To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

retrospekcje - Kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów.

Bradley Grey - 2020-03-03, 23:55
Temat postu: Kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów.
// obóz bractwa (jeszcze poprzedni, jak Colleen była przywódcą)
/4-5 luty 2018

Bradley Grey. Młody bóg obozowej sielanki. No, może nie była to sielanka, ale biorąc pod uwagę co się dzieje w 2019 roku to tamte problemy były niczym dziecinne koszmary. Warlock Lord nie miał większych problemów, był przystojny, zabawny, seksowny i swój wolny czas spędzał na randkach.
Jedyny odcień szarości w ostatnim czasie rzuciły sprawy Colleen. Takie tam teenage drama, bo chłopak zostawił ją dla jej własnej przyjaciółki. Podwójna zdrada, podwójna rozpacz. Nic dziwnego, że pocieszenie znalazła w ramionach Brada, który akurat w tym przypadku szczerze się zaangażował, bo Colleen była jego przyjaciółką od dawna i jej dobro leżało mu na serduszku.
Odczuwał wobec niej dług wdzięczności odkąd uwolniła go z więzienia. A teraz była między nimi więź, której nie potrafił wytłumaczyć. Dlatego gdy po ostatniej nocy zaproponowała mu zamieszkanie w jednym pokoju, skoro Aaron zwolnił miejsce to pomyślał: Dlaczego by nie?
Także dzisiaj grzecznie wnosił swoje rzeczy, które upchał do kilku kartonów. Nie było tego wiele, ale zawsze. Colleen jeszcze nie było w pokoju, ale dała mu klucz, żeby mógł się rozgościć. I zamierzał to zrobić jak tylko wniesie swoje rzeczy. Reszta czekała w aucie pod budynkiem.

Colleen Marie - 2020-03-04, 08:51

| kiedyś życie to jakieś łatwiejsze było!

Było ze mną źle, bardzo źle. Naiwnie myślałam, że jakimś cudem podniosę się po śmierci matki, że znów będę sobą. Yvonne została zamordowana miesiąc temu (chyba xd), a ja wciąż cierpiałam, bo mój świat totalnie się zawalił. Nie kontrolowałam się i podejmowałam decyzje, które były dalekie od logicznych. Połowa Bractwa totalnie protestowała przeciwko moim rządom, a ja co raz bardziej wątpiłam we wszystko, co robiłam. Miałam ataki agresji, słyszałam głosy, których nie było, a w nocy nie umiałam zasnąć. I do tego wszystkiego zostałam zdradzona, podwójnie, a Aaron z Albą wciąż panoszyli się po obozie zupełnie tak, jakby ktoś ich tutaj chciał. Musiałam się ich pozbyć, bo nie byłam w stanie na nich patrzeć. Oboje wbili mi nóż w plecy, budząc we mnie ogromne pokłady nienawiści, sprawiając, że czułam się ze sobą jeszcze gorzej niż do tej pory… W Bractwie znacznie więcej miałam osób mi wrogich, co przecież było totalnie pojebane. Przed śmiercią mamy byłam szanowana i wspierana, ratowałam życia mutantom, odbijałam ich z miejsc, w których byli więzieni. Inni klepali mnie po plecach, gratulowali, uśmiechali się do mnie i wspierali.
Teraz byłam nikim, choć miałam im wszystkim przewodzić. Chore.
Dzisiejszy dzień nie różnił się wiele od poprzednich. Wprowadziłam do Bractwa Lizzy, którą ostatnio znalazłam w opuszczonym domu. Poprowadziłam trening dla grupki najmłodszych dzieciaków i odbyłam spotkanie rady. Byłam zmęczona. Głowa znów mnie bolała, a jedyna rzecz, która mnie pocieszała i sprawiała, że nie miałam ochoty rozjebać wszystkich ludzi, którzy mi dzisiaj zawracali głowę był fakt, że Bradley czekał w moim domku.
Wciąż nie wiedziałam, co się między nami stało. Nie umiałam przewidzieć, jak to wpłynie na naszą relację, ale czułam, że zamieszkanie razem może być dobrym pomysłem. Nawet pomijając fakt tego, że się ze sobą przespaliśmy… Przyjaźniliśmy się od dawna, od jego pierwszego dnia w Bractwie. Cieszyłam się, że będę mogła go mieć przy sobie.
Przed domkiem, w którym mieszkałam od czterech lat, stał samochód z kartonami. Wzięłam więc jeden z nich i weszłam do budynku, w którym był Bradley.
- Cześć. – przywitałam się i uśmiechnęłam po raz pierwszy dzisiejszego dnia. Położyłam karton gdzieś na stole i zupełnie bez skrępowania podeszłam do Grey’a, by tak po prostu móc go pocałować, bo chciałam, bo potrzebowałam jego bliskości.

Bradley Grey - 2020-03-05, 23:13

To fakt, że nastroje w bractwie nie były zbyt optymistyczne. Problemy prywatne Colleen wpłynęły na jej rządy a przede wszystkim jej wizerunek i teraz wiele osób chciało, by zrezygnowała ze stanowiska i oddała je komuś starszemu i bardziej odpowiedniemu.
Prawda jest taka, że Colleen była za młoda na to wszystko. Nagle została obarczona odpowiedzialnością za całe bractwo mutantów, a do tego jej stan emocjonalny po śmierci mamy nie był zbyt dobry. Co tylko pogorszyła zdrada Aarona. Dupek jeszcze kiedyś zapłaci (i będzie niewolnikiem - kundlem w DOGS), ale tymczasem prowadzał się z Albą jak gdyby nigdy nic. Dziwił się Albie, że z nim jest, ale to jej sprawa.
Jeśli chodzi o Colleen to ich relacja była naprawdę dobra. Przyjaźnili się od dawna, a Brad był jedną z tych lojalnych osób, która wbrew wszystkiemu stanie za tobą i pomoże ci w problemie, a nie odwróci się razem z wszystkimi. Mógł na nią liczyć, a w bractwie doskonale wiedzieli, że przy nim lepiej nie krytykować dziewczyny bo można zarobić. Brad sporo potrafił, a nikt w bractwie nie był na tyle głupi, żeby go prowokować.
Co do seksu to Brad tego jakoś nie analizował. Pod wpływem chwili stało się i z jego strony nie wpłynie to jakoś negatywnie na ich relację. On był wolny i mógł robić co chciał, ona teraz też, więc nie było żadnego problemu.
- O hej, mam nadzieję, że nie masz nic przeci... - zaczął, ale zanim skończył, poczuł usta dziewczyny na swoich. Na początku był nieco zaskoczony, ale po chwili przysunął ją bliżej siebie i odwzajemnił pocałunek, a jego dłoń automatycznie zacisnęła się na jej pośladku.
- Wow, skoro tak się będziemy witać to cieszę się, że będę tu mieszkał - zaśmiał się i nonszalancko podrapał się po głowie. Wtedy przyjrzał się jej nieco bardziej badawczo.
- Zły dzień?

Colleen Marie - 2020-03-06, 12:57

Prowadziłam wewnętrzną walkę niemal przez cały czas. Byłam kilkoma osobami w jednym ciele, traciłam zmysły i pewnie gdyby kiedyś do Bractwa trafił w końcu jakiś psychiatra i zajął się diagnozowaniem mnie… no cóż, prawdopodobnie dostałabym skierowanie do ośrodka zamkniętego.
Z jednej strony rozumiałam, czemu tak wiele osób było przeciwko mnie. Nie umiałam ogarnąć wszystkiego, kurwa mać, brakowało mi matki, brakowało mi wsparcia… Połowa Rady miała we mnie wypierdolone, a jak miałam rządzić ludźmi, którzy skreślili mnie na starcie? Miałam dość nerwowych, ukradkowych spojrzeń i szeptów. Trzęsłam się ze złości i krzyczałam na innych, nawet, gdy na to nie zasługiwali. Kurwa, raz nawet zaatakowałam jedną z wolontariuszek, zaczęłam ją dusić, nie pamiętałam czemu… Brałam leki, które podkradałam ze szpitaliku, ludzie zaczęli się orientować. Nie ufali mi, bo kto ufałby wariatce?...
Z drugiej strony, kompletnie ich wszystkich nie rozumiałam i miałam w chuj dość niewdzięczności, którą mnie obdarzali. Ponad połowę mutantów, którzy obecnie przebywali w Bractwie, ratowałam osobiście z GC, z transportów D.O.G.S., albo z piwnic szaleńców, którzy byli nam przeciwni. Trenowałam, pomagałam innym, w Bractwie robiłam wszystko, nigdy nie ograniczając się jedynie do jednej roli. A potem moja mama umarła, a większość mutantów stwierdziła, że jestem chujowa i mam spierdalać. Kto nie postradałby zmysłów na moim miejscu?
Nie chciałam tego jednak roztrząsać, nie teraz. Czułam się źle, napierdalała mnie głowa, było mi niedobrze i nic się nie układało. Oprócz tego, że Bradley Grey przedłużał właśnie pocałunek, który złożyłam na jego ustach, a następnie przyciągnął mnie bardziej do siebie, dłoń zaciskając na moim pośladku, co wywołało nieznaczny uśmiech na moich ustach. To było złe, że czułam się przy nim dobrze?
- Też się cieszę. – powiedziałam zgodnie z prawdą, bo choć decyzja o jego wprowadzeniu się do mnie była cholernie spontaniczna i nieprzemyślana, to chyba była jedną z lepszych decyzji, które ostatnio podjęłam – Wszystkie moje dni są złe… – zabrzmiałam jak totalna emo pesymistka, ale przynajmniej nie kłamałam, choć w kłamstwach ostatnio byłam całkiem dobra – Nie chcę o tym gadać, okej? Przy tobie mi lepiej i wolę siebie w takim stanie. – dodałam, patrząc mu w oczy, i dłoń układając na jego polczki.

Bradley Grey - 2020-03-09, 20:27

Bradley nie do końca wiedział jak Colleen się czuje. Nie miał mocy pozwalającej zajrzeć do jej umysłu, więc wiedział tylko to co mu powiedziała albo z tego co się domyślał. A domyślał się, że jest jej ciężko z taką sytuacją i że sama nie była na to wszystko przygotowana, ale z drugiej strony sama też się o to nie prosiła. Postanowiono przed nią obowiązki i oczekiwania, których sprostanie było ciężkie nawet dla w pełni dojrzałej i świadomej osoby.
Cola choć bardzo się starała była trochę za młoda i miała zbyt duży bagaż. Niemniej Brad wspierał ją w każdej decyzji i nigdy nie kwestionował jej ruchów. Pomagał jej jak tylko mógł i umiał, bo zwyczajnie był lojalny. Ona go uratowała z więzienia, gdzie pewnie gniłby do teraz. Dlatego on nie mógł jej zostawić na lodzie. Nigdy nie usłyszała od niego krytyki, a jedynie słowa wsparcia.
Ale teraz faktycznie nie był dobry czas na roztrząsanie wszystkich ich problemów. Chyba lepiej skupić się na pozytywach.
- No ja myślę - zaśmiał się i pocałował ją w czubek głowy. Chciał jej poprawić humor, bo często to ona była tą, która poprawiała mu humor, gdy od użycia mocy miał depresję.
- W porządku, nie musimy gadać. Nawet znam sposób jak poprawić ci humor - wymruczał jej do ucha, po czym zaczął obsypywać pocałunkami jej szyję. Jej zapach był kojący i wprawiał go w dobry nastrój, a sam jej dotyk był elektryzujący i powodował jego pobudzenie.
Przyjaźnili się, więc wiele osób by nie zrozumiało ich relacji, która nagle nieco się pokomplikowała. Ale tylko pozornie, bo dla Brada wszystko zostało w takim samym stanie, a nawet lepszym, bo z małym dodatkiem. Nie mógł jej się oprzeć kiedy tak na niego patrzyła i dotykała jego policzka. A jednocześnie wiedział, że nie zepsuje to ich przyjaźni, a jedynie utrwali. Miał nadzieję, że ona czuje tak samo i nie martwi się konsekwencjami. Zwłaszcza, że znała Brada i wiedziała jaki był gruboskórny i co sądził o miłości - mianowicie dla niego nie istniała. Było zauroczenie, pożądanie i ewentualnie przywiązanie, ale miłość, którą opisują poeci? No nie istnieje.

Colleen Marie - 2020-03-14, 14:20

Od śmierci mamy raczej nie byłam najbardziej rozmowną osobą na całym świecie. Dość drastycznie zamknęłam się w sobie, decydując się na samotną walkę ze swoimi demonami, bez niczyjej pomocy starałam się wyciszyć głosy w swojej głowie i ten okropny, wszechogarniający mnie brak emocji. Wariowałam i choć byłam tego świadoma, nie byłam w stanie przyznać tego przed kimkolwiek innym. Nie zwierzałam się nikomu i jeżeli nie musiałam się odzywać, to po prostu tego nie robiłam. No… przy Bradley’u było trochę inaczej, przy nim czułam się inna. Umiałam z nim rozmawiać i przecież powiedziałam mu nawet o tej całej sprawie z tym, kurwa, jebanym zdrajcą Aaronem, i największą kurwą, jaką w życiu spotkałam, czyli Albą. Otworzyłam się przy nim i wiedziałam, że to absolutnie nie był ostatni raz, ale dzisiaj… chciałam uciec od rozmów, jakichkolwiek. Miałam dość wiecznej powagi, przejmowania się, łez i bólu głowy, który nawiedzał mnie stale. Naiwnie chciałam udawać, że wszystko jest w porządku… Chociaż przez jeden, jedyny wieczór.
I Bradley to rozumiał. Nie naciskał na mnie, ani nie namawiał, bym zaczęła mówić. Zgodził się ze mną, a na jego słowa to uśmiechnęłam się mimowolnie. Jak to się działo, że tak po prostu poprawiał mi humor samą swoją obecnością?
- Taaak? Jaki to sposób? – spytałam, unosząc jedną brew do góry w pytającym geście, prowokując go. Doskonale wiedziałam, jak ma zamiar poprawić mi humor i ten pomysł całkiem mi się podobał. Wygięłam nieznacznie głowę do tyłu i przymknęłam oczy, gdy Grey zaczął obsypywać moją szyję pocałunkami. Było tak… przyjemnie, i normalnie, zupełnie tak, jakby los chciał, żebyśmy się zeszli. Przyjaźniliśmy się, a seks był idealny, czy mogłoby nam czegokolwiek brakować?
Staliśmy całkiem niedaleko kanapy, więc na chwilę odsunęłam się od mężczyzny, by móc opaść nieznacznie na kanapę i chwyciłam go za dłoń, ciągnąc go za sobą. Teraz już oboje siedzieliśmy, a ja tak po prostu weszłam na Bradley’a, siadając na nim okrakiem i wpijając się w usta, które potrafiły mnie rozbawić, pocieszyć i doprowadzić do ekstazy. Chciałam go, pragnęłam, i cholernie cieszyłam się, że miałam go w swoim życiu.

Bradley Grey - 2020-03-15, 22:45

On i Colleen byli tacy sami. No z małą różnicą, bo Brad był gorszy. Zrobił w życiu dużo więcej złego niż Colleen. Zabijał nawet ludzi, z czego absolutnie nie jest dumny, ale robił to, gdy był to jego środek do celu. Nie miał żadnych zahamowań, a wszystko przez jego pierwsze morderstwo. Co prawda zabił swoją matkę przypadkowo, ale to wydarzenie odbiło się piętnem na jego duszy, która od tamtej pory jest nieczysta. Colleen nie ma pojęcia o jego tajemnicy, bo nikomu o tym nie mówił. Nie uważał, żeby to była czyjakolwiek sprawa oprócz niego, ale jeśli chodzi o bliskie mu osoby to milczał, bo bał się ich reakcji, a przede wszystkim ich negatywnej oceny.
Może też między innymi stąd jego depresje, które często wiążą się z jego użyciem mocy. Nie jest w stanie zliczyć ile razy Col mu pomagała i poprawiała mu humor. Dlatego teraz, gdy sytuacja się nieco odwróciła i to ona miała często "gorsze dni" to mężczyzna był przy niej i pełnił rolę jaką tylko chciała. Mógł być tylko przyjacielem, mógł jej słuchać, mógł z nią rozmawiać, mogli razem milczeć. A mogli też umilać sobie czas w nieco bardziej przyjemny sposób, jak to było teraz.
- Twój ulubiony - wymruczał między pocałunkami składanymi na jej szyi. Jej ciało było przyjemne i znajome, poza tym było nieco inaczej, gdy uprawiał seks z nią, a gdy uprawiał go z przypadkowymi panienkami. Pewnie dlatego, że do niej czuł też więź emocjonalną, co jeszcze bardziej podkręcało sytuację.
Po chwili przenieśli się na kanapę, a Colleen nie czekając na jego ruch, od razu usiadła na nim okrakiem. Między innymi to mu się w niej podobało. Nie bała się robić tego, na co miała ochotę i nie przejmowała się ewentualnymi granicami. Gdy przejmowała inicjatywę była jeszcze bardziej pociągająca.
- Jesteś taka seksowna - wyszeptał, gdy oderwali od siebie usta na moment. Mężczyzna cały czas jeździł po jej plecach i gdy na chwilę się od niego oderwała, on jednym zgranym ruchem pozbawił jej koszulki. Uśmiechnął się przy tym zawadiacko i kładąc dłoń na tyle jej głowy, przyciągnął jej twarz do swojej, by na nowo złączyć ich w długim i namiętnym pocałunku, który bardzo pozytywnie na niego działał, co zresztą mogła poczuć siedząc na nim okrakiem.

Colleen Marie - 2020-03-16, 11:51

Nie pamiętałam już, kiedy pierwszy raz kogoś zabiłam. Czy to oznaczało, że szaleństwo i brak jakichkolwiek uczuć były we mnie już dawno, dawno temu? Rozumiałam, jakimi zasadami rządziło się nasze obecne życie. Jeżeli ja kogoś nie zabiłam, to ten ktoś zabiłby mnie. Niestety, sytuacja panująca na świecie, wieczne, kurwa wojny, zmuszały nas do zachowań niemal zwierzęcych. Zabijałam i co ciekawe, byłam z tego dumna.
Walka była moim życiowym celem i z każdą kolejną misją zagłębiałam się w to co raz bardziej. Gdy używałam mocy przeciw osobom, które mogły mi zagrozić, to czułam, że żyję. Mimowolnie się uśmiechałam, gdy metalowe kule dziurawiły innych na moje życzenie, albo gdy metalowe pręty powoli pozbawiały ich możliwości oddychania.
Bradley mnie nie oceniał, a co więcej – on mnie rozumiał. Byliśmy identyczni, zupełnie tak, jakby on był moją męską wersją, a ja jego żeńską wersją. To dlatego dogadywaliśmy się tak dobrze na dosłownie każdej płaszczyźnie?
- Och, cholera, jak ja się cieszę, że znasz mnie tak dobrze. – wymruczałam i przegryzłam nieznacznie wargę, zanim jeszcze opadliśmy na kanapę. Później natomiast to ja przejęłam kontrolę, bo nigdy nie byłam tą laską, która stała z tyłu i dawała sobą kierować. Poza tym, pragnęłam Bradley’a tak bardzo, jak niczego innego na świecie. I czułam, że on też mnie pragnie.
Mężczyzna mógł usłyszeć, jak metalowy zamek w drzwiach wejściowych przekręca się sam z siebie, co oczywiście było moją zasługą. Zamknęłam drzwi, by nikt nie mógł nam przeszkadzać, byśmy mogli w pełni zająć się sobą wzajemnie.
Nie odpowiedziałam na jego słowa, a jedynie uśmiechnęłam się nieznacznie, przyglądając mu się przez chwilę, gdy ten pozbawiał mnie koszulki. Zanim znów wpiłam się w jego usta, to odwdzięczyłam mu się tym samym. Najpierw zimne dłonie wsunęłam pod jego koszulkę, sunąc nimi po jego ciele w górę, by po chwili zdjąć z niego koszulkę i odrzucić ja gdzieś na bok. Zaraz potem tak po prostu rozpięłam swój stanik i jego też gdzieś rzuciłam. Twarzą przybliżyłam się do chłopaka, delikatnie przegryzając płatek jego ucha.
- Bradley Grey, umarłabym bez ciebie. – wyznałam mu, zupełnie spontanicznie i zupełnie zgodnie z prawdą, bo gdyby nie on, to rozpadłabym się na milion kawałków. Nie miałam jednak wcale ochoty na jakieś długie rozmowy, więc już po chwili znów go całowałam, wsuwając język w jego usta, wkładając w te pocałunki tyle pasji i namiętności, ile tylko świat widział.

Bradley Grey - 2020-03-24, 00:14

Co innego zabijać kogoś z przymusu i z poczucia "albo on albo ja", a co innego, gdy ktoś jest kompletnie wyprany z emocji i morderstwo go nie rusza, mało tego nawet podoba mu się to uczucie, gdy odbiera komuś życie. Zresztą jego pierwsze morderstwo było dość szczególne, bo zabił własną matkę, co chyba tym bardziej zabiera z człowieka część duszy.
Colleen nie była zła, ani trochę. Za to Brad to inna bajka. Dlatego jej nie oceniał i wspierał ją mimo wszystko. Była lepszą wersją jego. I to prawda, że znali się doskonale, niemal na wylot.
Usłyszał zamknięcie metalowego zamka i uśmiechnął się do niej znacząco, bo oboje doskonale wiedzieli jak się skończy ta gra wstępna. A lepiej, żeby nie było żadnych przypadkowych świadków, więc dobrze, że o tym pomyślała. Brad był już całkowicie gdzie indziej i nie myślał o tak przyziemnych sprawach jak zamek w drzwiach.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Colleen Marie - 2020-04-22, 13:39

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Bradley Grey - 2020-06-08, 22:08

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group