Vincent Edams - 2018-09-27, 11:51 - Przyprowadzę - obiecuję - A wtedy Twoi rodzice zobaczą jaki jest fajny i na pewno się zgodzą na psa! - ten plan był taki prosty ! Przynajmniej dla dziecka. Wtedy wszystko było prostsze.
- Pewka! Tyle, że właśnie bez młodszych, Nessi jest jeszcze za mała - pokiwał głową.
I tego dnia jeszcze pograli, po czym Vincent musiał wrócić do domu.
- Parę miesięcy później-
- Przykro mi, że Twoi rodzice nie godzą się na psa - westchnął Vincent, huśtając się na gałęzi jak na drążku - Próbowaliśmy juź wszystkiego, bez sensu! - był oburzony faktem, że ten plan nie wypalił.
Rozhuśtał się i zadziwiająco miękko wylądował na trawie. Przez te parę miesięcy nie zmienił się ani o jotę. Wciąż był niski i był niezłym rozrabiaką.
- Czemu ty jesteś taka wysoka, też chcę ! - oburzył sięImari Blanc - 2018-10-04, 09:42 - Tez nie wiem czemu tak.. - westchnęła, pociągając lekko nosem. Ale co się nagłaskała berneńczyka Vincenta to inna sprawa! Chociaż taką namiastkę psa mogła mieć. Spotykali się dość regularnie, dogadali się między sobą i bawili w parku, mimo różnicy wieku i tego, że Imari była "glupią dziewczyną", a Vinc "smarkatym chlopcem".
- Ja ot bym chciala tak łazic po drzewach jak ty - odparowała, bujając się dalej - a poza tym, to mama mowi, ze niedlugo urośnieszVincent Edams - 2018-10-04, 09:44 Vincent nadąsał się nieco.
-Wolałbym urosnąć – burknął – Mam dość obijania gęby tym, którzy się z tego śmieją. Przecież to nie moja wina, że nie rosnę ! – kopnął w złości jakiś kamyk.
Westchnął cicho. Im człowiek był starszy, tym więcej problemów było, eh !
- Jak ja urosnę, to ty pewnie pójdziesz do nowej szkoły – nadąsał się znowu – I już nie będziesz chciała się ze mną przyjaźnić. Będziesz chodziła na randki i nie będziesz chciała się bawić z małymi chłopcami.
Oho? Czyżby wyrzut ? A może obawa ? I w ogóle co to za szklane oczęta i nadąsana mina?Imari Blanc - 2018-10-04, 09:45 - No ale to musisz trochę poczekać i urośniesz! Mama na pewno mówi prawdę. I będziesz wyższy niż ja! - uspokajała go, Mercy jak zawsze otwarta na krzywdy innych i chcąca pomagać. Miała nadzieję, że go to uspokoi i jej uwierzy.
- pf, nie bede chodzila na randki, chłopacy są głupi - zmarszczyla sie w obrzydzeniu na taką możliwość - a poza tym jak pojde do nowej szkoły to co z tego? I tak tu bede przychodzić! I może już mama mi pozwoli samej!Vincent Edams - 2018-10-04, 09:47 Jak się miało później okazać, jej słowa nie okazały się prorocze. W wieku dwudziestu lat miał mierzyć 173 centymetry, ale Marceline dokładnie tyle samo. Póki co, jeszcze o tym nie wiedział.
- Pffff, akurat - prychnął, powątpiewając - Kate też tak mówiła, a teraz Deryll ją odprowadza po szkole do domu i nosi jej tornister. – wskoczył znów na gałąź, chcąc się rozhuśtać – A wczoraj… - dodał z jadowitym uśmieszkiem – Widziałem jak ją całuje w USTA! – zakończył z pełnym obrzydzeniem w głosie.
Fuuuuu! Jak można całować się w usta?!
Nagle zeskoczył, stojąc plecami do niej.
- Będą się z Ciebie śmiać, jak się będziesz zadawać z takim maluchem – powiedział cicho - A potem będziesz starsza i pójdziesz na studia - ramiona zaczęły mu drżeć, pociągnął cicho pod nosem – I wyjedziesz (sniff) i już nie wrócisz i już nie będziemy (snifsnif) się przyjaźnić !Imari Blanc - 2018-10-04, 09:50 Tego nie mogli wiedzieć, Imari miała wyrosnąć na dośc wysoką, a Vincent nie i w końcu mieliby spotkać się nos w nos.. mogła jednak mówić mu tylko to, co wiedziała na pewno, a taką wiedzę przekazała jej mama. W końcu ta się nie myliła, prawda? Jak to mama.
- FU! - skomentowała obrzydzona, marszcząc się wyraźnie. ble, ble, ble. Ohyda.
Obserwowała go później i widziała jak drżą mu ramiona i pociąga nosem i uniosła brwi, zaskoczona i trochę.. przytłoczona? Czyjeś emocje zawsze mocno się na niej odbijały.
- Oj.. - zauwżyła, podchodząc do chłopca i obejmując go w pół, razem z rękami i ściskając. - Wcale nie! Będziemy się przyjaźnić aż nie umrzemy! - zapewniła go, całkowicie, po dziecięcemu o tym przekonana. W końcu nie może stać się inaczej, prawda?Vincent Edams - 2018-10-04, 09:51 Na słowa Imari odwrócił do niej głowę. Wielkie, brązowe, sarnie oczęta, były zaszklone, co zwiastowało rychły wybuch płaczu. Wytarł obsypany piegami nos i stanął naprzeciwko niej.
-Obiecaj ! - pociągnął nosem – Obiecaj, że będziemy się przyjaźnić aż do śmierci! – wyciągnął ku niej palec .
Przysięga paluszkowa. Najwyższy kaliber. Żarty się skończyły, mili Państwo.
- Obiecaj, że nawet jak dorośniemy i nawet jak wyjedziesz, to będziemy się przyjaźnić, aż nie umrzemy ! - jego wyraz twarzy świadczył o tym, że była to dla niego przysięga nie do złamania.Imari Blanc - 2018-10-04, 09:53 Cofnęła się o pół kroku i wyciagneła z kieszeni chusteczki, wręczając mu je., żeby wytarl sobie nos, bo zaraz się zasmarka i będzie o wiele bardziej fuj niż jakikolwiek niezasmarkany chłopak. A to już był wyczyn.
- No pewnie! - odpowiedziała od razu, łapiąc go też za palec.
- Tak, bedziemy do siebie pisac i dzwonić i się odwiedzać i p otem nasze dzieci się będą bawić razem i w ogole! - zapewnila go z pełnym przekonaniem, bo jakze mogloby byc inaczej? I nie tyle, że to friendzone. Po prostu.. byli najlepszymi przyjaciólmi, tak? A nie parą. A pary były fuj. Tylko tu sie logika Mercy rozjezdzała, bo dzieci mieć chciala, ale chłopaka nie. Cóż, dorośnie do tego.Vincent Edams - 2018-10-04, 09:59 Przysięga paluszkowa została zawarta. Och, jakże nietrwała okazać się miała !
Zacisnął palec wskazujący na jej, pociągnął ostatni raz nosem i uśmiechnął się, wyraźnie pocieszony tą obietnicą.
- Na zawsze ! – powiedział przejęty, po czym…palcem wskazującym drugiej ręki puknął jej lekko w czoło. – Ej, ale bez dzieci ! Żeby zrobić dzieci, trzeba się całować, fuuuuuuuuuuuuuuuu!
Tak, to była traumatyczna wizja.
- Goń mnie ! – klepnął ją w ramię i już zaraz się ganiali wokół drzew, śmiejąc się do rozpuku.
Pewnego dnia Marceline wyjechała zniknęła bez wieści. Vincent pytał o nią, czekał w tym samym, umówionym miejscu, ale ta nigdy nie wróciła.
W wieku trzynastu lat, Vincent został oddany przez rodzinę do AlterGenetics, wszelki ślad po nim zaginął.