To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

capitol hill - Ulica #1

Brian Kersey - 2020-03-06, 18:20

- Nie dałem się pokonać, ale też nie udało mi się wrócić do siedziby z choć jednym z nich. Czuję tu raczej odniesioną porażkę.
Westchnął, nie będąc z tego zdarzenia zadowolonym. Może i cud, że przeżył, ale wrócił z pustymi rękoma. A był tak blisko odpokutowania dosłownie swoich win, sprowadzając Samanthę Bartowski do Departamentu, z którego uciekła. Następnym razem nie da się tak zaskoczyć.
Niespodziewanie, podczas ich patrolu wybiegła w ich stronę dziewczynka, wołając do jego towarzyszki ciocia?
- Ktoś z rodziny?
Zapytał z lekkim uśmiechem Ophelię ale i wzmianka o jej ciąży była także zaskoczeniem dla niego. Aż pytająco spoglądał na koleżankę, jakby słowa dziecka go rozbawiły. Z drugiej jednak strony, przypomniało mu się to co powiedziała Samantha "straciłam je... poroniłam...". Nie dawało mu to spokoju. Jakby nie chciał wiedzieć, co miała przez to namyśli. Umysł mu jednak podpowiadał, że powinien się tym zainteresować. Ale nie. Jest dobrze jak jest.
Uwagę zaraz zwrócił na dziewczynę, co podeszła po tę małą. Nie mówił nic, ale obserwował je obie uważnie. Przyglądając im, starał się zapamiętywać ich twarze.

Christopher Varcer - 2020-03-06, 23:35

Christopher od blisko tygodnia nie dawał znaku życia, odkąd pewnego dnia po prostu zniknął z mieszkania Elaine, zostawiając za sobą bałagan niczym po włamaniu. Porozrzucane przedmioty, podrapana kanapa, niedokończone śniadanie. Nic jednak nie zginęło. Chris nie wziął ze sobą pieniędzy, telefonu, dokumentów. Niczego, co sugerowałoby zaplanowaną ucieczkę. Jego współlokatorka po powrocie z pracy poza pobojowiskiem zastała otwarte na oścież drzwi balkonowe, co sugerowało, że właśnie tamtą drogą mężczyzna opuścił mieszkanie. Co się tam właściwie stało? Na chwilę obecną można było tylko spekulować.
Mutant jednak żył i wciąż przebywał w Seattle, aczkolwiek nie przypominał już dawnego siebie. Tamten dziwny, ale za to sympatyczny facet, którego Elaine tak dobrze znała, stał się przeszłością. Christopher wcale nie szukał drogi do domu. Nie szukał pomocy, okazji do robienia głupawych żartów ani nowych przyjaźni. Stał się tym, czym najbardziej się obawiał - prawdziwym potworem, którego jedynym celem było przetrwanie i zaspokajanie własnych potrzeb kosztem innych istnień.
Wydawało się, że nie pozostało w nim nic z człowieka. Jedyną pamiątką po jego dawnym, ludzkim życiu były strzępki ulubionej koszulki. Ciało doznało nieprawdopodobnej przemiany, czyniąc z niego dobrze zbudowanego, prawdziwego humanoidalnego jaszczura, a umysł ogarnęła żądza polowania, z której mutant czerpał wręcz ogromną, niezdrową przyjemność.
Dobrze odnalazł się w swojej nowej roli, choć początkowo ofiarami nie padały zwierzęta czy ludzie, a torby z zakupami, jakie ci drudzy przy sobie mieli. Mutant nie był głupi i uważnie dopierał swój cel, dbając o to, by było jak najmniej świadków.
Z czasem jednak zakupy przestały mutantowi wystarczać. Opakowane produkty, często takie, do których nie potrafił się nawet samodzielnie dobrać, były zbyt problematyczne. Christopher szybko więc zasmakował w surowym mięsie, co tylko pogłębiło jego zwierzęcą naturę. Gonitwa, szamocząca się ofiara, smak krwi i powoli uchodzące z niej życie. Sprawiało mu to pewnego rodzaju satysfakcję. Pragnął tego więcej i więcej i doszło do momentu, gdzie... zaczął postrzegać ludzi jako swój potencjalny cel.
Od dłuższego czasu przyglądał się tutejszemu, dwuosobowemu patrolowi D.O.G.S, którzy nieświadomie wstąpili na jego rewir, gdy odpoczywał w bocznej uliczce. Gdzieś w podświadomości wciąż pamiętał ich mundury, które teraz działały na niego niczym płachta na byka. Czuł niezrozumiałą dla siebie złość, którą pragnął na nich wyładować. Wystarczyło krótkie spojrzenie w stronę oddalającego się patrolu, by mutant wiedział, co należało zrobić.
Mimo wszystko pozostawał cierpliwy, nie spieszył się. W końcu pośpiech to największy wróg w czasie polowania, prawda? Chris wiedział, że podnosił poprzeczkę dość wysoko i nie byli to zwyczajni ludzie, dlatego musiał zachować ostrożność i znaleźć odpowiedni moment do ataku. Czuł, że wygrana będzie warta tego wysiłku.
Mała dziewczynka przerwała marsz patrolu, co zaskoczyło nie tylko kundli, ale i samego jaszczura, czającego się za jednym z kontenerów. Nawet przez chwilę się zawahał, ale nie dlatego, że zwątpił w słuszność swoich czynów, lecz czy aby nie zmienić obiektu ataku na coś łatwiejszego, choć... dziecko mogło zaczekać. Daleko nie ucieknie. Na dodatek małej towarzyszyła jakaś młoda kobieta, która pewnie stanęłaby w jej obronie. Czy Chris ją skojarzył? Ani trochę... Wystarczyło, aby te dwie odrobinę się oddaliły, a wtedy przystąpi do ataku. Nie chciał atakować aż tylu celów jednocześnie. W tym nie był zbyt dobry...

Ophelia Engel - 2020-03-09, 20:15

- To i tak imponujące. W końcu nie masz mocy i byłeś w cywilu, prawda? - Zapytałam dość sucho, choć w rzeczywistości serio byłam pod wrażeniem. Doskonale wiedziałam, do czego są zdolni mutanci. W końcu sama jednym z nich byłam...
Nie mogłam jednak ukryć swojego zdziwienia, gdy ta mała dziewczynka się do mnie przytuliła z niezłym impetem - bo aż okulary mi z oczu spadły. Syknęłam, czując jak światło dnia dobija się do moich tęczówek, dając mi odczuć, jak paskudną rzeczą może być światłowstręt...
Złapałam się jedną dłonią za czoło, jakby to mnie miało uchronić przed promieniami słońca, gdy drugą, mimowolnie położyłam na ramieniu brunetki. Musiałam jednak przyznać, że... Po prostu mnie zamurowało.
- Ja nie mam rodziny... - Mruknęłam, mrużąc swoje oczy. To wszystko... W ogóle się ze sobą nie zgrywało. No i... Skąd w ogóle znała moje imię? Przecież... Przecież nawet w DOGS moje prawdziwe dane nie były znane!
Gdy tylko nieznajoma brunetka zwolniła swój uścisk, nachyliłam się nad nią, by mieć spojrzenie na tej samej wysokości co ona. Jeśli w moim poprzednim życiu kiedykolwiek spoglądała w moje oczy, mogła teraz zauważyć, że te zdają się być mniej wyraźne, niż kiedyś. Jakby powoli nabierały lekko mlecznego zabarwienia, co wprost mogło wskazywać na postępującą ślepotę.
- Jesteś z Lancaster? O to Ci chodzi?- Zapytałam bezemocjonalnie, próbując skojarzyć sobie tę małą buźkę z kimkolwiek znajomym. To jednak wcale nie było takie proste... No i... Te wszystkie słowa, oskarżenia, pytania... Uh... Przyrzekłabym, że głowa zaczyna mi od tego nieprzyjemnie pulsować.
Nie minęła jednak chwila, gdy jakaś rudowłosa do niej podbiła, a ja niemal natychmiast się wyprostowałam. - Van... - Powtórzyłam imię małej, jakby gdzieś chciało mi zaświtać z tyłu głowy. Jedyne jednak, co mogłam w tej chwili uczynić, to dopełnić swojego obywatelskiego obowiązku.
Na krótką chwilę próbowałam skrzyżować swoje spojrzenie z moim dzisiejszym towarzyszem, nim sucho wyrzuciłam z siebie:
- Dokumenty i przepustki poproszę.

Vanessa Grenville - 2020-03-09, 20:29

Tak się cieszyła, że widziała Ophelię. Tyle czasu minęło, tyle miesięcy! Nie mogła się doczekać tego by zobaczyć maluszka. Jak dobrze pamiętała, miał to być chłopiec? Chyba tak! Ale nie była sobie tego taka pewna. W końcu z kobietą rozmawiała nie raz i nie dwa, ale nie chciała też jej męczyć za bardzo i starała się nie wymuszać na niej zbytniego przebywania w jej towarzystwie, wiedząc, jak mogła się czuć chora i do tego w ciąży. Nie wiedzieć nawet kiedy pojawiła się pracownica baru. Przebywała nie raz i nie dwa z nią gdy ojciec był zajęty a ona sama mogła spędzić czas w jej towarzystwie bawiąc się czy czytając. Jednak jej reakcja totalnie ją wkurzyła. Złapała ją i zaczęła odciągać od ciotki. To się jej zdecydowanie nie podobało.
- Zostaw mnie. To Ciocia Ophelia, Ostatnio z ciocią siedziałam i rozmawiałam, nawet w chowanego się bawiłyśmy! Pamiętasz ciociu? Pamiętasz?
Wyrzuciła z siebie wyrywając się rudej. Co ona myślała, że zatrzyma ją? Nie, nie tym razem. Poza tym dostrzegła że Ophelia nie ma tych oczu co kiedyś. Była chora? Dotknęła jej policzka z troską by po chwili odsunąć dłoń i przenieść spojrzenie na łysego mężczyznę. Zdecydowanie się jej nie spodobał. To jak przyglądał się im nie wróżyło niczego dobrego a do tego jeszcze Ophelia wyjechała z jakimiś papierami.
- Co...
Totalnie zaskoczona poczuła jak zaczyna się denerwować. Jej ciało zaczęło nabierać temperatury a to zły znak. Wyrwała się tak by stać z dala od rudej, nie chciała by ją dotykała gdy ta zaczęła się denerwować.
- Nie dotykaj mnie...
Wydusiła spoglądając na nią z powagą dając do zrozumienia, że coś się dzieje. Jednak to było nic, Van zaczęła się denerwować bo Ophelia nie pamiętała jej, albo nie mogła sobie przypomnieć. Do tego zachowała się nie tak jak ta, którą pamiętała.
- Tak, Vanessa..proszę powiedz, że mnie pamiętasz...przypomnij sobie...nie jestem z żadnego...Lancaster..to ja Twoja Van, obiecałaś, że pójdziemy na lody jak wyzdrowiejesz!
Krzyknęła zdając sobie sprawę, że i jej namieszali w głowie. Jak mogli?! Co oni jej zrobili?! Gdzie jej ciocia od lodów!

Mary Pond - 2020-03-09, 22:53

No oczywiście, że nie zamierzała spokojnie pójść. Ruda westchnęła dając jej się wyrwać. Była zmartwiona i nie zamierzała tego jakoś szczególnie ukrywać. Wykorzystanie prawdziwych emocji jest zwykle łatwiejsze i bardziej przekonujące niż całkowite ich udawanie, a niezależnie czy było się normalnym człowiekiem, mutantem czy wróżką zębuszką, przeszkadzanie funkcjonariuszom DOGS na służbie mogło generować problemy. No i przekonanie Vanessy, że zna jednego z nich to dodatkowa trudność, bo po pierwsze, biedna dziewczynka będzie się teraz martwić, a po drugie to dodatkowy podejrzany czynnik.
W końcu stało się, Pani Kundel poprosiła o dokumenty. Mary podeszła do tego jak zwyczajny obywatel na rutynowej kontroli. To nie był pierwszy raz gdy ktoś jej sprawdzał papiery.
-Przepustkę w sensie do pracy w nocy czy coś nowego weszło ostatnio?- upewniła się zdejmując plecak z ramienia i sięgając portfel, w którym trzymała wszystkie dowody tożsamości, przepustki i tym podobne. Podała to o co prosiła kobieta. W zasadzie to szła na popołudnie, a nie na noc, ale zachowała dla siebie ten komentarz żeby jeszcze bardziej nie psuć atmosfery. Zresztą miała coś ważniejszego do roboty. Korzystając z tego, że potrzebna była chwila, by przejrzeć jej dokumenty kucnęła żeby zrównać się z młodą.
-Vanesso, posłuchaj mnie proszę.- delikatnie położyła jej dłoń na ramieniu zwracając uwagę, by między ich skórą była koszulka dziewczynki. Lekko je ciągnąc dała znak, że chce by się do niej odwróciła. Jeśli tak zrobiła to druga dłoń znalazła się na drugim ramieniu -Rozumiem, że martwisz się o swoją ciocię, ale ja nie znam tej Pani i ona wyraźnie nie rozpoznaje Ciebie. Ci Państwo są teraz w pracy i nie powinnyśmy im przeszkadzać. Wróćmy do domu, porozmawiamy z tatą i może się okaże, że to nieporozumienie.- zacisnęła prawą dłoń trochę mocniej. Nie boleśnie, po prostu wyczuwalnie. Mary kończyły się pomysły jak przekazać jej, że NIE MOGĄ tu zostać. Była gotowa jej wszystko wyjaśnić dokładnie, ale nie tu i teraz. Nie na wprost psów.

Christopher Varcer - 2020-03-10, 13:43

Z trudem powstrzymywał się przed złowrogim warkotem, kiedy patrol mimo upływającego czasu wciąż się nie poruszył i polowanie nie szło według jego oczekiwań. Mutant zaczynał odczuwać gniew, frustrację wywołaną zbyt długim czekaniem. Ta mała dziewczynka i jej starsza, rudowłosa koleżanka... w tej chwili były dla niego kulą u nogi. Początkowo liczył na to, że te zaraz się oddalą i pozwolą mu zrobić swoje, jednak im dłużej czekał w ukryciu, tym mniej zaczynało go obchodzić, aby pozostać niezauważonym. Coraz mniej zaczynał go obchodzić jakikolwiek plan. Miał cel niemal w zasięgu ręki. I to nie jeden, nie dwa, a cztery, co było niezwykle kuszące. Instynkt nakazywał mu się w końcu ruszyć, wykorzystując powstałe zamieszanie wywołane przez tego dzieciaka.
Niezauważony wycofał się, skręcając w pobliską boczną uliczkę. Zamierzał znaleźć dogodniejsze miejsce na zasadzkę. Nie mając na sobie żadnego obuwia, był praktycznie niesłyszalny. Między budynkami znajdowały się wąskie uliczki i to nimi mutant się poruszał, aby zmniejszyć dzielący go dystans i zminimalizować ryzyko wykrycia, które byłoby dużo większe, gdyby próbował ot tak zaczaić się do nich od tyłu. Miał to szczęście, że patrol kundli stał blisko jednej z tych uliczek i wystarczyło się wychylić, aby zaatakować patrol od tyłu.
Chris od początku wiedział, kto będzie jego pierwszym celem. Jedyny mężczyzna w tym gronie. Dobrze zbudowany i z pewnością uzbrojony, który mógłby sprawić mu niemałe kłopoty, gdyby postanowił zająć się nim później. Zresztą co tu kryć... taki duży cel był dla niego najbardziej satysfakcjonujący.
Niemal przylegał brzuchem do ziemi, kiedy zaczęły dzielić go zaledwie metry od zakrętu, tuż obok którego stał zajęty rozmową patrol. Tu już nie mógł pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Oblizał kły, wstrzymywał oddech...
W mgnieniu oka doszło do ataku. Zza ściany wyłonił się niemal dwumetrowy stwór, który z impetem wbiegł w kundli, zamierzając ich przewrócić przy pomocy wielkich łap wyposażonych w ostre pazury. Kontakt z nimi oznaczałby ślady po pazurach na plecach. Niewykluczone, że solidne machnięcie ogonem, które nastąpiło chwilę potem mogło również sięgnąć Mary oraz małą Vanessę, które straciłyby wtedy grunt pod nogami. Mutant nie czekał na jakąkolwiek reakcję i po próbie zaatakowania kilku osób naraz, skupił swoją uwagę na mężczyźnie. Jeśli znalazł się na ziemi, wielki jaszczur postanowił uklęknąć na nim, przybić jego nadgarstki do podłoża i wgryźć się w jego bark, niebezpiecznie blisko szyi, zaciskając szczęki w żelaznym uścisku. Zacząłby wtedy szarpać łbem na boki, aby jak najskuteczniej otworzyć ranę. Wszystkiemu towarzyszył okropny, dziki warkot i machanie długim ogonem, które utrudniało zbliżenie się do nich. Im bardziej kundel by się szarpał bądź krzyczał, tym silniej pazury gada wbijałyby się w jego ramiona. Jeśli do tego czasu mężczyzna nie zdołałby się sam obronić bądź ktoś inny zainterweniować, Chris chwycił kundla za głowę i zaczął uderzać nią kilkukrotnie o chodnik. Chciał go choć tymczasowo unieszkodliwić, zanim zabierze się za kobietę (Echo). Dopiero wtedy dokończy dzieła. Chciał na starcie wykluczyć z walki największe zagrożenie, lecz jeśli ktoś go zaatakuje, mutant nie pozostanie obojętny i odpowie tym samym. Tylko czy ktokolwiek się odważy? Ten stwór wydawał się nie mieć żadnych zahamowań. Jakby był w jakimś szale.

Brian Kersey - 2020-03-12, 02:52

Nie miała rodziny? Więc ta dziewczynka musiała ją z kimś pomylić. Albo znała ją wcześniej, zanim Echo stała się jednym z ich ludzi do walki przeciw mutantom. Byłaby to bardzo pomocna sytuacja, przechwycić dziecko lub podążyć za nim, by nakierowało ich do kryjówki mutantów. Jeżeli sama nim jest albo zna takich jak Echo.
Brian miał dobrą pamięć do imion i zapamiętywania twarzy. Przyglądał się dziewczynce, która nie dawała za wygraną i przekonana była święcie, że zna Echo. Lecz również jej opiekunka, znajoma czy ktoś z jej rodziny, twierdziła inaczej.
Do rozmowy się na razie nie wtrącał skoro Echo jak na razie dawała radę, ale czujność zachowywał, rozglądając się czasem po otoczeniu. Jeżeli i teraz dziewczynka nie odpuści, będzie musiał prosić o możliwość rozmowy z jej ojcem.
Tak czy inaczej, co spokojne miało się skończyć. A intuicja nigdy go nie zawodziła. Miał dziwne przeczucie, że ktoś ich obserwuje. Dlatego też rozglądał się chwilami, jakby czegoś obawiał. Jego powaga na twarzy nie znikała i nie mylił się. Ledwo się odwrócił a dostrzegł rzucającego się w ich stronę stworzenia. W ostatniej chwili zdążył pchnąć Echo na bok, aby nie stała się jej krzywda, samemu najwyraźniej zostając powalonym przez mutanta? Trudno było to stwierdzić, czy to człowiek. O ile zapewne udało mu się odepchnąć towarzyszkę, sam oberwał ranę w plecy i został przygnieciony nieznanym osobnikiem. Próbował się podnieść, ale nic z tego. Gigantyczna jaszczurka przytrzymała nagle jego ramiona tak, by nie był wstanie się podnieść. Syknął wkurzony sytuacją a po chwili jęknął z bólu, zaciskając zęby po wieki czując silne ugryzienie w barku. Zacisnął dłonie w pięści czując w tej sytuacje bezradność. Nie był mutantem by sobie poradzić z czymś, co na nim siedziało. Uderzenia głową o chodnik przytłumiły jego umysł i doprowadziły do pojawienia się rany na prawej skroni. Przez to Brian został tymczasowo wykluczony z obrony i ataku. Czując w pewnym momencie ulgę, że to coś zeszło z niego, próbował się podnieść chociażby do siadu szumiało mu w głowie i miał mroczki. Ledwo dając radę utrzymać ciało na swoich ramionach, przez obolały i krwawiący bark. Spojrzał w stronę kobiet i dziecka. Nie da się ukryć, że to także był szok. Takiej bestii jeszcze nie widział. Pomimo tego, że obraz mu się zamazywał i próbował dojść do siebie w tej chwili.

Nicholas Grenville - 2020-03-12, 03:16

/ 25 maja 2019

Tego dnia w barze, Vanessa sobie siedziała przy oknie i czytała książkę bądź podręcznik do jednego z przedmiotów. Nicholas zajął się uzupełnianiem towarów na półkach, przynosząc skrzynki z butelkami różnego rodzaju napoju. Czy to skończyły się wina, czy to whisky, czy jakieś piwa podręczne. Musiał też baniaki do wymienić. Ruch mieli średni., zaś klientami zajmowały się zatrudnione dziewczyny. Część czekała na swoją zmianę, która miała przyjść lada moment na popołudnie. Trzeba przyznać, że bar rozwijał się bardzo dobrze i nie można było narzekać na brak pracowników.
Bywało, że musiał z głównej sali wyjść na zaplecze by odnieść skrzynkę czy puste butelki i przynieść nowe. Ubrany w strój pracownika baru. Bo przecież nie przewidywało się niczego złego na ten dzień. Miał być taki jak każdy.
W pewnej jednak chwili Nicholas na chwilę dłuższą musiał wyjść poskładać skrzynki do odstawienia do magazynu, jaki przyjedzie je zabrać do hurtowni, z której zamawiają braki. Lecz gry wrócił na salę i rozejrzał się po klientach, nie widział Vanessy. Może poszła na górę, albo do kuchni? Często się tam kręciła. Jednak, z jakiegoś nieznanego mu powodu, poczuł wewnątrz ojcowski niepokój. Spokoju mu to nie dawało, pewnie dlatego jak ostatnim razem Vanessa mu bez słowa zniknęła z baru. Udał się do kuchni, gdzie powinien zastać Elaine i może Vanessę?

Elaine Weasley - 2020-03-12, 13:25

| 25 maj 2019 |

Tydzień. Minął tydzień odkąd Elaine zastała puste mieszkanie bez śladów Christophera. Po prostu zniknął, a jej serduszko doznało kolejnej blizny. Pomogła, dała dach nad głową, pokochała i znowu została porzucona. Czy ludzie musieli być tacy podli? Jednak nie poddała się tak łatwo. Szukała go dzień w dzień. Była dobra w szukaniu. Odnalazła kuzyna to i odnajdzie jaszczura, a jak już go znajdzie to go okrzyczy. Nie lubiła teraz wracać do domu. Nie lubiła tego uczucia pustki, który towarzyszył jej widząc brak współlokatora. Bardzo się martwiła, co spowodowało, że jeszcze bardziej zatraciła się w pracy.
Dzisiejszy dzień miał być normalny. Elaine pełną parą rządziła w kuchni, przygotowywała posiłki. Nie były one oczywiście wykwintne jak w jej poprzedniej restauracji, ale były naprawdę smaczne. W końcu był tu bar nie powinno się tu robić rzeczy, których ludzie nie będą zamawiać do drinków, prawda? Musiała wyjść z kuchni, aby przynieść coś ze spiżarni i postanowiła zapytać córkę szefa, czy mała nie zechce jej pomóc. Chciała dać jej jakieś zajęcie, aby się nie nudziła. Zdecydowanie długo siedziała z nosem w książce. Potrzeba jej trochę odpoczynku. Nie znalazła jej.
Van? – przeszła się po tyłach baru, do którego klienci nie mają zwykle dostępu, ale jej nie widziała. W tym momencie wszedł do kuchni Nick. — Widziałeś Van? Chciałam ją czymś zająć. – odpowiedziała patrząc na niego dosyć zmartwiona.

Nicholas Grenville - 2020-03-21, 11:42

Vanessa zajęcie miała zawsze. Jak nie pracowała i nie pomagała w barze, mogła się uczyć. Nicholas chciał, by jakieś pojęcie o świecie miała. Umiała czytać i pisać. Edukował ją sam, a kiedy jeszcze wcześniej była z nimi Rebecca, robiła to ona, sześcioletnią córkę ucząc literek i cyferek. Nie zabraniał jej realizowania swoich zainteresowań czy hobby, ale kilka ćwiczeń miała mieć wtedy wykonanych. To i tak znacznie lepsza edukacja, niż szkodzić do szkoły i nie wiedzieć czego oczekiwać po nauczycielach. W najgorszym przypadku mogłaby aktywować się jej moc i tyle by ją widział.
Wszedł do kuchni, sądząc że tutaj zastanie córkę. Sprawdzał już dla pewności, po tym jak ostatnim razem wyszła mu z baru bez poinformowania. Zaczynał przez to odnosić wrażenie, że Vanessa zapomniała jakie niebezpieczeństwa mogą się czaić w mieście. Przecież doświadczyła tego już nawet w Esther.
Trafiając na Elaine, nieco zdziwił się jej pytaniem.
- Nie ma jej u Ciebie? Była na sali i czytała podręcznik.
Odpowiedział, już trochę zaniepokojony.
- Sprawdź na górze, ja zajrzę do piwnicy.
Polecił, woląc piwnicę samemu przeszukać, Elaine zostawiając na pierwszym piętrze pokoje noclegowe. Nie było to tajemnicą, że część pracowników tutaj nocowała. Nie wszyscy mieli dach nad głową i było ich stać.
Nicholas przejrzał piwnicę oba kąty, szpitalny i więzienny. Po córce ani śladu. Liczył więc, że pewnie będzie w ich pokoju. Wrócił więc na górę czekając na Elaine przy wejściu do kuchni.

Ophelia Engel - 2020-03-21, 14:44

Nie rozumiałam, o co chodzi temu dziecku. Chowanego? Jakie znowu chowanego? Odkąd pamiętam, nie było mi dane się bawić, tym bardziej... W tak infantylne zabawy. W swojej dawnej wiosce nie miałam przyjaciół, z którymi mogłabym spędzać czas, byłam odrzutkiem, a departament... Dał mi dom. Dał mi poczucie bezpieczeństwa. Tylko że w zamian miałam odpłacać się tym samym względem innych mieszkańców Stanu.
Tylko... Wciąż nie dawał mi spokoju fakt, że to dziecko znało moje imię...
Wzdrygnęłam się, gdy dziewczynka próbowała mnie dotknąć. Jej miękka rączka była ciepła a sam dotyk wydawał się miły, ale jednocześnie... To było takie dziwne, obce uczucie, które budziło we mnie coraz większy niepokój. Musiałam jednak zachowywać się profesjonalnie. W końcu byłam na służbie. W dodatku... Nie sama.
- Obawiam się, że z kimś mnie pomyliłaś, Vanesso. Nie jestem... Ophelią. Jestem Echo. - Odparłam dość sucho, choć miałąm wrażenie, że moje własne imię ledwo przechodzi mi przez gardło. Wyzbywanie się samego siebie, nawet po tylu latach wciąż było... Takie ciężkie...
- Nic nowego. - Odparłam na pytanie rudowłosej, jedynie rzucając spojrzeniem na jej dokumenty, nieco bardziej przechylając je w stronę Briana - końcu sama byłam niemal ślepa jak kret i wierzyłam, że on zdoła więcej danych zapamiętać z tych kilku papierków. Nim jednak zdążyłam oddać komplet przepustek tej opiekunce, pojawiła się... Ta bestia. Upadłam na swoje kolana, czując, jak ostre pazury mutanta przejechały po moim mundurze, raniąc również moje plecy. Nic to jednak przy tym, co działo się obecnie z moim towarzyszem, gdy z kolan próbowałam się obrócić frontem w kierunku agresora, by po chwili... Spróbować użyć swojej mocy. Miałam świadomość, że mój krzyk może dosięgnąć też erseya, ale wierzyłam, że w obecnej sytuacji będzie wolał słyszeć piszczenie w uszach, niż być pożartym żywcem.
Głośne, nieprzyjemne fale powędrowały w kierunku tej walczącej parki, która mogła mieć wrażenie, jakby silny wiatr wiał im prosto w oczy. Nie była to wystarczająca siła, by zrzucić bestię z mężczyzny, ale może, gdyby mi się poszczęściło - pod jego powieki miał szansę dostać się piach z krawężnika? A może sam dźwięk odbierze apetyt temu wynaturzeniu? Sama czułam, jak i mi zaczyna piszczeć w uszach, ale... Chyba poczucie misji było ważniejsze, niż moje własne samopoczucie...

_____________________
Użycie mocy: 1 z trzech postów.
Rzut:
Ukryj: 

Vanessa Grenville - 2020-03-21, 16:40

Nie wiedziała już jak przekonać Ophelię, do tego że mówiła prawdę, jak udowodnić jeszcze, że ją zna. Westchnęła cicho przecież nie mogła jej powiedzieć, że pokazała jej swoją moc. Nie tutaj, nie przy nim. Już miała coś powiedzieć gdy nagle pojawiło się to coś...ogromna jaszczurka? Nie wiedziała co ma powiedzieć, jak zareagować. Zaskoczenie było takie, że w pierwszej kolejności po prostu złapała bestię dłońmi nieświadomie parząc ogon stwora. Nie trwało to długo bo dosłownie moment, w którym została przewrócona przez ogon.
- Ciociu!!
Krzyknęła przerażona widząc to co miało miejsce. Dostrzegła jak bestia dosiada tego łysego mężczyznę i poczuła się niepewnie. Była sama, nie wiedziała co robić, nie chciała by stała się jej cioci krzywda, ale też nie chciała by ten Łysy zginął w końcu co miała poradzić. Był jaki był, ale nie zasłużył na śmierć w taki sposób. Oszołomiona tym co się działo stała wystraszona w miejscu.

Mary Pond - 2020-03-21, 22:41

Szło raczej dobrze jak na kontekst spotkania. Przynajmniej jeśli chodzi o zachowanie kundli. Gorzej z Vanessą, która nie dawała się przekonać do odejścia. Była naprawdę bardzo mocno przekonana, że zna tą kobietę i Mary tego nie wykluczała, ale musiała grać głupa. Żeby się chociaż udało odciągnąć młodą na te naście metrów. Ot, za najbliższy zakręt. Wtedy mogłaby wytłumaczyć Vanessie sytuację dokładniej i tak jak jest naprawdę. Że ciocię bardzo skrzywdzili i jej nie pamięta albo udaje żeby nie spalić swojej przykrywki. Druga opcja była wątpliwa, ale trochę optymizmu nie zaszkodzi. Może w takiej formie przyjęłaby to lepiej niż w przypadku traktowania jej jak dzieciaka, któremu coś się przewidziało jak musiała to robić teraz. Wiedziało jak ją samą to wkurzało.
Jednak nagle stało się coś niespodziewanego. Wielki jaszczur wyskoczył z zaułka i rzucił się na mężczyznę, powalając po drodze Panią Kundel oraz Mary z Vanessą, którą wprawdzie zdążyła chwycić i obrócić się, by mała nie oberwała główną siłą ataku, ale i tak obie wylądowały na ziemi. To było straszne i Mary w pierwszym odruchu zaczęła zastanawiać się nad najbliższym ustronnym miejscem gdzie mogłaby szybko założyć swoją bluzę i chustę, ale zaraz usłyszała krzyk Van. W pierwszej kolejności musiała zabrać ją stąd. Zarzuciła jedno ramiączko plecaka na ramię, złapała swoje dokumenty, które ta cała Echo pewnie upuściła po zderzeniu z jaszczurem, wzięła małą na ręce i puściła się biegiem w stronę przeciwną niż do jaszczura. Przyciskała dziewczynkę mocno do siebie niezależnie od tego jak bardzo ta mała wredota starała się to zmienić. Gdy były już za pierwszym rogiem odezwała się do niej.
-Wiem, też chcę im pomóc, ale muszę się najpierw upewnić, że będziesz bezpieczna, bo jak coś Ci się stanie to Twój ojciec mnie zabije.- próbowała przemówić jej do rozsądku. Nie mówiła głośno. W końcu ich twarze nie dzieliło więcej niż kilka, może w porywach naście centymetrów. Głos rudzielca był rzeczowy i w żadnym razie nie przypominał tego typowego “nianiowego” tonu jakim niektórzy dorośli tłumaczyli dzieciom świat. Starała się brzmieć jakby miała Vanessę za równego sobie. Przynajmniej pod pewnymi względami, bo jakkolwiek prawdą było, że mała miała prawo do własnej opinii, to już jej możliwości w tamtej walce były mocno ograniczone.
-Twoja moc jest wciąż młoda, nie pomożesz tam, a możesz zostać ranna. Z kolei ja jeśli pójdę tam nie znajdując kogoś, kto się Tobą zajmie ryzykuję, że tam pójdziesz i będę miała dodatkowy element do uważania.- tłumaczyła dalej o ile było to potrzebne. Zastanawiała się czy nie ukryć po prostu młodej i wracać tam od razu, bo czas potrzebny tamtej wielkiej jaszczurce na zagryzienie łysego DOGSa jest nieporównywalnie krótszy niż ten potrzebny na dostarczenie młodej do Laguny i powrót, ale naprawdę nie wierzyła, że dziewczynka bez nadzoru będzie grzecznie czekać aż Mary załatwi co trzeba. Musiała wybrać priorytet. Z jednej strony zdrowie i być może dwóch DOGSów, z drugiej zdrowie i życie Vanessy, kontakty z Nicholasem oraz jej własne bezpieczeństwo. Wybór był oczywisty, choć rudej serce się nad tym krajało.

Christopher Varcer - 2020-03-21, 23:48

Trudno było nazwać to coś czymś innym niż dzikim zwierzęciem. Ta agresja, ten sposób atakowania, który za nic nie przypominał tego, do czego szkolono oddział D.O.G.S. Nie na takich przeciwników byli oni przygotowani. Stwór nie miał litości dla mężczyzny, który jako pierwszy padł jego ofiarą. Ewidentnie zamierzał go pozbawić życia i to w najbardziej brutalny sposób. Szarpiąc go, drapiąc i gryząc gdzie tylko mógł, byle ten jak najszybciej przestał się wierzgać i stawiać opór.
Ten atak został jednak przerwany przez kobietę, o której potwór zdążył zapomnieć, skupiony na swoim celu. W trakcie uderzania głową mężczyzny o podłoże, do jego uszu dotarł ogłuszający wręcz krzyk. Bestia zaryczała wściekle, chwytając się za łeb i chwiejąc się na nogach. Od razu zeszła z mężczyzny. Wrażliwy zmysł słuchu gada właśnie został wystawiony na ciężką próbę, jednak atak kobiety na długo nie pomógł. Zdołała ona przerwać atak na swojego współpracownika, lecz tym samym wzbudziła w bestii furię, którą ta zamierzała wyładować na niej.
Potwór zmienił swój cel. Mimo zdezorientowania, mimo okropnego bólu głowy i pisku wiercącego mu dziurę w czaszce, gad rzucił się wprost na Echo. Krzyk kobiety jednak nie tylko przyczynił się do zakłócenia słuchu mutanta, ale i naruszył inne zmysły. Stwór nie poruszał się prawidłowo i tak sprawnie jak wcześniej, lecz z impetem instynktownie spróbował zaatakować najbardziej wrażliwą część ciała prawie każdej istoty żywej - szyję. Chris zamierzał się w nią wgryźć i trzymać, za wszelką cenę nie zamierzając jej puścić.
Jeśli mu się to jednak nie uda, mutant wycofa się na bezpieczniejszą odległość, jednak wciąż będzie krążyć w pobliżu oszołomionego mężczyzny, jakby czekał na odpowiedni moment, aby ponownie móc zatopić w nim swoje kły. Na szczęście Mary oraz córki Nicka - potwór był całkowicie skupiony na kundlach, ale nie oznaczało to, że ich również nie zaatakuje, gdy się wyłonią z kryjówki. Jeden zły ruch, a ta bestia może uznać je za nie lada przekąskę. Tylko działanie Echo sprawiło, że mutant nie zaatakował Vanessy, gdy ta chwyciła i poparzyła jego ogon. Z dwojga złego - to atak jej ciotki był dla niego bardziej odczuwalny i to nią chciał się zająć najpierw. Sama wybrała taki los, decydując się stanąć w obronie swojego towarzysza.

Brian Kersey - 2020-03-22, 00:18

Ugryzienie, szarpanie rany jakby chciało się wyrwać kawał mięsa przez ubranie a następnie krzyk kobiety wręcz ogłuszający. Brian zamknął oczy, mimo przytłumienia, poczuł silny ból głowy i brak ciężaru na swoich plecach. Echo właśnie uratowała go od najgorszego. Co nie zmienia faktu, że cały lewy bark teraz mu krwawił i bolał ogromnie.
Mając chwilę na dojście do siebie, podniósł się powoli na kolana, łapiąc od chwili za ramię. Zmarszczył brwi i rozejrzał się po terenie, zauważając jedynie oddalające się dwie dziewczyny, które się oddaliły. Może i dobrze zrobiły, ze względu na dziecko. Ale pytanie teraz, czym lub kim jest ta bestia?
Póki Wielka Jaszczurka jest skupiona na nich a szczególnie na Echo, Brian postanowił wezwać wsparcie. Cały czas obserwując bestię, wyciągnął krótkofalówkę i włączył.
- Potrzebujemy wsparcia. Zaatakował nas....
Chwila namysłu, nie wiedząc jak określić osobnika dość nietypowego
- Duża Jaszczurka. Capitol Hill, ulica XXX.
Właśnie w tym momencie Brian wezwał wsparcie DOGS. Teraz pozostawało tylko czekać aż przyjadą, a jego jakoś zatrzymać, by nie uciekł dalej. Zaraz po tym wysłaniu zgłoszenia, Brian wziął swój pistolet i jeżeli bestia zaatakowała Eco, Brian nie zastanawiając się, zaczął strzelać do bestii. Warto dodać, że broń wypełniona była nabojami z mutazyną.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group