do myślenia o tej istocie jako o ‘kobiecie’, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. No bo… kobieta. Oczywiście, że kobieta, bo kto inny? Ano, tylko że w jego umyśle funkcjonowała jako rzeźba, ciężko było w takim wypadku wziąć pod uwagę wszystkie te walory, które zazwyczaj najmocniej przyciągały męskie spojrzenia. Był to jeden z niewielu momentów, kiedy powiedzenie, że “spoglądał w jej oczy” nie oznaczało, że spoglądał na jej piersi.
- Przepraszam. Powinienem wiedzieć, że wiesz. - Bo wydawała się bardzo mądra. Bardzo ładna i bardzo mądra. Gdyby Sahir chociaż trochę ruszył tą swoją mózgownicą to odkryłby, że to nienormalne, żeby taka dziewczyna siedziała tutaj sama. Niestety łączenie wątków nie było jego najlepszą stroną w tematach społecznych. - Tamten tęczowy drink był bardzo ładny. - Już wcześniej go zafascynował. Zwłaszcza tym, jak wystarczyło pomieszać słomką, żeby zmienił swoją barwę na czerwień.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:38

Jak dobrze, że o sobie wzajemnie nie wiedzieli, że są mutantami. Jak dobrze, że nikt nie wiedział, co Tori potrafi zrobić. Pomyślcie tylko - idealna broń w rękach przeciwników mutantów. Myślicie, że mutazyna to ostatnie, co wymyślono? Co zrobiono by, gdyby mieli w laboratorium Victorię zamiast Sophie? Ja wiem co: nie wróciłaby do swojej rodziny za nic. Nie dość, że eksperymentowano by na jej zdolności, to jeszcze zrobiono by pranie mózgu, a wtedy wolni mutanci naprawdę mieliby przejebane. Byliby zwykłymi ludźmi, zadziwionymi, że nie mogą użyć czegoś, przez co są ścigani.
Victoria powoli odwróciła głowę w stronę Sahira, robiąc trochę oczy jak dwie monety. To zdanie właśnie teraz wydawało jej się niezwykle głębokie i mądre, a przecież było to dość częste porzekadło powtarzane przez trenerów personalnych i całą zgraję innych ludzi. Tak, oczywiście, że trzeba było wychodzić poza swoją strefę komfortu. W przypadku Sahira było to jak najbardziej pożądane, prawda? Żeby mówił - i wiecie co? Wcale nie mówił głupio. Ale Vic? Wychodzenie ze strefy komfortu i chlanie tak, by urżnąć się jak dzika świnia? Swoją drogą niezłe pierwsze wrażenie. Dać się komuś poznać od swojej pijackiej strony.
- To było… - Vika trochę długo szukała odpowiednich słów. W tej chwili mówiła i myślała chyba wolniej od Allisona… - To było, to znaczy to jest ten… no… - jasna cholera, Tori, weź się w garść - bardzo prawdziwe. I mądre.
Za to ona zachowywała się bardzo niemądrze. Dziewczyna przymknęła na chwilę oczy, oparła łokcie na blacie i schowała twarz w dłonie. Nie piła już, nie dokończyła tego ostatniego drinka. Nie musiała, bo swój cel osiągnęła. Ile wypiła? A kto by to liczył… Dowie się, gdy zapłaci ten rachunek, hehe. I o ile go gdzieś nie zgubi rzecz jasna.
A Sahir mógłby być zboczeńcem i zwyrolem, ale na jego obronę przemawiała ładna buźka, w którą się Vika wcześniej tak wpatrywała, choćby kątem oka, gdy jeszcze była w stanie.
- Nie przepraszaj. Nie ma - przerwa na nabranie oddechu i złapanie myśli - potrzeby - dokończyła w końcu. Tak, była całkiem mądra, nie każdy w końcu potrafi odnaleźć się na studiach z fizyki, a ona to przecież lubiła. I bardzo żałowała, gdy musiała jednak zrezygnować, i to przy samym końcu! Co by teraz robiła, mając w rękach papier ukończenia studiów z fizyki? Pewnie nie babrałaby się jako kelnereczka, jako sprzedawczyni, a aktualnie jako jakaś tam pracownica w banku. Ale może tak było lepiej? Księgowe nie rzucają się w oczy. - Był też bardzo podstępny - mruknęła niewyraźnie, i dopiero teraz tak naprawdę odjęła ręce od twarzy. Była blada, bledsza niż wcześniej, ale w świetle w pubie pewnie nie było tego wcale widać.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:38

Dlatego wkradło się tutaj troszkę dysonansu. Tak odrobinkę, sami rozumiecie. Tam, gdzie kobieta powinna kwitnąć mądrością, bo przecież nie miała złego życia, była wyedukowaną osobą, która nie musiała pracować jako niania czy sprzątaczka i mogła sobie pozwolić na noc taką jak dzisiaj. Noc bez opamiętania, która odbije się czkawką w kacu. Albo nie odbije, bo nie wszyscy byli przeklęci tą przykrą dolegliwością. Ach nie, przepraszam… przecież właśnie taką osobą była, bo studia, które były jej pisane, nigdy nie zostały ukończone. Dlaczego? Bo sobie nie radziła? Bo siostra? Cóż. Może tak rzeczywiście było lepiej, bo rzeczywiście wzrok bardziej przyciągają ci, którzy coś osiągnęli, a ne szarzy obywatele. W każdym razie powinni się chyba zamienić miejscami, takie odbieram tutaj wrażenie. Czemu tak nie było? Cholera, dobrze by było wyciągnąć dłoń do tej cholernej topielicy i wyciągnąć ją w górę. Nie pozwolić jej zatonąć. Przecież klęska nigdy nie powinna dotykać takich jak ona, naprawdę! Nie powinny jej porywać fale, wiatr nie powinien targać jej jasnych włosów, jej myśli, które staczały się na negatywny ląd… Szkoda, że życie nigdy nie było takie, jakie być powinno. I nic nie można było z tym zrobić. Sahir mógł tylko pytać i nawet nie domyślać się, co tak naprawdę się wydarzyło i że jeszcze wiele się w jej życiu wydarzy. Prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkają. Jeden wieczór, w którym nawet się sobie nie przedstawili i po którym kobieta zapewne nie zapamięta jego twarzy - on ją zapamięta na pewno. Statuę przy blacie, nad której spokojem czuwał barman, podsuwając kolejne kolorowe napoje tak, żeby się nie znudziła i tak, żeby się mogła każdym nacieszyć. Chmurne były jej oczy i chmurzyły się nawet kosmyki, które wysuały się ze swoich uwięzi i okalały jej twarz. Naprawdę coraz mniej kontaktowała, co? Stawała się płynna, jakby przestała walczyć już o kolejny dech i poddała się falom ciemnego oceanu. Stawała się z nim jednością. Rezygnowała ze swojej posady kamienia i postanowiła pozwolić sobie na oszlifowanie, jak morza szlifowały szkiełka - długą, ciężką pracą fal i piasku, po których miękko się przesuwały.
- Bo powiedziała to mądra osoba. - I nie chodziło mu o samego siebie, brońcie bogowie! Było parę osób, które Sahir naprawdę szczerze lubił - i były to osoby mądre. Dlatego też lubił powtarzać ich słowa, które uznał za wartościowe i przekazywały naprawdę proste przesłanie, nad którym nie trzeba było wiele dumać, a jednocześnie potrafiło wtrącić w refleksję. Dla jednych były to banalne stwierdzenia - dla niego były to złote myśli, o które dbał i które pielęgnował.
- Dobrze się czujesz? - Wyciągnął lekko ręce, jakby chciał ją złapać, ale jej nie dotknął. Przez moment Viki wyglądała tak, jakby miała się przechylić i spaść z tego krzesełka, a blat był jej ostatnią ostoją przed spotkaniem pierwszego stopnia z ziemią i pierwszym pocałunkiem na pierwszej randce. No nie czuła się dobrze. Ewidentnie nie czuła się dobrze, ale znowu - średnio szło mu czytanie takich sygnałów. Tutaj akurat Tori naprawdę zaczęła się pokładać, więc ciężko było się nie domyślić, że pomocy nie potrzebowała. Złapał swoją szklankę wody podaną przez barmana i podsunął niewieście, nawet nie zdążył jej jeszcze ruszyć. Może chociaż to jej pomoże? O ile topielicy potrzebna jest woda do przetrwania. - Alkohol zawsze zdradza. Dlatego go nie ruszam.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:39

Dziewczyna niestety nie posiadła tej legendarnej zdolności odporności na alkohol i kaca, to i bardziej niż pewne było, że kolejny dzień odbije jej się czkawką i spędzi go w łóżku pod kocem, w ciszy, ciemności i samotności. O ile do tego domu trafi, rzecz jasna. Nie musiała się martwić pracą; przezornie wzięła sobie wolne, zresztą było tuż przed Świętami Bożego Narodzenia… To czekało ją dużo wolnego.
Victoria nie odzywała się już dłuższą chwilę, tępo wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Być może zbierała myśli, choć bardziej prawdopodobne, że zbierała siły, by się jednak nie zsunąć z tego krzesła jak worek ziemniaków. By być w stanie usiedzieć na tyle długo, nim poczuje się względnie lepiej i będzie w stanie zapłacić, ubrać się i wyjść definitywnie kończąc ten wieczór.
- Tak sobie - odezwała się w końcu i nie siliła się na pozory. Rzeczywiście nie czuła się najlepiej. Dla niektórych był to najlepszy stan na świecie, w którym dopiero zaczynali żyć, w nosie mając troski świata. Ale Tori nie była jedną z tych osób, bo choć przytłumiła sumienie i złe myśli (w większości), to nie czuła się ani trochę wspaniale. Nawet jakaś jej część żałowała, że sama siebie zdołała namówić na ten idiotyczny pomysł picia w samotności. Może trzeba było nakupować alkoholu i urżnąć się w domu? Przynajmniej miałaby pewność, że wyląduje we własnym łóżku bez przykrych niespodzianek z samego rana, a tak? Niczego nie mogła być pewna. Ale w ogóle o tym teraz nie myślała. Miała za to wrażenie, jakby cała krew odpłynęła z jej twarzy i było jej dziwnie chłodno - do kontrastu do tego, jak czuła się do tej pory, gdy alkohol ją rozgrzewał. - Chyba… Chyba za dużo wypiłam. I za szybko - mruknęła pod nosem po czym przetarła powieki. Nie wiedziała też za bardzo co ma zrobić z podsuniętą jej przez mężczyznę szklanką wody.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:39

Dobrze, że przytłumiła, a nie przytuliła, bo chyba już wystarczająco długo trwała w tym uścisku. Ramion niby silnych, ale duszących, niby znajomych, ale nie dających poczucia bezpieczeństwa, niby sprawiedliwych, a jednak ciążących. To nie był aż taki zły pomysł - oddać się temu objęciu na całkowicie obcym terenie. Zgoda, mogła wcześniej tutaj być, barman mógł być jej koleżką, a ona sama znała cały rozkład grających tutaj kapeli - nadal był to teren bardziej obcy niż jej własne mieszanie, gdzie przynajmniej zległaby, zamknięta w tych ramionach, na własnych łóżku, a nie na blacie, po którym regularnie przesuwały się nowe drinki. Sahir na pewno wybrałby opcje - w ogóle nie zbliżać się do tych ramion, nie ważne jak kuszące by się one nie wydawały. Nie cierpiał smrodu wódki, bardzo źle mu się kojarzyła. Tym gorzej kojarzyli mu się nawaleni ludzie. Miał świadomość, że nie wszyscy zachowywali się agresywnie. Jedni byli weseli, inni płakali, jeszcze inni zasypiali - Viki tyczyła się najwyraźniej ta ostatnia reguła. O ile wcześniej nie było dla niego takie oczywiste, że kobieta jest w złym stanie, o tyle teraz to nawet taki ślepiec jak on nie mógł tego przegapić. Pewnie - piła. Ale jedni potrzebują całej butelki, żeby się upić, inni jednego drineczka - a on nie wiedział, ile ten aniołek już wypił. Cofnął nieco swoje ręce, przyglądając się. Nie z niechęcią, nie z poltowaniem - po prostu się jej przyglądał. Jej walce o zachowanie świadomości, sprzeciwowi, bardzo lichemu, który podniosła przeciwko procentom krążącym we krwi. Szklanka na blacie stała i czekała na łaskę od jedynego Pana, której szatynka nie raczyła jej oferować, a czarne, uważne oczy przyjmowały jej słowa i gesty z nieco większą wstrzemięźliwością niż na początku. Ale tylko odrobinę. Gotów był jednak złapać ją w każdym momencie, gdyby ta zamierzała się z tego stołka zwalić.
Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:41

Opcja, by w ogóle nie zbliżać się do alkoholu była wybierana na co dzień. Ogólnie, co dziwne w sytuacji i stanie psychicznym dziewczyny, nie była jakąś fanką używek. Ani nie paliła, uważając dym z papierosów za ciężki do zniesienia smród, ani nie brała dziwnych specyfików, mających ją przenieść do Narni, ani nie piła alkoholu - z małymi wyjątkami, typu symboliczne umoczenie ust. I urżnięcie się jak szpadel w dniu rocznicy śmierci swojej siostry (i przebudzenia genu X…). Poza tym? Była czysta jak łza, jak ten aniołek właśnie. Szkoda tylko, że z charakteru aniołka nie przypominała za grosz.
Kobieta nie odczuła, ani tym bardziej nie zauważyła żadnej zmiany w zachowaniu Sahira, może dlatego, że nie zwracała na to aż takiej uwagi, skupiona na czymś innym? Pewne natomiast było jedno: powinna teraz trzymać jęzor na kłódkę, nim przypadkiem wypapla coś, czego będzie później żałowała.
- Nie przejmuj się - nie zauważyła, by się przejmował, no może poza podsunięciem tej szklanki, którą chwilowo z jakiegoś głupawego i niezrozumiałego powodu bała się tknąć. - Wiedziałam, że tak będzie. Chciałam tego.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:41

Skinął głową, chociaż orientował się, że ona tego nie mogła widzieć. Nie miała jak, skupiając się na tym, żeby włosy i wódka nie przysłoniły jej całego świata i nie odebrały resztek trzeźwego myślenia. Albo godności. Zależy, co było dla niej bardziej istotne. Tak czy siak pochylona nad swoim drinkiem miała ograniczone pole widzenia, więc odpowiedzi w takim stylu - tym gestownym - były antyproduktywne. Nadal jednak nie wiedział, co powiedzieć. Że się nie przejmuje? To byłoby kłamstwo. Że się przejmuje? Powiedziałby tak, gdyby jeszcze był w stanie ogarnąć wszystkie emocje, które przez niego gładko przepływały, a wszystko przez to, że ona wibrowała tym… wszystkim. Roztaczała aurę? Wibrowała? Impulsy były tak samo delikatne, jak delikatna była morska bryza, chociaż wokół wcale nie pachniało jodem. Gdyby ak wyciągnąć do Viki dłoń, spróbować j objąć tak, jak obejmował ją alkohol - nie złamałaby się? Oo, Sahir nie miał pojęcia, jak bardzo charakterna potrafiła być ta osóbeczka, która tu i teraz upodabniała się tej bryzie. Chciało się jej poddać i Allison to robił - biernie. Nieświadomie wychylał za nią nosa, bo przyciągała wszystkim tym, co miała teraz pod ręką - i ona też robiła to całkiem nieświadomie. Dlatego mimo że piła (i że się upiła) nie odszedł stąd w pizdu i nadal przy niej siedział z tą rycerską misją, by jej pomóc. Jakkolwiek mógł pomóc, oczywiście, bo możliwości tu się zwężały. Obejrzał się na tych parę osóbek przy stoliku, z którymi tutaj przyszedł - to, czy był czy nie, nie robiło im raczej różnicy. Powinien teraz pomyśleć - warto odprowadzić ją do domu! Ale czy na pewno tego potrzebowała w tym momencie? Gdyby chciała tam iść to by poszła. Gdyby chciała tam być - nie przychodziłaby tutaj.
- Udało ci się chociaż zapomnieć? - Jej łagodne rysy twarzy nie pasowały do tego rozmemłanego spojrzenia, które umykało we mgle alkoholowych oparów. Tak jak jej ton głosu nie pasował do tego lekko zmodyfikowanego, dziwnie upłynnionego i jednocześnie wydostającego się z trudem z jej ust. Brała głębsze wdechy. Im więcej procentów tym ciężej było oddychać - zauważyliście? I tym szybciej człowieka wszystko męczyło - nawet te najbardziej prozaiczne czynności.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:42

Właśnie dlatego siedziała i starała się to robić w bezruchu, jako ta wspomniana statua właśnie. Ironiczne, nie? Wtedy nawet się nad tym nie zastanawiała, po prostu otoczyła się metaforycznym marmurem i udawała niewzruszoną rzeźbę. Zaś teraz, chcąc się nie ruszać, ani drgnąć! - nie potrafiła, nie tak do końca. Jej ciało bardzo lekko, ale się chybotało, pierś opadała mocno łapiąc te łapczywe oddechy w płuca, głowa nie potrafiła utrzymać się w bezruchu. Nie zamykała oczu, bo wtedy było tylko gorzej; już teraz kręciło jej się w głowie, a gdy powieki były przymknięte, to czerń wirowała ze zdwojoną mocą. Nie bez powodu opierała czoło o dłoń.
- Ja… tak. Już tak nie boli - nie bolało, bo i co innego było teraz priorytetem. Można więc powiedzieć, że mission accomplished, najgorszy dzień w roku został zepchnięty gdzieś w bok umysłu. I wbrew jej oczekiwaniom nie była tego dnia sama. Co prawda osoba, która siedziała obok nie miała o niej bladego pojęcia, ani kim była, ani jak miała na imię, ani co się wydarzyło, ani dlaczego tak chleje, ale mimo wszystko ten mężczyzna odciągnął część jej myśli od całej sprawy. Coś się za to należy, prawda?
- Dziękuję - tylko tyle i aż tyle mogła powiedzieć.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:42

Jeśli już tak nie bolało i udało się zapomnieć to rzeczywiście - wykonana. Nie w połowie, nie na pół gwizdka, a kompletnie. Nie powiedziałby jednak, że miał w tym jakimś udział - jedynie siedział i przypatrywał się, jak kolorki znikają w jej gardle, w jej brzuchu, by potem były rozprowadzane po krwioobiegu. Ile czasu już tak minęło? Widział, że jego towarzystwo się rozhulało w pełni i stolik był już zapełniony kilkoma pustymi szklankami, jakimiś przekąskami w stylu chipsów, jakie można było zdobyć bardzo zdobycznie w pubach, pewnie niedługo wejdzie jakaś gastro faza i wywalą się na zewnątrz, szukając pobliskiego kebsika. Taki rytuał. Czarnowłosy przyzwyczaił się do niego na tyle, że odbierał to na spokojnie i bez wzruszeń - zresztą jak niemal wszystko, come on. Przynajmniej pozornie i zewnętrznie. Nie czuł już na sobie spojrzeń, nie zaczął też kichać jak najęty, więc raczej go nie obgadywali. Viki też nie miała katarszyska, więc jej imię też chyba nie błądziło na ustach innych. Bezruch trwał nie tylko tu i teraz, kiedy straciła swoją dumną nazwę statuy, ale i tam, na zewnątrz - w wielkim świecie, który zawsze groził swoim czujnym spojrzeniem i dzikimi kłami. Mógł nas łatwo pożreć, to prawda, ale nie było się czego obawiać. I tak to człowiek najczęściej pożerał człowieka. Kanibalizm był tutaj w cenie. Dobrze, że nie wydawała się go cenić ta szatynka. Przynajmniej… nie tej nocy. Jak już ustaliliśmy - odbiegała ona w końcu normom przyjętych przez nich samych.
- Proszę. - Tylko za co ona dziękowała? Nie wiedział. Za towarzystwo? Za rozmowę? Wydawało mu się, że przeprosiny i podziękowania należało przyjmować, bo człowiek zawsze miał powód, by je mówić - nawet jeśli czasem odbywało się to tylko z prostej kurtuazji. Więc czy naprawdę Viki była wdzięczna? Trochę na taką wyglądała. Jakby rzeczywiście poczuła chociaż odrobinę ulgi z powodu tego, że ktoś zaburzył jej prostą drogę w dół i zburzył monotonne kołysanie fal, zmieniając jej tor lotu. Sahir nic za to nie musiał płacić i nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jakkolwiek pomógł - znaczy, teraz mógł się domyślić, skoro podziękowała. Poczuł się w jakiś sposób… dowartościowany. Tutaj, przy niej, w tej krótkiej rozmowie. Rozmowa, którą przeprowadzili, jej spokój i jej odpowiedzi, jej uważne słuchanie - naprawdę, dało się jej nie polubić?
- Chcesz wody? - Musnął znowu palcem szklankę, przesuwając ją o milimetr tylko po to, by zaznaczyć, że była ona dla niej i że mogła zmyć chociaż trochę posmaku procentów w ustach.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:42

Teraz nie obgadywali, ale czy wcześniej był spokój? Zwłaszcza patrząc na reakcję tej lasencji, która przyszła po ich zamówienie. Chyba, że to było na porządku dziennym, że Sahir siedział na uboczu, z dala od swoich znajomych, i zaczepiał nieznane kobiety. Takie tam dywagacje, ale na pewno nie zaprzątało to umysłu Victorii. “Zwycięstwo” - bo to oznaczało jej imię. Tak, tylko zwycięstwo czego? Albo nad kim? Jak na razie to chyba pasmo porażek.
Dziwne, że dziewczyna zwróciła jego uwagę właśnie teraz i właśnie taka. Cóż to w ogóle musiał być za splot nieszczęśliwych przypadków, że trafiła akurat tutaj i w ogóle dała się wciągnąć w rozmowę. Ba, nawet sama ją zaczęła! Było to zabawne o tyle, że na trzeźwo nigdy by się nie wtrąciła, nie zagaiła, i prawdę mówiąc, gdyby nie odmówił alkoholu, to siedziałaby tutaj sama, zapijając się w trupa. Więc naprawdę było za co dziękować. Ta godność może była trochę nadszarpnięta, i będzie kuła zwłaszcza nazajutrz, ale przynajmniej trzeźwość umysłu i racjonalność jeszcze jako-tako były na miejscu.
Mógł zapytać za co, skoro nie wiedział. Tori może nie spieszyłaby się z odpowiedzią, ale na pewno w końcu coś by wydukała i wydusiła z siebie. Ale skoro Sahir wolał się domyślać i bawić w zgadywanki… No chyba, że jednak wiedział, za co te podziękowania? Tu nie chodziło nawet o to, że był jakąś tam świecącą w ciemności boją na morzu, za którą można było złapać, by nie utonąć. Tylko o towarzystwo. Tori nadal nie wiedziała, dlaczego niby Sahir uważał się za kiepskiego w rozmowach.
- Może za chwilę. Mam - mam wrażenie, że jak teraz - zrobię gwałtowny no… ruch, to - to będzie tylko gorzej - nie mówiło jej się jakoś wcale łatwo, co chwila robiła pauzy, jakby trudno jej było operować językiem, by dobrze wymówić słowa, których chciała użyć. Ale mówiła zrozumiale. A przynajmniej ona siebie rozumiała, tylko była na siebie zła, że jest w takim stanie i że ktoś ją musi tak oglądać. Sama sobie winna, trzeba było zostać w domu! Wtedy takiego przystojniaka mogłaby sobie tylko wyśnić.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:43

Właśnie, mógł zapytać, bo jeszcze nikt za pytania nie osądzał, zresztą jak to już zostało napisane - nie było głupich pytań, były tylko głupie odpowiedzi. Bardzo wygodne, kiedy było się stroną pytającą. Bez pytań nie byłoby wiedzy. najpierw coś musiało zaciekawić, pytajnik musiał zrodzić się w umyśle, żeby myśleć o poszukiwaniu zdania, które zostałoby zakończone jedną kropką. Tylko jedną, bez dalszego przeciągania i bez niepewności. Jeśli miałoby rodzić większą ilość pytań - w porządku. To tylko sprawi, że dowiemy się jeszcze więcej i więcej, i więcej..! Ale na to jedno - niechaj pojawi się odpowiedź.
Dlaczego Victoria nie mogła być szczęśliwa, skoro była Zwycięstwem.
Było tutaj mnóstwo opcji do zaproponowania co do tego, co robić dalej - Sahir nic nie robił. Niech się napije wody, przewietrzy, zapytać, czy jest tutaj sama, bo tego nie wiedział, może ma kogoś, z kim przyszła, ale ten ktoś poszedł w balet? Tak się mogło zdarzyć. Albo rzeczywiście znała barmana, bo jak na oko Sahira to wyglądało tak, jakby ten się o nią troszczył, skoro tak zerkał na nią co rusz z ukosa. Cóż, szukał kolejnego zarobku i martwił się, że jego źródełko tak szybko się wyczerpało - no i o to, żeby mu klientka baru nie zarzygała, wiadomo. Jak każdy prawilny i poważny barman. Pasmo przypadków, którymi byli poddani, sięgało o wiele dalej, chociaż jeszcze tego nawet nie wiedzieli - i miało się o wiele dalej toczyć. Co zrobisz, Los bywał przewrotny, wredny, potem robił salto i stawał się akrobatą. Wychodziło mu to jeszcze lepiej niż tamtym figurkom z gliny, serio. Albo tylko udawał, bo w gruncie rzeczy człowiek i tak nie był w stanie odgadnąć jego kształtu i następnego celu. Zamiary były przed nami ukryte, mogliśmy tylko próbować przewidywać skutki. Jak na przykład to, że nawet pijana Tori wiedziała, że jeśli się podniesie, to kolibnie się na bok. A nie, przepraszam - jak zrobi gwałtowny ruch. Więc może jak wstanie powoli to nic się nie stanie?
- Za co dziękowałaś? - Zapytał w końcu. Ciekawiło go to mimo wszystko, chociaż próbował się powstrzymać, bo czuł, że nie powinien, że może się na niego obrazić, albo może być jej przykro. Tak mu się wydawało, że tak będzie. Liczył jednak na to, że zrozumie, skoro tak dobrze się dogadywali, że niczego złego nie miał na myśli i że było to tylko niewinne pytanie.

Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:43

Jakie tam powolne wstawanie… Vika wiedziała doskonale, że jak się po prostu ruszy za bardzo, to będzie już po wszystkim. Wstawanie włączając. Dlatego wolała na razie siedzieć na zgrabnym tyłku i nie kręcić się nawet za bardzo. Cóż, Sahir chwilowo był skazany na podziwianie jej profilu i jasnobrązowego oka, które czasem na niego zerkało kątem. Ale poza tym? Figura tak różna od wyciosania w kamieniu, że bardziej się nie dało.
Kobieta oddychała ciężko, za nic mając sobie nerwowe spojrzenia barmana. Zresztą on nie patrzył na nią jakoś często, kontrolnie tylko zerkał czy wszystko jest w normie - i było, a im czas leciał dalej, im później było, tym więcej chętnych się do niego dobijało ze swoimi zamówieniami. Nie miał więc czasu wisieć nad nią jak kat.
A Tori w końcu zebrała się na odpowiedź. Nie obraziła się, nie wzięła tego w żaden sposób do siebie. Nie było jej też przykro. Prawdę mówiąc była z całej sytuacji ogólnie dość wdzięczna. Chociażby z tego, że teraz siedział obok i nie osądzał jej na głos.
- Że nie siedziałam tu dzisiaj sama.

Sahir Allison - 2018-03-01, 19:44

- To ja też dziękuję. - Całe to spotkanie tak prezentowało się w jego głowie - jak krótka pogawędka Małego Księcia z jednym z bohaterów niesamowitej opowieści, na której końcu przyjdzie mu wrócić do Róży. Albo zostać oszukanym, że do niej wróci. Nikt się już tego nie dowie, bo nie żył ten, który powołał Małego Księcia do życia, a szkoda - Sahir naprawdę chciał wiedzieć. Chciał się przekonać, jak dzisiaj mieli się ci, których Mały Książę spotkał i czy zmienił się ich świat - chociaż odrobinkę. Ten Viki się zmieniał, więc nie było się o co martwić - sama tak powiedziała. To tylko dzisiaj, tylko jeden przystanek - potem już… jakoś się potoczy. Nawet jeśli miało się toczyć pod górkę. Tori nie była pijakiem, który wstydził się tego, że pije - dlatego pije jeszcze więcej, by o tym zapomnieć, a on mimo wszystko nie był Małym Księciem, dlatego ta bajka mogła mieć równie mętne zakończenie, co sam Mały Książę.
Victoria Johnson - 2018-03-01, 19:44

Ona jak najbardziej miała powód, do podziękowań, ale on? Za co? Za towarzystwo, które spiło się z prędkością spadającej lawiny? Za mało inteligentne przerwy między słowami? Za gubienie wątku? Tori już nawet nie pamiętała początku ich rozmowy… A nie, kłamstwo, pamiętała, że odmówił alkoholu. Ale dalej? Szło, szło, a ona pamiętała tylko, że siedział tuż obok niej, że dotrzymywał towarzystwa, gdzieś tam mocno naruszył jej strefę komfortu, że dobrze jej się rozmawiało. Ale o czym? Mało co już kojarzyła. Wiedziała za to, że chyba pora zapłacić barmanowi, póki jeszcze będzie w stanie rozpoznać cyfry na rachunku.
- Za co? - teraz to ona pytała, całkiem mocno ciekawa odpowiedzi. Pytanie ile z tego wszystkiego będzie pamiętała jutro… Torebkę cały czas trzymała na kolanach, a ubrana w jeansy i dopasowaną koszulę nie musiała się martwić, że zaraz jak wstanie odsłoni sobie połowę tyłka. Ruch ręki do torebki był naprawdę sporym wysiłkiem, poza tym był dość mozolny… A barman i tak był chwilowo zajęty mieszaniem drinków.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group