Louanne Marie - Henning - 2020-04-06, 19:16 Słysząc pukanie do drzwi automatycznie powiedziała, by wejść. Cóż nie miała niczego z czym musiała się zająć już natychmiat. Dlatego, że spodziewałam się też kto może znajdować się po drugiej stronie drzwi. Spojrzała na wchodzącą kobietę.
- Dziękuje niech pani usiądzie przejrze je - powiedziała do kobiety. Już wcześniej rozmawiała z lekarzami mniej więcej spodziewała się co może znaledź w nich. Jednak była też lekarzem i wolała sama swoim okiem spojrzeć. Co jest na papierze to nie zginie. Wiadomo każdy lubi inaczej czytać wyniki. Dla jednego coś może być jeszcze normie, a dla innych osób sygnałem alarmującym. Wzięła teczkę i przejrzała dokumenty. Powoli czytając trudne słowa oraz inne table z liczbami. Starała się nie okazywać przy tym żadnych emocji. By kobieta nie mogła wyczytać... Cóż ojciec twierdził, że nie pewność w ludziach może wiele nas do wielu doprowadzić. Co jakiś czas zerkała na kobietę. Na koniec gdy przebiła się przez wszystkie papiery.
- Nie muszę mówić, że pani papiery są zadawalące, bo nie są - zaczęła mówić uwaznie obserwując kobietę. Sama pracowała w tym zawodzie dość długo i pewnie spojrzała na swoje badania. Wiedziała, że nie są one najlepsze i wątpliwie było jej zatrudnienie. Jednak DOGS kieruje się własnymi zasadami. - Nie mniej jednak postanowiliśmy dać pani szanse. Niestety zacznie pani od początku, czyli musi Pani udowodnić swoją wartość oraz zaangażowanie sprawę. Prócz tego liczę na cotygodniowy raport z pani pracy. Nie muszę mówić, że jedno potknięcie, a nie umowa zostanie zerwana z pani winny - poowiedziała przestawiając sprawę. Musi jeszcze wymyślić jak kontrolować kobietę poza DOGS i jej otoczenie. Musiał istnieć jakiś powód, dlaczego wybrali ją. Czy dlatego, że była tak słaba psychicznie? Jednak to znaczyło, że musiała znać jakiegoś mutanta. Louanna nie miała na to dowodów jednak postanowiła bardziej obserwować ją.Caroline McCoy - 2020-04-18, 16:08 Miałam wrażenie, że jakiś mały chochlik siedzi w moim brzuchu i z każdą mijającą sekundą coraz bardziej ściska mój żołądek w tym stresie. Tym razem jednak... W pewnym sensie było trochę lżej. Może to kwestia samego zaproszenia do zajęcia miejsca siedzącego?
Odstawiłam swoją kulę, opierając ją o kant biurka, zaciskając swoje piąstki i kładąc je na własnych kolanach, po zajęciu miejsca siedzącego. Z całą pewnością na mojej twarzy dało się wyczytać wyraźną niepewność i w pewnym sensie... Strach.
- Zdaję sobie sprawę, Pani wicedyrektor... - Odparłam na jej stwierdzenie, wypuszczając powietrze nosem. Miałam jednak wrażenie, że nie tylko te miesiące w tych zamknięciu mnie upodliły - bo właśnie w tym momencie dostałam kolejny nóż w plecy.
- To... To znaczy... Od początku w sztabie badawczym? Czu odsuwa mnie Pani od stanowiska neurochirurga? - Zapytałam łamiącym się głosem. Może... Może i jako badacz łatwo było mnie zastąpić napalonym studenciakiem, ale wierzyłam, że moja precyzja i doświadczenie w przypadku bardziej skomplikowanych zabiegów było... Po prostu potrzebne. No i... Nie mogłam ukryć, że chyba właśnie na tym aspekcie pracy najbardziej mi zależało. Potrzebowałam poczuć, że to znowu ja jestem w kontroli. - Rozumiem Pani wątpliwości, ale wydaje mi się, że będę bardziej przydatna Departamentowi zachowując chociaż część swoich obowiązków... - Dodałam po chwili, starając się powstrzymać łzy, które niemal cisnęły mi się do oczu. - Mogę Panią zapewnić, że jestem zaufanym pracownikiem. Mogę... Mogę nawet poddać się zachipowaniu. - Stwierdziłam z pewnością w głosie, nie dodając jednak, że na tym ostatnim elemencie zależy mi z obawy o własne zdrowie i życie. Szczególnie... Szczególnie, odkąd Scott zniknął...Louanne Marie - Henning - 2020-04-21, 11:57 Wiedziała, że nie musiała mówić, jakie są jej wyniki badań. Zwłaszcza że zdawała sobie sprawę, że kobieta już je wcześniej sama przejrzała. Była lekarzem więc to co dla innych było czarną magią dla niej zawiłe cyfry i literki ułożą się całość. Tak samo było dla niej dlatego tez uważnie czytała wyniki badania. Szukając co też mogą wykorzystać, a co może być rzeczywiście przeszkodą. Niestety nie zdradziła niczego czasie badaniu wykrywaczem kłamstw. Szkoda, że nie miel mutanta, który zmuszał do mówienia prawdy. Jaka w tedy łatwiejsza była ich praca, a już nie mówiąc przesłuchania. A tak musieli ograniczyć się do technologi i ślestw.
- To znaczy, że nadal będziesz neurochirurgiem, ale przez jakiś czas asystować chirugią - powiedziała do niej, bo zdawała sobie, że kobieta wolała wrócić na swoje dawne stanowisko. Jednak musieli jej ponownie zaufać. - Albo praca asystentki bądź obecność opiekuna. Który by cię obserwował, patrzył na ręce i zdawał raporty - dodała po chwili. Cóż nie mogła ot, tak przywrócić do pracy ot, tak. Zwłaszcza że miała kontakt z mutantami i prawdopodobnie odpowiedzialnymi za atak na DOM. Nie mili pewność ile zdradziła im oraz dziwnym trafem wszystkie chipy przestały działać i nie mogą ich namierzyć.
- Jak mówię masz wybór co wolisz i nie odsuwamy cię całkowicie. Musimy zachować jakieś procedury ostrożność - wyjawiła kobiecie, bo jak powiedziała miała wybór. To od niej zależy, czy przez jakiś czas woli być asystentka, czy mieć opiekuna coś w roli kuratora. Który by zdawał raporty z jej postępów oraz ogólnie jej zachowanie i takich tam. - Chip jest dobrym rozwiązanie, ale ostatnio pokazał, że ma swoje ograniczenia. Zwłaszcza że nie możemy odnaleźć mieszkańców DOMu - powiedziała, bo zamierzała niedługiej przyszłość wprowadzić pracę nad nimi. By usnąć wszelki usterki i ulepszyć sprzęt.Caroline McCoy - 2020-04-26, 16:08 - W przypadku chirurgii wolałabym pozostać na swoim stanowisku. Ufam swoim dłoniom i swemu doświadczeniu. Oczywiście rozumiem konieczność asysty przełożonego. Nie przeszkadza mi to, Pani wicedyrektor. Przy samych badaniach wycofam się za to asystowania. Rozumiem Pani decyzję... - Wyznałam dość niechętnie, ale szczególnie teraz... Potrzebowałam tej pracy. Potrzebowałam czuć się potrzebna. Nawet za cenę własnej autonomii.
- Na ten moment nie posiadamy nic lepszego. Większość mutantów miała wszytą ulepszoną wersję urządzenia. Niewidoczność tych urządzeń też jest ograniczona, czyli... Musieli je usunąć, a jeśli... Jeśli za usunięcie chipów wzięła się osoba niedoświadczona, mutanci mogli potracić sprawność, albo i życia. - Dodałam po chwili, nie odrywając mojego zaszklonego spojrzenia od kobiety. Nie mogłam wyznać, że prawdopodobnie większość z byłych mieszkańców DOMu przewinęła się przez moje ręce, ale... Miałam pewność, że dziesiątki innych wynaturzeńców musiała tak skończyć. - To może być trop dla poszukiwania zbiegów. Będą się wykazywać niedowładem górnych kończyn, paraliżem nerwów, niektórzy pewnie całkowicie potracili sprawność... - Wymieniałam kolejne symptomy, próbując jakkolwiek nakierować myśli na uciekinierów. Może... Może tak zdołam pomóc? - Umiejscowienie chipu nie pozwala też na idealne zagojenie skóry, może... Może patrole mogłyby sprawdzać karki w trakcie kontroli? - Zaproponowałam, bo w sumie... Sama walczyłam też o własne bezpieczeństwo. Nawet z ograniczeniami... Wierzyłam, że chipy dają dużo dobrego.
I tak szybko, jak będę miała ku temu okazję - na pewno sama poddam się zabiegowi. Szczególnie teraz, gdy zostałam sama z tymi problemami...Louanne Marie - Henning - 2020-04-30, 17:48 - W takim razie nadal będziesz obejmować swoje stanowisko, ale będziesz mieć osobę coś w rodzaju kuratora, który będzie cię sprawdzał. Skoro tak ci zależy na pracy i utrzymaniu stanowiska i pewnie rozumiesz, że nie możemy tak od razu w stu procentach zaufać - nie przeszkadzało jej to, by kobieta zajmowała się swoimi dawnymi obowiązkami. Jednak chciała by ktoś ją kontrolował, sprawdzał i patrzył na ręce. Nie ufała jej do końca pomimo testy niczego nie pokazały prócz jej marnego stanu zdrowia. Czuła, że coś ukrywa... albo po prostu została jej paranoja jeszcze z czasów GC. To, że nie należy ufać nikomu, kto miał kontakt z tym robactwem, które zniszczyło jej rodzinę.
Nie przerywała jej wywodu o chipach, bo i tak miała zamiar zlecić pracę nad nimi i podać ich obserwacji. Jakie mają słabość oraz mocne strony. Poza tym kobieta mówiła z medycznego powodu, a że wcześniej ona większość tych chipów umieszczała w mutantach.
- Fakt nie posiadamy, ale to tylko sprzęt zawsze może ulepszyć. Zwłaszcza że ostatnia sytuacja pokazała, że ma ograniczenia, które wykorzystali mutanci by zniknąć. Jednak to, co mówisz jest ciekawe i na pewno zdecyduje się to zlecić - powiedziałam do niej, bo nie musieli wszystkim sprawdzać. Tylko tym podobnym do mutantów z DOMu, a poza tym wątpiła by pojawili się na ulicy dość szybko. Musieli dojść do siebie, odbudować siły i wiarę, a co najważniejsze pewnie zmienili w jakiś sposób swój wygląd.
- A wracając do nasz rozmowy.... Masz propozycje kto mógłby sprawować nad tobą kontrolę? - zapytała, bo była ciekawa kogo kobieta wytypuje, jak nie sama kogo znajdziesz. Nie wątpliwie będzie szukała kogoś wśród ludzi. Nie ufała dość mocno mutantom, ale też ludziom też. Wierzyła, że wszystkim trzeba patrzeć na ręce, bo nie wiadomo skąd może przyjść atak.Caroline McCoy - 2020-05-03, 20:41 Mimo, że moje serce dalej waliło jak oszalałe, poczułam swego rodzaju ulgę, gdy chociaż względem chirurgii dostałam pozwolenie na utrzymanie swojego stanowiska. Ja... Potrzebowałam tej pracy, po prostu, by do końca nie oszaleć.
- Dziękuję... - Wyznałam z cichym westchnieniem, spuszczając swoją głowę z lekkim skinieniem. Jedną ze swoich dłoni mimowolnie zbliżyłam do swojej klatki piersiowej, jakby chcąc się w ten sposób uspokoić.- Oczywiście, rozumiem. - Dodałam po chwili, bo akurat... Serio nie przeszkadzało mi, gdy ktoś miał mi patrzeć na ręce. Nie tutaj, nie w kontrolowanych warunkach.
Nie mogłam też ukryć tego lekkiego uśmiechu, który wdarł się na moje usta, gdy tylko usłyszałam tę... Pośrednią pochwałę. W sumie... Jeśli miałabym szansę, zapewne chciałabym wziąć udział przy samym projektowaniu chipa 3.0.
Pytanie z ust Pani Marie Henning ponownie jednak wprowadziło mnie w zakłopotanie. Ja? Miałam decydować o tak ważnych rzeczach? - O... Ojejciu... - Wydusiłam z siebie a niepewność malowała się na mojej twarzy. - Ja... Ja nie wiem, Pani wicedyrektor... Pani Hopper jest z pewnością dużym autorytetem, ale nie wiem czy dokładanie jej obowiązków jest dobrym pomysłem... Tym bardziej... W takiej sprawie. Evie... Adene... To koleżanki z działu, ale wiele czasu spędzałyśmy osobno... Ja... Wierzę że Pani decyzja w tej sprawie będzie najrozważniejsza. - Stwierdziłam w końcu, chyba nie chcąc brać na siebie tej decyzji....Louanne Marie - Henning - 2020-05-07, 15:38 Nie musiała jej dziękować, bo przecież każde ręce do pracy były na wagę złota. Poza tym bardzo chciała jak najszybciej wrócić do innych spraw. Przychyliła się na pewne ustępstwa. Jednak nie zamierzała ryzygnować z tego, żeby ktoś miał jednak ją na oku. Coś nie pasowało w wersji jaką przestawiła jej kobieta. Puki co nie miałą na to żadnych dowodów dlatego też postanowiła nic z tym nie robić. Przynajmniej na razie puki nie miała na to żadnych dowodów. Nie kiedy lepiej jest odpuść i odsunąć się na bok niż wyskakiwać jak Filp z konopi. Nic na ten temat nie mówiła... Nawet nie potwierdziła czy Caroline będzie dopuszczona do chipa 3.0. Bo sama jeszcze nie wiedziała kto i kiedy podojmie się projektów. Może głosi konkurs...?
Słysząc propozycje kobiety na jej opiekunów uśmiechnęła się, bo cóż chciała usłyszeć kogo ona zaproponuje. Dziwiła się trochę, że wśród tych osób nie było jej kuzynki oraz na to, że skupiała się wyłącznie na pracownikach jednego i konkretnego sztabu.
- Cóż jeszcze to nie jest przesądzone i porozmawiam kilkoma osobami - powiedziała, bo w sumie nawet wezwała Panią Hopper na rozmowę. Również o niej pomyślała... Pomimo tego, że nazwisko Hopper jest tak samo kojarzone jak jej-Marie z mutantami. To widziała zaangażowanie w pracę kobiety i to doceniała.
- Czy to wszystko? Chciałaś jeszcze o coś zapytać? A zaczynasz od jutra rana - powiedziała do kobiety... Miała jeszcze ten dzień wolny mogła odpocząć nabrać siły i przygotować się do pracy.Caroline McCoy - 2020-05-10, 18:04 Nie czułam się dobrze z całą tą sytuacją. Czułam się upokorzona, zdeptana, zdewastowana... Czułam, że odrobienie zaufania będzie mnie wiele kosztować i chyba... Chyba dlatego nie chciałam w to mieszać swojej rodziny. Wystarczająco źle się ustawiłam z samym faktem, że musiałam mieć kogoś nad sobą, kto nie był po prostu moim przełożonym. Jak miałyby wyglądać rozmowy przy rodzinnym stole, gdyby to właśnie Cornelia miała zostać moim opiekunem? Nie byłyśmy już dziećmi. Nie potrzebowałam niańki. A na tym... Na tym pewnie by się skończyło.
Moje propozycje były uwarunkowane prostą logiką - osoby, z którymi pracowałam na co dzień zapewne mniej musiały by obracać swoje rutyny dnia, by dostosować się do nowych obowiązków. A mimo wszystko... Zależało mi na sprawnych działaniu departamentu. Szczególnie teraz...
- Dobrze. - Mruknęłam, kiwając ze zrozumieniem głową. Wzięłam głębszy wdech nosem, by po chwili wypuścić powietrze ustami, gdy moje przepocone już dłonie zaciskały się na rączce od kuli.
- Nie, Pani wicedyrektor. Dziękuję za wszystko. - Odparłam w końcu, przywołując na swoje usta blady uśmiech. Potrzebowałam tej pracy, nie tylko ze względu na finanse, ale i... Dla samej siebie. By całkiem nie zwariować, czekając na kolejny możliwy cios.
- Przyjdę skoro świt Do zobaczenia Pani. - Rzuciłam w końcu, z lekkim skinieniem, nim zebrałam swoje rzeczy, kierując się do wyjścia.
To było tylko małe zwycięstwo na tle moich ostatnich porażek. Ale... Nie zamierzałam na nim kończyć.
[z/t]Louanne Marie - Henning - 2020-05-14, 16:20 // po rozmowie z Caroline oraz Aaron i Gabriela
Ostatnio miała bardzo dużo na głowie i wiele spraw musiała pogodzić. Ciężko było jej pogodzić pracy z macierzyństwem. Chociaż starała się jak mogła spędzać dużo czasu z Yvonne. To jednak miała wyrzuty, że mogła jeszcze więcej czasu z nią. A jeszcze wiele spraw nie było wyjaśnionych, czy zakończyć. Ucieczka jej siostry, atak na DOM i poszukiwania mutantów. Musiała wszystkim się zająć i wszystko dopiąć na ostatni guzik. Poza tym obawiała się, że Colleen może spełnić swoje groźby... Zwłaszcza że nie miała z nią ostatnio kontaktu. Wiedziała, że przeszła szereg badań i utraciła większość wspomnień jak i jej moc uległa zmianie. Wszystko wyczytała z jej akt... Jednak ciągle nie dawało jej spokoju jej słowa.
Jednak wszystko po kolej Carolina wróciła do pracy, a ona ciągle nie wyznaczyła jej ,,kuratora". Musiała kogoś znaleźć, a jedyna słusznym wyborem była pani Hopper. Szanowała kobietę, bo cóż zawsze miała większy szacunek do naukowców niż tych bezmózgich żołnierzy. Dlatego wezwała kobietę do siebie. Zamierzała jej zaproponować, czy nie zechciałaby zostać opiekunem kobiety.Leigh Hopper - 2020-05-18, 13:21 Choć Leigh coraz więcej pracy wykonywała z domu, tym samym wszelkie praktyczne zagadnienia badawcze zrzucając na żółtodziobów, zaś sama zajmowała się papierkową robotą; to jednak nie miałaby nic przeciwko dodatkowym obowiązkom, nakazującym jej przy okazji więcej kontaktu z ludźmi. Sam jej terapeuta wskazał, że powinna się otworzyć po tych trzydziestu latach siedzenia we własnym umyśle, tudzież wezwanie do pan Henning zwiastowało coś nowego, świeżego.
Zapukała w drzwi gabinetu, następnie po usłyszeniu aprobaty weszła do środka, obdarowując kobietę delikatnym uśmiechem. Koścista dłoń zacisnęła się lekko na klamce, nim wreszcie zamknęła drzwi podchodząc spokojnie, z lekkim stukotem szpilek do biurka.
- Witam, miałam się zjawić, więc jestem. - Odparła spokojnym głosem, pozwalając sobie na wstępie zająć miejsce przy biurku. Pracuje tu ponad 25 lat, chyba nikt nie śmiałby się przyczepić o potencjalne przyzwyczajenie i swobodę.Louanne Marie - Henning - 2020-05-19, 14:38 Zawsze słuchała swojego rozumu... A ten podpowiadał jej, że coś tutaj nie pasuje. Nie ufała Carolinie, bo miała wrażenie, że ta nie do końca jest z nią szczera. Jeszcze nie wiedziała skąd te podejrzenia... Nawet szereg badań, jaki kazała wykonać kobiecie nie potwierdzał tego... A jednak cały czas miała to ,,Ale" w głowie. Dlatego zdecydowała się dać jej kuratora. A raczej wyznaczyć kogoś na niego. Pierwszy chwili pomyślała o kuzynce kobiety. Lecz wątpiła, czy ta byłaby krytyczna i miała szereg oczy otwarte. W czasie rozmowy z Carolinie wspomniała o pani Hopper. Cóż przeszło jej to na myśl... Nawet kobieta dała jej ciekawy powód, jak to, że razem pracują i patrzył by się ktoś na ręce kto zna się na tej pracy.
Słysząc pukanie do drzwi automatycznie powiedziała proszę. Chwile później w drzwiach pojawiła się pani Hopper. Uśmiechnęła się do niej szczerze, bo naprawdę doceniała pracę kobiety i jej osiągnięcia.
- Witam cieszę się, że pani zdecydowała przyjść - powiedziała cóż odróżnieniu od wcześniejszych rozmów w tej to była prawdziwa szczerość... Bo wcześniej wszystko było wyuczone, a teraz była mówiła to co myślała.
- Pewnie się pani zastanawia skąd te wezwanie. Proszę usiąść to wszystko wyjaśnie - dodała po chwili do niej wskazując miejsce przed sobą.