To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - Shivali & James

James Reynolds - 2018-09-09, 11:50

To chyba dobrze, że nie potrafiła czytać w myślach. I tak wiedziała o nim więcej niż ktokolwiek inny, to powinno jej wystarczyć.
Jak było w jego przypadku z tym tłumieniem sobie wszelkich emocji? Od tak wielu lat je wypierał, nie pozwalał im do siebie dotrzeć, że jeśli miał kiedyś wybuchnąć... Och, oby to się nie stało. A jeśli już do tego dojdzie to lepiej, żeby nikt nie stawał mu na drodze.
Słowa... Słowa już przestawały mieć dla niego znaczenie. Wystarczyło to, że tutaj była.

To w co wierzyła nie miało znaczenia. Według Reynoldsa powinna po prostu nauczyć się odbierać świat takim jakim jest - a w jego mniemaniu był jedną wielką wojną. Z resztą... Czego innego spodziewać się po człowieku, który urodził się po to, by walczyć? Większość dorosłego życia spędził na froncie, nie znał niczego innego. Wszystko i wszystkich odbierał jako potencjalne zagrożenie - nawet ją. Różnica między Shivali, a wszystkimi innymi 'zagrożeniami' była taka, że z nią nie potrafił sobie poradzić. Nie chciał z nią walczyć, pragnął jej się całkowicie poddać i zapomnieć o wszystkim innym. Szkoda, że nie mógł tego zrobić. Byli przecież z dwóch różnych obozów, gdyby ktokolwiek się dowiedział... Gdyby dowiedziała się o tym Vera już dawno byli by martwi, a przed tym sporo by się oboje nacierpieli.
James wyczuwał to, że dziewczyna ma do siebie jakiś żal, że gnębi ją poczucie winy... Ale nie wiedział dlaczego. Uznał też, że lepiej nie pytać - gdyby chciała sama by mu powiedziała, poza tym... Co by to zmieniło? Nie był typem człowieka, który umiał pocieszać... Chociaż gdyby Shivali tego potrzebowała... Może spróbowałby się tego nauczyć.

Chciał, żeby czuła się przy nim bezpiecznie - chciał jej zapewnić to bezpieczeństwo. Chciał, żeby wiedziała, że nikt jej nie skrzywdzi w jego obecności. I przede wszystkim chciał, by przy nim została - pomimo wszystko. To, że tutaj była... To, że go całowała to i tak było coś niesamowitego - widziała do jakich rzeczy jest zdolny, wiedziała kim jest. A mimo wszystko dawała mu tyle ciepła... Nie potrafił tego zrozumieć, ale chyba nawet nie chciał. Jest jak jest.
Pozwolił jej dostać się do swojej głowy, zaczął odczuwać dokładnie to samo co ona, sam również przekazywał jej swoje odczucia. Ich złączone usta, złączone ciała i połączone umysły... Cholera, jestem pewien, że był to najlepszy pocałunek na świecie.
Odsunął wargi od jej ust - choć ledwie na kilka centymetrów i otworzył oczy, by na nią spojrzeć. Chciał coś powiedzieć, ale... Ale nie wiedział co. Czy słowa były tutaj potrzebne?

Shivali Nyberg - 2018-09-12, 22:15

To było w pewien sposób straszne. Shivali nigdy nie chciała być jedną ze stron walczących w jakiejś wojnie, nigdy nie chciała w jakikolwiek sposób być jej częścią. Po prostu była w złym miejscu, w niewłaściwym czasie. Tu już nawet nie chodziło o to, że nie potrafiła zamknąć oczu na cudzą krzywdę. Przez to, kim była - przecież nie miała na to żadnego wpływu, to było w jej genach - istnieli ludzie, którzy chcieli ją zabić. Na samą myśl o tym, przebiegł ją dreszcz. Zbyt dobrze pamiętała marsz pokojowy i zbyt dobrze pamiętała swój pobyt w DOGS. A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że wcale nie stała z innymi mutantami, a oni nie stali za nią, ba, przecież niemal ją spalili. Nie chciała atakować ludzi. Była mutantką i nie chciała się godzić na krzywdę swojej rasy. Tutaj nie było miejsca dla takich jak ona. Nie była z nikim, więc była przeciwko wszystkim... Gdyby tylko wróciła wtedy do domu, do Szwecji... To było tak surrealistyczne, była zbiegiem. Musiała ukrywać się przed rządem, chociaż nie zrobiła niczego niezgodnie z prawem. Nie była obywatelką Stanów, żeby musiała brać mutazynę. Nie była mutantką, kiedy tutaj przyjeżdżała, nie zataiła żadnych informacji. Po prostu... została tutaj. Czy to było takie straszne przestępstwo? Chciała jakoś w tym wszystkim pokojowo pomóc, a tymczasem...
Nie, nie zamierzała o tym wszystkim opowiadać Jamesowi. Nie chciała go obarczać, a przecież, kiedy tylko porządnie się prześpi, odpocznie, kiedy to się stanie... Na pewno stanie na własne nogi. Jakoś sobie z tym poradzi, przecież musiała.

Ale w ramionach Jamesa pozwalała sobie o tym nie myśleć. Chciała po prostu w nich utonąć, poczuć ciepło bijące od drugiego człowieka. Zanurzyć się w tych emocjach, jej i jego, równocześnie wymieszanych i jasno oddzielonych. W końcu chociaż ich jaźnie były teraz połączone, nie było tak zawsze, byli dwoma osobnymi osobami. I chociaż granica była naprawdę miękka, a Shivali stała na samym jej środku, ciągle potrafiła wyraźnie poczuć co było jej[/i[, a co [i]jego.
I kiedy w końcu przestała czuć jego wargi na swoich ustach, pozwoliła temu intensywnemu połączeniu nieco osłabnąć... Delikatnie się uśmiechnęła i powoli podniosła powieki. Nie, słowa nie były tutaj potrzebne.

/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group