To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - let me refresh my memory

ronnie henderson - 2018-06-29, 00:28
Temat postu: let me refresh my memory
Niezbyt uśmiechało mu się pozwalanie komukolwiek na grzebanie w jego głowie. Ronnie od zawsze czuł dość duży dystans do mutantów, którzy posiadali umiejętności, które wiązały się z mieszaniem ludziom w głowach, tudzież mieli dostęp do rzeczy, które on wolał trzymać sam dla siebie. Ale jeszcze bardziej wkurzała go świadomość, że jakiś mutant wszedł do jego głowy, zabrał mu wspomnienia i sprawił, że sam nie do końca wiedział w co wierzyć. Niestety, ale nie mógł sobie w tym wypadku pozwolić na kręcenie nosem. Chciał odzyskać swoje wspomnienia, a po rozmowie, którą odbył z Cass poprzedniego dnia upewnił się, że była jedną z osób, które byłyby w stanie mu je oddać. Musiał więc wziąć na klatę fakt, że dobrowolnie dawał jej dostęp do swoich prywatnych wspomnień, do swoich myśli, snów, koszmarów. Kompletnie mu się to nie uśmiechało, ale… Nie był na pozycji, która pozwalała mu na wybrzydzanie.
Jak tylko Cass skończyła wyciągać nadajnik Andy’emu i wszystko się uspokoiło, odeszli razem na stronę. - Nie zmieniłaś zdania? - zapytał, chociaż kierował bardziej te pytanie do siebie niż do niej.

Cassandra Gardner - 2018-06-29, 21:56

Szczerze mówiąc, nie była raczej na tyle dużą altruistką, by ot tak zgadzać się na coś, co nie miało być przyjemne ani dla niej samej, ani tym bardziej dla tego, kto ją o to prosił. Niektórzy ludzie mieli dosyć spaczony obraz tego, jak wyglądała jej moc. Sądzili, że w każdym momencie, podczas każdej próby, chodziło wyłącznie o zmianę koszmarów w puch, miłość i chmurki radośnie płynące po błękitnym niebie. Niestety dla wszystkich, było to tak dalekie od prawdy, jak tylko mogło być.
I chociaż niewątpliwie nie wzbraniała się aż tak przed korzystaniem ze zdolności, skoro już je miała i skoro same dosyć często przymuszały ją do tego... I chociaż od czasu do czasu wykorzystywała wcześniej swój przeklęty dar, aby wspomóc jakoś Bractwo... Niewątpliwie, gdyby usłyszała prośbę od kogoś mniej dla niej istotnego, powiedziałaby nie. Grzebanie w cudzej głowie, w najskrytszych i najbardziej prywatnych zakamarkach, wcale nie było przyjemne... No, przynajmniej, jeśli nie należało się do grona moherowych beretów.
To, co wyciągała zdecydowanie nie było czymś, czym ktokolwiek normalny chciałby dzielić się z otoczeniem. No, przynajmniej, jeśli nie musiał tego robić. Tym razem sytuacja była jednak całkowicie inna. Zamiast zachowywać pewne rzeczy dla siebie, Cassandra miała wręcz wywlec je na wierzch. O ironio, niewiele to jednak poprawiało. Ale się zgodziła. Tym razem odmowa raczej nie wchodziła w grę, dlatego - załatwiając już sprawę nadajnika Andy'ego i odchodząc na bok - ponownie pokiwała głową.
- To będzie najlepszy sposób, nie? - Odpowiedziała, uśmiechając się nieznacznie. - W końcu musicie wiedzieć, co się stało. Przynajmniej w jakimś stopniu. - Cóż, ona sama - będąc na miejscu Ronniego - zdecydowanie chciałaby wiedzieć.

ronnie henderson - 2018-06-30, 16:02

Cassandra nigdy nie grzebała mu w głowie, więc nie wiedział dokładnie czego miałby się spodziewać, jednakże mógł się tylko domyślać, że nie będzie to nic przyjemnego. Nie podobała mu się idea, że Gardner będzie miała dostęp do rzeczy, które wolał zachować się tylko dla siebie, a co więcej do myśli, których sam wolał unikać. Nie był jednak na pozycji, która pozwalała mu na wybrzydzanie. Chciał odzyskać swoje wspomnienia i jeśli właśnie taką cenę miał zapłacić… No cóż, musiał po prostu to zrobić. Chciał wiedzieć co DOGS im zabrało, co działo się przed tym jak zostali złapani i skąd do cholery wiedzieli gdzie jest Bractwo. Mimo, że coś w środku mówiło mu, że on nie byłby w stanie zdradzić Bractwa, pod skórą bał się tego że mógłby być winny temu co się stało. Skoro ktoś skradł mu wspomnienia, mógł rzucić sobie na nie okiem. Oszalałby ze złości, gdyby dowiedział się, że to właśnie on się złamał.
Niemniej jednak wybór osoby, która miała to zrobić nie był przypadkowy. Mógł poszukać innego mutanta, rozpuścić wici, dowiedzieć się czy istnieje inny mutant, który jest w stanie oddać mu jego wspomnienia, ale znał Cass nie od dziś. Właściwie to znał ją od wielu, wielu lat i chociaż ich historia zakończyła się wiele lat temu, wolał jednak, żeby to ona grzebała mu w głowie. W końcu wiedziała o nim kilka rzeczy, o których inni nie mieli pojęcia.
- Niestety. - odpowiedział jej bladym uśmiechem. - Musimy dowiedzieć co się stało. Ja muszę wiedzieć. Więc po prostu miejmy to za sobą. - powiedział, drapiąc się po dość mocno zarośniętym policzku. Przydałoby mu się golenie, a najlepiej jakaś maszynka, którą mógłby ściąć przydługie włosy, ale to nie była potrzeba pierwszego rzędu. Wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował jednym Cassie. - Więc co zrobisz? Zaśpiewasz mi kołysankę i wybebeszysz mnie z prywatności? - zażartował ponuro, trzymając papierosa między wargami i jednocześnie odpalając jej papierosa, jeśli się nim poczęstowała.

Cassandra Gardner - 2018-06-30, 21:16

Czasami zastanawiała się, co by było, gdyby jej najbliżsi znajomi i przyjaciele dowiedzieli się, ile tak naprawdę o nich wiedziała. Nie mówiła tego przecież wprost, nie wspominała o przypadkowym grzebaniu w ich snach i wiedzy, jaką wtedy zdobywała, nie chcąc sprawić, by poczuli się źle. Nie planowała być dla nich zagrożeniem, rozpowszechniać pozyskanych tak informacji, a to zapewne prawie od razu przyszłoby im na myśl, gdyby przyznała, że nie trzeba było jej czuć, by mogła tam być. Tak było raczej lepiej. Dla wszystkich.
- Oczywiście. Wolisz Down in the Valley czy Twinkle Twinkle Little Star? Znam mniej więcej po dwie linijki z obu. - Odpowiedziała mu, znacząco unosząc przy tym brwi. Jeśli chodziło o typowe kołysanki, musiał raczej poszukać sobie kogoś innego, bo tak się składało, że we wczesnej młodości wychowywała ją meksykańska opiekunka, nie spokojna, rozgarnięta niania śpiewająca dziecku melodyjne piosenki do snu. Nie, Cassandra do tej pory pamiętała niektóre sposoby usypiania jej i zdecydowanie nie mogła powiedzieć, by nadawały się dla każdego. Poza tym, nie miała matki, która mogłaby nauczyć ją jakichkolwiek lulanek, ani sama tym bardziej nie była czyjąkolwiek matką, więc zwyczajnie tego nie potrzebowała.
Nie po raz pierwszy słyszała od kogoś podobne pytanie, ale zazwyczaj zbywała je tylko uprzejmym uśmiechem. Tym razem wiedziała jednak, że pierwsza część wypowiedzi była niewątpliwie dosyć ponurym żartem, poza tym naprawdę dobrze znała Ronniego, wiedząc, że tego typu humorem - jak zresztą większość facetów - próbował niedbale zamaskować to, jak bardzo nie podobała mu się wizja udostępniania komuś zawartości własnej głowy. Nie trzeba było być geniuszem, by to rozumieć, zwłaszcza że aż tak specjalnie się z tym nie krył. Choćby to, w jaki sposób nazwał jej działania. Wybebeszanie z prywatności. Cóż, prawdopodobnie nie mógł tego trafniej określić.
- Powinniśmy przejść gdzieś, gdzie jest ciszej… Wygodniej, wiesz. - Stwierdziła, rozglądając się dookoła i dochodząc do wniosku, że miejsce ich aktualnej rozmowy raczej nie nadawało się do niczego. Nawet jeśli mieli tu fotele, nie sądziła raczej, by dało się na nich tak zupełnie odlecieć, poza tym, cóż, potrzebowali prywatności. Niezależnie od tego, jak bardzo Fay - tak, dostrzegała te spojrzenia, gesty i wszystko inne świadczące o czymś dosyć jasnym - czy ktokolwiek inny chcieliby brać w tym udział, Cassandra nie chciała mieć gapiów. W końcu sama się przy tym także odkrywała. Może nie w aż tak ingerencyjny sposób, ale pozostawała odkryta na wszelkie czynniki zewnętrzne, kiedy sama nie miała pełnej świadomości tego, co działo się dookoła niej. Niezależnie, jak bardzo ufała tym ludziom, wolała być wtedy sama z Hendersonem.
- A potem po prostu zaśniesz. - Być może to brzmiało łatwo, bo zdecydowanie tego chciała, nie planując wywoływać jeszcze większej obawy w mężczyźnie, ale… Cóż, to było dalekie od prostoty. Niestety.

ronnie henderson - 2018-07-02, 12:56

Stanoczowo. Wolał tego nie wiedzieć. Nie lubił rozmawiać z ludźmi, co dopiero dzielić się z nimi swoimi najgłębiej skrywanymi myślami. Wolałby to wszystko zachować, zamknąć te myśli we własnej głowie. Przez lata nauczył się tego, że właśnie to tam były najbezpieczniejsze. Jednak odczuwał duży dyskomfort na myśl, że ktoś mógł sobie po prostu wejść do środka, ocenić, zobaczyć, dotknąć tego co siedziało mu pod czaszką. Sam nie chciał tego widzieć i jako osobą niezwykle ceniąca sobie swoją prywatność nie za bardzo chciał, żeby ktokolwiek miał do tego dostęp. Nie potrzebował oceniania, ani tego żeby ktoś wyrabiał sobie jakieś opinie na jego temat. Myślał, że coś o nim wie, bo zobaczył coś czego do końca nie potrafiłby zinterpretować. Miał pieprzone prawo móc zatrzymać to wszystko dla siebie, ale musiał teraz tego prawa zrezygnować. Trudno. Będzie musiał to jakoś przeżyć. Ostatecznie to były tylko sny. Bez żadnego kontekstu, ale za to przez to mogło się dostać do jego wspomnień. Musiał zacisnąć zęby. W końcu sam o to poprosił. Sam chciał uzyskać odpowiedzi na te wszystkie pytania, więc nie mógł być tchórzem, którego tylko przed odpowiedzeniem sobie na nie ogranicza strach i wyjście poza granice własnego komfortu. - Wolałabym dream little dream of me, jeśli pozwalasz mi wybrać. Jestem pewien, że znasz, każdy zna. - odpowiedział, uśmiechając się do niej blado.
Pokiwał energicznie głową, wypuszczając dym z ust. Skoro fotele się nie nadawały, oboje pozwolili sobie ponownie nadużyć gościnności Andy’ego i przenieśli się do części mieszkalnej. Była środek dnia, a tam znajdowało się jakaś kanapa i na pewno jeszcze jedno wolne łóżko.
Wszyscy musieli być w barze, bo w mieszkaniu było kompletnie pusto. Usiadł na brzegu łóżka, gasząc papierosa w popielniczce. - Wiesz, że w tej głowie nie będzie zbyt przyjemnie? - zmarszczył brwi, próbując się uśmiechnąć. No cóż. Najlepsze w tym wszystkim było to, że Cass poznała go gdy był w jednym z gorszych okresów w swoim życiu. Dość ciężko było to pobić, skoro wtedy długo z nim nie wytrzymała. W każdym razie częściowo musiała wiedzieć na co się pisze.

Cassandra Gardner - 2018-07-08, 01:07

Gdyby mogła uniknąć tego w jakiś prosty, mało wymagający i przy tym także nieinwazyjny sposób, bez wątpienia by to zrobiła. A tak? Zwyczajnie musiała, czuła się do tego zobowiązana, niezależnie od tych wszystkich tekstów, jakie miały chociaż trochę wszystko opóźnić. Od powoli wypalanego papierosa i od przenoszenia się w inną część budynku, podczas którego odpowiedziała Ronniemu na jego muzyczne życzenie.
- Skąd takie przeświadczenie? A może znam, ale śpiewam je tylko w innych sytuacjach? - Zażartowała, jednocześnie stawiając kolejne kroki za Hendersonem, niezupełnie wiedząc przy tym, gdzie szli. W końcu nie znała tego miejsca. Nie jak własną kieszeń czy, o losie, jego umysł. Gdyby tylko się domyślał...
- Uwierz mi, na sto procent, miewałam do czynienia z gorszymi. - Odpowiedziała, pozostawiając mu raczej spore pole do popisu, bo nie zamierzała głębiej rozwijać tego tematu. W zupełności wystarczyło, że mógł sam sobie wyobrazić, jak bardzo źle potrafiło być. Choć fakt faktem... Dosyć ciężko było przebić to, z czym wcześniej miała u niego styczność. To rzeczywiście sprawiło przecież, że się wycofała. I... Tak, było jej z tego powodu wstyd, ale w tym przypadku wiedziała, że tak miało być lepiej, zdecydowanie. I to dla wszystkich. Natomiast teraz, cóż, zamierzała kontynuować rozmowę w tym nie do końca pogodnym, ale poniekąd rozluźniajacym tonie, dodając:
- Przynajmniej nie zapisujesz się do mnie na roczną terapię, bo dopiero wtedy byłoby ciekawie, nie? - Nie sądziła, że by się pozabijali - czy to w przenośni, czy dosłownie - ale niewątpliwie nie miało by to zbyt dobrych skutków dla kogokolwiek z nich. W końcu nigdy nie uważała się za dobry materiał na terapeutę. Sama miała na to zdecydowanie zbyt wiele problemów. O ironio, szczególnie takich, o których nie mogła nikomu powiedzieć. Gdyby to jej ktokolwiek miał wejść do głowy... Nawet sobie tego nie wyobrażała. Wystarczyło stwierdzić, że miałaby wtedy zdrowo przekichane. O reszcie nawet nie chciała myśleć.
Idąc za tokiem postępowania Ronniego, także zgasiła własnego papierosa, uwalniając dłonie i usta, choć niewątpliwie najchętniej dalej by popalała. Tak przysiadła tylko na wygodnym, dużym fotelu przy kanapołóżku, przymykając oczy.
- Lepiej się połóż... - Mruknęła przy tym, zbyt wiele razy widząc, jak ktoś zamiast tego po prostu zaliczał glebę.

ronnie henderson - 2018-07-11, 13:23

- Nie chwal dnia przed zachodem. - zażartował ponuro. Udało mu się przez kilka ostatnich lat uzyskać kilka dodatkowych okropnych wspomnień, którymi mógł się dzisiaj przed nią pochwalić. Jakby to piekło nie mogło się skończyć. Przez tydzień był zamknięty w ośrodku dogs, nafaszerwowali go mutazyną, a potem przeżył wyciąganie nadajników, by pozwolić komuś grzebać we własnej głowie. Nie podobała mu się świadomość, że w ciągu najbliższych kilku minut Cass obedrze go z całej jego prywatności. Rzeczy, które działy się w jego głowie należały tylko do niego. Już kiedyś miała do tego dostęp i jak widać niezbyt jej się to spodobało. Nie obwiniał jej. Nikt nie stawiał na konia, nad którym wszyscy postawili krzyżyk. Sam dość mgliście pamiętał tamten okres w swoim życiu, bo jego przećpany i przepity wtedy umysł, niekoniecznie chciał wszystko rejestrować. I dobrze. Pewnych rzeczy nie chciał pamiętać. Ale na pewno nie chciał być wtedy szczęśliwy. Karał się za to co się stało z Patty. Tonął. Nie obwiniał nikogo za to, że nie próbował tego przerwać. Prawdopodobnie nawet nie dało się tego zrobić.
- Nigdy nie wierzyłem w magiczną moc terapii. Może jestem zbyt ograniczony, ale według mnie wyciąganie tego całego gówna na zewnątrz sprawia, że najzwyczajniej zaczyna śmierdzieć. - wzruszył lekko ramionami. Był pewien, że po kilku sesjach nie byłaby w stanie nawet na niego patrzeć. Ale oboje byli osobami, które twardo stąpają po ziemi. Wszystko co było w ich głowach, powinno tam pozostać. Dla dobra własnego zdrowia psychicznego. Oboje musieli się z tym zgodzić.
- Jak za starych, dobrych czasów, co? - mruknął, wykonując jej polecenie. Żart był kompletnie nieśmieszny, ale musiała mu to wybaczyć. Zaraz będzie miała szansę odegrać się na nim, wchodząc do jego głowy. Może powinien sobie odpuścić. Nie potrafił ugryźć się w język na czas, a był dzisiaj w wyjątkowo nieciekawym humorku, niemniej jednak nie miał nic złego na myśli. Ot, gadał żeby odciągnąć myśli od tego co się zaraz stanie.

Cassandra Gardner - 2018-07-12, 00:16

Niektóre powiedzenia były trafne, inne nieco mniej, ale chwalenie dnia przed zachodem słońca rzeczywiście coś w sobie miało. Mimo to, robiła to prawie instynktownie. Mając takie a nie inne doświadczenia z ludźmi, którym przypadkowo właziła do łepetyny, nie sądziła, by u Ronniego mogło być aż tak źle. Chociaż skoro tak bardzo to tłumił… Być może miał rację. Nie jej było to osądzać, jeszcze nie teraz.
- Wewnątrz gnije, na zewnątrz śmierdzi… Sama nie wiem, co jest mniejszym złem. Czasami może warto się trochę otworzyć. - Stwierdziła, wbrew pozorom, wcale nie sugerując przy tym, że byłaby dobrym terapeutą. Wręcz przeciwnie, byłaby strasznym, wyjątkowo lichym psychologiem, ale po świecie chodziło przecież naprawdę wiele osób, które znacznie bardziej nadawały się do takich spraw. Wystarczyło tylko rozejrzeć się dookoła, by dostrzec, że niektórzy musieli mieć ku temu wyjątkowy dar. Reszta zależała już tylko od osoby potrzebującej wsparcia.
Niektórzy - tak jak ona - raczej woleli się nie uzewnętrzniać, inni robili to okazjonalnie, ale pewna część ludzi po prostu wolała zamknąć się w sobie, zatrzymując własne koszmary aż do śmierci. Jak na jej oko, u Ronniego nie było przynajmniej aż tak źle, skoro czekała na nich ta specjalna sesja. Nieco odwlekana, ale jednak nadal aktualna. Nie sądziła, by nagle się z tego wycofał. Sama także nie zamierzała tak robić. Skoro już doszli do etapu znalezienia możliwie jak najspokojniejszego miejsca…
- Jak mi powiesz, że masz gdzieś tutaj skitrane jakieś zapasy, to faktycznie… Jak za starych, dobrych czasów. - Być może jego żarcik faktycznie nie był zbyt zabawny, ale nie mogła powstrzymać się przed równie nieśmieszną odpowiedzią. Na swój mocno pokręcony sposób, to rozluźniało, czyż nie? Nawet jeśli stare, dobre czasy nie były ani dobre, ani nawet aż tak stare. Jak dla niej, niektóre wspomnienia wydawały się całkiem żywe. Zupełnie tak, jakby to było wczoraj. Na nieszczęście, w większości w tej przykrej wersji.
- Gotowy? - Spytała po dosyć długiej chwili milczenia, samej może nie będąc do końca gotową, ale całkiem przygotowaną. Bardziej być nie mogła, zwłaszcza że pewnych rzeczy i tak nie była w stanie nauczyć się w przeciągu zaledwie paru chwil. Przez długi czas, nawet w nie tak dawnej przeszłości, nie rozumiała własnej mocy. Teraz także to wszystko było jej nie do końca znane, przez co wielokrotnie czuła się zupełnie niczym dziecko błądzące we mgle.
Czasami miała wrażenie, że coś potrafiła, aby w kolejnej chwili je utracić, nie do końca wiedząc, czy chodziło o przypadek, czy faktycznie coś w tym było. Usypianie innych ludzi zdecydowanie zaliczało się do takich rzeczy, przynajmniej na samym początku. Teraz działała już zaś metodą prób i błędów, wiedząc przy tym, że mogła sprowadzić na kogoś senność, ale nie za bardzo umiejąc ją dawkować. Za słabo, za mocno, gdzieś pośrednio...
Nie chciała wprowadzić Ronniego w permanentną śpiączkę, więc - moszcząc się wcześniej jeszcze wygodniej na wybranym przez siebie fotelu - zaczęła ostrożnie. Powoli, choć już bez wcześniejszego ostrzeżenia, przymykając oczy i wyobrażając sobie odpychanie od siebie niewidzialnej fali, czegoś na kształt niedostrzegalnej mgły coraz bardziej wypełniającej pokój. Gęstej, bezwonnej, ale jednocześnie jakby słodkawej, sprawiającej, że ona sama nie usnęła, jednak pogrążyła się w czymś na kształt głębokiego transu. W przeciwieństwie do przypadkowego wchodzenia komuś do głowy, tym razem naumyślnie wizualizując sobie coś na kształt drzwi - o ironio, bardzo zniszczonych, ciemnych, podrapanych, ponurych i obleczonych pajęczynami; prawie jak umysł Ronniego? - które powoli otworzyła...
Uwalniając te wszystkie demony, jakie momentalnie w nią uderzyły. To był tylko sen, chaotyczny, niepoukładany sen, ale z pewnością nie dało się go nazwać zwyczajnym koszmarem. Chodziło o coś więcej, a ona musiała się przez to przedrzeć, starając się pozostać jednocześnie jak najmniej wyczuwalną. Teoretycznie wiedział, że tam była, że miała coś zrobić, ale tak wydawało jej się właściwiej.
Zupełnie tak, jakby mniej ingerowała w jego prywatność, usiłując przecież wydobyć teraz coś na kształt wątku, jednej logicznej nici, motywu wyglądającego sensownie pośród tego całego chaosu, który mogłaby wyciągnąć na pierwszy plan, na którym mogłaby się skupić.

ronnie henderson - 2018-07-13, 00:51

Uśmiechnął się pod nosem. - Nie piję już od jakiegoś czasu. - odpowiedział, ale w jego głosie wcale nie brzmiała duma. Oboje wiedzieli, że w momencie ich poznania i przez większość trwania ich relacji Ronnie nie był zbyt świadomy tego co się działo. Odczłowieczał się przeróżnymi używkami tylko po to, żeby paradoksalnie mieć siłę aby wstać z łóżka następnego dnia. Nie wiele go wtedy obchodziło, ani nie szczególnie przejmował się tym, że upada niżej każdego dnia. Jego moc jeszcze wtedy była dość trudna nieokiełznana, teoretycznie pod kontrolą, jednak oszukany przez działanie środków psychoaktywnych umysł często lubił płatać mu przeróżne figle. Nie miał problemów z alkoholem. Miał problemy z samym sobą, więc ani trochę nie był dumny z tego, że pewnego dnia zdał sobie sprawę z tego, że koniec z tym. Był dzieciakiem, który nie radził sobie z rzeczywistością. Teraz był dorosłym mężczyzną, który wciąż się tego nie nauczył, ale przynajmniej odnalazł jaja by stawić temu czoło z czystym umysłem.
Dość sceptycznie patrzył na to co zaraz miało się stać. Nie żeby nie wierzył w jej umiejętności, ale nie znał ich, więc nie wiedział co za chwilę się stanie. Ma zasnąć sam? Czy sen nadejdzie z czasem, a może Cassanda w jakiś dziwny sposób zmusi go do tego. Nawet nie poczuł momentu, w którym osunął się w ciemność, wypełnioną dobrze znanymi fragmentami wyrwanymi prosto z jego życia, mieszającymi się z przeróżnymi scenami, których nie znał, a być może nawet nigdy nie miały miejsca, bo były tylko wytworem jego wyobraźni. Wybuchowa mieszanka nieprzyjemnych wizji powoli zaczynała nabierać coraz to wyraźniejszych kształtów. Dawne, odległe wspomnienie, o którym nie chciał myśleć, nie chciał przywoływać go, udając że wcale nie istniało, jednak niczym piętno wypaliło się w jego świadomości. Słońce paliło, a wilgotny mundur nieprzyjemnie przyklejał się do ciała. Zapach spalenizny i pustyni, wypełniał jego nozdrza. Biegł, chociaż nie wiedział nawet po co to robi. Jakby podświadomie widząc w tym jakiś cel, który przecież nie był wcale ważny. Wszystko w okół niego płonęło, słyszał krzyki, a huk strzałów i wybuchów boleśnie ranił uszy. Każda czynność przychodziła machinalnie. Walczył o życie. Robił to co musiał, żeby przeżyć. Walił niemalże na oślep, nie zastanawiając się kogo pozbawi życia. To była walka o przetrwanie. Chciał stąd uciec. Przeżyć. Wrócić. Ale po co? Nic go tam nie czekało. Po co walczyć, aż tak zapalczywie, skoro nie było w tym żadnego wyższego sensu? Nie chciał umierać. Nie chciał być kolejnym trupem. Ofiarą bezsensownej wojny. Życie było mu tak bardzo obojętne, a jednak wciąż walczył, bo nie potrafił odpuścić. Być może w jakiś chory sposób dopiero teraz czuł, że żyje. W końcu przedarł się przez zasłony namiotu sanitariuszy. Być może jego umysł tylko skumulował tu ilość okropieństw jakie kiedykolwiek widział. Nie chciał patrzeć, ale widział te wszystkie paskudztwa, ludzkie ciała powyginane w nienaturalnych pozach, pozbawione kończyć, zakrwawione, zdeformowane, wykręcone bólem twarze i krzyki, smród zgnilizny i śmierci, najzwyklejszy zapach wojny. Wołali o pomoc. Nie mógł się jednak zatrzymać, bo w następnym pomieszczeniu znajdowało się coś czego szukał. Nie wiedział nawet co, ale umysł cały czas krzyczał imię jego siostry. Nie było jej wśród nich, ale właśnie jej szukał. Przebił się w końcu przez poły namiotowych "drzwi" i oślepiło go nienaturalnie jasne światło. To nie była twarz Patty. Czuł, że nie mógł się poruszyć. Uwięziony jak pies na smyczy. To nie była Patty. To była twarz Aidena. Znacznie dojrzalsza niźli ją zapamiętał sprzed lat. Był już prawie taki wysoki jak on. Chociaż włosy młodszego brata były znacznie ciemniejsze niż te Ronniego, jednak widać było między nimi podobieństwo. Być może była to kwestia spojrzenia? Może sam go sobie takiego wyobrażał, skoro widział go jak do tej pory tylko w telewizji. Widział, że usta młodszego brata się otwierają, ale nie potrafił rozszyfrować tego co mówił. Jakby ktoś wyrwał z jego świadomości te fragmenty. Nie było ich. Starał się sięgnąć głębiej. Próbował sobie przypomnieć. Ale nie mógł. Była w nim jakaś blokada.

Cassandra Gardner - 2018-07-15, 23:02

Nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć na podobne słowa, na… Wyznanie? Czy to zaliczało się jeszcze do nagłych, niezbyt przewidywalnych i dodatkowo dosyć niełatwych wyznań? Czy może było już czymś innym, co nadal wprawiało ją w równe zmieszanie? Prawdopodobnie lepiej zrobiliby, gdyby wcale nie poruszali tego tematu. Nie był przecież konieczny. To nie z tą częścią przeszłości należało się w tym momencie zmierzyć. Skoro jednak już to zrobili… Cóż, prawdopodobnie powinna zdobyć się na coś więcej niż wypowiedziane przez nią:
- To dobrze. - W towarzystwie kiwnięcia głową i niezbyt przekonującego uśmiechu. Prawdopodobnie powinna ubrać to w inne, lepsze słowa, ale w tym momencie jej ich brakowało. Pomimo upływu czasu, to nie były sprawy, o których chciała mówić, o których mówiłaby z jakąś wyjątkową łatwością. Prawdę mówiąc, gdzieś tam nadal ją to trochę uwierało. Broń Boże, nie chciała wracać do dawnego stanu rzeczy i pewnie w życiu by się w to ponownie nie wplątała, gdyby mogła zmienić przeszłość. Nie wykreśliłaby całkowicie tej relacji, tylko… Nie doprowadziła do paru rzeczy. Dla dobra wszystkich, zdecydowanie.
Jej mocą nie było jednak przenoszenie się w czasie, czego niespecjalnie żałowała. Z dwojga złego, manipulując snami i wyciągając wspomnienia z ludzkiej pamięci, przynajmniej nie musiała martwić się o jakiekolwiek paradoksy, przypadkowe rozwalanie rzeczywistości czy tworzenie całkowicie alternatywnych wersji zdarzeń, które nie powinny być zmieniane. Nadal mogła, co prawda, nieźle namieszać i napsuć, ale bardziej pod względem psychiki - nie tylko cudzej, również własnej. Ryzyko nie znikało, wyłącznie trochę się zmniejszało.
Z tą - jakże przecież pozytywną! - myślą postanowiła zabrać się do dzieła. Wreszcie, bowiem stracili już dosyć sporo czasu na próbach odwleczenia tego, co było w pewnym sensie nieuniknione. Jeśli Ronnie chciał pamiętać, musiał liczyć się z kosztem, jaki za tym szedł. I najwyraźniej to robił, zadziwiająco łatwo dając wpłynąć na swój umysł. Nim się obejrzała, oboje siedzieli w jego głowie… Co było mniej więcej tak samo absurdalne, jak brzmiało.
Wybierając ten potencjalny odpowiedni wątek, celowała praktycznie na ślepo. Nie pomyślała przecież o tym, aby poprosić Ronniego o jakiekolwiek określenie motywów, jakie pamiętał ze swojej wizyty w siedzibie DOGS. Mimo rozmów prowadzonych ze wszystkimi uczestnikami tamtych zdarzeń, nie dostała zbyt wiele wskazówek, które mogłyby dać jej jakiś mocny punkt zaczepienia. A treści koszmarów mężczyzny były na tyle fatalne, niewątpliwie na nią wpływając - choć chwilę wcześniej deklarowała się przecież, że widziała sporo gorszych rzeczy - że ciężko było jej skupić się zarówno na przeszukiwaniu jego umysłu, jak i próbach ukrycia swojej obecności.
To, na co trafiła… To zdecydowanie nie było to i prawdopodobnie wycofałaby się z ingerowania w widzianą scenę, gdyby nie nacisk, jaki nagle poczuła. Nie chodziło o jej własną chęć poznania szczegółów. Najwyraźniej to sam Ronnie - z tylko sobie znanego powodu - usiłował się do nich dokopać. Nie wiedziała, czemu. Nie wiedziała, po co. Mogła to tak zostawić, nie marnując energii, jednak w głębi duszy poczuła coś na kształt głębokiej chęci ułatwienia mu tego, czego chciał.
Więc pchnęła znowu, starając się sprawić, by zadziało się cokolwiek innego, by poszli dalej w tej scenie, przechodząc przez nią, widząc więcej, słysząc więcej, bo może właśnie o to chodziło. Wbrew pozorom, może właśnie ten mężczyzna miał związek z wydarzeniami z DOGS. Wyglądał na kogoś takiego, niewątpliwie, zwłaszcza że niewątpliwie należał do rządowców. Kojarzyła go.

ronnie henderson - 2018-08-07, 22:24

Uważał, że pewne rozdziały powinny pozostawać zamknięte skoro dopisano już do nich ostatnie słowa. To była część jego historii, obraz kogoś kimś kiedyś był, być może nie przestał, ale nauczył się żyć w inny sposób niż wtedy. To była kwestia tego, że nie był dumny z tego jakiego go wtedy poznała, ale przecież nie dało się już tego zmienić. Sądził, że po tak wielu latach nie pozostało w nich tak wiele żalu za zdarzenia przeszłości. On przynajmniej go nie miał. W końcu nie rozstali się w gniewie. Raczej w atmosferze zawodu, który z czasem minął przykryty innymi przykrymi doświadczeniami. Życie toczyło się dalej, chociaż Ronnie niezwykle mocno przywiązany był do swojej przeszłości. Kłuła go i przypominała o sobie jak kamień w bucie, którego nie można się pozbyć. Więc może po części dlatego to powiedział. Nie miał być to wyznanie byłego alkoholika. Bardziej informacja, że jednak nie jest już tym samym śmieciem co kiedyś. Chociaż to już można było zauważyć, bo tamten Ronnie miałby gdzieś Bractwo, mutantów i jakąkolwiek większą sprawę.
Ale jak widać jego demony nigdy go nie opuszczały, a ten przed nim przybrał wygląd jego brata. Okiem jego rodziny był przecież zdrajcą, wynaturzeniem. Przez lata upewniał się w tym jak mocno go zawiedli, widząc ich twarze w telewizji. Wcześniej widywał tylko ojca, ale jakiś czas temu dołączył do tego jego brat. To było jakby ktoś nacisnął palcem jeszcze nie zagojoną ranę. W końcu scena przeszła niewyraźnie w inną. I w kolejną i kolejną. Pamiętał co mu robili. Co im robili. Jak bardzo starali się ich złamać. Pamiętał nieliczne nazwiska i twarze innych mutantów, którzy przebywali w ośrodku. Pamiętał co się stało tamtego dnia, dlaczego tam trafili i skąd dogs znało miejsce pobytu Bractwa. Pamiętał już prawie wszystko, a mnogość tych wizji sprawiła że najzwyczajniej chciał już od nich uciec. Bliżej im było do sennych koszmarów niźli do rzeczywistości. W końcu jego umysł sam lub pod naciskiem Cass zaczął uciekać do tego co znał. Do swoich dobrze już znanych bolączek. Wróciła do niego noc, kiedy zabrano Alex. Momenty, w których musiał wyzbyć się swojego człowieczeństwa, żeby przeżyć, aż na końcu wróciła do niego twarz jego siostry. Jak widać oprócz wrócenia do zdarzeń sprzed kilku dni, konsekwencją było swojego rodzaju samopoznanie, bo nigdy nie wybaczył sobie tego co stało się z Patty. I to właśnie jej wizja była jego najgorszym koszmarem, chociaż przez lata otwarcie nie siebie za to obwiniał. Winni byli tajemniczy oni, nie on. A jednak właśnie w ten sposób zawinił najbardziej, bo gdyby nie on wciąż by żyła. I właśnie to wybudziło go z tego ciężkiego snu. Złapał głęboki oddech. Chyba mieli szczęście, że jego moc wciąż była spętana, bo prawdopodobnie teraz wszystko w okół nich by zadrżało. Właśnie dlatego nie chciał mieć nikogo w swoim umyśle. Bo były tam rzeczy, do których nie przyznawał się nawet przed sobą.

Cassandra Gardner - 2018-08-21, 23:38

Praktycznie za każdym razem, gdy naumyślnie wybierała się w podobną podróż, ryzykowała coś więcej, niżeli tylko relację z daną osobą, jej własny sposób patrzenia na tego, komu grzebała w głowie i vice versa… Mając świadomość tego, iż w podobnym stanie naprawdę ciężko było ukryć nawet najgłębsze sekrety, częstokroć nawet przypadkowo wyciągała je na wierzch. Tak samo wspomnienia - te najmroczniejsze, najgłębiej ukrywane, wypierane z największą siłą… Prędzej czy później, wszystkie wypełzały na wierzch. Wyjąc i kotłując się niczym najgorsze demony, uderzające w każdego, kto je dostrzegał. Z takich spotkań nie wychodziło się całkowicie bez szwanku.
I nawet jeśli nie rozumiała wielu rzeczy, jakie dostrzegała, jednocześnie czując się niczym podczas najgorszego sennego ataku, w zupełności wystarczyło jej to, co widziała. Nie o te sceny im przecież zresztą chodziło i wątpiła, by Ronnie chciał je komukolwiek prezentować. Być może - a nawet z pewnością - to właśnie dlatego tak bardzo starała się pchnąć go w kierunku uznanym za najbardziej obiecujący. No, o ile jakikolwiek mógł taki być, w co zaczynała już odrobinę powątpiewać. Uparcie naciskała jednak na coś, co zdawało jej się być obleczone pewnego rodzaju… Blokadą? Tarczą?
Nie wiedziała, jak powinna to nazwać i, tak całkowicie szczerze mówiąc, nawet nie próbowała, praktycznie całą swoją energię ładując właśnie w ten punkt. Nie wiedziała, ile realnego czasu minęło, nim bańka pękła, jednak zdecydowanie czuła to, co zaczynało się z nią przy tym dziać. Obrazy przed jej oczami były coraz bardziej rozdrgane, niestabilne, niekontrolowane… A mimo to - tym razem już właściwe. W tym całym koszmarze, odnosili wątpliwy sukces. Przynajmniej do czasu…
Do momentu, kiedy nie była dłużej w stanie panować nad kolejnymi scenami. Kiedy powrócili do powtórki z rozrywki i kiedy ostatnim zrywem postanowiła to zakończyć, jednocześnie podrywając się na swoim miejscu. Dosłownie podrywając - gwałtownie i niekontrolowanie, uderzając przy tym czubkiem głowy o drewnianą półkę, z której pospadały mniej lub bardziej wartościowe bibeloty. Potrzebowała paru głębokich wdechów, by w ogóle zacząć ogarniać to, co działo się wokół niej - kilku następnych, aby wreszcie spojrzeć na Ronniego.
- Usatysfakcjonowany? - Wybełkotała, masując guza i krzywiąc się przy tym nieznacznie. Nie musiała mówić, że było, co oglądać, nie? Naprawdę miał tam niezły bajzel.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group