Alex Parker - 2018-10-04, 10:01 Temat postu: Zdejm-te-szwy !Maj, przed eventem czasoprzestrennym
Alex powoli oswajał się z faktem, że jest częścią Bractwa. Szło mu to całkiem dobrze, zwłaszcza, że dookoła otaczali go tacy jak on – mutanci. Niektórzy wyglądali zupełnie zwyczajnie, kilka wywołało u niego mały zawał serca. W każdym razie, powoli się przyzwyczajał.
Za namową Hoppera, postanowił znaleźć osobę, która pozbyłaby się jego szwów. Już zdążył zauważyć, że ma je trochę za długo, co mogło być dość bolesne. Skoro jednak przeżył szycie na żwyca, to szwy powinny być formalnością.
O pomoc postanowił poprosić Imari, która się zgodziła. Zjawił się więc o ustalonej porze w jej pokoju.
-Cześć. Miejmy to już za sobą – westchnął, siadając na łóżkuImari Blanc - 2018-10-04, 10:02 Ziosła do pokoju potrzebne rzeczy ze szpitaliku i czekała na Alexa. Zapomniała o tych jego szwach, myślała, że Evie się tym zajmie. A podczas ich wspólnej nocy jakoś.. nie specjalnie zwróciła uwagę. A mogła. No trudno, zrzućmy to na alkohol.
- Hej. No to ściągaj koszulkę i się kładź - zakomenderowała, zakładając rękawiczki i obserwując mężczyznę. Przezornie, w razie czego, na łóżku był dodatkow ręcznik i podkład higieniczny, nie wiedziała w jakim stanie są szwy i skóra naokoło i na co powinna się przygotować.Alex Parker - 2018-10-04, 10:02 No jakoś im wypadło z głowy, przy ostatnim spotkaniu, w mieszkaniu Parkera. W zasadzie byli zajęci czymś zgoła innym, choć przecież wtedy Imari dotykała tych szwów. No, ale faktycznie alkohol to alkohol.
Uśmiechnął się pod nosem i ściągnął swoją Marvelowską koszulkę (tarcza Kapitana Ameryki), po czym położył się posłusznie na łóżku.
- Coś mi podpowiada, że to nie będzie miłe - westchnął. – Może Evie coś w stresie pokręciła… - skrzywił się nieznacznieImari Blanc - 2018-10-04, 10:06 - Nie, nie bedzie - westchnęła, siadając obok niego i pochylając się. Zmarszczyła nos w niezadowoleniu już po chwili.
- To będzie bardzo niemiłe - uniosła na niego wzrok - Powinienes mieć je ściągnięte maksymalnie po czternastu dniach. Maksymalnie. Pewnie po dziesieciu już bylo można.. A teraz.. Będzie sie to babrać. I zostanie brzydka blizna.. - oparła lekko dłoń na miejscu rany, ktora pewnie już go nie bolała, ale zaraz zacznie znów i wyprostowała się, patrząc na Parkera, bo musiała go uświadomić, że to nie będzie miłe ani ładne ani nic z tych rzeczy.
- Mam żel znieczulający.. - dodała, spoglądając na rzeczy rozłożone na ikeowskim małym stoliku.Alex Parker - 2018-10-04, 10:10 Westchnął cicho. No cóż…jakoś to zniesie. Gorszy ból przeżywał, tu jakoś da radę.
- Mówiłem, że blizny są seksi. – uśmiechnął się pod nosem, choć bez specjalnego przekonania
Żel znieczulający. W sumie czemu nie. Pokiwał głową na znak, że nie pogardzi.
- Dawaj. Nie będę się bawić w bohatera – westchnął – Zostawiam to w Twoich rękach.
Spojrzał na Imari. Pomyśleć, że nie tak dawno spędzili ze sobą tak upojne chwile…a teraz zachowywali się, jakby nic się nie stało. On by się nie pogniewał za niezobowiązującą powtórkę.Imari Blanc - 2018-10-04, 10:11 Pokręciła głową z lekkim uśmiechem, ale nie skomentowała tego, co powiedział. Może i są sexy, nie miała preferencji chyba.
- I dobrze. Przy okazji.. jesteś pewien, że nie mam zablokować ci mocy? Tej części odpowiedzialnej za dotyk? Nie wiem czy coś się nie uruchomi jak zacznę grzebać.. A to będzie trzeba wyrwać ze skóry praktycznie.. - zapowiedziała, rozwijając przed nim jakże miłą wizję.
Wzięła w dloń krem znieczulający i rozsmarowała go po skórze i okolicy rany.
- Daj temu chwilę - dodała i przygotowała małe nożyczki do szwów i zagiete peany do złapania nici.Alex Parker - 2018-10-04, 10:13 Spojrzał na Imari i uniósł brew. Ta to musiała być sado-maso, bo to było niemożliwe by się tak samo biczować.
- Skoro przejmujesz emocje, to przejmujesz też i ból. Mowy nie ma. Dam radę, Evie mnie szyła na żywca, parę żyłek mi nie zrobi krzywdy. – powiedział tonem, nie znoszącym sprzeciwu.
Co by jej tam nie kręciło, on do tego ręki nie przyłoży.
- Potrafię nad tym panować. Nie znieczulę się, ale też nie powinienem stracić panowania nad mocą – powiedział spokojnie.Imari Blanc - 2018-10-04, 10:14 - Nie muszę czekać aż stracisz panowanie nad mocą, wtedy faktycznie mogła bym oberwac twoim bólem. Chciałam Ci zablokować moc zanim zacznę - wyjaśniła, ale uśmiechnęła się na te jego stanowcze słowa sprzeciwu.
- A szycie na żywca to trochę coś innego, tutaj będę wyrywać coś, co już wrosło w skórę - pokrecila głową.
Nie bawiło jej to., że będzie mu robić krzywdę i wydawała się ogólnie dość zmartwiona. Jeśli jednak się nie zgodził to przystąpiła do pracy.. najpierw trzeba było rozciac szwy, a potem je powyciągać, co wymagało trochę siły.. i bolało.. bardzo.Alex Parker - 2018-10-04, 10:14 Nie skomentował jej słów. Chciał, żeby myślała, że jest twardy. Przynajmniej jemu ta świadomość, przynosiła pewną satysfakcję. Kiwnął na znak, że jest gotowy.
Nie był. Gdy Evie ratowała jego życie, jedną nogą był już e grobie i nie kontaktował za bardzo. Jedynym bolesnym wtedy momentem było wyjęcie kuli. Teraz bolało NON STOP. Zacisnął szczęki, odwrócił głowę, by Imari nie widziała, jak chce mu się wyć z bólu i cierpiał w milczeniu.Imari Blanc - 2018-10-04, 10:21 Spojrzała na jego twarz po chwili I wróciła do pracy, żeby zrobić to szybciej. Jeden szew wyszedł w miarę, z drugim się trochę namęczyla.
- jesteś pewien, że nie zablokować Ci mocy? - zapytała, podnosząc na moment wzrok i przerywając pracę na kilka sekund zanim do niej nie wróciła, nie chcąc przedłużać.
Trzeci.. Jeszcze dwa I bedzi ok. Ale musiała rwac je z mięsa, wrosniete w skórę.. I nawet ten żel zdawal się nic nie dawać.Alex Parker - 2018-10-04, 10:21 Potrząsnął przecząco głową, nadal zaciskając zęby. To on już wolał być krojony i zszywany żywcem !
-Dam radę – wysyczał przez zaciśnięte szczęki.
Zacisnął palce mocno na materacu. Ciężko było mu panować nad naturalnymi reakcjami. Wziął głęboki oddech.
- ZABIJĘ TĄ RUSSEL JAK JĄ SPOTKAM – warknął oddychając płytko.
No cóż. Każdy miał swoje sposoby na radzenie sobie z bólem.Imari Blanc - 2018-10-04, 10:23 Widziała, że boli go jak cholera i mimo, że miała ochotę przerwać i dać mu spokój, to wiedziała, że nie może i najlepiej będzie, jeśli zrobi to jak najszybciej. Mimo znieczulenia i tak wszystkie tkanki glębiej obrywały.. I było to po nim widać.
- I co jej takiego zrobisz? - zapytała, mając nadzieję, że takie słowne wyżywanie się mu pomoże. Pociągnęła kolejny szew, rwąc go ze skóry. Siedział uparcie, więc musiała włozyc w to więcej siły. Przyłożyla delikatnie wacik by zatrzymać krew, chociaż trochę.
- Jeszcze ostatni - zapowiedziała, zerkając na niego. Zapewne cały był czerwony. Wolała pomagać niż robić krzywdę, to na pewno, chociaż to była po prostu wyjątkowo bolesna pomoc. Przecieła ostatni szew i żłapała go peanem, ktory zablokowała i pociagneła - nie nagle, a spokojnie i systematycznie, ale jakoś musiała to zrobić. Alex pewnie czuł jakby rozrywano go żywcem.
- Koniec - przyłozyła gazę do całości, która nasiąkała krwią - musze to odkazić, założyc opatrunek.. Dac ci chwilę? - zaproponowała, może potrzebował odetchnąć.Alex Parker - 2018-10-04, 10:24 Przeżył. Krwawiąc jak świnia, mając ochotę puścić pawia z bólu, ale dał radę. I wydarł się tylko raz.
- Nie wiem. Coś wymyślę – wymamrotał nieco słabo – Wyślę jej wirusa, czy coś – przyłożył gazę do krwawiącego miejsca.
Przez chwilę oddychał powoli i zaczął odzyskiwać normalny kolor twarzy.
- Byłem dzielnym pacjentem, dostanę lizaka? – kąciki ust drgnęły mu nieznacznie, w powstrzymanym śmiechuImari Blanc - 2018-10-04, 10:25 - Jeszcze nie skończyłam, to znaczy skończyłam rwać ci to ze środka, ale muszę odkazić, a to też nie bedzie przyjemne. A lizaki mi się akurat skończyły - mruknęla, kręcąc głową. Kombinator. Ledwo odzyskał kolory i już kombinuje.
- Dalej, zabieraj łapska - przygotowała płyn odkażajacy i polała go obficie po ranie, co pewnie piekło jak cholera.
- Teraz to zakleję i będzie trzeba zmieniać codziennie albo co dwa dni, zobacymy jak się będzie goić, jak się ładnie zrobią strupy to będziesz chodził bez. I żadnych treningów walk, ok? - zabrała się za zaklejanie rany.Alex Parker - 2018-10-04, 10:25 Szlag by to. A już miał nadzieję, że już po wszystkim i dostanie całusa w czółko, za bycie dobrym pacjentem.
- Jak to nie ma lizaków? - mimo zmęczenia, wykrzesał w sobie oburzony wyraz twarzy - To po co ja się tu męcze, mogło mi to zarosnąć !
Zasyczał, gdy rana zaczęła piec.
- Dobrze, będę grzeczny. Nie żebym w ogóle trenował - mruknął, obserwując jak ta go opatruje.
Patrzył na nią chwilę w milczeniu.
- Ktoś ci mówił, że jesteś Matką Teresą z Kalkuty? - uśmiechnął się.