William Hopper - 2018-11-19, 22:44 Nie sądził, że Wallace zacznie o tym opowiadać. Nie chciał tego słuchać. Nie chciał wracać do tego miejsca, nie kiedy potrafił wszystko tak dokładnie odtworzyć, każdy najmniejszy szczegół... To się skończyło. To się nigdy nie działo naprawdę.
A jednak stał tam i słuchał. Nie mógł jej zostawić, prawda? Przecież ledwo się trzymała. Po co ona w ogóle zaczynała o tym mówić...? Z tego nie mogło wyjść nic dobrego, powinni to po prostu zostawić za sobą, zakopać gdzieś głęboko... Rozdrapywanie tego było złe dla wszystkich. Przecież czuł jak zaczęła ściskać jego dłoń, pewnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Słyszał jej głos, to jak bardzo się łamał.
Jej śmierć... Nie, nie mógł o tym myśleć, ale nie był w stanie tego utrzymać. To jak wyciągał po nią ręce, przewracał się z nią, dociskał ręce do jej rany... Znał na pamięć całą pieprzoną sekwencję. Nie chciał myśleć o tym wszystkim, o czym Wallace nie powiedziała. O odgłosie strzału, o momencie, kiedy zdał sobie sprawę, że Claire nie żyje, że obiecał po nią wrócić, ale ona tam zginęła, sama, przerażona... O twarzy ich syna. O tym, co musiało go doprowadzić do tego miejsca, jak bardzo próbował się nie bać i zrobić to co musiał. To się nigdy nie wydarzyło, nie dla niego, on nie istniał... Ale przecież mogło. Wallace była w ciąży. Co jeśli DOGS dopadną jego dziecko? Co jeśli wpadnie w ręce kogoś takiego jak Gardner? Nie mógł na to pozwolić.
...ale skąd ta pewność, że do tego czasu będzie ciągle żył i będzie mógł na coś pozwolić?
Musiał to wszystko jakoś od siebie odpędzić, pozbyć się tego, wyrzucić to ze swojej głowy... Ale nie miał na to czasu. Mercy coś jeszcze mówiła, kiedy Matilde zniknęła za drzwiami łazienki.
- Wallace? - zastukał cicho. Najpewniej właśnie wymiotowała. To mogła być po prostu ciąża, przecież to było normalne... Ale nie mógł nie myśleć o tym, że odwyk od opioidów wywoływał wymioty, a on jej podał cholernie dużo fentanylu. Wystarczająco, żeby zaćpać się na śmierć. Wystarczająco, żeby ją zabić.
Jeśli nie powiedziała mu żeby wszedł, usiadł przy ścianie obok drzwi. Po prostu... nagle cholernie nie miał na nic siły. Powinien coś z tym wszystkim zrobić, zająć się czymś, nie pozwolić się dać przytłoczyć, pozbyć się tego cholernego uczucia jakby ciągle miał krew na swoich palcach... Ale on miał w tym momencie miał po prostu wszystkiego dość.Matilde Wallace - 2018-11-20, 20:48 Czemu o tym wszystkim mówiła? Chyba po prostu miała dość tych ciągłych pytań Imari. Im dłużej dziewczyna drążyła temat, tym bardziej wszystko przewracało się w żołądku Matilde. Tym bardziej ją to dobijało. Nie chciała o tym myśleć, nie chciała widzieć przed oczami tamtych obrazów, nie chciała czuć zapachu krwi na języku. Miała więc nadzieję, że kiedy wyrzuci z siebie to wszystko, te niedorzeczne pytania się skończą. Miała nadzieję, że… że się uwolni. Ale było jeszcze gorzej. Jakimś pierdolonym cudem było o wiele, wiele gorzej. Matilde poczuła jak wszystko podchodzi jej do gardła i wiedziała, że nie będzie w stanie tego zatrzymać. Ruszyła więc szybkim krokiem do tej cholernej łazienki, opadając kolanami na posadzkę i chowając głowę do muszli…
Słyszała pukanie do drzwi, słyszała cichy głos Willa, ale nie była w stanie nic na to odpowiedzieć. Głos jakby uwiązł jej w gardle, ale na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy chciała, by na to wszystko patrzył. Po prostu… to było tak cholernie trudne. Ten jego nagrobek z datą czwartego lipca. Wallace wytarła sobie usta wierzchem dłoni. Za miesiąc. To miało być tak szybko. To była tylko iluzja, ale to mogło się wydarzyć. Co jeśli to się wydarzy? Co jeśli on tak po prostu umrze? Co jeśli tak nagle ją zostawi? Jak niby miała bez niego dalej żyć? Wallace bezwiednie osunęła się na podłogę, przytulając prawy policzek do chłodnej posadzki. Nie zauważyła nawet kiedy właściwie kafelka zaczęła być tak nienaturalnie wilgotna.