urodzony w Seattle 04.08.1991 roku, wrócił tam 2 miesiące temu, nie przynależy do żadnej frakcji, choć okazjonalnie pomaga Bractwu, wizerunku użycza Miles Teller
1991-2007
Dostał szesnaście lat spokojnego dzieciństwa - to w gruncie rzeczy całkiem sporo, więcej niż mógł oczekiwać i więcej niż mógł zażądać. Dorastał tutaj, w Seattle, jako najstarszy z trójki rodzeństwa. Cholera, to zabrzmi strasznie sentymentalnie, ale z tego wszystkiego najlepiej pamięta starą, drewnianą huśtawkę za domem. Ile lat minęło od kiedy ostatnio myślał o zapachu babeczek, które piekła jego mama albo o zawsze niedopieczonym indyku, który jego tata robił na święto dziękczynienia? Nawet kupił sobie taki specjalny termometr ze szpikulcem, żeby sprawdzać czy mięso osiągnęło odpowiednią temperaturę, ale to cholerne ptaszysko zawsze zostawało w środku surowe. Tata nigdy nie miał talentu do gotowania, ale miał za to świetny kontakt z dziećmi. To chyba było najważniejsze, zwłaszcza że mama, utalentowana pani biolog, nigdy nie miała czasu.
Will właściwie nie był w stanie ustalić co i kiedy aktywowało się jego mutację, choć przez kilka lat regularnie rozważał ten problem wracając do swoich najwcześniejszych wspomnień. Postaram się to wyjaśnić w możliwie najprostszy sposób: mutacja Willa przez swoją specyfikę nasila się w sposób wykładniczy. Oznacza to, że z każdym rokiem staje się coraz silniejsza oraz to, że na początku była właściwie niezauważalna. Ciężko stwierdzić w jakim stopniu mały Willie był po prostu mądrym dzieciakiem, a w jakim początkującym mutantem.
04.2007
Szesnaście lat wypełnionych pucharami za kolejne spelling bee i olimpiady matematyczne musiało się kiedyś skończyć, prawda? W tamtym czasie Will już wiedział, że jest mutantem. Może to zabrzmi absurdalnie, ale takie rzeczy się czuje. Rozumiał, że należy do tej ukrytej przed opinią publiczną elity genetycznej, a bycie w tych kilku procentach wybrańców bardzo mu odpowiadało, zwłaszcza kiedy nie niosło za sobą żadnych konsekwencji.
Pisał o tym w sieci i to całkiem sporo. Kto nie lubi być podziwiany za swoją niesamowitą moc? Popisywał się swoją mutacją, swoją wiedzą i spostrzegawczością. Tak, był skończonym idiotą, zrozumiał to dopiero kilka miesięcy później, kiedy ktoś faktycznie się nim zainteresował. Nie wiedział kim byli, nie mieli żadnych oznaczeń ani cech charakterystycznych. Po latach Will doszedł do wniosku że to musieli być jacyś protoplaści badań nad mutantami, może nawet protoplaści Weller Brothers. Gdyby to było młode GC byłby od dawna martwy, to na pewno nie wchodziło w grę. Złapali go poza domem i kto wie jak w ogóle by skończył, gdyby nie to, że go nie docenili. Nie miał żadnych niebezpiecznych mocy, więc nie było czym się martwić, prawda? Uśpił ich czujność, wystarczyła mu chwila nieuwagi, a potem biegł jak najszybciej przed siebie. Miał farta, złapał stopa, pierwszego, drugiego, trzeciego... Wystawili za nim list gończy, podobno kogoś usiłował zamordować. Wtedy zdał sobie sprawę, że już nigdy nie będzie mógł wrócić.
Dopiero po jakimś roku od ucieczki pomyślał o tym, że jego rodzeństwo też mogło mieć mutacje, a ci ludzie mieli ich podanych jak na tacy. Nigdy ich nie ostrzegł, nie wiedzieli co im ściągnął na głowy, nie mieli szans uciec. Nie myślał o tym. Nie chciał.
05.2007-09.2008
Nastoletni uciekinierzy nie mają zbyt łatwo w życiu. Will już wtedy miał głowę na karku, wiedział że musi jak najszybciej wyjechać z miasta, a najlepiej ze stanu. Trafił na swoją pierwszą grupę, wtedy to jeszcze nie byli
wolni mutanci, tylko zgraja dzieciaków, które uciekły z domu. Daleko im było do gadających o miłości hipisów podróżujących przez kraj różowym busem, ale przynajmniej na samym początku nie trafił na mafię i totalnych degeneratów. Jeżeli chcieli coś zjeść, musieli to najpierw zdobyć. Dla kogoś, kogo mózg jest stworzony do nauki nowych rzeczy otwieranie zamków wcale nie było takie trudne. Unikanie kamer nie stanowi szczególnego problemu, kiedy w głowie cały czas masz plan pomieszczenia. Chowanie się przed strażnikami też ciężko nazwać wyzwaniem, kiedy możesz wyliczyć ile dokładnie masz sekund, zanim wróci. Od jednej dziewczyny przy okazji podłapał też hiszpański.
10.2008-09.2010
Dobrze im szło. Pustostany i marne resztki jedzenia przestały im wystarczać. Byli młodzi, zdolni i śmiali, a oprócz tego potrzebowali kasy. Dobrze im szło, aż nie weszli na cudzy teren. Will na dobrą sprawę nie miał pojęcia co się stało z resztą jego grupy, znając życie są martwi. Chyba wtedy po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że faktycznie może zginąć.
On sam miał wtedy szczęście, znowu. Mutanci powoli przestawali być wtedy tylko miejskimi legendami i chociaż może nie strzelał laserami z oczu, to i tak był przydatny. Dajcie spokój, kto nie chce mieć w swojej drużynie chłopaka, który w kilka dni nauczy się wszystkiego, który zapamięta rozkład kamer w całym budynku i który w myślach wyliczy kąt, pod którym trzeba podważyć zamek?
Kazali mu walczyć? Nauczył się walczyć.
Kazali mu hakować? Nauczył się hakować.
Kazali mu strzelać?
Cóż, przynajmniej kiedy od nich uciekał to mu się przydało.
10.2010-06.2014
Jak łatwo się domyślić, Hopper nie był najbardziej lubianym człowiekiem w Stanach. Nie był też najłatwiejszym do znalezienia, więc póki co był bezpieczny. List gończy cały czas wisiał w policyjnej kartotece przypominając mu, że ma więcej niż jednego wroga, a teraz mógł liczyć tylko na siebie. Niespecjalnie mu to przeszkadzało, nigdy nie był zbyt dobry w graniu dla całej drużyny.
Will zdawał sobie sprawę, że musi stać się ostrożny, jeśli nie paranoiczny. Fałszywe dokumenty, przenoszenie się z miejsca na miejsce... Całkowite zmienianie tożsamości co kilka tygodni nie pomagało w graniu na giełdzie, więc nie miał szans na stałe źródło utrzymania. Jeżeli był tylko w stanie, łapał się każdej możliwej pracy. Naprawi zepsuty samochód, cieknącą rurę i wydoi krowę, proszę bardzo. Co prawda preferował prace wymagające nieco więcej intelektu, ale jak się nie ma co się lubi... Zwłaszcza, że nie mógł zostać nigdzie na dłużej ani przyciągać zbytniej uwagi, a to był standardowy efekt uboczny bycia geniuszem. Plus był taki, że kiedy przez internet podszywał się pod doktorantów w końcu mógł z kimś popisać na jakimś sensownym poziomie. Okazjonalnie udawało mu się dzięki temu złapać jakieś wymagające myślenia prace dla firm ze Stanów i drugiego końca świata. Podobno ma całkiem przyzwoity chiński. Całkiem nieźle pracowało mu się też z małą, początkującą firmą, Weller Brothers, trochę dla nich zrobił zanim po raz kolejny rozpłynął się w powietrzu. Dopiero po latach zorientował się, kim właściwie byli. To go tylko utwierdziło w przekonaniu, że musi jeszcze bardziej uważać i że paranoi nigdy nie za wiele.
Przejechał pół Stanów, zahaczył o Kanadę i nawet przez pół roku siedział w Meksyku. Z każdym kolejnym dniem zaczynał czuć się coraz pewniej, wierzyć że nie musi aż tak uważać. Może w końcu dali sobie spokój. Może wyjechałby na Lazurowe Wybrzeże i spróbował zacząć normalne życie, przecież nie mogli go szukać wszędzie. Zawsze wtedy sobie przypominał, że to nigdy nie będzie takie proste. William Hopper znowu pojawiał się w gazetach, ktoś zaczynał go śledzić albo policjanci zaczynali mu się przyglądać o dwie sekundy za długo. Może przesadzał. Może nie. Wiedział tyle że nie chce zginąć ani dać się złapać. Prawdziwą ironią losu było to, że jedyna zbrodnia za którą go poszukiwali to była ta, której nie popełnił.
07.2014-02.2017
Nie wydaje wam się nieco podejrzane, że jakaś grupka mutantów bez żadnego konkretnego powodu nagle zaatakowała podczas obchodów dnia niepodległości, a potem rozpłynęła się w powietrzu? Niczego nie żądali, nie przeprowadzili innych zamachów, a jakby tego było mało, nikt ich nigdy nie widział. Kiedy się ukrywał podczas największej fali badań, aresztowań i ataków miał całkiem sporo czasu, żeby pogrzebać na ten temat, chociaż nie miał wystarczająco dobrego sprzętu, żeby coś faktycznie znaleźć. Część osób wiązała ten zamach z niejakim Widmem, ale sam Will uważał tę postać za raczej miejską legendę czy inicjatywę niż za faktycznie żyjącego i działającego mutanta.
Czwarty lipca zmienił zasady gry. Mutanci stali się wrogiem, to był binarny podział na
nas i
ich. Powstał DOGS, zamknięto granice (Will do tej pory pluje sobie w brodę, że nie został w tym Meksyku ani nie wyjechał do Francji), zaczęły się terapie genowe. Pytanie brzmiało: kto na tym najbardziej zyskał? Żaden mutant nie był takim idiotą, żeby narażać cały swój gatunek na prześladowania tylko po to, żeby zabić paru ludzi.
Cała masa ludzi uciekała ze swoich domów, szukała jakiegoś bezpiecznego schronienia. Cóż, byli na tyle naiwni, że wierzyli, że takie coś jeszcze dla nich istnieje. Sam Will zyskał wtedy kolejne powody do ukrywania się przed światem. Znowu zaczął podróżować w większych grupach, ale w żadnej nie zostawał zbyt długo. Za każdym razem kiedy czuł się zagrożony odchodził bez słowa.
Może w to nie uwierzycie, ale zdarzało mu się pomagać. Parę razy nawet złamał swoją najświętszą zasadę i wyszedł z cienia, żeby pomóc w jakiejś akcji. Nigdy nie przedstawiał się swoim prawdziwym imieniem, wymyślanie kolejnych swoich historii w zasadzie sprawiało mu przyjemność. Kiedy tylko zaczynali coś podejrzewać znikał. Nie mógł sobie pozwolić na sentymenty czy dać się ponieść emocjom. Najważniejsze było przetrwanie.
Tylko kilka osób dowiedziało się kim był, w tym Sugar. To była zwykła młoda mutantka, która musiała się ukrywać, jakich była cała masa. Podróżował wtedy z większą grupą, ona chyba z jakimś chłopakiem, kiepsko sobie radziła z mocą. Pomógł jej po części z dobroci serca (czasami mu się zdarza), a po części, żeby się jej pozbyć ze swoich snów. Minęło trochę czasu, zanim zorientował się, że dziewczyna najwyraźniej musiała mu grzebać w głowie i dowiedziała się o nim więcej niż powinna. Od razu wyjechał, ale już i tak było za późno.
W tamtym czasie zainteresował się też małą, niepozorną organizacją, która sama nazywała się Bractwem Mutantów. Nazwa godna jakiegoś szkolnego klubu, nie sądzicie? Parę razy podrzucił im jakieś interesujące informacje, które znalazł w rządowych systemach. Pomógł przy obydwóch sławnych akcjach Bractwa, ale też w paru drobnych sprawach podpisując się jako Axon.
03.2017-10.2017
Jakoś na początku 2017 trafił do szpitala. Nie, to nie była jakaś rana postrzałowa, żadne zakażenie ani zapalenie płuc. To nie było nic czego się spodziewał i nic z czym mógł się liczyć. To nawet nie był jakiś atak migreny, prawdopodobnie najpopularniejszego skutku ubocznego mutacji, który i jego dotykał. Nagle, bez żadnej zapowiedzi stracił przytomność na kilkanaście godzin. Mutanci z którymi podróżował spanikowali i wpadli na genialny pomysł, żeby zawieść go do szpitala. Kiedy tylko się wybudził wziął swoje wyniki badań i wsiadł w autobus międzystanowy. Lekarze nawet jeśli powiadomili policję że mają u siebie ściganego zbiega i mutanta, to zrobili to za późno.
Dopiero kilka dni po tym przejrzał swoje wyniki badań i zrozumiał coś, co w zasadzie było oczywiste. Taka moc musiała mieć jakieś koszty i był cholernie naiwny, skoro uważał że na migrenach się skończy. One były tylko objawem.
Za niezwykłą inteligencją Willa nie stała jakaś magia, tylko ciągle pojawiające się nowe neurony. Ich naturalne zagęszczenie jest różne u różnych gatunków zwierząt. Hopper dotarł do punktu krytycznego, gdzie kolejne komórki powoli przestają się mieścić w jego czaszce. Nie wie ile dokładnie czasu mu zostało, nie ma pojęcia w jakim tempie powstają nowe neurony, ale na pewno nie pociągnie dłużej niż trzy lata.
11.2017-01.2018
Ludzie już pogodzą się z tym, że umierają zwykle starają się zamknąć wszystkie swoje sprawy. Cóż, może Will nie jest typowym przedstawicielem gatunku homo sapiens, a przynajmniej się za takiego nie uważa, ale nie chciał zostawiać za sobą swojego życia zupełnie nieuporządkowanego. Miał świadomość, że przeżył stanowczo za dużo żeby wszystko domknąć, więc skupił się na jednej, konkretnej rzeczy. Dziesięć lat temu wyszedł z domu i nigdy nie wrócił, nigdy nawet nie próbował się dowiedzieć co się stało z jego rodziną. Przyszedł czas, żeby ich znaleźć, porozmawiać z nimi i... przeprosić. Co ta perspektywa nieuchronnej śmierci robi z człowiekiem.
Wrócił do Seattle z fałszywymi dokumentami, jako Daniel Blake. Od dwóch miesięcy szuka swojej rodziny i nic, nigdy nie szło mu równie fatalnie. Albo nie żyją, albo już lata temu zaszyli się równie dobrze co on. Jakby tego było mało, migreny nie dają mu spokoju, przypominając, że zostało mu coraz mniej czasu. Chyba przyszedł najwyższy czas schować swoją dumę do kieszeni i poprosić o pomoc pewną promutancką organizację, która ma u niego dług wdzięczności.
tl;dr
Will w wieku 16 lat musiał uciec z domu, kiedy najprawdopodobniej zainteresowała się nim organizacja badająca mutantów. Przez lata jeździł po Stanach, odwiedził także Meksyk i Kanadę, był członkiem różnych grup, również takich zajmujących się nie do końca legalnymi rzeczami, choć zawsze wolał podróżować sam. Łapał się różnych prac, w tym kilka lat temu pracował zdalnie dla młodej firmy Weller Brothers. Pomagał też Bractwie Mutantów pod pseudonimem Axon. Rok temu dowiedział się że umiera przez swoją mutację i postanowił odnaleźć swoją rodzinę, co idzie mu naprawdę kiepsko.
Will nigdy nie należał do szczególnie prostych osób. Od dzieciństwa miał świadomość, że jest to on jest najinteligentniejszym dzieciakiem w pokoju i nigdy tego nie ukrywał, nie widział w najmniejszego tym sensu. Miał udawać głupszego, żeby ktoś inny nie czuł się przy nim jak idiota? W życiu. Hopper nieszczególnie przejmuje się cudzymi emocjami, głównie dlatego, że uważa je za infantylne i praktyczne, za coś, co może mu przeszkodzić w dotarciu do celu.
Już od lat mityczny cel się stał dla niego wręcz świętością. Will kiedy się za coś weźmie jest cholernie zdeterminowany. Już dawno przestał być sentymentalny, do niczego się nie przywiązuje, nauczył się jak ważna dla przetrwania jest elastyczność. Nie cofnie się przed niczym, nie ważne czy to będzie wymagało od niego przekroczenia własnych granic czy zrobienia czegoś jeszcze trudniejszego: schowania własnej dumy do kieszeni.
Czy jest arogancki? Właściwie ciężko na to jednoznacznie odpowiedzieć. Zwykle nie słucha cudzych rad, ale czy Wy byście ich słuchali, mając świadomość, że to Wy macie rację, a ta druga osoba to skończony idiota? Z drugiej strony, osoba która udowodni, że jest dla niego pełnoprawnym kompanem do rozmowy natychmiast zyskuje jego szacunek. Wieść niesie, że jego ego jest rozmiarów Jowisza, ale równocześnie Will nie raz je ignorował żeby wyjść cało z opresji czy być o krok bliżej do celu.
Wiele nauczył się przez te wszystkie lata kiedy musiał się ukrywać, nie tylko jeśli chodzi o praktyczne umiejętności. Jest niesamowicie ostrożny, jeśli nie wręcz paranoiczny. Naprawdę ciężko go czymś zaskoczyć, jego plany B mają własne plany B. Potrafi wiarygodnie kłamać i na poczekaniu wymyślić swoją historię, to akurat jego specjalność.
Jest raczej typem samotnika, nie przepada za działaniem w grupie, choć ma świadomość, że to jest czasami konieczne. Nie jest zbyt empatyczny i nie przepada za pogawędkami o pogodzie, co nie przysparza mu zbyt wielu znajomych. Poza tym, nigdy nie wiadomo czy przyjaciel nagle nie okaże się być szpiegiem czy otwartym wrogiem.
Wytwarzanie nowych neuronów
Moc Willa w gruncie rzeczy jest prosta jak budowa cepa: w jego mózgu cały czas pojawiają się nowe, sprawnie działające neurony. Sama moc nie jest szczególnie wyrafinowana czy interesująca, jednak niesie za sobą szereg pozytywnych i negatywnych skutków ubocznych.
Biorąc pod uwagę, że Hopper nie pamięta traumy, jego moc musiała aktywować się w okresie, który obejmuje amnezja dziecięca, czyli do ok. 3 roku życia.
0%-100%
William nie ma żadnej kontroli nad tempem, w którym powstają nowe komórki nerwowe, nie jest w stanie tego zatrzymać. Tak długo jak moc aktywnie działa, Hopper uczy się nowych rzeczy w tempie nieosiągalnym dla zwykłego człowieka, dużo dokładniej zapamiętuje wydarzenia i fakty, a uszkodzenia mózgu mogą się samoistnie regenerować.
Skutki uboczne
Są trwałe, kiedy już wystąpią nie da się ich cofnąć za pomocą mutazyny.
Po ok. 5 latach działania:
+ podwyższona inteligencja
+ delikatnie zwiększona podzielność uwagi
+ dobra pamięć
Po ok. 10 latach działania:
+ ponadprzeciętna inteligencja
+ zwiększona podzielność uwagi
+ zwiększona koncentracja
+ bardzo dobra pamięć
Po ok. 15 latach działania:
+ ponadprzeciętna inteligencja
+ wysoka podzielność uwagi
+ wysoka koncentracja
+ bardzo dobra pamięć
+ lepsza wyobraźnia przestrzenna
+ większe zwracanie uwagi na szczegóły (np. wysokość poszczególnych dźwięków, różnice między odcieniami)
+ okazjonalnie niesamowicie szybkie tempo myślenia
- częste bóle głowy
Po ok. 20 latach działania:
+ ponadprzeciętna inteligencja
+ wysoka podzielność uwagi
+ wysoka koncentracja
+ bardzo dobra pamięć
+ bardzo dobra wyobraźnia przestrzenna
+ szczególne zwracanie uwagi na szczegóły (np. wysokość poszczególnych dźwięków, różnice między odcieniami)
+ okazjonalne wrażenie zwalniającego czasu spowodowane tempem myślenia
+ zwiększona dokładność w precyzyjnych ruchach, większa świadomość swojego ciała
- częste migreny
Po ok. 25 latach działania:
+ ponadprzeciętna inteligencja
+ wysoka podzielność uwagi
+ wysoka koncentracja
+ bardzo dobra pamięć
+ bardzo dobra wyobraźnia przestrzenna
+ szczególne zwracanie uwagi na szczegóły (np. wysokość poszczególnych dźwięków, różnice między odcieniami)
+ możliwość wywołania wrażenia zwalniającego czasu spowodowane tempem myślenia
+ zwiększona dokładność w precyzyjnych ruchach, większa świadomość swojego ciała
- bardzo częste migreny z objawami typowymi dla nadciśnienia śródczaszkowego (zaburzenia świadomości, pogorszenie widzenia, wymioty bez nudności, zaburzenia równowagi, możliwa sztywność karku)
- duże szanse na uszkodzenie mózgu podczas migren
- bradykardia (niskie tętno)
- duże ryzyko wylewu
Po ok. 30 latach działania:
- śmierć albo bycie mózgiem w słoiku
● Przez lata często na przeszkodzie stawała mu bariera językowa, a kim on jest, żeby zatrzymała go taka błahostka? Po hiszpańsku mówi z biegłością native speakera, oprócz tego płynnie mówi po francusku, chińsku i portugalsku. Na podstawowym poziomie zna rosyjski i niemiecki.
● Ma dwie bronie całkowicie legalne (w tym stanie): pistolet i rewolwer.
● W życiu nauczył się naprawdę wielu różnych rzeczy. Doskonale da sobie radę z kradzieżą samochodu, naprawieniem cieknącego kranu i z rozmową o chemii organicznej czy astrofizyce.
● Ma dwie blizny na policzku.
● Nigdzie nie wychodzi bez listka paracetamolu pudełka kodeiny metadonu, fentanylu i połowy apteczki.
● Przez te wszystkie lata był zmuszony nauczyć się samemu o siebie walczyć. Potrafi się całkiem nieźle bić (mutacja dodatkowo pomaga w zauważaniu drobnych szczegółów bardzo pomocnych podczas walki) i strzelać.