S. Parr - Salon z kuchnią
Selene Parr - 2018-08-21, 22:01
-Obiecuję. Ja... Wyrzucę go.- Co prawda Sam nie powiedziała dokładnie kiedy, ani czy z zawartością w środku ale Selene ufała jej nadal do tego stopnia, że nawet nie zakładała że miałoby być inaczej. Głaskała córkę spokojnie i przerwała dopiero kiedy Sam skomentowała swoje włosy.
- Jasne, że zetnę. Uważam, że ładniej byłoby ci w długich ale sama wiem, że loki są niepraktyczne. – Zaśmiała się lekko, wspominając jak męczyła się z bujnymi, długimi włosami przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w Kongo. Potem w końcu dała je sobie ściąć i nie zapuściła ich z powrotem aż do teraz. - Wiesz, nigdy ci o tym nie mówiłam, ale kiedy byłyśmy małe kiedyś podpaliłam Janet włosy. Byłyśmy wtedy w domu same, a ona dostała na święta świeczkę zapachową i chciałyśmy ją podpalić od ognia na kuchence. Niechcący ją potrąciłam, bo chciałam więcej widzieć i jej włosy wpadły prosto w ogień. Jakimś cudem udało nam się je ugasić zanim poparzyła sobie głowę ale były wtedy prawie tak krótkie jak twoje i całe osmolone i wystrzępione. – Selene zaśmiała się do swoich wspomnień. - Jenny potem przez kilka miesięcy nosiła na głowie czapkę. Na szczęście włosy odrosły jej przed wiosną. – Zamilkła, uświadomiwszy sobie, że właściwie nie wie po co to opowiada.
Kilka kolejnych minut minęło, zanim Sam zdobyła się na wyznanie.
Selene słuchała spokojnie, chociaż strach w głosie dziewczyny mocno ją zaniepokoił. Czyżby rząd był aż tak zafiksowany na unicestwieniu mutantów? Co było w nich tak złego? Dlaczego w Afryce nikt nie próbował jej wchodzić z butami w życie prywatne, tylko dlatego, że miała specyficzną umiejętność a w USA każdy kto potrafił choćby wyczarowywać kwiaty, był ścigany jak przestępca?
– Nie martw się. Znam chyba kogoś, kto może znać kogoś kto wyciągnie ci to bezpiecznie. Tymczasem założymy dodatkowy zamek i wymienimy drzwi na wzmocnione. Poza tym, jak ostatnio sprawdzałam, policja nadal nie może tak po prostu wparować do mieszkania zwykłego obywatela, bez konkretnych przesłanek.- Uspokoiła dziewczynę, cały czas głaszcząc ją po głowie.
- Natomiast jeśli pozwolisz, to kupię ci nowy telefon. Musimy uważać, więc zarejestruję go na dane znajomej z Konga, i z niego tylko będziesz się ze mną kontaktowała, dobrze? A ten który masz do tej pory podrzucę w międzyczasie do znajomego – sprawdzi czy i w nim nie masz jakiegoś podsłuchu. Ale wszystko w swoim czasie. Teraz śpij, kotku. – Ostatnie słowa wymruczała uspokajająco.
Potem opowiedziała Sam legendę, o pewnym odkrywcy, który wyruszył na niegościnne tereny Afryki. Towarzyszyli mu tylko tragarze. Każdy z nich trzymał w rękach maczetę i w ten sposób przedostawali się przez gęstą roślinność. Ich celem iść do przodu za wszelką cenę. Gdy natrafiali na rzekę, przekraczali ją w najkrótszym możliwymczasie. Jeśli napotkali wzgórze, przyspieszali kroku, by nie tracić ani minuty.Ale nagle tragarze zatrzymali się.Odkrywca był zaskoczony. Szli tylko kilka godzin. Zapytał ich:„Dlaczego się zatrzymaliście? Jesteście zmęczeni po zaledwie kilku godzinach marszu? „ Wtedy jeden z tragarzy spojrzał na niego i powiedział:„Nie, proszę pana, nie jesteśmy zmęczeni.Po prostu poruszamy się tak szybko, że zostawiliśmy za sobą swoje dusze.Teraz musimy poczekać, aż znowu nas dogonią. „
Nie wiedziała, czy to historia czy jej głos, ale gdy skończyła, Sam już spała. Selene delikatnie wstała, okryła córkę kocem i zaryzykowała ucałowanie jej lekko w głowę. Potem zajęła się swoimi sprawami, a niedługo sama również się położyła.
z/t - obie
|
|
|