To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - There's an endless road to rediscover

William Hopper - 2018-06-02, 17:27

Hopper skinął głową, słysząc odpowiedź siostry. To by znaczyło, że nie było aż tak źle, po prostu zwykła norma mutatntów żyjących w Stanach. Czyli cała ich trójka miała moce. Świetnie. Tylko poczekać na agentów DOGS, którzy zechcą sprawdzić na nich, czy to losowe występowanie aktywnych mutacji nie jest jednak takie losowe. Świetnie, po prostu świetnie.
-Po prostu? - dopytał, mimo wszystko. Musiał się upewnić, usłyszeć od niej, że faktycznie była względnie bezpieczna, że w nic nie wpadła.
I cóż, liczył, że chociaż na początku, nie będą rozmawiać o nim. Nawet gdyby chciał jej opowiadać o tym wszystkim, nie miał pojęcia jak to w jakikolwiek sposób streścić, nie mówiąc już o tym, że na niektóre pytania w ogóle nie miał odpowiedzi. Nie potrafił powiedzieć, czemu nie skontaktował się z nimi przez te długie jedenaście lat, sam chciałby wiedzieć. Starał się sam sobie powtarzać, że chciał ich chronić... ale przecież wiedział, że o tym wtedy nie myślał. Może po prostu bał się tego co o nim pomyślą. Może po prostu rozumiał, że nijak się do tego nie nadawał. Nieważne, nie był w stanie cofnąć czasu. Ważniejsze było pytanie, czy w ogóle to co teraz robił miało jakikolwiek sens i czy nie robił właśnie więcej złego niż dobrego. On umierał. Nie mieli czasu, żeby to wszystko odrobić, żeby wrócić do normalności, o ile istniała jeszcze dla niego jakaś normalność.
- Woah, nie tak szybko - rzucił w końcu, przerywając ten jej potok słów. - Dobrze się czuję, po prostu moja moc ma upierdliwe skutki uboczne. I cóż, Mercy, nie streszczę ci jedenastu lat mojego życia w pięć minut.

Imari Blanc - 2018-06-03, 21:50

Smutna norma, jeśli się nad tym zastanowić, ale jednak faktycznie swego rodzaju norma dla nich. Musieli nauczyć się z tym żyć, choć czasem faktycznie wzmagalo to paranoję.. czemu ciężko się diwić.
Imari nie miała pojęcia o mocach jej siostry, w końcu nie utrzymywały ze sobą kontaktu już jakiś czas, nie poinformowała jej nawet, że wyjechała na studia do USA i tu została.
Wruszyła ramionami ponownie.
- Wyglądasz, jakbyś się martwił - zauważyła - Na razie.. cóz.. na razie nic się nie dzieje. Ale moje uimejętności nie są.. niesamowite, groźne czy cokolwiek innego, co sprawiłoby, że nbyłabym gdzieś z przodu listy "najbardziej poszukiwanych".. o ile na takiej w ogole jestem - zmarszczyła brwi, wpatrując się w dłonie Hoppera, jakby mysląc nad tym wszystkim co wlasnie mowila.
Podniosła wzrok na jego twarz dopiero, gdy odezwał się do niej imieniem Mercy. Bardzo dawno go nie słyszała, brzmiało prawie obco.. Chciała go poprawić, ale przecież tak miała na imię, jak inaczej miałby się do niej zwracać? Uśmiechnęła się, ale tym razem zupełnie smutno.
- Wiem.. Ale.. chociaż na część pytań mi odpowiesz, hm? Jak cię stąd wypuszczę będę się bać, ze znów znikniesz... - przyznała się. Jakby nie była tą Imari ukrywającą swoje problemy i nie mówiącą o nich nikomu, od lat, a znów Mercy - młodszą siostrą, najlepszą przyjaciółką i najgorszym wrogiem swojego brata.
Zagryzła wargę, obserwując go. To rzecz, którą robiła chyba od zawsze, z różnych powodów. Gdy się martwiła, ekscytowała, myślała nad czymś intensywnie.. Zależnie od kontestu i znajomości samej Imari można było odgadnąć o co chodzi. Tym razem chyba o wszystko na raz.
- Wyglądasz tak bardzo inaczej, że cię nie poznałam... - dodała cicho, prawie do siebie.

William Hopper - 2018-06-05, 16:51

Tak, martwił się. W zasadzie głównie tym się zajmował przez ostatnie dziesięć lat i dzięki temu je przeżył. Gdyby nie przejmował się konsekwencjami i nie zadręczałby się nimi raz za razem, nie byłby na nie gotowy. Wystarczył jeden scenariusz, którego nie przewidział, żeby wszystko zaczęło się sypać, Hopper przerabiał to aż za wiele razy.
- Nie jesteś - odpowiedział, zanim w ogóle pomyślał, czy to był dobry pomysł. Nie był pewien, czy to że przejrzał akta DOGS w poszukiwaniu śladów swoich sióstr stawiało go w dobrym, czy w złym świetle. Chyba nie powinien się tym aż tak przejmować... ale nie był w stanie. Zdawał sobie sprawę kim się stał i to nie był zbyt przyjemny widok. Nie był kimś, komu by sam zaufał.
Will oczywiście zwrócił uwagę na to, jak Mercy zareagowała na dźwięk swojego imienia. No tak. Cała ich trójka ukrywała się przez te wszystkie lata. Może nie tak jak on, może one nie uciekały cały ten czas, ale i tak odzwyczaiły się od swoich imion. Tak było bezpieczniej - zostawić przeszłość za sobą, zamknąć ich stary dom i nigdy do niego nie wracać.
- Nie mam zamiary nigdzie znikać, Mercy - odpowiedział jej, chociaż przecież właśnie to miało się stać. Umierał na chorobę, na którą nie mógł dostać lekarstwa, nie jeśli nie miał zamiaru dołączyć do DOGS... a jakby tego było mało, nie miał zamiaru zostawać tutaj dłużej, niż to było konieczne. Miał zamiar umrzeć taki, jaki był, nie ważne jak chujową miał osobowość. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby jego własna moc go zmieniła. - Co chcesz wiedzieć? - rozsiadł się wygodniej i spytał, chociaż szczerze mówiąc nie miał ochoty odpowiadać. Mercy zasługiwała, żeby coś wiedzieć. Z resztą... Will miał wrażenie, że nie ważne co by usłyszała, zostałaby. Może by jej się to nie spodobało, może miałaby go dość... ale zostałaby.
I z jakiegoś powodu, kiedy Mercy przygryzła wargę, zamiast pomyśleć o tym jak setki razy to robiła kiedy byli dziećmi, jego myśli powędrowały w kierunku Wallace i tego jak czerwona szminka zostawała jej na zębach. Nieistotne, i tak się dla niej nie liczył.
- Minęło jedenaście lat... - powiedział jej, jakby trochę się tłumacząc.

Imari Blanc - 2018-06-05, 18:46

Nie wpatrywała się w niego nachalnie, ale jednak cały czas podnosiła wzrok, by na niego zerknąć, jakby chciała sprawdzić czy nie rozpłynął się w powietrzu w jakiś magiczny sposób (albo czy mniej magicznie nie wyskoczył oknem, a raczej małym okienkiem, które ledwo wpuszczało do środka odrobinę dziennego światła). Obecnie w pokoju panował więc półmrok, może dość klimatyczny, choć to nie było wnętrze herbaciarni, pełne zapchów suszu, kwiatów, ziół i liści herbaty. Na pewno pasował do tego spotkania po latach, przynajmniej w odczuciu Imari, lepiej niż w pełni oświetlone wnętrze jakiejś restauracji czy centrum handlowego. Tutaj mieli dla siebie trochę prywatności i pewnej intymności, o którą ciężko w miejscach publicznych.
- Skąd wiesz? - zmarszczyła brwi, jakby w przypływie podejrzliwości. W końcu dlaczego miałby nie być obecnie w jakiejś z organizacji rządowych? Minęło tyle lat, zmieniło się tyle rzeczy, że być może naprawdę był tu by ją złapać.. W końcu kto mógł ją podejść lepiej niż jej własny brat. Poruszyła się lekko na kanapie, ale dała sobie spokój. Jeśli miałby coś jej zrobić to było już za późno na.. cokolwiek.
- Nie jestem pewna. Ostatnio też nie miałeś zamiaru.. - zmarszczyła nos. Ale to ine jego wina, tylko ich rodziców. To oni nic nie zrobili, nie pomogli, nie uratowali, a do tego wysłali ją i jej siostrę do innego kraju, jak zbędny bagaż.
- Wszystko. Co się stalo wtedy, co robiłeś potem.. Co z twoimi umiejętnościami? Jak się czujesz? Co robisz teraz? - znów potok pytań, ale naprawdę ciężko było jej się skupić na jednym.
Tak, to prawda. Cokolwiek by usłyszała - została by z nim. Nie miała zamiaru wypiąc się i odejść. Już raz to co prawda zrobiła... choć nie na niego. Czy teraz żałowała? Pewnie się do tego nigdy nie przyzna.
- Wiem.. ale.. - wruszyła ramionami. Wstała i podeszła do aneksu kuchennego.
- Chcesz herbaty czy czegoś zimnego? - zaproponowała, chyba w końcu dochodząc do tego, ze skoro maja tu rozmawiać to przydało by się coś do picia.

William Hopper - 2018-06-05, 21:42

Półmrok był dobry, a przynajmniej był dobry dla Willa który musiał sobie poradzić bez mocy Matilde. Dlaczego zdobycie wystarczająco mocnych tabletek było takie trudne? Nieważne, to nie był problem, którym powinien zajmować się w tamtym momencie. Spokojnie mógł wytrzymać w ten sposób te parę dni, zanim zdobędzie coś porządniejszego. Coś, na czym powinien skupić uwagę, to była reakcja Mercy. Nie ufała mu w pełni. Nieco go to zabolało, ale dużo bardziej ucieszyło. Nie była głupia, wiedziała co zrobić, żeby przetrwać w tym kraju, a kiedy przychodził do niej facet, który podawał się za jej zaginionego brata dała się ponieść emocjom, ale ciągle była w stanie wrócić do trzeźwego myślenia. Cóż, gdyby był tutaj, żeby ją zabić albo porwać na niewiele by się to zdało, miał już aż za wiele okazji, żeby to zrobić... ale to i tak był dobry objaw. W przeciwieństwie do Claire, nie będzie się podkładała na każdym kroku.
- Kiedy was szukałem, włamałem się do baz DOGS. Może nie byłem jedynym, który wpadł w kłopoty - odpowiedział. Liczył, że tyle wystarczy, żeby mu uwierzyła, w końcu to nie było nic szczególnie szalonego czy nieprawdopodobnego. Był inteligentny, dlaczego przez ten czas nie miałby się nauczyć hakowania?
Miała rację i to było cholernie celne. Mógł jej obiecywać co tylko chciał, ale to nigdy nie miało się skończyć, a jednak, jakimś cudem do tego doprowadził. Skoro popełnił taki błąd raz, dlaczego to miało się nie powtórzyć? Nie miała żadnych postaw, żeby w to uwierzyć, a jakby tego było mało... miała rację. On znowu miał ją opuścić czy tego chciał, czy nie. I cały czas udawał, że tak nie było.
- Byłem wtedy młodszy, głupszy i mniej doświadczony - odpowiedział, jakby to w jakiś sposób miało go usprawiedliwić albo chociaż zdjąć z niego część odpowiedzialności za te wszystkie lata i tragiczne decyzje które w trakcie nich podjął.
- Cóż, jestem inteligentniejszy, znam parę nowych sztuczek, ale częściej mam migreny - właściwie to mam je cały czas, nie funkcjonuję bez leków przeciwbólowych. A tak przy okazji, umieram. Oczywiście, tego nie dodał. Po prostu nie teraz, powie jej o tym później. - Przyjechałem do stanu żeby was znaleźć, od jakiegoś czasu nieco pomagam Bractwu Mutantów.
Hopper miał tylko nadzieję, że Mercy nie uznawała ich za terrorystów. I nie, to nie był przypadek, że nie powiedział nic o swojej przeszłości. Nie miał nawet pojęcia, jak się za to zabrać, więc zwyczajnie się nie zabierał. I jeśli to czyniło go tchórzem - trudno. Jakoś to przeżyje.
- Herbata byłaby świetna - odpowiedział jej.

Imari Blanc - 2018-06-05, 22:58

Tak, wiedziała doskonale, że podłożyła się pod wpływem emocji nie raz, ale tak naprawdę z jej umiejętnościami.. co niby mogła? Nic. Ani fizycznie ani pod względem jej mocy nie była osobą, która potrafiłaby się obronić w takiej sytuacji.
- Włamałeś się do ich baz..? To raczej nie było najmądrzejsze - wytknęła mu, stojąc już przy kuchence i wstawiając wodę w elektrycznym czajniku. Otwarła szafkę z herbatami i westchnęła, obejrzała się na Williama. Wzruszyła do siebie ramionami i wyciagneła coś, co było jak najbardziej neutralne. Pewnie jakąs lekką czarną herbatę. Sobie w koszyczek do zaparzania nasypała rooibosa. Oparła się tyłkiem o szafkę kuchenną.
- Parę nowych sztuczek? - zainteresowała się. Czy widziała, że nie wspomina ani słowem o swojej przeszłości? Chyba jej to umykało. Nie była głupia, ale obecnie po jej głowie biegało tyle myśli, tyle emocji, że ciężko było się na czymś skupić.
- W czym im pomagasz? - czajnik wyłączył się i po chwili Imari zalała im herbaty, postawila je na małym stoliku.
- Chodź tu - klepnęła kanapę koło siebie. Usiadła na niej bokiem, z jedną nogą podwiniętą, by móc usiaść przodem do Williama.
- Mogę.. sobie w ciebie zajrzeć? - zapytała, wyciągając do niego dłonie, wnętrzem do góry.

William Hopper - 2018-06-06, 13:37

Och, naprawdę aż tak w niego nie wierzyła? Hopper nie mógł zapanować nad pojawiającym się na jego ustach, coraz szerszym łobuzerskim uśmiechem. Nie był dzieciakiem, dobrze znał się na swojej robocie.
- Tylko jeśli byłbym wystarczająco głupi, żeby dać się złapać - odpowiedział siostrze, rzucając jej pewne siebie, może wręcz aroganckie spojrzenie. Cholera, nie miał pojęcia jakim cudem to było możliwe, ale naprawdę czuł się, jakby te ostatnie jedenaście lat nie miało miejsca, a oni cały czas byli dokładnie tym samym rodzeństwem. Żadnych zmian tożsamości, żadnych ucieczek, żadnej walki o własne życie. - Zwracam większą uwagę na szczegóły. Jestem w stanie bez problemu rozpoznać kogoś po jedenastu latach po kształcie kości twarzy czy podobieństwie do rodziców. Tam po lewej stała szafa, zasłaniała farbę - ewentualnie, komuś nie chciało się jej przesuwać, a tamten fragment ściany został pomalowany później. Masz mniejszą moc czajnika niż była obiecaną przez producenta, woda gotuje się już osiem sekund dłużej niż powinna - powiedział, ruchem głowy wskazując na nowe pudełko po czajniku z podanymi wszystkimi parametrami, które mijał wchodząc do pomieszczenia. Nie popisywał się jakoś szczególnie, nie tym razem - po prostu podzielił się kilkoma spostrzeżeniami. - Potrafię myśleć tak szybko, że mam wrażenie, że czas zwalnia - dodał jeszcze. Skoro chciała o nim wiedzieć jak najwięcej tylko mogła - proszę bardzo. W kwestii swoich umiejętności i możliwości był dla niej jak otwarta księga.
- Staram się nie dopuścić, żeby wszyscy zginęli przez swoje idiotyczne decyzje - odpowiedział krótko, chyba możliwie najlepiej streszczając rolę mózgu Bractwa. Na dobrą sprawę zajmował się absolutnie wszystkim, ale przede wszystkim starał się mieć oko na tych ludzi i wyłapywać wszystkie możliwe zagrożenia.
Przesiadł się na kanapę bliżej Mercy i wygodnie rozsiadł. To nie powinno tak działać, nie powinien czuć się tak swobodnie. Minęło jedenaście lat. Cholerne jedenaście lat. A on, z jakiegoś powodu czuł się bardziej ja Will niż Hopper czy Axon... a przynajmniej tak było do momentu, kiedy usłyszał propozycję siostry.
- Co? Po co? Jak? - spytał, z powrotem wracając do swojej pełnej czujności postawy. Nie miał pojęcia na czym polegała moc Mercy, ale brzmiała jak jakiś rodzaj telepatii, a Hopper szczerze nienawidził, kiedy cokolwiek wpychało mu się do głowy. Jego myśli, jego sny, jego koszmary i jego pragnienia były jego i nikt nie miał prawa do nich zaglądać.

Imari Blanc - 2018-06-06, 14:11

Może nie była pesymistką, ale optymistką też nie. Sądziła, że bazy danych DOGS są doskonale chronione i dostać się do nich jest ekstremalnie ciężko. Jeśli jednak mu się to udało i nie został wykryty - musiał przez te lata rozwinąć się bardziej niż początkowo jej się wydawało. Co było.. dość przerażające jeśli się nad tym zastanowić, bo jego możliwości zawsze były imponujące. A teraz, wydawało się, był jeszcze lepszy we wszystkim? Oh, musiał być absolutnie nieznośny. Już jako dziecko był. To nic, że w razie potrzeby oddała by swoją prawą nogę i lewe płuco, gdyby było to niezbędne dla zdrowia czy życia Hoppera, mogła sobie ponarzekać w myślach.
Obróciła się na ścianę, o której mówił. Tak, zrobiła tu przemeblowanie, całkiem niedawno. Miała tez pomalować jak zobaczyła tę różnicę, ale dała sobie spokój, a potem zajęła się innymi rzeczami i przestało jej to przeszkadzać. Potem przeniosła wzrok na czajnik i karton po nim, stał na szafce, w nim pełno papierków, miała go wyrzucić i też zapomniała..
- Instalacja jest stara.. - wyjaśniła, jeśli chodzi o wodę, z jakimś dziwnym poczuciem winy, że dała się oszukać, a przecież te osiem sekund.. Kto by się przejmował i po co. Zmarszczyła nos w niezadowoleniu z siebie samej, chociaż nadal nie wiedziała dlaczego miałaby się tak czuć.
- Brzmi jak coś, co byś robił, samemu pakując się w kłopoty równocześnie - uśmiechnęła się do niego po tych słowach.
Cofnęła ręce po jego reakcji. No tak, mogła się tego spodziewać, ot nie brzmiało najlepiej. Pokręciła głową uspokajająco od razu, widząc ten rozstrzał emocji na jego twarzy.
- Źle to zabrzmiało, co? - uśmiechnęła się nieznacznie - Nie czytam w myślach ani nic takiego.. Tylko.. to, co związane z twoimi umiejętnościami. Emocje, wspomnienia.. Ale też nie wszystkie, jeśli czegoś nie chcesz możesz to zablokować.. Nie chcę ci szperać w głowie, więc wystarczy że sobie wyobrazisz.. nie wiem.. wielkiego środkowego palca jeśli czegoś mam nie oglądać - zaproponowała. Uniosła brew czekając na jego decyzję.

William Hopper - 2018-06-06, 16:51

- Yhym - odpowiedział słysząc jej wymówkę, chociaż po jego tonie głosu wyraźnie było słychać, jak bardzo w to wierzył. Z resztą, po co ona w ogóle się tym przejmowała? To nie była taka różnica, żeby ktokolwiek poza nim ją zauważył, najprawdopodobniej po prostu zaokrąglili moc tego głupiego czajnika w górę, chociaż powinni w dół. W sklepach sprzedawali gorszy szajs.
- Szczerze mówiąc, są mniejsze od tych do których przywykłem - odpowiedział jej. Cóż, dopóki połowa Bractwa nie umrze, a druga połowa nie będzie chciała go zabić, to nie brzmiało jakoś szczególnie tragicznie. Z resztą, nawet jeśli to miało tak wyglądać... umierał. Kiedy tylko zamknie swoje wszystkie sprawy, nie będzie go to już obchodzić. Mogą nawet popełnić zbiorowe samobójstwo, trudno - to nie będzie już jego sprawa. Liczyło się tylko to, żeby upewnić się że te kilka istotnych dla niego osób pozostanie bezpiecznych. - Skoro o tym mowa, co z tobą? Ile osób wie, że masz moce? Masz jakieś miejsce, gdzie mogłabyś się zaszyć? Potrzebujesz pomocy, żeby dostać się do Kanady?
Potrzebował chwili, żeby podjąć tę decyzję. Tu nawet nie chodziło o to, że mogła się czegoś dowiedzieć - ufał że tego nie zrobi... chociaż naprawdę wiele jego nieprzyjemnych wspomnień mogło być powiązanych z jego mocą. Nie chciał tam nikogo wpuszczać, nie ważne jak bardzo by ufał tej osobie i kim by dla siebie byli. Ale przecież nie powinien się tym przejmować, prawda? To nie w tym chciała grzebać. Problemem miała być jego moc. Ta sama która go zabijała - o czym ciągle jej nie wspomniał. To nie był dobry pomysł, mówić, że umiera już na pierwszym spotkaniu... ale ile oni będą ich mieć? I czy w ogóle kiedykolwiek będzie na to dobry moment? Teraz nie musiałby nic mówić, wystarczyło spełnić jej prośbę. Pozwolić jej samej się dowiedzieć. Sama przecież tego chciała, tak?
Rzecz w tym, że nie wiedziała, czego chce, nie znała konsekwencji. Chciała po prostu podejrzeć co jej brat potrafił, a nie sprawdzić datę jego śmierci. Nie powinien na to pozwalać, tak samo jak nie powinien przyznawać się kim był, zaczynać całą tę szopkę. Umierał. Wszystko mogło się skończyć tylko w jeden sposób, jedyną różnicą miało być to, ile osób będzie przeżywać jego śmierć. Powinien pozwolić im żyć swoimi życiami, nie wpychać się do nich, a zamiast tego...
- Okay - powiedział w końcu, wyciągając dłoń w kierunku Mercy. Nie rozumiał, dlaczego w zasadzie to robił. Może po prostu chciał komuś w końcu zaufać.

Imari Blanc - 2018-06-06, 18:12

Nie uspokoiła jej taka odpowiedź, wręcz przeciwnie. Nie brzmiało to jak coś dobrego. Czyli jednak.. kłopoty. Jak zwykle.. miał do tego talent.
Poprawiła włosy, opadające jej na twarz i wzruszyła ramionami. Coś często to robiła. W końcu co z nią? Nic wielkiego.
- Ile..? Nie wiem, pomagam mutantom, więc w sumie może być tego trochę. Miejsce jakieś sie znajdzie zapewne.. A do Kanady nie chcę wracać, wróciłam tu specjalnie na studia przecież - pokręciła głową.
Nie naciskała go z odpowiedzią ani nie zachęcała do podania rąk. Jeśli będzie chciał - może ją przecież dopytać o wszystko albo zrezygnować całkiem. Tak, zapewne to byłby cios dla jej.. ego? Nie. Nie to. Dla zaufania jakim ona obdarzyła go od razu, jakby ten czas naprawdę nie miał znaczenia. Chciałaby tak myśleć, ale wiedziała, że tak nie jest. Uśmiechnęła się gdy wyciągnał do niej dloń i wnętrzem do góry podała mu swoją. Oplotła palce wokół jego nadgarstka i spojrzała mu w oczy.
- Nie odwracaj wzroku - poprosiła.
William, gdyby nie był tak racjonalny, mógłby przysiąc, że jej oczy na moment zmieniły kolor, stając się dwiema galaktykami, czarnymi, z domieszką fioletów, niebieskości, białych kropek gwiazd i bez białek, ale że był jaki był to na pewno jakoś to sobie wytłumaczył.
Ale to, co stało się potem mógł tłumaczyć tylko umiejętnościami swojej siostry. Wszystko wokół niego zawirowało się i zwinęło, wykręciło na lewo, zostawiajac ciemność powoli zalewaną przez kolory umysłu Williama.
Szarości, granaty, bure zielenie.. Niczym mgła snuła się naokoło jakaś dziwna zawiesina w kolorze brudnej, brzydkiej zieleni. Gdzieś za tym wszystkim pulsował jednak wyraźnie ostry, zimny błękit - geniusz jej brata. Stali pośrodku tej nicości razem z Hopperem, trzymając się za rękę, jak na kanapie. Kobieta rozejrzała się po okolicy.
- Oh.. - wyrwało jej się jedynie.
Znała takie miejsca, takie kolory, ale w tym natężeniu? Bardzo rzadko. Przeniosła w końcu wzrok na swojego brata, nic nie mówiła, ale spojrzenie miała smutne.
- Cokolwiek związanego z mutacją chcesz schować - wyobraź sobie dom, pudełko, karton, sejf.. cokolwiek. Myślę, że rozumiesz o co mi chodzi. Nie będę tego ruszać - obiecała, tłumacząc co i jak dalej.

William Hopper - 2018-06-07, 16:15

To była pierwsza, naprawdę zła informacja. Im więcej osób wiedziało o tym, kim była, tym większe szanse, że ktoś ją zdradzi. Wystarczyła jedna osoba, która zostanie złapana i będzie wolała zdradzić Mercy, zamiast swoich bliskich albo po prostu za nieco lepsze warunki zgodzi się współpracować. Will nie mógł pozwolić na coś takiego, zwłaszcza że już za niedługo nie będzie w stanie jej nijak pomóc, znikąd jej wyciągnąć.
- Tam byłabyś bezpieczniejsza... Pomyśl przynajmniej o dołączeniu do Bractwa. Potrzebujesz bezpiecznej kryjówki, a nie czegoś co się kiedyś znajdzie, prawdopodobnie już po tym jak DOGS wyciągną cię z tego sklepiku.
Nie chciał jej straszyć, ale cholera, taka była prawda. To że jeszcze nic o niej nie znaleźli nie oznaczało, że właśnie nie przesłuchiwali mutanta, który miał im wszystko powiedzieć o Mercy. Cały czas używała jednego nazwiska, mieszkała w jednym miejscu... To było wygodne, dawało namiastkę normalności, ale równocześnie było cholernie niebezpieczne dla takich jak oni.
I kiedy w końcu przystał na jej propozycję, chwycił ją za rękę i skinął jej głową, nie odwracając wzroku od jej oczu. Szczerze mówiąc, sądził, że to raczej ona ucieknie gdzieś umysłem, a nie że obydwoje odlecą. Hopper nie sądził, że chciał zagłębiać się we własną głowę, już wystarczyło mu, ze musiał w niej siedzieć. A jakby tego było mało... naprawdę nie miał pojęcia co się dzieje, co znaczyły te wszystkie przytłumione kolory ani gdzie się właściwie znajdowali. W jego umyśle, oczywiście, ale pytanie brzmiało: gdzie dokładnie? Mercy potrafiła chyba rozpoznawać moce, więc pewnie gdzieś niedaleko kontroli mocy... Problem w tym, że on nie kontrolował mocy. Ona nie działała w ten sposób. Była włączona albo wyłączona, żadnych więcej opcji.
I czymkolwiek było to miejsce... Nie spodobało się Mercy, a Will nawet nie za bardzo miał pojęcie dlaczego. Nie miał pojęcia co znaczyły te kolory, ta mgła ani nawet ten jasny błękit. Podrapał się po głowie słysząc to jej westchnięcie i jeszcze raz zerkną na tę przestrzeń. Chyba nie było jakoś szczególnie tragicznie, prawda?
- Uhm... okay - odpowiedział jej, zastanawiając się, co właściwie chciałby schować. Nie miał pojęcia do czego mogła się dokopać, w końcu używał swojej mocy bez przerwy od wczesnego dzieciństwa. W pewien sposób, to ona definiowała kim był, mogła się wiązać ze wszystkimi jego wspomnieniami.
Will nie miał pojęcia jak to miałoby w zasadzie zadziałać, ale wyobraził sobie całkiem porządny sejf (przez chwilę myślał o dodaniu łańcuchów, ale uznał to za pewną przesadę) i zaczął wpakowywać tam swoje wspomnienia. Na pewno wszystkie te, gdzie kogoś zabijał dzięki przewadze, jaką dawała mu moc - nie chciał, żeby Mercy to oglądała, podobnie jak te wszystkie rzeczy, które musiał zrobić żeby przetrwać. Nie chciał, żeby znalazła to, jak kiedyś pracował dla Wellers Brothers, jeszcze na długo przed tym jak zmienili się w DOGS i zaczęli ścigać mutantów, po prostu nie. Schował też te co gorsze wspomnienia, nie chciał żeby go żałowała. I z jakiegoś powodu, nie chciał jej pokazywać Wallace. Pewnie chodziło o to, że zaczął ich znajomość od grożenia jej. Tak, z pewnością o to chodziło.
- To już chyba wszystko - powiedział jej. W końcu nie miał pojęcia czy ona była w stanie w jakikolwiek sposób to wyczuć.

Imari Blanc - 2018-06-07, 18:10

- Zamierzasz mi teraz prawić morały o tym czy jestem bezpieczna..? Jestem dla dogs bezuzyteczna, moje umiejętności w porównaniu do niektórych są właściwie nieprzydatne - tak, nie miała o swoich mocach najwyraźniej najlepszego zdania. Być może miała nawet wrażenie, że wszyscy naokoło są od niej w jakiś sposób lepsi - razem z jej bratem. Nigdy nie była jednak jakoś chorobliwie zazdrosna, choć nie mogła powiedzieć by byla od tego uczucia wolna. Kto by nie był, dorastając niejako w cieniu genialnego brata? Szybko jednak uświadomiła sobie, ze to nie jego wina - po prostu się taki urodził. Dopiero kiedy okazało się, że samej posiada moce zaczęła w sobie rozwijać podejście jak bardzo jej umiejętności są, niesprawiedliwie, bezuzyteczne.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym, wiesz? Wyszłam z założenia, że jesli mają mnie znaleźć to zrobią to i tak. A muszę tu siedzieć by pomagać innym - może wydawało się to dość beztroskim podejściem z jej strony. Była ostrożna, nie robiła głupot, ale równocześnie narażała się calkiem mocno siedząc w jednym miejscu.
Widziała po nim, że niekoniecznie rozumie to, co się dzieje naokoło niego. Faktycznie, mogło być to dla niego zaskoczeniem, zawsze był mocno racjonalny, najwyraźniej te lata pogłębiły tę przypadłość. Dla niej świat, emocje, zdarzenia często były powiązane z kolorami, być może był to jej wpływ na umysły innych - gdy do nich wchodziła widziała wszystko w kolorach, które zresztą perfekcyjnie odczytywała, miała w tym już wieloletnią wprawę.
Spojrzała na tworzący się sejf, całkiem pokaźnych rozmiarów - tak działały mózgi. Dużo rzeczy w środku - duży rozmiar. Chociaż przecież wspomnienia nie mają materialnej formy i mógł je schować nawet w pudelku od zapałek. Jakoś jednak tak było najłatwiej to sobie wyobrazić komuś, kto nie był przeszkolony w tego typu sprawach. Przez moment naokoło sejfu zaczęły zaciskać się ogromne, kute łańcuchy, które jednak rozpadły się po zmarszczeniu przez Williama brwi.
Aż tak? Zastanowiła się czy chodzi o wagę wspomnień, o to, że jej nie ufa czy o coś jeszcze innego, ale obecnie nie była w stanie stwierdzić.
- Możesz mnie cofnąć z każdego wspomnienia, które znajdę. To w końcu twoja głowa, nie będę naciskać - zapewniała go dalej, że nie ma się czego bać w kontakcie z nią. Prawda była taka, że przy nieprzygotowanym do tego umyśle mogłaby zrobić naprawdę wiele i nawet ten sejf mógłby nie pomóc. Czy to była iluzja tworzona dla spokoju ducha Williama? Zapewne tak. Chciała go jednak zapewnić o swojej dobrej woli, nie na siłę włamywać się w jego najpilniej strzeżone sekrety.
Rozejrzała się.
- Inaczej tu. Pomijam.. to - machnęła ręką na mgłę, na kolory towarzyszące jego życiu, choć Hopper nie miał w sumie pojęcia o czym mówi.
- Ale w sumie mogłam się tego spodziewać, twoja moc jest inna, działa cały czas i w inny sposób. Ciekawe. Zwykle moc jest skupiskiem, małym czy dużym, nieważne. Ale jest w srodku.. a nie.. my w niej - rozejrzała się naokoło, ale pulsujące zimne niebeiskie światło faktycznie okalało ich z każdej strony.
- Hmm.. - mruknęła do siebie jeszcze, spojrzała na brata i skupiła się na znalezieniu pierwszej z brzegu sceny, która nie była w sejfie, a wiązała się z duzymi emocjami i dużym użyciem mocy.
Tego się nie spodziewała.. Młodziutki Hopper z kobietą, kilka scen, przeskakujących naokoło nich szybko, prowadziło do tej jednej.. Gdy Will dowiedział się o jej śmierci. I wcześniej, o całej sytuacji, która do tego doprowadziła. I choć chciała się zatrzymać, zobaczyć, obejrzeć to dokładnie, zrozumieć swojego brata, to nie zrobiła tego, nie chcąc robić mu tym przykrości. W końcu pojawiali się w tych scenach, niczym obserwatorzy, trochę z boku a czasem w samym środku wydarzeń, co też było nietypowe. Zwykle widziała wszystko oczami mutanta, w którego głowie była, ale genialny mózg obecnego "pacjenta" działał trochę inaczej.
Dalej, dalej, przewin. Jak na filmie, który zna się na pamieć, przeskakując między najważniejszymi scenami.
Zniknięcie z domu, grupa nastolatków, małe napady, większe napady w innym miejscu, złapanie.. Dalej.
Jakiś mężczyzna. Fisher. Kilka różnych sytuacji, wyrwanych z kontekstu jak zwykle. Ucieczki, walki, granat. Cut scenki, małe video z gry przygodowej.. Niemal tak to wyglądało. Park, zachód słońca, piłka, śmeichy.. ucieczka, gonitwa, walka, rozbita warga, krew zalewająca oko z rozbitej brwi. Złamany nos. Jego? Nie jego, Fisher. Dziecko. Śmiechy, zabawy. Komputer, liczenie czegoś, jakieś mało czytelne dla Imari programy.
Wallace.
Stopklatka.
Zwolnienie.
Nie dalo się tego przesunąć.
Ładna, ciemne, pełne usta, ciemna oprawa oczu. Papieros w jej zębach, uśmiech.
Mercy uśmiechnęła się, wycofując całkiem z jego wspomnień.
Spojrzala w stronę sejfu.
- Dużo tam spakowałeś - uśmiechnęła się lekko, ale nie naciskała, nie pytała, jakby to jej wystarczyło, chociaż można się spodziewać, że pytań miała miliony. Wiedziała jednak, że taka podróż po wspomnieniach i to tak żywa, nie jest łatwa dla nikogo. Darowała sobie więc rozdrapywanie tego co było, przynajmniej na razie.
Ponownie rozejrzała się po kolorach przelewających się naokoło, formujących dziwne, brzydkozielone kształty, przelewających się w dziwnie niepokojącej masie. Całość pokryta jakby granatowoszarym nalotem, czymś co miało się wrażenie, że da się zetrzeć rękawem, jak kurz.
- Hm.. - zagryzła wargę, poprawiła włosy spadające jej na twarz. Wróciła spojrzeniem do swojego brata.
- Chyba mogę coś z tym zrobić - stwierdziła, niczego nie tłumacząc.
Cofnęła się dwa kroki, rozejrzała jakby miała na coś wpaść i lekko rozłożyła dłonie na boki, przymykajac oczy. Dwie, trzy, pięć sekund nic się nie działo, a potem kurz, nalot zaczął podnosić się powoli, wirować, przyśpieszać, otulając ją szczelnie, niczym trąba powietrzna.
Bura dotąd zieleń zaczynała nabierać żywszego koloru, tak samo pozostałe granaty nie były już tak przygaszone. Znikała szarość, burość, brak koloru. Imari nie było już widać z kolumny kurzu naokoło.
Błękit rozbłysł jeszcze mocniej.
Wszystko zniknęło w... krzyku Mercy?
Chwilę później był znów na kanapie w tym malutkim pokoiku, a siedząca przed nim blondynka zgięta była w pół, oddychajac ciężko, płytko i przyciskając sobie dłonie do skroni.
A jego.. jego nic nie bolało. Może nie całkiem, ale tak dobrze nie czuł się zapewne od dawna.

William Hopper - 2018-06-08, 23:06

- I możesz to robić - w Bractwie, gdzie DOGS nie będzie w stanie się do Ciebie dobrać. Ukrywam się od lat i uwierz mi, Mercy, widziałem aż za dużo mutantów którzy uważali, że są bezpieczni, bo nie mają destrukcyjnych mocy - odpowiedział jej. Może gdyby tyle nie widział w swoim życiu uznałby to wszystko za wystarczające środki ostrożności. W końcu dlaczego mieli się zainteresować właśnie nią? A dlaczego te jedenaście lat temu, kiedy o mutantach nikt jeszcze nie słyszał, mieli się zainteresować właśnie nim? W tym świecie było się martwym albo ostrożnym, a Hopper nie miał zamiaru pozwolić, żeby jego siostra trafiła pod skalpel jakiegoś nowego Mengele.
A kiedy już przenieśli się do jego głowy... Tu naprawdę nie chodziło o to, że nie ufał Mercy. Gdyby tak było, w ogóle by jej tutaj nie wpuścił. Nienawidził, kiedy ktokolwiek siedział mu w głowie, nie ważne do czego miał właściwie dostęp. To była jego sprawa, jego bałagan i nikt nie powinien w tym grzebać. Sam Hopper czasami myślał o tym, że nawet on nie powinien tam grzebać. To nie było szczególnie przyjemne miejsce, a oprócz tego, jeżeli istniał ktoś, kogo było ciężej zrozumieć od Wallace, to tą osobą z pewnością był Will. I mimo tego wszystkiego Mercy tutaj była. To już było coś, prawda? Nie musiała widzieć wszystkiego, a już z pewnością nie musiała widzieć rzeczy, których Will bardzo, bardzo nie chciał jej pokazywać. Po prostu... nie chciał, żeby patrzyła na niego w inny sposób, nie był w stanie dopuścić ją do niektórych, cholernie prywatnych wspomnień.
Skinął głową, kiedy usłyszał jej słowa. Wydawało mu się, że pomyślał o wszystkim, ale cholera, właściwie całe jego życie wiązało się z mocą. Jak miał przejrzeć aż tyle swoich wspomnień? Na szczęście, Mercy nie miała zamiaru poruszać tematu jego sejfu. Dobrze, nawet nie wiedziałby co jej odpowiedzieć. Zamiast tego, zajęła się kolorami jego umysłu. Cudownie. W tym temacie był już specjalistą i mógł wypowiadać się godzinami. Hopper po raz kolejny podrapał się po głowie, zastanawiając się po cholerę się na to w ogóle zgodził.
- Używam jej cały czas, od jakichś dwudziestu pięciu lat... - powiedział, jakby się tłumacząc. To nie miało sensu, ale z jakiegoś powodu poczuł, że powinien to zrobić. Przecież nie miał wpływu na swoją moc. Swoją drogą, czy to nie było nieco... dziwne? Jak ta jego wizualizacja mocy rozrosła się jak jakiś nowotwór... dokładnie tak samo jak tkanka nerwowa w jego mózgu, powstająca przez mutację. Will znowu podrapał się po głowie. Chyba doszukiwał się związków tam, gdzie ich nie było.
Szczerze mówiąc, od momentu kiedy weszli do jego umysłu, Hopper nie mógł się doczekać kiedy w końcu przejrzą te jego wspomnienia (bo o to chodziło Mercy, tak?) i się stąd wyniosą. Rzecz w tym, że kiedy siostra zaczęła się przekopywać przez jego wspomnienia, natychmiast wszystkiego pożałował. Nie miał zamiaru wracać myślami do Elviry, nie mówiąc nawet o ponownym oglądaniu tego wszystkiego. Mógł to wszystko schować, nie pozwolić, żeby to zobaczyła, ale teraz już miał wrażenie, ze było na to wszystko za późno. Skoro powiedział A, musiał też powiedzieć B, tak? Ukrył tylko wspomnienie, jak znalazł zakrwawiony kolczyk Elviry między deskami podłogi, ten sam, który cały czas nosił w swoim portfelu. Nie chciał tego oglądać, po raz kolejny przeżywać tamtych kilku minut, za często to robił w swoich koszmarach.
Nieco odetchnął z ulgą, kiedy przeskoczyli do Fishera. Cóż, wspomnienia dotyczące tego idioty jakoś szczególnie mu nie przeszkadzały, skoro już musieli coś oglądać. I kiedy Hopper myślał, że może się już rozluźnić, zdarzyło się to. Czy on przypadkiem nie chował wszystkich wspomnień, dotyczących Wallace? Cholera. Cholera, Dlaczego on się tym w ogóle tak przejmował? I dlaczego musieli akurat trafić na wspomnienie, kiedy wykorzystywał swoją moc, żeby dokładniej jej się przyjrzeć? Cholera jasna. To nie powinno mieć znaczenia, zwłaszcza że ona... Nieważne. Po prostu się raz przespali, okay? Obydwoje byli dorośli, mogli robić na co żywnie mieli ochotę. Z resztą, Mercy i tak o tym nie wiedziała, to, na szczęście, Hopper skutecznie schował. Cholera, jakie to by było niezręczne. Jakby to już nie było wystarczająco, cholernie niezręczne. Nieważne, na szczęście nie mieli spędzić tutaj więcej czasu. Will, ciągle dość zakłopotany, drapał się po głowie, kiedy usłyszał stwierdzenie siostry. Cholera. Jak on nienawidził być zakłopotany. Jakim cudem ona tak szybko doprowadziła go do tego stanu?
- Uhm... tak? - odpowiedział, w zasadzie tylko po to, żeby coś powiedzieć. I naprawdę się cieszył, że nie miała zamiaru nic mówić o tym, co właśnie widziała ani wypytywać go o to, co tam zamknął.
Hopper chyba był ciągle nieco zbyt zmieszany i oszołomiony tym wszystkim, żeby jakoś szczególnie reagować na te jej czary-mary, do momentu kiedy stało się coś. I o ile to coś nie wyglądało zbyt dobrze już w momencie, kiedy ten kurz zaczął wszędzie wirować, to dopiero nagły krzyk Mercy był naprawdę złym znakiem. Will nie potrzebował szczególnie dużo czasu, żeby połączyć swoje nagłe, cudowne ozdrowienie z atakiem bólu Mercy i cholernie mu się to nie podobało.
- Jeśli jesteś w stanie, oddaj mi to - powiedział nerwowo. I nie czekając zbytnio na jej reakcję, wygrzebał swoje leki i wcisnął jej dwie tabletki. Powinien był wcześniej kupić ten fentanyl... ale skąd mógł o tym wiedzieć? Nie miał pojęcia ile to wszystko będzie trwało, za ile skutki uboczne wrócą do niego, więc musiał zakładać najgorszą możliwą opcję, że chwilę to zajmie. To właśnie dlatego do końca zasłonił okna i przerzucił poduszki na kanapę. Jeśli Mercy się położy mając głowę wyżej od reszty ciała, powinno być trochę lepiej.

Imari Blanc - 2018-06-08, 23:23

Pobladła nagle, a przeciez normalnie i tak miala dość jasną karnację. Poprawila się delikatnie na kanapie, jakby bojąc się, że każdy ruch może sprowokować kolejną falę bólu. Zresztą wydawało jej się, że nawet oddychanie boli. Może powinna przestać? Tak, nie oddychanie na pewno by pomogło... w koncu.
- Nie - i nie wiadomo było, czy po prostu odmawia oddania mu bólu czy nie jest w stanie tego zrobić, ale w obecnej chwili nie zamierzała się tłumaczyć i wchodzić w zawiłości tego co i jak zrobiła.
- Jak się czujesz? - zpytała zamiast tego, unosząc na niego wzrok, gdy juz byla w stanie jako tako się wyprostować. Mrużyła oczy, obserwując go.
- Ten kolor.. ból. Żyjesz z nim już bardzo długo - Nie wypowiedziała pytania na głos, ale wisiało ono wyraźnie w powietrzu. Nie wodziła za nim nawet wzrokiem gdy zasłaniał rolety w oknach, a po pokoju rozlewała się przyjemna ciemność. Tak było jej zdecydowanie łatwiej patrzeć. Przesunęła się w stronę poduszek i ułożyła na nich. Obserwowała Williama spod półprzymkniętych powiek.
- Nie sądziłam, że aż tyle dam radę go ściągnąć - przyznała, ale uśmiechnęła się dziwnym grymasem, jakby jednak zadowolona z siebie, mimo umierania.
Dopiero teraz spojrzała na tabletki w swoich rękach, a potem na Hoppera.
- Co to? - ledwo go widziała tak po prawdzie, ale trzymała się jakoś.
- Miewam migreny.. ale nie takie - przyznała, bo faktycznie przy przeciążeniu bywało, że trafialy w nią migreny, ale to, czego doświadczała teraz bylo o wiele gorsze. A może tylko tak jej sie wydawalo? Kazda migrena wydawala się najgorszą..

William Hopper - 2018-06-09, 00:23

Źle wyglądała, Hopper aż za dobrze widział jak mrużyła oczy i krzywiła się z bólu. Nie chciał nawet myśleć jak on sam funkcjonowałby bez leków - bo nie funkcjonowałby. Kodeina już przestawała mu wystarczać, a cholera, to przecież było mocne. Mercy była do tego wszystkiego nieprzyzwyczajona, nie znała takiego życia... bo to przecież był tryb normalny. Nie miał żadnej szczególnej migreny, po prostu nie mógł liczyć na moc Wallace. A jakby tego wszystkiego było mało... Mercy nie mogła mu tego oddać. Świetnie, po prostu świetnie. Już zupełnie pomijając kwestie tego, że to był jego ból i jego siostra nie powinna go brać na siebie, to po prostu by go lepiej zniósł. W przeciwieństwie do Mercy wiedział na co się pisze, był na lekach.
- Jak ja się czuję? Raczej: jak ty się czujesz? - spytał nerwowym, choć cichym tonem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak drażniące bywały dźwięki i z pewnością nie miał najmniejszego zamiaru dokładać siostrze bólu. Nie powinien był w ogóle na to wszystko pozwalać. Przecież był w stanie przewidzieć, jak to może się skończyć, skoro miała zamiar majstrować przy jego mocy. To nie było takie trudne, Hopper. Wystarczyło ruszyć głową.
- Ta, powiedzmy że możemy na siebie liczyć - rzucił przezabawnie, zasłaniając rolety. Po prostu chciał coś jej odpowiedzieć, podtrzymać tę rozmowę. Potrzebował chwili, żeby przyzwyczaić się bo ciemności, zanim znowu podszedł bliżej niej. I co, ona uważała to wszystko za dobrą wiadomość? Will pokręcił głową. Nie musiała cierpieć za miliony, radził sobie z tym i jakoś do tego wszystkiego przywykł - ona nie. Nie powinna była tego robić... ale Hopper nie miał zamiaru zaczynać tej dyskusji, nie teraz.
- Kodeina z paracetamolem. Powinnaś ją wziąć, zrobi ci się lepiej - odpowiedział jej. - I wiem, jestem specjalnym płatkiem śniegu - odpowiedział jej w żartobliwym tonie, chociaż jego głos ciężko było nazwać w jakikolwiek sposób wesołym.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group