To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - YOLO - lipiec 2013

Ricky Roseberry - 2018-03-25, 19:22

Parsknęłam słysząc jej wypowiedź. Tak byłam rozwydrzonym bachorem, któremu wszystko podkładano pod nos. (ironiaaaa) Musiałam zadbać o wszystko sama. No może tak mi się zdawało, ale większość tego co udało mi się osiągnąć. Osiągnęłam samodzielnie. Nie z pomocą kogoś z zewnątrz, tak więc porównywanie mojej osoby do dzidziusia nie było trafne. Ani trochę.
Nie miałam jednak za złe Sami tego słodkiego głosiku jak do dziecka. Spojrzałam na nią, a po chwili odepchnęłam, gdy ta popsuła mi fryzurę. Zaśmiałam się wstając na równe nogi i poprawiając włosy. To prawda że rzadko bywałam w lesie czy gdziekolwiek indziej, ale podstawy survivalu znałam. Po prostu nie lubiłam brudzić sobie rączek. Bo i po co skoro ma się wszystko w sklepach czy straganach. Po to są wynalazki, które są tworzone przez takie osoby jak ja czyli zamknięte w czterech ścianach.
Zerknęłam na Sami podając jej dłoń by pomóc jej wstać. Pokiwałam głową i zerknęłam w stronę w którą szłyśmy.
- To idziemy, ale później będziesz masowała. - zaśmiałam się do siebie i tym razem to ja pociągnęłam ją do przodu.
- Czemu w ogóle wymyśliłaś tak pochrzaniony wypad? Bo widzę że to było porwanie z premedytacją. - oznajmiłam i pokazałam ręką na jej plecak. Widziałam go już wcześniej, ale nie zwracałam na to uwagi, ale teraz gdy miałam okazję wypytywać się to czemu tego nie wykorzystać?
Ominęłam kilka drzew i gdy akurat zerknęłam na Sami to z ziemi wyskoczył jakiś korzeń. Potknęłam się i upadłam. Zaczęłam śmiać się sama z siebie i swojej niezdarności odwracając się na plecy tak by widzieć minę Samanthy.
- No i to było moje przeznaczenie. - powiedziałam pomiędzy salwami śmiechu. - chciałaś mnie zmusić do marszu ale ta ziemia działa na mnie jak magnes. - powiedziałam podkładając swoje ręce pod głowę i próbując się uspokoić. Nie powiem bo zabolało gdy gruchłam o podłoże, ale teraz nie było to ważne. Poczułam to dopiero po chwili, gdy spróbowałam podciągnąć swoją nogę do góry by wstać. Ten ból w kostce. Ból nie do wytrzymania. Usiadłam odruchowo i dotknęłam nogi na wysokości gdzie bolała. Nie była złamana bo nie mogłabym nią ruszać, ale to oznaczało albo zbicie albo skręcenie. Spróbowałam poruszać stopą i syknęłam z bólu. Zdecydowanie wybicie. Za parę chwil powinna mi zacząć puchnąć kostka, a co za tym idzie nie będę mogła chodzić. Zrzedła mi mina. Spojrzałam na Sami i zaczęłam rozwiązywać buta.
- Będziesz musiała pobawić się w lekarza kochanie. - oznajmiłam i zdjęłam trampka i skarpetę, a z ciała koszulę. Złożyłam ją w pas i zerknęłam na Sami czekając na jej reakcję. Dobrze że często zaglądałam z ciekawości do książek siostry i wiedziałam jak powinno nastawiać się takie przypadki.

Samantha Bartowski - 2018-03-25, 20:43

Co nam ze sklepów, straganów i betonowej dżungli, gdy niemal kilka kilometrów dalej mieliśmy istną dzicz, gdzie można było odpocząć od bolączek dnia codziennego, tego ciągłego pośpiechu i toksycznego społeczeństwa?
- No chyba śnisz. Po tym spacerze to w tych trampach będziesz miała mikro bomby biologiczne. - Zaśmiałam się na jej warunek. Oczywistym było, że w rzeczywistości nie mam nic przeciwko masowaniu jej małych stopek, które dziś tak radośnie dreptały wśród mchu. Ale nie mogłam sobie odpuścić tych naszych małych sprzeczek i drażnienia siebie nawzajem. Tym bardziej po tym pokazie, który nas w sumie wpakował w to bagno.
Bez problemu jednak dałam jej się pociągnąć i prowadzić, wgłąb tego lasu, którego przecież nie znała. Ale co tam - miałyśmy dzień wolny, wakacje, nawet jak się zgubimy, nie będzie końca świata.
Ot, przygoda.
- Pewnie. W planach miałam uprowadzenie, gwałt w krzakach i zostawienie na pastwę dzikich zwierząt. Albo mutantów! - Rzuciłam z pełną powagą w głosie, mimo, że żartowałam. Już od dawna nachodziły mnie myśli, że przed laty popełniłam straszny błąd. Ale przecież nie mogłam tego otwarcie przed nią przyznać, czyż nie? Nie mogłam jej pokazać, że uznaję jej rację. Jeszcze by się do tego przyzwyczaiła, i co wtedy? Już teraz wystarczająco dawała mi w kość. Ale chyba właśnie za to ją kochałam...
Nie minęła jednak chwila, gdy poczułam silne pociągnięcie, a po w kolejnej sekundzie - ujrzałam leżącą Ricky na ziemi. Ogarnęło mnie rozbawienie, a z mojego gardła wydarł się szczery śmiech.
- Oj Ty sieroto, sieroto. Natura jest przeciwko Tobie! - zaśmiałam się, jednak po chwili mina mi zrzedła, gdy zauważyłam, że to wcale nie było tylko niewinne łapanie przysłowiowych zajęcy. Przestraszyłam się nie na żarty i schyliłam nad mą wybranką.
- O mój borze, Ricks, wszystko okej?! - Zapytałam wyraźnie zdenerwowana, rozkładając ręce na boki w dziwnej gestykulacji. Co jak co - niby zwykle utrzymywałam opanowanie, ale gdy moim bliskim groziło niebezpieczeństwo - bałam się. I tego uczucia nie potrafiłam stłumić.
Słysząc komentarz brunetki, potrząsnęłam głową, patrząc jej w oczy.
- Co mam robić? Rany, kruszyno, ja za cholerę nie wiem co robić, ja nie wiem, nie wiem... - Tak, spanikowałam, nawet mimo tego, że przecież nic poważnego się nie stało.
Zdjęłam w międzyczasie plecak ze swych ramion i wzięłam głębszy wdech, czekając na jakieś instrukcję. Najchętniej wzięłabym ją teraz na barana i ruszyła z powrotem ku ulicy, byle znaleźć jakiś transport i ruszyć do lekarza. Nie chciałam, by przeze mnie, cokolwiek jej się stało...

Ricky Roseberry - 2018-03-25, 21:22

Zaśmiałam się cichutko, gdy zobaczyłam jak Sami wariowała. Wiedziałam, że się o mnie bała, ale nie mogłam się powstrzymać od złośliwego uśmieszku w jej stronę. Po chwili jednak spoważniałam i zerknęłam w oczy mojej dziewczyny.
- Po pierwsze uspokój się. Ja nie panikuję, a przecież to mnie boli. - zaśmiałam się. Bolało, i trochę się bałam że coś spieprzę, ale wiedziałam, że nie mogę tego pokazywać, a śmiech był najlepszym kamuflażem. Wiedziałam że nie będzie trzeba nastawiać, przynajmniej nie na tyle żeby był potrzebny lekarz. Wystarczył gdybym stanęła na nodze gdy będzie usztywniona. Samo powinno wskoczyć na miejsce, ale do tego potrzebowałam kogoś kto mi pomoże, a panika w niczym nie pomagała.
Spojrzałam na Sami i się do niej uśmiechnęłam. Obwiązałam sobie nogę tak by krew dopływała, ale żebym miała mniejszą możliwość ruchu nogą. Rozsznurowałam buta i włożyłam go z powrotem na stopę. Ostrożnie i delikatnie, ale jednak w pewnym momencie syknęłam z bólu. Podniosłam dłoń by pomogła mi wstać.
- Przez panikowanie zostaniesz zdegradowana do pielęgniarki. Pomóż mi wstać sama nie dam rady. - oznajmiłam i oparłam się na niej wstając. Po chwili gdy już byłam w pozycji pionowej przytrzymałam się Sami i delikatnie stanęłam na nodze która była poszkodowana. Zasyczałam z bólu, ale po chwili stanęłam na niej całym ciężarem. Nie było tak źle. Zrobiłam kilka kroków i poczułam jak coś mi przeskoczyło, a to oznaczało już tylko poprawę.
Puściłam Sami i się do niej uśmiechnęłam całując ją w policzek.
- Moja panikara. - oznajmiłam i zaczęłam się śmiać. - idziemy dalej. 10 minut zmieni się w 20. - oznajmiłam i narzuciłam wolniejsze tempo. Będę musiała trochę oszczędzać nogę, ale nie będzie aż tak źle. Przynajmniej był to pierwszy stopień zwichnięcia, a nie trzeci w którym nosi się gips. Dobra ale dosyć o medycynie bo wyjdzie, że jeszcze jestem jakąś specjalistką, a to nie prawda.
- Sami. Wybacz. Nie chciałam popsuć tego dnia. - powiedziałam po chwili marszu. Uważnie patrząc gdzie stawiam nogi. Nie chciałam kolejnego upadku wystarczy mi jedna noga zwichnięta a nie dwie. I tak Rocky będzie się zastanawiać co odwaliłam.

Samantha Bartowski - 2018-03-25, 22:29

Czy to moja wina, że się o nią martwiłam? To była całkowicie naturalna reakcja - tym bardziej, że czułam wewnętrzną potrzebę troszczenia się o to maleństwo. Znaczy... Niby nie różniło nas wiele, ot - 4 lata i kilka centymetrów wzrostu. A jednak chciałam o nią dbać, najlepiej jak potrafiłam.
A zamiast tego zaserwowałam jej traumę w postaci gnojka co tylko na seksy liczył i skręconą kostkę...
No, nie ma co Bartowski. Dobrze Ci idzie ten dzień pełen niespodzianek...
- Wiesz, że nie lubię, gdy Ciebie boli... - Mruknęłam wyraźnie niezadowolona, próbując się tłumaczyć ze swego zachowania. Nie muszę chyba mówić, że to syknięcie mi się nie podobało?
Mimo wszystko jednak, pozwoliłam jej wstać - ba, nawet sama jej pomogłam się podnieść. Z każdą kolejną chwilą jednak nabierałam coraz większej ochoty, by jednak ją podnieść.
Nie chciałam już nawet komentować kwestii mojej paniki. Zamiast tego westchnęłam ciężko, ponownie zakładając ponownie plecak na plecy. A słysząc jej komentarz... Zacisnęłam na chwilę wargi, by po sekundzie stanąć przed Roseberry i dać jej buziaka w usta.
- Nope. Still 10 minutes. - Rzuciłam zadziornie, po czym podniosłam dziewczynę w taki sposób, by mogła mnie opleść swoimi nogami. No i... Sama mogłam sobie teraz pokorzystać, bezkarnie łapiąc ją za pupę, a co! W przeciwieństwie do brunetki jednak, uważnie pilnowałam drogi, co bym nie wylądowała razem z nią na glebie. Tylko tego nam było trzeba, żebyśmy obie skończyły z uszkodzonymi kończynami. Całe szczęście, spoglądanie zza ramienia dziewczyny nie było takie trudne.
- Nie pieprz głupot, Ricks. Nic nie popsułaś. - Stwierdziłam z pewnością w głosie, wciąż prąc przed siebie, we wcześniej ustalonym przeze mnie kierunku.

Ricky Roseberry - 2018-03-25, 22:46

Uśmiechnęłam się do mojej Sami, gdy ta postanowiła mnie podnieść. Mogłam się tego spodziewać, ale jednak mnie zaskoczyła. Wtuliłam się w nią chociaż wiedziałam że nie jestem taka leciutka jak mogłoby się wydawać. Czułam jej dłonie na moich pośladkach co spowodowało nie kontrolowaną falę gorąca, ale nie chciałam teraz się odzywać ani nic odwalać, bo chciałam zobaczyć co też a wariatka dla nas uszykowała.
- Kocham Cię Panikaro wiesz? - zapytałam dla pewności ze śmiechem w głosie. Po chwili jednak zaczęłam się wiercić na rękach u mojej dziewczyny. Nie lubiłam jej wykorzystywać, a o było zdecydowanie wykorzystywanie.
- Postaw mnie, muszę to rozchodzić. - powiedziałam odsuwając się od niej nieco. - a po za tym nie podoba mi się to że ty sobie mnie podotykasz a ja ciebie nie mogę. - dodałam ze śmiechem próbując złapać wzrok Sami. Chciałam żeby na serio mnie postawiła. Noga nie bolała aż tak strasznie, żebym nie mogła chodzić sama, a po za tym przyzwyczajanie ciała do bólu jest naturalnym odruchem, a siedząc u niej na rękach nie mogłam tego robić, zwłaszcza że nie potrafiłam się skupić na niczym innym niż tylko jej dotyk.
Gdy dotarłyśmy na miejsce zaniemówiłam. Było tu pięknie, a ja nie wiedziałam o istnieniu takiego miejsca. Zatrzymałam się i rozejrzałam. Po prostu nie wiedziałam co zrobić. Najchętniej obejrzałabym tutaj centymetr po centymetrze, ale nie starczyłoby mi czasu na podziwianie kobiety mojego życia. Uśmiechnęłam się i objęłam Sami wtulając nos w jej ramię.
- Dziękuję że mnie uprowadziłaś. Teraz czekam na gwałt w krzakach i dziką zwierzynę. - powiedziałam nadal z uśmiechem, który można było nawet usłyszeć w tonie mojego głosu. - Jest pięknie. - dodałam po chwili odklejając się i całując Sami. Chciałam by ten dzień trwał wieczność i nie obchodził mnie już ten palant ani boląca noga. Z resztą o tym drugim już zapomniałam, bo przestałam zwracać uwagi na ból.

Samantha Bartowski - 2018-03-27, 16:22

- Też Cię kocham. - Odparłam, dając jej krótkiego buziaka w policzek, nie zatrzymując się nawet na sekundę. Nie zamierzałam opóźniać dojścia do naszego celu jeszcze bardziej, nawet, jeśli niesienie Ricky było dość... Męczące. Gdy tylko poczułam, jak dziewczyna zaczyna mi się wiercić w uścisku, lekko ją "podrzuciłam", by poprawić sobie chwyt.
- No chyba śnisz. Nie staniesz, póki nie znajdę prostej drogi, bo jeszcze drugą nogę połamiesz, sieroto. - Rzuciłam niby pewnym i poważnym tonem, jednak wewnętrznie chyba wręcz pękałam ze śmiechu. - Przywileje, przywileje... - Dodałam po chwili, już nie powstrzymując chichotu. A co! choć raz mogłam sobie bezkarnie poużywać!
Nie minęła jednak chwila, gdy dotarłyśmy na dopatrzone na mapie miejsce, którym było niewielkie jezioro w centrum lasu. Wypuściłam więc Roseberry ze swych objęć, po czym zaczęłam się lekko rozciągać i zsunęłam plecak ze swych ramion.
- Już by chciała wszystko od razu... - stwierdziłam, przewracając teatralnie oczami. Mimo wszystko jednak, objęłam ją lekko, gdy tylko poczułam jej twarz wtulającą się w moje ramię, a na jej głowie złożyłam kolejnego, krótkiego całusa. - Głodna? - Zapytałam, puszczając ją i sięgając do plecaka, z którego wyjęłam kocyk i próbowałam go rozłożyć na granicy trawy z piaskiem...

Ricky Roseberry - 2018-03-27, 20:22

Może i byłam sierotą jeśli chodzi o naturę, ale to nie moja wina, że ten korzeń tam się pojawił tak po prostu znikąd prawda?No bo przecież ja go tam nie zostawiałam. Dobra teraz to nie było ważne. Zafascynowana widokiem i pomysłem Sami spojrzałam na nią, gdy proponowała jedzenie. Skrzywiłam się nieznacznie.
- Niezbyt, chyba że masz na myśli siebie. - powiedziałam ze śmiechem i położyłam się na kocu. Oparłam głowę na ręku tak by widzieć Sami. Leżałam na boku. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na drzewa, a później na jezioro.
- Mam ochotę popływać. - oznajmiłam i siadając zsunęłam z siebie koszulę. Nie chciałam w tym momencie rwać się do wody, ale na pewno dzisiaj tam wyląduję. Albo sama albo z Sami. Tak korciło mnie by się zamoczyć. Przy okazji miałabym możliwość pooglądania sobie mojej dziewczyny, gdy nie odwdzięczyłam się za jej dotyk na swoim tyłku. Gdy tylko to sobie przypomniałam dostałam ciarek i przymknęłam oczy. Po chwili odchrząknęłam i zerknęłam na kobietę która mi towarzyszyła.
- Co masz tam ciekawego? - zapytałam pokazując plecak, który dziewczyna przez całą drogę miała ze sobą. Podejrzewałam że nie bez przyczyny.

Samantha Bartowski - 2018-03-29, 12:11

Natura, słoneczko, ciepełko i woda. Tak, to było wszystko, czego potrzebowałam do szczęścia. No, i jeszcze Ricky. Tak, w takim zestawieniu z czystym sumieniem mogłam się nazwać szczęśliwą i spełnioną. Mogłam czuć się sobą - całkowicie. Rozciągnęłam więc własne ramiona, gdy sama sadowiłam się na tym kocyku, krzyżując nogi i podpierając się dłońmi z tyłu. Z jakiegoś dziwnego powodu tak było mi najwygodniej. Relaksowałam się chwilą, czując lekki powiew wiatru i wdychając świeże powietrze.
Na komentarz dziewczyny, spojrzałam na nią wymownie, unosząc swoje brwi w jednoznacznym geście. Dobrze wiedziałam o czym mówi. No i ciężko mi było ukryć, że sama też nie miałabym nic przeciwko... Podgrzaniu atmosfery. Wciąż jednak miałam przed oczami jej upadek i te chwile strachu, które chyba wystarczająco mnie blokowały przed podjęciem... Wiadomego działania...
No, i do tego jej kolejne stwierdzenie chyba też mnie nieco otrzeźwiło.
- Ej, ej, ej. Jakie popływać. Z tą nogą?! - zapytałam lekko podniesionym tonem. Bałam się o nią mimo wszystko, choć nie powiem - na widoki to ja na pewno nie mogłam teraz marudzić. I mówię tu bynajmniej o uroku tegoż miejsca.
A jednak... Sama też miałam ochotę wskoczyć do tej wody. Noż kurna... W końcu z tego powodu w ogóle ją tu ciągnęłam. Ale jak mogłam przewidzieć, że po drodze spotka nas takie nieszczęście?
Dobrze jednak, że miałam plan B, który zaprezentowałam mojej wybrance po jej kolejnym pytaniu - wyciągając z plecaka jedną z butelek z winem.
- Dokładnie to, moja droga. Skusisz się?

Ricky Roseberry - 2018-03-29, 22:18

Chciałam by ten dzień trwał. Usiadłam i sprawdziłam jak tam noga. Nie bolała już tak bardzo ale zaczynała puchnąć. Specjalnie nią poruszałam. Zerknęłam na Sami która wyciągnęła butelkę wina. Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Oczywiście. Tego nigdy nie odmówię. - powiedziałam i zbliżyłam się do Sami by dać jej krótkiego całusa w usta. Jej miękkie i delikatne usta. Kochałam ją i byłam pewna że resztę życia spędzę własnie z nią. Jeśli ona tego będzie chciała. Może i byłyśmy kobietami może i czasem miałyśmy podłe humorki, ale już od paru miesięcy odkładałam pieniądze by kupić to małe ustrojstwo które by pokazywało, że Sami jest moja. Niestety nie miałam jakiś ogromnych funduszy, ale miałam nadzieję że za parę lat uda mi się uzbierać. Może.
Zaczęłam rozpinać sobie rozporek spodni i zdjęłam buty. Spodnie z siebie zsunęłam i wstając zrzuciłam swoją bluzkę zostając tylko w bieliźnie. Powoi doszłam do brzegu jeziora. Zanurzyłam się do kolan i obejrzałam na Sami. Wiedziałam że nie będzie zadowolona, ale woda działała na mnie kojąco, a noga nie powinna mnie boleć gdy będę pływała. Uśmiechnęłam się do niej i weszłam głębiej. Tak by móc zanurkować. Gdy wypłynęłam na powierzchnię zerknęłam z powrotem na miejsce gdzie był koc.
- Chodź! - krzyknęłam do niej i ją obserwowałam. Miałam nadzieję, że będę mogła sobie popatrzeć na moją dziewczynę, gdy będzie się do mnie dołączać.

Samantha Bartowski - 2018-03-30, 11:16

Już chciałam otworzyć butelkę, już chciałam rozpocząć nasze randez-vous na kocyku, gdy jednak zauważyłam, co też ta mała zaczęła kombinować. Moja dłoń zatrzymała się przy korku, a moje oczy dokładnie obserwowały każdy ruch dziewczyny. No bo w sumie... Przecież może chciała się opalić? Tu, przy brzegu, słoneczko dość ładnie do nas dochodziło, więc taki scenariusz jak najbardziej miał sens.
Szybko jednak się przekonałam, że moje początkowe obawy miały się właśnie spełnić.
- Hola hola! Młoda damo! - Rzuciłam za nią, wyciągając w jej kierunku rękę, jednak z jakiegoś powodu nie zdążyłam jej złapać. Zostałam więc na tym kocyku, lekko naburmuszona, jednocześnie nie spuszczając oka z panny Roseberry. Nie podobało mi się, że już kolejny raz dzisiejszego dnia mi się stawia i naraża się na niebezpieczeństwo.
Tak. Coraz bardziej byłam pewna, że w jej głowie to tylko wiatr szumi.
Gdy jednak brunetka się odwróciła, szybkim ruchem zsunęłam z siebie adidasy, wyrzuciłam na kocyk zawartość kieszeni i ruszyłam w stronę brzegu - ściągając z siebie bluzę po drodze. Nim więc Rocky zdążyłam mnie zachęcić do dołączenia do niej - ja już znalazłam się w wodzie. Tak. W mokrych ubraniach, a co!
- Ty mały, uparty ośle! - Rzuciłam do niej, kierując swoje kroki, powoli (bo w końcu już w wodzie) w jej stronę. Miałam zamiar dać jej nauczkę i ochlapać ją najmocniej, jak potrafiłam. A kto wie? Może potem nawet ją wrzucę do tego jeziora z zaskoczenia. Nikt tego chyba nie lubił. Ale z takimi uparciuchami trza sobie jakoś radzić, nie?

Ricky Roseberry - 2018-03-30, 22:30

Nie robiłam jej na złość. Nie chciałam żeby tak to przyjęła po prostu chciałam sprawdzić jaka jest woda. Gdy zauważyłam że wchodzi do wody w ciuchach zaśmiałam się i podpłynęłam do niej. Zbliżyłam się na tyle bym mogła poczuć jej ciało swoim. Pocałowałam ją w usta. Długo i namiętnie, a w tym czasie włożyłam swoje dłonie pod jej próbując z niej ją ściągnąć. Gdy mi na to pozwoliła (mam nadzieję że tak xd)próbowałam zrobić to samo z jej spodniami, ale w wodzie nie było to aż tak łatwe. Uśmiechnęłam się przytulając ją.
- Albo je zdejmiesz, albo pożałujesz tego, że mnie tu przyprowadziłaś. - powiedziałam jej do ucha i odpłynęłam nurkując pod wodę. Zrobiłam to specjalnie i dość długo się nie wynurzałam. Chciałam ją nastraszyć i w końcu wypłynęłam leżąc na brzuchu tak jakbym się utopiła. Nie mogłam jednak ze śmiechu i po chwili odwróciłam się na plecy unosząc się na powierzchni. Moja czerwona bielizna dość sympatycznie prezentowała się mokra i w dodatku odbijała się na tle całej tafli jeziora. Zamknęłam oczy i czekałam na jej reakcję.
Miałam w planach jeszcze trochę atrakcji na ten dzień, zwłaszcza gdy moja bielizna będzie musiała się wysuszyć. Na samą myśl o tym przeszły mnie ciarki. Mieć ją tak blisko siebie i być świadomym tego że mnie kocha było czymś cudownym, a moje uczucia z dnia na dzień nie były słabsze, a mocniejsze. Może to dziwne, ale czułam się tak jakbyś codziennie pokazywały sobie kolejny skrawek duszy, który ciekawy nas wzajemnie przez co zbliżałyśmy się do siebie jeszcze bardziej. Może to dziwne, ale właśnie tak się czułam.

Samantha Bartowski - 2018-04-03, 13:50

Słońce świeci nad nami,
Ogrzewa nasze nagie ciała...

A nie, czej, to nie ta bajka!
Nie wiem czemu zmiękłam i zrezygnowałam ze swojego planu. Nie wiem, czemu jej nie ochlapałam. I nie wiem czemu pozwoliłam jej się do siebie i zbliżyć, a - co więcej - nawet zdjąć ze mnie tę przemoczoną koszulkę. Pozostawało mi tylko wierzyć, że ten kawałek szmatki nie odpłynie nigdzie, ani nie zawieruszy się w piasku - tylko mi tego było trzeba, żeby ubrania mi się pogubiły! Tym bardziej, gdy nie miałam żadnych na zmianę...
- To ma być groźba? - zapytałam, unosząc jedną ze swych brwi - Taki uroczy szczeniaczek jak Ty, próbuje mi czymś grozić? - Dodałam po chwili, oczywiście się z nią drocząc. Uwielbiałam, gdy próbowała zgrywać taką groźną - wyglądała wtedy tak uroczo, że aż moje chamskie serduszko się nie raz topiło..
Nie zareagowałam też na jej próbę przestraszenia mnie. Za dobrze ją znałam. A poza tym... Wyczerpała na dziś limit denerwowania mnie, gdy zaczęła kręcić z tamtym ciołkiem. Stałam więc w tej wodzie, przemoczona, z mokrymi spodniami i koszulką wciśniętą brzegiem do tylnej kieszeni moich jeansów. No i... Obserwowałam sobie widoczki, bo te, trzeba przyznać, Ricky mi serwowała nieziemskie.
Przygryzłam lekko swoją dolną wargę, chyba zapominając o bożym świecie, gdy tak przyglądałam się tej ślicznotce, z własnymi rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Teraz nie miałam zamiaru jej popuścić... Jeśli tylko wykona jakikolwiek krok w moją stronę, moje dłonie szybko powędrują pod wodę, by sowicie ochlapać brunetkę. A co! Może chociaż tak nie spełni tych swoich, phi, gróźb.

Ricky Roseberry - 2018-04-07, 20:03

Nie wiedziałam co myśleć o dzisiejszym dniu. Czułam się wspaniale, ale odrobinę niepokoiłam się o siostrę. Nie mogłam jednak być nadopiekuńczą młodszą siostrą i w tym momencie zamierzałam być egoistką. Podpłynęłam do Sami i od razu poczułam to jak woda ląduje na mnie z dużą siłą. Nie byłam jej dłużna i również ją pochlapałam ze śmiechem na ustach. Po chwili jednak szybko zanurkowałam i pociągnęłam ją w moją stronę tak by się przewróciła do wody. Kara musi być za spiskowanie za moimi plecami. Kombinatorka jedna. Uśmiechnęłam się do siebie że mój plan się powiódł, ale nie chciałam zostać w wodzie ani chwili dłużej, bo byłam świadoma tego, że zaraz dostanę za swoje. Wycisnęłam wodę z włosów i pobiegłam pokuśtykając na nasze miejsce.
położyłam się na kocu zamykając oczy. Słońce świeciło dość mocno więc podejrzewałam że szybko wyschnę.
- Pewnie nie wzięłaś kremu do opalania. - zaśmiałam się krzycząc do Sami, bo nie byłam pewna gdzie jest. Odwróciłam się na brzuch odpinając stanik i zabierając włosy z pleców, by te ładnie się opaliły. Stanik zdjęłam i położyłam obok. Zasłaniając moje kobiece miejsca położyłam się i spojrzałam w stronę jeziora. Zapowiada się przyjemny dzień i wieczór. Uśmiechnęłam się do siebie na samą myśl, co też Sami dla nas wymyśliła.

Samantha Bartowski - 2018-04-08, 16:07

Niby dorosłe baby, a zachowują się jak dzieci, gdy nikt nie patrzy, no nie?
Ale właśnie w tym był cały urok! By odnaleźć w sobie to wewnętrzne dziecko i cieszyć się nawet takimi drobiazgami, jak chlapanie w wodzie. Nie można mieć całe życia kijka w dupie, o! A przynajmniej ja wychodziłam z takiego założenia - i chyba cieszyłam się z faktu, że Ricky mi w tym wtóruje.
Nie wiem, czy woda wpadła mi do oka, czy jednak to było co innego (hehe), skoro nie zauważyłam momentu, gdy ma wybranka zniknęła pod wodą z tym swoim nikczemnym planem. Ale tanio to ja skóry nie oddam, co to, to nie! Znaczy, no, przynajmniej chwilę mi się tak wydawało, gdy próbowałam jakoś ustać, mimo siły, którą brunetka włożyła w próbę przewrócenia mnie. No i niestety - po kilku sekundach walki o utrzymanie równowagi - udało jej się sprowadzić mnie pod wodę, z niezłym szokiem. Woda niemal od razu wlała się do moich nozdrzy, a ja przez kilka chwil zostałam pod taflą tego jeziorka, próbując zaadaptować się do nowej sytuacji, w której się znalazłam. Jak widać - to był wystarczający czas, by ta mała zdążyła przede mną uciec!
W końcu jednak wynurzyłam się spod wody - cała mokra i z grzywką zasłaniającą niemal całą moją twarz. Niemal filmowo wyplułam z ust wodę, kierując ją lekką stróżką. Dopiero po chwili też zgarnęłam włosy z twarzy otwartą dłonią, robiąc to tak charakterystycznym dla mnie gestem. Westchnęłam ciężko, nieco się garbiąc, gdy zauważyłam, że ta małpa już jest z powrotem na kocyku.
No nic, trza było pójść w jej kroki! Tak więc powoli wychodziłam już z tej wody, już byłam w połowie drogi na kocyk, gdy zauważyłam... Że brakuje mi mojej koszulki?! Oł sziet. No tak to być nie może. Rozejrzałam się trochę nerwowo, ale na szczęscie - ta sobie radośnie pływała niemal przy brzegu. Cofnęłam się więc lekkim truchtem po ten przemoczony kawałek garderoby, po czym swoje kroki znowu skierowałam ku swojej ukochanej.
- Co? No... Nie. Bo nie to miałyśmy robić. - Stwierdziłam zgodnie z prawdą, po czym jednak dodałam - Ale mam to! - W tym samym momencie cały nadmiar wody z mojego t-shirtu wycisnęłam prosto na ten śliczny, pusty łepek mej towarzyszki, śmiejąc się przy okazji. Na wszelki wypadek też odskoczyłam nieco od niej, bo szykowałam się na to, że się o to trochę zdenerwuje.
A chyba nie muszę wspominać, że właśnie taki był mój zamysł, no nie?

Ricky Roseberry - 2018-04-09, 09:10

Słyszałam jej kroki. Z zamkniętymi oczami mogłam skupić się na cieple które czułam na plecach. Wiedziałam że Sami mi nie odpuści za podtopienie jej, ale miałam akurat to gdzieś.
Droczyłyśmy się. I właśnie o to chodziło w taki dzień jak ten. By cieszyć się życiem i każdą sekundą spędzoną z ukochaną osobą.
Uśmiechnęłam się gdy usłyszałam jej słowa o innych planach. Zerknęłam na nią, a raczej spróbowałam spojrzeć, bo poczułam wodę na swojej głowie. Syknęłam i podniosłam się zasłaniając swoje piersi dłońmi. Usiadłam i spojrzałam na nią spode łba.
- Jak chciałaś mnie pooglądać to trzeba było powiedzieć a nie zmuszać mnie do podnoszenia się. - zaśmiałam się i złapałam szybko stanik. Założyłam go i wycisnęłam z włosów wodę na ziemię obok. Nie zaszczyciłam przy tym nawet drobnym spojrzeniem mojej Sami. Odwróciłam się i spojrzałam na butelkę, którą miałyśmy wypić. Uśmiechnęłam się i położyłam z powrotem na kocu ale tym razem normalnie na plecach.
- Nadal się mnie boisz czy powiesz mi co miałaś ciekawego w planach? - zapytałam i zamknęłam oczy delektując się naturą. Uśmiechnęłam się delikatnie sama do siebie. Już dawno nie byłam w takim miejscu gdzie była cisza i spokój. Gdzie mogłabym tak na prawdę odpocząć od wszystkiego i wszystkich. Byłam wdzięczna Sami, że jednak mnie wyciągnęła z domu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group