ronnie henderson - 2018-07-12, 17:56 Uśmiechnął się do niej dość ciężko. Nie do końca o to mu chodziło o to mu chodziło. Na pewno nie o trzymanie jej tutaj na siłę i kontrolowanie każdego jej kroku. Chciał, żeby wybiła sobie z głowy durne pomysły i to nie dlatego, że chwilowo nie miała możliwości ich realizacji. Po prostu. Żeby nie szła sama w paszcze lwa. Nie umniejszał jej umiejętnościom. Mogła być szybka, sprytna, jej moc mogła jej pozwolić na dokładne przejrzenie terenu przed zapuszczenie się w jego głąb, a jednak jakie miałaby szansę, gdyby zaatakował ją jakiś agent albo jakiś mutant na usługach DOGS? I miał tu na myśli kogoś kompetentnego. Może i był okropnym pesymistą, ale nic na to nie mógł poradzić. Zawsze widział najgorsze możliwe zakończenia i nie chciał, żeby w taki sposób skończyła.
- To dobrze. - pokiwał głową. Zerkając na jej ramię. Szczerze powiedziawszy czuł się pewniej świadomy, że była już w pełni sił. W końcu w tej kwestii znacznie wyprzedzała jego umiejętności, bo chociaż codziennie starał się rozglądać i mieć pod kontrolą to co dzieje się w najbliżej okolice, rzut okiem z lotu ptaka był znacznie szybszym i dokładnym sposobem na tego sprawdzenie. Pod tym względem naprawdę się uzupełniali. On miał swoje umiejętności, ona miała swoje. Dzięki temu byli bezpieczniejsi.
- Tak sądzisz? - uniósł wysoko brwi, zerkając na nią z ukosa. Polubił Penny. Jak do tej pory nie znał zbyt wielu dzieciaków i szczerze powiedziawszy nie brakowało mu ich towarzystwa. Mimo trzydziestki na karku wcale nie odczuwał braku tego rodzaju stabilizacji. Już dawno pogodził się z myślą, że akurat on nigdy nie będzie miał rodziny w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, więc nigdy nie myślał też o dzieciach. W konsekwencji czego nie był zbyt dobry w zajmowaniu się nimi. Nie wiedział co powiedzieć, jak się zachować, co zrobić. Mimo to po jakimś czasie to Penny wydawała się przejmować nad tym kontrolę. Mówiła naprawdę dużo, a nawet momentami miał wrażenie (szczególnie wtedy, gdy miał zły humor), że aż za dużo. Zadawała miliardy pytań, na które niekoniecznie znał odpowiedź. Jadaczka jej się czasami nie zamykała, ale z czasem się do tego przyzwyczaił, a nawet polubił to trajkotanie nad uchem. Chociaż jego słodką tajemnicą będzie, że kiedyś gdy Fay nie było, pozwolił Penny na rozbieranie i składanie broni, bo tylko tak mógł uciszyć ją chociaż na kilkanaście minut. Prawie jak puzzle, których przecież nie mieli. - Gdybyś mi powiedziała kilka tygodni temu, że będę sobie całkiem nieźle sobie radził z dzieckiem, pewnie bym cię wyśmiał. - mruknął, przyglądając się jej, gdy obejmowała jego ramię. To było rozluźniające po dzisiejszej kłótni. Dobrze było czuć ją przy sobie.
Na usta cisnęło mu się, że sobie trochę na to zasłużyła, ale uznał że jednak wystarczająco dostała dzisiaj w kość. Nie musiał się dodatkowo nad nią pastwić. Westchnął ciężko, opierając podbródek o jej czoło. - Nie mam zielonego pojęcia co z nią zrobić. - mruknął we włosy Fay. Nie wiedział jak jej pomóc. Właściwie to nie wiedział jak samemu sobie pomóc, więc nie miał pojęcia jak wyleczyć z koszmarów kilkunastoletnią dziewczynkę. - Ustawia nas kilkulatka. - uśmiechnął się. Bo o to właśnie oboje nie spali, bo męczyły ich koszmary Penny. Przynajmniej się pogodzili. To jej się udało.Fay Murphy - 2018-07-12, 22:27 Doskonale wiedziała, o co mu chodziło, jednak nie mogła obiecać mu, że nie będzie się narażać. Z jednej strony dlatego, że w ich sytuacji opuszczenie tej chatki już samo w niosło za sobą pewne ryzyko, a po drugie... cóż, jeśli widziała szansę na powodzenie czegoś - działała, korzystała z okazji. Skupiała się bardziej na tym, co może się udać, niż na tym, co może pójść nie tak i... jakoś to było.
- Nie żebym sama była jakąś wielką ekspertką w kwestii dzieci, ale... tak, tak sądzę - odparła. Mówią, że to kobieta zmienną jest. A Ronniemu w jednej chwili jak się powie, że jest niańką, to się wkurza i obraża. W drugiej można było dostrzec u niego coś na kształt dumy. I jak tu nadążyć?
- A myślisz, że ja mam inaczej? Cała ta sytuacja... zabawa w dom... dla mnie to też coś nowego - powiedziała, zerkając na niego kątem oka. Ale nie narzekała, lubiła dzieci i nie miała problemu z tym, żeby jakiemuś poświęcić nieco uwagi. Dodatkowo Penny była tym typem, raczej nie sprawiającym problemów. Pomijając małe epizody związane z jej mocą.
No właśnie. Jej moc.
- Ja też nie. I trochę mnie to martwi, bo nie możemy trzymać jej tu wiecznie, a wiadomo, kontrola nad mocą nie jest czymś, co można opanować w kilka tygodni. A bez tego... kwestia dni, jak ją znajdą - westchnęła pod nosem, przymykając powieki, czując jak na powrót dopada ją zmęczenie. Nie dość, że dzień miała ciężki to i jeszcze nie mogła dobrze się zregenerować i odzyskać energię po długim korzystaniu ze swojej mocy - najzwyczajniej w świecie odespać.
Ale wracając do Penny, to Murphy już powoli kończyły się pomysły. Wiedziała, że nie można było naciskać małej, ale czas naprawdę odgrywał w tym wszystkim dość kluczową rolę. Potrzebowała rodziny, normalności, czego to, co się działo tutaj z pewnością nie przypominało. Choćby nie wiadomo jak się starali, stara chatka w lesie nie zastąpi domu, a z dwóch poszukiwanych przez dogs osób kiepscy byli opiekunowie.
- Dopisz to do listy rzeczy, które zaczynają nas przerastać - mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Jej lista już dzisiaj została wydłużona o kilka pozycji, a chyba najważniejszą z nich było to, że iście chujowo poszło jej w prostym starciu - A propos tego... - zaczęła, bo nad jedną rzeczą zastanawiała się już od dłuższego czasu, a dzisiaj, z wiadomych względów jej motywacja była jeszcze większa - Nie chciałbyś trochę mnie potrenować? Żebym chociaż potrafiła dobrze zablokować lewy sierpowy.ronnie henderson - 2018-07-13, 23:40 - Akurat ze mną? - uśmiechnął się, ale kompletnie nie miał w zamiarze być uszczypliwym. Po prostu jeszcze dwa miesiące temu mijali się w Bractwie, witając się zaledwie skinieniem głowy. Sam się tego po sobie nie spodziewał, ale mimo to ich relacja rozwinęła się dość szybko i intensywnie. W końcu w ciągu jeszcze kilka tygodni temu byli nieznanymi sobie ludźmi. A teraz? Sam nie wiedział do końca co robili. Sypiali ze sobą i nie chodziło tylko o to, że uprawiali seks. Spali razem, przynajmniej do momentu gdy mogli i było mu z tym dobrze, podobnie jak z wieloma innymi rzeczami, które robili razem do tej pory. Właśnie dlatego wściekł się dzisiaj tak bardzo, bo gdyby było mu to wszystko obojętne pewnie nie poczułby nic.
- Wiem. - westchnął ciężko. - Nie mam pojęcia jak jej tego nauczyć. To tylko dziecko. Sam miałem z tym cholerny problem i nawet nie wiem od czego z nią zacząć. Zresztą… Jestem dorosły, a sam nie potrafię tego do końca opanować, więc jak nauczyć tego pięciolatkę. - przetarł dłonią twarz. Mało kto potrafił zapanować nad swoją mocą. Ronnie mimo doświadczenia i tak potrafił rozpieprzyć coś przez sen, a nawet stracić nad sobą kontrolę, gdy już nie śnił. Nie miał zielonego pojęcia jak mógł nauczyć tego dziecko. Z dorosłymi było łatwiej. Z mutantami, którzy byli chociaż trochę podobni do niego. Łatwiej było komuś wytłumaczyć, przynajmniej z jego perspektywy, jak czymś poruszyć, jak sprawić, że coś zadrży, spłonie, ulegnie zniszczeniu. Jego moc była namacalna, a ta Penny polegała na kontroli nad czymś czego nie dało się pojąć. Nie potrafił wbić jej do głowy zasad posługiwania się nią. Wiedział tylko, że często na tak wczesnym etapie moc często była zależna od emocji, ale tutaj też nie był specjalistą, bo jak widać nie potrafił poradzić sobie z samym sobą. Mogli próbować żyć normalnie, ale przecież żadne z nich takie nie było. Nie mogli się wiecznie tutaj ukrywać.
Zmarszczył lekko brwi, odsuwając się od niej, ale tylko po to, żeby na nią spojrzeć. - Jesteś tego pewna? - zapytał trochę rozbawiony, bo nie miał nic przeciwko trenowaniu jej, ale jednak trochę to odbiegalo od jego wyobrażenia o treningu. Przede wszystkim dlatego, że trening miał być skuteczny, a jak on miał się przy niej do cholery skupić? Druga kwestia była taka, że jakoś nie wyobrażał sobie tego, że miałby ją okładać, by w końcu zaczęła się przed nim bronić. No cóż. Miał trochę inne wyobrażenie o tym jak powinna wyglądać nauka samoobrony czy walki, a jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że łatwiej było mu wdrożyć to w życie z kimś kto był przynajmniej jego wzrostu. Fay w porównaniu z nim była dość filigranowa i był pewien, że w tych małych bickach nie było zbyt wiele siły. Dlatego uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ot, na samą myśl o tym. - Jeśli chcesz nauczyć się bić, to cię nauczę. Nie mam nic przeciwko. Zaczniemy jak tylko będziesz gotowa. Fay Murphy - 2018-07-14, 20:32 - Widocznie byłeś pod ręką - rzuciła pół żartem, pół serio, bo właściwie można by zaryzykować stwierdzeniem, że wszystko to, co ich połączyło, było kwestią przypadku. Zrządzenie losu sprawiło, że zostali razem przydzieleni do pewnego zadania, co później doprowadziło do kolejnych spotkań, gdzie musieli zająć się Penny. Kolejny przypadek, że noc przed akcją wylądowali razem w obozowej kuchni, a potem... można powiedzieć, że poszło z górki. Fay tylko na początku zastanawiała się, do czego to wszystko zmierza i czy aby nie dzieje się nieco za szybko. Może i tak było, ale ostatecznie nie widziała sensu, żeby szukać dziury w całym, skoro oboje byli zadowoleni.
- Ja właśnie też nie i zastanawiam się, czy nie spróbować, no wiesz, poszukać kogoś, kto zrobiłby to lepiej. Kogoś, może z bractwa, kto ma doświadczenie w pracy z mutantami, albo kto posiada do tego odpowiednie umiejętności. To mogłoby wiele ułatwić - powiedziała, przenosząc na niego wzrok, żeby sprawdzić jego reakcję na własne słowa. Nie chciała iść na łatwiznę, ani zwalać swoje obowiązki na innych, ale... no nie znała się, po prostu. Działała intuicyjnie, trochę metodą prób i błędów i z czasem, dzięki obserwacji potrafiła stwierdzić jak działa i w jakim kierunku idzie moc dziewczynki w danej sytuacji. Jednak obawiała się, że to za mało. Nie uśmiechało jej się wtajemniczać obcą osobę w cokolwiek, co było związane z Penny, ale czy mieli inne wyjście, gdy czas działał na ich niekorzyść?
Przez chwilę siedziała, przytulona do Ronniego, mając przymknięte oczy, dopóki mężczyzna nie odsunął się od niej. Wtedy uchyliła powieki, dodatkowo marszcząc brwi. No bo ej, to przecież nie był zły pomysł. Co to za rozbawienie w głosie?
- Powiedzmy - powiedziała ostrożnie, bo... hmm, był dość konkretnym przeciwnikiem, nie dało się ukryć. Ale z drugiej strony, skoro miała się czegoś nauczyć, to chyba lepiej było mierzyć trochę wyżej, prawda? Nawet, jeśli nigdy nie miałaby pokonać Ronniego, to i tak próbując to zrobić zyska trochę na sile i wyrobi sobie pewne nawyki, a to już było dużo. Bo powiedzmy sobie szczerze, nie było co liczyć na cuda. Bliżej jej było do tańca, niż do walki, chociaż ta kariera też skończyła się dla niej dawno, dawno temu.
- Jestem gotowa. Możemy zacząć nawet i jutro - odparła, kiwając głową. Po dzisiejszym dniu miała bardzo dużą motywację do tego, żeby wreszcie przyłożyć się do samoobrony jak należy.ronnie henderson - 2018-07-16, 01:16 - Na twoje nieszczęście. - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem. Cóż… Mógłby się jej trafić o niebo lepszy facet, a przynajmniej taki z którym mogłaby bezpiecznie spędzić noc w jednym pokoju i który nie darłby się na nią, gdy wraca do domu poobijana, tylko pomógłby jej. I niekoniecznie poszedłby z nią ramię w ramię prosto do silnie strzeżonej rządowej placówki co skończyło się tygodniem w świątyni tortur.
Przez chwilę milczał, rozważając jej słowa. Owszem. Nie podobała mu się idea wciągania w to kogoś nowego i tym samym kogoś komu nie ufał. Ostatecznie nikt z jego bliższych znajomych nie posiadał podobnych umiejętności, więc musieli wybrać kogoś spoza tego kręgu. Z drugiej strony jednak… Zawodzili. Nie potrafili opanować mocy małej, nie potrafili jej nauczyć kontroli nad nią i w konsekwencji czego igrali z ogniem. Nie mogli ukrywać się tutaj przez resztę życia. Właściwie to pozostanie w jednej kryjówce było niebezpieczne nawet na czasu kilku miesięcy. Podróżowanie z Penny było ryzykowne i ostatecznie… jak bardzo by nie poczuwał się odpowiedzialny za jej los, to nie był jej ojcem, a nawet krewnym. Nie mógł jej wychowywać. I nawet nie chodziło tutaj o to, że tego nie chciał, ale powinna mieć odpowiednie warunki. Nie mogła się przecież z nimi ukrywać. Byli zbiegami. Bardzo szybko mogli skończyć martwi albo w ośrodku dogs. Więc powinni znaleźć jej normalną rodzinę. Kogoś kto nie żył na wariackich papierach, a żeby mogli jej takową znaleźć musieli nauczyć ją panować nad mocą, a to było właśnie to z czym sobie nie radzili. - Chyba tak będzie lepiej. - odpowiedział w końcu. - Wolałbym, żebyśmy to zrobili we dwójkę, ale skoro nie potrafimy powinniśmy spróbować czegoś innego. Kogoś innego. Ostatecznie pozostaje nam mutazyna. - spojrzał na nią ponuro, bo ostatecznie wiedział przecież jakie konsekwencje poniosła Fay. Nie miał zamiaru powielać błędów jej rodziców i za wszelką cenę faszerować małą byle czym, ale gdyby udało im się dostać kilka normalnych dawek? Sam nie wierzył, że jej to proponował, bo był zagorzałym przeciwnikiem takich rozwiązań, ale to nie była kwestia akceptacji tego kim jest czy uznania, że Penny jest chora, więc trzeba ją uleczyć. Nie panowała nad sobą, a być może mutazyna mogłaby im pozwolić to opanować. Przynajmniej póki nie wymyślą innego rozwiązania.
Pokiwał głową na zgodę. - Okej, zaczniemy jak tylko Penny pójdzie spać, żeby nie widziała jak kopię ci tyłek, ktoś mógłby uznać to za lekko patologiczne zachowanie. - odpowiedział. Nie mógł się powstrzymać, chociaż w sumie to mógł sobie oszczędzić. To był dobry pomysł. Powinna wiedzieć jak ma się obronić, by następnym razem ta druga skończyła z siniakiem na twarzy. Ostatecznie przy ich trybie życie takie umiejętności były więcej niż pożądane, więc nawet jeśli trochę sobie z niej żartował, to popierał tą decyzję. Miał zamiar ją tego nauczyć, chociaż nie wiedział jeszcze jak, bo stare dobre metody treningowe tutaj trochę nie pasowały. Nie żeby był seksistą, po prostu nie chciał się z nią bić ani szarpać. No dobra, trochę był seksistą, bo gdyby chodziło o jakiegoś faceta zupełnie by się tym nie przejmował i nie robił by sobie z tego żartów.Fay Murphy - 2018-07-16, 23:40 - A na twoje to nie? - spytała z rozbawieniem, bo jak już zdążył się przekonać, ona także potrafiła nieźle zaleźć za skórę. I cóż... może i mogłaby trafić na kogoś lepszego. Żadne z nich nie było idealne i na świecie pewnie żyło tysiące, jak nie dziesiątki tysięcy osób prześcigających każde z nich pod wieloma względami. Ale co z tego, skoro to z nim dzieliła już jakąś historię, miała wspólne przeżycia i plany na najbliższą przyszłość? To jego poznawała i chciała znać jeszcze lepiej, z nim było jej dobrze, z nim chciała działać, żeby zrobić coś dobrego dla Penny. Z nim, a nie jakimś "o niebo lepszym facetem".
- Ja też, ale... kończą mi się pomysły. Nie wiem, co jeszcze mogłabym zrobić, żeby poczuła się lepiej i zaczęła radzić sobie z mocą - wiadome było, że im mniej osób wiedziało o Penny i jej umiejętnościach, tym bezpieczniejsze to było dla małej. Jednak z drugiej strony... może dałoby się to jakoś załatwić, żeby nie wyrządzić zbyt dużych szkód? Ukryć jak najwięcej faktów o niej, jeśli by się dało to popracować nad jej mocą bez zdradzania zbyt wielu informacji o jej naturze. Skupić się na psychologii, nie umiejętnościach.
Zamilkła na chwilę, słysząc dalszą część wypowiedzi Ronniego. Z jednej strony mutazyna też przeszła jej przez myśl, oczywiście, jednak nigdy nie odważyła się tego powiedzieć na głos. Po prostu nie. Odepchnęła od siebie ten pomysł gdy tylko przyszedł jej do głowy. I nie chodziło tylko o to, że nie mieliby środków ani pomysłów na to, jak ten środek zdobyć. Fay, mając za sobą taką terapię po prostu nigdy, ale to nigdy nie skrzywdziłaby w ten sposób drugiej osoby. Tym bardziej pięcioletniej dziewczynki, która pewnie nie do końca wiedziałaby, co się z nią dzieje.
- Udam, że tego nie słyszałam - odparła w końcu, kręcąc głową i nie rozwijając dalej tego tematu. Pomysł był po prostu zły i nawet, jeśli miałaby żyć w tej cholernej chatce przez kolejne kilka lat, próbując nauczyć małej kontroli to i tak nie posunęłaby się do takiego rozwiązania. Za nic w świecie.
- Wiesz, myślę, że oglądanie takich rzeczy będzie niczym w porównaniu do tego, co już przeżyła - zauważyła, wzruszając lekko ramionami. Znaleźli ją niemal na polu walki z oddziałem dogs, który cały stracił tam życie za jej zasługą, była osłaniana przez martwe ciało jej własnego ojca... wobec takich rzeczy mały trening, walka nawet nie przeprowadzana na serio nie powinna jej szczególnie zgorszyć. Zresztą, mała była mądra, można było jej wytłumaczyć, że to tylko takie zawody, rodzaj zabawy i nikomu nie stanie się krzywda. Zrozumie, a z czasem straci zainteresowanie. Po co się kryć?ronnie henderson - 2018-07-20, 14:38 - Jak do tej pory nie narzekałem. - odparł jej, uśmiechając się bezczelnie. Zalazła mu dzisiaj za skórę i to porządnie. Nie chodziło tylko o to, że martwił się o to co może się stać, ale też o tą całą kłótnie. Przez większą część dnia wściekał i zastanawiał czy może faktycznie nie powinien zabrać dupę w troki jak sobie życzyła. Ostatecznie jednak wciąż tu był i nigdzie się nie wybierał. Na jego nieszczęście dość ciężko było go wykurzyć.
Zamyślił się chwilę i odruchowo poszukał w kieszeniach papierosów. Nie było ich. - A co jeśli autentycznie poczułaby się lepiej? - obrócił głowę w stronę Fay, wbijając w niej skupione spojrzenie. - Co jeśli ktoś by jej to zabrał? Strach, tęsknotę za rodzicami, cokolwiek teraz czuje… Ktoś by po prostu zabrał to wszystko co ją blokuje i powoduje problemy z panowaniem nad mocą. - zmarszczył brwi. - Alba mogłaby to zrobić. Kiedyś mi to zaproponowała, ale się nie zgodziłem, ale może powinniśmy to zrobić Penny. Może gdyby poczuła się lepiej, łatwiej byłoby opanować jej moc. - Wiedział, że mogą zaufać Albie podobnie jak Aaronowi. Nie musieliby wciągać w to obcych mutantów. Wszystko pozostałoby niejako w “rodzinie”.
Nie próbował jej przekonać do swojego pomysłu. Być może wewnętrznie wiedział, że jest to zły pomysł, zresztą… Przecież wiedział jakie doświadczenie Fay miała z mutazyną, więc wiedział że i tak nic by nie wskórał w tej sprawie. Mutazyna pozostawała ostatecznością, póki co mieli ten luksus, że mogli pochwalić nieograniczoną ilością czasu. Teoretycznie. Praktycznie.. Cóż, Ronnie wiedział, że ten stan nie będzie trwał wiecznie. W końcu ktoś ich znajdzie, dlatego wiedział że nie będą mogli pozostać tu długo. Właściwie nigdzie nie mogliby pozostać na długo. Tylko wyłącznie za granicą, ale i to mogłoby wiązać się z zagrożeniem, że nie uda im się przejść na drugą stronę.
- No nie wiem. - uśmiechnął się łobuzersko, bo do głowy przyszły mu pewne brudne myśli. Akurat na to nie mógł nic poradzić był tylko facetem.Fay Murphy - 2018-07-21, 00:16 - Do tej pory? - spytała z udawanym oburzeniem, unosząc brwi ku górze. Ostatecznie jednak uśmiechnęła się szeroko i wyprostowała, żeby móc sięgnąć do jego ust, co też po chwili zrobiła, składając na nich delikatny pocałunek - Postaram się więcej nie dać ci powodów do narzekań - powiedziała, opierając podbródek o jego ramię. Cóż, może to nie była do końca obietnica, bo jednak Fay miała świadomość tego, jaka czasami bywa, ale... naprawdę chciała zrobić wszystko, żeby uniknąć sytuacji z tego poranka. Mówi się, że dobre chęci to czasem za mało, ale cóż, tym razem musiały wystarczyć.
Zatrzymała się na chwilę przy jego kolejnych słowach, chcąc znaleźć wszystkie za i przeciw tego, co proponował, co swoją drogą było nie lada wyzwaniem, patrząc na to, że był środek nocy. Mimo to jego pomysły jakoś niekoniecznie przypadły jej do gustu, przynajmniej na razie. Wszelkie ingerowanie w uczucia i zachowanie małej... bała się, że to nie wyjdzie Penny na dobre, że to w jakiś sposób nieodwracalnie ją zmieni. Najlepszym wyjściem byłoby, żeby dziewczynka poradziła sobie z tym sama. Jednak skoro jej się to nie udawało...
- Cóż, to na pewno lepsza opcja niż mutazyna - chociaż wciąż nie do końca zadowalająca - Chyba warto to przemyśleć. I porozmawiać z Penny, zobaczyć, co ona powiedziałaby na coś takiego - odparła ostrożnie. Ona sama nie mówiła nie, ale też bała się trochę podejmować tego typu decyzje. Bo i kim była, żeby to robić? Ani jej matką, ani nikim z rodziny... a i pewnie w takim wypadku ciężko byłoby jej cokolwiek postanowić. Bo nawet jeśli rozwiązanie wydawało się dobre na teraz, to co ze skutkami, które mogą się ujawnić dopiero po latach? Tak, jak to było w jej przypadku.
- Ale ja wiem - odparła pewnie na to ostatnie, unosząc kąciki ust w zadziornym uśmiechu - Trening przede wszystkim, a co do reszty... to już zależy od tego, jak się spiszesz jako nauczyciel.ronnie henderson - 2018-07-24, 14:22 Uniósł wysoko brwi. - Owszem. Dzisiaj dałaś mi w kość. - odpowiedział jej całkiem szczerze, bo o ile do tej pory może mogli mieć jakieś pomniejsze spięcia, które pomimo wszystko są nieuchronne gdy dwójka ludzi zaczyna ze sobą mieszkać, to jednak dzisiaj sprawiła, że najzwyczajniej był na nią wściekły. Co prawda złość minęła w ciągu dwudziestu czterech godzin, ale mimo wszystko dała mu w kość. Właśnie dlatego nie lubił się do nikogo przywiązywać. To właśnie sprawiało, że był znacznie bardziej podatny, a on nie lubił świadomości, że poniekąd jest od kogoś zależny i nie chodziło już nawet o dane słowo, ale o to że z brakiem jej obecności pojawiał się szereg emocji, których nie chciał wcale odczuwać.
Istniał powód, przez który Ronnie również nie chciał by ktoś grzebał przy jego emocjach. Pomijając już fakt, że po prostu czuł lekką awersję do mutantów, którzy potrafili grzebać w ludzkich głowach. Henderson po prostu nie chciał, żeby ktoś cokolwiek w nim zmieniał. Owszem. Może i łatwiej było nie czuć, nie pamiętać, nie wiedzieć i chociaż kierował się tymi zasadami na co dzień, to mimo wszystko nie chciał by ktoś zabierał mu to kim tak naprawdę jest, a to właśnie te wszystkie złe emocje, złe wspomnienia sprawiały, że był teraz tym kim był. Chciał to wszystko wiedzieć, odczuwać, żeby nie popełniać podobnych błędów w przyszłości. Mimo wszystko, kiedyś był dość naiwnym człowiekiem, a te wszystkie złe doświadczenia sprawiły, że patrzył na świat inaczej. Może i czasami był skrajnym pesymistą, ale wolał to, niżeliby przechodzić przez to wszystko jeszcze raz, żeby od nowa się tego nauczyć. Więc rozumiał to, że pozbawianie kogoś tych rzeczy jest po prostu nie fair. Nie jeśli nie miał realnego wyboru, ale z drugiej strony chodziło tylko o złagodzenie bólu, który z czasem i tak wróci tylko w innej postaci niż ta, a niestety w wypadku Penny obecna forma jej żalu po stracie rodziców przyprawiała ich o gęsią skórkę i uniemożliwiała im nauczenie jej panowania nad mocą. - Myślę, że warto Fay. Wiem, że to nie my powinniśmy podejmować takie decyzje, ale też nie ma nikogo kto podejmie je za nas. Uspokojenie jej emocji wydaje mi się na tę chwilę najmniej inwazyjne. - odpowiedział jej po chwili.
- Albo od tego czy ty spiszesz się jak uczennica. - odpowiedział, podnosząc się ze schodów. - Jak chcesz możesz się przespać na polówce. Ja i tak nie będę już dzisiaj spać. Rozejrzę się trochę. - mruknął, okrywając ją szczelnie kocem. Mógł poprosić ją o to, żeby ona to zrobiła, ale oboje wiedzieli, że nie taki był do końca cel jego nocnych wypadów. Po prostu nie mógł spać, a chodzenie w tą i z powrotem uspokajała go znacznie bardziej niż wpatrywanie się w sufit.
/zt