Gabriel Belmont - 2018-01-19, 21:29 On uśmiechy rozdawał jak cukierki. Każdemu, na prawo i lewo. Jednak jak to mówią, uśmiech uśmiechowi nierówny. Czasem były one pełne radości, czasem kpiny czy politowania. Innym zaś razem miały w sobie sporo złośliwości lub drwiny. Ot takie było z niego stworzenie dziwaczne. Chociaż tym razem… nie miał powodu do żadnej z tych negatywnych emocji. No może poza odrobiną złości, bo piłka jak zaklęta do kosza wpaść grzecznie nie chciała. I w sumie, gdyby nie był tu z Królową Lodu, to może sądziłby, że jakiś mutant obdarzony telekinezą robi mu w tym momencie brzydki żart. No, ale byli tu we dwoje, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. A to mogło być przecież mylne – chociażby dlatego, że wcześniej nie zauważył Alison, a przecież tu była.
-Bliższego powiadasz? – Wymruczał, a jego uśmiech nabrał dwuznacznej nuty. -Jak bliskiego, moja droga? – W głosie zabrzmiały mu nieco lubieżne tony, chociaż to wcale nie insynuowało niczego… konkretnego. W końcu może być miło na wiele różnych sposobów. A że nieco się do swojej rozmówczyni zbliżył… tak, to zdecydowanie po to, by lepiej ją słyszeć.Alison Blake - 2018-01-19, 21:50 Tutaj sie wiec roznili, bowiem Alison, jak juz bylo powiedziane, miala duze problemy z rozdawaniem przyjaznych usmiechow. Cieple uczucia zywila do malo kogo. Moze jedynie do malej garstki osob, ktora jej zaimponowala swoja sila i zdecydowaniem. Jak na przyklad Colleen. I jezeli pilka faktycznie tak uparcie nie chciala wpasc tam gdzie powinna to jest bardzo prawdopodobne, ze w obecnym otoczeniu ktos obdarzony telekineza stroi sobie zarty. Alison jednak nie byla obdarzona tego typu mocami.
Jego kolejne slowa spowodowaly przechylenie glowy Alison nieco na bok i znow jej kaciki ust uniosly sie u niej do gory, tym razem mocniej niz uprzednio. Lubiezne nuty w jego glosie wcale jej nie przeszkadzaly, wrecz przeciwnie.
-Powiedzmy...bardzo bliskiego. Tak, zebym mogla czuc cialo przeciwnika na swoich nogach, rekach i nie tylko. A Ty? Lubisz sporty, ktore wymagaja bliskiego kontaktu? powiedziala spogladajac mu w oczy. I jakos nie przeszkadzalo jej, ze jej koszulka mokra nieco od potu stala sie nieco bardziej obcisla.Gabriel Belmont - 2018-01-19, 22:42 Nigdy nie lubił telekinezy, a już na pewno nie lubił osób obdarzonych tym darem. Chociaż wielu powiedziałoby, że jego moc to również jakaś odmiana telekinezy. Tylko… zamiast skupiać się na przedmiotach w otoczeniu, skupiała się na tym, co ludzie mają w środku. Paskudne, ale prawdziwe.
Pani Blake zaserwowała mu naprawdę śliczny uśmiech, a on odpowiedział jej tym samym, bo w sumie był zwierzakiem, co to dużo się szczerzy. No i… miał lekką słabość do pięknych kobiet, ale cii, to jego sekret. Już nie wspominając o tym, że również lubił pewne formy kontaktu fizycznego, chociaż to mogło się wydawać zgoła niesamowite. Jednak, jak każdy mężczyzna miał swoje potrzeby. I w sumie nie tylko mężczyzna. Mniejsza już o tym, wróćmy do miłej rozmowy, między tą dwójką.
-Hm… to bardzo blisko, wiesz? – Podejrzewał, że wiedziała. W końcu sama o tym mówiła, nie zmieniało to jednak faktu, że brzmiało to… niezwykle interesująco. Będąc blisko, niemalże na wyciągnięcie ręki, zrobił to. Wyciągnął rękę i dotknął policzka blondynki. -Można powiedzieć, że lubię, chociaż wiele zależy od tego… co to za sporty – odparł, wciąż nie tracąc tej subtelnej lubieżności, a także dwuznacznego uśmiechu.Alison Blake - 2018-01-20, 17:34 Faktem bylo niewatpliwie, ze telekineza mogla byc bardzo denerwujaca umiejetnoscia. A jesli chodzi o samych ludzi obdarzonych tych darem, to coz Ali nie lubila zdecydowanej wiekszosci ludzi, wiec nie mialo za bardzo znaczenia jaki mieli dar. O ile nie pokazali Alison odpowiedniej sily, ktora zwrocilaby jej uwage. Czy Gabriel bedzie w stanie przyciagnac jej uwage na dluzej to jeszcze zobaczymy co bedzie w stanie jej pokazac.
Alison nie cofnela sie ani na krok, kiedy Gabriel byl juz tak blisko, a nawet wtedy kiedy polozyl jej reke na policzku. Wbila wtedy swoje duze oczy w oczy Gabriela. Ironiczny usmieszek pojawil sie na jej ustach. Nie miala zadnego, nawet najmniejszego problemu z lubieznymi spojrzeniami, a nawet czynami.
-Bardzo bardzo blisko powiedzila i przyblizyla twarz tak, ze Gabriel mogl poczuc jej oddech na swoich policzkach.
-Lubie jednak najpierw jak ktos mi zaimponuje. A to nie jest proste. Przyjmujesz wyzwanie? rzucila teraz z wyzywajacym usmiechem na twarzy.Gabriel Belmont - 2018-01-20, 18:35 Gabriel, jak rzadko który „biały” człowiek, bez żadnych domieszek – przynajmniej nic mu o nich nie było wiadomo – miał nienaturalnie czarne oczy. Wręcz źrenica w jego przypadku, zlewała się z tęczówką. Ta czerń miała tendencje pochłaniać ludzi, wciągać w swe mroczne odmęty i utrudniać im odwrócenie wzroku. Ciężko powiedzieć, czy tylko Gebe cechował się tak, głębokim spojrzeniem, czy to każdy człowiek, którego kolor oczu odbiegał od „normy”. Spojrzeniem nigdy nie uciekał, odpowiadał nim hardo i bez lęku.
Za sprawą jej słów, zamruczał zadowolony, ponieważ to wszystko brzmiało niezwykle interesująco. Zwłaszcza że wychodziło na to, iż lubią dokładnie to samo.
-Och, czyli jesteś jedna z tych… niewzruszonych, które na byle co nie polecą – zaśmiał się w tym momencie dźwięcznie, ale również pokazał bieluśkie zęby w uśmiechu. Robiło się z każdą chwilą, coraz to ciekawiej. -Hm… a jakiej natury to wyzwanie? I cóż dostanę, za jego podjęcie się? – Oho wchodziła jego tendencja do targowania się o różne rzeczy. On mógł naprawdę dużo zrobić, dać piękny pokaz mocy, czy chociażby zapewnić tej pani nieziemską rozkosz. Ona jednak chciała, by podjął wyzwanie, które oczywiście zostanie nagrodzone. Ciekaw był jednak, w jaki sposób?Alison Blake - 2018-01-21, 19:43 Tak i Alison zauwazyla ta gleboka, jakby chcaca jej pochlonac czern oczu. Bylo jednak w nich cos naprawde pociagajacego, przynajmniej dla Alison. Ciezko bylo ja w koncu wystraszyc, a juz na pewno nie takimi sztuczkami. Nie odrywala od niego wzroku ani na moment. Uniosla teraz po raz kolejny kaciki ust do gory i wzruszyla lekko ramionami.
-Powiedzmy, ze byle co, pierwszy lepszy tekst bue sprawia, ze kolana mi sie uginaja rzucila nie spuszczajac z niego wzroku.
-Jest tylko jedno wyzwanie, ktore warto spelnic. Pokaz mi jak potrafisz sie bic. Czy dalbys rade w bojce. A co za to dostaniesz to zalezy od tego jak dobrze sie sprawisz. Alison nie lubila sie targowac, ale stwierdzila, ze tym razem lepiej nie mowic z gory co moze dostac. Wszystko bedzie zalezac od jej humoru i jak dobrze Gabriel sie sprawi. Pokazy mocy mogly byc piekne, ale moce maja swoje ograniczenia. A o tej nieziemskiej rozkoszy to kazdy mezczyzna zapewnial, wiec Alison miala duze watpliwosci czy nalezy tego tak sluchac.Gabriel Belmont - 2018-01-22, 14:01 Przestraszyć? Ależ nie! Nie… on nie miał tego na myśli, nie tego w tej chwili pragnął. Zatem bardzo dobrze, że jego urocza towarzyszka nie przestraszyła się jego oczu. Chociaż niejednego mogły one przyprawić o ciarki, zwłaszcza gdy tak dokładnie i uważnie się ludziom przyglądał.
-To tylko dobrze o tobie świadczy – powiedział z uśmiechem, bo taka była prawda. Kobieta, która wie, czego chce od życia, na pewno na głupi tekst nie poleci. A takie kobiety były znacznie bardziej interesujące, niż dziewczątka, które nic o życiu nie wiedzą.
Nieco się zdziwił, gdy wspomniała o biciu się. Potem rozejrzał się, jakby chciał znaleźć przeciwnika, któremu ma skopać dupę, ale nikogo takiego nie zauważył, a przecież… ona chyba nie chce się z nim bić?
-Zapewniam cię droga pani, że bić się potrafię. Z różnym skutkiem, ale zazwyczaj to mój przeciwnik wychodzi na tym gorzej. – Na razie nie wspominał o tym, że jego moce mu bardzo w tym pomagały. W końcu im więcej krwi się lało, tym więcej on mógł zrobić. A czasem jedno dobre uderzenie w twarz, powodowało dosłownie morze krwi. -Poza tym, z chęcią bym pokazał, ale brak mi przeciwnika. – Oczywiście nierozważnie nie brał pod uwagę swojej rozmówczyni.Fay Murphy - 2018-03-02, 20:35 //początek
Fay nigdy nie była typem wojowniczki. Być może mentalnie odrobinę, ale fizycznie... taaak, ta kwestia mocno u niej kulała. Ale co zrobić, miała dość niski próg bólu i wcale nie lubiła chwalić się kolejnymi siniakami jak co to niektórzy, a jej "walka" bardziej przypominała taniec wykonany z kolejnych uników, niż faktyczną intetrakcję z człowiekiem, który może chcieć zrobić jej krzywdę. Gdyby chociaż posiadała moce, które nieco by jej pomogły! Ale nie, została obdarzona kontrolą nad zwierzętami, co w prawdziwym starciu pomagało jej tylko czasami. Co prawda jej moc nie polegała jedynie na zmuszeniu psa do siadu, czy kota do zejścia z szafy, ale naprawdę musiała się wiele natrudzić, żeby wykorzystać ją w bardziej zagrażający komuś sposób.
Stąd też pomysł treningów. Z dnia na dzień sytuacja w mieście coraz bardziej się zaostrzała, więc zwyczajnie musiała umieć bronić się sama. Od kilku miesięcy starała się regularnie biegać, czasem próbowała wzmocnić dłonie przy workach treningowych, jednak jak na jej gust to wciąż było mało. Bo co z tego, że będzie potrafiła uderzyć, skoro nie będzie wiedzieć jak odpowiednio to zrobić, żeby władować w to maksimum skuteczności i minimum wysiłku, a przy okazji nie złamać sobie nadgarstka.
- Może mała przerwa? - wydusiła do Cass, układając ręce w literę T, gdy dziewczyna po raz kolejny położyła ją na łopatki. Mimo, że upadała na materace, które ułożyły na podłodze, to i tak plecy już nieźle ją napierdzielały. Delikatnie mówiąc.
- Daj mi pięć minut a obiecuję, że skopię ci tyłek - rzuciła, rozkładając ramiona na ziemi. Pierdzielenie, pewnie nie udałoby się jej pokonać dziewczyny, dopóki ta by jej na to nie pozwoliła. Ale cóż, musiała coś powiedzieć, żeby mieć chociaż te kilka sekund odpoczynku więcej. Bo w przeciwnym razie chyba tu zaraz zajdzie.Cassandra Gardner - 2018-03-03, 01:13 #3
Choć od dłuższego czasu była dla Bractwa wyłącznie sanitariuszką, nikim więcej, nie potrafiła tak po prostu całkowicie porzucić przeszłości. Nie tylko tej związanej z prześladującymi ją uczuciami - całkowicie niepotrzebnymi, ciążącymi na sercu i duszy, lecz także z nawykami i przyzwyczajeniami. Po prostu nie umiała usiedzieć całkowicie w jednym miejscu, gdy praktycznie przez całe życie była... Powiedzmy, że względnie nieograniczona. Mogła robić dokładnie to, co chciała. Mogła mówić, co chciała. Mogła być tym, kim chciała. Teraz to wszystko w większej mierze przepadło. Pozostały tylko drobne, krótkie i ulotne momenty, podczas których przeszłość znowu wracała, zupełnie tak, jakby wciąż była teraźniejszością.
Dokładnie takie jak ten, kiedy to umówiła się z Fay na drobny trening. Nie chodziło tylko o utrzymywanie kondycji, nie. Wbrew pozorom, choć zależało jej na tym, by nauczyć Murphy możliwie jak najwięcej z tego, co sama umiała, nie chodziło także o żadne przysługi. Obie z pewnością miały na tym skorzystać, ale Cass... Cassandra czuła, że wyjątkowo mocno potrzebuje przypomnieć ciału, jak powinno reagować w sytuacjach możliwego starcia. Planowanego czy też nie. Ostatnie zamarcie z bronią w ręku, gdy nie powinna wahać się przed oddaniem strzału, dosyć mocno ją rozstroiło. Na to zaś zdecydowanie nie mogła sobie pozwolić. Ani w przypadku Billy'ego, ani nikogo innego.
Być może dlatego - z tej chęci udowodnienia sobie, że nie była aż tak bardzo do niczego, niezależnie od niedawnych zdarzeń - tym razem wkładała tyle wysiłku w to, by nie dać położyć się na materace. Co prawda, nie zapomniała się przy tym na tyle, aby zignorować to, że miała do czynienia z kimś o wiele słabiej od niej wytrenowanym, jednak zdecydowanie nie oszczędzała samej siebie. Potrzebowała się zmęczyć, wyładować w ten sposób część stresu, a potem paść i choć na moment zapomnieć o powodach swoich bolączek. Brzmiało jak plan, nie?
- W porządku. - Wbrew tym zamierzeniom, nie zamierzała jednak protestować przeciw przerwie, o którą poprosiła ją Fay. Nie chciała przecież wykończyć ich obu aż do cna, choć spodziewała się, że po tej chwili odpoczynku prawdopodobnie nie powrócą już do wcześniejszych zajęć. Zbyt dobrze znała możliwości własnego ciała. Spragnionego, spoconego, powoli zaczynającego odczuwać zmęczenie ciała... Którego członki aż prosiły o to, by usiadła na miękkim materacu.
Najwyraźniej nie była już aż tak sprawna jak kiedyś... Mogła to swobodnie dołożyć do wszelkich minusów obecnej sytuacji, jednak zamiast tego, cóż, zwyczajnie opadła tyłkiem na podłogę obok Murphy, biorąc głęboki wdech, nim ponownie się odezwała.
- Co... Tak właściwie chciałabyś tym osiągnąć? - Spytała, przecierając lekko policzki wierzchem dłoni i spoglądając na koleżankę. Prawdę mówiąc, choć mogła sprawiać wręcz przeciwne wrażenie, powody innych naprawdę ją interesowały. Zwłaszcza jeśli w pewnym stopniu zależało jej na tych osobach, a tak też było w tym przypadku. - Masz dosyć dobrą sytuację. Wcale nie musisz aż tak walczyć.Fay Murphy - 2018-03-04, 11:50 - Super - mruknęła Fay, już nawet nie myśląc, żeby podnieść się z materaca. Położyła na nim głowę, ułożyła dłonie na brzuchu i brała kolejne głębokie oddechy, starając się uspokoić po wysiłku. Nie była jakoś koszmarnie zmęczona, po prostu... miała już chyba dość. Plecy bolały ją od upadania, ręce od wykręcania i ćwiczenia przeróżnych chwytów, co nie byłoby taką wielką tragedią, gdyby nie fakt, że postępy robiła w iście żółwim tempie, przez co każdy taki trening kończył się jedynie irytacją. Naprawdę cholernie trudno było jej się przestawić na walkę, gdy od dziecka jedyne co trenowała to taniec. A teraz? Wszystko musiała robić inaczej. Inne było ustawienie, poruszanie się musiało być bardziej pewne, a mniej płynne, ruchy zamiast delikatne, musiały być szybkie i skuteczne.
Już chyba wolała posługiwanie się bronią.
- Tak mi się tylko powiedziało - odparła, wzruszając lekko ramionami - Chociaż pewnie miło byłoby znaleźć się po tej "drugiej stronie" - uśmiechnęła się pod nosem. To znaczy oczywiście "tej wygranej" stronie. Chociaż raz. I wcale nie w momencie, gdy przeciwnik da jej fory.
- Wiesz... gdybym myślała jedynie o swojej sytuacji, to pewnie już dawno byłabym w Europie, albo spróbowała przenieść się na południe - powiedziała, zerkając na Cass. Jak wiadomo, tam sytuacja mutantów była chyba najlepsza na całym świecie, ale co z tego, skoro to tutaj byli wszyscy, których znała i na których jej zależało? Zaczynając od przyjaciół z obozu, a kończąc na rodzicach kilka miast dalej, z którymi nie rozmawiała już dobre pare lat - Sama widzisz, co się dzieje. Po prostu gdy przyjdzie co do czego, chciałabym jakoś się przydać. Bo jak na razie to mogę robić jedynie za niepotrzebny balast. W filmach zawsze takie osoby giną pierwsze - rzuciła, unosząc kąciki ust. Może i ujęła to w miarę luźny sposób, ale ogólnie to ta sprawa od jakiegoś czasu siedziała gdzieś z tyłu jej głowy i nie dawała jej spokoju.Cassandra Gardner - 2018-03-04, 20:59 Gdyby mogła, pewnie jeszcze bardziej opadłaby na materac, prawie w niego wsiąkając. Tak jednak wyciągnęła się tylko, przenosząc ręce nad głowę i czubkami palców muskając śliską powierzchnię.
- Pewnie my też nie bylibyśmy zbyt fajną drugą stroną. - Odpowiadając dosyć typowym dla siebie, szczerym tonem głosu, wzruszyła przy tym ramionami. O dziwo, choć dosyć mocno się dzisiaj naszarpały, praktycznie nie czuła zakwasów. Chyba nie było z nią aż tak źle, co tylko bardziej poprawiło Cassandrze humor. - Wiesz, każdy ma swoje i swojsze racje. Z początku pewnie są całkiem w porządku, ale z dojściem do władzy... Huhuhu. - Nie musiała raczej kończyć, wyraz jej twarzy mówił praktycznie sam za siebie i utrzymywał się nawet wtedy, gdy Gardner ponownie się odezwała.
- Przegrać, wygrać... Wygrać, przegrać... Przeżyć, zabrać najbliższych zwiać do Europy, żeby za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy już to wszystko wygaśnie samo z siebie, móc opowiedzieć całą historię... Tak byłoby chyba najrozsądniej. - Ale nie oceniała nikogo za pozostawanie w strefie ognia. W gruncie rzeczy, sama przecież nie zamierzała uciekać z kraju ani wiecznie kryć się po kątach w jakiejś zapyziałej dziurze. Uznawała to wyłącznie za przejściowy stan, bo nikt nie miał przecież wiecznie pozostać w tym obozie. Prędzej czy później, cóż, faktycznie przyjdzie im wykorzystać wszelkie umiejętności, żeby wydostać się z miejsca, w którym chwilowo żyli. Teraz względnie spokojnie, później zapewne niekoniecznie tak kolorowo.
- Albo znajdują siekierę i załatwiają oprawców... - Mruknęła znacząco, lekko się przy tym uśmiechając i robiąc coś, co przy przymrużeniu oka mogło być całkiem przyjacielskim zezowaniem. Otoczka otoczką, ale nie była przecież aż tak aspołecznym człowiekiem. - Wiesz, final girl i te sprawy. - Cóż, swego czasu lubiła oglądać te typowe, bardzo schematyczne horrory klasy bez klasy. Dziewczyny takie jak Fay - ba!, częstokroć nawet o podobnym kolorze włosów - zazwyczaj wychodziły cało. Jeśli Cass miałaby zaś odnaleźć siebie w takich produkcjach, pewnie byłaby typowym motherfuckerem poświęcającym się i ginącym w połowie filmu... I to niezależnie od tego, jak bardzo starała się na co dzień pokazywać swoje niewzruszenie i samodzielność. Też poniekąd wpisywała się we wzorzec.Fay Murphy - 2018-03-06, 20:00 Uśmiechnęła się lekko.
- Miałam na myśli stroną nie rzucaną na materac. Nie stroną przejmującą dominację w kraju - wzruszyła lekko ramionami, bo jej wypowiedź odnosiła się bardziej do jej dwójki niż całej populacji mutantów - Ale pewnie masz rację. Pewnie zabrzmię jak jedna z laleczek Miss Universe wzywająca do pokoju na świecie, ale naprawdę wystarczyłoby, gdyby rząd zwyczajnie się od nas wszystkich odwalił. Żadnych stron - to z takich luźnych, mało odkrywczych przemyśleń, ale skoro już temat schodził na takie tory, to cóż, mogły powymieniać się oczywistymi oczywistościami.
Fay uniosła kąciki ust na kolejne słowa dziewczyny. Taaa, z początku zawsze jest wszystko fajnie, kilka dobrych zmian niczym wierzchołek góry lodowej, ale to to, co znajduje się pod taflą wody w późniejszym czasie rozpieprza cały system.
- Tylko problem w tym, że jak wszyscy będą "rozsądni", to nic się nie zmieni. Zawsze potrzeba tych paru wariatów do rozpoczęcia rewolucji - wzruszyła lekko ramionami, po chwili wzdychając pod nosem. Nie, nie mogła dłużej tak bezczynnie leżeć, więc już po chwili podniosła się do pozycji siedzącej i od niechcenia zabrała się za pierwsze lepsze ćwiczenie rozciągające. Skrzyżowała wyprostowane nogi i sięgnęła do nich, a po chwili nawet dalej. Bez większego wysiłku.
- Nah, siekiera sprawdza się w nawiedzonych domach, wiesz, Amityville, Lśnienie i podobne - powiedziała po chwili zastanowienia - Nie przypominam sobie horroru z akcją w mieście. Chyba, że jakieś o zombie, ale to co innego - pokręciła głową. Nieważne - Tak czy siak, gdy przyjdzie co do czego, może zostać jedynie to, co mamy pod ręką. Dosłownie - czyli po prostu umiejętności, żeby udało się chociaż wyswobodzić z kogoś uścisku czy na krótką chwilę znokautować przeciwnika. Musiała sobie wyrobić pewne nawyki, tylko o to prosiła. O parę lekcji ataku i samoobrony.Cassandra Gardner - 2018-03-11, 01:36 - Zaczyna się od dominacji na materacu i sama nawet nie wiesz, gdy zaczynasz myśleć o przejęciu władzy nad krajem, kontynentem, światem... - Stwierdziła, podczas wyliczeń, uśmiechając się naprawdę lekko, wręcz subtelnie, co - wbrew wszelkim aktualnie stwarzanym pozorom - nie było u niej wcale takie częste. Powiedziałaby wręcz, że tego dnia miała najwyraźniej nadzwyczajnie dobry humor... Przynajmniej po tym, gdy już się wyładowała, wykorzystując znaczną część negatywnej, ciężkiej energii, która ją dotychczas przepełniała. Teraz najwidoczniej zbierało jej się nawet na żarty.
- Z takimi ciosami... Lepiej szykuj sukienkę. - I choć tak naprawdę wcale nie uważała, że Fay była najgorsza w te klocki, Cassandra nie mogła być przecież przesadnie miła. Zdecydowanie, nawet w potencjalnie dobrym momencie, nie zamierzała pozwolić sobie na utratę reputacji. Bycie chłodną, dosyć zdystansowaną, nierzadko dość mocno krytyczną pozwalało, cóż, uchować się przed kolejnym zranieniem. Co prawda, tym razem jej słowa nie brzmiały ani trochę karcąco, ale sam fakt, że opuściły jej usta, niejako uspokoił Cass. Nie miękła, nawet dla tych bardziej wartościowych ludzi.
- Mamy tu stanowczo zbyt wielu wariatów. - Znacząco unosząc brwi, uniosła kącik ust w odrobinę drwiąco-gorzkim półuśmiechu, zdecydowanie myśląc to, co powiedziała. Prawdę mówiąc, obóz był wprost przepełniony różnego rodzaju szaleńcami, a przecież ci nie znajdowali się wyłącznie w nim. Była pewna, iż hardzi bojownicy kryli się także pomiędzy normalną częścią społeczeństwa, na ten moment woląc się nie zrzeszać... Ale zapewne jednocześnie nie wzbraniając się przed robieniem burdelu. Choć znała poziom absurdalnego heroizmu wśród członków Bractwa, nie mogła jakoś uwierzyć w to, iż cały rewolucyjny burdel był robiony wyłącznie przez nich. Nie mówiąc już zbyt wiele o tych akcjach, w które zostawali zwyczajnie wrabiani, bo i tych musiało być na pęczki.
- The Purge. - Odpowiedziała prawie bez zawahania. - Tyle tylko, że nas czyszczą dwadzieścia cztery na siedem. - I dlatego faktycznie musieli być w jak najlepszej formie. Choćby po to, by w którymś momencie walki móc skapitulować i w miarę bezpiecznie zwiać. Ona sama już chyba przestała unosić się honorem na myśl, że mogłaby zostać posądzona o uciekanie z podkulonym ogonem. Liczyło się przeżycie, nie?Fay Murphy - 2018-03-12, 22:10 - Ta, no cóż, jak widać mi to nie grozi - odparła, bardziej tonem mówiącym "no cóż, trudno", niż jakoś strasznie się tym smucąc. Szczerze to swoje ambicje kierowała w kompletnie inne strony, a walczyć chciała umieć na tyle, żeby potrafić się obronić, a nie od razu zostać mistrzynią MMA, KSW czy innych boksów. Nie musiała być w tym dobra, wystarczyło, że będzie lepsza od przeciwnika, chociaż na tyle, żeby móc uciec.
- Błagam cię... kto jak kto, ale ty to "Miss Agent" chyba widziałaś. Ze mną będzie podobnie, tylko... na odwrót - pokiwała głową z pełnym przekonaniem, starając się nie parsknąć śmiechem. Skoro agentka FBI mogła się zamienić w miss, to z Fay jeszcze będzie wojownik. Na 10%!
I nie, nie brakuje tutaj zera.
- Cóż, trudno się nie zgodzić. Nie wspominając już o takich, co to dreszcz po plecach przechodzi, gdy tylko skrzyżuje się z takim spojrzenie. Połączenie tych dwóch rzeczy, to już w ogóle abstrakcja - odparła, krzywiąc się lekko i wcale nie próbując ukryć tego, że oprócz wariatów, znalazłyby się też osoby, które zwyczajnie ją przerażały. Albo raczej moce, które posiadały. Wiadomo, często pierwsze wrażenia bywały mylące, ale i tak czuła się nieswojo w towarzystwie osób, które gdyby chciały, mogłyby wejść do jej głowy, albo zrobić jej krzywdę zanim zdążyłaby kiwnąć palcem.
- Jak byłam mała chciałam mieć swój własny film. Ale myślałam bardziej o Barbie, niż o jakiejś chorej masakrze - westchnęła, uśmiechając się bez cienia wesołości - Z serii: jak życie potrafi spełniać marzenia, jednocześnie dając ci po dupie - pokręciła lekko głową, prostując się i wyciągając ramiona wysoko w górę, żeby je także rozciągnąć. Zdecydowanie wolała taką formę ćwiczeń i treningu, niż jakieś durne naparzanki. Nie zmieniało to jednak faktu, że było kwestią minuty czy dwóch, jak trzeba będzie wstać i zacząć, pewnie ostatnią na dzisiaj rundę.Cassandra Gardner - 2018-03-13, 21:29 Prawdę mówiąc, jeśli miało się jakikolwiek wygląd, specjalne umiejętności walki nie były wcale aż tak potrzebne. W końcu urokiem osobistym też dało się wiele zwojować, a diabli wiedzieli, czy nie była to przypadkiem właśnie jedna ze specjalnych, ukrytych zdolności Fay. Z miss mogła być całkiem niezła agentka, choć Cass jakoś nie fatygowała się, by o tym wspomnieć, wywracając tylko oczami.
- Przysięgam, że Bractwo przyjmuje do siebie chyba wszystkich możliwych mutantów, jakich tylko uda im się znaleźć. I to wcale nie ostatnio. - Cóż, być może zazwyczaj milczała w pewnych sprawach, które niezbyt jej się podobały, jednak to było coś takiego, co już od dłuższego czasu dosyć mocno ją zastanawiało.
Poza tym... Musiała przyznać, iż czasem zastanawiała się też, co właściwie takiego robiła dla nich cała ta organizacja. Owszem, dostawali pewnego rodzaju schronienie, ochronę, jednak nie było to aż tak odczuwalne jak powinno być. Wśród tych wszystkich dziwnych ludzi, momentami dających się podciągnąć pod wariatów, mogły być osoby będące w stanie naprawdę solidnie im wszystkim zaszkodzić. A kto to dokładniej sprawdzał?
Nie była raczej zbyt wielką paranoiczką - a przynajmniej tak sądziła - gdy zastanawiała się, jakiemu odsetkowi członków Bractwa w ogóle należało ufać. To była najprawdziwsza zbieranina dziwaków, niekiedy groźnych dziwaków i choć ona sama także należała do tego grona, niezbyt ją to cieszyło... I niezbyt przekonywało. Właśnie dlatego trzymała się na uboczu, przynajmniej przez większą część czasu, raczej obserwując otoczenie, niżeli dzieląc się z nim swoimi odczuciami, przemyśleniami czy sekretami. Nawet jeśli były od tego wyjątki... Potwierdzały tylko regułę, czyż nie?
- Niewiele się pomyliłaś. - Odmruknęła, unosząc się z materaca na tyle, by móc wyciągnąć ręce w kierunku czubków palców u stóp, lekko się przy tym wyginając. I to właśnie z tej perspektywy posłała Fay lekko szelmowskie spojrzenie. - Hitchcock miał w końcu swoją wersję Barbie.