To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

capitol hill - Ściana z graffiti

Brian Kersey - 2020-03-06, 09:30

Mogła sobie przeklinać ile chciała i wyzywać, jemu to nie robiło. W tej chwili liczyło się, że aresztował jedną z bardziej niebezpiecznych mutantek. Jedną z najbardziej poszukiwanych, która na dodatek mieszała mu w głowie, wykorzystując jego słabości do własnej ucieczki.
Na jej słowa nie reagował i nie obchodziło go, czy mocno ją złapał i coś zabolało. W przeciwnym wypadku, zwiałaby mu. Nawet mimo szarpaniny, trzymał ją mocno, aż spojrzał na jej twarz, kiedy ostatecznie dopięła swego by na nią spojrzał. Widział te zaszklone oczy, wściekłe spojrzenie. On jednak patrzył na nią z obojętnością. Jakby jej życie nie miało dla niego znaczenia. Kolejny tylko problem do usunięcia lub siłowego podporządkowania. Nic więcej.
Lecz słowa jakie wypowiedziała, spowodowały niewyjaśniony uścisk w żołądku. Jakby informowały o czymś, na co powinien zareagować. Przez moment milczał. Jakby nie wiedział co ma powiedzieć. Trwało to moment, ponieważ jakby wybudzony nagle z letargu, wyrzucił papierosa i chwycił ją obiema dłońmi za jej ramiona, odwracając przodem do ulicy i trzymając mocno, ruszył z nią przed siebie. Nie mówiąc nic. Prowadząc prosto do miejsca, gdzie miał zaparkowany pojazd.

Bradley Grey - 2020-03-16, 00:22

// 8 maj

Brad był akurat w mieście. Wracał sobie grzecznie ze spotkania, jak zwykle trzymając się bocznych uliczek i zakamarków, byleby nie zwracać na siebie uwagi i nie przyciągać uwagi patrolów. Nie chciał walk na mieście, które po pierwsze mogły mieć różny skutek, a po drugie byłyby źle odebrane przez ludzi. W ich oczach to on zostałby tym złym terrorystą. W sumie codzienność, ale i tak wolał tego unikać.
I nagle zobaczył niecodzienną sytuację, choć znowu nie taką rzadką jak na sytuację polityczną. Aresztowanie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mężczyzna nie miał żadnego munduru, a kobieta wydawała mu się dziwnie znajoma. Wiedział, że skądś ją kojarzy tylko nie mógł teraz sobie przypomnieć skąd.
Akurat jego wzrok spoczął na sytuacji, w której mężczyzna siłą prowadził kobietę przed siebie, do samochodu - tak Bradley wnioskował, bo gdzie miałby ją prowadzić skutą kajdankami? Chyba nie do Narnii.
Bradley nie był typem superbohatera. Nie był też rycerzem na białym koniu. Ale nie był całkowicie bez serca, choć wolał mieć opinię właśnie takiej osoby. I chciał się odwrócić na pięcie i zostawić kobietę samą sobie, ale kojarzył ją i to przechyliło szalę na jej korzyść. Mężczyzna westchnął, po czym podszedł bliżej i gdy znalazł się w odpowiedniej odległości i upewniając się, że nie ma żadnych gapiów dookoła, użył swojej mocy. Pod nosem wypowiedział formułkę zaklęcia, a wokół jego rąk pojawiła się szkarłatna aura. Wyciągnął rękę przed siebie w pewnym geście i cisnął mężczyznę o najbliższą ścianę.
- Wszystko ok? - zapytał kobiety, gdy podbiegł do niej po chwili i za pomocą mocy uwolnił ją z kajdanek.
Na razie nie zadawał pytań, mimo że wydawała mu się znajoma. Nie wiedział też czy jest człowiekiem czy mutantką, generalnie chciał jej pomóc tylko dlatego, że skądś ją znał. Jeśli się okaże, że to człowiek i zacznie wołać pomocy po jego heroicznym akcie, to spieprzy stąd czym prędzej.

Samantha Bartowski - 2020-03-29, 14:52

Kurwa, kurwa, KURWA!
To nie mogło się dziać naprawdę. Co się do jasnej cholery z nim stało? Czemu się tak zachowywał? On... On nie reagował. Nie reagował. Ta obojętność.. Sama nie wiedziałam, czy budziła we mnie większy smutek, żal czy jednak złość. Czułam miks tych wszystkich emocji, jak zaczynają we mnie buzować. Ból głowy, który odbijał się w mojej czaszce przez moją przeklętą moc tylko wzmagał to uczucie desperacji, które właśnie mnie ogarniało. Nie mogłam płakać, ale grymas malujący się na moich ustach z całą pewnością zdradzał, że wewnętrznie właśnie chciałam to robić.
Traciłam nadzieję. Ale... Czy w sumie w ogóle ją jeszcze miałam? Niby próbowałam się opierać, gdy tak mnie prowadził w kierunku auta, ale co mogłam zrobić, gdy siłą znacznie mnie przewyższał? Wystarczyło, że lekko wygiął moją rękę i tyle było z tego buntu.
Czułam ścisk w żołądku. Czułam, jak robiło mi się niedobrze na samą myśl o powrocie do zimnej celi.
W pewnej chwili jednak poczułam... Pociągnięcie? Pociągnięcie, któremu nie towarzyszyła już ta siła pchająca mnie do przodu. Huk uderzenia o ścianę szybko mnie zdekoncentrował, przez co nawet nie zauważyłam, jak brunet do mnie podbiegł. Pociągnęłam nosem, szybko rzucając spojrzenie na Kerseya. W moich oczach jeszcze przez chwilę rysował się żal, ale... Wiedziałam, że nie mam jak teraz walczyć o swoje racje.
- Nic nie jest ok... - Mruknęłam, rozmasowując nadgarstki, gdy tylko kajdanki spadły z moich rąk. - Ale nie mamy teraz na to czasu... - Dodałam po chwili, wyraźnie podłamanym głosem, odwracając wzrok ku mutantowi. Nie wiedzieć czemu, czułam jednocześnie ulgę jak i dziwny niepokój gdzieś tam w moim środeczku. Mimo wszystko wzięłam jednak głębszy wdech, chyba próbując się wyrwać do biegu (na tyle, na ile mój stan mógł pozwolić) - Spierdalamy. - Wyrzuciłam z siebie lekko ochrypłym głosem, samej zbytnio nie wiedząc, gdzie miałabym się kierować. Spaliłam za sobą wszystkie mosty. Co więc mi teraz zostało?

Brian Kersey - 2020-04-02, 12:18

Było tak dobrze, nic nie miało prawa się nie powieść. Niespodziewanie los zesłał mu mutantkę, która go wykorzystywała i mieszała w głowie, by osiągnąć swój cel. Nie ważne, że przez nią stracił wtedy pracę i przesiedział dwa miesiące w zamknięciu. Przez wyrok poddany przymusowej terapii, zakończonej sukcesem. Dzięki niej mógł wrócić do pracy. A ją schwytać i sprowadzić przed oblicze Wellerów. Alle ktoś zawsze musi w czymś przeszkodzić.
Brian za późno zorientował się o zagrożeniu i odleciał na pobliską ścianę, uderzając boleśnie prawym ramieniem, upadając z grymasem bólu na tyłek.
- Szlag...
Przeklął słyszalnie i podniósł głowę wstając powoli z chodnika. Nie spodziewał się, że dziewczyna miała pomocnika. I to jeszcze poszukiwany mutant.
- Pięknie...
Niby czuł się zadowolony z tego, że miał dwójkę uciekinierów razem, to jeszcze sam musi sobie z nimi poradzić. Nie czekał na reakcję. Wyciągnął pistolet, który posiadał prawdziwe naboje. Od razu wycelował i wystrzelił w kierunku nóg Samanthy aby uniemożliwić jej ucieczkę. Gdyby zaś jakiś ruch wykonał drugi mutant, strzeliłby także i do niego, celując w jego klatkę piersiową.

Bradley Grey - 2020-05-31, 20:08

Nie wiedział co się tu dokładnie dzieje, ale na tych z DOGS miał uczulenie. Uderzenie typem w ścianę było satysfakcjonujące, ale nie mogli na tym poprzestać. Brian dość szybko się podniósł i wyciągnął pistolet i strzelił pod nogi dziewczyny. Nie spowodowało się to mężczyźnie, dlatego zrobił krok naprzód i za pomocą swoich umiejętności wyczarował przed nimi tarczę, która będzie ich chroniła przed pociskami mężczyzny.
- Zabiję go - powiedział trochę do niej, trochę do siebie. Na jego twarzy kobieta mogła zobaczyć pełną powagę i żądzę mordu. Nie miał problemu z zabijaniem wrogów, więc wyciągnął przed siebie drugą rękę, a jego zamiarem było skręcenie Brianowi karku. Nie miał pojęcia, że kobieta była w jakiejś relacji z mężczyzną i że prawdopodobnie nie będzie chciała jego śmierci. W takim przypadku musi działać szybko, żeby go powstrzymać, bo inaczej po jej znajomym zostanie tylko wspomnienie. W jego opinii zabije tego całego agenta DOGS, a sami uciekną. I tak jest poszukiwany, więc jedna ofiara więcej nie robiła mu żadnej różnicy.

Samantha Bartowski - 2020-06-06, 22:19




To był koszmar. Jebany istny koszmar! Jakby moje życie niewystarczająco się spierdoliło, jeszcze Kersey musiał zmienić się w jakiegoś bezdusznego potwora! Mężczyzna, który przybył mi z ratunkiem nawet nie wiedział, jak olbrzymie byłam mu wdzięczna. Przecież... Zgniłabym za kratkami gdyby nie jego pomoc. I już widziałam ten rąbek nadziei na wolność, gdy jednak...
Zaczęły padać strzały.
W mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy z polany. Ogień, grad kul, stojący gdzieś dalej Aaron, krew, ból... Po prostu mnie zamurowało, nie mogłam się ruszyć. Czułam się znów tak bezradna jak tamtej przeklętej nocy, gdy cały ten jebany koszmar się zaczął.
Aż do czasu, gdy jednak fizyczny ból wyrwał mnie z tego transu.
Jeden z pocisków trafił w bok mojej nogi, nadrywając nogawkę zdecydowanie za szerokich spodni i ciągnąć długą ranę przez skórę. Kula na szczęście nie trafiła bezpośrednio w mięsień, jednak jej bieg i tak spowodował krwawienie, przez które odzyskałam tę resztkę świadomości, akurat w chwili gdy brunet stworzył tę tarczę.
I już nie wiedziałam, czy bardziej boję się zmienionego Briana, czy tego mordu w oczach malującego się u mutanta.
Syknęłam i zgięłam się mimowolnie, po chwili rzucając jedyną sprawną ręką na Warlock Lorda. - Błagam, nie... On taki nie jest. Departament coś mu zrobił, ouch... - Syknęłam po raz kolejny, czując ciepło zbierające się już przy moim bucie. Zapewne nawet brunetowi nie mogło to umknąć.

Brian Kersey - 2020-07-05, 19:28

Czy departament mu coś zrobił? Owszem. Pomógł odnaleźć dawnego siebie. Przywrócił mu dawną niechęć do mutantów, którzy go wykorzystywali. A konkretnie ta kobieta. Przez którą miał zniszczoną karierę. Manipulowała nim by wykorzystać do ucieczki. Tak przecież mu powiedziano. Tak było.
Nie wiedząc czemu, wnętrze zakopane i zamurowane obecnymi spostrzeżeniami, krzyczało żeby nie strzelał. A i tak, trafił w mutantkę, która nie mogła dalej biec. Ale niestety, pojawiła się niespodziewana tarcza, która nie pozwoliła mu zabić tej dwójki.
- Kurwa...
Szepnął bardziej do siebie, widząc iż jego pociski zostały odbite. Będzie więc musiał skorzystać z innej metody, a więc zbliżał się do nich. Przystanął jednak, kiedy poczuł jakiś niewyjaśniony uścisk na szyi? Jego wzrok z mutanta, przeniósł się w kierunku tej drugiej, która błagała aby go nie zabijał. Niby dlatego? Czemu chciała jego życia a nie śmierci? Przecież tak działa prawo. Jedni zabijają drugich. Albo on to zrobi, albo oni. Raz jeszcze wycelował w mutanta, mając nadzieję że nie utrzyma on tarczy, skoro chce i jego zabić. W Briana oczach też pojawiła się chęć zemsty, chęć ich złapania lub zabicia. Mutant zagrażający bezpieczeństwu mieszkańcom, powinien zostać złapany i uwięziony lub zlikwidowany. Kersey puścił strzał, ale czy był wstanie trafić? Prosto w Bradleya?

Bradley Grey - 2020-07-12, 18:28

Jedna z kul mężczyzny trafiła kobiecie w nogę, ale tarcza zapobiegła dalszym trafieniom. Brad czuł się pewnie, bo z jego mocą przeciwko jednemu człowiekowi, nie musieli się obawiać. A nie miał wsparcia, bo inaczej już dawno by tu byli. Nikt jednak nie nadchodził, ale to nie znaczy, że mutanci mieli tu się bawić. Brad chciał go skończyć i uciekać, ale gdy wyciągnął ręce, by dokonać dzieła, kobieta zaczęła go błagać, żeby nie zabijał wroga. Nie rozumiał kompletnie. Tamten chciał jej śmierci, strzelał do nich. A ona go broniła. Zrozumiał jednak z jej słów, że to jej znajomy, może nawet ktoś więcej. Poza tym wiedział też, że departament może być bardzo konsekwentny w działaniach, a mieszanie w głowach to ich specjalność.
- Dobra - rzucił do niej, niezadowolony z takiego obrotu spraw. W końcu zostawienie go przy życiu będzie miało swoje konsekwencje, ale trudno. Popatrzył na jej nogę, ale długo nie mógł się rozczulać, bo Brian nie tracił czasu i znowu próbował ich pozabijać. Niestety dla niego tarcza Brada wcale nie osłabła.
Żeby pozbyć się ścigającego ich funkcjonariusza, czy kimkolwiek był, Brad po raz kolejny wyciągnął rękę w jego kierunku i wyrwał mu z dłoni pistolet tylko po to, żeby uderzyć nim w jego głowę. Przy odrobinie szczęścia mężczyzna straci przytomność, a jeśli nie to będzie na tyle oszołomiony, że nie będzie w stanie ich gonić przez najbliższy czas.
- Zwijamy się - powiedział, biorąc kobietę pod rękę, by mogła się oprzeć na nim i nie stawiać rannej nogi na podłodze. Razem zdecydowanie szybciej uciekną i będą mogli gdzieś w spokoju porozmawiać.

z/t x2

Brian Kersey - 2020-07-21, 14:04

To był moment, kiedy broń została mu wyrwana z dłoni a następnie otrzymał od niej uderzenie w głowę. Nie stracił przytomności, ale zamroczyło go i trochę ogłuszyło. Nim doszedł do siebie, owej dwójki już nie było w pobliżu, a pistolet jego leżał na chodniku.
- Kurwa...
Przeklął wściekły na siebie, że nie udało mu się ich złapać. Miał dziewczynę, ale niespodziewanie pojawił się jej z pomocą drugi poszukiwany. Być może dyrekcja mu wybaczy ten błąd. Dopiero niedawno wrócił do służby i działał nieplanowanie sam. Podniósł broń i skierował się do swojego auta, by tam jeszcze trochę odpocząć i wtedy odpalił pojazd, odjeżdżając z miejsca zdarzenia. Sprawdził jeszcze, jak dużą miał ranę i czy nie spływała z niej krew.


[z/t]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group