Rick Ryan - 2018-06-15, 21:46 Temat postu: BiuroRick Ryan - 2018-06-15, 21:55 /Ulica #1
Richard przyprowadził przyjaciółkę prosto do swojego mieszkania. Wiedział iż jednym z bezpieczniejszych pomieszczeń w jego domu jest gabinet, specjalnie zabezpieczony przez jego ojca na wypadek włamania. Nie mogli pozwolić sobie na stratę renomy przez utracenie ważnych, nie raz poufnych danych przez głupi przypadek. Poprosił Lasair by chwilę poczekała na niego w przedpokoju po czym szybko wskoczył do kuchni i wyjął kilka puszek i butelek, miskę warzyw i kanapki które dowieziono mu rano. Następnie wstukał kod do jednych z drzwi w mieszkaniu po czym zawołał kobietę i zaprosił ją do środka. Zamknął dokładnie drzwi za nimi. Puszki z napojami i butelki z piwem postawił na biurku, tak samo jak jedzenie wyjęte z lodówki.
- Częstuj się - Powiedział z uśmiechem po czym odstawił teczkę w kąt. Wziął do ręki jeden z pilotów po czym zasłonił okno specjalną, zewnętrzną żaluzją z wytrzymałego tworzywa w tej samej chwili wciskając przycisk zapalający światło. Odsunął jedno z krzeseł by Lasair usiadła po czym zajął miejsce naprzeciwko niej.
- Czytałem ostatnio w gazetach że zdelegalizowali F.P.TP ... - Zaczął temat po czym otworzył butelkę lekkiego piwa.Lasair Roarkedaughter - 2018-06-22, 19:47 Lasair uważała, że Rich był kochany chłopakiem na którego zawsze można polegać. Zaliczał się do osób, którym ufała z którymi była szczera i pozwala poznać prawdziwą siebie, a nie zakładaną maskę. Jednak tej chwili nie bała się tylko o siebie, ale również Richarda. Przecież chłopak dopiero co otworzył swoją biuro prawne. Lasair wątpiła by rząd mu odpuść nie sprawdził jego powiązań z FPTP tylko dlatego, że zna prawo. Zależało jej pomóc mu, ostrzec, bo był jej przyjaciele. Przyjaciele taka rodzinna z wyboru... Nie mogła pomóc rodzicom i nie chce znowu czuć tej nie mocy i patrzeć gdy innym dzieje się krzywda. Chociaż wspomnienia z tamtej nocy wracają. To powtarzała sobie, że nie była bezbronnym dzieckiem. Które chowa się w pokoju nie ma zamiaru się chować. Czuje, że musi odszukać ludzi z Bractwa, którym udało się przeżyć.
Poszła swoim przyjacielem do jego mieszkania w czasie drogi mało rozmawiali o tym co naprawdę ją gnębiło nawet nie kojarzyła o czym gadali jeśli w ogóle. Nawet nie kojarzyła wejść do jego mieszkania tak byłą zatopiona własnych myślach. Po prostu szła z nim aż do czasu jak znaleźli się w przedpokoju, a następnie w biurze.
- Ładnie się tutaj urządziłeś - powiedziała między czasie do Richa rozglądając się, kiedy chłopak dopełniał tych wszystkich zabiegów kosmetycznych by mogli spokojnie pogadać.
Spojrzała na kanapki, ale nie wiedziała z czym są. Po za tym nie była głodna jedynie sięgnęła po piwo. Być może dzięki niemu będzie lepiej się im rozmawiało. Sprawi, że poczuje się trochę luźniej.
- Tak część członków poszło za przykładem Gerthrude, ale też słyszałam o osobach, którzy dołączyli do DOGS. Jednak nie o tym chciałam pogadać - zaczęła mówić, bo naprawdę to wszystko jej ciążyło. - Przez działalność FPTP będziemy na celowniku, ale nie chce znowu czuć nie mocy... Nie mogę chować się i patrzeć jak inni cierpią, ale chciałam pierw się ostrzec - dokończyła swoją myśl. To się bała było logicznie, ale bardziej ją przerażała wizja chowającej się i nie pomaganie innym. Przecież zawsze może wróć do swojego starego trybu życia.Rick Ryan - 2018-06-23, 02:08 Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie i pocieszająco do dziewczyny.
- To zasługa dekoratora ale dziękuję – Powiedział machając ręką. Nie miał zamiaru się nad tym rozprawiać, gdyż uważał to za temat trzeciego sortu w obecnej chwili. Rich chciał najszybciej uwinąć się ze wszystkim by móc na spokojnie usiąść i porozmawiać o tym, co ją trapiło. Szczerze mówiąc nie mógł znieść widoku tej dziewczyny tak smutnej i wystraszonej. Nie znali się od wczoraj, każda negatywna emocja Lasair jaką widział wpływała również na niego, byłą to osoba mu najbliższa przez bardzo długi czas. Gdy dziewczyna zaczęła mówić on tylko założył ręce na piersi uważnie analizując każdą wiadomość i zastanawiając się co powinien jej odpowiedzieć, jaką strategię teraz objąć, to wszystko zdawało mu się być jakąś złą bajką, w końcu wszystko zaczynało się układać a tu? Wszystko znów w rozsypce. Westchnął po dłuższej chwili po czym napił się piwa.
- Nadal nie mogę uwierzyć że Gerthrude tak po prostu wyjechała, jakby to o co walczyła przez tyle czasu przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Wydawało mi się iż ona czegoś takiego nie zrobi a tu... – Tu przerwał by wziąć kolejny łyk piwa do ust i przemyśleć swoje kolejne słowa. - Co? Dołączyli do DOGS? O tym nie słyszałem, nie wychodzę ostatnio za dużo z kancelarii. Wiesz kto dołączył? – Mężczyzna nie mógł tego przyjąć do wiadomości. Rozumiał iż niektórzy uciekli, by chronić własne tyłki ale żeby przejść na stronę przeciwnej organizacji? Ot tak? Porzucając rzeczy w które wierzyli i walkę którą podjęli? Nie mieściło się to w jego głowie, naprawdę.
Richard wstał, po czym przyciągnął dziewczynę do siebie, po to by chwilę poźniej przytulić ją mocno. Delikatnie zaczął gładzić jej włosy, spokojnie uspokajającymi ruchami. Nie chciał by się od niego martwiła, gdyby tylko mógł schowały by ją z sejfie by była bezpieczna.
- Dam sobie radę moja droga, mam ukryte pieniądze na wszelki wypadek coś wymyślę jeśli będzie taka potrzeba. – To powiedziawszy przytulił ją trochę mocniej i złożył pocałunek na jej czole. Trzymał ją w ramionach jeszcze przez chwilę po czym delikatnie odsunął się. - Jaki masz plan? Lasair Roarkedaughter - 2018-06-27, 17:15 Tylko przyznała, że wystrój był ładny nic więcej nie chciała się na tym rozwodzić, bo nie widziała w tym sensu. Nie prosiła o rozmowę by zachwycać się gustem jego czy dekoratora. Stwierdziła, że ładnie się urządził i tylko tyle. Więc gdy przyjaciel jej odpowiedział uśmiechnęła się skinęła głową. Chociaż jeśli o nią chodziło było tutaj trochę mało miejsca. Wolała większe powierzchnie. W małych pokojach czuła się jak zwierze w klatce ale mniejsza o to... Ważne, że było tutaj miarę bezpiecznie mogli spokojnie pogadać bez obawy, że nie powołane uszy ich usłyszą. Bez obaw, że ktoś wyjawi to o czym tutaj rozmawiali. Lasair była osobą nie ufną nie lubiła rozmawiać w miejscach publicznych miała była zdania, że ściany mają uszy. Dlatego to małe pomieszanie z tyloma zabezpieczeniami sprawiał wrażenie idealne. Przynajmniej chwilowo, później z przyjemnością opuści je.
- Zostawiła nas w bagnie bez jakiekolwiek informacji - powiedziała krótko, bo postawa Gerthrude całkowicie ją zawiodła. Powinna walczyć oczyść nasze imię pokazać, że wina o porażkę z marszu to nie leży po naszej stronie lecz tych, którzy nie dorwali tego strzelca. Gdyby on nie strzelił to by nie doszło do zamieszenia, a już nie mówię o posunięciach rządu. Zajęli się łapaniem mutantów zamiast szukać winnego, który to rozpętał. A Gerthrude po prostu wyjechała... porzucając nie tylko mutantów lecz ludzi, którzy działali wraz z nią by nieść pomoc potrzebującym. Jaki wysłała sygnał do opinii publicznej? Taki, że jesteśmy winni, że się pomyliśmy co do mutantów. Gówno prawda... Lasari była mutantem od dziecka nigdy by nie skrzywdziła człowieka ani też nie zależało jej na zdobywaniu świata. Chciała po prostu żyć bez strachu. Jak większość mutantów, a nie być na celowniku, bo jest się innym. - Bo nie pisały o tym gazety, ale słyszałam o tym... Nie znam nazwisk, ale pewnie nie długo się przekonamy - stwierdziła jeśli członkowie fptp dołączyli do dogs to będą chcieli się wykazać. Na pewno nie będą się ukrywać i będzie można ich zobaczyć. Najgorsze, że większość z tych ludzi co zmienili stronę byli ich przyjaciółmi. Spotykali się prawie codziennie razem walczyli, a teraz ich zdradzili, posiadali informacje o tym: Kto był fptp? Gdzie mieszka? Dlatego Lasair nie ufa nawet tym, którym mogło by się wydawać, że może zaufać. Tylko nie liczni z ich organizacji wiedzieli, że jest mutantem.
- Wiem, że dasz sobie radę ale wolałam cię uprzedzić. Byś był przygotowany, bo nie wiemy komu możemy jeszcze ufać - nie spodziewa się tego co miało miejsce później. Jednak musiała przyznać, że było to miłe. Dawno nikt jej nie przytulał, bo nie pozwalała sobie na taką bliskość. - Po ataku dogs na bractwo pewnie potrzebują pomocy ci, którym udało się uciec. Nie chce przestawać pomagać... Zwłaszcza chwilach gdy potrzebują tego najbardziej.Rick Ryan - 2018-06-27, 18:44 Mężczyzna pokiwał głową na jej słowa. Cóż, to zachowanie zupełnie mu nie pasowało do schematu zachowań Gerthrude, wydawało mu się iż jest za bardzo zaangażowana w sprawę, że poniekąd ta sprawa jakoś ją dotyczy i łatwo nie opuści.
- Coś mi w tym wszystkim nie pasuje. Nie wydaje mi się by podjęła sama z siebie taką decyzję. – Odpowiedział zamyślony. Cóż, od dawna działania rządu były nastawione przeciw mutantom i mężczyzna naprawdę nie zdziwiłby się gdyby to właśnie rząd stał za tym, iż Gerthrude ich opuściła. Kto wie jakie karty trzymali w swojej ręce? Richard był coraz pewniejszy ze rząd prowadził walkę na wszystkich możliwych frontach panując nawet nad mediami gdyż nawet jeśli podawali jakieś informacje były one zwykle napisane tak, by postawić rząd państwa w jak najlepszym świecie.
- Sądzisz że sami z siebie pojęli taką decyzję? Że nie zostali do tego zmuszeni? – Spytał zastanawiając się nad tym. Coraz bardziej to wszystko mu się nie podobało. - Co byś wybrała? Dalsze pomaganie takim, jak my czy przejście na stronę rządu i jako takie bezpieczeństwo? – Trzeba było mu przyznać, iż sypał dziś pytaniami jak z rękawa, miał jednak dziwne wrażenie iż któregoś dnia pracownicy rządowi mogą zawitać również do ich drzwi a wtedy nie będzie za dużo czasu na zastanawianie się. Chciał również wiedzieć, co wybrałaby jego przyjaciółka, przemyśleć wszystkie możliwości i wszystkie opcje pomocy dla dziewczyny.
Richard trzymał ją tak w ramionach jeszcze dłuższą chwilę, tak jakby miał nadzieję iż w ten sposób uchroni ją przed wszelkim złem które mogło się na nią czaić. Nie odpowiedział, bo nie chciał psuć tej małej chwili którą teraz dla siebie mieli. Cóż, on wiedzia kto jeszcze jest po jego stronie..Trzymał ją tak w objęciach jeszcze przez chwilę, po czym pocałował ją w czoło i delikatnie się odsunął i oparł o biurko.
- Chcesz do nich dołączyć czy tylko odnaleźć i pomóc? – Zapyta z zaciekawieniem. Cóż, znał kogoś kto mógł jej pomóc osiągnąć jej cel jakikolwiek by nie był a mężczyzna miał niemal stuprocentową pewność iż jego brat nie odmówi w takiej sytuacji, nawet jeśli były pomiędzy nimi jakiekolwiek sprzeczki.
- Lasair, pamiętasz jak ci mówiłem że mam brata co uciekł z domu ? Ja go znalazłem. Wpadliśmy na siebie tydzień temu… – zaczął powoli i niezbyt pewnie, po czym wypił resztę swojego piwa niemal naraz.Lasair Roarkedaughter - 2018-06-30, 20:15 Wiedziała, że nie należy brać wszystkiego dosłownie co piszą gazety. Przecież doskonałym dowodem był opis wydarzeń z marszu. Czy kobieta okrzyknięta bohaterem tylko dlatego, że zabiła dzieckiem. To wszystko było pisane tak by prać umysły ludziom. Nastawiać ich negatywnie na wszystko związane z mutantami. Czemu nie opiszą, że to dziecko było wystraszone i przerażone widokiem śmierć człowieka i strzelani. Tylko, że była małą terrorystko celowo wypuszczoną by ranić ludzi. Wkurzało ją to pisanie, że mutant równa się terrorysta. Za nim pojawił się artykuł o podróży Gerthrude słyszała plotki o tym, a następnie przeczytała gazetę. Nie wierzyła plotką ani też gazecie do puki nie ujrzała pustego mieszkania. Miała szczerą nadzieję, że kobieta po prostu gdzieś się zaszył czekając aż akcja przycichnie. Jednak wszystko wskazywało na to, że nie ma jej kraju ani też na kontynencie. Co bolało Roarkadaughter, bo naprawdę wierzyła w nią. Raczej spodziewała się po niej tego co sama miała ochotę zrobić. Mówić, że fptp nie jest winne, a mutanci nie są źli. Nie odpuszczać, nie chować głowy piasek, a tym bardziej nie uciekać. Miała dość uciekania i się chowania...
- Wątpię by została do tego zmuszona. Przecież co im dała jej podróż do Europy raczej. Nalegali by rozwiązanie stowarzyszenia - powiedziała rozważając słowa swojego przyjaciela. Jasne jej też tutaj coś nie grało. Jednak jakie mieli wyjście nie dostaną gotowej odpowiedzi na to co lub kto skłoniło ich przewodnicząc do wyjazdu tak dalekiego. - Myślę, że jednak to była ucieczka, bo Rząd raczej by zmuszał ją do przyznania publicznego, że mutanci to terroryści, którym nie warto pomagać i sama się o tym przekonała - raczej to było by na korzyść tym wszystkim przeciwko mutantom, tym, którzy źle im życzą. Ucieczka symbolizowała strach, podanie się, ale nie dawała zwycięstwa drugiej stronie.- Przecież jaką mieli by gwarancja, że nie będzie działać na odległość czy też nie wróć z większą siłą - myślała głośno, bo dość dużo myślała na ten temat. Próbując to wszystko zrozumieć. Pojąć jak mogła ich tak zostawić bez informacji... Raczej to drugie najbardziej bolało ją najbardziej.
- Na pewno zostali do tego przekonani w ten czy inny sposób - nikt od tak nie przechodzi na drugą stronę. Część z nich za pewnie przeszli dobrowolnie skuszeni pieniędzmi i spokojem, a inni pewnie zmuszeni jakimś szantażem. Kiedy Ryan spytał ją co by wybrało nie musiała się na tym zastanawiać. Nawet jeśli by wpadli tu ludzie z dogs odpowiedziałam bym, że nie zrezygnuje z pomocy. Nie ważne jakich kart by użyli nawet za cenę swojego życia by nie zrezygnowała pomocy. Czego nauczyła się od swojego rodziców, że bezpieczeństwo nie istnieje oraz tego, że nigdy nie należy wstydzić się tego kim się jest. Raczej im chodziło o ich pochodzenie, ale spokojnie można było to podpiąć o mutacje. - Zawsze wybiorę pomoc potrzebującym - odpowiedziała pewnie patrząc na swojego przyjaciela. Wybierze to nawet jeśli to miało oznaczać utratę wszystkiego. - A ty?
Może to dziwnie brzmi, ale kiedy chłopak trzymał ją tak ramionach. Miała ochotę prości by nigdy jej nie puszczał. Nie tylko dlatego, że czuła się w nich miarę bezpiecznie oraz zrozumiała. Jednak bardziej dlatego, że obawiała się, że znowu będzie samotna. Jednak jego gest znaczył dla niej wiele był jakby obietnicą, że nie jest sama. Ma jego...
- Szczerze nie wiem - powiedziała cicho, bo nie była pewna czego chciała konkretnie. Czy pragnęła tylko im pomagać z daleka czy też dołączyć do nich? Sama zadawała sobie to pytanie odkąd rozwiązano fptp. Niestety nie umiała odpowiedzieć sobie jak i chłopakowi. Najbardziej na świecie nie chciała uciekać i się chować w cieniu przed osobami, którzy pragną skrzywdzić ją i innych. Nie chciała czuć się jak ta mała dziewczynka chowająca się pokoju przed złym panem. Nie chciała, bo już tak kiedyś się czuła... Bezsilność i samotność były rzeczami czego obawiała się najbardziej. - Chce im pomóc tak jak tego potrzebują, ale... jak zawsze musiało pojawić się słowo. Nie wiedziała czy była by wstanie zostawić wszystko i wszystkich. Przecież działała już trochę fptp i wiedziała, że większość z nich porzucili swych bliskich. Nie wiedziała czy stać było ją na to. Również nie była pewna, czy... - nie wiem czy potrafiłabym zaufać ludziom z bractwa. Sam dobrze wiesz jak u mnie z tym ciężko - to chyba jeden z głównych powodów dlaczego nie wiedziała czy chce im pomagać tylko z daleka czy dołączając i stając w ramie w ramie w ich walce.
- Pamiętam coś tam wspominałaś, że chyba cie porzucił. Czy coś w tym stylu - coś tam pamiętała o jego bracie. Jednak sama nie była pewna co z jej wspomnień było prawdą, a co nie. - To chyba dobrze, że się spotkaliście - dodała zastanawiając się do czego zmierza jej przyjaciel.Rick Ryan - 2018-07-05, 23:16 Dla mężczyzny ta sytuacja była również bardzo ciężka. Może nie należał długo do organizacji jednak sam był mutantem i doskonale wiedział iż nie jest niebezpieczny, ba robił wszystko, co mógł w swoim życiu byleby tylko tego dowieść. Wiedział jednak iż wielu ludzi się ich boi tak samo jak jego zwariowana matka. Łatwo też było im wierzyć że są groźni i niebezpieczni zwłaszcza po propagandzie jaką uskuteczniały media.
Richard również nie mógł uwierzyć iż ta kobieta, tak zażarta w swojej walce nagle stwierdziła że odpuszcza i wraca do Europy. Naprawdę nie pasowało mu to do Gerthrude, jak i do tego, czego się o niej dowiedział dlatego też podejrzewał, iż rząd maczał w tym palce.
Westchnął.
- Chyba ze chcieli aby to tak wyglądało, żeby ludzie z organizacji zaczęli wątpić w swoje poglądy i od nich odstępować... Niestety nie dowiemy się prawdy, Z Gerthrude nie ma kontaktu odkąd postanowiła wyjechać.. - Powiedział z rezygnacją. Prawdę znała tylko byłą przywódczyni organizacji.
Na następne słowa pokiwał głową a słysząc kolejne pytanie Lasair pogrążył się w rozmyślaniach. Czy był w stanie porzucić swoje przekonania? Cóż, z pewnością nie dobrowolnie ale gdyby tak mieli Mike albo Lasair, tą kochaną duszyczkę? Znów westchnął ciężko i napił się swojego piwa, po czym spojrzał na kobietę smutnym wzrokiem.
- To zależy. Lasair, dobrze wiesz że chcę walczyć o to, o co walczymy tyle czasu jednak gdyby dorwali Ciebie albo mojego brata... Musiałbym zacząć grać w ich grę. Zrobię wszystko, byleby zapewnić Wam bezpieczeństwo, nawet jeśli miałbym sprzedać duszę diabłu... - Odpowiedział poważnie. Cóż, bezpieczeństwo bliskich było dla niego najważniejsze, nawet jeśli miałby oddać za nich swoje własne, mało warte życie. W tym życiu miał jednak dwie osoby, które naprawdę były dla niego ważniejsze niż on sam, nawet jeśli mieli mieszane relacje, jak w przypadku jego brata.
Pokiwał głową uważnie słuchając tego, co mówi dziewczyna i doskonale wiedział iż jest w stanie jej pomóc niezależnie od jej wyborów. Przyjrzał się jej uważnie zastanawiając się jak dobrać odpowiednio słowa. Ta cała sytuacja między nim a ich bratem była naprawdę ciężka do zrozumienia.
- Wiem o czym mówisz, sam też łatwo bym im nie zaufał. Jestem pewien że podejmiesz właściwą decyzję moja droga - Uśmiechnął się do dziewczyny przyjaźnie i pocieszająco. Cóż, Lasair nigdy głupia nie była i doskonale wiedział iż będzie wiedzieć, co robić.
- Tak. Mike uciekł z domu dziesięć lat temu. Wiesz naprawdę się bardzo różnimy, Mike ma mi za złe że nie raz zachowuję się jak nasz ojciec... Wracając jednak do tematu, należy od do bractwa niezależnie czy chcesz do nich dołączyć czy tylko im pomóc mogę dać Ci na niego namiary na pewno Ci w tym pomoże..- Jego emocje były naprawdę cieżkie do odczytania, z jednej strony chciał jej pomóc z drugiej zamknąć ją gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie, gdzie będzie bezpieczna. - Ech gdybym mógł to zamknąłbym cię w sejfie żeby nikt cię nie skrzywdził... Lasair Roarkedaughter - 2018-07-07, 12:11 Sytuacja była dla wszystkich ciężka, dla ludzi, mutantów jak i dla dziewczyny. Nagle została bez fundacji, którą tak kochała oraz bez domu. Jednak to wszystko nie było jej obce. Już kiedyś żyła nocując w opuszczonych miejscach. Szukając możliwość zarobienia pieniędzy, by nie korzystać za bardzo z środków jakie zebrała. Została jej wypowiedziana umowa najmu, bo działa fptp jednak no cóż takie życie... Pomimo tego przyjęła to spokojnie spakowała swojej rzeczy, a nie miała ich dużo. Jak to mówił ojciec nie potrzeba wiele do szczęścia, a najważniejszy jest mały bagaż. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie trzeba się wyprowadzić. Jeszcze nie wiedziała co zrobi z tym fantem. Pomimo tego co spotkało ją nie potrafiła nienawidzić ludzi. Rozumiała ich strach, ale przecież ona nie była niebezpieczna. Nikogo by nie skrzywdziła była na zbyt dobra. Jednak jak to wytłumaczyć komuś, kogo opanował strach.
Jedynie skinęła głową na słowa chłopaka, bo nie było nic więcej do powiedzenia sprawie Gerthurde, bo i tak nic z tym zrobią.
W sprawie Gerthurde nic nie zrobię jednak to następne słowa zaskoczyły Lasair. Nie spodziewała się takie wyznanie. Echo tych słów ciągle brzmiał jej głowie. Gdyby dorwali ciebie albo mojego brata... To, że brata była wstanie zrozumieć. Ponieważ gdyby jej rodzice żyli i miała by jakieś rodzeństw też chciała by ich chronić. Jednak bardziej chodziło o nią. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś się o nią martwił. A tym bardzie, że zrobi wszystko byle zapewnić jej bezpieczeństwa. Miała ochotę zaprzeczyć, krzyczeć, że nie jest tego warta. Jednak nie była wstanie... Zaskoczyło ją to, że stawał ją na równi z własnym bratem... Nie mogła tego zrozumieć. Nauczyła się liczyć na siebie i tego, że nikomu na niej zależy bo nie ba bliskich prócz tej garstki przyjaciół do których zaliczał się również Richard. Ona również by zrobiła wiele by go obronić, ale ona nie miała rodziny, a on miał. To o nich powinien myśleć a nie o niej... Chciała wierzyć, że to tylko słowa nic nie znaczone słowa. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie na chłopaka, by się przekonać, że mówił poważnie. Nie rzucał tego od tak, tylko na prawdę tak postąpi.
- Rich... Obiecaj mi, że nie zrobisz tego z mojego powodu... Nigdy by sobie tego nie wybaczyła - powiedziała do niego, bo dla brata niech robi wiele. Zrozumie to... ale dla niej niech się nie poświecą. Chce pomagać mutantom dalej walczyć o ich, naszą sprawę... chce walczyć i dalej to robić to co robiłam nawet przed fptp. Czyli pomagać mutantom. By w końcu byli traktowani jak ludzie nie potwory czy psy.
- Dobrze, że ty jesteś pewny, bo ja nie jestem pewna - cóż tak się czuła obecnie strasznie nie pewna. Jakby stała na skrzyżowaniu i nie wiedziała, którą drogą ma iść. Wiedząc równocześnie, że musi którąś wybrać, bo nie może tak dłużej stać.
- Spotkam się z twoim bratem, ale tylko z tobą - powiedziała lekkim uśmiechem, bo nie spodziewała się, że zaginiony brat jej przyjaciela jest również mutantem i należy do bractwa. A może nie jest, bo słyszała przypadki, że ludzie również dołączają do nich. Mniejsza o to... Spotka się z tym Mike ale tylko z Richem, bo nie zna jego i nie wie czy potrafiła by się przy nim czuć tak swobodnie jak przy jego bracie. - Wiesz dobrze, że nie lubię zamkniętych pomieszczeń.Rick Ryan - 2018-07-07, 18:09 Gdyby Rick o tym wiedział dziewczyna z pewnością miałaby dach nad głową. W końcu jego apartament miał dodatkową sypialnię a i mężczyzna był stuprocentowo pewien iż nikt nie wymówi mu umowy. W końcu był prawnikiem, no i miał to mieszkanie na własność, w takiej sytuacji to czy brał sprawy ludzi popierających mutanty czy nie nie miało znaczenie. Pieniądze niestety zmieniają bardzo wiele rzeczy, chociaż w tym momencie działało to z pewnością na jego korzyść. Doskonale wiedział jednak iż nie każdy mógł liczyć na taki komfort.
Richard uśmiechnął się do dziewczyny. Wydawało mu się to naprawdę urocze, jak zareagowała, jak twierdziła iż nie jest warta tego by dla niej się poświęcił. Richard jednak uważał zupełnie inaczej i nie zawahałby się dla niej poświęcić. Doskonale wiedział ile ta dziewczyna przeszła w swoim życiu i naprawdę chciał ją ochronić przed niebezpieczeństwami, przed uciekaniem i martwieniem się o każdy kolejny dzień.
- Wiesz że ci tego nie obiecam – Powiedział, po czym westchnął smutno - Lasair, jesteś moją jedyną przyjaciółką i naprawdę mi na tobie zależy. Nie chcę żebyś musiała ciągle uciekać i chować się po kontach, nie chcę żebyś musiała martwić się o każdy kolejny dzień i zrobię wszystko byś była bezpieczna, nie ważne co musiałbym zrobić aby to osiągnąć. - Powiedział poważnie. Cóż, o swojego brata aż tak się nie martwił. Mike przeżył dziesięć lat na własną rękę a jego moc sprawia że był w stanie uciec niemal z każdej, nie komfortowej sytuacji… Pomińmy fakt, iż spawy między nimi nie były ostatnio najlepsze i szczerze mówiąc Richard nie wiedział jak to wszystko się potoczy. Lasair zaś mimo iż byłą silną kobietą, wywoływała w nim uczucie sprawiające iż chciał się nią opiekować, chciał zapewnić jej chociaż odrobinę normalnego życia takiego na jakie z pewnością zasługiwała przynajmniej w jego oczach.
Jej kolejne słowa sprawiły że mężczyzna zaśmiał się i znów przyciągnął d siebie dziewczynę. Objął ją delikatnie po czym znów pocałował w czoło. Wiedział, iż dziewczyna czuła się nie pewnie, on w podobnej sytuacji również pewnie nie wiedziałby co zrobić, w końcu tu chodziło o jej przyszłość i drogę jaką wybierze.
- Wiesz, czasem potrzeba czasu żeby podjąć jakąś decyzję. Umówię nas z Mikem, dowiesz się wszystkiego, czego tylko będziesz chciała a później na spokojnie podejmiesz decyzję w którą stronę chcesz pójść, a ja pomogę ci niezależnie któą rogę wybierzesz, co sądzisz? – Powiedział znów trzymając ją w swoich ramionach, po dłuższej chwili przytulił ją nie co mocniej. Obawiał się jednak iż dziewczyna może czuć się z tym niezręcznie to też uwolnił ją ze swoich objęć i odsunął się od niej troszeczkę, ale tylko troszeczkę.
Zaśmiał się cicho, gdy stwierdziła coś, co wydawało się oczywiste dla kogoś, kto znał ją tak dobrze jak on.
- Wiem, ale wtedy byłby pewien że jesteś bezpieczna. Martwię się o ciebie - powiedział z uroczym uśmiechem.Lasair Roarkedaughter - 2018-07-10, 20:29 Lasair na pewno nie podzieli się z tą informacją z chłopakiem. Po za tym i tak tam za długo mieszkała była zbyt łatwym celem do namierzenia. Dobrze zrobi jej jakaś zmiana środowiska. Żyła w ten sposób od urodzenia nie mogła przywyknąć do jednego mieszkania. Więc to nie tak, że nie miała pieniędzy, bo miała. Rodzice nie zostawili by jej bez grosza. Sama też dorzuciła parę groszy do sumy. Jednak uważała, że one kiedy indziej się przydadzą. Kiedy będzie na to odpowiedni czas, taka czarna godzina. Na razie nie czuje by taka nadeszła więc żyje tak jak umie.. najlepiej. Czyli na ulicy kryjąc się w cieniu i wtapiając się w tłum. Łatwo jest zdobyć pieniądze. Wystarczy trochę szczerość, dobrej woli i uśmiechu. Chociaż może wydawać się, że trudno jest zbierać pieniądze na ulicy. To wcale tak nie jest i ona doskonale o tym wie. Można powiedzieć, że one leżą na niej ale trzeba wiedzieć gdzie patrzeć.
Jednak skoro było o szczerość to trzeba przyznać, że nie podobało się Lasair to co słyszy od swojego przyjaciele. Przecież chce dalej pomagać mutantom jeszcze nie wie jak, ale dojdzie do tego. A wtedy na pewno będzie na celowniku rządu. Ona i jej przyjaciela. Jednak gdyby ją złapali bądź co innego... nie chciała by on dla niej się poświęcał. Lasair wie na co się porywa i dokąd być może prowadzi ta droga. Jednak nie chce kogoś za sobą pociągnąć. Nie chce Rich robił wszystko by była bezpieczna. Bo nie powinien się o nią martwić lecz o siebie. Umiesz liczyć, liczyć na siebie... Jak mówią słowa jednej piosenki. Nie wybaczyła by sobie gdyby coś mu się stało z jej powodu. Rich jest taki dobry, a czasem słodki. Uwielbiała go i przebywać z nim, bo czuła, że na prawdą ją rozumie.
- Proszę obiecaj mi to... - powiedziała patrząc błagalnie na niego, pewnie wyglądała jak ten kot w butach. Jednak miała to gdzieś, na prawdę chciała by jej przyjaciel jej to obieca. Nie będzie przekładał jej dobra nad własne. - Rich dobrze wiesz, że obecnych czasach nigdy nie jest się pełni bezpiecznym. A to co teraz się dzieję... niczym się nie różni o tego co było kiedyś - próbowała mu powiedzieć, że nie jest tak źle. Poradzi sobie, przecież zawsze sobie radziła. Przeżyła z rodzicami tyle lat, a później dała radę sama. Już jako dziecko żyła w ten sposób. Bez bliskich, którzy mogli by pomóc... była tylko ona. Do czasu aż nie powstało fptp. Jednak go już go nie ma. Muszą podjąć decyzję czy nadal chcą robić to co robili pomagać takim jak oni. Czy żyć pozorni bezpiecznym odwracając się od tych, którzy potrzebowali twojej pomocy. Lasair wybrała ona nie zamierzała ulęknąć się rządu czy tych wariatów GC. Chciała walczyć by doczekać dni, kiedy mutanci zostaną zaakceptowani. Tak jak mniejszość narodowe.
- Ja jestem tylko przyjaciółką, zwykłą dziewczyną, a ty masz brata bliźniaka. Chociaż teraz miedzy wami nie jest różowo. Wiem, że zależy ci poprawić wasze stosunki. Masz rodzinę, która cie kocha. Dlatego musisz mi obiecać, że nie będziesz się narażać z mojego powodu - powiedziała do niego patrząc mu w oczy. Nie wiedziała co się z nią działo. Czuła, że powinna odejść, zniknąć z jego życia. By się nie narażał. Jednak była też druga strona medalu nie potrafiła by go zostawić. Za bardzo jej na nim zależało... Gdzie podziały się jej zasady? By się do nikogo nie zbliżać. By nie odebrało jej znowu bliskich tak jak kiedyś.
Wysłuchała jego słów i skinęła głową. Spotka się z jego bratem razem z nim, a później będzie musiała zdecydować czego tak na prawdę chce. Czy chce dalej pomagać takim jak ona? Czy też zrezygnować z tego co tak wierzy by Rich nie musiał spełniać swoich słów.
Jeśli chodzi o przytulanie to nie przeszkadzało jej to... jakiś cichy głos żałował, że trwały tak krótko. Naprawdę chciała nie opuszczać jego ramionach, ale też czuła się niezręczna.
- Nie potrzebnie - powiedziała szeptem tuż przy nim więc pewnie usłyszał. Jeśli wcześniej nie wiedziała co się z nią działo. To teraz to już pewnie całkiem się zgubiła. Ponieważ gdy wyszeptała te dwa słowa pocałowała chłopaka. Tłumaczyła się, że chciała mu podziękować za to, że się martwi, chce jej pomóc. Mówiąc sobie, że to był krótki pocałunek... nic nie znaczył. Czy aby na pewno? Gdy się odsunęła spojrzała na swojego przyjaciela czekając na jego relacje.Rick Ryan - 2018-07-10, 23:36 Richarda nie obchodziło czy jej się to podoba czy nie, ba nawet przez chwilę nie zastanawiał się na ten temat. Mężczyzna nie był w stanie zmienić swoich uczuć w stosunku do tej dziewczyny, to nie działało na takiej zasadzie. Nie miał żadnego przełącznika do uczuć ani pilota którym mógłby je wyłączyć. Darzył Lasair naprawdę dużą sympatią i uważał ją za kogoś, kto naprawdę był dla niego bardzo bliski i niemożliwym wydawało się mu nie interesowanie się kobietą i nie dbanie o jej sytuację. W końcu się przyjaźnili, a dla niego oznaczało to że pomoże jej choćby nie wie co, niezależne ile musiałby poświęcić.
Richard westchnął ciężko.
- Dobrze, obiecuję że nie będę przedkładał twojego dobra nad moje. Wiem że nikt nie jest bezpieczny, I naprawdę wkurwia mnie fakt, że nie jestem w stanie zapewnić bezpieczeństwa tym, których kocham. Że mój brat musi kryć się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim i nawet zaszyty tam nie jest bezpieczny i że Ty musisz znów przechodzić przez etap ukrywania się i ucieczek. Wkurwia mnie że jestem bezsilny... - to powiedziawszy mężczyzna zacisnął pięści a jego oczy zaszkliły się łzami spowodowanymi zdenerwowaniem. Czuł się mniej mężczyzną dlatego iż nie mógł zapewnić tym najważniejszym dla niego osobom bezpieczeństwa, chociaż odrobiny normalności bądź stabilności. Wziął duży łyk swojego piwa, dopijając je po czym zmiażdżył puszkę i odłożył ją na biurko. Richard wziął głęboki wdech chcąc uspokoić się od panujących obecnie nad nim emocji..
Słysząc jej kolejne słowa mężczyzna uśmiechnął się do niej ślicznie.
- Nie Lasair, nie jesteś zwykłą dziewczyną. Jesteś bardzo nie zwykłą dziewczyną. Jeszcze nie poznałem kobiety która byłaby tak wrażliwa i uczuciowa jednocześnie będąc wytrwałą i zdeterminowaną. No Tobie też mi zależy i to bardzo - Cóż, najwidoczniej mieli dziś dzień wyznawania sobie uczuć, bądź przynajmniej przyznawania się do tego, co czują w stosunku do drugiej osoby. No przynajmniej ze strony Richarda to tak wyglądało, sam nawet nie wiedział czemu mówił teraz jej to wszystko. Miał dziwne wrażenie że powinien jej to powiedzieć, chociaż raz a obecne wydarzenia sprawiały iż odczuwał silną tego potrzebę.
Richard nie miał zamiaru przymuszać Lasair do żadnego z tych wyborów, wiedział iż kobieta jest inteligentna i że z pewnością podejmie odpowiedni wybór a jego brat miał służyć tylko i wyłącznie jako źródło informacji, by jego przyjaciółka mogła zrobić pełny research zanim podejmie dość ważną dla niej decyzje, z tego też powodu mężczyzna chciał pomóc jej ją podjąć.
Mężczyzna wywrócił oczami słysząc iż nie potrzebnie się o nią martwi,już miał jej powiedzieć że to nie prawda, że dziewczyna nie wie o czym mówi, że w ogóle nie powinna tak mówić gdy ta... Pocałowała go. Richard nie spodziewał się takiego gestu ze strony Lasair, stał tak bojąc się że ją przepłoszy. Gdy dziewczyna odsunęła się od niego spojrzał na nią zaskoczony. Myśli w jego głowie galopowały jak szalone gdy zastanawiał się co powinien teraz zrobić. Z jednej strony wiedział iż nie rozsądnym jest jeszcze mocniejsze zacieśnianie więzi, w czasach gdy za każdym rogiem ktoś mógł się na nich czaić. Z drugiej strony cholernie mu się to podobało. Mężczyzna uśmiechnął się do niej, po czym położył jedną dłoń na jej biodrze i przysunął ją do siebie tak, że niemal sykali się nosami. Drugiej okazji nie będzie.... Druga ręka wylądowała na policzku dziewczyny. Rich przez długą chwilę stał tak, wpatrując się w jej uroczą twarz, wdychając jej zapach i ciesząc się chwilą która nastała. Powoli i delikatnie pogłaskał ją po policzku, po czym równie powoli przyciągnął ją do siebie po to by złożyć na jej ustach pocałunek, dłuższy niż ostatnio. Jego ręka, która znajdowała się na jego biodrze przemieściła się w stronę pleców dziewczyny, jeszcze mocniej ją do siebie przytulając.Lasair Roarkedaughter - 2018-07-11, 20:14 Uczucia... Jedno słowo, a tak wiele skrywa tyle różnych emocji za nimi idzie. Od nienawiści, smutku, złość po przyjaźń, radość oraz miłość. Wiele różnych emocji, że czasem trudno się w nich połapać. Jednak prawdą jest trudno włączyć uczucia. Ludzie nie są robotami nie potrafią od tak się wyłączyć lub przeprogramować. Jest to nie możliwe... Nawet jeśli sami tego bardzo chcą. Nawet jeśli te uczucia niosą za sobą, żal, smutek, rozczarowanie oraz odrzucanie. Nie potrafimy przestać ich czuć i zapomnieć o tej osobie. Jeśli kogoś się kochało tak na prawdę, prawdziwie długo człowiek będzie próbować z nimi żyć. Nie będzie wstanie zapomnieć o ukochanej osobie. Nawet jeśli ona będzie tego bardzo chciała. Nie zapomnimy... Nie ma takich możliwość.
Podobnej sytuacji była Lasair chciała pomagać takim jak ona, którzy zostali namierzeni i są prześladowani, zatruci jak psy... Którymi nie są... bo to, że uaktywnił się u nich gen. Nie znaczy, że przestali być ludźmi... Cały czas nimi są szkoda tylko, że niektórzy o tym zapominają. Jak te czubki z GC czy też Rząd i DOGS. Zamiast spróbować sprawę mutantów inaczej załatwić wolą polować na nich, zabijać czy też robić testy. To jest ewolucja kiedyś tak było i nadal to się dzieję. Gdyby ona się nie działa nadal żylibyśmy epoce kamienia łupanego. Dlatego dziewczyna pragnęła pomagać wiedząc, że to nie będzie łatwa droga. Na razie nie wiedzieli o jej mutacji, ale ile czasu minię jak się dowiedzą. Chciała wierzyć, że gdyby coś się jej stało to Rich nie zrobi czegoś głupiego. Chciała mieć pewność, że nie wykorzystają jej jako karty przetargowej by go skrzywdzi.
Od jedenastego roku życia nie miała nikogo aż do czasu spotkania chłopaka. Bała się, że może i jego stracić, a tego nie zniosła by... Jeśli kiedyś jej mutacja wyjdzie na jawi i trafi łapska DOGS lub co gorsza GC chce mieć pewność, że nie pociągnie jego za sobą. Może to trochę egoistyczne z jej strony, bo sama nie potrafiła by odwróć się od niego plecami. Tylko ona była innej sytuacji niż on Rich miał brata, rodziców, a ona tylko jego.
- Dziękuje - powiedziała, bo tyle jej wystarczyło nie mogła wymagać od niego więcej. Wystarczyło, że nie przełoży jej dobra na własne. Domyślała się, że Rich pewnie znajdzie sposób by obejść to nie łamiąc złożonej obietnicy. Nienawidziła widzieć Richa w takim stanie. Po prostu wiedziała co to jest bezradność czuła się tak samo gdy jej rodzice ginęli. Chciała mu jakoś pomóc, uspokoić by nie myślał o tym. Przecież nie może być tak źle... Przecież musi coś być dobrego w ich życiu. Może jego brata przyjaciele nie są źli i traktują się jak rodzina. Nie wiedziała tego na sto procent. - Poczujesz się lepiej jak zatrzymam się na kilka dni u ciebie, a jeśli poczujesz się lepiej spróbuj spytać brata o jego przyjaciół - widać było, że chłopaka dręczy fakt, że ona i jego brat jest daleko, że nie może ich chronić. Lasair myślała, że jak spędzi kilka dni u niego przekona się, że nic jej nie grodzi i chociaż jedno z bliskich sobie osób będzie miał przy sobie. Kilka dni jej nie nikogo nie zabawi. Przynajmniej nie będzie musiała spać w motelu jednak niech nie myśli, że się nie dołoży. Ma pieniądze by móc się dołożyć nie będzie darmozjadem siedzącym mu na głowie.
- Ale... Ja ... wcale nie jestem taka nie zwykła - wydusiła siebie, bo nie uważała się za osobę niezwykła raczej przeciętną. To jaka była tego rodzice ją nauczyli. Nigdy się nie podawać oraz zawsze pomagać innym, bo wszystko co dobre to wraca do ciebie. Jak Rich ją opisywał czuła się jakby mówił całkowicie o innej osobie nie o niej. Była sobą, taka się urodziła i tak rodzice ją wychowali. Nie ważne jak jest kiedyś wyjdzie słońce. Po za tym chyba było w coś w tym piwie, które dopiła dziewczynie, że wzięło ich na szczerość i wyznawanie sobie uczuć i tych wszystkich słów. Do tej pory oboje traktowali się tylko jak przyjaciele, kurczowo trzymali się bezpiecznej strefy. On, bo ją szanował i nie chciał naciskać, a ona bo no cóż była niedoświadczona. Sama nie wiedziała co tak na prawdę czuje do chłopaka. Było to silniejsze niż przyjaźń, bo poznała wiele ludzi. Jednak nikomu nie pozwoliła tak zbliżyć się do siebie jak chłopakowi. Coś w sobie miał co sprawiało, że czuła się przy nim bezpiecznie...
Sama była zaskoczona tym, że go pocałowała jednak jej również się to podobało. Gdyby mogła cofnąć czas pewnie zrobiła to by ponownie możne innych warunkach. Ponieważ nie tak wyobrażała sobie te rozmowę. Jednak podobało się jej w jakim kierunku ona poszła. Sama trochę żałowała, że trwało to tak krótko. Jednak nie była pewna relacji chłopaka wolała sama przerwać niż zostać odepchniętym. Jednak widząc ten żar w jego oczach oraz to co zrobił później. Utwierdziło ją przekonaniu, że Richard czuje, myśli to samo co ona. Gdy przyciągnął ją do siebie i gładził jej policzek, patrząc w oczy. Miała ochotę powiedzieć, by ją pocałować. Jednocześnie nie chciała przerywać tej romantycznej sceny. Odpowiedziała na pocałunek mężczyzny kładąc jedną rękę na jego ramieniu i wplątując palce w jego miękkie włosy, a drugą oparła na torsie. Marzyła o tym by ten pocałunek nigdy się nie zakończył. Ponieważ w życiu nie czuła się jak w tamtej chwili. Jak Rich ją pocałował poczuła te przysłowiowe motyle latają jak szalone.Rick Ryan - 2018-07-11, 22:31 Richard doskonale wiedział że jego przyjaciółka nie odpuści dopóki nie złoży obietnicy, nie była aż tak łatwa do spławienia w tej kwestii jak jego brat, który odpuszczał po jednej odmowie, dlatego też mężczyzna zmuszony był złożyć tę obietnicę, w głębi duszy jednak doskonale wiedział że zrobi wszystko by jej pomóc, jeśli tylko okaże się że kobieta jest w niebezpieczeństwie, wiedział też że ma sojusznika w swoim bracie z którym, dzięki ich mocom, mogli uzyskać naprawdę bardzo, bardzo wiele.
Mężczyzna uśmiechnął się tylko gdy kobieta mu podziękowała, nie miał zamiaru wyjawiać jej swojego ukrytego planu, wolał aby myślała iż faktycznie nie będzie się narażał z jej powodu.. Kolejne jej słowa sprawiły iż na twarzy mężczyzny pojawiło się zaskoczenie. Czy faktycznie chciał aby Lasair nim zamieszkała, nawet przez te kilka dni? Cóż, był niemal pewien że nie raz pewnie będzie głupio się jej tłumaczył z karygodnych nawyków, chociażby zamawiania jedzenia, mimo to naprawdę chciał spędzić z nią więcej czasu, nawet jeśli oznaczałoby to jedynie wieczory po tym jak wróci z pracy. No i miałby ją przez ten cały czas na oku, bezpieczną niczym skarb w skrzyni.
-Tak, będę wtedy dużo spokojniejszy. Lasair możesz zostać jak długo ci się tylko podoba i bardzo chciałbym abyś czuła się tu jak u siebie. - mężczyzna pokiwał głową z entuzjazmem i uśmiechnął się do niej. - Tak, porozmawiam z Michaelem.. - dodał tylko krótko, nie chcąc psuć tak miłej wiadomości rozmyślaniem o swoim bracie. Cóż, w kwestii finansowej na pewno będą jeszcze mieli okazję się posprzeczać gdyż dla Richarda oczywistym wydawał się fakt że będzie ją rozpieszczał kiedy będzie z nim mieszkała.
Gdy kobieta stwierdziła że nie jest niezwykła mężczyzna zaśmiał się pod nosem po czym założył jej za ucho kosmyk włosów. Stał tak przez chwilę, spoglądając kobiecie w oczy.
- Może i dla innych ludzi nie jesteś nie zwykła, dla mnie jednak jesteś najbardziej niesamowitą kobietą jaką do tej pory poznałem, a znam ich wiele. - Powiedział z przyjaznym uśmiechem. Cóż, w tej kwestii nie okłamywał kobiety. Prawnik naprawdę uważał tę osóbkę za najwspanialszą kobietę jaką poznał. Lasair imponowała mu w bardzo wielu kwestiach, nie raz będąc światełkiem w tunelu dla mężczyzny gdy był bliski poddania się, zaprzestania poszukiwań brata i oddania się w ręce rządu, pokazała mu pewną drogę którą teraz chciał iść.
Mężczyzna zaś gdyby mógł cofnąć się w czasie z pewnością pocałowałby ją dużo wcześniej. Całą ich znajomość miał wrażenie że Lasair jest zainteresowania jedynie przyjaźnią z nim, niczym więcej to też nie wykonywał żadnego ruchu w tym kierunku nie chcąc stracić jej całkowicie. Był naprawdę zaskoczony obrotem spraw, cieszył się jednak że w końcu będzie mógł pokazać kobiecie jak bardzo mu na nim zależy, że będzie mógł dać upust całej tej czułości która kryła się w nim, skrywana w najgłębszych czeluściach jego serca. Gdy Lasair wplotła rękę w jego włosy złapał dziewczynę w pasie po to by posadzić ją na biurku, przekonany że i jednemu i drugiemu będzie tak wygodniej z racji różnicy we wzroście. Pocałunki mężczyzny zaczęły być coraz bardziej namiętne i zachłanne, tak jakby bał się że kobieta zaraz zniknie, że będzie musiał się obudzić z tego pięknego snu. Jego ręka powędrowała pod koszulkę kobiety, głądząc jej nagie plecy, drugą zaś wplótł w plątaninę jej loków. Po dłuższej chwili mężczyzna zjechał z pocałunkami na jej szyję, całując ją tak, jakby chciał obdarować pocałunkami każdy milimetr jej ciała.
- To nie jest sen, prawda? - spytał kobietę pomiędzy pocałunkami.Lasair Roarkedaughter - 2018-07-13, 14:41 Oj tak z całą pewnością bywała to uparta osóbka, która łatwo nie odpuszcza. Nawet jeśli ktoś zamknie jej drzwi przed nosem znajdzie okno, a nawet komin tylko by osiągnąć to na czym jej zależy. Wiedziała, że Richard znajdzie sposób by pomóc jej nie łamiąc danego słowa. Jednak usłyszenie tej obietnicy sprawiło, że poczuła się trochę lepiej. No cóż dla niej obietnica to świętość. Obiecała sobie, że nigdy nie przestanie walczyć o równo uprawnienie dla wszystkich czy mniejszość narodowe, czy też właśnie mutanci. Po prostu starała się walczyć o sprawiedliwość, bronić tych, którzy tego potrzebują. Świat jest pełny okrutnych ludzi, którzy krzywdzą kogo popadnie. Nawet do końca nie wierząc ideologie, którymi się usprawiedliwiają. Ponieważ oni się okrutni, mają się za jedyną słuszną rasę i chcą być panami wszystkich i wszystkiego. Lasair uważała, że to bardzo nie w porządku. Wcale nie chodziło tutaj o to, że była mutantem, Irlandką ani inne względy. Chciała by wszyscy byli sobie równi, bez różnic na geny czy inne jak kolor skóry bądź narodowość.
Sama też do końca nie była pewna czy chce spędzić te kilka dni z Richem w jednym domu. Jasne chciała być blisko niego, ale czy od razu z nim mieszkać. Każde z nich ma swoje małe przyzwyczajenia czy też kaprysy. Spodziewała się, że z tego powodu mogą wypłynąć różne różnice zdania. Właśnie się tego obawiała, bo bała się, że to może zniszczyć to między nimi jest.
- Nie będę nadużywać twojej gościnność i na prawdę na kilka dni byś poczuł się spokojniejszy - powiedziała do niego, a co do pieniędzy to na prawdę czeka ich w tej sprawie długa, poważna rozmowa. Bo jak już było mówione, to dziewczyna nie odpuszcza jeśli wbije coś sobie do tej swojej główki. Uśmiechnęła się na wzmiankę o bracie i nie drożąc już tego tematu. Ponieważ to były sprawy miedzy nimi co będzie się wtrącać. Jedynie może spróbować coś mu doradzić. Uważała, że będzie dobrze jak dowie się od niego o jego przyjaciołach. Może poczuje się trochę spokojniejszy. Sama bardzo chciała mieć rodzeństwo i kiedy widziała jakieś niezgodzie czy też oddalonych od siebie. Chciała im pomóc... Po za tym wszystkich swoich przyjaciół traktowała jak rodzinne, braci i siostry. Jednak Rich od samego początku był kimś więcej.
- No dobrze niech ci będzie - powiedziała do niego, chociaż i tak zamierzała myśleć swoje. Naprawdę nie uważała się za osobę nie zwykłą raczej widziała siebie całkowicie inaczej. Kiedy tak mężczyzna o niej mówił miała wrażenie, że opowiada jej kogoś obcego. Jednak nie zamierzała już przekonywać do tego, że nie jest nie zwykła. Bo mogą tak sprzeczać się w nieskończoność.
Może powinien? Już dawno temu to co czuła do niego zmieniło się, było silniejsze i do nikogo innego nie czuła tego samego co do chłopaka. Może sądziła, że nie zasługuje na coś więcej niż przyjaciel, a może sama tego nie dostrzegała. Nie wiem jaki był powód ale jedno jest pewne, że Lasair od dawna kochała Richa. Jedynie nie przyznawała tego sama przed sobą. Czuła te zazdrość, kiedy widziała mężczyznę w otoczeniu innej kobiety. Jedynie milczała, bo byli tylko przyjaciółmi. Tak sobie powtarzała... Nie chciała niszczyć nawet tego dla jakiś tam marzeń o czymś więcej. Pewnie nie był bardziej zaskoczony od samej zainteresowanie. Jednak ona również cieszyła się na to, że odważyła się wykonać ten jeden ruch. Ten o którym tak marzyła by poczuć smak jego ust. Teraz, kiedy tego wszystkiego doświadczyła, gdy skorupa ochrona pękła nie zamierzała się hamować. Zamierzała wziąć tyle ile jej da i również okazać mu tyle czułość. Szczęście nie polega tylko na braniu, ale też na dawaniu. Dlatego nie robiła mu pod górkę i pozwoliła się posadzić się na tym biurku. Cicho ledwo słyszalnie zaśmiała się... Jednak teraz zdecydowanie było o wiele wygodniej. Z tej pozycji nie tylko znajdowali się na tym samym poziomie jak tez mogła spojrzeć w jego oczy. Tonęła w nich jak też w każdym jego ruchu i pocałunku. Czuła je doskonale coraz bardziej w nich tonąć Przy każdym zetknięciu się ich ust czuła przyjemne dreszcze które opanowały jej ciałem, a gdy dotknął jej nagiej skóry pleców poczuła przypływ ciepła. Uśmiechnęła się do siebie w duchu i oddałam się tej przyjemności jednocześnie oddając te przyjemność jemu. Również moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę. Gładząc jego klatkę piersiową jakby jej palce pragnęły zapamiętać każdy ich centymetry. By móc przyszłość przywołać ich obraz, dotyk, który był wspaniałym doświadczeniem. Tonęła tych doznaniach jakim były pocałunki chłopaka oraz dotyk jego nagiej skóry. Przynajmniej na krótka chwile gdy zawzięcie całował mnie po szyj.
- Mam nadzieje, że to nie jest sen - wyszeptała, bo nie była pewna swojego głosu ani tego co może w nim usłyszeć. Każda jej komórka ciała pragnęła go jeszcze bardziej... - A chcesz by nim był? - zapytała próbując uspokoić swój przyspieszony oddech. Lasair dłonie same powędrowały na jego plecy przyciskając go do siebie jeszcze bardziej. Nie chciała by ten moment się skończył, a może to jej ciało nie chciało i pragnęło go każdym centymetrem?