To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

retrospekcje - Czas na kolejną naukę

Vincent Edams - 2020-01-08, 21:17

Dosyć tego. - Vanessa usłyszała ostry, suchy niczym trzask bicza głos
Vanessa była tak zapamiętana w znęcaniu się nad więźniem, a Caroline tak przerażona, że żadna nie zauważyła pojawienia się trzeciej osoby.
Vincent pojawił się tuż za plecami młodej i łapiąc mocno za ramię, odwrócił w swoją stronę. Nie wyglądał na zachwyconego. Wręcz młoda Grenville, mogła mieć mały flashback z tego, jak przefrunęła przez salę baru Laguna Negra.
- Co ty wyprawiasz? - wycedził zimno, patrząc na swoją przyszywaną siostrzyczkę - I co ty tu robisz sama, gdzie... ? - prawie chlapnął, "gdzie Twój ojciec", ale wiedział, że Nick by się ostro wkurwił, gdyby Edams przypadkiem zdradził ich relację. - ...wiesz kto.
Spojrzał na Caroline, nie odezwał się do niej jednak.
- Koniec zabawy, teraz siadasz na kanapie, czekasz na mnie i wracamy razem, jasne? - rzucił do młodej

Caroline McCoy - 2020-01-10, 01:53

W tej sytuacji to chyba nie ja byłam głupia czy naiwna... Widać było, że dziecko jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawy z tego, w jakim świecie przyszło jej żyć i w jakiej wojnie brać udział. Co najgorsze... Nie byłam w żadnej pozycji, by móc zweryfikować jej wiedzę, bo każda moja próba uświadomienia jej, że to nie ja jestem w błędzie, kończyła się dla mnie niewyobrażalnym bólem. To było wręcz żałosne, że jedyne co potrafiłam zrobić w tej sytuacji, to... Płacz.
- Leczy... Cofa... Cofa mutacje... Mutazyna nie robi nic z głową. Czy Twoi mentorzy wspomnieli, że sam dowódca szwadronów jest mutantem po terapii? - Zapytałam w końcu, bo przecież... To nie były żadne tajne dane. Wszyscy o tym wiedzieli - a był to też najlepszy przykład na to, że Rząd nie działa tylko i wyłącznie na szkodę obdarzonym - jak wierzyła w to ta dziewczynka. - Świat nie jest tylko biało-czarny... - Odpowiedziałam po chwili na jej pytanie, niemal czując, jak przegrywam tę batalię, jak skończę tu niczym kurczak z rożna nim zdołam się obejrzeć - tym bardziej, że kolejne absurdalne pytanie padło z jej ust, a ten blondyn w żaden sposób nie reagował...
I dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego tak się działo - gdzie on się do diaska rozmył?!
- Jak ja naprawdę nie wiem... - Wyłkałam, zamykając usilnie oczy, wpijając się plecami w ścianę i zaciągając się nosem. Traciłam nadzieję - bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Ta desperacja... Była straszna.
I wtedy chyba jednak przybyło moje zbawienie...
- Vin...cent... - Wyszeptałam ledwie słyszalnie, gdy moje mięśnie w końcu spuściły nieco z tego napięcia - choć łzy po moich policzkach wcale nie przestawały spływać. Pewnie, przy nim też nie mogłam czuć się w pełni bezpieczna - ale rozumiałam jego motywy. Poza tym... Napady wściekłości zdarzały się u niego coraz rzadziej - czy właśnie dlatego - o ironio - mogłam się poczuć przy nim nieco pewniej?
- Nie wiem... - Wyrzuciłam po raz ostatni, spuszczając swoją głowę i obejmując się ramionami, jakby to miało jakkolwiek mnie chronić przed wybuchem ze strony tej małej. W końcu... Nic lepszego nie zostało mi już do zrobienia.

Vanessa Grenville - 2020-01-11, 16:27

Gotowała się od środka i to bardzo. Zależało jej na odnalezieniu matki, musiała dowiedzieć się gdzie ona jest, czy dostała ten syf czy nie. Nie interesowała się co robi Mutazyna bo nie miała ku temu powodu. Chciała wiedzieć od niej, by potem zweryfikować te tematy z ojcem czy kimś komu ufała, a ufała niewielkiej ilości osób. Spojrzała wściekła na kobietę, nie obchodziło ją czy ona coś wie czy nie, nie obchodziło ją czy mówi prawdę czy nie, nie obchodziło ją nic więcej. Ona chciała wiedzieć więcej i więcej, chciała działać a nie siedzieć i czekać. Obserwować jak coraz więcej osób ginie bo takim jak jej szefostwo zachciało się zabawy w "nawrócimy ten świat".
- Nie pytałam, nie wnikałam bo po co...jeśli kłamiesz...nie pociągniesz kolejnego dnia. Nie obchodzi mnie to co powiedzą inni. Czy chcą Cię żywą czy nie...jeśli nie odzyskam mamy...obiecuję, że będziesz pierwsza na liście dla jak to dorośli mówią...dla przykładu.
Wycedziła i w tym momencie poczuła jak zostaje uniesiona. Instynkt zadziałał sam. Złapała obiema dłońmi za dłoń Vincenta parząc go. Nie celowo, skąd. Wystraszyła się to raz, dwa nie rozpoznała głodu przybranego brata. Była totalnie skołowana, przerażona tym wszystkim co ostatnio miało miejsce. Nie mogła pozwolić też by ta kobieta od tak trzymała to wszystko w tajemnicy. Dopiero gdy dotarło do niej, że to Vinc puściła go a przed oczyma dostrzegła to co lata temu. Odruchowo gotowa była się bronić, nie pozwoli mu tym razem sobą rzucić, jeśli by to zrobił, poparzyłaby go jeszcze bardziej.
- Jak gdzie...tam gdzie zawsze.
Wydukała i wskazała miejsce gdzie powinien być, ale...go nie było. Zostawił ją, pozwolił by straciła panowanie nad sobą. Spojrzała przerażona na Vincenta a potem na więźnia. Zamarła widząc jakie rany jej zrobiła. Szał w jakim była totalnie odciął ją od rzeczywistości. Cofnęła się w tył, cofnęła na tyle by być jak najdalej od obojga. Nie miała zamiaru tutaj zostać co to to nie. O mało jej nie zabiła, przecież gdyby złapała ją w okolice serca...

Vincent Edams - 2020-01-14, 18:32

Poczuł piekący ból i syknął odrywając dłoń od jej ramienia. Nie wyglądał jednak na szczególnie cierpiącego, w AlterGen mocno mu przesunęli mu próg.
Widział jak młoda gotowała się ze wściekłości. Boże, jak on dobrze to znał, jak często sobie kiedyś na to pozwalał
W milczeniu spojrzał na Caroline, która ledwo słyszalnie, zwróciła się do niego po imieniu. Jego oczy zatrzymały się na świeżej ranie zadanej przez Vanessę. Nie wyglądało to specjalnie smakowicie. Zanim się tym zajmie, musiał jednak wpierw uspokoić to Małe Oko Cyklonu. Podszedł do młodej i ta pewnie się wystraszyła, że jednak zaraz przeleci przez pokój. Chłopak jednak przyklęknął i chwycił ją mocno za ramiona, by się nie wyrywała. Być może znów go zaczęła parzyć, ale nie zwracał na to uwagi.
- Van, uspokój się. - powiedział stanowczo - Oddychaj głęboko. Spokojnie...Musisz się opanować, słyszysz? - patrzył na nią poważnie, wciąż ją trzymając - Kontroluj moc. Nie pozwól by Tobą zawładnęła.
Może nie był najlepszym przykładem Mistrza Samokontroli, ale pracował nad sobą !
- Jestem tu. Spójrz na mnie

Caroline McCoy - 2020-01-15, 20:50

Jej złość, ta nienawiść... Ta mała w ogóle nad sobą nie panowała - i to mnie przerażało najbardziej. Była nieobliczalna - zupełnie jak Vincent w chwilach "berserka". Czy mogłam to więc nazwać karmą? Czy lata pracy nad takimi dzieciakami miały mi teraz pokazać, jak to wszystko może się skończyć?
Słysząc (?) czy może raczej czując ten swąd spalenizny nie potrafiłam rozdzielić tych doznań od mojego ciała. Gdzieś mimowolnie czułam, jakby po raz kolejny dziecięca rączka raniła moją skórę, mimo, że przecież... Przecież już nie byłam na wyciągnięcie jej ręki.
A jednak pisnęłam, mocno zamykając swoje oczy i wpijając się na nowo w ścianę. Nici były z tego chwilowego rozluźnienia - wszystkie moje mięśnie na nowo się spięły, powodując istny ból w każdym stawie. Z tego wszystkiego dosłownie odcięłam się od sytuacji w garażu, całkowicie ignorując zamieniane między tą dwójką słowa.
I tylko kiwałam swoją głową, obejmując się ramionami i nie odstępując ściany nawet na centymetr.
Trauma?
Po dzisiejszym dniu koszmary z całą pewnością mnie nie opuszczą...

Vanessa Grenville - 2020-01-17, 13:33

Nie mogła nad sobą zapanować, nie potrafiła. Straciła nad sobą panowanie, a już w ogóle w chwili gdy ujrzała wściekłego Vincenta. Stała tam wpatrując się przerażona w przybranego brata, wpatrując się w to co zrobiła kobiecie. Czuła się okropnie. A ojca nie było obok niej. Był jej brat...jej rodzina. Spojrzała na niego ale nic do niej nie docierało jakby mówił do niej zza gór. Ona po prostu drżała. Czuła jak moc w niej się gotuje, jak coś się z nią dzieje nie tak jak powinna. Nawet to, że właśnie parzyła Vincenta nie robiło na niej żadnego znaczenia. Próbowała się uwolnić, wyrwać zrobić nie ważne co byle oddalić się jak najdalej. Dopiero gdy padło jej imię dotarło do niej, że coś jest nie tak. Nie mieli podawać swoich imion, a Vincent właśnie ją nazwał jej imieniem. Zrobiła wielkie oczka wpatrując się w niego zaskoczona.
- Co Ty...jak...zostaw mnie...
Odezwała się cicho próbując się uwolnić. Czuła zapach palonego mięsa i skrzywiła się nieco.
- Nie dotykaj mnie...krzywdzę Cię rozumiesz...puść mnie!

Vincent Edams - 2020-01-19, 22:45

Vincent nie dawał za wygraną. Też czuł ten zapach, tak samo jak gorąc i narastający ból, ale nie mógł zostać Vanessy w takim stanie.
- Nie - powiedział stanowczo - Dopóki się nie uspokoisz, nie puszczę cię.
Cóż, był w tym pewnie element lekkiego szantażu, bo wiedziała, że jak się nie opanuje, to będzie krzywdzić przybranego brata. Cel jednak, uświęcał środki. Musiał zadziałać szybko, bo zaraz będzie miał po paluchach
- Uspokój się - mówił spokojnie - Weź głęboki wdech....i wydech.
Patrzył na nią intensywnie, ale też nie okazywał emocji. Musiał odnaleźć spokój w nim.
- Van. Patrz na mnie. - brał powoli głębokie wdechy, jakby chciał jej pokazać, jak ma to robić.

Vanessa Grenville - 2020-02-08, 13:57

Nie było to takie proste, Musiała się opanować, a nie potrafiła. Czuła ból całego ciała, czuła jak rani brata a mimo to nie potrafiła. Starała się ale nie umiała. Na jego polecenie spojrzała na niego starając się oddychać tak jak on. Trochę to zajęło, ale mógł zauważyć, że powoli zaczyna wracać do normy. Poczuła ulgę i cicho odetchnęła mimo, że nadal czuła się okropnie. Do tego czuła, że gdyby ją puścił po prostu upadnie. Nie miała pojęcia, że tak bardzo mogła osłabnąć. Sądziła, że to tylko przez zdenerwowanie nic więcej. Myliła się bowiem czuła jak słabnie z każdą chwilą a mimo to nie potrafiła zapanować nad tym co się z nią działo.
Caroline McCoy - 2020-02-23, 18:39

Nie ruszałam się spod tej ściany, z którą - gdybym mogła - pewnie stałabym się jednością. Miałam wrażenie, że całe ciało boli mnie od tego spinania mięśni i choć bardzo chciałam, nie zdołałam całkowicie odciąć się od wydarzeń, których byłam świadkiem. Reakcja tego dziecka tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że... Ona nad sobą nie panuje. Krzywdziła nawet swoich, co z niemiłych zapachem dochodziło do moich nozdrzy.
Nie miałam jednak już sił płakać. Szlochałam, z dala od tego wszystkiego, nawet nie wiedząc, co mam z tym wszystkim zrobić. Miałam wrażenie że moje własne rany bolały coraz bardziej, gdy jej moc wpływała na bruneta.
Musiałam się ratować.
Mimo tego bólu, mimo rozchodzącego się palenia, mimo duszenia tym zapachem - próbowałam wstać, opierając się o jakąś szafkę będącą przy moim boku. To był akt desperacji. Nie przewidziałam jednak, że meble będące w tym garażu nie będą się wykazywać szczególną wytrzymałością i nawet ciężar mojego ciała może się dla nich okazać zbyt wielki.
Dlatego też z hukiem z niewielkiej półeczki spadło kilka przedmiotów, turlając się po ziemi, gdy ja... Nawet się nie ruszyłam.
Ale hej, może chociaż odwróci to ich uwagę od tych negatywnych emocji?

Vincent Edams - 2020-02-24, 13:05

Chwilowo nie był zainteresowany Caroline, bo Vanessa wyglądała jakby miała zaraz zemdleć. Dlatego jej ciągle powtarzał, by nad sobą panowała! Nie żeby on był lepszy, ale mądrzyć się potrafi każdy, co nie? Dopiero gdy usłyszał hałas, odwrócił głowę w tym kierunku. Ujrzał Caroline, która z jakiegoś powodu wstała.
- Siad. Zaraz cię obejrzę - niewidzialny wektor chwycił Caroline za kark i przycisnął w dół, by siadła z powrotem, w miarę możliwości nie robiąc jej krzywdy.
Chwycił małą Van na ręce i przeniósł na kanapę, by położyła się i odpoczęła. Nieprzyjemny swąd spalonych włosów i skóry, unosił się w pomieszczeniu. Sam Edams nie wyglądał, by specjalnie się tym przejął.
-To robota twojej ulubionej szefowej - powiedział cicho do McCoy - W pewnym momencie boli tak bardzo, że przestajesz reagować na mniejszy ból. Przy okazji emocjonalnie przestajesz czuć...cokolwiek. - spojrzał na Van - Leż. Jak odpoczniesz zabiorę cię do domu. Zrozumiano ?

Vanessa Grenville - 2020-03-01, 14:16

Zmieszana, obolała i wycieńczona nie miała sił już się bronić, usłyszała tylko jak coś się poruszyło a potem głos Vincenta. Nawet nie protestowała, gdy wziął ją w ramiona po prostu pozwoliła by ją położył. Ona sama wykończona wpatrywała się w jeden nieznany sobie punkt, jakby odpłynęła, jakby jej nie było. Czuła jak wszystko mija, jak cała złość, cała wściekłość wszystko uchodzi i przychodzi spokój w raz z bólem całego ciała. Przymknęła powieki nie wiedząc nawet kiedy przysnęła.
Caroline McCoy - 2020-04-04, 21:06

O boże, o boże, o boże... No gorzej być nie mogło. Chciałam się odsunąć, chciałam odejść (na tyle na ile pozwalało te kilka metrów w garażu). Chciałam być najdalej, jak to możliwe od całej tej sceny, ale... Nie dało się. Niepotrzebnie zwróciłam na siebie uwagę Edamsa, po chwili czując jego wektor na moim ramieniu, gdy boleśnie ponownie zostałam sprowadzona do parteru. W mojej głowie od razu pojawiło się wspomnienie, jak przed kilkoma tygodniami moja kostka poczuła ich siłę w... Bardzo nieprzyjemny sposób.
Wzięłam głębszy wdech, powstrzymując kolejny napad histerii. Nie chciałam po raz kolejny wyjść z tego wydarzenia tragicznie. Nie chciałam się dawać bardziej uszkodzić. Ja... Ja tylko chciałam to przetrwać.
Dlatego posłusznie zostałam pod ścianą, nawet się nie ruszając, tylko zwijając w małą kulkę, podciągając pod brodę swoje kolana - nawet, jeśli przy okazji miało to na nowo drażnić ledwo powstałe poparzenie. Jakoś... Wolałam mieć wszystkie kończyny blisko siebie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group