To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Karty Postaci - Jesse Thorne

Jesse Thorne - 2018-09-23, 22:03
Temat postu: Jesse Thorne
Jesse Thorne
Urodzona w Seattle 13 lutego 1999 roku, mieszka tam od zawsze (z przerwą), przynależy do D.O.G.S., piastuje stanowisko obiektu doświadczalnego, wizerunku użycza Chloe Norgaard.
historia
Wspomnienia... Bywają takie chwile w moim życiu, że wolałabym ich nie mieć.
Bo w przypadku Jesse, wspomnieniom nierzadko towarzyszy smutek i ból. Ale czemu tu się dziwić? Jej życie nie należało do szczęśliwych. Dzieciństwo nie było beztroską - raczej zagubieniem i nierozumieniem. Ciągłe pytania "dlaczego", gdy ojciec zakazywał jej niemalże wszystkiego. Bo ludzie by coś zauważyli, że coś jest nie tak. Jaka czterolatka ma kolorowe włosy? Zwłaszcza o takich jaskrawych, żywych barwach? Już samo wyjście z domu, nawet na głupi spacer, czy do przedszkola, było nie lada wyzwaniem i wielkim stresem. Czy Jesse przypadkiem nie zamieni rączki w cholerne pnącze... Albo, czy jej skóra nie zmieni barwy na zielonkawą? Biedny pan Thorne nigdy nie wiedział, czy jego córka jest w pełni bezpieczna, bo z początku sama była dla siebie niebezpieczeństwem. Dlatego też, gdy nieco podrosła, zdecydował o wyprowadzce na wiejskie tereny poza Seattle, do niewielkiego domku na małym odludziu, który niegdyś należał do jego rodziców.

Matka? Nie obchodzi mnie jej los, tak samo, jak jej nie obchodził mój.
Poza zgiełkiem miasta, było zdecydowanie przyjemniej i to chyba jedyny czas w życiu Jesse, który dobrze wspomina. Tam mogła być sobą, jak i od najmłodszych lat mogła odkrywać coraz to ciekawsze rzeczy o sobie samej - to, co potrafi, jak tego używać... Mimo, że do dziś nie ma do końca pojęcia, jak dokładnie działa jej organizm, to jednak bardzo dobrze wie, do czego jest zdolny i jakie są jej umiejętności oraz możliwości i ograniczenia. Gdy trenowała, ojciec obserwował ją zmartwiony. Wychowywał ją całkiem sam, żona opuściła go po tym pamiętnym niby wypadku, o którym nigdy córce nie wspomniał. Bo po co otwierać zasklepione rany? Poza tym, Jesse nie miała wtedy nawet roczku... Nie pamięta tego, jak jej własna matka nie potrafiła pokochać jej od dnia narodzin i jak te pierwsze miesiące były istną katorgą dla nich obojga. Nie wie po dziś dzień, jak pewnego dnia jej własna matka miała już tego wszystkiego dosyć i chciała zakończyć życie małego dziecięcia, które nie było niczemu winne. Bo co? Bo płakało? Czy to wystarczający powód, by chcieć zabić dziecko? Wziąć poduszkę i najzwyczajniej w świecie je dusić... Na szczęście pan Thorne był w domu i powstrzymał żonę, jednak cała ta sytuacja stworzyła nowy problem - uaktywnił się gen x w organizmie Jesse. Od tamtego dnia nic nie było już takie same, a kobieta, zwana żoną i matką w tej rodzinie, opuściła ich, nie potrafiąc już nawet patrzeć na to dziwadło.

Noszę tyle masek, że chyba zapomniałam, kim jestem.
Tylko w domu mogła być naprawdę sobą, choć też nie zawsze. Gdy zaczęło ją ciągnąć do rówieśników, w ogóle do jakiegoś towarzystwa (bo ile życia można spędzić w obrębie własnego domostwa?), musiała zacząć nakładać maski. Udawać, że jest taka sama, jak wszyscy inni, a zmiany kolory włosów tłumaczyła przeważnie nudą. Mimo bycia mutantką, chciała żyć normalnie, ale było to trudniejsze, niż myślała.
Przed ojcem też grała. Że wszystko jest w porządku, że nie ma żadnych problemów, że jej się jakoś wszystko układa. Uśmiech na jej twarzy? Rzadko był szczery, a smutek skrywała właśnie za nim, nie dając nikomu okazji zobaczenia jej prawdziwego oblicza, prawdziwych emocji. Od dziecka uczono ją się ukrywać... Więc wzięła to sobie za bardzo do serca.

Tamtego dnia, coś we mnie umarło razem z nim.
Strata matki nie była dla Jesse zbyt bolesna. Nawet tej kobiety nie pamięta, więc nie ma zbytnio za czym tęsknić. Jednakże strata ojca... Człowieka, który od zawsze był dla niej przyjacielem, wsparciem, najważniejszym mężczyzną w jej życiu... Chyba sama wolałaby wtedy umrzeć, by nie czuć takiego bólu.
Wszystko zaczęło się na tydzień przed tym nieszczęściem. Cztery lata temu, niedługo po ataku terrorystycznym, z którego dowiedziano się o istnieniu mutantów. Najbliższe sąsiedztwo rodziny Thorne, mieszkało dwa lub trzy kilometry od nich, jednak bywały takie chwile, że i tak ich drogi się krzyżowały niedaleko domu Jesse. Zwłaszcza, gdy syn tychże sąsiadów zauroczył się w kolorowowłosej dziewczynie i zakradał się na ich podwórko nieproszony. Pech chciał, by jednego takiego razu zauważył zbyt wiele, tj., jak ręka Jesse zamieniła się w dzikie pnącze, bo dziewczyna pomagała w czymś ojcu. Przerażony wrócił do domu i powiedział o wszystkim swoim rodzicom. Jego ojciec, przerażony, że takie niebezpieczeństwo znajduje się w ich małym społeczeństwie, wziął broń i ruszył do domu sąsiadów. Nie myślał do końca racjonalnie, ale czemu mu się dziwić po ostatnich wydarzeniach? Miał siedzieć i czekać, aż to dziwadło też coś odwali?
W domu Jesse nastał chaos. Ich sąsiad celował do niej z broni myśliwskiej, na pewno nie będąc pijanym. Znała go od lat, a on stał tam i wykrzykiwał wszelkie obelgi na mutantów. Na potworów, przez których zginął jego brat. To była osobista sprawa, szkoda tylko, że oberwało się osobie postronnej. Ojcu Jesse. Zasłonił ją własnym ciałem akurat w momencie, gdy broń wypaliła. Pocisk przebił mu serce, zmarł niemalże natychmiast, wykrwawiając się na podłodze własnego domu. Przerażona Jesse jedynie wpatrywała w jego ciało, to samo robił ich sąsiad, w szoku, z niedowierzania, że zabił starego druha. Dziewczyna oprzytomniała szybciej, niż ten człowiek, morderca, i nie czekając na jego dalsze poczynania (a nuż dokończyłby to, co zaczął?), uciekła.

Nie miałam już nic.
Rodziny. Życia. Pieniędzy. Domu.
Od tamtego koszmarnego dnia trzymała się w cieniu. Uciekła do Seattle, bo w mieście łatwiej jest zniknąć. Przez cały ten czas żyła na ulicy, sporadycznie kradnąc, śpiąc w ciemnych uliczkach, przez pierwsze tygodnie żyjąc niemalże w letargu. Jej umysł, serce, jak i sama dusza pogrążone były w głębokiej żałobie po stracie ojca. Cały czas uciekała, przed sobą, przed ludźmi, którzy chcieli zniszczyć mutantów. Nie ufała nikomu, rzadko nawet się do kogokolwiek odzywając. Ciepłe dni spędzała gdzie popadnie, w zimę natomiast korzystała z pomocy różnych organizacji, czy też ugrupowań, pomagającym bezdomnym. Aż jakieś trzy miesiące temu, przypadkiem wpadła na dziewczynę, jak się później okazało, mutantkę. To ona wprowadziła ją do bractwa...
W końcu poczuła się trochę jak w domu, choć i tam łatwo nie było. Jak każdy nowy członek Bractwa, stała się na wejściu Wolontariuszką, co nie szło jej za dobrze - sama jest w sobie zamknięta, więc rozmowa z innymi? Naprawdę? Do tego nikt jej nie potrafił zmusić, ale przynajmniej wykonywała resztę przypisanych jej obowiązków i to nawet śpiewająco. Starała się, ale i tak nie była w stanie się otworzyć.
Nie minął nawet miesiąc, gdy nastąpił atak na siedzibę Bractwa. Jesse smacznie spała i była to jedna z tych pierwszych nocy, kiedy nie budziła się co chwilę, wystraszona tego, gdzie jest. Dlatego też obudziła się dopiero w momencie, gdy na zewnątrz zapanował chaos. Zdążyła jedynie wciągnąć spodnie i wylecieć na zewnątrz, by ujrzeć istny terror. Jesse... Nie była typem wojownika, ok? W głębi duszy to nadal dziecko, bardzo zagubione, a w tamtym momencie... również przerażone. Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili próbowała ratować swój tyłek, ale udaremnił jej to jeden z członków D.O.G.S., który zaatakował ją znienacka, od tyłu, przez co padła jak długa i nieprzytomna. Dalszy przebieg ataku nie jest jej znany, bo obudziła się dopiero w drodze.
Kolejnego dnia zaczął się jej personalny horror. Szybko odkryli słabość jej organizmu do słonej wody i testowali, jak długo może przetrwać bez słodkiej wody po tym, jak długo ze słodką wodą, ile w ogóle jest w stanie zachować przytomność w jednej takiej "lanej sesji"... Ograniczyli jej dostęp do światła słonecznego. Po prostu sprawdzali ją i teraz dalej to robią, ale już w mniej spartańskich warunkach. Jednakże na ten moment jej organizm jest mocno osłabiony, a psychicznie... Też nie jest za dobrze.
charakter
Jesse to istotka diablo nieufna i ostrożna, jeśli chodzi o interakcje międzyludzkie. Nawet będąc ten krótki okres w Bractwie, do innych mutantów podchodziła z rezerwą i utrzymywała dystans, nie chcąc się do nikogo przywiązywać. Skrywa swoje prawdziwe emocje za maską, ale mimo tego, bardziej spostrzegawczy potrafią dojrzeć ten dziecięcy strach w jej oczach i pragnienie zrozumienia oraz akceptacji.
Jest samotniczką, bynajmniej nie z wyboru i choć wydawać się może, że teraz stroni od innych, to jednak tam w środeczku pragnie mieć przyjaciół i ludzi, z którymi mogłaby otwarcie porozmawiać. Tylko po prostu nie wie, jak ma do kogokolwiek usta otworzyć.
Strachliwa, ale nie płochliwa, wierna i lojalna. Nie odwróci się od kogoś w potrzebie, ale za to brak szacunku wobec niej odpłaci tym samym.
opis mocy
Fotosynteza (na razie jednopoziomowa) - Jesse jest, w pewnym sensie, rośliną. Rośliną, która może jakiś czas przeżyć na samej wodzie i słońcu, ale przede wszystkim potrafi zamienić części swojego ciała (jak i w niektórych przypadkach całe swoje ciało) w silne pnącza, które może w małym stopniu modyfikować (zwiększać, zmniejszać, wydłużać, etc.).
- Może korzystać z mocy przez 6 postów, odpoczywać musi przez 4.
- Pod tę moc podchodzą także wszelkie aspekty czysto wizualne, tj. zmiana koloru włosów pod wpływem czynników zewnętrznych oraz wewnętrznych (klimatu, otoczenia, temperatury, więc i pory roku, jak i kondycji jej organizmu, a także silnych emocji); zmiana barwy jej skóry (jedynie w różne odcienie zieleni) pod wpływem czynników zewnętrznych, jak i w większym stopniu wewnętrznych (tak samo jak wyżej, acz w większym stopniu stan jej zdrowia); zielonkawo-przezroczysty kolor krwi oraz kilka innych aspektów, które są sytuacyjne w większej mierze.
- Pnącza są na tyle silne, by z łatwością udusić człowieka lub zmiażdżyć mu tchawicę, jednak już nie na tyle, by zmiażdżyć kości.
- Pnącza są na tyle wytrzymałe, że mogą udźwignąć trzykrotność jej własnej masy.
- Przecięte lub zerwane pnącza nie równają się od razu brakiem danej kończyny, póki owa rana nie jest wykonana na długości danej kończyny. (czyli po prostu, jak coś przetnie długie pnącze gdzieś w połowie, to nic, ale jak przetnie się je na wysokości łokcia, to w tym miejscu już automatycznie nie ma ręki od tego miejsca)
- Pnącza mogą osiągnąć długość kilku metrów, jednakże im dłuższe są, tym cieńsze się stają, więc są przez to słabsze.
- Jesse tylko w części może pożywiać się jak normalny człowiek - jej organizm przyswaja wszelkie produkty pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, jednak nie przyswaja już żadnych produktów przerobionych.
- Rzeczywiście może przeżyć bez jedzenia, ale ma to swoje konsekwencje zdrowotne - z wody i słońca nie przyswaja na tyle dużo substancji odżywczych, więc bez jedzenia jest dużo słabsza, niż normalnie.
- Całkowity brak słońca również źle na nią wpływa i osłabia.
- Jest w stanie przyswajać wodę nie tylko ją pijąc, ale także wchłaniając ją przez skórę - woda przyswajana w ten sposób nieco przyspiesza regenerację jej organizmu. (odrobinę lepiej, niż sen dla człowieka)
- Tak jak woda słodka jest dla niej błogosławieństwem, tak słona jest już przekleństwem. Sól w niej zawarta dosłownie wżera się w jej organizm, nawet przez skórę, powodując długotrwałe szkody w postaci zachwianej gospodarki wodnej, co w najgorszym przypadku może skutkować jej śmiercią z odwodnienia.
- Samo odwodnienie jest dla niej bardziej niebezpieczne, niż dla człowieka. Nie przeżyje nawet dwóch pełnych dni bez choćby odrobiny wody.
- Długotrwałe używanie mocy na pewno osłabia jej organizm na pewien czas i sprawia, że staje się odwodniona.

ciekawostki
Niewiele w sumie można o niej jeszcze powiedzieć...

- Lubi czytać.
- Ma kilka drobnych tatuaży, które zrobiła w dosyć młodym wieku.
- Nie rozumie, co ludzie widzą w kawie. Jest paskudna.
- Trochę trenowała mieszane sztuki walki. Takie tam do samoobrony.



The Gifted - 2018-09-27, 20:08

Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 65%
Trzymam kciuki, by los się wreszcie uśmiechnął do Jesse. W swoim krótkim życiu przeszła już wystarczająco dużo, dlatego mamy nadzieję, że wreszcie ktoś wyciągnie do niej pomocną dłoń i wyciągnie naszą Roślinkę z tego bagna <3
Twoja grupa krwi to: B Rh+



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group