To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

R. Ryan - Salon & Kuchnia

Rick Ryan - 2018-06-07, 14:02

/ 13 Marca godzina 19:00

Richard wrócił z kancelarii zmęczony. Razem z Johnem spędzili bardzo długi dzień na układaniu papierów, sortowaniu ich i zapisywaniu nowych klientów kancelarii na wizyty. Jednocześnie dzielili się na sprawy dla Richarda i Johna z podziałem kto, czym się zajmie. Tak jak zakładali od samego początku zapowiadało się, iż od samego początku działalności kancelarii będ mieli pełne ręce roboty do tego stopnia, iż rozważali zatrudnienie kolejnego adwokata, przynajmniej na pół etatu. Wiedział jednak iż czeka go jeszcze mnóstwo pracy w domu, nie chciał siedzieć w biurze do późna, gdyż bał się iż tak do tego przywyknie że niemal będzie tam mieszkał. Postawił swoją teczkę, wypełnioną dokumentami w salonie. Z kuchennej lodówki wyjął puszkę coli, po czym wrócił do swoich papierów. Wiedział, iż jeśli chce t dzisiaj skończyć nie może dłużej zwlekać to też przetarł zmęczone oczy i zabrał się za za rozkładanie papierów na stole. Kilkadziesiąt minut później cały stół, podłoga i jedna sofa były zawalone najróżniejszymi teczkami i papierami. Widząc to Rich przeklnął w duchu po czym zabrał się za sortowanie wszystkich dokumentów. Rozdzielał je na sprawy, daty i poszczególne osoby.
Zupełnie przypadkiem jego myśli powędrowały ku jego bliźniakowi. Cały czas nie mógł uwierzyć i udało im się odnaleźć. Od piętnastego roku życi amarzył o tej chwili teraz jednak… Czuł strach. Co jeśłi było to błędem? Doskonale wiedział iż nic ich już nie łączy, ba przy ostatnim spotkaniu niemal nie mieli o czym rozmawiać gdyż każdy z nich chciał zataić pewne fakty przed drugim. Co się z nimi stało? Czy naprawdę poza DNA nie łączyło ich już nic? Richard westchnął ze smutkiem. To wszystko nie dawało mu spokoju do tego stopnia, iż rzucił się w wir pracy. Cóż, najwidoczniej stawał się swoim ojcem o wiele bardziej niż sam zdawał sobie z tego sprawę. Otworzył puszkę cli i wziął łyk do ust. Ogarnij się Rich, masz pracę do zrobienia. Powiedział do siebie w myślach. Nie chciał się teraz rozpraszać gdyż bardzo liczył na to iż uda mu się przespać chociaż kilka godzin nim wróci w wir pracy w kancelarii.
Z tego wszystkiego wyrwał go dźwięk dzwonka do drzwi. Wydawało się to dziwne dla Richarda, w końcu nie posiadał tu zbyt wielu znajomych i doskonale wiedział iż zapewne żaden z nich nie odwiedzałby go w środku pracującego tygodnia.
- Otwarte! – Powiedział jednocześnie przyciskając przycisk na panelu kontrolującym i odblokował drzwi. Ktokolwiek by to nie był, nie chciał rozpraszać się od swojej pracy.

Michael Ryan - 2018-06-07, 14:40

Dwa długie dni minęły od kiedy Michael i Richard się poznali, o dwa dni za długo, bo chłopak mimo tego, ze miał dużo na głowie, nie potrafił o tym zdarzeniu zapomnieć. W bractwu panował teraz chaos, nigdzie nie mógł pozbierać myśli, bo albo pomagał reszcie, opiekował się młodą, lub był wysyłany też po najpotrzebniejsze rzeczy. Ostatnio odnosił wrażenie, ze z łowcy zmienia się w zaopatrzeniowca do najpotrzebniejszych rzeczy, co wcale mu się nie uśmiechało. Pieniądze co dostał ostatnio u brata, przeznaczył na nowe ciuchy dla siebie, bo jak wiadomo tarcie powietrza robiło z nimi co chciało i nawet najmodniejsze i najtwardsze marki też w końcu kiedyś traciły swój świetlany żywot. Cześć pieniędzy jednak odłożył, czy też kupił najpotrzebniejsze rzeczy dla młodej. Musiał ją dobrze odżywiać, bo widział jak Fay nasyła na niego stado mysz.. Żywych.. Nie takich z sennego koszmaru.. Czy też Ronnie w furii wysadza nowe bractwo... Znaczy wiedział już, ze zostali wydaleni, wiedział, ze poszli na misję samobójcza i zdawał sobie sprawę z tego, ze mogli tam umrzeć, a wtedy to on będzie musiał młodą się zajmować i nici już z imprez i czy też długich wypadów kiedy przywódczyni nie widziała. Z resztą, teraz i tak przywódcy nie mieli i przez to wszystko się sypało. Prawdopodobnie był jedną z nielicznych osób, które starały się do niczego nie wtrącać... Powinien co prawda bardziej się zatroszczyć o potrzebujących czy też rannych, niestety miał swoje obowiązki, których musiał pilnować.
Przez te dwa dni jednak rozmyślał o tym, by wpaść do brata, obiecał mu bowiem obiad. Dlatego włączając na tablecie młodej jakieś bajki i mówiąc, ze musi być dzielną dziewczynką i zostać sama, a potem grzecznie iść spać, musiał ją zostawić. Nikt w tych ciężkich czasach nie spodziewa się tego, by być dla kogoś 24h... Mike z ciężkim bólem serca zostawiał młodą, tylko dlatego by trochę odżyć, był młody, nie chciał mieć tylu problemów na głowie, dlatego chciał spędzić parę godzin na odstresowaniu się i poznaniu bardziej brata. Czuł, ze muszą powoli się do siebie otworzyć, być sobie znów tak bardzo bliskimi, a przynajmniej on tak uważał...
Po zrobieniu najpotrzebniejszych zakupów w sklepie, ruszył normalnym ruchem w kierunku apartamentu brata, drogę zapamiętał po szczegółach. Musiał ja zapamiętać jakby to był jego jedyny cel. Dlatego po 19 pojawił się przed jego drzwiami i czuł jak po plecach ścieka mu stróżka potu. Naprawdę się denerwował... Nawet jeśli nie wiedział czy go tam zastanie.... Na sobie miał znów tą samą skórzaną bluzkę, zwykły czarny t-shirt z jakimś mniej znaczącym nadrukiem, czarne jeansy i nowe buty. Opuchlizna z twarzy już mu praktycznie zeszła, chociaż dało się zobaczyć siniaka jeszcze pod okiem. Z bijącym jak dzwon sercem zapukał do drzwi, słysząc słowa by wejść, znieruchomiał przez chwilę. Musiał wziąć się w garść i dodać sobie otuchy, to przecież jego grat, a on był przecież ten śmielszy prawda? Ten rozgadany nie bojący się niczego, prócz jak widać kontaktu z najbliższą mu osobą.
Otworzył za klamkę i powoli wszedł do środka uśmiechając się trochę niepewnie.
- Cześć. - odparł, po czym uniósł do góry reklamówki – Przyszedłem zrobić jedzenie jeśli ci to nie przeszkadza, obiecałem... - chrząknął czując się nieswojo
Ponownie czuł się dziwnie w tym luksusowym mieszkaniu, nawet jeśli jego brat właśnie toną w papierach i dałoby się w nich pływać. Czuł się jak intruz, ale musiał się przemóc, bo brat do niego nie przyjdzie.. Nie wyjawi mu gdzie się bractwo znajduje, a z jego ostatnich słów wynikało, ze nie-chciałby się przyłączyć do nich. Miał za dużo do stracenia, poza tym.. Te wszystkie zamieszki te niepotrzebne śmierci...

Rick Ryan - 2018-06-07, 15:48

Richard szybko uniósł wzrok w kierunku korytarza, a gdy zobaczył w nim swojego brata… Cóż, on również zaczął się denerwować. W końcu czy uda im się dogadać jak za starych czasów? Spojrzał na swoją stertę papierów, po czym znów spojrzał na swojego brata. Mimo iż prawdopodobnie na pierwszy rzut oka nie wyglądał na zadowolonego naprawdę się cieszył z odwiedzin. Szczerze mówiąc, nie sądził iż jego bliźniak go odwiedzi to też miło się zaskoczył. Cóż, może nie był to najlepszy dzień na odwiedziny jednak nie miał zamiaru tego mówić, a tym bardziej wyprosić Michaela ze swojego apartamentu. Uśmiechnął się do brata, po czym ostrożnie wstał, uważając żeby nie zrzucić niczego ze stołu.
- Hej! Jasne, wchodź, tylko proszę nie lataj jak popaprany póki nie pochowam tych papierów. – Powiedział po części żartem, po części naprawdę go o to prosząc. Cóż, gdyby coś się z nimi stało z pewnością miałby ochotę strzelić sobie w łeb. Siedził nad tym wszystkim cały dzień w biurze, jak i dobre dwie godziny po powrocie z pracy.
- Miałem dzisiaj pracować… – Powiedział chcąc wytłumaczyć jakoś ten bałagan. Wziął od brata reklamówki i zaniósł jej do części kuchennej, dając mu sposobność co by się rozebrał. Richard zakręcił się po mieszkaniu, wyjmując z jednego ze schowków kartony. Kolejną chwilę zajęło mu znalezienie markera. Nie miał zamiaru kontynuować całego układania papierów to też postanowił tylko schować te, wstępnie posegregowane.
- Mike rozgość się! Muszę schować te papiery tak, żeby się w nich nie pogubić. – Powiedział przepraszająco i zajął się układaniem teczek i dokumentów do pudełek, każde z nich podpisał dokładnie by mieć pewność że jutro będzie dokładnie wiedział co gdzie jest by dokończyć prace w kancelarii. Nie chciał ignorować brata, jednak nie mógł pozwolić sobie na zgubienie, lub zniszczenie któregoś z dokumentów. Czasami nienawidził tej odpowiedzialności za zwykłe zadrukowane kawałki papieru. A mógł zostać gwiazdą rocka…
Dobre dwadzieścia minut zajęło mu ułożenie tego wszystkiego do odpowiednich pudeł po czym przeniósł je do korytarza i ustawił jedno na drugim, co by mieć pewność że ich nie zapomni, tak na wszelki wypadek. Dopiero wtedy ruszył do kuchni co by zobaczyć co ma w planach przygotować jego brat. Wyjął dwa piwa z lodówki, otworzył je i jedno podał bratu. Sam usiadł na krześle barowym przyglądając się, jak jego brat zabiera się za przyrządzanie jedzenia. Westchnął zmęczony.
Wybacz, dwa dni temu otworzyliśmy kancelarię i już mamy prawy. Ja i Jony toniemy w papierach… Co u Ciebie? I co gotujesz? – Cóż, nigdy nie posądził by swojego brata o jakiekolwiek zdolności kulinarnie, nie mniej zapewne sytuacja w jakiej się znalazł wymagała tego od chłopaka.

Michael Ryan - 2018-06-07, 16:30

Te papierzyska nie wyglądały jakoś zbyt fajnie. Nawet w pierwszej chwili pomyślał, ze sobie pójdzie i nie będzie przeszkadzać, w drugiej jednak dodał dwa do dwóch. Przecież może na spokojnie ugotować obiad, a w sumie obiado-kolację i dać czas by brat sobie zrobił co miał do roboty. Niestety Richard wiedział swoje i zanim młodszy z nich cokolwiek powiedział ten mówił już o pochowaniu papierzysk.
- Daj spokój możesz sobie popracować, będę okupował tylko kuchnie. - odparł ze śmiechem.
Czuł jak powoli skrępowanie zaczęło z niego uchodzić, ale nie tak całkiem, zwłaszcza jak ten zabrał mu reklamówki. Miał czas by ściągnąć i odwiesić kurtkę oraz buty. Musi powiedzieć bratu by sprawił mu jakieś kapcie, bo na bosaka ciężko się chodziło po takim podłożu. Ruszył z wolna do swojego nowego królestwa nie chcąc przeszkadzać. Wcale go nie podkusiło by mu to wszystko rozwiać, może jakby był młodszy to by mu tak zrobił, a potem by pomógł mu to zbierać, ale Mike na tyle już wydoroślał.. Co prawda nie zupełnie, bo dalej swoich znajomków okradał, by się powygłupiać, ale to było tylko by trochę czasem atmosferę rozweselić.
- Jasne, nie ma sprawy, nie przeszkadzaj sobie. Udawaj jakby mnie nie było. - odparł, po czym z reklamówki wyciągnął fartuszek w słodkie kociaki... Zastanawiał się czy nie wziąć tego zgoła klatą męska lub damską, ale uznał, ze brat jeszcze pomyśli, ze dalej ma dziecinność we łbie.. No dobra czasem miał i nic na to nie poradził.
Zostając sam w kuchni, zaczął wyciągać rzeczy z reklamówek. Dało się przez chwile słyszeć łomot szafek, tak to Mike grzebiący na szybko w szafkach by wyciągnąć wszystko co mu było potrzebne. Mógł się zdziwić, ale wszystkie garnki itp. tutaj były... Zapewne by brat mógł sobie odgrzewać te zamawiane jedzonko. Wyciągnął mięsko i zaczął je kroić i to serio nie ograniczając się do normalnego tępa dla innych, tylko do własnego tempa, czyli na o wile szybszych obrotach. Więc jeśli chciał by brat się skupił na jakiejkolwiek pracy to trochę było ciężko, bo było słychać same ciosy nożem, tłuczenie mięsa, a nawet słowa w stylu” No lej się przeklęta wodo szybciej”.
Kiedy tylko Richard zawitał w te progi, Mike odwrócił się z kawałkiem sałaty w buzi. Minęło dwadzieścia minut, a ziemniaki i mięso powoli się robiły. Teraz natomiast chłopak kończył surówkę z sałatą, pomidorem, olejem roślinnym, słonecznikiem i kukurydzą. Niewiele myśląc wziął piwo i zjadł kawałek sałaty.
- Rozumiem, ze masz dużo na głowie. Każdy z nas ma, ale obiecałem, ze nie zostawię cię samego. - spojrzał w kierunku kuchenki – Ziemniaki z koprem i potem utłukę na pure i dodam czosnku, do tego stek i sałatka i chciałem sok, ale mamy piwo jak widać. - dodał po czym otworzył alkohol i wypił łyka – Mam nadzieję, ze nie będzie takie złe. - wyszczerzył się do niego – Ku mojemu nieszczęściu gaz, elektryczność, woda czy potrawy nie chcą działać z moimi mocami i czasem co się oszukiwać muszę czekać... A to się dłuży niemiłosiernie - podał na stół sałatkę, a potem wyciągnął dwa talerze i sztućce. - Chociaż dla ciebie powinienem dać tylko ziemniaki z surówką. - odparł lekko złośliwie, ale po chwili się rozpromienił.

Rick Ryan - 2018-06-07, 21:07

Richard machnął ręką tak, jakby wcale nie była to najważniejsza rzecz na świecie. Cóż najwyżej jeśli nie obrobi się jutro odmówi sobie wtedy snu. Chciał jednak spędzić trochę czasu ze swoim bratem. W końcu mieli dziesięć lat do nadrobienia.
- Z pewnością znajdziesz wszystko, co potrzebujesz w kuchni ja zaraz to skończę – Powiedział jeszcze zanim zabrał się do swojej roboty. Cały czas podczas pakowania tych przekletych papierów zastanawiał się o czym powinien rozmawiać ze swoim bratem. Za wszelką cenę chciał uniknąć niezręcznej ciszy, nie wiedział jednak nawet o co powinien go pytać, by nie wyjść znów na klona swojego ojca bądź uniknąć sprawiania że jego brat, czułby się nie komfortowo. To też gdy usiadł przy stole nadal wydawał się delikatnie poddenerwowany. Cały czas przejmował się iż rozmowa nie będzie się im kleić, nie mniej pyszny zapach unoszący się w kuchni skutecznie poprawił mu humor. Uśmiechnął się słysząc o jedzeniu, jakie zaplanował dla niego jego brat.
- Brzmi i pachnie mega! Zobaczymy czy będzie tak smakować - Powiedział i wziął łyk piwa z butelki. Kolejne słowa jego brata skutecznie go rozśmieszyły. Doskonale pamiętał iż Mike zawsze był narwany, czasem nawet do tego stopnia iż było to nieznośne. By podroczyć się trochę z bratem użył swojej mocy do spowolnienia wody która się gotowała. Mike mógł teraz wyraźnie zauważyć iż bąbelki na jej powierzchni zaczęły powstawać i rozpryskiwać się w naprawdę ślimaczym tępie dla normalnego człowieka. Na widok miny swojego brata wybuchł śmiechem po czym wyłączył swoje moce, przywracając gotującą się wodę do swojego normalnego stanu, który cały czas wydawał się zbyt wolny dla jego bliźniaka.
Gdy powiedział iż nie należy mu się mięso, Richard prychnął.
- Robię masę po to, żeby później móc zrobić rzeźbę, bro -Odpowiedział z przekonaniem. No gdyby on też mógł biegać kilkaset kilometrów na godzinę on również mógłby pochwalić się atletyczną budową ciała, ne mniej nie uważał by był jakoś źle zbudowany.
Gdy Mike postawił sałatkę, mięso i ziemniaki na stole Rich uśmiechnął się szeroko gdyż jedzenie wyglądało równie dobrze co pachniało to też pokładał wielkie nadzieje jeśli chodzi o smak.

Michael Ryan - 2018-06-07, 22:16

Mike uśmiechnął się na jego słowa, ze pachnie dobrze. Czyli chociaż jeden czynnik spełnił, zapachem skusił go do jedzenia. Spojrzał na wodę, a potem zmarszczył brwi. Coś z nią było nie tak... Dopiero po chwili się zorientował co z nią mogło być nie tak. Spojrzał z przymrużonymi oczami w kierunku brata. Tez mu się na żarty wzięło, tylko, ze on to jego spowolnienie w tym danym momencie widział podwójnie wolno. Jednak brat się tylko chwile z nim podroczył, co i tak spowodowało, ze Mike nie był zbyt szczęśliwy, co prawda zgrywał się z tą złością, dlatego po chwili tylko pokiwał mu paluszkiem.
Przełożył mięso i sprawdził ziemniaki czy będą już dobre, mógł zaraz przygotowywać już całkiem do stołu.
- Bo już uwierzę. Przydałby ci się tez inny rodzaj ruchu niż tylko seks. - odparł, odwracając się do niego plecami, by zacząć odcedzać wodę.
Tak naprawdę znów poruszył temat, którego nie chciał, ale akurat tak ładnie się tutaj wkomponował! Po chwili jednak na stole wylądował cały obiad i można było jeść. Młodszy z nich pokazał, że ten ma pierwszy sobie nałożyć, znając życie on zje całą resztę, więc powinien sobie nałożyć tyle by się najeść.
- Chyba nie umrzemy po tym, a przynajmniej nie powinniśmy, jak coś WC jest, będziemy haftować na zmianę. - dodał ze szczerym uśmiechem.
Był przekonany, ze powinno być dobre, może nie pyszne czy wyśmienite, ale zjadliwe, teraz jednak poczuł się odrobinie skrepowany, bo sam nie wiedział od czego zacząć rozmowę, przecież nie będą gadać o pogodzie czy jedzeniu cały wieczór. Już chciał otworzyć usta, by coś powiedzieć, jednak się przymknął. Przypomniał sobie ostatnie słowa Richarda, o tym, że o pracy nie chce gadać, więc ten temat powinien odpaść.
- Zatem... Chodzisz czasem na jakieś imprezy? -odparł podejmując całkiem neutralny temat – Bo jeśli tak to możemy się kiedyś wspólnie przejść, znam już parę osób, co prawda nie wiedzą, ze mam tak przystojnego braciszka, ale zabawić się zawsze dobra rzecz. Można poznać masę nowych ludzi, potańczyć, czasem spotkać trochę zbyt napalone laski czy facetów... Znaczy laski. - chrząknął i odwrócił się lekko zawstydzony, przecierając od razu kark. No ładnie sam się wkopał do jakich klubów czasem go nogi poniosły. Zapewne Richard by mógł go zinterpretować normalnie, bo napalonych facetów tez jest dużo i to niekoniecznie na facetów, ale Mike'a reakcja na pewno powinna mu dać coś do myślenia.

Rick Ryan - 2018-06-07, 23:32

Na stwierdzenie o sporcie Rich uśmiechnął się tylko perfidnie. Cóż, jemu taki rodzaj sportu naprawdę bardzo się podobał i wcale nie narzekałby na zwiększenie ilości ćwiczeń, ba gdyby jeszcze jakaś ładna trenerka przychodziła do niego i namawiała go na ćwiczenia a później przynosiła zimne piwo z lodówki byłoby już perfekcyjnie.
- Ja nie narzekam, poza tym spaceruję do kancelarii! – Odpowiedział, niemal oburzony o zarzucenia o braku ćwiczeń, cóż dla niego codzienny, łącznie niemal półgodzinny spacer było naprawdę coś, zwłaszcza przy tak napiętym grafiku jak jego. Widząc jedzenie na stole nałożył sobie porcję idealną dla niego, by najadł się do syta zostawiając resztę posiłku dla swojego brata, doskonale wiedział iż młody pochłonie wszystko na stole i prawdopodobnie dalej będzie głodny bądź za niecałe 20 minut będzie przegrzebywał lodówkę Richa w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia.
Mężczyzna spróbował najpierw mięsa, później sałatki a na koniec włożył do ust kawałek ziemniaków. Przerzuł wszystko dokładnie po czym pokiwał głową.
- No powiem Ci brat, że wcale źle to nie smakuje - Zawyrokował uśmiechając się i na poważnie zabierając się za jedzenie obiadu. Cóż, od dawien dawna nie miał sytuacji by ktokolwiek cokolwiek dla niego przygotował, nie ze swoich zachcianek tylko najzwyczajniej w świecie by zjeść z nim posiłek. Wysłuchał uważnie słów brata po czym poczekał chwilę, by przegryźć i przełknąć jedzenie które ma w ustach.
- Jeśli zaliczasz do imprez coroczny zjazd prawników to tak, jeśli nie na ostatniej imprezie byłem na studiach. – Odpowiedział na pytanie po czym szybko rozważył propozycję – W sumie czemu nie. Pewnie będą nieźle ździwieni faktem że nie tylko masz przystojniejszego, bogatego brata to jeszcze dochodzi fakt iż jesteśmy bliźniakami. Niezły szok! – Tu zaśmiał się próbując wyobrazić sobie miny ludzi których on znał, gdy dowiedzieliby się iż posiada on brata, w dodatku bliźniaka. - Czyżby mój braciszek łowił w obydwu stawach, huh? – Zapytał unosząc brew z zaciekawieniem i wziął łyk piwa. Czy był zdziwiony? Oczywiście! W końcu on sam nigdy nie uważał się za tego, który również gustował w mężczyznach. Z doświadczenia wiedział iż o wiele łatwiej jest znaleźć chętną dziewczynę niż chętnego, gustującego w tej samej płci faceta. Mimo zdziwienia które widocznie widniało na jego twarzy, nie miał zamiaru odrzucać Mike przez ten, nieznaczny fakt. Nie po tym jak stracił go na całe dziesięć lat, na pewno nie pozwoli mu teraz odejść zwłaszcza z tak błahego powodu.
Widząc zmieszaną minę brata uśmiechnął się przyjaźnie.
- Wyluzuj, nie oceniam. Twoja sprawa w co wsadzasz. – Powiedział wyrozumiałym tonem po czym znów wpakował sobie kawał mięsa do ust. Nie miał jednak zamiaru kontynuować tego tematu widząc zmieszanie w oczach swojego brata to też przewertował swoją głowę w poszukiwaniu jakiegoś tematu do rozmowy i z przykrością stwierdził że nie należy to do najłatwiejszych zadaniań. - To.. – zaczął niepewnie - Co robisz poza imprezowaniem na co dzień? Bardzo zmieniły się Twoje zaiteresowania? – Cóż, najwidoczniej naprawdę musieli poznać się na nowo.

Michael Ryan - 2018-06-08, 00:28

No musiał przyznać, ze brat odstawiał godzinowe szaleństwo spacerowe. Jeszcze niedługo padnie na zawał ze zmęczenia jak tak długo będzie chodził.
- No dobrze, to przynajmniej trochę spalisz obiadu. - dodał trochę dokuczając mu.
Mike po chwili sam zaczął pałaszować jedzenie. Fakt faktem, wyszło mu naprawdę dobre. Nie spodziewał się, ze mu się uda.
- Wiesz czemu tak dobrze smakuje? - odparł spoglądając mu w twarz – Dlatego, ze robiłem to z miłości braciszku. - wysuszył w jego stronę rządek białych zębów.
Tak nie na darmo się mówi, ze jak coś się robi z miłości, to o niebo lepiej smakuje. Tak musiało być i w tym wypadku. Własnoręcznie ugotowane, na dodatek jedzone w doborowym towarzystwie, bez wiszącego skrepowania, które było dwa dni temu.
- Następnym razem, będę uczył cię gotować i nastąpi ten piękny dzień, kiedy w końcu ty mi coś upichcisz. - odparł z duma w głosie.
Wierzył w to, ze mógłby nauczyć go robić prostych dań jak jajecznica, naleśniki czy też jakiś prosty obiad. Jak na przykład ten co zrobił dzisiaj. Nie był wybitnie trudny, a jak jadł, aż mu się uszy telepały!
A potem powiedział o zjeździe prawniczym. Mike uniósł jedną brew do góry i poczuł jak sałata właśnie mówi „cześć” z jego ust w kierunku Dicka. Na szczęście potem zrekompensował się i zaczął mówić już z większym sensem.
- No a jak przystojniacha. - odparł ze śmiechem – Będą sobie ciebie wyrywać na parkiecie i pośmieją się z tego, ze jestem lepszy w piciu, bo póki co nie znalazłem sobie równego. Przepiłem nawet rusków, którzy przyjechali raz do jednego z klubów.. Powiem ci, ze wtedy tyle wypiłem w takim tempie, ze nawet zrobiło mi się bardziej wyluzowanie. Przynajmniej, wiem, ze mam limit.. Ale szybko wytrzeźwiałem, by nie było. - westchnął. - Ale co prawda, to prawda podbijemy kiedyś imprezkę! - odparł z wyraźnym ożywieniem, niestety tylko do kolejnych słów brata.
Przez moment Mike wydawał się już całkiem umilknąć i nie odpowiedział mu na to pytanie, a po chwili biorąc kęs mięska do buzi i słysząc kolejne słowa, czuł jakby dostał z liścia w twarz. Przestał rzuć mięso, bo chyba stanęłoby mu okrakiem w gardle. Jego mina to był typowy „pokerface”.
Po dość długiej chwili, zaczął dłubać widelcem w talerzu. To mu brat walnął szczerością prosto w twarz. Przestało mu być do śmiechu. Jednak Dicky się nie poddawał zmienił po prostu temat...
- Jak ostatnio widziałeś, dalej lubię komiksy w tym aspekcie nic się nie zmieniło. Jedzenie też... Wkurwianie czasem ludzi no i moim hobby jest okradanie innych jak już zauważyłeś. Polubiłem ten dreszczyk adrenaliny. - dodał czując się troszeczkę bardziej wyluzowany. - A ty prócz papierzysk jakieś jeszcze masz zainteresowania? - spytał się o to samo, bo tez chciał poznać co w bracie się zmieniło.

Rick Ryan - 2018-06-08, 01:20

Wyszczerzył się tylko w uśmiechu słysząc o spalaniu obiadu, cóż na pewno to zrobi jutro gdy będzie zasuwał z tymi wszystkimi pudłami do kancelarii… No chyba że pójdzie na łatwiznę i zamówi taksówkę, tak z pewnością był to dobry plan i miał zamiar go zanotować w swojej głowie, by wykonać go z samego rana.
Zaśmiał się słysząc słowa swojego brata i musiał przyznać iż zrobiło mu się od nich cieplej na serduszku. Cieszył się iż przynajmniej braterskie uczucia zostały w młodszym bracie, ze znów miał kogoś na kim mógł chociaż trochę polegać. Spojrzał prosto w oczy swojego brata.
- Wiem młody. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę że jesteś znów ze mną. – Powiedział szczerze. Coraz bardzije miał wrażenie iż z każdą, spędzoną ze sobą minutą stare więzi powoli, drobnymi kroczkami zaczynają do nich wracać, co naprawdę cieszyło Richarda. Miał już dość bycia samemu, miał dość zastanawiania się czy jego brat jeszcze żyje, czy nie głoduje, czy dogsi go nie dorwali. W jego oczach można było zobaczyć błysk szczęścia, pierwszy raz od dziesięciu lat.
- Zobaczymy, jak nie wyjdzie najwyżej zamówię ci pizzę, wiesz jestem w tym naprawdę dobry ! – Zaśmiał się. Cóż był doskonale pewnie iż jeśli jego brat jest w stanie gotować i nic nie spalić, jemu z pewnością również któregoś dnia się uda! Grunt to pozytywne nastawienie, czyż nie? Widząc zdziwienie na twarzy Mike, gdy wspomniał o zjeździe prawniczym spojrzał na niego pytająco.
- No co ? – Spytał, naprawdę nie wiedząc o co może mu chodzić. W końcu on, jak i ich ojciec oboje byli prawnikami więc wydawało mu się naprawdę logicznie.
Zaśmiał się na słowa brata, cóż fakt na pewno w piciu nie miał sobie równych, w końcu kto jak kto ale on doskonale wiedział na czym polegają zdolności jego brata, w końcu razem je rozwijali i poznawali na czym polegają i jak funkcjonują.
- Och to że nie masz sobie równych doskonale wiem! - Zaśmiał się na historię o ruskich. - Chciałbym zobaczyć ich miny gdy jakiś szczypior rozłożył ich na łopatki w piciu! – Powiedział, nadal się śmiejąc. Cóż, miał wielką nadzieję iż któregoś razu będzie świadkiem podobnej akcji, no i po cichy liczył iż jego brat zna jakieś urocze kobietki które będzie mógł potraktować swoim urokiem.
Widział jak jego brat jeszcze bardziej się miesza na jego słowa to też pokręcił tylko głową z rozbawieniem. Cóż, nie sądził iż Mike aż tak się speszy, odnotował jednak w głowie iż nie powinien poruszać tematów bliskich zażyłości międzyludzkich, zwłaszcza tych któe odbywały się w łóżku, lub innych dziwnych miejscach.
Wzruszył ramionami na pytanie swojego brata. Cóż, sam nie był w stanie na nie odpowiedzieć. Jedyne co ostatnio robił to albo kombinował jak odnaleźć Mike’a bądź spędzał całe dnie w pracy.
- Wiesz, mam mało wolnego czasu. Gdy miałem praktyki ojciec zawalał mnie robotą tak, że nieraz spałem u niego w biurze. Chciałem zarobić, jak i wyciągnać od niego jak najwięcej pieniędzy zeby zacząć szukać cię na poważnie. Nie mniej zaczyna wyglądać na to, iż neidługo znów będę prawie mieszkał w kancelarii.. – Westchnął zmęczony.

Michael Ryan - 2018-06-08, 01:53

Nie mógł się dowiedzieć o szatańskim planie brata z taksówką. Gorzej jak mu ta taksówka do tyłka się doklei i nie będzie już spacerków, a pizze zaczną się jeszcze bardziej w boczki odkładać. Kontrolowanie jego nie wchodziło w grę, najlepiej byłoby znaleźć mu jakiś sport jaki by polubił. Pływanie, jeździectwo, sztuki walki?
- Aż weź, bo zaraz się staruchu wzruszę i co będzie. - odparł naprawdę wzruszony jego wyznaniem.
To było naprawdę miłe widzieć szczęśliwego Dicka, któremu aż oczy się świeciły. Mike czuł podobnie, czuł jakby powoli ta nic bliźniacza powoli się kształtowała, jakby się znów ze sobą bardziej splatała. Bardzo tego chciał, mieć osobę, której może ufać bezgranicznie. Osobę, która go przy sposobnej chwili nie wyda i nie narazi jego życia. Kogoś, kto by się najzwyczajniej w świecie tez i o niego zatroszczył.
- Nie ma pizzy, nie idziemy na łatwiznę! Będziemy wspólnie gotować, więc zjadalne będzie! - odparł ze stanowczością w głosie.
Co do imprezowiczów w garniturach. Mike wyobrażał sobie te sztywne imprezki... Może ktoś czasem się spił i zrobił z siebie wariata, ale wątpił by się jakoś przednio bawili...
- Nic, nic. - dodał tylko, by nie robić bratu przykrości swoimi dziwnymi spostrzeżeniami.
Tak dalej nie mógł wyjść z podziwu jak ruscy wychodzili z klubu ledwo stoją na nogach. Co prawda nie powinien tego robić, wiedział, ze mógł pokazać wtedy komuś swoją mutacje niechcący... Ale ku jego debilnemu szczęściu wszyscy wręcz szaleli za tym, ze Mike rozwalił ich na łopatki... Wtedy, gdyby był jakimś innym facetem, mógłby mieć prawie każdą dziewczynę, mógłby, ale nie miał, bo był pieprzonym Michael'em Ryan'em, który był bardziej cnotliwy niż córka pastora...
- Oj Bro gdybyś widział jak oni wychodzili z klubu, pewnie byś sikał po majtkach ze śmiechu.
Mógł być wdzięczny starszemu z nich, ze nie podjął już tematu, bardziej dobicia Mike, w strefach sercowych czy też po prostu intymnych. On sam lubił słuchać o kimś, wręcz aż sam nawiązywał rozmowę, póki nie przychodziła jego kolej na odpowiadanie, to już się robiło trudniejsze. Był nieśmiałym chłopakiem, powinno się to uszanować.
- Ooo jesteś uroczy. - odłożył sztućce i chwile potem pojawił się za nim i się po prostu przytulił od tyłu, cmokając go w główkę – Byłem całym twoim światem, a teraz straciłeś cel. Znajdziemy ci coś innego niż tylko te twoje sprawy. - oparł brodę o jego krótkie włosy
Dopiero po chwili stwierdził, ze chyba dziś ma dziwny napływ uczuć, jakby nie chciał Richa po prostu wypuścić ze swoich sideł. Stęsknił się, cholernie stęsknił, dlatego mógł sobie wytłumaczyć swoje zachowanie. Poczuć znów zapach jego perfum.
- No dobra koniec czułości, bo jedzenie stygnie. - dodał po dłuższej chwili i ruszył do swojego miejsca by się promiennie do brata uśmiechać. - Nawet nie wiesz jak ja cholernie za tobą gburku tęskniłem. - dodał jeszcze i wsadził sobie ziemniaki do buzi.

Rick Ryan - 2018-06-08, 15:44

Uśmiechnął się do brata widząc iż on również cieszy się że w końcu znów mogę spędzać czas razem, mieli bardzo dużo do nadrobienia jednak w tym momencie przeszłość przestawała mieć dla niego znaczenie. Liczyło się dla niego tylko tu i teraz, to że znów mają się dla siebie i to, co czekało ich w przyszłości nawet jeśli była niepewna i każdego dnia mogli zostać zdemaskowani i zabici.
- Wiesz co będzie? Będę mógł ci to wypominać do końca twojego życia i jeden dzień więcej! – Zażartował by trochę rozładować atmosferę. Nie chciał, żeby znów się rozklejali bo zamiast marnować czas na ryczenie nad talerzem wolał z nim porozmawiać, nadrobić wszystkie zaległości w jego życiu.
Zaśmiał się na słowa swojego brata cóż, wyglądało na to iż najwidoczniej będzie musiał nauczyć się gotować. Może nawet mu się przyda ta umiejętność któregoś dnia.
- Zawsze możemy ugotować pizzę! Bo pizzę też się gotuje, prawda? - Spytał nie do końca pewny jak przygotowuje się jedną z podstaw jego żywienia, nie mniej hej! Mogli przecież spróbować no nie ? Rich nie sądził iż jego brat, ot tak gdy tylko się pojawi będzie wywracał jego życie do góry nogami. Od ośmiu lat prowadził bardzo uporządkowane, niemal nudne życie i sądził iż takie ono pozostanie po znalezieniu Mike’a. Czuł się jednak podekscytowany na samą myśl o tych zmianach, od dawna czuł się wypalony w swoim życiu a myśl o odnalezieniu brata sprawiała że jakoś funkcjonował, niczym robot.
Zaśmiał się na reakcję brata o imprezie prawniczej.
- Oj przestań, doskonale wiem jak nudno to brzmi. Jedynie w tamtym roku było ciekawie. Kojarzysz znajomego ojca, tego grubego Smitha? Przychodził czasem na obiad. Wyobraź sobie że przegiął trochę z alkoholem, jego bodaj piąta żona zdradziła o z pokojówką. Napruł się staruszek tak że próbował podrywać asystentki kilku innych prawników a rano znaleźliśmy to śpiącego w fontannie ze spodniami do kostek tulącego się do wyrzeźbionej ryby. – Powiedział podśmiewając się pod nosem. Cóż, to był jedyny zjazd jaki pamiętał gdy cokolwiek ciekawego się wydarzyło i doskonale wiedział jak to brzmi dla jego braciszka, który z tym światem miał tyle wspólnego co lody z bigosem.
Spróbował wyobrazić sobie jak wspomniani ruscy mogli wyglądać i uśmiechnął się pod nosem. Miał cichą nadzieję iż uda mu się któregoś razu zobaczyć taki występ w wykonaniu swojego braciszka i że za jakiś czas, będą mogli razm śmiać się z ich wypraw na imprezy, w końcu ostatnia na jakiej razem byli to były ich piętnaste urodziny.
Richard złapał go za nadgarstek po czym uścisnął go mocno, jednocześnie przytulając swoją głowę do jego głowy. Zaśmiał się na słowa swojego brata, cóż naprawdę cieszył się że go odnalazł i że skończyły się jego poszukiwania. Ktoś musi o ciebie dbać, tylko już więcej nie uciekał – Mruknął do niego starając się by zabrzmiało to jak groźba. Nie chciał znów przechodzić przez to całe bagno, które zafundował mu jego bliźniak. Nie przeszkadząło mu to iż się do niego przytulał ba, sam cieszył się obecną chwilą gdyż teraz naprawdę czuł że go odnalazł i ze znów mogli być razem.
Gdy chłopak go puścił powrócił do jedzenia obiadu, chciał się niem nacieszyć dopóki było jeszcze ciepłe. Uśmiechnął się cwanie słysząc iż brat za nim tęsknił. On również cholernie tęsknił za bratem.
- Spróbowałbyś powiedzieć inaczej, w końcu jestem tym zdolniejszym – Powiedział żartem i pokazał mu język na znak że się z nim droczy.

Michael Ryan - 2018-06-09, 13:26

Tu i teraz było najważniejsze. Jakby żyli przeszłością, to szłoby zwariować. Mieli w końcu siebie i mogli to wykorzystać na wielu płaszczyznach. Był też strach o ponowną stratę, ale Mike się w tej chwili tym nie przejmował.
- Nawet tak nie mów! Sam się wzruszasz, a to mi chcesz wypominać. Nie zamierzam jeszcze do grobu tak szybko iść. - odparł ze śmiechem w głosie
Zdawał sobie sprawę, że jego brat sobie jaja z niego straszy, ale nie było to by zabawne, jakby naprawdę go nawiedzał i się z niego nabijał po śmierci! Nawet nie chciał na ten temat teraz zbyt mocno rozmyślać.
- Pizze się piecze z tego co mi wiadomo. Ale ty powinieneś jeść mniej takich tłustych i kalorycznych posiłków. - pogroził mu palcem – Coś wymyślimy do jedzenia, bylebyśmy się przy tym dobrze bawili. - puścił do niego oczko
Tak naprawdę Mike też nigdy nie robił pizzy, widział jak był młodszy i od biedy szli czasem z rodzicami do Pizzerii, takiej gdzie pokazywali jak do pieca wsadzają ją i przygotowują... Tak na tym się nauka tego dania kończyła, no poza skonsumowaniem jej na końcu. Młodszy nie chciał jednak by starszy z nich odżywiał się wyłącznie fast-foodami. On sam mógł sobie na to pozwolić, chociaż też często dbał o dietę, jeśli oczywiście były ku temu okazje... Był w ciut lepszej sytuacji niż reszta bractwa, wymykał się i mógł coś ukraść by coś zjeść... Wiedział, ze igrał z ogniem i te kradzieże mogą się kiedyś przeciwko niemu obrócić.
- Chociaż raz mieliście z kogoś polewę. - odparł ze śmiechem – Rzeźba ryby.. Wole nie wiedzieć co on z tą rybką mógł robić. - oj tak brzydkie myśli mu podsuwały niezbyt ciekawe obrazy – Widocznie jego nową czułą kobieteczką została rybusia. - zaśmiał się nieco głośniej
Co prawda Mike po części współczuł facetowi, ale szczerze sam był sobie winien, miał 5 żon, sam wymieniał je jak rękawiczki to i w końcu życie się na nim odegrało... Szczerze cieszył się, ze chociaż raz mieli jakieś dzikie akcje, bo pamiętał jak ojciec opowiadał o nudności tego.. Z resztą dla Mike'a zawsze prawnicy czy inni na podobnych stanowiskach to były pieprzone snoby, którzy widzieli czubek własnego nosa lub tylko pieniądze... Nie spodziewał się, ze jego brat pójdzie tą ścieżką...
Młodszy Ryan nie spodziewał się złapania za nadgarstek, dlatego był zdziwiony. Szczerze, w pierwszej chwili myślał, ze brat będzie bardziej siedzieć jak kłoda niż okaże mu trochę braterskiej czułości. Dlatego poczuł jak miło robi mu się gdzieś w serduszku i jak zalewa go fala miłości?
- Nie zamierzam uciekać, jeśli nie będę zmuszony, ale wtedy wezmę cię pod pachę i uciekniemy razem. - odparł szczerze wierząc w to, ze gdy nadejdzie niebezpieczeństwo porwie brata w ramiona i uciekną jak najdalej... Co z tego, ze pewnie będzie mu wymiotował w trakcie biegu, nie dbał o to... Ważne było, by mu się nic nie stało.
Tak musiał zjeść posiłek, do końca, nie chciał przerywać, ale naszła go chwila czułości i po prostu musiał go w tamtej chwili przytulić. Może z boku to wyglądało co najmniej dziwnie, ale byli sami w apartamencie i nie miał kto ich podglądać.
- A co ma zdolność do tęsknoty. - odparł ze śmiechem podgryzając mięsko – Ja przynajmniej mam bardziej boskie ciało. - odgryzł mu się.
Mike spałaszował dość szybko jedzenie, dlatego po dosłownej chwili, wziął talerz i ruszył zmywać naczynia. No raz mógł się poświecić i porobić za gosposię, to miał być taki prezent dla Brata, za to, że tyle lat na niego czekał... Tyle lat żyli w niepewności. Miało być rodzinnie, ale czy było do końca nie wiedział.

Rick Ryan - 2018-06-10, 18:06

Uśmiechnął się podle do swojego brata po czym wycelował w niego widelcem.
- Wiem że się tam nie wybierasz, co nie zmienia faktu iż przez resztę tego życia będę to Ci wypominać ! - Powiedział z udawaną groźbą w głosie po czym zaśmiał się. I mimo iż żartował, jednej rzeczy, która zwierały te słowa Mike mógł być pewien – Richard nie miał zamiaru zostawić go do końca ich życia nie ważne czy oznaczałoby to dzień, miesiąc czy kolejne sto lat. Delikatnie mówiąc jego braciszek będzie miał przejebane.
Machnął ręką na stwierdzenie o tym, iż pizzy się nie gotuje.
- Nie pierdol brat, będę jadł co mi się podoba a i tak będę tym przystojniejszym – Zażartował, po czym puścił mu oczko. No, w końcu któryś z nich musiał być tym, który tkwi w samouwielbieniu i tak jakoś padło na Richarda, i wcale nie obchodziło go iż wyglądają niemal tak samo w jego oczach to on wyglądał lepiej w niemal tym samym ciele!
Uśmiechnął się na wspomnienie tamtych wydarzeń.
- Wiesz, raz na tysiąc lat zdarza się iż nawet zjazd prawników jest zabawny. – Powiedział z lekkim smutkiem w głosie, bądź co bądź był zobowiązany pojawiać się tam każdego roku by spędzić weekend w męczarniach nudy i wysłuchiwania o pieniądzach. Jedyne co go ciekawiło to gdy mógł porozmawiać o głośniejszych sprawach poważanych prawników, w końcu trzeba się samodoskonalić czyż nie ?
Cóż Richard musiał iść tą ścieżką aby jakoś przetrwać i mieć za co odszukać brata, w końcu świat jest wielki a znalezienie w nim jednej osoby bywa naprawdę ciężkie, nawet jeśli ograniczysz się tylko do jednego kontynentu zwłaszcza w czasach, gdy mutanci byli masowo mordowani. Kolejne słowa Michaela sprawiły iż Richard uśmiechnął się a w jego sercu pojawiło się tak dawno zapomniane ciepło.
- Trzymam cię za słowo, razem możemy wszystko – Powiedział pewnym siebie głosem. Z ich mocami, jego rozumem i urokiem osobistym Mike z pewnością dadzą sobie radę a Rich odłożył tyle pieniędzy,iż spokojnie mogliby przeżyć skromnie kilka lat, gdy Mike szlajał się po świecie Dicky planował dla nich bezpieczną przyszłość. Gdyby tylko udało im się jeszcze jakoś przedostać przez ocean...
Zaśmiał się gdy jego brat wrócił na swoje miejsce.
- To że czułeś pustkę bez moich wspaniałych zdolności i blasku zajebistości! – Powiedział z uśmiechem po czym zamilkł na dłuższą chwilę, by również dokończyć posiłek, niestety nie jadł tak szybko jak on, jedyne co mógł zrobić to spowolnić siebie i jeść jeszcze wolniej. Gdy skończył swój posiłek Mike akurat kończył zmywać naczynia to też Rich najszybciej jak mógł podrzucił mu kolejny talerz i zmierzwił mu, na jego oko przydługie włosy.
- Właśnie! – To powiedziawszy, wyszedł do innego z pokojów. Nie było go przez dłuższą chwilę po czym wrócił do brata z małą paczuszką, usiadł przy stole i napił się swojego piwa, po czym przesunął pakunek w stronę Mike. - To dla Ciebie. Jest zakodowany tak, że nikt nie będzie mógł go namierzyć, ma wszystkie blokady przeciw szpiegowskie. – Dodał gdy Mike otwierał pakunek z niewielkim, srebrnym telefonem.

Michael Ryan - 2018-06-11, 22:54

Mike wytknął mu tylko zadziornie język. Może było to zagranie na podstawie klasy podstawowej, ale nic ciekawszego nie przyszło mu do głowy. Wiedział, ze brat żartuje, więc i on może mu w ten sposób pięknie odpyskować!
- Oj tak, tak od pizzy, makaronu czy innego świństwa na pewno staniesz się „przystojniejszy”. Do tego to... – podniósł puszkę z piwem – I niedługo zostanę wujkiem, bo mój brat zaciąży z jedzeniem i piwskiem. - zaśmiał się z niego
Może i był okrutny z tym, ale chciał uzmysłowić bratu, że ten pomału zaczyna iść w kierunku wielkiego zła, co nazywa się wpierw nadwaga, a potem otyłość... Tak naprawdę Mike'a nie powinno to obchodzić, ale chciał zadbać o brata, nawet jeśli to w formie jego pożywienia...
- Stać cie na dietetyka i pewnie domowy katering by zjeść coś normalnego. - odparł wzruszając ramionami
Skoro miał pieniądze, to czemu sobie normalnych obiadów nie zamawiał. Młodszy Ryan podejrzewał, ze na pewno są tu jakieś firmy co takie coś obsługują... No ale jak się żołądek do fast foodów przyzwyczaił to i będzie mu ciężko się odzwyczaić.
Mike nie chciałby jednak być na miejscu brata. Te nudne spotkania, to nie jego bajka. On by pewnie zjadł tam cały stos jedzenia i na tym jego zabawa by się skończyła.. Chociaż.. Założyć się o coś z ludźmi i ich spić, to też mogło być nieziemskie. Już sobie wyobrażał, jak więcej tych nadymańców posuwa lub wyznaje miłość tej rzeźbie z ryby.
- Ha, mam nadzieję, ze jednak nie będę zmuszony tego robić. Ucieczka zaczyna być mecząca po tylu latach. - odparł lekko się uśmiechając.
Tak najlepiej byłoby uciec gdzieś do Europy.. Anglia brzmiała fantastycznie lub Irlandia. Mike nie wiedział czy potrafi biegać powodzie, nie był tego póki co świadomy, ale nawet jeśli by potrafił, to czy by starczyło mu sił by przebiegnąć cały ocean i się nie utopić z bratem na rękach? Raczej w to wątpił...
Pokiwał tylko głową na jego słowa. Tak Richard był niemożliwy,a le co poradzić. Uczyli się siebie nawzajem, a z każdą chwilą czuli się ze sobą coraz bardziej swobodnie. Teraz jednak szum wody, było czymś co na moment zagłuszyły myśli Mike'a . Spojrzał przez ramie widząc dodatkowy talerz i po chwili i jego umył. Co prawda zauważył zmywarkę, ale Mike robił to zdecydowanie szybciej niż nawet taka zmywareczka.
- Hym...? - odparł i zobaczył tylko plecy brata.
Czekając na niego usiadł z powrotem na krześle i wypił łuk piwa. Z zaciekawieniem starał się żurawia za nim zapuścić. Bo jego dłuższa chwila, to dla niego była wieczność... Teraz jednak młodszy patrzył na pakunek z podniesioną brwią ze zdziwienia. Nie miał zamiaru przyjmować kolejnego prezentu, szczerze poczuł się trochę jak taka młoda laseczka co na prezenciki wyrywała starszych panów... To było dziwne uczucie jakby upodlenia? Nie wiedział jak to nazwać, zdawał sobie sprawę, ze Richard tak nie myślał i w ogóle, ale on sam od prezentów się po prostu odzwyczaił...
- Dzięki... - odparł dalej się wahając, jednak po chwili rozpakowując opakowanie.
Spojrzał na telefon, potem na brata. Nie chciał mu robić przykrości, więc prezent przyjął, ale to nie znaczy, ze czuł się z tym dobrze. Nie chciał brata wyprowadzać z błędu, ale mutanci nawet blokady takie potrafili złamać. Skąd to miał wiedzieć, skoro prawdopodobnie jedynym mutantem z jakim miał do czynienia był właśnie Mike. Znał jego zdolności, a nie wiedział, ze inni mają jeszcze bardziej destrukcyjne czy tez pomocne umiejętności...
- Mam rozumieć, ze jest tam tylko twój numer telefonu – odparł spoglądając na elektronikę, a potem na Richa – Mam nadzieję, ze to był już ostatni prezent i nic nowego nie wymyślisz. - skarcił go spojrzeniem.

Rick Ryan - 2018-06-14, 15:52

Richard wywrócił oczami na słowa swojego brata, nie miał nic przeciwko żartom Mike’a nie mniej powoli zaczynały go nużyć w końcu ile można słuchać jednej i tej samej gadki? No właśnie, jemu również te żarty się troszeczkę przejadły.
- Mike przestań. Co za dużo to nie zdrowo a słyszę te żarciki odkąd się spotkaliśmy.. – Powiedział spokojnie, zaciskając delikatnie palce na sztućcach, nie chciał denerwować się na brata i wybuchnąć, nie mniej ucieszyłby się słysząc ciut inne żarty. W końcu on nie żartował o tym, jak Mike skończył. Dlatego też zignorował jego kolejne słowa, posłał tylko bliźniakowi zimne spojrzenie… Bardzo podobne do tego, jak nie raz patrzył na nich ich ojciec gdy coś zbroili. Cóż, nie daleko pada jabłko od jabłoni, czyż nie?
Westchnął gdy jego brat wspomniał o ucieczce, cóż sam do końca nigdy tego nie uświadczył jedyne od czego uciekał to swoja prawdziwa natura, którą musiał ukrywać przed ojcem by nie kończyć tak, jak jego młodszy brat. Nie wiedział, jak wyglądałoby jego życia gdyby również uciekł z domu i szczere mówiąc, nie miał ochoty się nad tym zastanawiać. No przecież nie cofnie się w czasie i nie przekona się która wersja jego życia bardziej mu pasuje.
Tym razem nie będziesz sam – Powiedział pełnym nadziei tonem. On sam nie miał zamiaru przed niczym uciekać, a tym bardziej zostawiać tego matołka samego. Owszem, wiedział że dobrze sobie radził, nie mógł jednak wyobrazić sobie by znów pozwolić mu samemu szlajać się po tym świecie, no i z jego mocą i mocą Mike z pewnością mieli wiele możliwości. W końcu byliby tym duetem superbohaterów, jak chcieli w dieciństwie.
Zaśmiał się widząc zamieszanie brata po czym wywrócił oczami.
- Mike przestań. Będziemy mogli się kontaktować i nic nie sprawi że znów mi znikniesz. Jeśli będziesz musiał uciekać znów przynajmniej będę wiedział co się z tobą dzieje i będziemy mogli ustalić plan działania. Nie zostawię cię samego w tym bagnie. Chcę jakoś wynagrodzić Ci ten czas gdy musiałeś być sam na tym świecie także proszę, nie patrz tak gdy coś ode mnie dostajesz. Jeśłi potrzebujesz pieniędzy lub jakiejś pomocy albo dachu nad głową najzwyczajniej mi powiedz a coś wymyślę. – Ton głosu mężczyny był spokojny i szczery. Chciał by jego brat w końcu zrozumiał iż ma w nim sprzymierzeńca i sojusznika a nie wroga, nawet jeśli obecnie bardzo przypominał ojca.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group