To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Biuro D.O.G.S. - Biuro główne

The Gifted - 2017-11-23, 13:11
Temat postu: Biuro główne



Biuro jest utrzymane w ciepłych odcieniach brązu. Pierwsze, co rzuca się w oczy to potężne, dębowe biurko za którym stoi drogie, skórzane krzesło biurowe. Reszta mebli jest wykonana z tego samego drewna. Na podłodze jest jasny dywan, którego zadaniem jest niwelowanie niepotrzebnego pogłosu. Biuro dzięki dębowym meblom wskazuje na to, że należy do osoby silnej i zdecydowanej. Biuro zarezerwowane jest głównie do dyspozycji braci Weller.

Mistrz Gry - 2017-12-11, 18:20

Nie znosił tego pomieszczenia. Całe szczęście nie musiał przebywać tutaj zbyt często. Większość swojego czasu przebywał na poligonach Departamentu, gdzie szkolił członków swoich Szwadronów. Patrzył, jak biegają, strzelają i uczą się panowania nad swoimi mocami, w przypadku mutantów.
Teraz zaś był tutaj, ponieważ dostał pozwolenie na dobranie sobie nowych podwładnych, którzy służyli w policji oraz FBI. Dwie teczki zwróciły jego uwagę i leżały na biurku za jego plecami, kiedy przez okno podziwiał panoramę Seattle.
Cassandra Whitmore oraz Rosario Acosta, co do tej drugiej nadal miał pewne wątpliwości, ale braki kadrowe zmuszały go do pewnych... ustępstw. Dała uciec mutantowi, którego potem nie mogli złapać. Cóż, trudno... Najwyżej... Cóż, zastosuje się inne środki skłaniające do współpracy. Za to Cassandra Whitmore po przestudiowaniu teczki doskonale wiedział, gdzie trafi. Teraz tylko musi poczekać, aż obie panie pojawią się w tym pomieszczeniu.

Rosario Acosta - 2017-12-11, 19:06

O 5:40 z Olympia Transit Center wyjechał autobus, w którym siedziała Rosario Acosta. Nie była zadowolona z wezwania, które przerwało jej pracę nad śledztwem wyłudzacza odszkodowań, ale bardziej niż samym wezwaniem, które jej komendant od razu podbił, bez mrugnięcia okiem, w końcu to D.O.G.S., martwiła się powodem, dla którego miała się tam zjawić. Zjadła śniadanie, składające się z puddingu chia na mleku kokosowym, z musem z kiwi i jabłek, dopiła herbatą w termosie, która w połowie drogi zrobiła się idealna. W Lakewood Station była zmuszona do przesiadki, bo o tak wczesnej porze nie było jeszcze bezpośrednich połączeń, by o 8:02 znaleźć się na King Street Station. Znała tę trasę jak własną kieszeń i była trochę zła, że wiadomość nie przyszła wcześniej, gdy jeszcze była u rodziny, w tym samym mieście.
Zanim jednak skierowała się do biura, odwiedziła swoją matkę, aby się przywitać, a później złapała autobus pod siedzibę Psów.
O godzinie 9:02 wylegitymowała się w recepcji i powiedziała po co tu jest. Oddała swoje rzeczy do szatni, aby jej nie przeszkadzały. Nie pasowała do tego miejsca, w czarnej, tiulowej spódnicy w stylu tutu, butach wojskowych oraz skórzanej kurtce narzuconej na białą koszulę. Wjechała windą na odpowiednie piętro, absolutnie bez uśmiechu, trzymając dłonie na pasku, na którym lśniła jej odznaka. Oczywiście szelki z bronią były na miejscu (o ile nie musiała oddać broni w recepcji, do decyzji MG). Zapukała do odpowiedniego pokoju i jeśli pozwolono jej wejść, zrobiła to, przedstawiając się, bez zmiany mimiki.

Cassie Whitmore - 2017-12-11, 23:59

//Początek - Ubiór

Cassie wstała o godzinie 6:00 aby być gotową do pracy na 7. Ale nie wiedząc czemu dostała wiadomość od płk Friedrich'a Weller'a z D.O.G.S. Co ją zdziwiło, bo przecież FBI zostało odsunięte od mutantów i w żaden sposób pod nich nie podlegają. Czyżby dowiedzieli się o tym, że ona jest mutantem? Nie to niemożliwe, przecież ojciec zadbał o to aby jej badania wychodziły negatywne. Fałszywa próbka krwi wystarczyła. W dodatku jej moc jest ciężka do wykrycia, bo często nie widać, że w ogóle jej używa. Nie chciała za bardzo tam iść, ale dostała rozkaz z góry aby się tam zjawić. W sumie gdyby tego nie zrobiła mogliby podejrzewać ją o coś. A lepiej nie wzbudzać podejrzeń. Kiedy odebrała sms'a wzięła szybki zimny prysznic, po czym zjadła lekkie śniadanie, składające się z jogurtu, owsianki oraz kilku owoców. Po czym szybko się ubrała, umalowała oraz ułożyła włosy. Przecież to że jest agentem FBI nie oznacza, że nie może o siebie zadbać. Po czym po wymianie wiadomości z bratem wyszła z domu i wsiadła do samochodu i pojechała prosto do biura D.O.G.S. Była tam już o 8:45. Więc po uprzednim zgłoszeniu się w recepcji ruszyła prosto do windy wjeżdżając na piętro. Po czym ruszyła prosto do drzwi i zaraz po tym zapukała. Kiedy weszła rozejrzała się i powiedziała.
- Pan płk Friedrich Weller mnie wzywał. - Po czym zamknęła za sobą drzwi i siadła na wskazane jej wcześniej miejsce. Gdy nagle po kilku minutach znowu ktoś zapukał do drzwi. Więc automatycznie spojrzała w tamtą stronę.
- Co ty... tu robisz? - Zmarszczyła brwi, jednak szybko przybrała kamienny wyraz twarzy i pomyślała sobie.
- Jeszcze jej tu brakowało. - Westchnęła.
- Więc po co tu jesteśmy? - Zwróciła się tym razem do mężczyzny.

Mistrz Gry - 2017-12-12, 20:40

Friedrich stał tyłem do drzwi, kiedy obie kobiety jedna po drugiej wchodziły do biura. Oczywiście w tym pomieszczeniu zazwyczaj siedział jakiś figurant, który przyjmował kolejne skargi na mutantów.
Rosario oczywiście musiała zostawić broń w depozycie. Nikt o zdrowych zmysłach nie dopuściłby człowieka z pistoletem w otoczenie Friedricha Wellera, który odpowiadał za prawidłowe funkcjonowanie Niebieskiego Szwadronu. Miał wielu wrogów i cóż... Przezorny zawsze ubezpieczony.
Friedrich Weller ubrany był w typowy mundur polowy, który niewiele różnił się od tych należących do marines. Oczywiście obyło się bez całego ekwipunku, ale w samej postawie widać było człowieka, który nawykł do wydawania poleceń.
Powoli odwrócił się w kierunku obu kobiet. Jeśli nawet miał na temat ich wyglądu jakąś opinię, to w ogóle po sobie tego nie pokazał. Przeczekał jedynie wypowiedzi Rose i Cassandry, a następnie wziął głęboki wdech.
- Obie zostajecie z dniem dzisiejszym przeniesione do oddziałów Niebieskiego Szwadronu, podlegającego pod Departament Bezpieczeństwa Genetycznego USA. - Wypowiedział to zdanie powoli, wyraźnie i w sposób zupełnie niewyrażający emocji.
- A teraz będziecie stać spokojnie i nie będziecie stawiać żadnego oporu. - Barwa głosu Fredricha nieznacznie się zmieniła. Zarówno Rosario, jak i Cassandra poczułyście nieodpartą potrzebę zastosowania się do polecenia pułkownika Wellera. W tym samym czasie do pomieszczenia weszła dwójka żołnierzy Szwadronu w mundurach oraz małą plastikową walizeczką. Złapali najpierw Rosario i przytrzymali, żeby w okolicę karku wszczepić jej czip naprowadzający. Kiedy skończyli zabrali się za Cassandrę.
- Macie dwa dni, aby spakować najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie przenieść się do koszar Niebieskiego Szwadronu. Nie martwcie się dojazdem, my się tym zajmiemy. Odmaszerować! - "Magiczny" głos Wellera przestał działać, a na jego miejsce wrócił rzeczowy ton z początku rozmowy. Obie zostałyście zaczipowane, dzięki czemu D.O.G.S. ma możliwość monitorowania swoich członków 24h na dobę przez siedem dni w tygodniu.
- Aha... Zapomniałbym. Nie próbujcie wyciągać czipów na własną rękę. Może nie skończyć się to dla was najlepiej. - Kiedy już miałyście wyjść z pomieszczenia, usłyszałyście ostrzeżenie Wellera.
W recepcji dostałyście na odchodnym listy potwierdzające przeniesienie, na którym figurował podpis Wellera, dyrektora Departamentu oraz podpisy waszych przełożonych. Na każdym dokumencie figurował wielki napis "kopia". Wasz los został przypieczętowany...

Rosario Acosta - 2017-12-12, 22:15

Uczucie wykonywania rozkazu bez protestu było nieprzyjemne i nie zrobiło na Rosario dobrego wrażenia. Zawsze uważała, że na posłuch trzeba zapracować. Dlatego nie lubiła polityki.
Żołnierze nie musieli jej specjalnie przytrzymywać, nie protestowała ani nie szarpała się, ba! Nawet odsunęła włosy, aby nie musieli się męczyć z grubymi lokami luźno opadającymi na łopatki. Najlepszą ochroną w takim przypadku jest współpraca. W końcu przetrwa najsilniejszy, a ona taka właśnie była.
- Dziękuję za awans, sir. Co zalicza się do najpotrzebniejszych rzeczy, sir? - zapytała jeszcze, stojąc przy wyjściu. - Czy raczej, czego wziąć nie mogę?

Cassie Whitmore - 2017-12-14, 09:31

Cassie kiedy usłyszała pierwsze słowa tego mężczyzny nie mogła w to uwierzyć. Ona od zawsze chciała być FBI a tu nagle dostaję wiadomość, że zostaję przeniesiona.
- Słucham? - Spytała niego zaskoczona, po czym spojrzała na Rosario. Po czym kiedy powiedział jej, że ma stać spokojnie i nie ruszać się nieco się zmieszała. Rozumiała, że od teraz ma być jej szefem, ale wydawanie takich rozkazów wydaję się trochę dziwne. Spojrzała z lekkim niepokojem na wchodzących żołnierzy, starając się jednak w ogóle tego nie okazywać. W końcu ważne jest to aby zachować pozory. Cassie również się nie szarpała, chociaż tak na prawdę wcale nie pasowało jej to, że będzie monitorowana przez nich 24 na dobę. Przecież nie jest jakąś małpką w zoo. Słysząc pytanie Rosario spojrzała na nią i dodała.
- Dobre pytanie, poza tym jakie będą nasze stanowiska, obowiązki i zadania? No i oczywiście przywileje jak i płaca? - Mówiąc to spojrzała na niego po czym dodała.
- No i co z naszym dotychczasowym życiem jak i pracą? - Ostatnie słowa wypowiedziała już przy wyjściu.
- Poza tym będziemy mieli dostęp do akt mutantów oraz uciekinierów? - Spytała z ciekawości, ale i nie tylko w końcu to może im się przydać. Po wysłuchaniu tego co ma do powiedzenia po prostu wyszła

//zt

Mistrz Gry - 2017-12-16, 00:26

Możliwe, że na posłuch należało sobie zapracować. Jednak w chwili obecnej Friedrich nie miał czasu, ani chęci zdobywać autorytetu kobiet. Nie on będzie ich bezpośrednim zwierzchnikiem. Czasy, kiedy biegał z podwładnymi w teren już dawno się skończyły. Teraz siedział za biurkiem i ewentualnie uczestniczył w treningach żołnierzy wyższego stopnia. Prawdopodobnie więcej się nie zobaczy z Rosario i Cassandrą, więc ich zdanie też ich średnio interesowało. Ważne, żeby procedury zostały zachowane w całości.
- Kilka zmian cywilnych ubrań, rzeczy osobiste. Duży bagaż nie będzie wam potrzebny. Resztę otrzymacie od kwatermistrzów. - Cały czas mówił tym rzeczowym tonem, chociaż można było wyczuć nutkę zniecierpliwienia.
- Wszystkiego dowiecie się na miejscu. Zakres obowiązków, przydział... W tych teczkach macie wszystkie informacje odnośnie formalnej strony przenosin, w tym wysokość żołdu. - Friedrich podkreślił słowo żołd. Jednoznacznie wskazywało to na rolę, którą przyjdzie im pełnić po przekroczeniu bram siedziby departamentu.
- W swoim czasie. - To zdanie skierował w stronę Cassandry, która zapytała o akta mutantów. Było oczywistym, że nowi członkowie nie posiadają dostępu do takich informacji.

[wątek zakończony]

Mistrz Gry - 2018-03-30, 01:50

bezpośrednie przejście z -> tego tematu

W przeciwieństwie do drugiej kobiety, której aresztowanie mogła dostrzec Louanne, zastępczyni prezesa Genetically Clean nie została wyprowadzona w ten brutalny, ostry i pełen przymusu sposób. Nie, zdecydowanie nie. W przeciwieństwie do Amy, nie zmuszono jej także do spędzenia drogi na podłodze wojskowego pojazdu. Kobiecie zaoferowano bowiem jak najwygodniejszą i zarazem jak najszybszą podróż wprost do głównego biura D.O.G.S., co prawda, po drodze nijak jej nie zagadując, jednak także nie obdarzając żadnymi nieprzyjemnymi komentarzami. Cała droga była jak najbardziej... Neutralna. Dopiero w samym budynku zaczęła się prawdziwa zabawa.
Nie, wcale nie w przenośni, bowiem Louanne przyjęto zupełnie tak, jakby całkowicie przypadkiem znalazła się w tym miejscu i jakby była tu wyjątkowo mile widzianym gościem. Oczywiście, przypisani jej żołnierze nie mogli tak po prostu puścić Marie - Henning, jednak zdecydowanie nie zamierzali zachowywać się niczym przy prawdziwym aresztowaniu. Wręcz przeciwnie, nim jeszcze kobieta trafiła do głównego pomieszczenia, zaoferowano jej kilka rodzajów kaw i herbat do wyboru, a także spytano o chęć skosztowania wybornego ciasta przyniesionego przez sekretarkę.
Po tym zaś wprowadzono ją do nowoczesnego, stylowo wyposażonego gabinetu, w którym wciąż jeszcze nie było jednak nikogo, kto mógłby z nią porozmawiać. Niestety, ta osoba akurat nie była dostępna, przez co Louanne musiała chwilę poczekać. Szczęście w nieszczęściu, zaoferowano jej naprawdę wygodne siedzisko, podano wybrany przez nią napój - oraz ciasto, o ile sobie tego życzyła - a następnie zaproponowano także możliwość wykonania jednego telefonu. Pełen luksus, czyż nie?

Louanne Marie - Henning - 2018-03-31, 19:18

//24.02 z evendu

Kiedy szła z Zoellą do samochodu miała ochotę kilka razy wyrwać się z jej tekstem, że umie iść sama. Jednak powstrzymała się od tego. Niech dziewczyna ma okazje pokazania, że zatrzymała ,,morderczynie", bo przecież tak ją nazwała. Całe szczęście nie założyła jej tych okropnych kajdanek, a to już było coś. Bo ten rudzielec rzucił się na nią przewracając na ziemie i chciał założyć te metalowe bransolety.
Wcale nie przeszkadzało jej milczenie w czasie drogi. Miała czas na zebranie myśli. Zastanowieniem się co najlepiej powiedzieć, a co lepiej przemilczeć. Przecież wiedziała jak wyglądają przesłuchania. Więc miała pogląd na to czego może się spodziewać.
Trzeba przyznać, że lekko zaskoczyło ją jaki sposób została przyjęta w siedzibie D.O.G.S, bo nie tego się spodziewała. Czy już mówiłam, że była przy przesłuchaniach w FBI i wiedziała jak to wygląda. Szczerze powiedziawszy nikt nie spotkała się z tego typu. Bardziej czuła się jakby przyszła tutaj z wizytą jako zastępczyni prezesa Genetically Clean. Teraz ten tytuł, rola nabierało innego znaczenia. Przecież prezes nie żyje... Powinna tej chwili zajmować się zorganizowaniem wyborów nowego, bo przecież nie chciała prezesować. Wystarczało jej to, że była drugim człowiekiem najważniejszym zaraz po prezesie.
Jednak wróć do głównego tematu gdy zaproponowano jej kawę i ciasto oczywiście się zgodziła. Nie miała wątpliwość czy to tylko będzie kawa i ciastko. Jednak ojciec nauczył ją, że nie należy odmawiać gościnność.
Teraz pozostało tylko jej czekać...

Mistrz Gry - 2018-04-01, 00:07

Kiedy Louanne wreszcie podano kawę i ciastko, nie pozostawiły one nawet najmniejszych wątpliwości, co do tego, jak dobrze chciano ją potraktować. Napój był aromatyczny, zdecydowanie nie parzony ze zwykłych, powszechnie dostępnych ziaren, ani nie za gorący, ani nie za zimny... Wręcz idealny do spożycia właśnie w tej chwili. Podano do niego także trzy rodzaje cukru do wyboru - biały kryształ, częściowo rafinowany trzcinowy oraz kandyz bursztynowy. Tak zachwalanym ciastem okazał się być natomiast pięknie wyglądający, siedmioskładnikowy dacquoise podany na niedużym, eleganckim talerzyku. Nic nie wyglądało podejrzanie, zachowanie asystentki, sprawnie i umiejętnie podającej te smakołyki, także nie wskazywało na nic złego.
Zaraz zresztą podobny, choć uboższy o dwa rodzaje cukru, zestawik znalazł się także po drugiej stronie stolika - jakby w oczekiwaniu na wciąż nieobecnego mężczyznę, istotnego funkcją członka D.O.G.S., który - zupełnie niczym na zawołanie - wreszcie postanowił przekroczyć próg pomieszczenia. Skinięciem głowy, jegomość odesłał wszelkie pozostałe osoby, aby ostatecznie zostać sam na sam z Louanne. Dopiero wtedy powolnym ruchem odwiesił płaszcz na wieszak, ruchem ręki przeczesał ciemne włosy z pasmami siwizny, po czym pewnym, wręcz żołnierskim krokiem zbliżył się do miejsca, przy którym siedziała kobieta.
- Louanne Marie - Henning, jak mniemam. - Bardziej stwierdził niż spytał, posyłając jej spojrzenie stalowoszarych oczu. - Clive Chakrabarti. - Przestawiając się, nie podał jednak swojej funkcji ani nie dodał nic więcej, przechodząc za biurko i zajmując miejsce przy fotelu. - Zapewne wie pani, dlaczego tu pani jest. Chcemy poznać obie wersje tej historii, nim zagłębimy się w inne szczegóły. Zatem? - Znacząco zawiesił wzrok, jakby chciał skłonić Lou do mówienia. Tak właśnie przecież było...

Louanne Marie - Henning - 2018-04-07, 20:56

Nie musiała długo czekać bo chwilę później jak posadzoną ją w tym biurze czy czym to było podano jej kawę i ciasto. Jedno spojrzenie wystarczyło by zobaczyć jak ładnie zostało to podane. Być może powinna stwierdzić, że za ładnie. Przecież wszystkich tak tutaj nie traktują. Jednak postanowiła nie marudzić czy zwoje myśli zostawić sobie. Wyspała dwie łyżeczki cukru wybranego przez siebie i upiła łyk kawy.
- Pyszność- powiedziała na głos, ale w myślach dopowiedziała ,,co jak co ale kawę robią pyszną". Zaczęła się zastanawiać komu przyjdzie jej rozmawiać. A raczej się zastanawiała jakie jest prawdopodobieństwo, że będzie ta osobą ten facet z marszu. Miała tylko nadzieję, że nie okaże się ta czarnulka, czy rudy babsztyl, który chciał ją zakuć. Czego nie uczynili ci tutaj, a nawet podali jej pyszną kawę oraz równe pyszne ciasto.
Nie musiała długo czekać gdy do pokoju wszedł mężczyzna. Niestety nie był to ten mężczyzna, który uratował ją przed tą wariatką. Przyjrzała się mężczyźnie nie za długo ale wyraźnie obserwując jak siada przeciwko niej.
- We własne osobie - powiedziała do mężczyzny, bo przecież tak się nazywała. Zresztą nie zamierzała kłamać przynajmniej częściowo. - Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale nie jestem pewna czy będę mogła coś nowego dodać do sprawy - no halo wiedziała nad czym polega praca służków rządowym oraz wiedziała jak wygląda przesłuchania. przecież jej mąż pracował FBI, a ona często mu pomagała jako antropolog sądowy.
- No dobrze to od początku... Poszłam na marsz by wspierać swojego przyjaciela Haywell'a. Jak pan za pewnie wie został zamordowany na oczach wszystkich ludzi, a później wydarzyło się tak wiele. Kolejna ofiara śmiertelna z rąk tej małej terrorystki... Cóż musiałam spełnić swój obywatelski obowiązek i powstrzymać ją by kogoś jeszcze nie zabiła. Jako, że nie mogłam się do niej dostać postanowiłem ją zastrzelić. Jeśli chodzi o broń ma wszystkie papiery oraz uprawnienia. Czy pan jakieś jeszcze pytania - opowiedziała skrócie co się wydarzyło, bo niech zadaje pytania jeśli chce coś bardziej szczegółowo się dowiedzieć. Przecież nie poda mu wszystkiego na tacy.

Mistrz Gry - 2018-04-10, 20:45

Prostując się i wyginając palce złączonych dłoni, którymi niezbyt przyjemnie przy tym strzyknął, Chakrabarti zdawał się być naprawdę niezdrowo zainteresowany każdym kolejnym słowem opuszczającym usta kobiety. Prawdę mówiąc, nawet nie krył tego nieco niepokojącego błysku w lodowatych oczach, jakby z ledwością powstrzymując się także przed lekkim uniesieniem kącików ust. Z pewnością nie był kimś, kogo ktokolwiek chciałby spotkać w ciemnej, opuszczonej uliczce, ale... Czy robiło to jakiekolwiek wrażenie na kobiecie, która jeszcze nie tak dawno temu posunęła się do prawie natychmiastowego zabicia małego dziecka? Wątpliwe. Najwyraźniej bowiem trafił swój na swego.
- Każda informacja jest... - Zaczął, zawieszając głos na kilka sekund i przesuwając językiem po wargach, co upodobniło go do wielkiej, najedzonej jaszczurki. - Na wagę złota. - Bez wątpienia miał na myśli dokładnie to, co mówił. Nie wyglądał jak ktoś, kto żałowałby śmierci małej mutantki czy zamierzał czynić Louanne jakiekolwiek wyrzuty. Wręcz przeciwnie, jego postawa nasuwała skojarzenia z pewnego rodzaju podziwem, jaki odczuwał wobec praworządnej obywatelki. Oczywiście, nie mógł tego otwarcie okazywać, ale uczynki, gesty i spojrzenia - głównie spojrzenia - robiły swoje.
- Wiedziała pani, kim jest dziecko? A może dostrzegła pani, kto je przyprowadził? Pod czyją była opieką? - To mówiąc, sięgnął do biurka, kluczykiem otwierając jedną z szuflad. Wyciągniętą przez niego teczkę z kilkoma zdjęciami położył przodem do kobiety. - Naszym ludziom udało się zdobyć kilka fotografii. Zdjęcia z monitoringu, kilka zrzutów z kamerek przypadkowych ludzi. Ta... Mutantka... Mutanckie dziecko na większości z nich wygląda zaniedbanie. Tymczasem ostatnie materiały, jak i zwłoki, wskazują na nagłą zmianę. Niestety, nie wiemy, co... Lub bardziej, kto był tego przyczyną. Może pani, pomimo tych jakże... Traumatycznych przeżyć, pamięta coś więcej.

Louanne Marie - Henning - 2018-04-13, 16:40

Chyba jednak trafił swój na swego, bo jakoś nie obawia się tego faceta. Może dlatego, że była pewna, że nic jej nie zagraża. Przecież jak to samo zrobiła wykonała obywatelski obowiązek, powinna za to dostać medal praworządnej obywatelki. Nie dość, że pomaga służbą bezpieczeństwa to jeszcze zabija terrorystkę. Nie no to się nazywa człowiek czynu. Tylko szkoda, że nie myślała o rodzicach tej małej o jej bliskich i o tej kobiecie co ją trzymała na dłoniach gdy do niej strzelała. To wszystko miała schowane gdzieś głęboko nie interesowało ją. To małe paskustwo musiał zniknąć z tego świata nim zdąży nauczyć się korzystać swojej mocy. Zresztą wszyscy mutanci powinni zginąć albo wziąć się za leczenie. Przecież nie można pozwolić by ta zaraz się rozpowszechniała coraz bardziej.
Louanna uważnie obserwowała gesty mężczyzny jednocześnie mając się baczność. Nie zamierzała dać się podejść. Jak każda kobieta potrafi odczytać gesty, spojrzenia innych domyślić się co znaczą. Jednak nie mogła być pewna czy to wszystko nie jest grą aktorską. Zwykłą maską jaką mężczyzna założył by zmusić ją do mówienia.
- Przepraszam nie wiem kim było dziecko ani z kim przyszło. Mogę jedynie podejrzewać, że było pod opieką tej kobiety, która trzymała je na rękach. Ponieważ robiła to w taki sposób jakby zamierzała je chronić przed całym złem. Chociaż raczej to dziecko było złem - powiedziała, a kiedy mężczyzna wyciągnął zdjęcia. Chyba trzeba być ślepym by nie dostrzec, że nie pochodzą one wyłącznie z marszu. To dziecko mieszkało na ulicy... Gdzie jego rodzice? Czy uciekło z domu? Czy oni je wyrzucili po tym jak uaktywnił się gen? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Jednak jedna odpowiedź nasuwała się jej na myśl. Dziecko musiał trafić do Bractwa stąd ta zmiana jego wyglądu.
A niech cie Colleen...
- Przykro mi nie pamiętam za wiele, a raczej nie mogła dostrzec. Ponieważ ta funkcjonariusz przewróciła mnie na ziemie... Jedyne co pamiętam to mężczyzna buchającym ogniem oraz jego towarzysze z którymi upuścił ulice. Wśród nich była zdaję się Samantha, ta co przemawiała przed mężczyznami - przecież sama zwróciła na nią uwagę. Stąd też pamiętała ją... Zresztą musiała uprzedzić Verę jakim ona towarzystwie się obraca.

Mistrz Gry - 2018-04-14, 21:55

Stalowoszare oczy mężczyzny zdawały się ciemnieć z każdą kolejną chwilą, podczas której Chakrabarti bacznie obserwował siedzącą przed nim kobietę. Być może było to dosyć natrętne zachowanie, wręcz niekulturalne, jednak przedstawiciel D.O.G.S. zdawał się mieć to jak najbardziej gdzieś. Dla niego liczyło się wyłącznie dojście do jak najbardziej zadowalających go faktów. Nie tylko poprzez zadawanie pytań i otrzymywanie adekwatnych odpowiedzi, lecz także przez informacje zwrotne mniej lub bardziej świadomie przekazywane mu przez wyraz twarzy Louanne, postawę jej ciała czy gesty. To właśnie w wyłapywaniu tych pozornie nic nie znaczących drobnostek był wyjątkowo dobry. Do tego stopnia, że postanowiono wysłać go na rozmowę z gościem, powierzając mu tym samym wcale nie tak łatwe zadanie, z którego postanowił jak najlepiej się wywiązać. Może dlatego nawet nie tknął własnej kawy, nie mówiąc już nic o cieście.
- Ta kilkulatka była... Małym terrorystą. Żywą zasadzką na praworządnych obywateli, najpewniej wcześniej odpowiednio wyszkoloną przez Bractwo Mutantów, które pozwala sobie na coraz więcej, nie wahając się posyłać dzieci w roli mięsa armatniego. Zapewne po to, aby zmiękczyć opinię publiczną, robiąc wrogów z osób takich jak pani, ale, oczywiście, to nic nie da. Obywatele Stanów Zjednoczonych nie są głupi. Doskonale wiedzą, że to była konieczność, a pani broniła ich życia, czyż nie? - Mówiąc to, mężczyzna dosyć wyraźnie uniósł krzaczaste brwi - wygięte niczym skrzydła wielkiego ptaka i prawie że dominujące nad szlachetnie zarysowanym nosem - po raz kolejny wyginając palce. Nie potrzebował potwierdzenia słuszności wypowiedzianych przez siebie słów, nie. W tej oto chwili, formułując to w taki sposób, Clive poniekąd przekazywał Louanne jedyną prawdziwą wersję wydarzeń. Dokładnie taką, jaką miała ujrzeć prasa - przynajmniej w oświadczeniu wydanym przez D.O.G.S., ponieważ Genetically Clean najpewniej miało mówić we własnym imieniu - i taką, jaką powinna przedstawić sama zainteresowana.
- Zajmiemy się zatem zarówno opiekunką dziecka, jak i funkcjonariuszką, która panią zaatakowała. Tej ostatniej postawiono już odpowiednie zarzuty, zatem nie musi się pani przejmować jej dalszymi uczynkami. Co do Samanthy Bartowski oraz innych organizatorów całego tego... Zbiegowiska, również podejmiemy odpowiednie środki. - Skinął głową, posyłając Lou kolejne spojrzenie, tym razem jednak niezbyt wiele mówiące. Chwilę później odezwał się zresztą ponownie, zadając kolejne niedokończone pytanie. - Jeśli chodzi o strzelca...?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group